Strony

niedziela, 22 maja 2011

1. Niespodziewane spotkanie [Sunrise]

Wpatruję się w niego z przerażeniem. Nie wiem co powiedzieć, wszystkie słowa jak gdyby uleciały z mojej głowy. Pierwszy raz widzę go w takim stanie. Nie wiedząc co zrobić, wbijam więc tępe spojrzenie w kawałki szkła zalegające na podłodze tuż przede mną.
-Jesteś taki jak on...- mówił z trudem, opierając się o ścianę, jak gdyby miał zaraz upaść- Taki sam, niczym się nie różnicie, możesz do niego wracać...
Wiem, że mówi to, żeby przykryć słowa, które wyszły z jego ust ledwie chwilę temu. Wiem, że mówi tak, ponieważ chce to ukryć. Ponieważ wstydzi się, że popełnił najgorszy w życiu błąd.
Błąd, którym byłem ja.

***

Bright Bell. Miejsce mojej codziennej udręki. Szare, niewielkie miasteczko, którego jedyną wartość turystyczną stanowiła stara katedra, z ogromną dzwonnicą, mimo iż od wielu lat już nieczynną. Była tam też szkoła. Ogromna, prestiżowa prywatna szkoła, do której zjeżdżały się dzieciaki z całego kraju. Ja też tam trafiłem. Ku mojemu nieszczęściu niestety, bo w porównaniu z moją poprzednią szkołą w Londynie, poziom tej był niewyobrażalnie wysoki. To nie było z pewnością moje miejsce. Moi rówieśnicy spędzali tutaj większość czasu na nauce, nie mając najwyraźniej pojęcia o tym czym jest prawdziwa rozrywka. Co prawda znalazłem tutaj trójkę przyjaciół, z którymi udało mi się nawiązać wspólny język, jednak cała reszta traktowała mnie z dużym dystansem. Tak więc nie ma się co dziwić, że cholernie tęskniłem za moją dawną, liczną paczką ze starej szkoły. Podsumowując więc sądziłem, że to najgorsze, najnudniejsze miejsce na ziemi i gorzej już być nie może. Szkoda, że zawsze w takich momentach okazuje się, iż jednak może.
Z cierpiętniczą miną przerzuciłem kolejne kartki podręcznika. Fizyka była z pewnością najbardziej znienawidzonym przeze mnie przedmiotem. Westchnąłem ciężko próbując spamiętać prawo kolejne wzory i prawa, kiedy usłyszałem dzwonek komórki. Odebrałem bez zbytniego entuzjazmu.
-Zabiję ją!
-Katy...- jęknąłem- Co się znów stało?
-Ona z nim flirtuje! Mówię ci, że z nim flirtuje!
Westchnąłem głęboko. Fakt, że moje dwie najlepsze kumpele nie darzyły się sympatią był naprawdę uciążliwy. Katy i Jenna rywalizowały ze sobą odkąd się poznały. A raczej powiedziałbym, że to Katy starała się za wszelką cenę przebić Jennę, która niewiele sobie robiła z jej starań. Najgorszą jednak rzeczą było to, że Katy próbowała wywalczyć serce mojego przyjaciela Jacka, który najwyraźniej bardziej interesował się Jenną.
-Nie flirtuje z nim- zaśmiałem się lekko- Po prostu się przyjaźnią, tak jak my. Czysta przyjaźń taka jak i nasza.
Oczywiście "czysta przyjaźń" pojawiała się dopiero wtedy, kiedy przyznałem się, że jestem gejem. Wcześniej Katy starała się za wszelką cenę mnie poderwać.
-Nie! Nie widziałeś jej wzroku! Ona go po prostu zżerała spojrzeniem!
-Katy, nie przesadzaj- poprosiłem, w duchu krztusząc się ze śmiechu- Rozmawiałem z Jenną i nigdy nie mówiła mi, żeby była nim jakoś specjalnie zainteresowana.
-Bo to małpa! Próbuje mi odbić każdego faceta jaki mi wpadnie w oko! Pamiętasz, jak przystawiała się do ciebie?!
Szczerze wątpiłem w tą wersję wydarzeń, szczególnie, że Jenna od samego początku zdawała sobie sprawę z mojej orientacji, ale postanowiłem nic nie mówić, żeby nie wkurzyć jej jeszcze bardziej.
-A najgorsze jest to, że on cały czas wgapia się w nią jak w obrazek!- histeryzowała ciągle Katy- Wszyscy ją traktują jak jakąś księżniczkę! Nie zniosę tego ani chwili dłużej!
-Katy, czy ty przypadkiem nie przesadzasz ze swoją zazdrością?
-Ach tak! Nawet ty! Świetnie! Poradzę sobie sama!
Zanim zdążyłem powiedzieć cokolwiek więcej dziewczyna rozłączyła się. Nie przejmując się zbytnio wróciłem ponownie do zadań. Znałem ją zbyt dobrze, żeby wiedzieć, że za co najwyżej dwadzieścia minut zadzwoni ponownie.
Właśnie miałem wrócić spokojnie do nauki, kiedy go zauważyłem.
