Strony

niedziela, 22 maja 2011

~ 10 ~ [Gabriel]

Gabriel wszedł do jednej z sal lekcyjnych i zajął miejsce w pierwszej ławce, tuż przy oknie. Do tej pory zawsze siadał z tyłu, ale odkąd zdecydował się przesiąść od Kevina, nie miał wielkiego wyboru. Tylne ławki zawsze cieszyły się dużym zainteresowaniem pozostałych wychowanków, więc pozostało mu jedynie to miejsce. Początkowo obawiał się trochę, ale wcale nie było tak źle, jak przypuszczał. Niezależnie od tego, gdzie siedział, opiekunowie i tak nie zwracali na niego uwagi, zbyt zajęci pozostałą, bardziej aktywną i hałaśliwą częścią klasy. A gdy skupienie się na lekcji stanowiło zbyt duże wyzwanie, odwracał wzrok w kierunku okna i wyłączał się zupełnie albo zajmował się czymś zupełnie innym.
Rozmyślał.
Rozmyślał o Damonie.
A powodów do rozmyśleń przybywało mu z każdym dniem. Dziś też miał ich szczególnie dużo. Sporo wczoraj od niego usłyszał, więcej niż zwykle. Zastanawiał się nad tym wszystkim, analizował raz jeszcze każde jego słowo, chcąc wyłapać w nich jakiś głębszy sens – na próżno. W jego umyśle tkwiło tak wiele wątpliwości, tak wiele pytań, które wciąż pozostawały bez konkretnej odpowiedzi, że zupełnie nie mógł rozwiązać zagadki, którą stanowił Wąż i wszystko, co go otaczało.
Dlaczego, przyjmując, że rzeczywiście był Głosem, dotąd jedynie go straszył?
Dlaczego wzbudzał w nim przerażenie, lęk, dlaczego do tej pory kojarzył mu się z czymś okrutnym, złym, dlaczego doprowadzał go do niepewności i obaw o własną normalność, o własną racjonalność?
Dlaczego robił to wszystko, skoro go kochał?
I co właściwie miało znaczyć to, że go wybrał?
Co miało znaczyć to, że staną się jednym?
Kim był Wąż?
Jaki był?
I przede wszystkim: czego od niego oczekiwał i jaki był jego prawdziwy cel?
Pytania mnożyły się z każdą chwilą w głowie Gabriela, ale odpowiedzi nie znał. Niestety, nic nie wskazywało na to, by ten stan mógł się prędko zmienić. Wąż celowo wytrącał go z równowagi i chyba tak naprawdę wcale nie chciał zdradzić mu wszystkich swoich motywacji i sekretów.
Była jedna kwestia, która zajmowała myśli Gabriela szczególnie, nie ze względu na istotność, a raczej na swoistą ciekawość.
Owa modlitwa.
Modlitwa, o której wspomniał wczoraj Wąż.
Cóż to miało właściwie oznaczać…?
Damon powiedział, że widzi jego oczyma. Że wie, co Gabriel myśli w danej chwili. Brzmiało to tak absurdalnie, jak czytanie w myślach, ale czymże był ten głos, który rozbrzmiał wczoraj wieczorem w jego głowie, jeżeli nie głosem Damona? Jeden, jedyny raz, tylko na chwilę, a jednak… Gabriel znowu zastanawiał się, czy jego własna wyobraźnia nie spłatała mu figla, ale coraz bardziej wątpił w to, że wszystko, co się wokół dzieje może być jedynie tworem jego umysłu. Wąż był zbyt realny. Wąż był zbyt prawdziwy.
Był namacalny i bliski, widzieli go wszyscy wokół, przestał stanowić element rozchwianej psychiki Gabriela, jak ten dotąd myślał, a stał się rzeczywisty. Nie wyobrażał sobie przecież prowokujących uśmiechów, którymi mężczyzna obdarzał go na każdym kroku, nie wyobrażał go sobie, gdy nagle dostrzegał go tuż za sobą albo przed  sobą, nie wyobrażał go sobie, gdy widział jak drzwi od jego pokoju otwierają się cicho i dostrzegał w nich mężczyznę. Gabriel powoli zaczynał wierzyć w to, że dzieje się wokół niego coś dziwnego, coś bardzo dziwnego, ale jednocześnie – coś prawdziwego. Powoli oswajał się z myślą, że wcale nie zwariował, że wcale nie jest chory. Z drugiej strony zupełnie nie potrafił wyjaśnić tego, co dotąd działo się w jego życiu, ale nie był pewien, czy chce to wyjaśnić. Póki co, wystarczało mu, że Wąż był tuż obok. Tak niesamowicie realny i prawdziwy.
Chociaż gdyby Wąż rzeczywiście czytał w jego myślach…
… To byłoby to wyjątkowo zawstydzające.
Och, nie przesadzajmy… Widziałem już bardziej zawstydzające rzeczy… 
Gabriel zaczerwienił się gwałtownie na dźwięk głosu mężczyzny, który po raz kolejny wdarł się do jego umysłu. To było dziwne uczucie, wyjątkowo dziwne. Jakby ktoś wtargnął do jego głowy i dyskutował z jego własnymi myślami. Naprawdę dziwne.
Dzień dobry, przesłodki Gabrielu… Jak ci mija dzień…?
-Normalnie- rudowłosy odkaszlnął cicho, by zamaskować swój szept. Czuł się wyjątkowo zażenowany faktem, że wygląda tak, jakby gadał do samego siebie. Chociaż z drugiej strony i tak wszyscy mieli go za wariata, więc właściwie co za różnica…?
Gabriel…
Głos Damona pobrzmiewał autentycznym rozbawieniem.
Nie musisz do mnie mówić… Wystarczy, że pomyślisz. Przecież ja i tak wiem.
W porządku.
Gabriel po raz kolejny poczuł się cokolwiek dziwacznie. Nie wiedział, czy w tej całej plątaninie myśli, jakie go dręczyły, Damon był w stanie wyłapać jego odpowiedź.
Gabriel, nie sądzisz chyba, że jestem aż tak mało przenikliwy…? Nie martw się, zrozumiem wszystko, co pomyślisz. O mnie, do mnie, żadna różnica… Jak ci się spało?
Pomyśleć do kogoś.
To dopiero dziwactwo.
Samotnie – przyznał nieśmiało chłopak i aż drgnął lekko, gdy usłyszał rozbrzmiewający we własnej głowie śmiech mężczyzny. To też było dziwne i jednocześnie wyjątkowo realne. Chyba gdyby wyobraził sobie ten śmiech, efekt byłby dokładnie ten sam.
To się już nie powtórzy, mój piękny. Od teraz nie wypuszczę cię już ze swoich rąk, możesz być tego pewien… Podobał mi się twój dzisiejszy sen. 
Gabriel po raz kolejny w trakcie tej krótkiej wymiany… Myśli? zawstydził się wprost niepomiernie. Rzeczywiście, pierwszy raz od dłuższego czasu, pamiętał bardzo dokładnie swój sen. I pierwszy raz od dłuższego czasu, to nie był koszmar. Zdecydowanie nie… Chociaż dyskutowanie o tym z Damonem, nie było sytuacją szczególnie komfortową, zwłaszcza, że obudził się z lekkim uśmiechem na ustach i lekko stwardniałą… Ekhem. No, nieważne.
Moje sny też widzisz?
Och, tak, zdecydowanie… Szczególnie te, które sam ci podsuwam…
Rumieniec na twarzy rudowłosego powiększył się jeszcze bardziej.
Zboczeniec.
I kto to mówi. Podobało ci się. Podobno… twardo spałeś…
D-Damon!
Czy można się jąkać we własnych myślach…? Gabriel właśnie odniósł wrażenie, że to właśnie zrobił, czując się wprost niepomiernie zawstydzony.
W tym momencie do klasy weszła pani Risby i przywitała się ze wszystkimi obecnymi krótko, informując, że została jakaś minuta do rozpoczęcia lekcji. Usiadła za biurkiem nauczyciela i zaczęła przeglądać jakieś dokumenty, a Gabriel z zawstydzenia skrył twarz w dłoniach, świadom tego, że jest czerwony jak piwonia.
Idź już.
Dlaczego?
Mam lekcje.
Wiem… Nudy.
M… Muszę się na nich skupić.
Zdecydowanie. A skupianie się na czymkolwiek z Damonem w głowie było jeszcze trudniejsze niż zwykle.
Och… A od kiedy lekcje stały się bardziej interesujące ode mnie, Gabrielu…? Chociaż muszę przyznać, że Risby jest całkiem niezła… Mam ją włączyć do naszych planów…?
Nie! – zaprotestował natychmiast Gabriel, niemal przerażony, nim zdał sobie sprawę z tego, że Damon żartował. Po raz kolejny usłyszał jego śmiech we własnej głowie, chociaż „usłyszał”, nie było najlepszym wyrażeniem. Cała ich rozmowa była dla niego tak dziwna, właśnie dlatego, że tak naprawdę nie SŁYSZAŁ słów mężczyzny, tylko je… Myślał? Och, tak, to brzmiało zdecydowanie żałośnie. Jak można myśleć czyjeś słowa?!
Damon, idź już – poprosił po raz kolejny. Informacja, że Wąż zna jego myśli jakoś wcale go nie cieszyła.
Och, Gabriel, bez przesadnego skrępowania… W końcu jesteśmy ze sobą naprawdę blisko, prawda…? To jest prawdziwa bliskość. A poza tym, nie mów tak, jakbym stał obok ciebie…
I znowu to samo.
