Strony

niedziela, 22 maja 2011

~ . 11 . ~ [Drag Queen]

Przebudziłem się, wsparty o ramię Nathana i rozejrzałem się wokół, odrobinę zdezorientowany. Mój wzrok natrafił na twarz mojego szefa. On także spał, oddychając spokojnie i równomiernie, opierając się policzkiem o moją głowę, z miną tak uroczą i niewinną, że prawie nie przypominał samego siebie.
Uśmiechnąłem się lekko, starając się nie poruszać za bardzo, żeby go nie zbudzić. Musnąłem jedynie delikatnie nosem jego szyję. Pachniał naprawdę wspaniale.
Nathan skrzywił się lekko i poruszył odrobinę, uchylając powieki.
-Jesteśmy na miejscu…?- wymamrotał niezbyt wyraźnie.
-Nie, nie!- zaprzeczyłem prędko- Śpij spokojnie, jeszcze daleko…
Ale w tym momencie, ku mojej irytacji, dobiegł nas głos kierowcy:
-Panie i panowie, pięć minut i będziemy na miejscu!
Na te słowa Nathan wyprostował się i przetarł skronie.
Cholera!
A już zaczynało robić się sympatycznie…
Nie mieliśmy już czasu na żadne rozmowy, chwilę później bus wjechał na parking przed jakiś hotel.
Jakiś hotel.
Dobre sobie.
Jakieś hotele to mamy w u siebie. Są małe, ciasne, a przy tym z pewnością zbyt drogie, jak na swoje standardy, o czym boleśnie przekonałem się, gdy przeprowadziłem się do tego miasta. No i raczej nie wyglądają, wiecie… Zbyt estetycznie i zachęcająco. Ale ten hotel… Rany! Lepszych chyba nie widziałem nawet na tych hollywoodzkich filmach. Z zewnątrz wydawał się wprost ogromny.
Ba, co ja mówię!
To był kolos!
Przy nim nasz bank wyglądał na niewielki i niepozorny.
-T… Tu będziemy mieszkać?- upewniłem się jeszcze, mając chyba nadzieję, że nikt zaraz nie odwróci mnie w drugą stronę i nie pokaże jakiejś meliny, jak to bywa w tych wszystkich filmach.
-Owszem- odparł Nathan, skinąwszy lekko głową- Coś nie tak?
Żartujesz sobie ze mnie?!
Rany, wszystko jest jak najbardziej tak!
Ale nijak ma się to do opowieści innych pracowników o szkoleniach i miejscach pobytu, chociaż… Rozejrzałem się po pozostałych towarzyszach. W czasie podróży nie miałem kiedy, sami rozumiecie… Skupiłem się na Nathanie. Cała reszta pasażerów była bardzo… Nathanowata. Tak, to dobre określenie. Mężczyźni mieli na sobie drogie garnitury, kobiety garsonki, a wszystkich łączył jakiś wspólny duch.
Ach tak!
Duch cudownej bankowości i cholernego bogactwa!
Naprawdę, na tle tej wesołej gromadki znacznie się wyróżniałem. Nie zwracali na mnie większej uwagi, wdając się w jakieś wysoce wyrafinowane dyskusje na temat wartości jakiejś waluty i tym podobnych spraw, o których nie miałem żadnego pojęcia. Jedyne, co mnie cieszyło, to fakt, że Nathan nie uczestniczył w ich rozmowach i właściwie nie odstępował mnie na krok.
… Co zresztą przyjąłem z entuzjazmem, bo byłem tak zajęty rozglądaniem się naokoło, podziwianiem ogrodu, ławek, fontanny, dosłownie wszystkiego, że gdyby co jakiś czas nie chwytał mnie za ramię i nie naprowadzał na właściwą drogę, pewnie wcale do hotelu bym nie dotarł.
Kiedy staliśmy w holu, recepcjonistka zmierzyła mnie pełnym politowania spojrzeniem, jakby sądziła, że się pomyliłem i trafiłem do niewłaściwego miejsca, toteż fakt, że Nathan ciągle znajdował się w pobliżu, znowu był niezwykle korzystny. Chwyciłem go pod ramię, na wszelki wypadek, gdyby ktoś chciał mnie stąd niecnie usunąć i o dziwo, wcale nie zaprotestował.
Nie uwierzycie, co tam było!
