Strony

niedziela, 22 maja 2011

~ . 12 . ~ [Drag Queen]

Obudziłem się z rana, czując potwory ból głowy, i nie miałem najmniejszych wątpliwości, czego jest on skutkiem. Podniosłem się do pozycji siedzącej i przeciągnąłem lekko, poprawiając okulary, które, zapewne podczas snu, wbiły mi się boleśnie w nasadę nosa. Pościel, na której się znajdowałem, była nieco pomięta, a ja wciąż miałem na sobie wczorajsze ubrania. Mój wzrok padł na stojący obok łóżka fotel. Siedział na nim Nathan, również we wczorajszych ciuchach, z rozpiętą koszulą.
Zmarszczyłem brwi.
I tu zaczynały się kwestie, co do których wątpliwości zdecydowanie miałem.
-Wstałeś już- ocenił Nathan, uśmiechając się lekko w moim kierunku.
-Aha…- potwierdziłem, nieznacznie zdezorientowany, nie do końca wiedząc, co zaszło. Wspomnienia ze wczorajszego wieczoru miałem raczej urywane. Piłem. Później piłem. Tańczyłem. I znów piłem. A później… A później…
Boże.
Całowałem Nathana.
Nathan całował mnie.
Całowaliśmy się obaj.
Ewentualnie to moje urojenie alkoholowe, ale póki co nic na to nie wskazywało.
-Czy my…- zacząłem, zachrypniętym odrobinę głosem, wewnętrznie aż drżąc z dziwnej ekscytacji- Czy coś… Czy coś pomiędzy nami zaszło?
-Nie, nie, oczywiście, że nie- zapewnił pospiesznie Nathan, tak gorliwie, że natychmiast zrzedła mu mina. Nie wydawał się być z tego powodu szczególnie unieszczęśliwiony.
-Ale… Ale coś się wydarzyło, prawda?- drążyłem dalej, a on skinął głową, uśmiechając się odrobinę blado.
-Byłeś pijany- stwierdził krótko- Odprowadziłem cię do pokoju.
Taaak…
… A później wpiłeś się w moje wargi z całą mocą, tak jak na tych wszystkich komediach romantycznych, a ja, niczym ich główny bohater, odnalazłem się w całej sytuacji doskonale, obmacując piękną, atłasową pościel.
No dobrze
To pamiętałem.
Ale co było dalej?
Nathan wydawał się być odrobinę zdenerwowany, zażenowany, a ja jeszcze nie wiedziałem, jak mam się czuć. Naprawdę wątpiłem, żebym, mając obok siebie Nathana Masona, pozwolił mu tak po prostu sobie iść, więc…
-Zasnąłem w połowie?- zapytałem w końcu, bo wydawało mi się to, paradoksalnie, najbardziej logicznie. I wiele by wyjaśniało. Chociażby to, że tak niewiele pamiętałem. Naprawdę, wierzcie mi. Nie sądzę, by moje upojenie alkoholowe sprawiło, że nie pamiętałbym seksu z Nathanem. Na pewno nie.
Mój szef spojrzał na mnie i parsknął cicho, po czym pokręcił głową.
-Nie- odpowiedział łagodnie- Po prostu… Powiedzmy, że źle się poczułeś.
-Źle się poczułem?- powtórzyłem natychmiast, w pierwszej chwili nie rozumiejąc. I dopiero zaraz załapałem, o co chodzi. Autentycznie pobladłem.
Boże!
Boże, to chyba jakiś koszmarny sen!
Jestem sam na sam z Nathanem, w sytuacji, której oczekiwałem od dłuższego czasu, a zamiast tego wdaję się długi romans z kiblem?! Na litość boską!
-Ekhem…- odkaszlnąłem cicho. Teraz ja również czułem się zupełnie zażenowany. I zdołowany. I smutny. I w ogóle bez życia. Że też musiało mnie spotkać coś takiego!
Boże. To po prostu okrutne z twojej strony.
-Niedługo wychodzimy na szkolenie- odezwał się w końcu Nathan, przerywając ową niezręczną ciszę, jaka między nami zapadła- Pójdę się przebrać.
