Strony

niedziela, 22 maja 2011

~ . 13 . ~ [Drag Queen]

Każdego jednego dnia, kiedy wstawałem rano do pracy, gdybyście byli obok mnie i czule, wyrażając chęć wewnętrznego wsparcia i identyfikacji z moją osobą, zapytali: „Jak się czujesz?”, odpowiedziałbym, że jest po prostu do dupy. Dziś było inaczej. Wierzcie lub nie, ale to był pierwszy dzień od baaaardzo dawna, kiedy obudziłem się z uśmiechem na ustach. I tak, znowu brzmi to tandetnie, mdło i słodko, ale naprawdę czułem się tak, jakbym wyjechał na wakacje, a nie na szkolenie. Zresztą… Boże. Żadne moje wakacje tak nie wyglądały, bo żadne nie opierały się głównie na bzykaniu z moim szefem, który nagle, odrzuciwszy wszelkie typowo biurowe atrybuty, zaczął po prostu stanowić swoisty symbol seksu.
Tak, wierzcie lub nie, ale Nathan Mason był cholernie nieziemski w łóżku.
I pod prysznicem.
I na podłodze także, gdyby ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości.
Pomijając wszelkie aspekty emocjonalne, moralne czy inne… Po prostu przez ostatnią dobę przeżyłem najlepszy seks w swoim życiu. Wielkiego pola do porównania nie mam, ale i tak było cudownie i napawało mnie to wielkim optymizmem. I na razie na tym właśnie wolałem się skupić, wszelkie wyznania miłosne, oświadczyny, a w najgorszej wersji błagalne jęki, żeby został, i przywiązanie go do łóżka, postanowiłem pozostawić sobie na później. Krótko mówiąc, cieszyłem się tym, co miałem.
Wyszedłem z łazienki i uśmiechnąłem się lekko, widząc Nathana siedzącego na krześle i przeglądającego poranną gazetę. I nie byłoby w tym pewnie nic specjalnie interesującego, gdyby nie nasze nudystyczne postanowienie, skutkiem którego był całkiem nagi. Ja zresztą też. Całkiem nieskrępowanie rozsiadłem się na jego kolanach, spoglądając na niego z lekkim rozbawieniem. Nathan odłożył niedopitą kawę na stolik i przesunął odrobinę gazetę, dając mi tym samym możliwość jeszcze bliższego przysunięcia się do niego i objęcia go wokół szyi. Musnąłem delikatnie wargami jego skroń, a następnie policzek i wargi. Odkaszlnął cicho, najwyraźniej starając się mnie jeszcze przez chwilę ignorować.
-Co czytasz…?- zapytałem, chociaż szczerze mówiąc mało mnie to interesowało. Nie zapominajcie, że jestem człowiekiem cokolwiek zdesperowanym, zważywszy na fakt, że to teoretycznie był nasz ostatni wspólny dzień tutaj. Wszelkie marnowanie czasu wydawało mi się niepotrzebne.
-Gazetę…- odparł krótko, a ja zawędrowałem ustami na jego szyję, składając na niej coraz bardziej intensywne pocałunki. Zadrżał odrobinę- Wartość waluty spada…
-Jakiej waluty…?- mruknąłem, nie przerywając pieszczot. Czułem, że jego puls przyspieszył, a oddech się spłycił i miałem z tego niemałą satysfakcję.
-Naszej… Alex, na Boga…- zaśmiał się cicho - Naprawdę wolałbym to przeczytać… Teraz… Zanim… Zanim wrócimy do twoich nudystycznych skłonności…
-Masz coś do nudystycznych skłonności?- parsknąłem z rozbawieniem, całując go przeciągle w usta. Westchnął cicho, obejmując mnie wolnym ramieniem i odkładając na bok poranną prasę.
-Nie… Chociaż boy hotelowy, który zaopatrzył nas w śniadanie, zapewne ma inne zdanie…- uśmiechnął się lekko, przesuwając wolną dłonią wzdłuż moich pleców- Poza tym skłonności nudystyczne są raczej niegroźne… O ile nie zmienią się w ekshibicjonizm.
-Masz coś zatem do wyskakujących zza krzaków panów w samym płaszczu…?- również uśmiechnąłem się, spoglądając na niego niemal prowokująco.
-Wyobraź sobie, że tak- odpowiedział, muskając wargami moje usta.