Hol był po prostu ogromny. Nie wiem, czy gdybyśmy wszyscy stanęli sobie na ramionach, dosięglibyśmy sufitu. Oprócz tego było ogromne akwarium z rekinami, a kręte, wyjątkowo wielkie schody wcale nie zniechęcały, wprost przeciwnie.
Niestety, moi współtowarzysze wybrali windę. Wjechaliśmy nią na jakieś piętro i Nathan poprowadził mnie do naszego pokoju.
NASZEGO pokoju.
Ha.
I uwierzcie mi, ledwie przekroczyłem próg, a zostałem wprost oślepiony przepychem bijącym od wnętrza. Było co prawda skromnie umeblowane, ale każdy przedmiot wyglądał tak, jakby został wycięty z tych wszystkich eleganckich pisemek radzących, jak zaprojektować mieszkanie. Była piękna, drewniana szafa, komoda, telewizor, szafka nocna, telefon, niewielki stolik z wazonem pełnym kwiatów, wielkie, dwuosobowe, ścielone atłasem łóżko…
… Wielkie dwuosobowe ścielone atłasem łóżko…
… Wielkie dwuosobowe ścielone atłasem łóżko?!
Jezu, muszę tu spać. Przysięgam, nikt mnie stąd nie wygoni! Będę się przez całą noc przytulał do kolejnego pluszowego Nathana, wyobrażając sobie Bóg wie co. Atłasowa pościel… Ach…
Aaaach…
… Aaaaaaaaach.
Rozpłynę się.
Rozejrzałem się wokoło, odrobinę zdezorientowany, chyba w poszukiwaniu drzwi do kolejnego pomieszczenia. Odnalazłem je i natychmiast otworzyłem, wchodząc do… Łazienki?
Tak, sterylnie czystej i rażąco białej łazienki.
Zaraz, zaraz… Gdzie jest druga sypialnia?
Zaczerwieniłem się nieznacznie obserwując, jak Nathan, jak gdyby nigdy nic, wnosi do pokoju bagaże.
Rany boskie.
To przypominało coraz bardziej jakąś wybujałą fantazję erotyczną.
… Fajnie.
-Coś nie tak?
Aż podskoczyłem gwałtownie, gdy poczułem na swoim karku ciepły oddech Nathana i odwróciłem się w jego stronę, znajdując się nagle blisko niego.
Bardzo blisko niego.
Okej, Alex!
Pora się obudzić!
-Eee… Ekhem… Nie… Tak… Jakby…- wydukałem w końcu- Jest łóżko.
Nathan uniósł brew w pełnym politowania geście.
-Owszem, Alex. To sypialnia. W sypialni zazwyczaj są łóżka.
-T-tak, ale… Jedno…
-Och…- zreflektował się po chwili, rozglądając wokoło, jakby wcześniej nie miał okazji- No tak…- on nie wydawał się być tym faktem specjalnie zdziwiony. Toteż, do diabła, nie dziwcie się, że poczerwieniałem jeszcze bardziej, zawstydzony jak cholera!- Cóż… Poproszę obsługę o przyniesienie jakiegoś rozkładanego łóżka albo fotela i tam będę spał.
… Nawet nie wiecie, ile kosztowało mnie powstrzymanie się od rzucenia gorliwego: „Ależ nie ma takiej potrzeby!”
-Ach tak…- odgarnąłem pasemko włosów za ucho, kręcąc się odrobinę niespokojnie- Nie było już pokojów z dwoma sypialniami, czy jak?- spojrzałem w jego kierunku podejrzliwie- Zbytnio nadwyrężyłoby to budżet firmy…?
-No cóż…- teraz Nathan, ku mojej ogólnej satysfakcji, wydawał się być odrobinę spłoszony- Alex, jest coś, co powinienem ci powiedzieć…
… Kochasz mnie od lat namiętną miłością, która owładnęła twym ciałem i duszą, gdy po raz pierwszy ze sobą byliśmy,  nie możesz przestać o mnie myśleć i chcesz mnie prosić o rękę?!
-To szkolenie… To szkolenie dla małżeństw.
-CO?!
… No dobra. To niezupełnie to samo.