-Mhm…- mruknąłem jedynie, opadając z powrotem na pościel w wyrazie zupełnego zrezygnowania. Niemal zebrało mi się na płacz. Dostaję jedną, jedyną, niepowtarzalną szansę od losu. Nie, nie szansę na przelecenie Nathana, do licha! Po prostu szansę na to, żeby…
… Och, no wiecie. Od tamtego dnia, w którym się poznaliśmy (wiadomo, w jakich okolicznościach) minęło już dużo czasu i mówiąc szczerze… Może odrobinę liczyłem na to, że coś się między nami zmieni… W pewnych aspektach… No dobra, nie jestem aż tak głupi, żeby wyobrażać sobie, że się ze mną zwiąże.
… No dobra, jestem.
Ale nie o to chodzi. Po prostu uważam, że… No… Żeni się, a ja… A ja… Boże, to takie totalnie żałosne. Powinien wiedzieć, że ma jakąś alternatywę od tego ślubu, prawda?
Może ja nie prezentuję się w sukni ślubnej zbyt obiecująco, ale na litość boską… Dlaczego ma się żenić z kimś, kogo nie kocha?
Och, czekajcie.
Mnie też nie kocha.
Taka mała uwaga, zanim zacznę planować listę gości, a później rozpłaczę się gorzko i przywiążę do jego nogi, błagając, żeby mnie sobie nie odpuszczał.
… I to wszystko dla jego dobra. Serio. Naprawdę. Ostatnio odzywa się we mnie cichy altruista!
… Och, Boże.
Po prostu liczyłem na to, że coś się między nami zmieni. Dobrze było spróbować, prawda? I wczoraj wszystko układało się wprost idealnie, do czasu… Do czasu, gdy po raz pierwszy od dawna, znalazłem się z nim sam na sam, w sytuacji głęboko intymnej, i wówczas zapewne popędziłem do kibla.
Jestem mistrzem w budowaniu romantycznej atmosfery…

-Alex, jesteś pewien, że wszystko w porządku?- zapytał Nathan, ledwie wróciliśmy do pokoju, a ja natychmiast rzuciłem się na łóżko w iście depresyjnym geście, mając ochotę zakopać się pod kołdrą i ukryć przed całym światem, z Nathanem na czele.
-Mhm…- mruknąłem po raz wtóry. Dziś była to jedyna forma komunikacji, jaką wobec niego stosowałem.
-Mało się odzywałeś…- zauważył ostrożnie, stojąc tuż przy łóżku i wpatrując we mnie z uwagą, podczas gdy ja marzyłem wprost o tym, żeby sobie poszedł. Boże, czułem się tak strasznie beznadziejnie, gdy patrzył na mnie w taki sposób! I wierzcie mi, raczej nie myślał sobie: „Och, jak seksownie wyglądał, rzygając przez pół nocy!”- Spodziewałem się, że znowu powiesz do słuchu tamtej kobiecie- spróbował chyba mnie rozweselić, samemu uśmiechając się lekko. Ja nie byłem w stanie. Dostałem szczękościsku- Alex… Masz ochotę wyjść dzisiaj do klubu?
Chyba naprawdę zależało mu na tym, żeby poprawić mi nastrój.
-Nie- odparłem, aż nazbyt stanowczo. Żadnych więcej klubów! Nie! Nigdy. Od dzisiaj staję się autentycznym abstynentem. Na wypadek, gdybym gdzieś, kiedyś, spotkał jeszcze Nathana, na tyle pijanego, że nie pamiętałby o incydencie z wczorajszego wieczoru i naprawdę chciał mieć ze mną cokolwiek do czynienia!
… Co, jak dobrze wiecie, jest wybitnie prawdopodobne, ale czemu nie!
Nie załamujmy się!
Trzymajcie za mnie kciuki!
… Boże, naprawdę popadnę w depresję.
-W porządku…- odparł cicho, wyraźnie zrezygnowany- Zejdę na chwilę na dół, dobrze? Zamówię nam obiad.
-Mhm…- wymruczałem po raz kolejny i już po chwili usłyszałem trzaśnięcie drzwi.
Przymknąłem powieki.
Nie ruszam się stąd. Oficjalnie. Może powinienem się zabarykadować. Byłbym wtedy w lokalnych wiadomościach i w ogóle. Pewnie wysłaliby do mnie helikopter, a dziennikarka wyjaśniała widzom, że jakiś kretyn nie chce wyjść, bo jego szef go olał. A później się ożenił. A później byłoby zbliżenie na twarz Nathana, który, odrobinę skrępowany, zaczyna wyjaśniać całą sytuację, z miłą, ładną blondynką u boku, a później…
Boże, popadam w paranoję.