-Szkoda…- mruknąłem z udawanym rozczarowaniem.
-Szkoda…?- zaśmiał się lekko- Alex, co jest interesującego w kimś, kto się przed tobą obnaża?
-Zależy KTO się obnaża- podkreśliłem, powracając do składania miarowych pocałunków na jego szyi, usatysfakcjonowany pełnym zadowolenia pomrukiem, jaki wydobył się z jego warg. Zawędrowałem ustami odrobinę wyżej, by szepnąć mu do ucha- Naprawdę nie miałeś nigdy takiej fantazji…? Ja, w długim, szarym prochowcu, zaskakujący ciebie, samotnie wracającego późno z pracy, w jakimś ciemnym zakątku, a później…
-Alex!- zaczerwienił się lekko, po czym pokręcił głową, wyraźnie zażenowany i rozbawiony jednocześnie- Nie, nie miałem. I absolutnie tego nie rób, o ile nie chcesz mnie doprowadzić do przedwczesnego zawału.
-Więc…? Co sobie wyobrażałeś?
-Wyobrażałem…?- zapytał z niezrozumieniem, a ja skinąłem głową, spoglądając na niego uważnie.
-No wiesz… Każdy ma jakieś fantazje, nie? Naprawdę nie wyobrażałeś sobie niczego z moim udziałem?
-N… Nie- odkaszlnął odrobinę nerwowo.
-Och, no dawaj Nathan- burknąłem, wpatrując się w niego z wyczekiwaniem- Może naprawdę nie jestem zbyt interesującym przedmiotem erotycznych wyobrażeń, ale na pewno masz jakieś słabości… No nie wiem… Kręcą cię jakieś konkretne przedmioty?
-Nie.
-Nie? Serio?- spojrzałem na niego ze zdumieniem.
-Nie.
-A może lubisz ostrzejsze klimaty? No wiesz… Zabawa z pejczami, kajdanki, albo coś zupełnie w innym stylu, jak na przykład damskie fatałaszki…
… Och, to byłoby wprost perfekcyjne!
-Alex, na litość boską!- jęknął cicho, kręcąc głową- Nie! Naprawdę nie mam jakichś konkretnych upodobań… Po prostu lubię, jak… Jak jest miło.
-Miło?- powtórzyłem, z lekkim rozbawieniem obserwując pojawiające się na jego twarzy zmieszanie.
-Tak. Po prostu miło- odkaszlnął cicho- Kiedy dwoje ludzi… Uprawia seks… Wystarczy, że jest przyjemnie. I jeżeli nie trzeba do tego żadnych udziwnień, to jest w porządku… Prawda?- spojrzał na mnie z lekkim niepokojem, jakbym zaraz zamierzał wbić się w kostium sado-maso.
-No nie, chyba- parsknąłem z rozbawieniem, widząc jego minę- Po prostu każdy ma jakieś tam fantazje, nie?
-Więc jakie ty masz?
-Ja?- spłoszyłem się natychmiast, nie spodziewając się tego pytania- J-ja nie mam żadnych…
-Przecież każdy ma…- Nathan najwyraźniej nie zamierzał sobie odpuścić dręczenia mnie, uśmiechając się przy tym w wyjątkowo bezczelny i jednocześnie cholernie pociągający sposób.
-No… W sumie…- zawahałem się odrobinę, czując, że się rumienię. Boże, zginę od własnej broni!- Chociaż… To nie jest fantazja… Tylko bardziej… Coś w rodzaju marzenia.
-Mów- zachęcił mnie, spoglądając na mnie z wyczekiwaniem.
-Nie, to głupie- burknąłem, lekko zażenowany.
-Alex, daj spokój. Jesteśmy dorośli, nie będę się przecież śmiał ani nic z tych rzeczy. Więc?
-Hm… Właściwie to…- wtuliłem twarz w jego szyję, ciągle czując się kompletnie zawstydzony i chyba mając nadzieję, że być może połowy z tego, co powiem, nie usłyszy- To trochę głupie… W sensie… No… Niezbyt… Hm… Po prostu zawsze wydawało mi się, że przyjdzie w końcu taki czas… Chociaż to niezbyt ma się do pracy w banku… Że będę sobie mógł pozwolić na naprawdę dużo. Będę sypiał do późna i żył zupełnie tak, jak ja tego chcę. No i… Że będzie ktoś… Sam rozumiesz… Kto będzie blisko… No i… Z samego rana… Zawsze… Na satynowej pościeli… Och, Nathan, rozpraszasz mnie!- burknąłem w końcu jedynie, zapewne czerwony jak burak, i odsunąłem się odrobinę.