-Naprawdę…- potwierdził z cichym westchnieniem- Nie do końca wiedziałem kogo zabrać. Zostałem zaproszony z kimś innym, ale… Powiedzmy, że… Och, po prostu zabrałem ciebie- dokończył wreszcie, ku mojej uciesze, by zaraz dodać- Z braku lepszych możliwości.
-Jak to nie wiedziałeś, kogo zabrać?- zapytałem przebiegle- Może żonę?
-Nie mam żony.
… Jeszcze, panie Mason, jeszcze.
-Szkolenie dla małżeństw…?- powtórzyłem raz jeszcze, wpatrując się w niego z powątpiewaniem- To chyba jakaś ściema… Serio, Nathan, chyba nie sądzisz, że uwierzę, że ktoś realizowałby…
Podsunął mi pod nos ulotkę.
„Przedsiębiorcze małżeństwa! Sukces osiągany we dwoje! Szkolenie dla par prowadzących wspólne interesy…”.
-Oczywiście nie zapraszano mnie z tobą.
-Oczywiście.
-W każdym razie wyjaśniłem organizatorom, że nie przyjadę z żadną partnerką, ale chyba tego nie uwzględnili, przynajmniej, jeśli chodzi o zakwaterowanie… No cóż, jakoś przeżyjemy…
Och, nie udawaj, że będzie ci tak trudno!
-Skoro tak…- burknąłem cicho, wzruszywszy ramionami.
-Chodź.
-Dokąd?!
-Jak to dokąd? Na szkolenie, rzecz jasna…- zerknął na mnie z politowaniem.
-J… Już?! Dopiero co przyjechaliśmy!
-Nie należy tracić cennego czasu.
… Zależy, co uznajemy za jego stratę.
Moim zdaniem termin „szkolenie” doskonale się w to pojęcie wpasowuje.

Nie wierzyłem, że byli w stanie gapić się na tą babę z zainteresowaniem…
Och, ale jako, iż są to ludzie związani z bankowością, zapewne w niektórych kwestiach są wyćwiczeni lepiej niż najświetniejsi aktorzy.
Serio, na litość boską, skoro to szkolenie dla VIP-ów, to chyba powinno być trochę bardziej interesujące. Już wolałem słuchać zrzędzenia Nathana o wydajności.
-Naszym celem jest uderzenie w młodego klienta…- wyjaśniała entuzjastycznie kobieta po trzydziestce, wysoce irytującym, piskliwym głosem- Nowy klient wymaga od nas dużo więcej. Konkurencja rośnie. Musimy stawać się dla niego pewnego rodzaju oparciem, sugerować mu, że być może w naszym oddziale naprawdę otrzyma to, czego oczekuje, za niewielką cenę…- czyli w skrócie: ściemniać, ściemniać i jeszcze raz ściemniać- Nasz klient powinien być traktowany z ogromną kulturą i szacunkiem, ale również pewnego rodzaju bezpośredniością i sympatią… Naszą cechą charakterystyczną powinna być elegancja, powinniśmy sprawiać dobre wrażenie…- i po raz setny chyba w przeciągu jej przydługiego wykładu spojrzała na mnie aż nazbyt dobitnie- Na naszych twarzach powinien gościć uśmiech zrozumienia!
Nie starałem się nawet skryć ziewnięcia. Nathan posłał mi karcące spojrzenie, ale wykładowczyni nie wydawała się być tym zniechęcona.
-Widzę, że mało interesuje się pan tym, co mówię… Być może chciałby się pan podzielić z nami kilkoma obserwacjami albo dodać coś od siebie?
Wyprostowałem się, rozglądając wokoło. Nathan spojrzał na mnie tak, jakby chciał jednocześnie powiedzieć: „ani się waż”.
-Cóż…- zacząłem powoli- Klient nie przychodzi do nas po wsparcie i nie wymaga od nas oparcia. Przychodzi założyć lokatę, konto albo wziąć kredyt i na tym się skupia.
-To chyba jedynie pana obserwacja- odparła, uśmiechając się szeroko- Nie od dziś wiadomo, że instytucje, które sprawiają wrażenie bliższych i bardziej przyjaznych potencjalnemu klientowi, cieszą się dużo większym zainteresowaniem niż inne.
-Tak, ale… To oszustwo- zauważyłem, unosząc brew- Poza tym, młody klient, jak pani powiedziała, uodparnia się już chyba na tego typu sprawy, nie? Zależy mu na wynegocjowaniu jak najkorzystniejszych dla siebie warunków, więc pójdzie tam, gdzie będzie je miał.