Czemu jestem tak strasznie zdołowany faktem, że nic nie wyniknęło z moich daleko posuniętych oczekiwań co do zdarzeń mających miejsce ostatniej nocy?
Cholera, gdyby mi odmówił…
Gdyby rzucił „nie” i tyle, gdybym nawet zasnął, to byłoby jakieś łatwiejsze.
Ale zrozumcie to, do licha!
Ja nie prezentuję się zbytnio korzystnie na co dzień.
Więc co dopiero mówić o tym, jak muszę wyglądać, czule obejmując muszlę i wymiotując tuż po tym, jak wlałem w siebie połowę baru.
Po prostu wątpię, żeby Nathan w ogóle rozpatrywał mnie w kategoriach erotycznych.
… O ile kiedykolwiek to robił.
Teraz po prostu straciłem wszelkie szanse.
Wszelkie.
Nic.
Zero.
Drzwi otworzyły się ponownie. Słyszałem tylko jak ktoś, zapewne Nathan, wjeżdża wózkiem hotelowym do środka, ale nie miałem ochoty nawet się odwrócić. Głodny też nie jestem. Pewnie wszystko od razu podeszłoby mi do gardła, a zdecydowanie nie chcę powtarzać dantejskich scen z wczorajszego wieczoru.
… Który zapewne stanie się najgorszym w moim życiu.
Gdy będę go kiedyś wspominał.
Sam.
Stary.
Opuszczony.
W jakimś nędznym mieszkanku i z peruką na głowie.
… P a r a n o j a.
-Alex?- usłyszałem łagodny, odrobinę niepewny głos Nathana i poczułem, jak łóżko ugięło się lekko pod jego ciężarem.
-Mhm…?- wymruczałem znowu, tym razem jednak otwierając oczy i spoglądając na niego pytająco. Kątem oka dostrzegłem hotelowy wózek, ale jego zawartość zupełnie mnie rozbroiła. W wiadrze z lodem chłodził się szampan, a tuż obok niego spoczywała spora miska pełna truskawek i bita śmietana w sprayu. Aż wytrzeszczyłem oczy, zupełnie zdumiony.
Dobra, może jestem przewrażliwiony na tym punkcie.
Może nie jestem na tyle bogaty, by dla każdego znajomego pozwalać sobie na szampana i na truskawki…
… I może kojarzą mi się one wybitnie jednoznacznie, ale przecież to wcale nie znaczy, że…
Nim zdążyłem się zastanowić nad tym, czy aby na pewno to znaczy wszystko to, co myślę i czy sobie tego nie uroiłem, Nathan przysunął się bliżej w moim kierunku i objął mnie, odrobinę nieporadnie. Byłem tak zdumiony, że w pierwszym odruchu aż odskoczyłem. Cofnął się, zupełnie zdezorientowany, a do mnie dopiero po chwili dotarło, co się tu w ogóle dzieje.
-N… Nathan…- wydukałem, czerwieniejąc momentalnie.
-Przepraszam, Alex. Po prostu źle to odebrałem, pomyślałem, że…- och, nie, nawet nie myśl o tym, że teraz dam ci skończyć! Chwyciłem go za poły marynarki, przyciągając do siebie, by wpić się w jego wargi. Jęknął cicho ze zdumienia, by zaraz objąć mnie mocno i oddać pocałunek.
-Chcesz się ze mną kochać?- zapytałem niemal na bezdechu, ledwie na chwilę odrywając się od jego warg, by zaraz powrócić do nich na dłuższą chwilę, nie dając mu możliwości odpowiedzi.
-Alex, na litość boską…- mruknął karcąco- Co to w ogóle za pytanie?
-Retoryczne- mruknąłem w odpowiedzi, zsuwając z niego pospiesznie marynarkę.
-A… A szampan?- zapytał, odrobinę zbity z tropu- A truskawki?
-Żadnego alkoholu!- jęknąłem, niemal błagalnie- Przynajmniej nie do czasu, aż będzie po wszystkim.
Zaśmiał się cicho, a ja wycisnąłem na jego wargach kolejny pocałunek, prędko rozpinając jego koszulę. Zdecydowanie nie pozwolę, by cokolwiek nam przeszkodziło.
