Strony

niedziela, 22 maja 2011

~ . 10 . ~ [Drag Queen]

Jeżeli kiedykolwiek pomyślę o sobie raz jeszcze, że jestem wprost genialny i naprawdę inteligentny, proszę, wyprowadźcie mnie z błędu.
Sarah spoglądała na Nathana z lekkim zdezorientowaniem, a Nathan spoglądał na Sarah z wyjątkową wprost uwagą, jakby starał się połączyć ze sobą wszystkie fakty.
… No dobrze, może z jego twarzy niekoniecznie dało się ten proces odczytać, ale chyba nie trudno wam się domyślić, że byłem nieco spanikowany!
-Znamy?- Sarah uniosła brew, wpatrując się w niego bez większego zrozumienia- Ja chyba pana nie kojarzę…
… Och, nie, skąd.
Po naszych rozmowach na jego temat, zna go pewnie lepiej niż ja.
-A ja panią wprost przeciwnie…- Nathan wciąż mierzył ją iście badawczym spojrzeniem, jakby nie przyswoił wcale jej słów- Czy pani przypadkiem nie pracuje w klubie Scylla?
Boże.
Boże…
… A czy z panią przypadkiem nie pracuje Roxanne, która nagle zdaje się być strasznie podobna do jednego z moich pracowników?
-Pracowałam- poprawiła go Sarah, skinąwszy lekko głową z całkiem pewnym uśmiechem, a ja aż jęknąłem w duchu- Ale się zwolniłam. To jakiś problem?
-Nie, nie- Nathan również uśmiechnął się w odpowiedzi- Po prostu byłem ciekaw, od początku odnosiłem wrażenie, że pani twarz jest mi skądś znana…- dobrze, że nie odniosłeś tego samego wrażenia w stosunku do mnie…- Więc… Hm… Zapraszam do mojego gabinetu.
Westchnąłem cicho i ruszyłem tuż za nimi, wciąż spodziewając się mówiąc szczerze, że nagle Nathan obejrzy się na mnie i stwierdzi, że Roxanne to ja. Ale tak się nie stało.
Nathan zatrzymał się dopiero przy drzwiach i zerknął na mnie z politowaniem.
-Co?- burknąłem, wpatrując się w niego z jawną obawą.
-To było zaproszenie dla twojej przyjaciółki… Nie dla ciebie- zaznaczył, a ja jedynie parsknąłem cicho i zostałem za drzwiami.
Boże, Sarah, nie palnij jakiejś głupoty!

-Wiedziałem, że dostaniesz tę pracę- stwierdziłem, z niemałym zadowoleniem.
-A ja nie- odparła, wzruszając ramionami- Myślałam, że robisz sobie ze mnie jaja… Całkiem sympatyczny ten Nathan, wiesz? Nawet nie pytał mnie o nic specjalnego… Jakieś tam podstawy, gdzie pracowałam, czy już się zwolniłam, jakiej oczekuję pensji, jak z moją punktualnością…- … ta… - czy mam kogoś aktualnie i tym podobne.
-Po co cię pytał czy masz kogoś aktualnie?- zapytałem bez większego zrozumienia.
-Nie wiem. Myślałam, że to normalne.
-Pytał o mnie?- spojrzałem na nią z autentycznym zainteresowaniem, a ona parsknęła śmiechem i posłała mi pełne rozbawienia spojrzenie.
-Dlaczego miałby? To moja rozmowa kwalifikacyjna i nie opierała się na wyciąganiu ploteczek o tobie.
-Nie chodziło mi o ploteczki- zaczerwieniłem się nieznacznie- Po prostu… Myślałem, że mnie totalnie wsypiesz! Kiedy przyznałaś, że pracujesz w tym klubie i tak dalej…
-Daj spokój, bez sensu byłoby kłamać skoro mnie widział…- parsknęła cicho- A poza tym… Wybacz, Alex, ale naprawdę niezbyt przypominasz Roxanne w tych ubraniach… Pewnie nawet gdybym zdecydowała mu się to wykrzyczeć prosto w twarz, wyśmiałby mnie i uznał za wariatkę, więc dlaczego sądzisz, że fakt, że skojarzył mnie z klubem oznacza, że mógłby też rozpoznać ciebie?
Obruszyłem się nieznacznie. Bez przesady! Aż tak źle ze mną nie jest!
… No dobrze. Może niekoniecznie mogę kandydować do miana mistera roku, ale i tak przecież zawsze może być gorzej, czyż nie?
Sarah odprowadziła wraz ze mną moją matkę na dworzec. Ta z kolei wyraziła nadzieję, że skoro znalazłem wreszcie narzeczoną i teraz oprócz doskonałej pracy ze świetnym szefem i dobrymi zarobkami, będę miał pewnie wkrótce żonę i zapewnie jej wnuki, czego do tej pory, przynajmniej z tego co się orientowaliśmy, żaden z moich braci jeszcze nie dokonał.
… Ach, sami wiecie…
Trudno jest rozczarowywać rodziców, czyż nie?
Kolejny krokiem do przywracania pewnego rodzaju porządku (czy też raczej bałaganu…) zakłóconego przez wizytę mojej matki, było przywiezienie wszystkich moich sukienek, które z namaszczeniem umieściłem z powrotem w centralnej części mojej szafy.
A później… A później z największą przyjemnością pojechałem z Sarah do klubu, gdzie wreszcie mogłem się autentycznie spełnić zawodowo. Ona z kolei pojechała tam właściwie tylko po to, żeby przygotować mnie i oznajmić, że się zwalnia.
-Al… Znaczy… Roxanne!- usłyszałem w pewnym momencie głos Sarah, gdy przebierałem się za parawanem.
-Co?- burknąłem, zajmując się mocowaniem wypchanego ponad wszelką normę stanika.
-Kwiaty dla ciebie!
-To odbierz!- parsknąłem z politowaniem.
-Jakbym mogła, to bym odebrała! Do rąk własnych! Chodź.
Jęknąłem ze zniecierpliwieniem, narzucając na siebie szlafrok i zerkając do lustra, chcąc się przekonać, czy aby na pewno można mnie już uznać za przedstawicielkę płci żeńskiej, po czym wreszcie wyszedłem.
-O co chodzi?- mruknąłem z lekkim zniecierpliwieniem do dostawcy, który stał w drzwiach z autentycznie ogromnym i wyjątkowo pięknym bukietem kwiatów.
-Za poleceniem nadawcy, do rączek pięknej pani- uśmiechnął się do mnie uroczo, a ja tylko parsknąłem bez przekonania i w końcu odebrałem, podpisując się pseudonimem na podsuniętej przez niego kartce.
-Od kogo?- zainteresowała się Sarah, ledwie zamknęły się drzwi.
-Nie wiem- odparłem, wzruszywszy obojętnie ramionami i odstawiłem bukiet w miejsce, gdzie stały wszystkie inne, po czym wróciłem za parawan.
-O rany…
-Hm…?
-Zgadnij, kto przysłał ci kwiaty…
-Sądząc po twoim tonie?- zachichotałem z rozbawieniem- Kuba Rozpruwacz.
-Nie. Nathan Mason.
Mój chichot błyskawicznie umilkł i zaraz wypadłem zza parawanu i stanąłem obok niej, biorąc w dłonie liścik.
O najlepszym towarzystwie mówi się, że rozmowa w nim poucza, a milczenie kształci.
Z serdecznymi pozdrowieniami dla uroczej towarzyszki wieczoru.
Nathan Mason.
-Napisał, że rozmowa z tobą poucza?- Sarah zaśmiała się niepohamowanie- Chyba naprawdę cię nie zna!
Wpatrywałem się w liścik z nieskrywanym niedowierzaniem.
No nie…
-Cholera… Interesujący facet z niego… Byłoby zabawnie, jakby się okazało, że zakochał się w Roxanne, nie sądzisz?
… Ta.
Zabawnie jak diabli.

Siedziałem w pracy jak na szpilkach, zdecydowanie nie czując się najszczęśliwszą, och!, gwiazdką klubu pod słońcem. Wprost przeciwnie. Było beznadziejnie. Nathan od rana wyjaśniał wszystko Sarah i nie miał dla mnie większego czasu, a ja zajmowałem się po prostu byciem zazdrosnym.
… O siebie.
Tak, wiem, że to żałosne.
Ale właściwie jakby dobrze o tym pomyśleć…
Roxanne jest bardzo seksowna.
To znaczy JA jestem seksowny.
… W sukience i butach na obcasie, żadna mi pociecha.
Mnie Nathan kwiatów nie wysłał!
Dał je mojej matce.
To jednak jakby nie to samo.
I nie napisał, że rozmowa ze mną poucza.
A poucza, wierzcie mi!
W tym… No… Na przykład… Och, na pewno nasze rozmowy przysporzyły mu wielu inspiracji!
-Alex…- Nathan wszedł nagle do mojego biura, zatrzymując się tuż przy drzwiach.
-Masz kogoś?- wypaliłem, zanim zdążył powiedzieć cokolwiek więcej.
-… C-Co?- zapytał w końcu, zupełnie zbity z tropu, zapominając chyba o tym o czym chciał ze mną rozmawiać.
-No… Pytam, czy masz kogoś…- … prócz narzeczonej i ustalonej daty ślubu…- W sensie czy ktoś ci się podoba.
Nathan spłonął rumieńcem i odwrócił wzrok, po czym odkaszlnął, wyraźnie zażenowany.
-Co to za pytania, Alex?- wyartykułował w końcu z pewnym trudem.
Wzruszyłem ramionami, nieco pochmurnie.
-Teraz ja mam pytanie…- odkaszlnął ponownie i usiadł naprzeciwko mojego biurka- Dobrze znasz Sarah?
-Już o tym rozmawialiśmy…- burknąłem, wciąż mało entuzjastycznie.
-Taak, tak… Jest bardzo… Sympatyczna. I miła. Ekhem… Ale wracając do tego… Skąd się znacie?
-Z…- zacząłem, ale zaraz umilkłem i zastanowiłem się chwilę. Z Sarah znaliśmy się z klubu, to ona pierwsza wpadła na pomysł co do moich występów. Podchwytliwe pytanie… - Znamy się… No… Nie zadawaj mi takich pytań- odpowiedziałem w końcu, tak samo jak on wcześniej.
-Chodzisz do klubu Scylla?
… Oj, robi się niebezpiecznie…
-N… Nie…- wydukałem w końcu- Dlaczego?
-Znasz może Roxanne?
… Wpatrywałem się w niego z uwagą, jakbym chciał z jego twarzy wyczytać, czy nie jest to jakaś mało subtelna próba podejścia mnie, czy po prostu zwykłe pytanie.
… Albo odpowiedź na moje wcześniejsze pytanie…
… Do diabła!
-Tylko ze słyszenia…- odparłem stosunkowo chłodno- Podobno zmienia facetów jak rękawiczki…
… Och, nie ma to jak pozbyć się rywalki!
W postaci swojego alter ego, ale co tam!
-Ach, to w porządku- na jego twarz wstąpił wyraz ulgi, a ja spojrzałem na niego z zaskoczeniem.
Nathanie Mason…
Podtrzymuję.
Nadal jesteś najtrudniejszym do rozgryzienia człowiekiem jakiego znam.
-I po to przyszedłeś? Żeby zapytać o Roxanne?- uniosłem brwi, spoglądając na niego pytająco.
-Nie…- odetchnął cicho, zaczesując włosy do tyłu- Właściwie to przyszedłem porozmawiać o twoim długu.
… Długu?
Jedyny dług, jaki wspominam, to ten, który chciałem spłacić. W sensie pokryć koszt kwiatów. Ale inny dług?
-Wracaj do domu i pakuj się.
-C… Co?!- wykrzyknąłem, wpatrując się w niego niemalże z niedowierzaniem i dodałem iście dramatycznie- Wyrzucasz mnie?
Spojrzał na mnie jak na idiotę.
-Alex… Nie wiem czy masz tego świadomość… Ale mimo tego, że jako szef posiadam pewien przywilej i jestem w stanie pozbawić cię pracy… To nie zajmuję się eksmisją.
… Och.
No tak.
-Więc… Po co?
-Jedziesz ze mną na trzydniowe szkolenie. Jutro. Z samego rana.
Wpatrywałem się w niego dłuższą chwilę z zupełnym osłupieniem, po czym… Parsknąłem niepohamowanym śmiechem, oczekując chyba potwierdzenia, że żartuje.
-Nathan, oszalałeś?- uniosłem brew w geście politowania- Naprawdę nie jestem pracownikiem roku. Nie będę się szlajał po szkoleniach. Nie ma mowy.
-To tylko trzy dni.
-Nie.
-To forma spłacenia twojego długu.
-Jakiego długu?!- parsknąłem z niedowierzaniem- Przecież mówiłem, że pokryję koszty kwiatów.
-Masz dług innego rodzaju- spojrzał na mnie znacząco- Dostałeś awans.
-Fałszywy!
-Och, liczy się fakt, sam mówiłeś… Zresztą dzięki niemu wróciłeś do pracy. To sprawia, że masz wobec mnie dług wdzięczności… A poza tym ciągle możemy wrócić do omawiania twojego wypowiedzenia…
… Och…
Szantaż?!
Nieładnie, Nathan…
-Przecież ja się do tego nie nadaję! Ja i szkolenie?! Nathan, odkąd tutaj pracuję w życiu nie byłem na żadnym szkoleniu!
Jezu! Kto przy zdrowych zmysłach chciałby we mnie inwestować?!
-Wiem- potwierdził krótko mój szef, skinąwszy lekko głową- I dlatego pojedziesz teraz. Jak widzisz, jestem sprawiedliwy.
Ach, i równie łaskawy, do licha!
-Ale Nathan…
-Oczekuję cię pod firmą jutro, punkt ósma… I tym razem postaraj się nie spóźnić…- przerwał mi, podnosząc się z miejsca i ruszając w kierunku drzwi, po czym zatrzymał się tuż przy nich i dodał- Jak mówiłem… Resztę dnia masz wolną. Wracaj do domu i spakuj co trzeba.
Wypuściłem powietrze z donośnym świstem.
Nathan zwariował.
… Ale ta jego stanowczość jest cholernie seksowna, wiecie?

