Strony

niedziela, 22 maja 2011

- 1 - [Edmund Lancaster]

Śmierć.
Jak to prosto brzmi. 
Czasem przerażająco, czasem intrygująco.
Czasem wywołuje głębokie emocje, a czasem przechodzi bokiem, zignorowana wśród szarego tłumu tych, którzy jeszcze się z nią nie spotkali… 
Ale… Ale jakie to łatwe!
Nie trzeba się specjalnie starać.
Nie trzeba mieć żadnych szczególnych umiejętności.
Nie można się jej nauczyć.
Nie ominie nikogo.
Nie da się na nią przygotować.
Jakie to łatwe!
Umrzeć i tyle!
Po prostu!
Ilu ludzi dziennie umiera? 
Są i nagle ich nie ma. 
Jak jedno zdanie przekreślone w zeszycie niezdarnego poety, które traci nagle cały sens swego istnienia.
A jednak…
Dlaczego?
Edmund Lancaster nigdy nie nauczył się do końca żyć.
Jako syn hrabiego i hrabiny całe dnie spędzał w zamku, racząc się różnymi rozrywkami, otaczając się ogromem wiernej służby i żyjąc…
Na niby.
I dokładnie w dniu jego szesnastych urodzin los zdawał się mu spłatać wyjątkowo brutalną niespodziankę.
Ostatnią jaka miała czekać go w jego życiu.
Co się stało?
Nikt do końca nie wie. Historia milczy na ten temat, jakby nic nie było do końca jasne. Jedyne co wiadomo to to, że hrabiego i hrabinę, znaleziono z samego rana w łóżkach martwych. Z poderżniętymi gardłami. Natomiast posłanie ich nastoletniego syna zastali splamione krwią. Nie znaleziono jednak ciała.
W domyśle miało być ono przeniesione w zupełnie inne miejsce.
Dni mijały.
Zamek opustoszał.
Zyskał sobie złą sławę i nie przyciągał do siebie żadnych potencjalnych nabywców, aż w końcu stał się wstydliwym śladem przeszłości, gdzieś w środku wielkiej metropolii. 
Twarze rodziny, która jeszcze kilka wieków wcześniej sprawowała władzę na tych terenach uległy zapomnieniu, zamazane, zepchnięte gdzieś na niepotrzebne tory.
Z postaci z pierwszych stron gazet i bohaterów opowieści, stali się statystami historii o innych wielkich bohaterach, bardziej przyciągających, bardziej tętniących życiem, łatwiejszych do wyobrażenia.
I nikt właściwie nie rozwodził się nad tym gdzie może znajdować się ciało młodego Edmunda Lancastera. A może to i lepiej?
Gdyby się bowiem zacząć doszukiwać, gdyby odejść od książek, pergaminów i materiałów, które nie mówią nic, a zamiast tego wrócić do ruin, a zamiast tego posłuchać ścian, posłuchać drzew, posłuchać niemych świadków tego co się stało… Można by się dowiedzieć czegoś absolutnie porażającego.
Oczywiście nikt nie był w stanie tego zrobić, toteż nikt nigdy nie dowiedział się, że zwłoki Edmunda Lancastera wciąż przebywają na zamku.
Ba. 
Nikt nigdy nie dowiedział się, że owego feralnego ranka, tuż po swojej domniemanej śmierci, Edmund wstał i… Ruszył przed siebie. 
Tak, był martwy.    
I tak, żył.
Nie pamiętał niczego co zdarzyło się owej nocy. I nie pamiętał nawet co robił przez te kilka dni, szukając własnej tożsamości i świadomości, gdzie był, czym się zajmował…
Chyba niczym.
W końcu jednak wrócił do zamku.
By usiąść przy zakurzonym stole, przywołać do siebie nieobecną już od dawna służbę.
By przeczesać włosy przed lustrem.
By od nowa uczyć się każdego tak dobrze znanego przedmiotu.
I żyć tak kilka kolejnych wieków, niezmiennie, pusto, będąc obserwowanym jedynie przez ściany, które stały się milczącymi świadkami wszystkiego co się tutaj zdarzyło.
Lata mijały, a zamek uległ zupełnemu zapomnieniu.
Nikt nie szukał.
Nikt nie dociekał.