I znowu w głosie mężczyzny igrało autentyczne rozbawienie swoistą nieporadnością rudowłosego i jego nieumiejętnością dopasowania się do nowej sytuacji.
Takie mam wrażenie.
Miał też wrażenie, że wszystko, co myśli, mówi na głos i musiał się mocno pilnować, żeby naprawdę tego nie zrobić. Trudno mu się było dziwić. Nigdy dotąd nie rozmawiał z nikim w taki sposób, o ile to w ogóle można było nazwać rozmową.
Możesz to nazwać konwersacją, to chyba żadna różnica? – mężczyzna po raz kolejny zupełnie wytrącił go z równowagi, polemizując z jego myślami, których chłopak nie kierował nawet bezpośrednio do niego- Wszystkie myśli, kierujesz bezpośrednio do mnie – i znowu- W każdym razie, mam do ciebie pytanie… Chciałbym wiedzieć czy…
-Cześć!- usłyszał pogodny głos Kevina i aż podskoczył gwałtownie w miejscu, na chwilę zupełnie zapominając, że znajduje się w klasie. Przeniósł na blondyna nieco zaskoczony wzrok. Chłopak zajął miejsce tuż obok niego i obdarzył go lekkim uśmiechem- Co tam?
-W… W porządku- odpowiedział niepewnie, tym razem – dla odmiany – na głos. Jednocześnie chciał się wsłuchać w słowa Damona, ale ten milczał, a Gabriel nie do końca rozumiał dlaczego. Próbował go nawet przywołać we własnych myślach, ale to nie przyniosło żadnego efektu.
-Mogę?- zapytał Kevin, chociaż właściwie już zajął miejsce- Samotnie mi tam samemu, na szarym końcu, a poza tym wiesz… Stęskniłem się za tobą- skwitował odrobinę nieśmiało, a Gabriel zaczerwienił się lekko, tym razem jednak owo zawstydzenie nie miało nic wspólnego z krępującymi uwagami Węża, a ze świadomością, że tak bardzo ignorował chłopaka.
-Jasne, że możesz- odparł jedynie rudowłosy, czując się strasznie głupio. Znowu dopadło go poczucie winy.
-Wyszedłbyś ze mną na długiej przerwie na spacer?- zapytał natychmiast Kevin, wpatrując się w niego z autentyczną nadzieją.
-Jest zimno.
Głupia wymówka.
-A ty jesteś chory, rzeczywiście!- Kevin plasnął się w czoło i zaśmiał się lekko- Przepraszam, głupek ze mnie, w ogóle nie przyszło mi to do głowy… Ale na świetlicę przyjdziesz, co?
Boże, Gabriel nienawidził takich sytuacji.
Najchętniej spakowałby się i po prostu stąd uciekł, ale raczej nie było takiej możliwości.
Właśnie dlatego przesiadł się od Kevina. By nie odpowiadać na podobnie, zawstydzające pytania. Miał w końcu świadomość tego, że nie traktował go w porządku, a to nie było fair. W końcu Kevin dotąd zawsze stawał po jego stronie, bronił go i był pierwszym, który tak naprawdę zdecydował się na jego towarzystwo, chociaż wiedział o podejrzeniach o morderstwo i całej reszcie. Był pierwszą osobą, z którą Gabriel czuł się naprawdę dobrze i której mógł ufać. Ba, sprawił nawet, że rudowłosy wreszcie wyszedł poza własną izolatkę i zaczął zadawać się też z innymi, zaczął wychodzić, bawić się, rozmawiać…
… A teraz wrócił do niej, prosto w ramiona Damona, ale nie mógł o tym powiedzieć Kevinowi. Nie mógł o tym powiedzieć nikomu, a to wcale nie stanowiło prostej sytuacji.
-N… Nie wiem.
-Gabriel, obiecałeś!- jęknął niemalże chłopak, wpatrując się w niego błagalnie- Przyjdź, proszę!
-Nie czuję się dobrze.
-Więc ja przyjdę do ciebie!- Kevin wydawał się być autentycznie zdeterminowany. Gabriel wstydził się jeszcze bardziej, gdy zdawał sobie sprawę z tego, jak chłopakowi zależy na jego towarzystwie. I gdy sam dochodził do wniosku, że z tego towarzystwa świadomie rezygnuje.
-Kevin, to głupie…- zaczął powoli rudowłosy, po czym zagryzł nerwowo wargę, gdy nie znalazł żadnego argumentu na wyjaśnienie tej tezy.
-Przyjdę wieczorem- powtórzył Kevin, wpatrując się w niego z autentyczną nadzieją- Posiedzimy razem, porozmawiamy… Nawet przez pół godzinki… Nic się przecież nie stanie, prawda?
-Nie… Opiekunowie nie patrzą na takie rzeczy dobrze.
-Ale mieszkasz na drugim piętrze, prawie nikt tamtędy nie przechodzi.
Prawie.
Za wyjątkiem Damona.
Gabriel nie chciał tracić nawet chwili, którą mógłby poświęcić jemu, chociażby kosztem lekceważenia innych.
-Lepiej nie, Kevin…- zaprotestował w końcu łagodnie- Wolałbym nie mieć z tego powodu kłopotów.
-Więc przyjdź wieczorem na świetlicę!- Kevin chyba naprawdę nie zamierzał odpuszczać- Wiem, że możesz się trochę bać Toma i tak dalej, ale obiecuję, że będę go trzymał na smyczy- Gabriel uśmiechnął się blado- Och, proszę, przyjdź! Naprawdę, będziesz się z nami dobrze bawił! Zadbam o to… Obiecałeś, Gabriel! Nie można łamać obietnic!
Rudowłosy zagryzł nerwowo wargę.
Brakowało mu stanowczości i pewności siebie, by po prostu powiedzieć chłopakowi, że nie chce się z nim zadawać. Poza tym za bardzo lubił Kevina, za bardzo się do niego przywiązał i naprawdę nie chciał go zranić, chociaż miał świadomość tego, że ignorując go, nie czyni niczego innego.
-Przepraszam, nie dam rady- szepnął w końcu, spuszczając pełen poczucia winy wzrok.
-Ale dlaczego…?
-Chłopcy, proszę o ciszę- upomniała ich pani Risby, po czym zwróciła się do klasy- Sprawdziłam wasze sprawdziany i widzę, że funkcja kwadratowa wciąż sprawia wam sporo problemów… Więc dzisiaj zaczynamy ćwiczenia.
Gabriel odetchnął cicho z ulgą.
Znowu mu się udało.

Przez całą lekcję Gabriel wpatrywał się w okno, ale tym razem nie koncentrował się na osobie Damona, a na unikaniu wzroku Kevina. Bał się, że sprowokuje go do dalszej rozmowy i kolejnych, wyjątkowo niewygodnych pytań i zarzutów. Poczucie winy nie odpuszczało ani na chwilę i naprawdę czuł się fatalnie, zachowując się w taki sposób. Z drugiej strony nie potrafił sobie wyobrazić, by ich kontakty mogły powrócić do normy. Osoba Damona była zbyt absorbująca, a poza tym… A poza tym Gabriel zdawał sobie sprawę z tego, że jego relacje z Kevinem wyszły zdecydowanie poza słowo „przyjacielskie”. I chociaż Wąż nie poczynił na ten temat żadnej uwagi, rudowłosy podejrzewał, że jego spotkania z Kevinem wcale nie przypadłyby mu do gustu. Rudowłosy czuł się naprawdę źle z myślą, że ignoruje Kevina. Szczególnie, że dotąd to on był ignorowany i nie wyobrażał sobie sytuacji odwrotnej.
Gdy zadzwonił dzwonek na długą przerwę, Gabriel porwał szybko swoje rzeczy i wybiegł z klasy, nie odwracając się nawet do towarzysza. Do stołówki też nie poszedł. Naprawdę był strasznym tchórzem, skoro nie potrafił mu tego wszystkiego powiedzieć… Wszedł do łazienki na parterze i zamknął się w jednej z kabin. Robił tak zresztą za każdym razem, gdy zdawał sobie sprawę z tego, że Kevin go szuka i stara się z nim porozmawiać.
Witaj, Gabriel… Doprawdy urocze miejsce na spędzenie przerwy…
-Dlaczego milczałeś?- zapytał Gabriel, odruchowo na głos, zamiast w swoich myślach. Naprawdę nie był przyzwyczajony do tego rodzaju komunikowania się między sobą.
Miałem ci nie przeszkadzać w lekcji, prawda? A poza tym widziałem, że byłeś zajęty… Nawet bardzo zajęty…
Zazdrość przez ciebie przemawia? – pomyślał z rozbawieniem rudowłosy.
Nie bądź nierozsądny, mój śliczny… W końcu jestem bezkonkurencyjny, prawda…?
Tak, w skromności szczególnie – skomentował to Gabriel, uśmiechając się do siebie z rozbawieniem.
Chcę cię dzisiaj.
Jak co dzień. 
Nie… Dzisiaj chcę cię inaczej… Rozmawialiśmy o tym wczoraj… Pamiętasz?
Gabriel ponownie poczuł, że się czerwieni.
Nie – odparł głupio.
Przecież wiem, że tak.
Więc po co pytasz?!
Dla zasady.
Raczej po to, żeby zawstydzić go jeszcze bardziej…
W takim razie, mam nadzieję, że pamiętasz swój sen… Bo dziś stanie się realny.
… co właśnie uczynił.
Więc? Jak brzmi twoja odpowiedź?
Odpowiedź…?