-To dobre marzenie- ocenił Nathan, skinąwszy lekko głową z uśmiechem- Czy to koniecznie musi być satynowa pościel?
-No… Fajnie by było…- stwierdziłem, zerkając jednocześnie przez ramię na łóżko- Chociaż… Ta tutaj też jest bardzo przyjemna… Nie sądzisz?- zapytałem, rzecz jasna bardzo niewinnie, i czysto teoretycznie.
-Och, doprawdy…?- Nathan uśmiechnął się lekko, po czym rzucił- Może jednak sprawdzisz? Tak na wszelki wypadek…
Ahahah!
Uwielbiam, gdy mówi tak sprośne rzeczy w tak ładny sposób.
-A sprawdzę…- zachichotałem z zadowoleniem, zsuwając się z jego kolan, po czym rozłożyłem się na łóżku, wpatrując się jednocześnie w niego z wyczekiwaniem- Hm… Wydaje się być naprawdę w porządku…- oczywiście nie omieszkałem pomolestować przy tym swojej ulubionej kołdry. Boże. Ciekawe, czy jeżeli zwędzę hotelową pościel i mnie złapią, to czeka mnie jakaś duża kara…?- Nie chcesz się przekonać sam…?
-Cóż…- Nathan podniósł się z miejsca i usadowił się przy mnie, nadal najwyraźniej nie zamierzając wykonać żadnego konkretnego ruchu- Rzeczywiście, jest całkiem miło… Nie miałem porównania, bo ostatnio nie spędzam zbyt dużo czasu na łóżku. Tylko na kimś- posłał mi znaczące i odrobinę złośliwe spojrzenie, ale ja bynajmniej nie poczułem się zakłopotany.
Ach, cholera.
Totalnie mam na niego ochotę.
… No dobrze, zawsze mam na niego ochotę, ale teraz to już w ogóle i doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że całe moje ciało komunikuje to aż nazbyt wyraźnie.
Nudyści mają naprawdę fajne życie.
Nathan parsknął cicho, spoglądając na mnie z rozbawieniem, po czym nachylił się, składając delikatny pocałunek na moim podbrzuszu. Spojrzałem na niego uważnie, wyczekując jego kolejnego ruchu i nie musiałem czekać długo. Już po chwili przeniósł równie subtelne i krótkie pocałunki na moje uda, pozostawiające za sobą uczucie niedosytu i rosnącego podniecenia. Westchnąłem cicho, czując, jak jego wargi zawędrowały na wewnętrzną stronę moich ud, a jego pieszczoty stały się bardziej namiętne i stanowcze. Zadrżałem mimowolnie, wczepiając palce w jego włosy i czując, jak przesuwa się coraz wyżej, omijając jednakże moją męskość.
-Cholera…- jęknąłem cicho, zasłaniając twarz dłońmi. Czułem, jak kreślił językiem wilgotne znaki na moim podbrzuszu, by zaraz na powrót całować mocno moją skórę, intensywnie, namiętnie, sprawiając, że z każdym, coraz płytszym oddechem, miałem ochotę prosić go o więcej. Był naprawdę niesamowity.
Moje prośby nie były mu jednak do niczego potrzebne, zdawać by się mogło, że zna moje ciało i reakcje lepiej niż ja sam. Wciąż nie odsłaniałem twarzy, zagryzając jednocześnie wargi, by chociaż trochę stłumić w sobie reakcje na jego dotyk, ciepłe wargi, wędrujące wciąż coraz wyżej wzdłuż mojej klatki piersiowej. Poczułem, jak zahacza delikatnie językiem o mój sutek, by już po chwili wziąć go między wargi i ssać delikatnie, pieszcząc jednocześnie drugi dłonią. Wzdychałem i pojękiwałem miarowo, wyginając się pod nim lekko.
… Uwielbiam go, absolutnie go uwielbiam.
-Alex…?- usłyszałem ciche i już po chwili poczułem, jak muska wargami wierzch moich dłoni. Dopiero wówczas odsłoniłem twarz, spoglądając na niego pytająco. Uśmiechnął się lekko i wpił się w moje wargi z całą mocą, a ja bez najmniejszego zawahania oddałem ów pocałunek, czując jednocześnie, jak Nathan unosi lekko moje biodra i wchodzi we mnie powoli.
Jęknąłem nieco głośniej, zaciskając dłonie na jego ramionach. Poruszył się we mnie kilkakrotnie delikatnie, po czym zapytał ostrożnie:
-W porządku…?
-Doskonale- odpowiedziałem z uśmiechem, powracając do jego warg w namiętnym pocałunku i czując, jak jego ruchy przybierają na sile i pewności. Jęknąłem ponownie, obejmując go jednocześnie ciasno nogami wokół pasa.
Wciąż całowałem go pożądliwie, pozwalając sobie na miarowe westchnienia, tłumione mniej lub bardziej skutecznie w jego wargach. Z każdą chwilą jego pchnięcia stawały się coraz głębsze i mocniejsze, a nasze pocałunki bardziej chaotyczne i krótkie. Reagowałem jękiem za każdym razem, gdy napierał mocno na moją prostatę, wywołując we mnie dreszcze rozkoszy, rozchodzące się wzdłuż kręgosłupa. On nie starał się nawet tłumić swoich reakcji, a to podobało mi się jeszcze bardziej.
-Nathan!- jęknąłem donośnie, krok od spełnienia, moment przed tym, jak doszedłem. Opadłem na pościel, czując wstrząsające jeszcze moim ciałem fale niewyobrażalnej wprost przyjemności. On szczytował we mnie zaledwie chwilę później, kładąc się na mnie i wtulając twarz w moją szyję. Wsunąłem dłoń w jego włosy, przeczesując je delikatnie palcami i starając się jednocześnie uspokoić swój szybki oddech. Wciąż oplatałem go kurczowo nogami, czując się niemal jak sparaliżowany, uwięziony w tym momencie, w danej chwili. Nie chciałem tego przerywać.
-Alex…- mruknął Nathan, muskając delikatnie wargami moją szyję i jednocześnie próbując się podnieść- Puść mnie.
-Czemu?- burknąłem, odrobinę niezadowolony, spoglądając na niego pytająco.
-Zgniatam cię.
-Taa…- parsknąłem cicho, cmoknąwszy go jeszcze krótko w usta, po czym uwolniłem go ze swojego uścisku- Jesteś ciężki, draniu- wymamrotałem, czując, jak kładzie się tuż obok mnie, od razu przywierając do mnie całym ciałem- Miałeś rację.
-Hm…?- spojrzał na mnie pytająco, bez zrozumienia- Z czym?
-Pejcze na razie są nam niepotrzebne- uśmiechnąłem się lekko, a on zaśmiał się, kręcąc głową z rozbawieniem.
-Alex, jesteś niemożliwy.
Raz jeszcze wycisnąłem na jego wargach przeciągły pocałunek, obejmując go delikatnie ramionami. Lubiłem, kiedy był tak blisko.
-Dobrze mi z tobą- wypaliłem nagle, decydując się na to wyznanie dosłownie w ostatniej chwili. Patrzyłem prosto w jego oczy, czując jednocześnie, że czerwienię się z zawstydzenia, w oczekiwaniu na jego odpowiedź.
-Mnie z tobą też- odpowiedział spokojnie, również nie odrywając ode mnie uważnego spojrzenia.
I zapadła niezręczna cisza.
Nie miałem pojęcia, co mógłbym teraz powiedzieć. Czy w ogóle istniało jakiekolwiek wyznanie, na tyle subtelne i mało dosłowne, a jednocześnie sugestywne, by nie skompromitowało mnie w jego oczach i nie sprawiło, że chciałbym się schować pod łóżko i nie wychodzić?
-Porozmawiajmy- zadecydowałem w końcu, uśmiechając się, żeby ukryć własne zażenowanie i uniosłem się na łokciu, spoglądając na niego pogodnie.
-Znowu o seksie?- parsknął cicho, a ja pokręciłem głową z lekkim rozbawieniem.