Nikt nie chciał dowiedzieć się prawdy.
A Edmund Lancaster czekał nieświadomie na odkrycie tajemnicy własnej śmierci.
A może raczej…
Własnego życia?

-I co? Zastanowiłeś się już?
James podniósł wzrok na dyrektora i uśmiechnął się lekko, po czym skinął głową.
-Tak, wydaje mi się, że mam już pewien pomysł…- zaczął ostrożnie James, postukując odrobinę nerwowo opuszkami palców w kolano.
Zawsze marzył mu się zawód ściśle związany z przeszłością, jej odkrywaniem, dążeniem do zredukowania liczby zagadek historii. Początkowo chciał wybrać się na archeologię, ostatecznie jednak wybrał studia historyczne, chociaż kwestia tego, czy pójdzie również na drugie, pozostawała raczej sprawą otwartą. James naprawdę lubił to co robił. A teraz miał okazję zaangażować się w coś takiego naprawdę…
Kilkudziesięciu najzdolniejszych studentów z uniwersytetu, aby rozpocząć dobrze swą przyszłą karierę, zawsze miało ułatwiony dobry start. Wybierali sobie którąś ze starych posiadłości, miejsce dawnych wykopalisk i tym podobne. Pisali na ten temat rozległą pracę, zawierającą zarówno fakty jak i hipotezy, prezentowali swoje umiejętności, a to zawsze dawało większe szanse angażu.
-Przyznam szczerze, że dużo się po tobie spodziewam, Jamie…- zaczął dyrektor, patrząc na niego odrobinę srogo, aczkolwiek przychylnie- Byłeś w końcu najlepszym uczniem i jestem pewien, że jesteś dobry w tym co robisz… Oczywiście odrobinę brakuje ci temperamentu, ale to już kwestia drugoplanowa. Zatem… Co wybrałeś?
-Zamek Lancasterów…- odezwał się powoli, podejrzewając już jakie reakcje to wywoła.
Dyrektor zmarszczył brwi i odkaszlnął cicho.
-Zamek Lancasterów?- powtórzył, wyraźnie niezbyt oczarowany jego wyborem- Przemyślałeś tą decyzję dokładnie? Nie zamierzam na ciebie naciskać, Jamie, ale to nie jest najlepszy wybór… Zastanawiałeś się może nad ziemiami Fitzgeraldów? Albo nad zamkiem w White Land? To są wyjątkowe miejsca. Można na ich temat dużo i rozlegle pisać…
-To prawda, ale trzy czwarte uczniów je wybrała… Nie widzę sensu zajmować się gromadnie jednym zagadnieniem…- rzucił stosunkowo nieśmiało. Nie czuł się dobrze w zwyczajowej rywalizacji, a poza tym nie lubił tłumów.
-W tym miejscu zatem należałoby się zastanowić czemu tak właśnie zrobili…- dyrektor najwyraźniej podjął próby łagodnej perswazji- Rozumiem oryginalność i chęć robienia czegoś czego nie robią inni, ale takie działanie może być bardzo ryzykowne… Bądź co bądź jest na pewno jeszcze wiele innych ośrodków i miejsc na których temat można by było coś ciekawego napisać i rzucić nowe światło na kilka spraw… Ale zamek Lancasterów… Dlaczego wybrałeś akurat to miejsce? Bo chyba nie opierałeś się jedynie na odległości, prawda…?
-Nie, nie- zaprzeczył natychmiast- Tylko… Jest tak blisko. Tereny wokół niego są stopniowo zajmowane, a z nim nie robi się właściwie nic... No i… Jest kilka spraw o których nie wszystko wiemy…
-Edmund Lancaster…?
-Na przykład.
-Rozumiem młodzieńczy zapał do pracy i pewność w dążeniu do celu, ale…- ach, że też zawsze musi być jakieś uciążliwe „ale”!- … ale muszę powiedzieć, że w tym wypadku jest to porywanie się z motyką na słońce i prawdopodobnie nie przyniesie zamierzonych efektów.