-Proszę mi uwierzyć, że niewielu jest tak wprawionych klientów…- stwierdziła, parsknąwszy cicho- Ale jeżeli na takiego natrafimy, najlepiej przekonamy go do siebie tym, że nasz bank ma długą historię i jest naprawdę doświadczony, natomiast tamten…
-Och, jasne- prychnąłem, przewracając oczyma- I niby fakt, że jeden bank stoi trzynaście lat, a drugi trzy, ma kogoś obligować do tego, żeby brał mniej korzystne kredyty?
-Cóż…- odparła powoli- Jeżeli o tych kredytach wie, i tak decyzja należy do niego. A jeżeli nie… Przecież my mu nie powiemy, prawda?
-Ja mówię- odparłem bez wahania, a wszyscy zebrani, prócz Nathana, posłali mi pełne rozbawienia spojrzenie. To dlatego pewnie, że mój szef nie widział w tym nic zabawnego i wpatrywał się we mnie tak, jakby właśnie rozważał możliwość zamordowania mnie przy świadkach.
-Boże, a ja się dziwię, że masz najgorsze wyniki ze wszystkich…- westchnął ciężko, kręcąc z niedowierzaniem głową.
-Ej! Jestem uczciwy po prostu!
Westchnął jedynie raz jeszcze, najwyraźniej modląc się o cierpliwość.

-Narobiłem ci wstydu?- zapytałem, ledwie przekroczyliśmy próg pokoju. Nathan podszedł do szafy i zaczął wypakowywać swoje rzeczy, po czym nie odwracając się nawet w moją stronę, odparł:
-Przyzwyczaiłem się.
-Jesteś zły?- spojrzałem na niego podejrzliwie, a on parsknął cicho, zerkając na mnie kątem oka.
-Powiedzmy, że już się uodporniłem na pewne sprawy związane z twoją osobą…- na mój nienaturalny wdzięk i seksapil?- Poza tym… To szkolenie jest strasznie nędzne.
-Prawda?- podchwyciłem, uwalając się na przecudownie miękkim łóżku.
Ach…
Aaaach…
Teraz mogę umrzeć.
-Prawda- potwierdził, skinąwszy lekko głową- Ale dzięki niemu poznałem wreszcie twój pilnie strzeżony sekret na temat osiągania jak najniższych rezultatów…
-Och, dobra, Nathan. Nie przeżywajmy tego aż tak. Przecież wiesz, że nie jestem w tym dobry, nie?
A jedyne, co ja wiedziałem to fakt, że z pewnością mnie nie zwolni i dlatego tylko pokusiłem się o takie stwierdzenie.
-Jest dzisiaj jeszcze jakieś spotkanie?
-Nie, szkolenie jest wyjątkowo krótkie- odparł, wzruszywszy ramionami- Właściwie trudno mi zrozumieć jego formułę…
-Więc po co je wybrałeś?- zapytałem bez większego zrozumienia, a on zaczerwienił się lekko.
-Po prostu… Trzeba korzystać z okazji.
-Z okazji do nudy chyba- parsknąłem cicho.
-Cóż… W ramach jej przezwyciężania, na szczęście wymyślili coś ku rozrywce. Dziś wieczorem, w hotelowym pubie odbędzie się jakaś niewielka impreza… Myślę, że możemy iść.
-Możemy iść?!- wykrzyknąłem, spoglądając na niego, jakby ten zwariował- Żartujesz, Nathan? Totalnie musimy iść!
-Nie wyglądasz na fanatyka imprez- skwitował, mierząc mnie uważnym spojrzeniem.
-Nie znasz moich możliwości- odparłem wyniośle.
O tak.
Do upijania się na umór i paradowania w babskich ciuszkach.

-Wiesz… Spodziewałem się, że ubierzesz się w coś… Eee… Bardziej… Imprezowego…- stwierdził ostrożnie Nathan, mierząc mnie uważnym spojrzeniem, ledwie przekroczyliśmy próg hotelowego klubu. Spojrzałem na niego z politowaniem. Na miłość boską, i to mówi mi facet, który nie rozstaje się ze swoim garniturem?
Klub był duży, większość zajmował parkiet, który teraz pozostawał w całkowitym władaniu jednej lub dwóch par. W ogóle, o tej porze we wnętrzu nie było zbyt wielu osób, podejrzewałem, że większość przyjdzie dużo później, ale mnie za bardzo się nudziło, żebym mógł tyle czekać.
Nathan wydawał się być skrępowany i chyba wcale nie chodziło o moje towarzystwo. To zupełnie nie były jego klimaty.
A ja? Ja odnalazłem się tu bez problemu! A już z pewnością odnalazłem się na swoim miejscu, tuż przy barze, przeglądając chyba najdłuższą listę drinków, jaką widziałem w całym moim imprezowym życiu.
-Więc tak…- zacząłem, zastanawiając się chwilę- Zaczniemy od Malibu… Później może Tequila Sunset… Abstine… A później może…
Nathan przyglądał się moim poczynaniom bardzo sceptycznie. Sam zamówił sobie drinka z niewielką ilością alkoholu i sączył go powoli.
-Naprawdę zamierzasz wlać to wszystko w siebie?- zapytał niepewnie, obserwując niecały tuzin szklaneczek z przeróżną zawartością, które pojawiły się przy mnie po dłuższej chwili. Aż oczy mi rozbłysły.
-Jasne- odparłem, wybierając jednego, najbardziej interesująco wyglądającego drinka, i wypijając go właściwie dwoma dużymi łykami. Skrzywiłem się lekko. Gorzkie.
-Nie mogę w to uwierzyć…- wymamrotał Nathan, kręcąc głową, podczas gdy ja już zabierałem się za opróżnianie kolejnej szklanki.
-W co?- zachichotałem cicho- Daj spokój, Nathan. Mam mocną głowę, możesz wierzyć mi na słowo.
O tak.
Na tyle mocną, że wypiję, ile mogę, a później trzeba będzie mnie stąd wytaczać.
Pierwsze kilka drinków przeminęło jakoś bez echa, nie pozostawiając po sobie żadnych większych skutków. Dopiero z piątym czy szóstym naprawdę zaczynałem odczuwać działanie alkoholu.
Poczułem się dużo bardziej zrelaksowany i pewny siebie, czego chyba nie można było powiedzieć o Nathanie, który podrygiwał nerwowo nogą, obracając w dłoniach prawie pełną szklankę. W głowie pojawiła się ta przyjemna, charakterystyczna mgiełka i od razu wszystko zaczęło się wydawać weselsze.
-Chodź- chwyciłem mojego szefa za dłoń. W normalnym wypadku bym się na to nie zdecydował, nawet na to nie liczcie. Ale teraz byliśmy tu. W innym mieście, w innym klubie. W miejscu, gdzie zupełnie nikt nas nie zna i póki co jest ledwie garstka ludzi, zajętych sobą. A poza tym, byłem pijany. No dobrze. Daleko mi brakowało do takiego stanu, ale w razie nagłego odrzucenia będę udawał pijanego. Wierzcie mi, umiem się zataczać jak nikt inny!- Zatańczymy.
Spojrzał na mnie, jakby mnie widział pierwszy raz w życiu, ale nie cofnął dłoni.
-Twoja mocna głowa to chyba duża przesada… Ale nie martw się, czytałem twoje CV, z tym nic nie może konkurować- parsknął cicho.
-Och, daj spokój, Nathan- spojrzałem na niego z lekkim uśmiechem- Jesteśmy zupełnie w obcym mieście, nikt nie napisze artykułu o tym, że obściskujesz się ze swoim brzydalowatym pracownikiem. A poza tym… I tak wszyscy mają nas za parę, co innego mogliby pomyśleć, gdyby nas razem zobaczyli?
Nathan uniósł brwi w geście niepomiernego wprost zdziwienia.
-Dlaczego niby mają nas za parę?- zapytał zaskoczony.
-Eee… Ehm…- no dobrze. Może podczas przerwy w szkoleniu, gdy Nathan wyszedł do toalety, rzuciłem kilka mniej lub bardziej sugestywnych aluzji, ale to naprawdę nie miało z tym nic wspólnego!- Cóż… Eee… No wiesz… Szkolenie dla małżeństw… No i… Wszędzie ze mną chodzisz… To dość… Podejrzane… Och, a zresztą!- machnąłem obojętnie dłonią i zaśmiałem się nieco nerwowo- Chodź. I tak nie ma żadnego z naszych przewspaniale bogatych znajomych.