-Nie musisz się spieszyć…- zauważył, oddychając płytko.
-Jasne!- prychnąłem cicho- A jak nam ktoś przerwie?
-Kto miałby nam przerwać?- zapytał, z autentycznym rozbawieniem bez najmniejszego pośpiechu rozpinając moją koszulę.
-Hm… Cóż… A drzwi są…?
-Zamknięte- zapewnił z lekkim uśmiechem, muskając wargami moje usta. Zamruczałem z uciechy, ale moje ruchy nie stały się wolniejsze, wprost przeciwnie. Wiecie, zawsze może nas zaskoczyć coś niezwykłego. Informacja o bombie w hotelu. Lądowanie obcych w ogrodzie. Ewentualnie apokalipsa, bo hej!, kto wie, prawda? Bóg lubi mi robić takie niespodzianki.
W każdym razie coś, co sprawi, że będziemy musieli przerwać to, co robiliśmy, a to wybitnie mi się nie podobało. Nie zamierzałem zmarnować okazji, jedynej okazji, kiedy mogłem pokazać Nathanowi, że zależy mi na nim… Ekhem… W pewien sposób, rzecz jasna… Bez robienia z siebie żałosnego kretyna i błagania go na kolanach, żeby się nie żenił.
Już po chwili oboje byliśmy nadzy. Nathan przeniósł pocałunki na moją szyję, wędrując wargami coraz niżej, po ramionach, a w końcu klatce piersiowej. Jedna z jego dłoni zatrzymała się na moim biodrze, druga głaskała miarowo wewnętrzną stronę mojego uda, raz po raz przesuwając się to w dół, to w górę, wciąż jednak za nisko, by sięgnąć do mojej erekcji, która domagała się jego pieszczot.
-N… Nathan…- jęknąłem w końcu cicho, a on przerwał na chwilę pocałunki, by unieść głowę, spoglądając na mnie pytająco- Bo ja… Hm… Chyba potrzebujemy nawilżacza- zauważyłem, wybitnie skrępowany- Wiesz, ja… Ja dawno tego nie robiłem.
Och, wiecie, że wolałbym w jego oczach uchodzić za rozchwytywanego seksualnego specjalistę, ale bądźmy ze sobą szczerzy… Kto dałby temu wiarę?!
Ale Nathan uśmiechnął się tylko lekko i sięgnął dłonią w dalszą część łóżka, gdzie wylądowała część jego garderoby, i wyjął z kieszeni swych eleganckich, garniturowych spodni… Saszetkę z nawilżaczem.
Autentycznie osłupiałem.
-Planowałeś to?- zapytałem ze zdumieniem, a on zaczerwienił się lekko, wyraźnie zawstydzony.
-Przypadek- odparł jedynie, wpijając się w moje wargi i uniemożliwiając mi rzucenie jakiejkolwiek riposty. Jakoś wątpiłem, żeby Nathan Mason, ten Nathan Mason, źródło porządku, ładu i śmiertelnej nudy, nosił przy sobie na co dzień takie rzeczy.
… Chociaż zapewne prędzej on niż ja.
Tak czy inaczej, myśląc o tym, że rzeczywiście miał zamysł się ze mną kochać, od razu poczułem się jakoś wewnętrznie podbudowany. Och, nie dziwcie się! Skoro nie odstraszyło go moje wczorajsze zachowanie, to właściwie co może?!
A tak w ogóle, Nathan nie był nudny. Nathan nie był nudny ani trochę. Może była to kwestia zdjęcia krępującego garnituru, może tego, że byliśmy sam na sam, a może po prostu równie mocno relaksowała go atłasowa pościel, ale w sprawach seksualnych zdecydowanie nie mogłem mu czynić takiego zarzutu. Naniósł nawilżacz na dłonie, po czym włożył w moje wnętrze dwa palce, raz po raz to wsuwając je we mnie głębiej, to wysuwając całkowicie, niemalże doprowadzając mnie tym do szaleństwa. Jednocześnie całował mnie żarliwie, sprawiając, że nie mogłem z siebie wydobyć nawet jęku, nie chcąc ani na chwilę przerywać owego pocałunku. Jego ruchy stały się szybsze i pewniejsze, natrafiał coraz częściej na moją prostatę, sprawiając, że niemalże wiłem się pod nim z rozkoszy.
I jak tu się dziwić, że zupełnie straciłem dla niego głowę?
Dopiero w momencie, gdy przerwał na chwilę penetrowanie mojego wnętrza i odsunął się nieznacznie, byłem w stanie wykonać jakikolwiek ruch. Wykorzystałem to natychmiast i pchnąłem go lekko, by przetoczyć się z nim kawałek dalej, zmieniając jednocześnie nasze pozycje. Teraz to ja usiadłem na jego biodrach, muskając raz jeszcze krótko jego wargi i z niejaką satysfakcją odnotowując jego pełne niecierpliwego oczekiwania spojrzenie. Uniosłem się lekko, by już po chwili z całą mocą nabić się na jego męskość z donośnym jękiem. Potrzebowałem chwili, żeby się przyzwyczaić, po czym poruszyłem lekko biodrami, drżąc aż cały z podniecenia i ekscytacji. Nathan chwycił mnie lekko za dłonie, w taki sposób, że mogłem się na nich podeprzeć. Uśmiechnąłem się do niego lekko, zagryzając wargę i uniosłem się powoli na jego erekcji, by zaraz opaść ponownie. Odwzajemnił uśmiech, wzdychając głęboko, podczas gdy ja nadałem swoim ruchom nieco szybszego tempa. Nathan również poruszał biodrami, dostosowując się do mnie. Odchyliłem lekko głowę do tyłu, pojękując coraz donośniej, gdy czułem, jak jego męskość napiera na moją prostatę. Niespodziewanie puścił moje dłonie, a zamiast tego chwycił mnie w pasie, by zaraz przetoczyć się ze mną na bok, po raz wtóry zmieniając nasze miejsca. Oparł się dłońmi tuż obok mojej głowy i uśmiechnął się lekko, wchodząc we mnie z jeszcze większą mocą niż chwilę temu, po czym wpił się w moje wargi. Wzdłuż kręgosłupa przechodziły mi coraz bardziej intensywne dreszcze rozkoszy, czułem się tak, jakbym zupełnie stracił kontrolę nad własnym ciałem, i poruszałem biodrami mimowolnie coraz mocniej i szybciej, jakbym chciał wydobyć z owej chwili maksymalną przyjemność. Pocałunki Nathana również stały się bardziej chaotyczne, urywane, a jego pchnięcia stopniowo stały się odrobinę wolniejsze, acz głębsze. Poczułem jego dłoń na swojej męskości, a jego pieszczoty stanowiły więcej, niż mogłem oczekiwać, i już po chwili poczułem się tak, jakbym wewnętrznie eksplodował z nadmiaru rozkoszy. Opadłem na pościel, zupełnie bezwładnie, z trudem łapiąc powietrze, i tak zamglony, że przez dłuższą chwilę nie docierało do mnie nic, co się wokół mnie dzieje. Nathan wylądował tuż obok mnie, oddychając równie płytko, po czym spojrzał na mnie błyszczącymi oczyma. Uśmiechnąłem się szeroko, absolutnie zadowolony, przysuwając się do niego i wtulając w jego ramiona.
-Już wiem, czemu nie mogłem zapomnieć tamtej nocy w hotelu- zachichotałem cicho, muskając delikatnie jego wargi.
-Nie mogłeś zapomnieć…?- powtórzył z rozbawieniem Nathan, a ja natychmiast speszyłem się nieco z powodu mojej głośnej myśli.
-No… Ale… To tylko dlatego, że od tamtej pory nie miałem partnera- odpowiedziałem dumnie, by zaraz zawstydzić się jeszcze bardziej. Brawo, Alex. Pogrążaj się- To znaczy… Eee… Wiesz… Żadnego ważnego- wzruszyłem ramionami z pozorną obojętnością, a Nathan uśmiechnął się odrobinę złośliwie i skinął głową.
-Taak, wiem…- na powrót wcałował się w moje wargi, by zaraz przerwać na chwilę i dodać- Właściwie to też żadnego nie miałem.
-Żadnego?- zdumiałem się. Kogo jak kogo, ale Nathana o brak osób zainteresowanych bym nie podejrzewał. Och, czekajcie. Przecież wykresy, kartki, linijki i umowy to nie najlepsi partnerzy seksualni, prawda?
-Żadnego ważnego- sprostował chyba z czystej przekory i ponownie wpił się w moje wargi- Z czego się cieszysz?- wymamrotał ledwie słyszalnie, chyba wyczuwając, że moje usta ułożyły się w pogodny uśmiech.
-Z niczego- wymruczałem, odpowiadając na pocałunek, całkiem zadowolony z siebie. Czułem się tak cholernie szczęśliwy, jak chyba jeszcze nigdy. Dosłownie promieniałem. Nie tylko dlatego, że uprawiałem seks, chociaż po przerwie, jaką sobie zafundowałem, zdecydowanie smakował lepiej niż kiedykolwiek. A może chodziło po prostu o to, że był z Nathanem? I wówczas zawsze było dobrze? Tak czy inaczej, bardziej intrygowało mnie to, że nie miał nikogo innego. Prawdopodobnie. Nawet fakt, że hej!, ma narzeczoną, prawda?, jakoś mi umknął, a przynajmniej starałem się o nim za bardzo nie myśleć, zbyt skupiony na cieszeniu się chwilą.
-Zdejmij…- usłyszałem, jak mruczy niewyraźnie pomiędzy kolejnym pocałunkiem, i spojrzałem na niego ze zdumieniem, odsuwając się lekko.
-Co? Nic na sobie nie mam.
-Okulary- parsknął cicho, spoglądając na mnie z politowaniem, i sięgnął do mojej twarzy, ale ja odskoczyłem gwałtownie.
-Nie ma mowy!- zaprzeczyłem natychmiast, czerwieniąc się lekko z zażenowania.
-Bo…?- Nathan uniósł pytająco brew, a ja odkaszlnąłem odrobinę nerwowo i wzruszyłem ramionami. Naprawdę było niewiele sytuacji, w których ściągałem okulary. Przy kimś innym. Nie licząc moich występów i przebierania się za kobietę. Sami rozumiecie. Kiedy się ich pozbywałem, to jasne było, że zaraz zacznę hasać po scenie w kiecce. Ewentualnie, że kładę się spać, ale czasem i wtedy zapominałem ich zdjąć. Bez nich czułem się zupełnie inaczej i bardzo niepewnie.
-Bo… Bo…- zawahałem się odrobinę, nie wiedząc, co odpowiedzieć- Bo nie będę cię widział.
-Daj spokój, Alex- parsknął cicho Nathan, kręcąc głową- Nie masz aż tak dużej wady wzroku, żeby nie widzieć mnie z tej odległości.
-Skąd wiesz?- burknąłem cicho, a on chwycił mnie za nadgarstek, przyciągając stanowczo z powrotem do siebie. Wierzcie mi, że nie miałem zbytnio sił i chęci, żeby mu się opierać.
-Nathan, nie rób…- spróbowałem raz jeszcze, właściwie w momencie, gdy już chwycił za moje okulary, zsuwając je niespiesznie z mojego nosa. Aż jęknąłem w duchu i przymknąłem powieki. Usłyszałem ciche stuknięcie, wskazujące najprawdopodobniej, że mój nieodłączny dotąd rekwizyt wylądował na szafce nocnej i dopiero wówczas odważyłem się otworzyć oczy. Nathan spoglądał na mnie uważnie, po czym… Parsknął śmiechem.
Prychnąłem z oburzeniem, czerwieniąc się jeszcze bardziej.
-Nie śmiej się ze mnie, dupku- burknąłem cicho, zupełnie speszony, a on pokręcił jedynie głową, wyraźnie rozbawiony.
-Przepraszam.
-Oddaj mi okulary. Mówiłem, że wyglądam bez nich beznadziejnie.
-Nie mówiłeś i nie wyglądasz- odparł Nathan, wciąż uśmiechając się lekko- Wyglądasz po prostu dużo inaczej niż zwykle. Ale jednak urodziwie.
Urodziwie.
Boże.
Nathanie Mason.
Czyżby słowa: „przystojny”, „seksowny” czy po prostu „ładny” nie przechodziły ci przez gardło?
-Dziękuję- odparłem jedynie, zbyt speszony i zdezorientowany, by pozwolić sobie na cokolwiek innego- No to… Ten… Och, dawaj wreszcie tego szampana!
Nathan roześmiał się lekko i wstał (uwierzcie mi, widoki były przednie), by przysunąć do nas wózek. Wziął dwa kieliszki i nalał do nich szampana, podając mi jeden z nich, a misę z truskawkami postawił na kołdrze i zajął miejsce obok mnie.