-Myślę, że ktoś już dawno powinien zacząć robić coś w tym kierunku…
-Masa ludzi robiła coś w tym kierunku- westchnął cicho dyrektor- Naprawdę, wierz mi, Jamie, że na przestrzeni wieków było wielu, którzy wysnuwali bardzo odważne teorie… Żadna jednak nie została potwierdzona, nie ma na nie najmniejszego dowodu… Zamek Lancasterów jest miejscem… Do którego obecnie historia nie przywiązuje większej wagi. Hrabia Lancaster rządził na tych ziemiach bardzo krótko i nie wniósł do historii owego rejonu właściwie nic.
-Ale został zamordowany- zauważył chłopak.
-Tak, jak wiele milionów przed nim i wiele milionów po nim- wyjaśnił cierpliwie dyrektor- Historia nie może odpowiadać na każde jedno pytanie. Nie na wszystko zachował się ślad, szczególnie po tylu latach. Nawet dzisiaj wiele zbrodni pozostaje niewyjaśnionych, a co dopiero mówić o czymś co zdarzyło się w osiemnastym wieku. Nawet gdyby dzisiaj dowiedzieć się kto stał za morderstwem, nawet gdyby, teoretyzując oczywiście, bo w praktyce nie ma to większych szans powodzenia, to nie przyniosłoby to nikomu żadnej sławy. Lancasterowie nie byli specjalnie znani ani specjalnie lubiani. A morderstwa mógł dokonać każdy, począwszy od przekupionej służby po jakiegoś włamywacza czy politycznego wroga. To jedno wielkie szukanie igły w stogu siana, nie mające żadnego sensu i nie przynoszące większych korzyści.
-Jestem spostrzegawczy- stwierdził po prostu James, wzruszywszy ramionami- I wierzę, że jeśli się dobrze przyjrzeć, igła zawsze się gdzieś jednak wyróżni. I uporczywe szukanie doprowadzi do jej znalezienia.
-Być może, ale nadal będzie to tylko bezwartościowa igiełka. Jamie, nie chcę niczego na tobie wymuszać, ani wywierać presji, ale… Na litość boską. Skończyłeś liceum z wyróżnieniem, studia również. Byłeś jednym z najlepszych… No dobrze. Byłeś najlepszym na roku i mówię to z pełną odpowiedzialnością. W dodatku to twoja pasja, a w tym zawodzie to najważniejsze. Jeśli nie chcesz wylądować w podrzędnej szkole, ucząc dzieciaki, tylko zajmować się historią naprawdę, odkrywać ją, studiować z każdym dniem na nowo, musisz o to zadbać sam. Teraz. Dobre oceny nie gwarantują od razu dobrego położenia i dobrego zawodu, wiesz o tym.
-Wiem- odparł James, czując się jeszcze bardziej poddenerwowany niż na samym początku- Ale ciekawi mnie zamek Lancasterów. To ta część historii, którą powinno się zainteresować.
-Z jakiego powodu? Co czyni ten jeden, krótki odcinek historii, ważniejszym od innych?
-Nie mam pojęcia- przyznał uczciwie James- Po prostu… Tak czuję.
-James, raz jeszcze… Jest masa niewyjaśnionych rozdziałów historii. Na których temat można wiele spekulować. Które są niezwykle ciekawe i gdybyś, a wierzę, że masz takie predyspozycje, rozwiązał wreszcie którąś z odwiecznych zagadek, mógłbyś zyskać sławę. Zamek w White Land od dawna przyciąga masę znanych już historyków, archeologów... Tam też nie wszystko jest jasne, też można wiele mówić o tym miejscu. Ale zamek Lancasterów? To chyba najgorszy wybór jaki mógł w ogóle paść. Gdybym cię nie znał, pomyślałbym, że to kwestia lenistwa i po prostu wybierasz to co jest najbliżej… Ale… Powiedz szczerze… To kwestia finansowa, James? Nie stać się na ten wyjazd?
-Nie, nie, skąd- zaprzeczył natychmiast chłopak, kręcąc głową.
-Wiem w jakiej jesteś sytuacji, Jamie… Jeśli chodzi o pieniądze, to naprawdę mogę cię dofinansować… I miej na uwadze, że nie jest to propozycja pożyczki, a inwestycja. I nie proponuję tego każdemu studentowi…
-To naprawdę nie chodzi o pieniądze, panie Richardson… Już mnie pan wspomaga, jestem panu wdzięczny, i radzę sobie stosunkowo dobrze, byłoby mnie stać na wyjazd gdybym chciał…
-… Ale nie chcesz- westchnął mężczyzna i pokręcił z niezrozumieniem głową- Naprawdę trudno mi zrozumieć tą decyzję. Morderstwo trojga ludzi w takich okolicznościach nie powinno nikogo dziwić…
-Dwojga- przerwał mu James- Nie znaleziono ciała Edmunda Lancastera, a zatem nie można orzec z całą pewnością, że został zabity.