-O Boże- jęknąłem cofając się pod ścianę.
Nieznajomy odwrócił się w moją stronę. Do teraz zastanawiam się, czemu nie od razu zauważyłem jak mało wydawał się ludzki. Czerń jego długich, jedwabnych włosów, opadających luźno aż do pasa, stanowiła idealny kontrast z nienaturalnie bladą skórą. Miał owalną, szczupłą twarz, pozbawioną jakiejkolwiek niedoskonałości, prosty i zgrabny nos, rysujące się łagodnym łukiem brwi i czarne, chmurne oczy. Spojrzał na mnie kompletnie zaskoczony.
-Och- wydobył z siebie, wciąż nie przestając przeszywać mnie wzrokiem.
-O mój Boże...- powtórzyłem po raz kolejny. W mojej głowie rozpoczęła się szalona gonitwa myśli. Wtedy byłem pewien, że stoję oko w oko ze złodziejem, lub co gorsza mordercą.
-Przepraszam, przestraszyłem cię?- zapytał wyraźnie rozbawionym tonem.
Głupie pytanie, pomyślałem. Nigdy wcześniej nie byłem przerażony tak jak właśnie w tamtym momencie.
-C-co tu robisz?- zapytałem drżącym ze zdenerwowania głosem.
-Przyglądam się- wyjaśnił bez żadnego skrępowania.
-Nie masz tu co kraść- zauważyłem cicho- Naprawdę, nie ma tutaj nic cennego.
-Nie jestem złodziejem!- syknął niemalże urażony.
-Więc kim jesteś?
-Myślę, że to trochę trudno wyjaśnić- podrapał się po głowie, jak gdyby szukając odpowiednich słów- Widzisz... Hmm... Bez owijania w bawełnę i zbytniego tłumaczenia... Jestem demonem- uśmiechnął się kwaśno.
-Demonem?- powtórzyłem jak echo.
-Tak.
Zamrugałem oczami. No tak. Wtedy byłem już kompletnie w rozsypce. Zamiast złodzieja dostał mi się psychol.
-Nie wierzysz, prawda?- zapytał, marszcząc brwi.
-Oczywiście, że wierzę- pisnąłem, chociaż to z pewnością nie zabrzmiało przekonująco- Więc... Może... Może byś sobie już poszedł, co?
-Ależ skąd- prychnął- Spotkać kogoś takiego jak ty to niezwykła rzadkość. I muszę przyznać, że to może być dla mnie ciekawe... Doświadczenie.
-Widzisz... Mnie to jakoś nie cieszy- chrząknąłem ze zdenerwowaniem- Dlatego... Wolałbym, żebyś... Sam rozumiesz. Inaczej będę musiał zadzwonić na policję.
-To nie jest zbyt dobry wybór- osądził po chwili zastanowienia- Obawiam się, że mieli by poważne wątpliwości co do twojego zdrowia psychicznego.
-Mojego?- wyrwało mi się, zanim zdążyłem ugryźć się w język- Wiesz, nie chcę być nie miły... Ale demony nie istnieją, nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę, chociaż hmm... Rozumiesz sam...
-Ach. Więc nie mogę być demonem, bo jesteś święcie przekonany o tym, że takowe nie istnieją?- chłopak uniósł brwi.
-Nie, ale widzisz...- przesunąłem powoli wzdłuż ściany, w kierunku drzwi- Chodzi o to, że gdyby demony istniały tak jak mówisz i gdyby ludzie ich spotykali, najprawdopodobniej przecież uznali by je za prawdziwe.
-Ależ ludzie nie często spotykają demony. A raczej nie znają sobie z tego sprawy- powiedział i zaśmiał się lekko- Widzisz, nie jestem widzialny dla przeciętnych ludzi.
-Tak, tak, nie wątpię- prychnąłem cicho, zastanawiając się jednocześnie nad możliwością ucieczki.
-Chyba nie będzie problemu, żeby to sprawdzić, prawda?- zapytał- Pokażę ci coś, jeżeli darujesz sobie próbę ucieczki i udowodnię, że nie zwariowałem.
Do dziś zastanawiam się, czemu wtedy nie uciekłem z przerażającym wrzaskiem, jak zamierzałem. Może ciekawiło mnie to wszystko, a może tylko chciałem się upewnić, że rzeczywiście nic takiego jak demon nie istnieje? Nie wiem. Wiem jedynie, że kiedy powlokłem się za nim do przedpokoju i stanąłem obok niego przed lustrem, dojrzałem w nim... jedynie własne, przerażone odbicie.
-Jak... Jak to możliwe?- baknąłem z kompletnym osłupieniem. Przejechałem po tafli opuszkami palców, jak gdybym chciał doszukać się tam czegoś niezwykłego. Do dziś bawi mnie to, że wolałem już raczej uwierzyć, że ktoś pokusił się o głupi żart i podmienił mi lustro, niż, że naprawdę spotkałem demona.
Przysiadłem na podłodze, kompletnie zmieszany.
Czy kompletnie mi odbiło?