-Więc jednak alkohol wchodzi w grę…?
-Zawsze- odparłem, parsknąwszy cicho, upijając łyka. Małego łyka. Rozsądnego łyka. Zdecydowałem się tak właśnie pić, przynajmniej przy Nathanie. Będę wtedy wyglądał wiecie… Eee… Elegancko i wytwornie. O.- Poza tym… Wtedy też byliśmy pijani… Pamiętasz?
-Taak…- uśmiechnął się leciutko i skinął głową.
-Pamiętasz?- zdziwiłem się, po czym prychnąłem donośnie- Wiedziałem, że pamiętasz, draniu! Czemu nic nie mówiłeś?
-Ty też nic nie mówiłeś- zauważył, czerwieniąc się lekko- To nie są tematy, które łatwo zaczynać.
-Czyli jednak to planowałeś?- drążyłem dalej z bezczelnym uśmiechem.
-Nie- uciął, najwyraźniej postanawiając iść w zaparte- Niczego nie planowałem. Zabieraj się za truskawki.
Och, tak.
Już ja wiem swoje.
Podniosłem się do pozycji siedzącej i chwyciłem owoc, czując jednocześnie, jak Nathan obejmuje mnie delikatnie, opierając się brodą na moim ramieniu. Uśmiechnąłem się lekko, pocierając swoim policzkiem o jego, a on westchnął głęboko, składając krótki pocałunek na moim ramieniu.
-Zupełne szaleństwo- skwitował, muskając lekko wargami moją szyję, a ja spojrzałem na niego uważnie.
-Ale to dobrze?
-Dobrze- potwierdził, parsknąwszy cicho- Chociaż raczej nie zdarza mi się to często.
-Cóż… Cały Alexander Carlton, nie? Szaleństwo w pigułce- uśmiechnąłem się pogodnie, zjadając truskawkę, i zaraz poczułem, jak chwyta mnie w pasie i ciągnie z powrotem na posłanie- Przyznaj, że cię kusiło- zaryzykowałem, spoglądając na niego niemalże z wyczekiwaniem.
-Och, tak… Ty i te twoje wspaniałe sweterki- zachichotał cicho, kręcąc głową z rozbawieniem- Wszystkie symbole seksu przy tobie odpadają.
-Prawda?- również zaśmiałem się lekko i wpiłem się w jego wargi na dłuższą chwilę, czyniąc ów pocałunek nieco wolniejszym i delikatniejszym nic pozostałe, ale rozkoszując się nim równie mocno- Bez tego twojego garnituru i całej otoczki… Ty też już nie jesteś taki sztywny.
-Cóż się dziwić… Wykończyłeś mnie.
-Nie to miałem na myśli- zdzieliłem go lekko w ramię, chichocąc cicho. Podniosłem się ponownie. Odłożyłem kieliszek, a następnie miskę. Nathan przyglądał mi się uważnie, najwyraźniej oczekując mojego kolejnego gestu- Cóż… Chociaż oczekiwałem, że zatrzymasz dla mnie jeszcze trochę sił… Na jeszcze jeden raz…
A później jeszcze jeden i jeszcze jeden… Och, na litość boską! Mam swojego szefa na własność! I miałbym go niby perfidnie nie powykorzystywać? Ha! Marzyciele!
-Na jeden raz…- powtórzył, podnosząc się do siadu i jednym, sporym łykiem wypijając zawartość kieliszka. Aż pisnąłem z zaskoczenia, gdy nagle chwycił mnie w pasie i przyszpilił z powrotem do łóżka, bez najmniejszego wahania usadawiając się na moich biodrach.
-Nathan?- spojrzałem na niego ze zdumieniem, a on jedynie uśmiechnął się tajemniczo i odpowiedział:
-Jak szalejemy, to szalejemy.

Tak, to było zupełne szaleństwo. Więc szaleliśmy tak długo, dopóki zupełnie nie opadaliśmy z sił i nie byliśmy się już w stanie ruszać. I było świetnie, lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Chociaż rzeczywiście dość długo minęło, bym miał realne porównanie, a jednak… Chyba pierwszy raz w życiu będąc w swojej skórze, bez reflektorów, bez przebieranek i całej tej reszty, czułem się dobrze. I miałem wrażenie, że się komuś podobam. Ja. Nie Roxanne. I to była świadomość autentycznie satysfakcjonująca, tym bardziej, że to nie był byle kto. To był Nathan.