Byłem pewien, że mi odmówi.
On tymczasem zawahał się wyraźnie, po czym dopił do końca swojego drinka, jakby stwierdził, że zdecydowanie nie może być przy czymś takim trzeźwy i dał mi się wyciągnąć na parkiet, z raczej nietęgą miną.
-Alex… To trochę krępujące…- stwierdził, wyraźnie zakłopotany, gdy objąłem go delikatnie wokół szyi- Ja nie za bardzo umiem tańczyć… Z kobietami. A z mężczyznami to już w ogóle.
-Tyle, że taniec z kobietami, nie różni się jakoś bardzo od tańca z mężczyznami- odpowiedziałem łagodnie, puszczając go na chwilę, by ułożyć jego dłonie na swoich biodrach i objąłem go ponownie, chcąc ruszyć w rytm spokojnej piosenki. Chyba przyszło mu do głowy dokładnie to samo, bo ruszyliśmy obaj i zwyczajnie na siebie wpadliśmy- No i trzeba ustalić, kto zaczyna- zaśmiałem się cicho, widząc jego niemalejące skrępowanie. Taki Nathan był nawet uroczy. Zagubiony jak nigdy. Uśmiechnął się przepraszająco i już po chwili zaczęliśmy tańczyć.
Odrobinę niezgrabnie (bo to w końcu ja), odrobinę niepewnie (bo to w końcu Nathan), ale jakoś szło. I powiem wam szczerze, mimo tego, że ktoś kto przyglądał się nam z boku, pewnie odniósł wrażenie, że idzie nam cokolwiek beznadziejnie, to ja czułem się naprawdę wspaniale. Był tak blisko. Taki cudownie ciepły i pachnący, a mnie serce biło tak szybko, że oooch… Po prostu wszystko było idealne, nawet jeżeli wyglądaliśmy pokracznie, a wręcz idiotycznie. W końcu to ja byłem jego partnerem, trudno mnie nazwać zręcznym w tego rodzaju tańcu, a mój wizerunek pozostawiał sporo do życzenia. Ale Nathan wcale się mnie nie wstydził. Wcale mi nie odmówił i był obok mnie. Nie odepchnął mnie, gdy przycisnąłem się do niego odrobinę mocniej. Jasne, być może uznał mnie za zdesperowanego wariata, ale co tam! Liczy się sam fakt. I było iście magicznie. Jakby po prostu wszyscy wokoło przestali istnieć, jakbyśmy byli tylko my i prezentowali się wspaniale, a nie jak ostatnie łamagi, z trudem unikające deptania sobie wzajemnie po stopach.
Ale piosenka skończyła się zbyt szybko.
Nathan zbyt szybko się odsunął.
Zbyt szybko w pomieszczeniu zaczęli pojawiać się inni ludzie.
Westchnąłem cicho, odrobinę zrezygnowany.
-Pójdę do toalety- poinformował mnie krótko Nathan, dosłownie uciekając z parkietu.
Albo naprawdę zawstydzała go cała sytuacja, albo byłem aż tak fatalnym tancerzem…
… Obawiałem się niestety tego drugiego.
Powlokłem się do baru, siadając na swoim miejscu i wypijając kolejnego drinka, mając szczerą nadzieję, że tego wieczora uda mi się raz jeszcze wymusić na Nathanie taniec.
Ale on najwyraźniej się nie spieszył.
Zdążyłem wypić już wszystkie zamówione drinki i wziąć jeszcze kilka, odnotowując fakt, że nikt nie prosi mnie nawet o zapłatę i nie rozgląda się, dokąd tak naprawdę idę.
Boże, ci cholerni bogacze!
Nie dość, że kokosy na koncie, to jeszcze alkohol za darmo!
To chyba jakaś ironia losu!
W końcu zdecydowałem sprawdzić, czy aby z Nathanem wszystko w porządku. I czy przypadkiem nie wymknął się cichcem, zostawiając mnie tu samego… To by było cokolwiek kłopotliwe, zważywszy na to, że nie do końca odnajdywałem się jeszcze w tym ogromnym hotelu. Podniosłem się na nogi i zachwiałem mocno.
Oj.
Dobra, powiedzmy, że to nie jest jeszcze szczyt moich możliwości i mógłbym sobie pozwolić na jeszcze trochę, okej?
Ale teraz naprawdę czułem się cokolwiek niestabilnie. Zakręciło mi się w głowie, ale ostatecznie utrzymałem równowagę i ruszyłem w kierunku łazienki.
Wszedłem do środka. Nathan stał wsparty o ścianę, nie robiąc właściwie nic konkretnego. Po prostu spoglądał gdzieś w bok. Prócz niego w pomieszczeniu nie było nikogo innego.
-Na co czekasz…?- wymamrotałem nieco nieskładnie, a on przeniósł na mnie zdumione spojrzenie.
-Alex?
-No a kto ma być?- zachichotałem cicho i podszedłem do niego prędko- Chodź, Nathan. Zatańczymy!
-Upiłeś się…- stwierdził, mierząc mnie uważnym spojrzeniem- Jesteś pijany.
-Mógłbym być bardziej- zaśmiałem się ponownie i chwyciłem go za rękę, ciągnąc w kierunku wyjścia- Zdajesz sobie sprawę z tego, że te drinki są za darmo?!
-Zdajesz sobie sprawę z tego, że są na mój rachunek…?- westchnął cicho Nathan, zatrzymując mnie, a następnie przyciągając do siebie- A jeżeli wierzyć w zapewnienia o twojej twardej głowie, mój budżet jest naprawdę nadwyrężony… Alex, na litość boską. Nie znasz umiaru?
-Chodź. Jeden taniec- zapewniłem, a on pokręcił głową, nie pozwalając mi odejść ani na krok.
-Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł- stwierdził stanowczo- Sądzę, że powinniśmy…
Musnąłem jego wargi. Krótko. Niespodziewanie dla niego i dla samego siebie.
-… wrócić do pokoju…- dokończył Nathan, zupełnie zdezorientowany- Alex, dlaczego…
Przerywanie mu w połowie zdania było bardziej bezpieczne. Ucałowałem go po raz kolejny, tym razem pozwalając sobie na coś dłuższego i bardziej pewnego. Początkowo pozostawał zupełnie bierny. Czekałem na moment, w którym zostanę odepchnięty, albo gdy po prostu odsunie się i stwierdzi, że jestem pijany, ale zamiast tego poczułem, jak jego wargi rozchylają się delikatnie w zapraszającym geście, a ramiona zaciskają kurczowo wokół mojego pasa.
I całowaliśmy się.
Naprawdę się całowaliśmy.
Nie JA go całowałem.
On też brał w tym czynny udział, wierzcie mi! Oddawał pocałunki z jakąś delikatnością i subtelnością, która nie cechowała go na co dzień. Chociaż może było to tylko moje odczucie związane z tym, że ja całowałem go odrobinę chaotycznie i nazbyt mocno, nie potrafiąc się do końca kontrolować i mając problemy, by utrzymać równowagę.
-Alex…- zaczął w końcu łagodnie, przerywając nasz pocałunek- Powinniśmy już wracać do siebie.
-Do siebie?- powtórzyłem na bezdechu, starając się doszukać w jego słowach jakiegoś drugiego dna.
-Do siebie- potwierdził, ogarniając mnie lekko ramieniem i prowadząc do wyjścia.
I tak było przez cały czas.
Dacie wiarę?!
Przeszedł przez salę pełną bogatych ludzi i jego znajomych biznesmenów, trzymając mnie w taki właśnie sposób. Delikatnie, subtelnie, nie zwracając zupełnie uwagi na resztę. I doprowadził mnie do naszego pokoju, chociaż to zdawało się wprost ciągnąć w nieskończoność. Zamknął za nami drzwi. A później…
… Nie, ja wcale nie żartuję…
… I to nie było moje alkoholowe urojenie…
… Ani pluszowy Nathan…
Prawdziwy Nathan, najprawdziwszy ze wszystkich, chwycił mnie ponownie w ramiona, całując tak długo i namiętnie, że prawie zapomniałem, jak się oddycha. W końcu pchnął mnie lekko, a ja zrobiłem kilka kroków do tyłu, nie odrywając się od niego ani na chwilę, dopóki nie rąbnąłem w coś nogami i nie straciłem równowagi. Wylądowałem na łóżku, w tej wspaniałej, atłasowej pościeli, a Nathan zaśmiał się cicho, siadając okrakiem na moich biodrach i wznawiając pocałunek. Zamruczałem z uciechy.