-Na Boga, James… Owszem, istnieje nikłe prawdopodobieństwo, że chłopak przeżył, ale dobrze wiesz, że szanse są praktycznie rzecz biorąc równe zeru… Co miałoby się z nim stać? Dobrze wiesz, że nikt nie wypuściłby go stamtąd żywego.
-Nie ma jego ciała.
-Mogli je przenieść.
-Po co?- zapytał z niezrozumieniem chłopak- Skoro nie ukrywali ciał hrabiego i hrabiny, dlaczego mieli wynieść jego zwłoki?
-James, wiesz dobrze, że takie gdybanie nie ma w tych warunkach większego sensu… Prawdopodobnie trzy osoby nie żyją. Cała zagadka w tym kto jest mordercą.
-Nie. Cała zagadka w tym gdzie i dlaczego zostało ukryte ciało Edmunda Lancastera, jeśli rzeczywiście zostało ukryte. A jeśli nie, to gdzie młody hrabia znalazł się niedługo po owej zbrodni.
-Rozumiem, że się zaangażowałeś… Ciągle jednak proponuję ci, żebyś… Spróbował chociażby od czegoś innego. Jeśli będziesz miał dobry start, zawsze możesz wrócić do tematu Lancasterów. A teraz lepiej byłoby dla ciebie, gdybyś zajął się jakimś bardziej intrygującym tematem, który przyciąga zawsze w naszych kręgach duże zainteresowanie… Zamek w White Land jest…
-Z całym szacunkiem…- zaczął powoli James- Niech pan nie myśli, że nie szanuję pańskiego zdania, ale jednak mimo wszystko chcę zająć się zamkiem Lancasterów. I jestem pewien swojej decyzji. Nie wycofam się.
-Rozumiem…- skapitulował w końcu pan Richardson i skinął głową- Czy może raczej nie rozumiem, ale nie mam wyboru i muszę to zaakceptować… Nie pozostaje mi zatem nic innego jak życzyć ci powodzenia.
-Dziękuję- odparł krótko James.
-Mam nadzieję, że dobrze wybrałeś.
Och tak.
James też miał taką nadzieję…

Zamek Lancasterów był miejscem tak samo intrygującym, jak również odrobinę przerażającym… Miasto nigdy nie zainwestowało, żeby zrobić z niego muzeum. Nawet płytka wisząca przed wejściem, symbolizująca zabytek, obrosła już brudem i James nie liczył szczególnie na to, że ktokolwiek się tutaj pojawi.
Westchnął cicho, otwierając z pewnym trudem drzwi frontowe i wszedł do środka. I mówiąc szczerze doznał zaskoczenia. Opuszczone pomieszczenia, opuszczone domy, a opuszczone zamki szczególnie, miały to do siebie, że jeżeli nie przyciągały tłumów historyków i nie zostawały zamykane, przyciągały tłumy innego rodzaju… Bezdomnych, włóczęgów, złodziei… Oczywiście pewną prawidłowością byłoby wyniesienie stąd wszystkich cennych historycznie sprzętów, ale nikt się nie pofatygował…
Ani historycy…
… Ani złodzieje.
Długi korytarz zdawał się być dokładnie taki jak w czasach życia Lancasterów. No, może pewną różnicę stanowiła spora liczba pajęczyn i gruba warstwa kurzu pod którą spoczywały ściany i wszystkie przedmioty, które mijał. Ale James bardziej kierował się swoją wyobraźnią, która w tym momencie spisywała się wprost doskonale. Autentycznie poczuł klimat tego miejsca, jego niezwykłość, wyjątkowość. Nie żałował tego, że trafił akurat tutaj. Wprost przeciwnie. Teraz uznał, że jego koledzy ze studiów zrobili ogromny błąd nie kierując się w to miejsce.