To była tylko subtelna propozycja, mój Gabrielu… 
Och, tak, jak na zwyczajowe techniki Węża, rzeczywiście wyjątkowo subtelna…
Przecież znasz moje myśli.
To nie było pytanie retoryczne. Odpowiedz. 
Po co, u licha, stale pytał go o wszystko, skoro siedział w jego głowie i doskonale zdawał sobie sprawę z każdej jego myśli? Gabriel zagryzł nieśmiało wargę i zastanowił się przez chwilę. Owo zastanawianie się również przychodziło mu z pewnym trudem, bo odkąd dowiedział się, że ktoś stale monitoruje jego rozważania, zaczął starać się nawet kontrolować własne myśli.
Ludzie są doprawdy zabawni… Powiedz im, że ktoś wie o nich wszystko, a i tak będą starali się znaleźć odrobinę prywatności… Odpowiesz?
Po co?
Po prostu.
Hm… Pytasz o moją zgodę? 
O gotowość.
Sprostowanie mężczyzny jakoś – jak zresztą zwykle – niczego Gabrielowi nie ułatwiło.
Tak, chcę.
To nie oświadczyny, Gabriel.
Więc… Tak, jestem gotów.
Niemal usłyszał ciężkie, pełne rezygnacji westchnienie mężczyzny.
To nie jest ta odpowiedź – poinformował go jedynie Damon.
A później ponownie zamilkł.

Gabriel westchnął głęboko, starając się zachować spokój i udawać, że naprawdę jest w stanie znosić to wszystko z honorem. A najlepiej, że wcale nie obchodzi go fakt, że Wąż po raz kolejny najwyraźniej wcale nie spieszył się z wizytą. Zmrok już dawno zapadł, a jego wciąż nie było. Gabriel niecierpliwił się jeszcze bardziej niż zwykle, nasłuchiwał kroków na korytarzu i niemal mimowolnie błagał go w myślach, by ten już się pojawił. I nie, to zdecydowanie nie miało nic wspólnego z godnością.
Damon chyba naprawdę miał skłonności sadystyczne, skoro zdawał sobie sprawę z jego odczuć, ba, znał jego myśli, a mimo to jeszcze się tutaj nie pofatygował.
Nie był to, co prawda, pierwszy raz, gdy nie pojawiał się tak długo, ale dziś chyba pobił swój ostatni rekord i to niepokoiło chłopaka najbardziej. Obawiał się wręcz tego, że mężczyzna zrobi mu wyjątkowo przykrą niespodziankę i nie przyjdzie w ogóle. Roztrząsał w myślach ich ostatnią rozmowę i doszedł do wniosku, że Wąż nie powinien być niczym specjalnie urażony.
Chyba.
Gabriel nigdy nie miał podejścia do tak przewrotnych gadów.
Pozbądź się go.
Gabriel aż zamarł w bezruchu.
Pozbądź się go.
Ta myśl po raz kolejny wdarła się do jego podświadomości, zupełnie go paraliżując.
I tym razem – zdawać by się mogło – Wąż ani jego nietypowe metody komunikacji nie miały z tym nic wspólnego. To było zupełnie tak, jakby Gabrielowi samo przyszło coś takiego do głowy, ale bez jego rzeczywistej świadomości tego.
Pozbądź się go.
Ta myśl nie dawała mu spokoju.
Powracała do niego co chwilę, sprawiając, że stawał się coraz bardziej zdezorientowany i niepewny. Nie miał pojęcia, co się dzieje i o co właściwie może chodzić.
Pozbądź się go.
Odetchnął głęboko, zagryzając nerwowo wargę, po czym podniósł się pospiesznie i ruszył w kierunku drzwi. Czuł się dziwacznie przerażony i zaniepokojony, jakby zaraz miało coś na niego wyskoczyć zza rogu. Jak zawsze – zupełnie irracjonalnie. Skarcił się za to w myślach i wyszedł na korytarz.
I dopiero wówczas… osłupiał zupełnie.
-Kevin?!- wykrzyknął dopiero po chwili, autentycznie zaskoczony. Jasnowłosy siedział pod ścianą, jakiś metr od drzwi do izolatki z miną zdecydowanie niewyrażającą wesołości. Przeniósł pytające spojrzenie na Gabriela- Co ty tu robisz?!
-Siedzę- odparł, wzruszywszy ramionami z pozorną obojętnością, która zupełnie do niego nie pasowała.
-Ale… Ale po co?!- Gabriel był autentycznie wstrząśnięty. Tego się nie spodziewał.
-Czekam na ciebie- wyjaśnił cicho chłopak, zagryzając wargę w pełnym niepewności geście- I będę czekał, dopóki nie zechcesz spędzić ze mną chociażby odrobiny czasu albo przynajmniej nie wyjaśnisz mi, co takiego się zmieniło.
Głos blondyna pobrzmiewał autentyczną determinacją, żeby nie powiedzieć, że wręcz desperacją. Gabrielowi znowu zrobiło się wstyd. Wstyd, że doprowadził do takiej sytuacji.
-Nic się nie zmieniło- stwierdził ledwie słyszalnie, spuszczając wzrok- I dzisiaj wyjaśniałem ci już, że nie wyjdę… Nie czuję się dobrze i nie wychodzę z pokoju.
-A teraz wyszedłeś.
-Tylko do toalety.
Skłamał.
Znowu.
Ostatnio ciągle kłamał.
Dotąd nienawidził kłamstw, nienawidził fałszu i niesprawiedliwości, a ostatnio coraz częściej przyłapywał się na tym, że kłamstwo stało się podstawą jego funkcjonowania. Nie potrafił już inaczej. I nie wynikało jak dawniej tylko z poczucia braku zrozumienia i strachu przed uznaniem go za wariata, ale z innych, często wyjątkowo banalnych pobudek. Nie czuł się z tym dobrze.
-Porozmawiaj ze mną- poprosił go Kevin, wpatrując się w niego z uwagą. Rudowłosy nie był w stanie odwzajemnić owego spojrzenia, zbyt speszony- Chociażby piętnaście minut, pół godziny… U ciebie w pokoju, na świetlicy, na korytarzu, na dworze, nawet w toalecie… Gdzie tylko zechcesz. Tylko już mnie nie zbywaj, proszę.
Co miał zrobić?
Co miał zrobić, u diabła?!
Z jednej strony wyrzuty sumienia go pożerały, ale z drugiej… Z drugiej strony stał Wąż. Wąż, który był sensem istnienia Gabriela, sensem jego funkcjonowania i każda sekunda bez niego wydawała się stracona. Nawet stojąc tutaj, przed Kevinem, rudowłosy nie był w stanie zmusić się do tego, by przestać myśleć o Wężu. Już wiedział o tym, że traci czas, który mógłby spędzić razem z nim. Cenny czas. Czas, którego mężczyzna wcale nie poświęcał mu tak wiele.
Gabriel nie był w ogóle przygotowany na podobną sytuację, nigdy wcześniej się w takiej nie znalazł. Nikt nigdy o niego nie walczył, nie zabiegał, nie starał się… A Kevin tak. Pierwsza osoba w życiu, której na nim zależało.
I którą Gabriel odtrącał.
-Nie dzisiaj, Kevin.
I tyle.
Na nic więcej nie było go stać.
-Znowu to robisz- Kevin parsknął rozgoryczony, kręcąc z niedowierzaniem głową.
-Nie chcę cię zarazić.
-Gabriel, co to w ogóle za głupia wymówka?!- wybuchnął chłopak, podnosząc się z miejsca i podchodząc do rudowłosego. Gabriel odruchowo cofnął się o kilka kroków, ale już po chwili poczuł, jak Kevin chwyta go mocno za ramiona i przyciska do siebie. Zagryzł niepewnie wargę, nie będąc w stanie zaprotestować ani zareagować w żaden inny sposób- Co się tak nagle zmieniło…?- szepnął chłopak po dłuższej chwili- W ciągu jednego dnia przestałeś się odzywać do mnie, do Toma i Mike’a, rzadko przychodzisz do stołówki, na lekcjach siedzisz osobno, unikasz nas… Unikasz mnie. Nie rozumiem dlaczego.
-Nieprawda- odparł Gabriel, zagryzając nerwowo wargę.
Chciał się odsunąć, ale Kevin wciąż przyciskał go do siebie kurczowo, nie pozwalając mu się wyswobodzić ze swoich ramion. A rudowłosy wcale nie był pewien, czy na pewno wyswobodzić się chce.
Ale powinien.
Wiedział, że powinien.
-Nie…? Odnoszę inne wrażenie…- dopiero w tym momencie blondyn odsunął się nieco, chyba tylko po to, by spojrzeć mu w oczy- Jeżeli zrobiłem coś nie tak, powiedz mi. Jestem pewien, że nie zrobiłem tego celowo.
-Kevin, niczego nie zrobiłeś, idź już!- jęknął Gabriel, niemal błagalnie.
Bał się. Autentycznie się bał. Bał się tych wszystkich emocji, które kłębiły się w jego głowie i sprawiały, że czuł się tak strasznie niepewny samego siebie. Bał się, że powie o kilka słów za dużo, że powie mu o Damonie, że zrobi coś, czego zrobić nie powinien. Bał się, że skrzywdzi Kevina. Bał się tego wszystkiego, a fakt, że Kevin całą winę bezsprzecznie spoczywającą na barkach Gabriela brał na siebie, wcale niczego nie ułatwiał.
-Nie!- zaprotestował natychmiast chłopak- Powiedziałem ci już, że nie odejdę stąd, dopóki nie dowiem się prawdy! Nie chcę już słuchać wymówek o chorobie, Gabriel! Bądź ze mną szczery.