-Nie… Raczej… Raczej o nas- stwierdziłem, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, jak banalnie to brzmi- To znaczy… O tobie i o mnie… To znaczy… Rany…- jęknąłem cicho. Boże, Alex, przestań myśleć o głupotach, zanim zupełnie się pogrążysz!- Chodzi mi o to, że… Może powinniśmy się lepiej poznać? To znaczy, znamy się już dobrze…- niech ktoś przerwie tą moją nędzną paplaninę, brzmiącą jak wstęp do długiego łóżkowego wywodu, bo zginę!- Chodzi mi o to, że nie wiem o tobie tyle, ile bym chciał. Albo mógł. Chciałbym wiedzieć więcej w każdym razie.
-Więcej?- zapytał jedynie, unosząc brew.
-Na przykład coś z twojej przeszłości… Na temat dzieciństwa, rodziny… Jakoś nigdy nie mieliśmy okazji o tym porozmawiać…- stwierdziłem, wpatrując się w niego uważnie. Może i była to swoista zmiana tematu, ale to wcale nie znaczyło, że nie chciałem mu zadać kilku pytań. Naprawdę, Nathan nie był zbyt wylewnym człowiekiem i podczas gdy ja potrafiłem niejednokrotnie zanudzić go trwającym kwadrans monologiem na temat poczynań mojej matki, on raczej o swojej rodzinie nie mówił wcale i w żadnych okolicznościach. A mnie głupio było pytać i po raz któryś naruszać swoistą barierę pomiędzy szefem a zwykłym pracownikiem. Ale teraz okoliczności były zupełnie niezwykłe…
-Nie ma nic ciekawego w mojej rodzinie, Alex- wycofał się natychmiast, wyraźnie spłoszony- Naprawdę.
-Och, daj spokój, Nathan- parsknąłem cicho, spoglądając na niego z politowaniem- Przecież nie oczekuję jakichś drastycznych historii z dreszczykiem emocji… Po prostu chciałbym wiedzieć coś więcej i tyle. Naprawdę nie musisz być specjalnie szczegółowy, jeżeli nie chcesz… To zwyczajnie dziwne, że znamy się tyle czasu, a nie wiem o tobie podstawowych rzeczy.
-Hm… Cóż…- Nathan zagryzł niepewnie wargę, zamyślając się na dłuższą chwilę, po czym zaczął niepewnie- Moja rodzina… Właściwie to… Nie do końca wiem, od czego zacząć…- przyznał, odrobinę zdenerwowany.
-Obojętnie- odpowiedziałem łagodnie, chwytając go lekko za dłoń i przysuwając ją do swoich warg, by musnąć delikatnie jej wierzch- Zacznij, od czego chcesz.
-Więc… Moi rodzice rozwiedli się krótko po ślubie. Matka zrzekła się wszystkich praw do mnie i nigdy w życiu jej nie widziałem…- umilkł na chwilę, jakby zastanawiał się nad swoimi własnymi słowami- Nie mam pojęcia, z jakiego powodu i czemu dokładnie się rozwiedli. Byłem zbyt mały, żeby to pamiętać, a ojciec nigdy konkretnie nie odpowiadał na moje pytania z tym związane, więc odpuściłem sobie i nie analizowałem tego niepotrzebnie. Skoro jej nie było, najwyraźniej nie chciała mieć po prostu ze mną nic wspólnego. Albo z ojcem. Tak czy inaczej, nie było sensu jej szukać.
Milczałem, wsłuchując się w jego słowa. Nie chciałem mu przerywać ani zadawać krępujących pytań, wydawało mi się, że i bez tego jest mocno zagubiony i speszony. Jakby to, co mówił, było powodem do wstydu.
-Z ojcem nie byłem zbyt blisko…- kontynuował, ścisnąwszy mocniej moją dłoń- Jakoś żadne z nas nie było specjalnie ze sobą związane… Nie mogę jednak powiedzieć o nim niczego złego, nigdy nie żałował na mnie pieniędzy i zadbał o to, żebym zdobył wykształcenie i znalazł sobie jakąś pracę. A później kontakt nam się urwał. Właściwie zaraz po moich studiach… Nie dzwoniliśmy, nie pisaliśmy do siebie… Nie tęskniłem za nim specjalnie- przyznał ostrożnie- Nigdy też nie czułem potrzeby, żeby był blisko mnie. Dopiero jakieś pół roku temu coś mnie naszło. Sam nie wiem. Po prostu poczułem, że powinienem zadzwonić, zapytać co i jak… Trudno mi było wówczas określić własne pobudki, ale po prostu chwyciłem za telefon i wykręciłem jego numer. Odebrała jakaś kobieta… Jak się później dowiedziałem, byli ze sobą w związku. Przekazała mi, że ojciec nie żyje i upłynęły prawie trzy miesiące od jego pogrzebu. Nikt nawet nie starał się ze mną skontaktować.