Z rozdrażnieniem przeniosłem wzrok na siedzącego przy biurku chłopaka. O ile w ogóle mogłem nazywać go chłopakiem. Nie byłem wtedy pewien niczego. Po raz kolejny tego wieczoru szczypnąłem się w ramię, mając nadzieję, że wybudzę się zaraz z tego wstrętnego snu, jaki zafundowała mi wyobraźnia. Niestety, bez żadnego rezultatu. Demon siedział cały czas w tym samym miejscu, kręcąc się na krześle. Zacząłem poważnie wątpić w swoje zdrowie psychiczne. Zwariowałem. Byłem co do tego praktycznie przekonany. Zamkną mnie w wariatkowie, bo widzę kogoś, kogo nikt inny nie widzi. Kto logicznie rzecz biorąc nie ma prawa istnieć. Zawsze podejrzewałem, że demony to wymysł księży, służący do straszenia i nawracania.
-Masz na imię Josh?- pyta z zainteresowaniem.
-Skąd wiesz?- odparłem odruchowo.
-Widzę- uśmiechnął się krzywo, wskazując na okładkę mojego zeszytu- Ja nazywam się Amadeusz.
-Okej- odpowiedziałem ostrożnie, zastanawiając się czy to rozsądne, wdawać się w dyskusje z wytworem własnej wyobraźni- Ile... Zamierzasz tu zostać?
-Jakiś czas- wzruszył ramionami.
-Ale... Po co w ogóle przyszedłeś?
-Podróżuję.
-Po cudzych mieszkaniach?- uniosłem brew w pytającym geście.
-Nie- syknął z irytacją- Wy ludzie macie niesłuszne poczucie, że wszystko z czym się stykacie należy do was i nikt inny nie ma do tego prawa. Podróżuję po świecie.
-Po co? Mówisz, że ludzie cię nie widzą, więc jaki masz w tym cel?
-Hmm... To... Normalne- stwierdził powoli, jakby zastanawiając się nad odpowiedzią- A dlaczego ty wstajesz rano i chodzisz do szkoły?
-Bo... Muszę.
-Ja też w pewnym sensie muszę. Nie mam nic ciekawszego do roboty, chociaż sytuacja wydaje się lekko zmieniać- uśmiechnął się do mnie- Naprawdę nie sądziłem, że tacy ludzie jak ty istnieją.
-Dlaczego?- dopytywałem się, mając kompletny mętlik w głowie.
-Bo w naszych kręgach legendy o ludziach, którzy widzą demony mają takie odzwierciedlenie jak w waszych- zaśmiał się cicho- Czyli dużo szumu o nic, a na koniec i tak nie można dojść kto, kogo, dlaczego i w jakim celu i oczywiście nie można tego udowodnić.
-Nie rozumiem- przyznałem powoli.
-Och, nie musisz- odparł przeciągle.
-Wiesz... Nie jestem pewien, czy twój pobyt tutaj jest dobrym pomysłem- zagadnąłem ostrożnie- Nie jestem przyzwyczajony do współlokatorów. Nawet nie mam drugiego łóżka, czy chociażby kanapy, żeby cię gdzieś ulokować.
Demon zachichotał.
-Nie odczuwam potrzeb fizjologicznych. Nie jem, nie piję, nie sypiam, nie odczuwam zimna i bólu.
-Nooo tak...- przyznałem po chwili, stwierdzając, że przecież wymysł mojej chorej wyobraźni rzeczywiście tego nie potrzebuje. Wstałem powoli, patrząc na niego ze zmarszczonymi brwiami, tak jakbym oczekiwał, że zaraz wyparuje i wszystko będzie normalnie- Wiesz... Jestem... Trochę zmęczony... Położę się, jeżeli nie masz nic przeciwko.
-Skąd- odpowiedział tylko, obserwując jak kładę się na łóżku, ze spojrzeniem wbitym w sufit. Dopóki nie zasnąłem wciąż czułem na sobie jego wzrok.