-Jestem szczery, Kevin, po prostu stąd idź!
-Dlaczego?
-Ktoś cię zobaczy, jakiś opiekun…- rudowłosy zagryzł nerwowo wargę- Będziesz miał problemy.
-Nie udawaj, że obchodzą cię moje problemy- żachnął się Kevin, prychnąwszy donośnie.
-Jesteś niesprawiedliwy.
-Zamykasz się!- kontynuował chłopak, wciąż wpatrując się w Gabriela tak błagalnym i pełnym nadziei wzrokiem, że ten nie był w stanie tego wytrzymać- Izolujesz od nas, a ja nie wiem dlaczego! Chcemy się z tobą przyjaźnić, Gabriel!
-Ostatnio nie czuję się dobrze…
Blondyn westchnął ciężko.
-Przestań. Rozmawiałem z Risby i mówiła, że wcale nie zgłaszałeś się do niej z żadną grypą żołądkową ani niczym innym… Martwiłem się- dodał już ciszej, w ramach wyjaśnienia- Martwiłem się, że naprawdę jest ci coś poważnego i dlatego się z nami nie spotykasz. Ale ty już nas nie lubisz.
Gabriel poczuł się jeszcze bardziej zdezorientowany. W tym momencie najchętniej by uciekł i schował się gdzieś w kącie, żeby po prostu nie kontynuować tej rozmowy, odroczyć ją jeszcze na jakiś czas, jak dotąd miał w zwyczaju. Ale to nie było takie proste.
-Kevin, naprawdę powinieneś już iść.
-Nie! Chcę znać prawdę!
-To jest prawda!
-Twoja wyimaginowana choroba?!
-Nie kłamałem, źle się czuję…
-… na nasz widok, zauważyłem!- dokończył Kevin z goryczą- Na nasz widok dostajesz uczulenia. Sądzisz, że nie widzę, jak uciekasz, gdy jesteśmy w pobliżu…? Jak chowasz się po toaletach…? Wydawało mi się, że to tymczasowe, ale myliłem się… Ty naprawdę nas nie lubisz.
-Lubię…- szepnął Gabriel, ledwie słyszalnie i może zupełnie niepotrzebnie. Lubił Kevina. I to był właśnie problem. Lubił go za bardzo, by po prostu go odtrącić i powiedzieć jasno, że nie będą się spotykać.
-Bzdura! Gdyby tak było, nadal byś się z nami zadawał!
To nie było takie proste…
-Kevin, idź stąd- poprosił go po raz kolejny. Czuł, że długo tego nie wytrzyma.
-Nie, nie pójdę. Będę tu stał, choćby przyszła Risby i June i wszyscy inni! Będę stał, dopóki mi nie powiesz. Chcę wiedzieć, Gabriel…- Kevin zamilkł na dłuższą chwilę, po czym dodał cicho- Zależy mi na tobie.
-Kevin, idź stąd…
Czuł, że cały się trzęsie.
Nienawidził tej sytuacji.
Dlaczego nie potrafił mu powiedzieć niczego innego…?
-Naprawdę cię to nie obchodzi…?- blondyn wpatrywał się w niego z niedowierzaniem- Co się z tobą stało, Gabriel…? Dlaczego się tak zmieniłeś…?
-Kevin, proszę…
-Powiedz mi prawdę!
-Prawda jest taka, że musisz stąd iść!- Gabriel starał się brzmieć stanowczo, ale z każdą chwilą ta rozmowa stawała się dla niego coraz trudniejsza. A przecież wiedział, że w końcu będzie musiał stanąć z nim twarzą w twarz… A mimo to, liczył chyba, że Kevin sam da sobie w końcu spokój i zostawi tą sprawę w spokoju. Że nie będzie o niego zabiegał. W końcu nikt nigdy tego nie robił…
-Dlaczego…?- jasnowłosy spoglądał na niego z autentycznym niezrozumieniem.
-Po prostu… Kevin, idź już, porozmawiamy jutro, obiecuję.
Był gotów wszystko, byleby tylko to przerwać.
-Twoje obietnice są nic nie warte! Jutro znowu będziesz przede mną uciekał! Po prostu mi powiedz!- głos Kevina pobrzmiewał coraz wyraźniejszym rozżaleniem.
Gabriel przymknął powieki, oddychając płytko.
-Jutro… Kevin, błagam… Jutro.
-Nie! Powiedz mi to teraz!
-Nie mam ci nic do powiedzenia…
-Nie?! Podpowiem ci! Powiedz mi, że nie chcesz się już ze mną zadawać, powiedz mi to wprost, a może być pewien, że wreszcie przestanę zawracać ci głowę! O to ci chodzi, prawda?!
-Tak, o to mi chodzi!- wybuchnął rudowłosy, zupełnie niepohamowanie- Nie chce się z tobą zadawać, Kevin, wynoś się wreszcie!
To było niespodziewane, nawet dla samego Gabriela. Otrzeźwiło go właściwie pełne zdumienia spojrzenie Kevina, które szybko zostało zastąpione wyrazem smutku. Rudowłosy widział, jak w oczach chłopaka pojawiają się łzy i jemu samemu też chciało się płakać. Nie zamierzał tego powiedzieć w ten sposób. W ogóle nie zamierzał mówić czegoś podobnego, ale wiedział, że nie może go dłużej zwodzić ani dawać mu nadziei, że wszystko będzie w porządku…
-Kevin…- zaczął w końcu łagodnie, ale głos uwiązł mu w gardle. Co miał niby powiedzieć?
Ale jasnowłosy wcale nie chciał go słuchać. Wprost przeciwnie. Odwrócił się gwałtownie, a następnie ruszył biegiem po schodach, nie odwracając się już nawet w stronę chłopaka- Kevin!- krzyknął jeszcze za nim, ale ten już się nie zatrzymał.
Gabriel poczuł się jeszcze bardziej zdołowany i wściekły na samego siebie.
Nie powinien był tego mówić w ten sposób.
Może powinien wymyślić coś delikatniejszego, ale właściwie co…?
Naprawdę tak było lepiej. Lepiej było, gdy Kevin nie robił sobie co do niego żadnych złudzeń. Gdy go nie zaczepiał, nie skłaniał do rozmowy, nie martwił się tak… Gabrielowi było po prostu łatwiej. Aż wstyd było się przyznać, ale naprawdę – było mu to na rękę. Zainteresowanie Kevina jego osobą było zbyt duże, by udawać, że wszystko między nimi w porządku i ograniczyć ich kontakty bez wzbudzania żadnych emocji.
Gabriel.
Znieruchomiał, gdy w jego głowie ponownie rozbrzmiał głos Węża.
Wystarczyło tylko to.
Tylko to, by w jednej chwili zupełnie zapomniał o swoich wyrzutach sumienia i by przestał się oskarżać.
Przyjdziesz?
Potrzebował go teraz.
Chciał go teraz blisko siebie, jeszcze bardziej niż zwykle.
Ty przyjdź do mnie. Czekam.
Gabriel zmarszczył brwi, bez większego zrozumienia.
Nie miał pojęcia, gdzie ma się udać.
Chodź, Gabrielu… Dzieli nas tylko kilka kroków…
Kilka kroków…?
Rudowłosy zagryzł niepewnie wargę, po czym ruszył w kierunku schodów. Większość kwater opiekunów znajdowała się na pierwszym piętrze albo na parterze.
Nie tam.
Naprawdę nie zaszkodziłoby, gdyby Wąż był odrobinę bardziej konkretny.
To nie byłoby zabawne… Idź przed siebie, Gabriel…
Rudowłosy odetchnął głęboko, po czym ruszył powoli na przód. Już w myślach zadawał sobie pytanie, dlaczego Damon wybrał sobie miejsce na sypialnie akurat na tym piętrze, ale odpowiedź na to pytanie wydawała się być wręcz banalna, więc darował sobie wypytywanie mężczyzny. Gabriel dość dobrze znał to miejsce i dotąd znajdowały się tutaj głównie schowki i pomieszczenia, które zawsze były zamknięte. Zapewne jakieś niewyremontowane sale albo coś w ten deseń…
Tym bardziej zaskoczony był, gdy nagle jedne z drzwi, które minął, otworzyły się gwałtownie, ale nim zdążył się obrócić, poczuł jak ktoś chwyta go mocno w pasie i wciąga do środka. Nie potrzebował ani chwili by zorientować się, kto zamierzał doprowadzić go do zawału. Zresztą sam pocałunek, jakim obdarzył go Wąż już na wstępie, wyjaśniał właściwie wszystko. Gabriel oparł się o ścianę, odwzajemniając go i obejmując mężczyznę ramionami wokół szyi. Przy okazji zaczął ukradkiem rozglądać się po pomieszczeniu. Był ciekaw tego, jak może wyglądać miejsce w którym żyje ktoś taki jak Damon i szczerze mówiąc poczuł się odrobinę rozczarowany. Sypialnia nie miała w sobie niczego specjalnie klimatycznego. Nie przypominała bynajmniej miejsca knowań seryjnego mordercy ani kogoś równie mrocznego. Oczywiście Gabriel nie posądzał Damona o podobne intencje, ale jednak wydawało mu się, że jego pokój będzie wyglądał w taki właśnie sposób. Mrocznie, tajemniczo, inaczej niż innych. Ale sypialnia była dokładnie taka, jak kwatery innych opiekunów. Przeciętna, wyposażona jedynie w łóżko, kilka zupełnie niezapełnionych półek, szafę i stolik. Ściany były standardowo białe, a podłoga drewniana. Jedyną różnicę pomiędzy jego pokojem, a izolatką Gabriela stanowiło właściwie jedynie okno, które lekko uchylone, wpuszczało do pomieszczenia falę chłodnego, jesiennego powietrza.
-Zawiedziony…?- zapytał Damon, wyraźnie rozbawiony reakcją chłopaka.
Ach, jak dobrze było usłyszeć go normalnie!
-Nie- odpowiedział Gabriel, uśmiechając się odrobinę nieśmiało. Byłby bardziej zawiedziony, gdyby mężczyzna w ogóle się nie pojawił.
-Myślałeś o tym, o co cię pytałem…?
Rudowłosy doskonale wiedział, że Wąż ponownie zapyta, a jednak do tej pory nie był w stanie wpaść na trop odpowiedzi, która mogłaby go zadowolić.
-Tak.
-Więc? Jaka jest twoja odpowiedź…?
… Dobre pytanie.
-Mówiłem ci już, że jestem gotowy- stwierdził Gabriel, odrobinę zdezorientowany. Cóż innego mogłoby stanowić odpowiedź na pytanie o gotowość…?
-A ja ci mówiłem, że to nie jest ta odpowiedź- odparł gładko Damon, odsuwając się od chłopaka i siadając na brzegu łóżka- Ach, Gabrielu… Wysil się na coś bardziej konstruktywnego…
To naprawdę nie stanowiło łatwego wyznania.
Szczególnie w obecności Węża.
-Zgadzam się- rzucił w końcu chłopak, chociaż wątpił, by i to mogło zadowolić mężczyznę- To nie wystarczy…?
-Nie wystarczy.
-Więc…? Co mam ci odpowiedzieć?- zapytał w końcu z zupełnym niezrozumieniem, wpatrując się prosto w złote oczy Węża.
Charakterystyczny uśmiech, jaki wymalował się na jego wargach tylko upewnił chłopaka w tym, że Damon, jak zwykle, niczego mu nie ułatwi.
Ale tym razem domyślenie się odpowiedzi wcale nie trwało aż tak długo…
Gabriel zaczerwienił się intensywnie.
A co, jeżeli nie miał racji…?
A co, jeżeli wcale nie chodziło o to…?
-Śmiało- zachęcił go Damon, wciąż uśmiechając się prowokująco, a chłopak odkaszlnął nerwowo, rumieniąc się jeszcze bardziej.
-Ja… Ja…- Boże, to było takie zawstydzające… Gabriel speszył się wyraźnie i szepnął ledwie słyszalnie- Kocham cię.
Bał się, że Damon znowu zrobi coś zupełnie nieprzewidywalnego.
Że nagle rzuci, że przecież wcale nie chodziło mu o to.
Albo wpadnie mu do głowy coś jeszcze innego.
I właściwie jego obawy okazały się słuszne…
-Kochasz…?- powtórzył Damon, unosząc brew w pytającym geście.
Gabriel był w stanie zdobyć się jedynie na skinięcie głową.
Jeszcze nigdy nikomu nie powiedział czegoś podobnego.
I jeszcze nigdy do nikogo nie czuł czegoś równie intensywnego…
-Udowodnij mi swoją miłość, Gabrielu.
Kompletnie osłupiał.
Naprawdę po Damonie mógł się spodziewać wiele, ale to już wykraczało poza jego ewentualne wyobrażenia. Tym bardziej, że kompletnie nie miał pojęcia, co to może oznaczać.
Podszedł do niego powoli, nieco onieśmielony, po czym drżącymi dłońmi chwycił delikatnie za materiał jego koszuli, a następnie wycisnął na jego wargach przeciągły i wyjątkowo nerwowy pocałunek. Pocałunek nieodwzajemniony, a przyjęty przez mężczyznę z zupełną biernością.
-Nie w ten sposób, Gabriel…- poinstruował go Wąż, niemal łagodnie- Udowodnij mi to inaczej niż zwykle… Wykaż się.
Rudowłosy odsunął się od niego, zagryzając niepewnie wargę. Czuł się mocno zdezorientowany i rozbity, bo po raz kolejny nie był pewien, o co może chodzić mężczyźnie. Właściwie nie był nawet pewien, czy Wąż sam wie, czego oczekuje. Gabriel widział jedynie, że Damon mierzy go tym charakterystycznym, pełnym uwagi i jednocześnie zaintrygowania spojrzeniem. Spojrzeniem godnym drapieżnika, ciekawego kolejnego kroku swojej ofiary…
I Gabriel ów krok wykonał.
Krok w kierunku okna.
To było impulsywne i kompletnie nieprzemyślane, nie miało z pewnością stanowić żadnego aktu desperacji czy próby samobójczej, jak mogłoby to wyglądać. Najzwyczajniej w świecie – była to pierwsza rzecz, jaka przykuła jego uwagę, pierwszy pomysł, czy nawet jego zalążek, bo rudowłosy na rozmyślenia nie miał czasu. Po prostu otworzył szerzej okno i usiadł na parapecie, odchylając się lekko do tyłu, w pozie cokolwiek dramatycznej, chociaż nie do końca zgadzało się to z jego zamierzeniami.
Właściwie nie był pewien, czy w ogóle jakieś zamierzenia miał.
W pierwszej chwili dostrzegł, jak oczy Damona rozszerzają się w wyrazie absolutnego zaskoczenia i już po chwili mężczyzna zerwał się z miejsca i doskoczył do niego prędko, chwytając go mocno za uda. Gdyby rudowłosy nie znał go chociażby trochę, uznałby, że się przestraszył.
Ale to chyba było niemożliwe, zważywszy na fakt, że znał jego myśli, prawda…?
-Ty naprawdę jesteś szaleńcem…- w ustach Węża zabrzmiało to niemal jak komplement. Szczególnie, w połączeniu z satysfakcją, jaką dało rudowłosemu dostrzeżenie zdziwionego Damona. Autentycznie zdziwionego. To nie był zwyczajny widok- Nie skoczyłbyś, prawda…?
-Może.
-Wiem, że byś nie skoczył.
-Więc dlaczego mnie trzymasz…?- zapytał z niezrozumieniem chłopak, a Damon jedynie uśmiechnął się lekko, ale nadal go nie puścił. Może jednak wcale nie był tego taki pewien…?
-Nie warto prowokować losu, drogi Gabrielu. A wypadki chodzą po ludziach…
-Nie wiedziałeś, że to zrobię- to nie było pytanie. To było stwierdzenie. Stwierdzenie podszyte, co prawda, nutą niepewności, ale jednak pełne autentycznej satysfakcji- Czytasz w moich myślach, a jednak nie wiedziałeś, że tak się zachowam. Nie mam racji?
Wąż milczał przez dłuższą chwilę, krzywiąc się w wyrazie niezadowolenia, jakby wcale nie chciał poruszać tego wątku. Ostatecznie jednak przyznał niechętnie:
-To było zbyt spontaniczne, żebym mógł to przewidzieć. Dlatego nie dziw się, że dotarło to do mnie z pewnym opóźnieniem…
-Gdybym skoczył naprawdę… skoczyłbyś za mną…?- Gabriel nie miał pojęcia, skąd takie pytanie przyszło mu do głowy i poczuł się odrobinę zażenowany, gdy na twarzy Węża pojawił się jedynie lekki, tajemniczy uśmiech- A gdybyś skoczył ty… Zabiłbyś się?
-Co to za pytanie, Gabriel…?- Wąż uniósł brew w geście zdziwienia, tym razem jednak wyłącznie udawanego- Mówiłem ci przecież, że jestem tylko człowiekiem… Odpowiedź jest więc oczywista…- nim rudowłosy zdążył powiedzieć cokolwiek więcej, Damon pochylił się w jego kierunku i szepnął mu miękko do ucha- Zobacz, jak wiele dla ciebie poświęciłem… Jak wiele zaryzykowałem… Zobacz, jak wiele mogę stracić…
Gabriel odetchnął płytko i zagryzł wargę, gdy ciepły oddech mężczyzny omiótł jego skórę.
-Na czym to skończyliśmy…?- zapytał Wąż, po czym nie czekając na odpowiedź, chwycił rudowłosego w ramiona i uniósł go z niewiarygodną wprost lekkością. Chłopak objął go kurczowo wokół szyi, bardziej w geście swoistego odruchu niż z powodu jakiejś obawy czy niepewności. Ufał Damonowi w stu procentach i miał wrażenie, że byłby gotów zrobić dla niego wszystko. Poświęcić dla niego wszystko. Bo to Damon był pierwszym i jedynym, który dostrzegł w nim coś więcej. Bo to dla Damona był wyjątkowy. Bo istniał tylko w jego oczach. Wszyscy pozostali traktowali go jako zbędne obciążenie, ciekawy przypadek, albo kogoś zupełnie niewartego uwagi… A Wąż był tutaj dla niego. Tylko dla niego. I Gabriel chciał w to wierzyć jak w nic innego.
Nawet, jeżeli wewnątrz niego wciąż igrały jakieś dziwne, sprzeczne z tymi myślami uczucia, tłumił je w sobie i z dnia na dzień, z nocy na noc, stawały się one coraz mniej wyraźne, zanikały powoli, bo Gabriel już ich nie potrzebował.
Nie potrzebował swoich zwyczajowych uprzedzeń, nie potrzebował lęku, nie potrzebował obawy przed czyjąś bliskością... Nie potrzebował tego wszystkiego, odkąd miał kogoś przy sobie.
Odkąd miał przy sobie Damona.
Wąż ułożył go delikatnie na pościeli i zgasił światło.
Gabriel z szybko bijącym sercem i pełnym niepewności wyczekiwaniem wpatrywał się w niego, chociaż jego wzrok nie zdążył się jeszcze przyzwyczaić do panującej w pomieszczeniu ciemności. Damon jednak najwyraźniej nie miał z tym żadnego problemu. Uśmiechnął się szeroko, siadając okrakiem na biodrach chłopaka i nachylając się nad nim lekko. Rudowłosy poczuł, jak jego serce przyspieszyło gwałtownie. Uniósł się powoli na łokciach i musnął nieśmiało wargi mężczyzny. Nie był w stanie czekać na jego kolejny krok, był zbyt niecierpliwy, chociaż zdecydowanie brakowało mu tej odrobiny stanowczości, która pozwoliłaby mu jakoś przejąć kontrolę nad sytuacją. Ale właściwie wcale nie chciał tego robić. Dobrze mu było w ramionach Damona, chociaż nagle stawał się przy nim taki drobny, mały, niepozorny i słaby. Ale z własną słabością też było mu dobrze. Przy Wężu wszystko przestawało mu przeszkadzać. W końcu nawet jego własne lęki i przeczucia zaczynały tracić na wartości. Wąż nie pozostał mu dłużny ani na chwilę. Natychmiast odwzajemnił owo muśnięcie, by zaraz przekształcić je w pocałunek. Pocałunek wyjątkowo subtelny i łagodny, a mimo to niezwykle podniecający i wprost niesamowicie rozbudzający.
Gabriel zadrżał lekko i aż jęknął cicho z zażenowania. Właśnie zdał sobie sprawę z tego, że wystarczył ów delikatny pocałunek, by jego ciało zareagowało natychmiast. Chociaż może wpływ na to miały także wspomnienia dzisiejszego snu, które nagle, ni stąd, ni zowąd, powróciły do niego z całą mocą i sprawiły, że poczuł się jeszcze bardziej zakłopotany. Tym bardziej, że w tym akurat nie mógł się chyba doszukiwać działania Węża.
Damon aż zamruczał z zadowolenia, napierając jednocześnie dłonią na nabrzmiałą męskość chłopaka i masując ją szybko przez materiał jego spodni. Jakby zupełnie na przekór tej gwałtownej stymulacji, jego pocałunki były wciąż delikatne i subtelne, a Gabriel po prostu tracił rozeznanie w całej sytuacji i zupełnie nie wiedział, jak ma się zachować. Jego ciało wyginało się lekko pod wpływem pieszczot, a on sam pojękiwał cichutko, tak bardzo spragniony jego dotyku i bliskości. Wąż wyraźnie się nie spieszył i zdecydowanie nie zależało mu na tym, by szybko zaspokoić chłopaka. Wprost przeciwnie. Bawił się z nim długo, raz po raz zmieniając intensywność pieszczot, z łagodnych do bardziej namiętnych i stanowczych. Wolną dłonią rozpoczął wędrówkę wzdłuż klatki piersiowej chłopaka, raz po raz uciskając lekko jego sutki i doprowadzając do kolejnych, coraz głośniejszych westchnień i jęków. Gdy rudowłosy czuł, że coraz bardziej zbliża się do spełnienia, Damon natychmiast zmieniał taktykę, jego pieszczoty stawały się delikatniejsze i koncentrowały na innych partiach jego ciała. Gabriel wił się w jego ramionach coraz bardziej, niemal niecierpliwie, aż w końcu zaczął mimowolnie poruszać gwałtownie biodrami, raz po raz ocierając się o męskość mężczyzny i domagając się czegoś więcej.  Dopiero wówczas Wąż zareagował.
-Już, mój śliczny...?- zapytał, chociaż właściwie nie czekał na żadną dalszą odpowiedź. Usiadł pomiędzy nogami Gabriela i chwycił go pod kolanami, unosząc je lekko do góry. Rudowłosy skinął lekko głową, oddychając płytko. Przez tą krótką chwilę, gdy Damon zdawał się wykazywać zupełną biernością, stwierdził, że musi wyglądać w takiej sytuacji cholernie głupio.
-Ależ skąd... Żałuj, że nie widzisz siebie z tej perspektywy, mój Gabrielu...- zaśmiał się Wąż, a chłopak aż jęknął z zażenowania, skrywając twarz w dłoniach. Poczuł, jak Damon zsuwa z niego spodnie, a następnie napiera lekko męskością na jego wejście i westchnął mimowolnie w prośbie o więcej- Może trochę zaboleć...- szepnął mu do ucha mężczyzna, składając jeszcze delikatny pocałunek na jego skroni.
Nie dał jednak chłopakowi więcej czasu do przygotowania. Już po chwili wszedł w niego gwałtownie i mocno, a Gabriel aż krzyknął z bólu i zacisnął mocno powieki, pod którymi pojawiły się łzy.
-Wybacz...- głos Damona pobrzmiewał rozbawieniem.
Rudowłosy jęknął ponownie z bólu i szarpnął się gwałtownie, jakby odruchowo chciał się wyzbyć nieprzyjemnego uczucia, ale nabił się jeszcze bardziej na męskość Damona. Czuł się tak, jakby coś rozdzierało go od środka. Zdecydowanie nie tak sobie to wcześniej wyobrażał. Z grymasem bólu malującym się na twarzy, zaczął poruszać powoli biodrami, chociaż jeszcze nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, co robi. Dopiero w pewnym momencie ból zaczął ustępować zupełnie innemu odczuciu. Podniecenia, przyjemności, rozkoszy... Wąż chyba również to wyczuł, bo w tym samym momencie zaczął poruszać się mocno we wnętrzu Gabriela. Chłopak ponownie jęknął donośnie, tym razem z mieszaniną wciąż obecnego bólu i zaskoczenia, bo nie do końca spodziewał się takiego obrotu sprawy. W końcu jedynie objął kurczowo Damona wokół szyi i z zaciśniętymi powiekami oczekiwał na więcej. Ból stopniowo zaniknął prawie zupełnie. Jego resztka zmieszała się z uczuciem wypełniającej ciało chłopaka rozkoszy i dała wprost niesamowite połączenie. Rudowłosy jęknął donośnie, tym razem nie z bólu, a z absolutnej przyjemności, czując jednocześnie, jak niewiele brakuje mu do tego, by dojść. I rzeczywiście, ledwie chwilę później nadeszło spełnienie. Gabriel zamarł na chwilę w ramionach mężczyzny, czując jak rozkosz wypełnia całe jego ciało, eksploduje w nim.
-Tak szybko, Gabrielu...?- oczywiście Damon nie darowałby sobie, gdyby nie zawstydził go w takiej sytuacji. Rudowłosy jęknął cicho, nie będąc w stanie wydobyć z siebie głosu skargi, że to przecież Wąż tak długo torturował go wcześniej swoimi pieszczotami, że teraz nie miał już siły dłużej wytrzymać. Jednak dla mężczyzny wyraźnie nie oznaczało to końca.
Wciąż poruszał się energicznie w jego wnętrzu, a rudowłosy raz po raz pojękiwał donośnie, czując, jak męskość mężczyzny natrafia na jakiś wyjątkowo wrażliwy punkt w jego wnętrzu, nie dając mu ani chwili wytchnienia.
-Mój piękny... Mój najcudowniejszy... Mój, mój, mój...- powtarzał raz po raz Damon, pełnym dziwnego rozczulenia głosem. Gabriel zacisnął mocno dłonie na ramionach mężczyzny i przymknął powieki, chcąc czerpać z tej chwili przyjemności jak najwięcej. Nie minęło wiele czasu, aż jego ciało ponownie wyrażało pełną gotowość, a Wąż nie zatrzymywał się już ani na chwilę. Wciąż wchodził w niego mocno i szybko, raz po raz szepcząc mu coś do ucha, czasem czułego, czasem bardziej sprośnego. Rudowłosy mimo najszczerszych chęci i tak by nie odpowiedział. Z jego gardła wydobywały się tylko coraz słabsze jęki i westchnienia. Stopniowo zaczął włączać się w ruchy mężczyzny i poruszać lekko biodrami, starając się dorównać mu tempem, ale to Damon dopasował się do niego, jakby tylko na to czekał. Wargi mężczyzny błądziły wzdłuż szyi rudowłosego, nadgryzając ją lekko co jakiś czas, a dłonie zatrzymały się na jego biodrach, stopniowo nadając ruchom chłopaka szybszego tempa.
Gabriel jęknął donośnie, chcąc tym samym zakomunikować, że znowu niewiele brakuje mu do spełnienia. W tym samym momencie Damon wpił się gwałtownie w jego wargi, wchodząc w niego do końca i nieruchomiejąc na dłuższą chwilę. Rudowłosy doszedł, tłumiąc głębokie westchnienie w ustach mężczyzny i opadł bezwładnie na pościel, oddychając płytko. Wąż wysunął się z niego i musnął krótko jego policzek, układając się na miejscu obok z pełnym zadowolenia uśmiechem.
-I co teraz...?- zapytał Gabriel nieco sennym głosem. Był potwornie zmęczony i wyczerpany, oczy same mu się zamykały.
-A cóż miałoby teraz być, Gabrielu...?- Wąż uniósł brew, jakby rzeczywiście nie wiedział, o co ten pyta.
-Mówiłeś, że... Mówiłeś, że po tym jak będziemy razem... Że będziemy jeszcze bliżej... Sądziłem, że coś się wydarzy...- przymknął ciężkie powieki, nie będąc już w stanie dłużej się powstrzymać.
-A cóż miałoby się wydarzyć, mój piękny...?- rudowłosy był pewien, że gdyby teraz widział twarz Damona, dostrzegłby na niej pełen drwiny uśmiech. Mężczyzna chyba nie mógł się obejść bez droczenia z nim w ten sposób, a chłopak poczuł niemal coś na kształt rozczarowania. Z Damonem było mu bardzo dobrze, ale tak naprawdę po słowach mężczyzny liczył na to, że stanie się coś więcej. Że wydarzy się coś niezwykłego.
-Bo ja wiem...- szepnął tylko w odpowiedzi- Może ja też mógłbym ci czytać w myślach czy coś w tym stylu...
Dobiegł go pełen rozbawienia śmiech Węża, ale nie miał już sił nawet na to, aby unieść powieki. Powoli zaczynał odpływać w krainę snu, tracąc stopniowo kontakt z rzeczywistością.
-Ofiarowałem ci coś znacznie lepszego, mój najpiękniejszy...- głos Damona zdawał się dobiegać do niego z oddali, chociaż słyszał wyraźnie każde słowo- Ofiarowałem ci siebie. Zaszczepiłem w tobie cząstkę mojej duszy i od tej pory nie będziesz się już mógł ode mnie uwolnić. Nigdy.
„To dobrze” - pomyślał Gabriel, ledwie świadom wszystkiego, co się wokół niego dzieje. Wcale nie chciał się od niego uwalniać.
-Teraz jesteś już gotowy, mój Gabrielu...- stwierdził cicho Wąż, składając delikatny pocałunek na skroni chłopaka, którego ten nie mógł już jednak poczuć- Teraz będę cię mógł zabrać daleko stąd... Do pewnego miejsca, w którym będziesz szczęśliwy... Naprawdę szczęśliwy...
… Naprawdę szczęśliwy?
Gabriel poruszył się odrobinę niespokojnie, po czym wtulił się w ramiona Damona.
-Śpij już, mój piękny...- głos mężczyzny po raz kolejny pobrzmiewał zupełnie niezrozumiałym rozbawieniem- A ja ześlę ci naprawdę piękny sen...
Piękny sen...
O miejscu, w którym byłby naprawdę szczęśliwy...
Miejscu bez bólu i cierpienia...
Bez ciągłego strachu...
… Bez paraliżującej samotności.
I bolesnej świadomości niesprawiedliwości świata...

Gabriel przebudził się i uchylił powieki, jeszcze nie do końca rozumiejąc, gdzie właściwie się znajduje. Nie wiedział dokładnie, która jest godzina. W pomieszczeniu panowała ciemność, rozświetlana tylko przez blade światło księżyca, wpadające do pokoju przez dwa, niewielkie, zakratowane okienka, umiejscowione na samej górze ściany. Dopiero po chwili dotarły do niego wszystkie wspomnienia tego, co się niedawno wydarzyło. Uniósł się na łokciach, chcąc już zawołać Damona po imieniu, ale w tym momencie zdał sobie sprawę z tego, że mężczyzna leży tuż obok. Gabriel przetarł powieki i spojrzał w jego stronę niemal z niedowierzaniem. Wąż leżał na boku, odwrócony do niego plecami, nie poruszając się ani odrobinę. Rudowłosy był zaskoczony, bo Damon nigdy wcześniej z nim nie zostawał, zawsze znikał, gdy ten tylko zasypiał. Nie zamierzał go jednak budzić. Ułożył się ponownie na poduszce, wpatrując się w nieruchomą sylwetkę mężczyzny.
W idealnej ciszy panującej w pomieszczeniu słyszał jedynie swój spokojny oddech i bicie serca. Po raz kolejny dotarło do niego to, że Wąż wcale się nie poruszał, jakby w ogóle nie oddychał. Wiedziony jakimś dziwnym uczuciem, dotknął niepewnie jego skóry. Była lodowata. Wzdrygnął się mimowolnie i podniósł do pozycji siedzącej, nachylając się nad mężczyzną. Aż osłupiał ze strachu, gdy zdał sobie sprawę z tego, że ten ma otwarte oczy. Odetchnął płytko, zupełnie nie wiedząc co zrobić, jak się zachować. W tej jednej chwili dopadło go tyle przeczuć, tyle złych myśli naraz, że po prostu czuł się zdezorientowany i niepewny, całkowicie sparaliżowany lękiem.
-Damon...- rzucił słabo, przełykając głośno ślinę.
Już kiedyś widział coś podobnego.
Już kiedyś miał z czymś takim do czynienia...
Pamiętał tę scenę dokładnie, ze wszystkimi detalami, tak często zdarzało mu się ją niegdyś analizować, ale teraz powróciła do niego ze zdwojoną siłą.
Pamiętał nieruchome ciało, ciemnoczerwoną krew kontrastującą tragicznie z białym śniegiem dookoła, pamiętał spojrzenie martwych oczu wbite gdzieś w przestrzeń...
-Damon...- powtórzył raz jeszcze, szarpiąc go mocno za ramię- Damon...
Ledwie powstrzymał się od krzyku, gdy nieruchome wcześniej oczy mężczyzny, spoczęły na nim nagle, a na jego wargach wymalował się delikatny uśmiech.
-Wybacz, Gabrielu...- Wąż przeciągnął się lekko, również podnosząc się do pozycji siedzącej- Chyba trochę przysnąłem... Przestraszyłem cię?
Rudowłosy po raz kolejny odetchnął płytko i jedynie pokręcił przecząco głową. Jego serce wciąż biło jak oszalałe ze strachu, a on chyba nie do końca rozumiał, czego świadkiem był ledwie chwilę temu. Nie był pewien, czy powinien to potraktować jako jakieś złudzenie, jakiś sen, czy zdarzyło się naprawdę. Przy Damonie niczego już nie był pewien.
-Chodź do mnie- mężczyzna wyciągnął w jego kierunku ręce, a ten wtulił się w niego po chwili wahania. Naprawdę go to przeraziło. Przeraziły go własne wspomnienia, to, jak szybko do niego powróciły. Przeraził go widok Damona... Nieruchomego, pozbawionego tchnienia, takiego... martwego... Aż sam nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. A przecież już wcześniej zaczął zdawać sobie sprawę z tego, że Wąż nie jest człowiekiem... Nie jest zwykłym człowiekiem przynajmniej... I chociaż to kłóciło się z wszelkiego rodzaju racjonalnym myśleniem, Gabriel był przekonany, że tak właśnie było- Nie powinieneś dawać się tak łatwo przerazić, mój piękny... Każdy potrzebuje chwili spoczynku...- stwierdził, jakby na własne usprawiedliwienie.
-Wiem... Przepraszam- rudowłosy uśmiechnął się niepewnie, uspokajając nieco. Nieważne, co przed chwilą widział i co się tak właściwie wydarzyło. Chyba najbardziej przeraziło go owe skojarzenie z przeszłością. Ale przecież teraz znowu był przy Damonie. Teraz znowu nie musiał się bać- Nie powinienem iść do siebie...? Ktoś może się rano zorientować, że nie ma mnie w izolatce.
-Ależ jesteś u siebie, Gabriel...- odparł Wąż, a chłopak spojrzał na niego bez większego zrozumienia- Rozejrzyj się...
Rudowłosy zaczął się rozglądać i dopiero wówczas zdał sobie sprawę z tego, że mężczyzna ma rację. Te maleńkie okna... Obskurne ściany... To był jego pokój. Jego izolatka. Damon chyba po raz kolejny chciał mu dać do zrozumienia, że jest czymś więcej niż tylko człowiekiem... Gabriel spojrzał na niego autentycznie zafascynowany. Tyle pytań cisnęło mu się na usta od samego początku, a teraz? Teraz mnożyły mu się w głowie, za każdym razem, gdy Wąż zaczynał działać w podobny sposób. W sposób, jakiego nikt przy zdrowych zmysłach nie uznał by za rzeczywisty.
Ale Gabriel już dawno zrezygnował ze zdrowych zmysłów i z racjonalności.
-Jesteś tym złym...?- zapytał, a w jego głosie igrały autentyczne nuty zaintrygowania. Zastanawiał się tak bardzo nad tym, kim może być Damon. Czym może być.
Damon zaśmiał się lekko, po czym stwierdził:
-Nie ma dobra i zła, Gabrielu. Nie ma też światła i ciemności, bo żadne z nich nie może bez siebie istnieć. Istnieją tylko razem, tworzą zatem nierozerwalną całość. Ty jesteś moim światłem, na które czekałem przez wieki, pogrążony w ciemnościach, a ja jestem twoim mrokiem, który nada twojemu życiu sens.
Jeżeli Gabriel oczekiwał, że odpowiedź mężczyzny rozwieje jego wątpliwości, to po raz kolejny się zawiódł. Nie zamierzał jednak rezygnować z dalszych pytań. Chciał dowiedzieć się prawdy.
-Jesteś diabłem?
-Masz na myśli te zabawne, rogate stworzonka, które mają symbolizować zło...?- Damon uśmiechnął się drwiąco i pokręcił głową- Nie.
-Jesteś więc Szatanem?
-Nie. Nim też nie jestem.
-Demonem?
Zamiast odpowiedzi, na twarzy mężczyzny wymalował się jedynie delikatny uśmiech, który jednak w połączeniu z poprzednimi zaprzeczeniami zdawał się być najlepszym potwierdzeniem. Gabrielowi aż serce zabiło szybciej z jakiejś dziwnej, zupełnie niezrozumiałej ekscytacji. Nie odczuwał przerażenia. Wprost przeciwnie. Z każdą chwilą był coraz bardziej zafascynowany osobą Damona i chciał o nim wiedzieć więcej.
-To miejsce, do którego mnie zabierzesz... To piekło?- zapytał w końcu, wpatrując się w niego z uwagą.
Damon westchnął głęboko, po czym rzucił niemal w tonie skargi:
-Wy ludzie lubicie wszystko upraszczać i sprowadzać do krótkich słów o gorszym lub lepszym znaczeniu... Tak, możesz nazwać to piekłem. Dla mnie to po prostu miejsce, w którym istnieję... Boisz się?
-Nie- odparł zgodnie z prawdą Gabriel.
Na twarzy Damona znowu pojawił się wyraz pełen rozbawienia.
Rudowłosy aż sam dziwił się temu, że te wszystkie informacje przestały budzić w nim lęk. Jeszcze do niedawna uznałby, że jest chory, że zwariował, oszalał. Teraz twierdził coś zupełnie innego. Jeżeli Damon istniał... Jeżeli rzeczywiście był tym, kim był... To on przez te wszystkie lata tkwił w fałszywym przekonaniu o własnym szaleństwie.
Bo nie był szalony.
Nie mógł być.
Jeżeli głos, który słyszał, był prawdziwy. Jeżeli Damon rzeczywiście był z nim tutaj, w tej jednej chwili. On po prostu widział to, czego inni z różnych przyczyn nie widzieli. Poczuł się niemal dumny. Szczęśliwy, że Wąż z jakichś powodów przyszedł właśnie do niego. Jakby w jednej chwili zapomniał o tych wszystkich latach, przez które bał się każdego nadejścia nocy, bał się głosu, bał się samego siebie...
-Jest tam dużo ludzi?- zapytał, wciąż wiedziony ową pełną zafascynowania ciekawością.
-Nie ma ich wcale.
Gabriel zmarszczył brwi.
-Więc...
-Och, naiwny Gabrielu...- Wąż uśmiechnął się pobłażliwie i pokręcił lekko głową- Nie sądziłeś chyba, że dostaniesz się tam jako człowiek...? My nie mamy ciała. Nie jesteśmy stworzeni z materii. I nasz świat też nie jest z niej stworzony, dlatego nie może w nim istnieć nic materialnego. Nim przejdziesz ze mną na drugą stronę, będziesz musiał narodzić się na nowo. Będziesz musiał się stać tym, czym jestem ja.
-Będę musiał najpierw zginąć...?- zapytał niepewnie Gabriel.
Tajemniczy uśmiech, który po raz kolejny wpełznął na wargi mężczyzny, zdawał się znowu stanowić najlepszą odpowiedź.
-Zabijesz mnie?- dopytywał się dalej rudowłosy.
-Stworzę cię na nowo- odparł Damon, głaszcząc go delikatnie po plecach- Uczynię cię istotą, która nie zna bólu i cierpienia, nie zna strachu... Wybawię cię od lęku, mój Gabrielu... Nie masz się czego obawiać... Nasz świat jest inny niż sądzą ludzie...- głos Węża zniżył się do szeptu- Nasz świat jest piękny... I nie rządzą nim barbarzyńskie zasady... Jesteśmy wolni... Wiesz, czym jest prawdziwa wolność, Gabrielu...?
-Więc czemu nie zabierzesz mnie ze sobą już teraz?- zapytał bez zrozumienia chłopak. Wizja odejścia od własnego człowieczeństwa nie przerażała go, a wprost przeciwnie. Napawała jakąś dziwną, irracjonalną niemal nadzieją. Wybawienie od lęku wydawało się mu być zupełnie niemożliwe, ale jeżeli istniał jakiś sposób... Jeżeli istniała jakakolwiek metoda... Gabriel nie zamierzał się wahać ani chwili- Nic mnie tutaj nie trzyma. Możemy odejść w każdej chwili.
-Nie- odparł stanowczo Damon, a rudowłosy spojrzał na niego z rozczarowaniem- Jeszcze nie jesteś gotowy... A poza tym, nie mogę- dodał, nim Gabriel zdążył cokolwiek powiedzieć- Muszę wykorzystać cały czas, jaki wyznaczyłem sobie na pobyt tutaj... Nie mogę odejść ani wcześniej, ani później.
-Ile to czasu?
-Nie niecierpliw się tak, mój najsłodszy...- zaśmiał się mężczyzna, składając na jego wargach przeciągły pocałunek- Nie będziesz czekał długo... A poza tym... Nie ukrywam, że bycie człowiekiem i posiadanie ciała ma swoje zalety...- Damon przesunął dłonią wzdłuż uda chłopaka, wywołując u niego przyjemne dreszcze- I jeżeli nie masz nic przeciwko, chciałbym się tobą trochę pocieszyć...
-Przychodziłeś już do innych ludzi?- Gabriel uznał, że w jego sytuacji zgoda jest dość oczywista i zamierzał pytać dalej. Bał się tego, że Damon w pewnym momencie zechce go zbyć i po prostu nie odpowie nic, a on bardzo chciał wiedzieć wszystko, co tylko możliwe.
-Wybrałem ciebie- odpowiedział krótko mężczyzna.
-Tak, ale czy wcześniej wybrałeś kogoś innego?
-Oni są nieistotni, nieważni...- Wąż skrzywił się niechętnie, jakby owe pytania wyraźnie mu się nie podobały- Zawiedli mnie. Nie zdali testu.
-Testu...?
-Jesteś zbyt ciekawski, Gabrielu...- Damon stuknął go lekko po nosie i uśmiechnął się niemal złowrogo- A ciekawość to pierwszy stopień do piekła...
-Więc idę dobrą drogą.
Mężczyzna zaśmiał się lekko.
-Spryciarz... To niezwykłe, doprawdy niezwykłe...- rzucił nagle, jakby do samego siebie. Gabriel spojrzał na niego pytająco, bez większego zrozumienia- Mimo tego, co cię spotkało, wciąż jesteś taki delikatny... Taki wrażliwy... Taki niewinny i nieskażony złem... Podoba mi się to.
-Na czym polegał ten test?- pytał uparcie Gabriel, nie dając się zwieść ani skierować na inny temat.
Jedyną odpowiedzią mężczyzny, po raz kolejny, był jedynie uśmiech.
-Nie powiesz mi?
-Nie.
-A jeżeli zawiodę...?
-Nie zwiodłeś- stwierdził Damon- Inaczej bym nie przyszedł... Nawet nie wiesz ile energii zajęło mi przybycie tutaj...
Rudowłosy wpatrywał się w niego, nie do końca wiedząc, co odpowiedzieć. Nie był pewien, czy Damon oczekuje od niego wdzięczności, czy czegoś zupełnie innego. Wszelkie podziękowania wydawały się też w tym miejscu błahe i zupełnie niepotrzebne. W końcu rzucił jedynie ledwie słyszalne:
-Kocham cię.
Damon zaśmiał się lekko.
-Ach, Gabrielu... To niemal urocze...- musnął czule jego wargi i uśmiechnął się z rozbawieniem- Twoja ziemska, prymitywna miłość jest niczym w porównaniu z uczuciem, jakim ja darzę ciebie... Wy, ludzie, nie potraficie kochać naprawdę...- prychnął z pogardą- Wasza miłość jest ulotna i śmiertelna. Ja będę cię kochał wiecznie. Moja miłość jest silniejsza niż śmierć, niż czas, niż granice, które nas dzielą... Nie jestem już w stanie pozbyć się tego uczucia... Nauczę cię, czym jest prawdziwa miłość.
Gabriel wtulił się w niego mocniej, nie mówiąc już ani słowa.
Wciąż miał jeszcze tyle wątpliwości.
Wciąż tyle pytań pozostawało bez odpowiedzi.
Ale wiedział już to, co było najistotniejsze.
Kim jest Wąż.
Czego chce.
Co planuje.
Ale wciąż nie miał pojęcia...
… Dlaczego tak naprawdę wybrał właśnie jego?

3 komentarze:

  1. Anonimowy10:06 PM

    Pisałam to już wcześniej ale napisze to jeszcze raz: NIE LUBIE DAMONA!! Nie mam pojęcia dlaczego ale mam złe przeczucia co do niego. Nie podoba mi się jego postawa. Wolałabym, żeby Gabryjel był z Kevinem! Ta para bardziej do mnie przemawia, a Damona nieznosze -,-
    Ale cóż... Poddam się twojej wenie i twórczości, którą ubustwiam.
    ~FallenAngel

    OdpowiedzUsuń
  2. KEVIN RATUJ GABRIELA - ta myśl ciągle siedziała mi w głowie pod koniec rozdziału.
    Damon budzi we mnie strasznie mieszane uczucia... wiem, że to zła menda, ale jednak nie mogę wyprzeć z siebie myśli, że jest w nim coś takiego, że jednak się go lubi.
    ale mimo wszystko i tak uważam, że Gabriel powinien być z Kevinem...

    "-Zabijesz mnie?- dopytywał się dalej rudowłosy.
    -Stworzę cię na nowo." - urzekł mnie ten tekst :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy12:27 PM

    Nienawidze go. Brzydzę sie pedofilią, a to jest pedofilia w czystym wydaniu! Tak bardzo chcę, aby Gabriel był z Kevinem. Oni są dla siebie stworzeni!

    OdpowiedzUsuń