-Alex, kiedy mówiłem: „Nie spóźnij się”, naprawdę miałem to na myśli- wycedził z poirytowaniem Nathan, kiedy ja, z samego rana, blady niczym trup i marzący jedynie o tym, żeby powrócić do łóżka, znalazłem się pod firmą.
-Na litość boską…- wymamrotałem, przecierając oczy- Nie wymagaj ode mnie zbyt wiele.
Pokręcił głową z zupełną dezaprobatą, nie mówiąc jednak nic więcej. Przy firmie stał już niewielki bus, do którego wspólnie wsiedliśmy.
Naprawdę, możecie mi wierzyć, że nie uśmiechał mi się ten wyjazd! Rany, to ja już wolę całe dnie siedzieć w swoim biurze, niż… Szkolenie?
Szczerze mówiąc, nie mam nawet pojęcia, co na takich szkoleniach się robi. Aczkolwiek nazwa nie wskazuje na nic szczególnie interesującego.
-Siadaj- polecił Nathan, wsadzając nasze bagaże na górną półkę.
I tu stanąłem przed pewnego rodzaju wyborem…
Usiąść przy oknie czy od przejścia?
Wiecie, jeśli usiądę przy oknie, nie będę się aż tak bardzo nudził, przynajmniej popatrzę na zmieniający się krajobraz, miałem też znacznie mniejsze szanse na wypadnięcie przy gwałtownym hamowaniu (taaak, wiem, że to mało prawdopodobne, ale to taki mój wewnętrzny, autobusowy strach) i w ogóle miejsce przy oknie zawsze kojarzy się jakoś lepiej.
Co więcej, jeśli usiądę od przejścia, będę pewnie mocno zirytowany ludźmi, którzy będą się kręcić po busie z różnych, dziwnych przyczyn, będzie irytowało mnie to, że daleko mam do okna, nie będę mógł go sam zasłonić, gdy słońce będzie mnie za bardzo razić i w ogóle na pierwszy rzut oka będzie fatalnie…
… Ale…
Ale jeśli usiądę przy oknie i zasnę (bardziej lub mniej prawdziwie), prawdopodobnie Nathan przesunie mnie w kierunku szyby i będę spał przylepiony do niej, co nie jest wcale miłą perspektywą. Z drugiej strony, jeżeli usiądę od przejścia i zasnę, z głową na ramieniu Nathana, nie będzie miał zbyt dużego wyboru… Nie wypchnie mnie z siedzenia, przecież!
-Rany boskie!- zirytował się Nathan- Ileż można zastanawiać się nad wyborem miejsca?!
Wzruszyłem ramionami, wciąż rozważając wszystkie „za” i „przeciw”, ale Nathan nie pozostawił mi większego wyboru. Prychnął ze zniecierpliwieniem i zajął miejsce obok okna, a ja cały w skowronkach, zasiadłem obok.
-Alex…?- spojrzał na mnie odrobinę spłoszony, gdy już po chwili, ułożyłem głowę na jego ramieniu- Co ty wyrabiasz?
-No co?- uniosłem brew w udawanym zdziwieniu- Zbudziłem się z samego rana, pół nocy nie spałem ze stresu, przecież muszę się wyspać…
… Wiecie co?
Zaczyna mi się podobać to szkolenie…

1 komentarz:

  1. Kolejne cudowne opowiadanie, wyjątkowo podoba mi się ten rozdział ^^

    OdpowiedzUsuń