Kiedy obudziłem się kolejnego ranka, nie czułem się ani trochę bardziej świadomy. Rozejrzałem się po pokoju w poszukiwaniu wczorajszego przybysza, jednakże nie mogłem go nigdzie dojrzeć. Wtedy wydawało mi się, że rozgryzłem sytuację. To był po prostu realistyczny sen. Pewnie zasnąłem nad fizyką i przyśnił mi się ten cały demon Amadeusz. Tak, zdecydowanie nauka do późna ma na mnie zły wpływ. Parsknąłem śmiechem, nad własną głupotą. W końcu to nie pierwszy sen, który wydawał mi się prawdziwy. Zrzuciłem z łóżka podręcznik i całą resztę pomocy naukowych, które zalegały na prześcieradle, po czym ruszyłem do łazienki wziąć prysznic, starając się już dłużej nie rozmyślać nad rzekomym zdarzeniem.
Szybko się rozebrałem i wszedłem do brodzika, niemalże odruchowo zasuwając parawan. Kiedy z prysznica poleciała woda, zacząłem się wreszcie rozluźniać. Nuciłem coś miarowo, rozmyślając już nad tym, żeby zadzwonić do Jenny, a potem pogadać z Katy. Wreszcie wyszedłem z pod prysznica i wtedy zobaczyłem coś, co omal nie przyprawiło mnie o zawał. Na moim koszu do prania, siedział nie kto inny jak mój wczorajszy gość. Wytrzeszczyłem na niego oczy.
-Czemu jesteś taki zdziwiony?- zapytał, uśmiechając się krzywo- Przecież mówiłem, że zostanę tutaj przez jakiś czas. Myślałeś, że zmieniłem zdanie?
-Nie... Myślałem raczej, że jesteś wytworem wyobraźni- odparłem zgodnie z prawdą.
-Och... Skoro tak mówisz...- wzrok demona zawędrował niżej niż powinien.
Podskoczyłem zaskoczony, nagle zdając sobie sprawę, że przecież jestem kompletnie nagi! Chwyciłem pierwszy z brzegu ręcznik i obwinąłem go szczelnie wokół bioder.
-Mógłbyś wyjść?- zapytałem z rozdrażnieniem- Muszę się ubrać.
-A przy mnie nie możesz?- zapytał najwyraźniej kompletnie zaskoczony.
Posłałem mu zirytowane spojrzenie, więc wzruszył jedynie ramionami i zanim zdążyłem się zorientować już go nie było.
-Chyba zaczynam schizować- wyraziłem na głos swoje przypuszczenie. Po chwili zastanowienia stwierdziłem jednak, że chyba nawet moja wyobraźnia nie mogła wytworzyć czegoś równie idiotycznego.

-Hmm... Amadeusz?- zapytałem ostrożnie wchodząc do pokoju.
-Tak?- zapytał siedząc na biurku i oglądając zawieszone nad nim zdjęcia.
-Często... Eee... Obserwujesz ludzi?
-Oczywiście- odparł, odczepiając jedno ze zdjęć i przyglądając mu się uważnie- To twoja dziewczyna?- zapytał, wskazując na drobną brunetkę.
-Nie, to Jenna, moja przyjaciółka- odpowiedziałem cicho.
-Ładna- stwierdził, uśmiechając się pod nosem- A ta z zadartym nosem?
-To Kate.
-A to Jack?
-Skąd wiesz?- zapytałem zaskoczony.
-Och, znam go. Bywam czasami w domu jego ojca.
-Ach tak... A co cię skłoniło, żeby przyjść do mnie?
-Jestem tutaj przypadkiem już ci to mówiłem. Od czasu do czasu pojawiam się w różnych miejscach.
-Ale po co? Czym właściwie się zajmujesz? Gapisz się po prostu na ludzi?- zapytałem kompletnie nic nie rozumiejąc.
-Tak... Czasem robię trochę hałasu. Przesuwam rzeczy, tłukę filiżanki...
-Po co?
-Nie wiem, nie zastanawiam się nad tym- prychnął ze złością, najwyraźniej rozdrażniony pytaniem- Po prostu demony już takie są i tak właśnie postępują.
-Czyli... Jest was więcej?
-Och tak, cała masa.
-I... No nie wiem, twoi przyjaciele się nie zdenerwują, że tu jesteś?
-Moi kto?- powtórzył, patrząc na mnie zaskoczony.
-No... Twoi przyjaciele- wyjaśniłem.
Amadeusz wybuchnął śmiechem, tak jakbym właśnie odpowiedział wspaniały dowcip.
-Nie mam przyjaciół. My, demony się nie przyjaźnimy.
-Czemu?- zapytałem nie bardzo rozumiejąc.
-Nie lubimy się i nie tolerujemy swojej obecności- wyjaśnił, wciąż chichocząc.
-Ale... Chyba się jakoś porozumiewacie?
-Tak, ale nie potrzebujemy do tego waszych elektronicznych urządzeń jeżeli o to ci chodzi. Wyczuwamy wzajemnie swoją obecność, mamy swój teren, na który wzajemnie nie wkraczamy, chociaż potrafimy w pewien sposób przesyłać sobie informacje.
-Rozumiem- odparłem, chociaż tak naprawdę wszystko mieszało mi się jeszcze bardziej niż na początku. Mój realistyczny umysł najwyraźniej opierał się przyjęcia do wiadomości tak wydumanych i nieprawdopodobnych rzeczy.
-A więc to Katy jest twoją dziewczyną?- drążył dalej Amadeusz.
-Nie- odparłem kąśliwie- Ale Ricky...- podsunąłem mu pod nos kolejne zdjęcie- Jest moim chłopakiem.
-Och- powiedział wyraźnie zaskoczony.
-Tyle podróżujesz po świecie, a nigdy nie słyszałeś o homoseksualiźmie?- burknąłem widząc jego zdziwienie.
-Hmm... Słyszałem, słyszałem- odparł, przyglądając się z uwagą fotografii.
-A ty?- zapytałem, zanim zdążyłem ugryźć się w język- Jakiej jesteś orientacji?
-Ja?- zapytał wyraźnie zdziwiony- A co, chcesz mnie poderwać?
Pokręciłem z politowaniem głową, czerwieniąc się lekko i postanowiłem zejść na bezpieczniejsze tematy.
-Umiesz się teleportować?
-Teleportować?
-No... Przenosić się z miejsca na miejsce natychmiast- odparłem, nie bardzo wiedząc jak wyjaśnić demonowi to zagadnięcie.
-Och. Określam to mianem podróżowania, ale teleportacja też brzmi okej. Tak, umiem się "teleportować".
W tym momencie rozmowę przerwał nam dzwonek telefonu.
-Cześć Rick- powiedziałem, uśmiechając się mimowolnie. Amadeusz przyglądał mi się z uwagą.
-Cześć- odparł mój chłopak- Jesteś gotowy?
-Na co?- spytałem zaskoczony.
-Byliśmy dzisiaj umówieni- oświadczył z lekkim wyrzutem- Zapomniałeś?
-Och... Wiesz... Nie miałem głowy o tym myśleć- przyznałem, posyłając demonowi znaczące spojrzenie, a ten zachichotał cicho.
-Ale przyjdziesz?- upewnił się Rick.
-Hm... Nie moglibyśmy tego przełożyć? To znaczy, wiesz, mam teraz dużo nauki... Sam rozumiesz.
-Przestań Josh- powiedział szorstko- Cały czas coś odwołujemy. Kilka godzin i tak cię nie zbawi.
-Dobrze- zgodziłem się wciąż z lekkim wahaniem w głosie.
-Okej. Do zobaczenia.
Odłożyłem komórkę i zerknąłem na demona przeciągle.
-Chyba nie uznasz, że jestem niegościnny jeżeli dzisiaj się gdzieś wybiorę.
-Skąd- powiedział, uśmiechając się drwiąco- Spragniony chłopak nie może czekać. Poza tym zachowuj się tak jakby mnie tu nie było.
-Bardzo śmieszne- burknąłem ponuro- Wolałbym, żebyś w tym czasie znalazł sobie jakieś twórcze zajęcie.
-Ależ ja już znalazłem twórcze zajęcie- oznajmił z zadowoleniem- Pójdę z tobą.
-Nie, nie- zaprotestowałem gwałtownie- To nie jest najlepszy pomysł...
-Czemu? Chciałbym zwiedzić miasto.
-Przecież... Możesz to zrobić sam.
-Mogę- zgodził się po chwili zastanowienia, po czym uśmiechnął się szelmowsko- Ale wtedy to nie będzie zabawne.