Nathan, mój szef, który bez drogiego garnituru, bez całej tej aury bezdennego bogactwa i wspaniałości oraz atmosfery pracoholizmu, która zawsze go otaczała, zachowywał się tak naturalnie, tak ludzko, jak chyba jeszcze nigdy wcześniej. I był ze mną do samego wieczora, ignorując wszystkie dzwoniące telefony, co sprawiało, że niemal cały czas czułem się ważny, ważniejszy od wszelkich innych spraw, które zazwyczaj go zajmowały i uśmiechałem się do siebie w duchu w geście cichego triumfu.
Nocą już właściwie, wziąłem tuż po nim krótki prysznic i wyszedłem z łazienki, wyłączając jednocześnie światło w sypialni. Nie dbałem o to, żeby się ubrać, ledwie owinąłem się ręcznikiem wokół bioder, który i tak zrzuciłem na posadzkę, nim wślizgnąłem się pod kołdrę, wtulając się mocno w Nathana i muskając wargami jego kark.
-Alex…?- wymamrotał cicho, odrobinę sennie- Czy ty… Jesteś nagi?
-A ty jesteś ubrany?!- zapytałem z głębokim oburzeniem, podczas gdy on odwrócił się w moją stronę i chociaż jeszcze moje oczy nie zdążyły się przyzwyczaić do panującej w pomieszczeniu ciemności, mógłbym przysiąc, że na jego twarzy błąka się lekki uśmiech.
-Zazwyczaj ubieram się na noc- odparł, parsknąwszy z rozbawieniem, podczas gdy ja próbowałem uporać się z guzikami od jego piżamowej koszuli.
-Zazwyczaj nie sypiasz ze mną- zauważyłem, zsuwając ją z jego ramion, i już dodałem w myślach, że od tej chwili należałoby to zmienić.
-Będę miał to na uwadze- stwierdził, wciąż uśmiechając się lekko, po czym ogarnął mnie ramionami, przyciskając na powrót do siebie.
Wtuliłem twarz w jego szyję. Wspaniale pachniał.
-Nathan?
-Hm?
-Musimy jutro iść na to szkolenie?- wymruczałem cicho, przesuwając leniwie dłońmi wzdłuż jego pleców, by ostatecznie zatrzymać je w okolicy jego pośladków.
-Powiedzmy, że… Możemy sobie odpuścić… Z powodu złego samopoczucia… Och… Alex, na litość boską…
-Co takiego?- zapytałem niemal niewinnie, czując, jak jego dłoń wędruje niespiesznie po zewnętrznej stronie mojego uda. Westchnąłem mimowolnie- Rany, uznaj mnie za seksoholika, ale cholernie mnie to kręci.
-Już cię uznaję- zaśmiał się cicho, nie przerywając jednak owej pieszczoty- Żadnego seksu na wieczór- dodał, chociaż nie było w tym ani krztyny stanowczości. Uśmiechnąłem się z triumfem, wiedząc już doskonale, że z pewnością wyjdzie na moje.
Musnąłem krótko jego wargi.
-Żadnego?
-Żadnego.
-Nathan…
-Nie.
-Po ciemku… Pod kołderką… Po Bożemu…
-Alex, na litość boską! Nie!
-Och… Okej.
-C… Co?
-Skoro nie dasz rady…
-… Dobra, Alex. Sam tego chciałeś. Ale jeżeli jeszcze raz wejdzie tutaj obsługa hotelowa…
Zachichotałem cicho, czując, jak wpija się w moje wargi z całą mocą i objąłem go kurczowo wokół szyi.
… I wiecie co?
Zmieniam zdanie co do szkoleń!
Szkolenia są świetne!

4 komentarze:

  1. Anonimowy12:04 AM

    Ja chcę przystojnego, bogatego i młodego szefa... Chcę ubierać się w swetry i nosić wielkie gogle... No i oczywiście, chcę szkolenie... xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy6:34 PM

    Jesteś niesamowita :3 czytam dalej ~Naito

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy10:14 PM

    Achh... te szkolenia.... O///O

    OdpowiedzUsuń
  4. He he az serducho wali, seksi rozdzial :D

    OdpowiedzUsuń