-Uwielbiam cię takiego…- szepnąłem mu do ucha, wolną dłonią gładząc miarowo przyjemną w dotyku kołdrę.
Argh!
Na litość boską!
Mam obok siebie takiego faceta, a macam łóżko!
Powiedzcie mi, że jestem normalny!
Zdjął z siebie marynarkę i odrzucił ją na bok, a ja zająłem się rozpinaniem jego nieskazitelnie białej koszuli. Przesunąłem dłońmi wzdłuż jego torsu, badając go niecierpliwie dłońmi.
Ale nim pozwoliłem sobie na cokolwiek więcej, poczułem zupełnie inne, zdecydowanie mniej przyjemne skutki alkoholu.
Odsunąłem się lekko przed kolejnym pocałunkiem, a wargi Nathana natrafiły na mój policzek. Spojrzał na mnie, nieco zdezorientowany.
-Coś nie tak?
-N… Nie…- odparłem cicho, przełykając ślinę, a następnie zasłoniłem usta dłonią- Wszystko jest w porządku… Tylko… Ja…
-Alex?- teraz był już zaniepokojony- Co się dzieje?
-Naprawdę nic… Przepraszam, Nathan- wydukałem z trudem, odpychając go od siebie gwałtownie. Zerwałem się błyskawicznie z łóżka i popędziłem do łazienki, mając taki atak torsji, jak chyba jeszcze nigdy w życiu.
… Losie.
Jesteś okrutny.

4 komentarze:

  1. Anonimowy5:35 PM

    Ty to potrafisz zwalić człowieka z nóg! :) Biedny Alex, ale się urządził. Zaskakują mnie Twoje pomysły. Jeszcze nie czytałam żadnego opowiadania o Drag Queen i powiem, że świetnie się czyta. Podoba mi się to, że Alex praktycznie myśli tylko o jednym xD

    Cloode

    OdpowiedzUsuń
  2. Okej, dobrze wiem, że możliwość tego, że zobaczysz ten komentarz jest conajmniej jak ziarenko piasku, ale warto spróbować, dlatego zostawiam krótki komentarz.
    Zaczęłam czytać twoje opowiadanie "Every me" jakoś tak w wieku 11 lat, czyli ten moment, kiedy dla dziecka ważniejsze powinno być to, czy ma już konto na jakimś portalu społecznościowym, czy inne gówna. A ja wtedy miałam tylko jeden cel - przeczytać to opowiadanie i po prostu byłam zachwycona. A muszę dodać, że nigdy nie byłam zbyt wielką zwolenniczką czytelnictwa. Muszę ci powiedzieć, że dzięki "Every me", skradłaś moje serce i pociełaś na kawałeczki jego niesamowitym zrealizowaniem!
    Niedawno od siostry dowiedziałam się, że prowadzisz także tego bloga, od razu na niego weszłam i przeczytałam kilka shotów, a dzisia około 2 godzin temu zabrałam się za to, jakże cudowne opowiadanie "Drag Queen", które swoją drogą także chwyciło mnie za serducho! Jako, że opisywana była taka mniejsza scenka zbliżenia, przypomniało mi się właśnie "Every me", o którym wspomniałam na początku. A wiesz dlaczemu? Bo tylko ty potrafisz w takich scenkach przedstawić to w taki sposób, że po prostu zabraknie mi tchu i te typowe "motylki w brzuchu" pojawią się i w moim.
    Musisz wiedzieć, że uwielbiam twój styl pisania i z chęcią czytam każde twoje dzieło. Cieszę się, że dzielisz się z nami swoim cudownym talentem pisarskim x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz przeczytałam i bardzo dziękuję ^^. Wszystkie one pojawiają się na mojej poczcie, do której mam regularny dostęp, więc można komentować ile się chce i gdzie się chce (taaak, subtelna zachęta xD). Cieszę się, że zarówno "Every Me", jak i to opowiadanie przypadły ci do gustu :)

      Usuń
  3. Kazdy kolejny rozdzial wciaga jak narkotyk. Kocham to opowiadanie, poczucie humoru, obroty wydarzen, glownych bohaterow,i motyw drag queen jest bardzo orginalny. Ciezko sie oderwac :)

    OdpowiedzUsuń