Przeszedł powoli wzdłuż korytarza, przyglądając się dokładnie każdemu jednemu meblowi, każdemu obrazowi, wszystkiemu, co tak bardzo pomagało mu poczuć się jeszcze bardziej związanym z tym miejscem. Aż w końcu natrafił na obraz rodziny Lancasterów.
Zatrzymał się przed nim na dłuższą chwilę. Zjawiskiem być może nie do końca zdrowym był fakt, że zazwyczaj strasznie interesowali go zmarli ludzie. Oczywiście nie byłoby w tym nic dziwnego, zważywszy na jego wykształcenie, ale jego ciekawość dotykała chyba trochę innych sfer niż suche ustalenie pewnej ciągłości historycznej. Zastanawiał się zawsze, jacy byli. Czego nie można dotąd dowiedzieć się o nich z przeróżnych zapisków, a co było prawdą. Co ukrywali. Czy ich śmierć naprawdę wyglądała tak, jak wszyscy sobie to wyobrażają?
Lancasterowie wydawali się być w tym momencie niezwykle intrygujący. Szczególnie, że na ich temat historia wypowiadała się bardzo skąpo…
Pani Lancaster była kobietą o dość surowych rysach twarzy, z ciemno brązowymi włosami spiętymi w majestatyczny kok i równie chmurnymi oczyma. Jej mąż nie różnił się od niej zbytnio pod względem wyglądu, chociaż sprawiał wrażenie człowieka bardziej spokojnego i stonowanego. Jedną dłoń oparł na ramieniu swojego syna, czarnowłosego młodzieńca, o mlecznobiałej skórze, stosunkowo łagodnym wyglądzie, z oczyma o stalowej, zimnej barwie.
To był chyba jedyny obraz, który widać było wyjątkowo wyraźnie. Tak, jakby naprawdę ktoś mógł wyczyścić go ledwie chwilę temu, nim James tutaj przyszedł, a to przecież było niemożliwe.
… Prawda?
James uśmiechnął się lekko do siebie, już podekscytowany tym, co mógłby znaleźć w kolejnych komnatach i liczył skrycie, że być może w którejś z nich będzie cokolwiek, co mogłoby go chociażby naprowadzić na rozwiązanie zagadki śmierci Lancasterów. Tak, tak, zdecydowanie był niepoprawnym optymistą.
-Kim jesteś?
Aż podskoczył z przerażenia, odwracając się w kierunku, z którego usłyszał głos. Nie spodziewał się, że mógłby tu kogokolwiek zastać. James uśmiechnął się odrobinę niepewnie i odparł natychmiast:
-Przepraszam, nie powiedziano mi, że ktokolwiek tu będzie, nazywam się…
-Jesteś jednym z moich służących?- przerwał mu młodzieniec bez większego skrępowania, podchodząc bliżej- Dlaczego nie przyszedłeś, kiedy cię wołałem?
-T… To… To chyba jakaś pomyłka, ja…- zaczął i zaraz przełknął ślinę, w momencie, gdy chłopak znalazł się tak blisko niego, że dzieliło ich zaledwie kilka kroków. Bo dopiero z tej odległości, widząc go tak dokładnie, rozpoznając bez trudu identyczne niemal stalowe oczy, jasną skórę, odrobinę poirytowany wyraz twarzy… Zaczynał sądzić, że chyba wyobraźnia płata mu figle.
Problem w tym, że to nie był bezdomny.
Ani złodziej.
Ani nikt, kto mógłby go owszem, odrobinę nastraszyć, ale ostatecznie nie sprawić mu większych problemów.
James zerknął ukradkiem na obraz. Ciarki przeszły mu po plecach. Teraz czuł się jak bohater taniego horroru.
-Kim jesteś?- kontynuował pytania chłopak, najwyraźniej niezrażony jego milczeniem- Nie jesteś jednym z moich służących- ocenił po dłuższej chwili uważnego przyglądania mu się- Co tu robisz? Wiesz, gdzie jest moja matka?
James wziął głęboki wdech, nie będąc w stanie wydobyć z siebie ani słowa.
Albo ktoś robił mu bardzo brzydki żart albo…
-Edmund Lancaster?- rzucił niemalże na bezdechu.
-We własnej osobie.
Boże.
Stanął wszem i wobec twarzą twarz z duchem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz