Strony

niedziela, 22 maja 2011

~ 1 ~ [Gabriel]

Nazywam się Gabriel.
Po prostu Gabriel.
Już od ponad trzech lat byłem wychowankiem zakładu poprawczego w niewielkim miasteczku Bright Bell. Ale chyba moje problemy zaczęły się dużo wcześniej.
Albo po prostu… Trwały od zawsze.
Nie pamiętam zbyt dobrze czasów wczesnego dzieciństwa. Chyba skończyło się wyjątkowo szybko, wraz ze śmiercią mojego ojca. Miałem wtedy pięć lat.
Moja matka wpadła w alkoholizm. Gdy poszedłem do szkoły podstawowej znalazła sobie jakiegoś faceta. Sądziłem, że to będzie przełom, moment zmiany dla niej, ale myliłem się. Dzień w dzień budziły mnie odgłosy awantury. Ona chodziła posiniaczona. Ja skrzętnie skrywałem ślady bójek pod ubraniami. Nie potrafiłem się z tego wyrwać. Dużo wagarowałem, opuszczałem lekcje, nie zdałem do gimnazjum. Nie potrafiłem nigdy nikomu powiedzieć o tym co mnie dręczy, zamykałem się w czterech ścianach własnego milczenia, nie dopuszczając do siebie nikogo.
Kiedy miałem czternaście lat trafiłem tutaj.
Za morderstwo.
Którego nie popełniłem.
Od tamtej pory nauczyłem się, że prawda nie istnieje.
I nie ma sprawiedliwości.
Nigdy więcej nie zobaczyłem się też z matką.
A świat nie zmienił się ani trochę, pozostał w odcieniach mętnej szarości. 
Do dnia w którym to wszystko się zaczęło.
Do dnia w którym poznałem jego… 
Swoje największe przekleństwo.
I paradoksalnie, największe szczęście jakie spotkało mnie w życiu.
A pomyśleć, że tamtego dnia, nie mogłem nawet podejrzewać tego, jak wiele się zmieni… 
Jak wiele zmieni on. 

-Jak się nazywasz?- Kevin, nowo przydzielony, spoglądał na niego uważnie z pełnym zwyczajnej, prostolinijnej niemalże sympatii uśmiechem.
-Gabriel- odpowiedział sucho. Jednym z „przywilejów” tych, którzy spędzili tutaj tyle czasu, co on, było oprowadzanie nowych po całym ośrodku.
-A nazwisko…?
-Po prostu Gabriel- skwitował, nie chcąc się wdawać z chłopakiem w żadne dyskusje. Nigdy nie chciał. Czekał tylko na moment, gdy cała jego ciekawość co do nowego miejsca zniknie, przywyknie do życia tutaj i przyzwyczai się do codziennej rutyny i ogólnej niechęci- Na parterze znajdują się kwatery opiekunów i kilka pokoi. W lewym skrzydle jest świetlica. W prawym z kolei znajduje się stołówka, ale do niej pójdziemy dopiero, gdy przyjdzie odpowiedni czas…- wyjaśnił, ruszając po schodach na górę i nie czekając nawet na swojego towarzysza. Kevin dogonił go szybko i zrównał się z nim krokiem, nie przerywając wcale pytań, jakby nastrój i usposobienie Gabriela wcale nie rzucały mu się w oczy.
-Za co cię tutaj wsadzili, co…?
-Za nic- odparł zwyczajowo Gabriel- Po prostu jestem.
-Po prostu jesteś?- powtórzył z niedowierzaniem jego towarzysz i zaśmiał się lekko, niemal serdecznie- Spoko, nie chcesz mówić, to nie mów. Mnie wsadzili na pół roku, ale to lajcik. Miałem za dużo wyroków w zawieszeniu za kradzieże… Zresztą już raz spędziłem dwa miesiące w takim ośrodku, ale nie tutaj, tylko w White Land, tam…
-Całe drugie piętro to właściwie pokoje wychowanków- przerwał mu Gabriel w wyjątkowo mało uprzejmy sposób, jasno chyba dając do zrozumienia, że naprawdę niewiele go to interesuje. Chciał po prostu jak najszybciej skończyć ten cały cyrk- Jest tutaj również gabinet naszego psychologa, ale zazwyczaj mało kto jest do niego wzywany…- on bywał. Średnio dwa razy w tygodniu, chociaż nie miało to żadnego głębszego sensu. Wszyscy zdawali się oczekiwać, że nagle, w pewnym momencie powie coś zaskakującego, coś innego, co sprawi, że będą mogli mu wreszcie przyczepić etykietkę ofiary przemocy w rodzinie albo chorego psychicznie. Tyle, że Gabriel nie mówił nic- Na trzecim piętrze znajduje się duża sala. Odbywają się w niej apele i w czasie dni otwartych goszczeni są tam rodzice. Czasem pełni również funkcję sali gimnastycznej, chociaż zajęcia z wychowania fizycznego odbywają się na samym dole, w piwnicach.
-Podoba ci się tutaj?
Cholera.
Nie, wcale nie wydawał się być zrażony. Gabriel spojrzał na niego niepewnie, odrobinę zbity z tropu.
-Nie- odpowiedział w końcu- Dlaczego miałoby?
-Niektórym się podoba- Kevin uśmiechnął się lekko i wzruszył ramionami- W tamtym ośrodku było całkiem spoko.
-Oprócz tego, trzecie piętro to także sale, w których mamy lekcje i w których odbywają się terapie grupowe. To chyba wszystko, co powinieneś na razie wiedzieć- skwitował, nie komentując poprzednich słów towarzysza- Nie wiem jeszcze, który pokój został ci przydzielony, ale na pewno cię do niego zaprowadzą.
-W porządku- odparł całkiem pogodnie Kevin i w tym momencie rozległ się dźwięk dzwonka.
-Co to?- zapytał ze zdziwieniem.
-Dzwonek- prychnął cicho Gabriel.
-Tak- parsknął, zupełnie niezrażony- Ale co oznacza?
-Zazwyczaj czas rozpoczęcia i zakończenia lekcji, ale o tej porze sygnalizuje po prostu, że trzeba zejść do stołówki, na obiad. Chodź.
Kevinowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Ruszył w ślad za rudowłosym, który zaprowadził go wprost do sali. Obiady zazwyczaj wyglądały tak samo. Należało po prostu ustawić się w kolejce, wziąć swoją porcję i zająć sobie gdzieś miejsce. Gdzieś, gdzie nie będzie się przeszkadzało innym przynajmniej. Gabriel zawsze siadał tuż przy ścianie, z dala od całej reszty. I miał chyba cichą nadzieję, że jego towarzysz da mu święty spokój. Ten jednak całkowicie nieskrępowanie zajął miejsce obok niego i uśmiechnął się pogodnie.
-Jest fajnie- ocenił, zabierając się za jedzenie.
Gabriel spoglądał na niego z mieszaniną niepokoju i fascynacji. Różnie z tym bywało, ale zazwyczaj ludzie, jeśli mogli, trzymali się od niego z daleka. Zdawał sobie sprawę z tego, że nie jest tutaj najbardziej interesującą osobą jeśli chodzi o zawieranie wszelkich znajomości. Ba. Chciał taki być. Nie przepadał za towarzystwem.
Kevin jednak zdawał się być tym wszystkim zupełnie niezrażony. Gabriel przechylił lekko głowę, przyglądając mu się uważnie. Chłopak był raczej szczupły, chociaż zdecydowanie rudowłosy nie nazwałby go chuderlawym. Jego nazywano z kolei tak cały czas. Kevin był blondynem o niemal zadziornym spojrzeniu, chociaż jego niebieskie oczy same w sobie zawierały tajemniczą niewinność i bezbronność niemalże. Ach, pozory mogą mylić…
-Czemu mamy lekcje tutaj?- widać Kevin wcale nie rezygnował z zadawania pytań- W White Land chodziliśmy do normalnej szkoły…
-To zakład zamknięty- odparł Gabriel, wzruszywszy obojętnie ramionami- Innego na terenie tego miasta nie ma. Dlatego wszystkie lekcje odbywają się tutaj.
-Zamknięty?- powtórzył Kevin, marszcząc brwi- A przepustki i tak dalej? Listy?
-Można je wysyłać, chociaż za złe sprawowanie i wyniki dają zakaz korespondencji do czasu poprawy… Przepustki też są. Ale raczej dla tych bardzo… Zresocjalizowanych…- a takich tutaj praktycznie rzecz biorąc nie było- Chociaż skoro jesteś tutaj za kradzież to pewnie będziesz na nieco innych zasadach… Nie mam pojęcia.
-A co z widzeniami z rodziną?
-Hm… Raz na jakiś czas odbywa się… Oficjalne. To coś jak zebranie, wszyscy rodzice powinni się zjawić…- powinni. Jego matka nie pojawiła się ani razu, ale Gabriel nie cierpiał zbytnio z tego powodu. Wcale nie wiedział, czy chce ją zobaczyć- Ale takie odbywa się co pół roku, niekiedy częściej- w czasie jego pobytu tutaj dodatkowe zebranie odbyło się tylko raz. Wtedy, gdy jeden z wychowanków podciął sobie żyły w łazience- Oprócz tego dodatkowe widzenia są też nagrodą za dobre sprawowanie… O to właściwie nietrudno. Jeśli twoim rodzicom zależy, na pewno uda im się coś takiego załatwić…
Oczywiście.
Szczególnie, że często była to kwestia pieniędzy, a nie zachowania.
-Co jeszcze w ramach dobrego sprawowania, hmm…?- Kevin spojrzał na niego pytająco z lekkim uśmiechem- U nas organizowali różne imprezy, podwyższali kieszonkowe i tak dalej…
-Nie ma kieszonkowego. Przecież prawie nie wychodzimy, nie licząc jakichś krótkich wycieczek jednodniowych czy czegoś w tym stylu. A w takich wypadkach ośrodek jest fundatorem wszystkiego. Za dobre sprawowanie można ewentualnie ubiegać się o skrócenie kary, albo przeniesienie na teren innego. Chyba nic więcej- stwierdził, wzruszywszy ramionami.
-A kary?
-Brak widzeń z rodzicami, pozostawanie w ośrodku, gdy inni idą na wycieczkę, zakaz rozmów telefonicznych, korespondencji i tym podobne… Nic ciekawego.
Dla niego nie było. Gabriel nie miał z kim się widzieć, z kim rozmawiać ani z kim pisać. A jeśli chodzi o wycieczki, nigdy i tak specjalnie go nie interesowały.