4 komentarze:

  1. Anonimowy10:44 AM

    Ciekawie ;)
    Na początku miałaś chyba przeskok myślowy: 'Westchnąłem ciężko próbując spamiętać prawo kolejne wzory i prawa, kiedy usłyszałem dzwonek komórki.'

    Powinnaś się wziąć za pisanie książki :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy3:34 PM

    Och... jak to się stało, że nie zauważyłam tego pierwszego akapitu?
    A może zauważyłam ale wypadło mi z głowy.
    Ale teraz mam ciężar na sercu.
    Co Josh zrobi Amadeuszowi?
    24 rozdziały Sunrise, a ten krótki fragment wzbudził we mnie tyle pytań.
    Czy Amadeusz będzie w stanie zostawić Josha...
    Chociaż już teraz nasz człowieczek jest dość obojętny jeśli chodzi o demona.
    Ma przed oczami ideał a lata za jakimś Rickem!
    Och mogłabym zabić za Sunrise.
    Boginikokainy

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy10:50 AM

    Moja pierwsza myśl gdy się spotkali: " Kurwa! Desmond! " xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy1:32 PM

    Desmond jak nic :P Oj Silencio, czyżbyś uwielbiała dwa typy facetów? Z długimi, czarnymi włosami albo rudzielców? :D
    Zaczyna się bardzo ciekawie. Pierwszy akapit intryguje. I to mocno.
    Alys

    OdpowiedzUsuń