-Nieciekawie- skwitował krótko Kevin- Nie chciałbym sobie przerąbać, matka i tak jest na skraju załamania z powodu tych moich wybryków… No ale. Wiesz jak jest. Kumple i tak dalej. Nie tak łatwo z tego wyjść.
Nie, nie tak łatwo. Z żadnego bagna nie łatwo się wyrwać.
-Więc za co tu jesteś?- ponowił swoje wcześniejsze pytanie Kevin- Jeśli naprawdę nie chcesz odpowiadać to nie musisz.
-Nie chcę- odparł krótko Gabriel, a chłopak uśmiechnął się lekko i skinął głową.
-Spoko. Tak sobie myślę, może będziemy w jednym pokoju? Jak sądzisz? Ile osób w ogóle w jednym sypia?
-Różnie. Od trzech do pięciu, zależy od pokoju. Ale ze mną nie będziesz na pewno…- stwierdził zgodnie z prawdą.
-Nie ma wolnych miejsc?
-Nie ma- potwierdził krótko.
… W izolatce zazwyczaj miejsce jest tylko jedno.
-Szkoda- westchnął cicho Kevin- Ale może przynajmniej będziesz niedaleko. Jak sądzisz? Do jakiego pokoju mnie przydzielą?
Wzruszył ramionami. Nie miał pojęcia, wiedział tylko, że z pewnością nie będą mieli do siebie „blisko”.
Po obiedzie ruszyli wzdłuż korytarza. Kevin wcale nie zraził się zbytnio nastawieniem Gabriela, a ten z kolei musiał przyznać, że jego aż nazbyt pogodny i optymistyczny towarzysz, wcale nie sprawia na nim negatywnego wrażenia. Wprost przeciwnie. Chyba nawet zaczynał go darzyć czymś na kształt sympatii, chociaż nie podejrzewał, by Kevin rzeczywiście wytrzymał z nim długo. Na pewno znajdzie sobie lepsze towarzystwo. Gabriel nie nadawał się do długich konwersacji.
-Ej, ej! Gabrielo! Znalazłaś sobie nowego chłoptasia?- Tom pojawił się przy nim błyskawicznie.
-Pewnie nie na długo- zachichotał Mike, zachodząc go od drugiej strony.
Gabriel zatrzymał się, rozglądając się nieco niepewnie i posyłając krótkie, niemalże pełne zażenowania spojrzenie Kevinowi. Nie cierpiał takich sytuacji. Pewnie gdyby nie Tom i Mike, to miejsce mogłoby mu się jawić jako chociaż odrobinę lepsze.
-Gabriel krzyczy w nocy- zaśmiał się donośnie Tom. Odkąd pamiętał odstawiali taką pokazówkę, szczególnie przed młodszymi i nowymi- Krzyczy w nocy jak dziewczynka.
-O tak, jak dziewczynka- wtórował mu Mike- No i słyszy głosy!
-Straszne głosy!
-Głosy kazały mu zabić…
-O tak, to na pewno głosy….
-Spadajcie- rzucił cicho rudowłosy, starając się ich wyminąć, ale na powrót stanęli na jego drodze, tym razem jednak większe zainteresowanie poświęcając jego towarzyszowi.
-Podobno przenieśli cię z White Land- odezwał się Tom- Za co? Co takiego nabroiłeś?
-Zabiłem mojego współlokatora- odparł Kevin, bez mrugnięcia okiem. Gabriel spojrzał na niego z zaskoczeniem, ale nie odezwał się.
-Co?- Mike aż wytrzeszczył na niego oczy- Za co?
-Cholernie mnie wkurzał…- stwierdził, uśmiechając się odrobinę paskudnie- A poza tym bardzo niekulturalnie zachowywał się w stosunku do mojego przyjaciela…- tu posłał Gabrielowi znaczące spojrzenie, a ten zaczerwienił się lekko. Wcale nie oczekiwał, że Kevin stanie w jego obronie- Jeszcze jakieś pytania?
-Skąd- parsknął cicho Tom- Załapaliśmy. Spadamy, Mike.
-Ale o co chodzi?- Mike spojrzał na swojego kumpla z niezrozumieniem- On w końcu zabił tego gościa czy nie?
-Och, przymknij się. Idziemy.
Rzeczywiście, już po chwili ruszyli na górę, w stronę swojego pokoju.
-Dzięki- odezwał się cicho rudowłosy- Nie trzeba było.
-Wiem- odparł Kevin, skinąwszy głową- Ale nie lubię takich gości. Strasznie mnie wkurzają. To co? Zaprowadzisz mnie do tej świetlicy?
Gabriel uśmiechnął się lekko pod nosem.
Może jednak zbyt pochopnie ocenił „nowego”?

W izolatce sypiał już od ponad roku. Bądź co bądź, był jednym z niewielu tutaj, którzy naprawdę pretendowali do miana świra, chociaż akurat nie w tym tkwił powód. Gabriel nie miał napadów agresji czy też autoagresji. Po prostu trudno go było przydzielić do spania z kimkolwiek w jednym pokoju, bowiem często zdarzało się, że budził się z krzykiem, po nocnych koszmarach z których niewiele później pamiętał. Wiedział tylko jedno. Przerażały go jak diabli.
Dlatego spanie w izolatce było dla niego… Bardziej komfortowe, jeśli można go tak nazwać. I z pewnością jeszcze bardziej komfortowe dla jego potencjalnych współlokatorów.
Więc z tego powodu, zgodnie z decyzją reszty opiekunów i za swoją zgodą zresztą również, został przeniesiony tutaj.
Może to zresztą przyczyniło się do tak licznych plotek na jego temat wśród całej reszty?
Nie, chyba nie. Te pojawiły się już dużo wcześniej.
Najchętniej cofnąłby czas i nigdy nie poinformował jednego ze swoich wcześniejszych, nazbyt gadatliwych współlokatorów o swoich dziwnych przypadłościach…
Chyba po prostu sądził, że można na to cokolwiek poradzić.
Albo potrzebował potwierdzenia, że nie jest w owych „przypadłościach” osamotniony. Że jest normalny.
Nie miał pojęcia czy te pogłoski nie dotarły jeszcze do opiekunów czy woleli je zignorować. A może raczej to one były powodem jego regularnych wizyt u psychologa. Trudno mu było to stwierdzić.
Wiedział jedynie, że nigdy nie powie pani psycholog co mu tak właściwie jest.
Nie był aż tak głupi.
Nie chciał być wariatem.
-Gabriel…
Przełknął cicho ślinę, zaciskając mocniej powieki.
-Gabriel…
Zimny dreszcz przebiegł mu wzdłuż kręgosłupa.
Nienawidził takich chwil.
Nocy gdy się pojawiał.
Ten uporczywy głos…
W takich chwilach zatykał uszy i starał się nie słyszeć, ale to nic nie dawało.
To nie był głos z zewnątrz.
To było coś w nim, w jego głowie.
Czuł się jak cholerny schizofrenik i to go przerażało.
Ale nie tak bardzo jak sam dźwięk jego imienia w takich sytuacjach.
-Gabriel…
Głos był zawsze taki sam. Przepełniony jakimś jadem, chłodem, czymś, co sprawiało, że Gabriel niemalże ze strachu zapominał, jak się oddycha ze strachu.
-Gabrie…
-Kontrola!- do pomieszczenia weszła jedna z opiekunek i zaraz wyszła. To była rutynowa sprawa, opiekunowie patrolowali pokoje podopiecznych, sprawdzając, czy aby na pewno położyli się spać. Kontrole u Gabriela pojawiały się raczej rzadko. Rudowłosy nie miał skłonności do imprezowego trybu życia.
Z bijącym jak oszalałe sercem czekał na kolejne słowo. Czekał na swoje imię, wypowiedziane w ten melancholijny, głęboki, a jednocześnie wywołujący dreszcze strachu sposób.
Ale nie usłyszał nic.
W stanie wyczekiwania, pewnego napięcia, a jednocześnie cząstkowej ulgi, zamknął na powrót powieki, starając się zasnąć.
W takich chwilach żałował, że nie ma kogoś obok siebie.
Kogoś, kto mógłby go uspokoić.
Kogoś, kto mógłby go do siebie przytulić.
I kogoś kto uświadomiłby mu, że…
Wcale nie zwariował.

3 komentarze:

  1. Anonimowy4:16 PM

    łał , świetne ! *o*

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy6:43 PM

    Świetne, zreszta jak zwykle. Chciałabym kiedyś zobaczyć twoją twórczość na półce w księgarni. Wykupiłabym wszystko. Tak pięknie wszystko opisujesz, można się wręcz wczuć w opowiadanie. To wszystko przychodzi ci tak naturalnie. No po prostu genialne
    ~ Misaki

    OdpowiedzUsuń
  3. cudowne *^*... już biegnę czytać następne rozdziały :3

    OdpowiedzUsuń