O cholera…
-Nathan, przepraszam- jęknąłem cicho, czując, że dałem plamę, wypytując go o takie rzeczy- Naprawdę przepraszam. Nie chciałem schodzić na takie tematy, nie wiedziałem, że ty… Że tak niedawno straciłeś ojca… Strasznie mi przykro.
Poczułem się przytłoczony faktem, że nawet o tym nie wiedziałem. W końcu w tym czasie Nathan już pracował w firmie. Widzieliśmy się praktycznie dzień w dzień. Próbowałem sobie przypomnieć moment, w którym coś się zmieniło, w którym był jakiś inny… I właściwie był okres, w którym zachowywał się wyjątkowo cicho, nie zwoływał zebrań, prawie nie wychodził ze swojego gabinetu, zajmował się wyłącznie pracą… Po prostu wydawało mi się, że mógł mieć gorszy czas albo zbyt dużo na głowie, by przejmować się pracownikami. To takie żałosne, że nawet nie zauważyłem, że dzieje się z nim coś złego…
On zawsze zauważał.
-Daj spokój, zupełnie niepotrzebnie- uśmiechnął się łagodnie i pokręcił głową- Chyba najwyższy czas, żebym zaczął mówić o rzeczach, które do tej pory pozostawały tylko do mojej wiadomości… To swoista ulga, gdy ktoś inny wie…- musnął wargami moją skroń i westchnął cicho- A poza tym… Naprawdę nie mieliśmy dobrych kontaktów. Chciałbym powiedzieć, że za nim tęsknię, albo że przeżyłem wtedy trudny czas, ale tak naprawdę to był bardziej szok niż smutek. Zaskoczyło mnie po prostu to, że nikt się ze mną nie skontaktował, nikomu nawet nie zależało o tym, żeby mi powiedzieć. Tak długo się ze sobą nie kontaktowaliśmy, że nawet nie wiedziałem, że ponownie się ożenił…- parsknął cicho, jakby rozbawiony tym faktem- Nie byłem zresztą jeszcze na grobie… Jakoś nigdy się na to nie zdobyłem. Chyba dziwnie bym się czuł. Tak jakbym nie widział go przez cały ten czas i nagle, ni z tego, ni z owego, postanowił się z nim spotkać…
-Ale… Ale… Ale dlaczego w ogóle przestaliście ze sobą rozmawiać?- zapytałem bez zrozumienia- Chodziło o… No nie wiem… Twoją orientację, coś w tym stylu?
-Nie, nie…- zaśmiał się cicho, kręcąc głową- W życiu nie powiedziałbym mu o czymś takim. W ogóle miał bardzo niewielkie pojęcie o moim prywatnym życiu, nie bardzo go to wszystko obchodziło. Mieliśmy raczej… Szorstkie kontakty. Zawsze miałem wrażenie, że nie traktował mnie jak swojego syna, a jak kogoś obcego, kogo musiał utrzymywać. Był za to blisko związany ze swoją siostrą i jej dziećmi. Często jeździł do nich na święta i zawsze traktował ich tak jakoś… Łagodnie i zupełnie inaczej niż mnie. Jak byłem młodszy, bardzo mnie to drażniło i bolało, bo wydawało mi się, że jego uwaga powinna skupiać się na mnie… A później dorosłem i zazdrość jakoś sama z siebie minęła… A poza tym… Ty pewnie coś o tym wiesz, mając tylu braci- zmienił zwinnie temat, siląc się na pogodny uśmiech.
-Taak, to był pewien problem…
-Mów- zachęcił mnie, opierając wolną dłoń na moim biodrze i gładząc je niespiesznie- Zawsze byłem ciekaw, jak to jest mieć tyle rodzeństwa…
-Bardzo różnie. Mówi się, że najmłodszy ma zawsze najlepiej, ale moim skromnym zdaniem miałem po prostu przesrane- westchnąłem ciężko, a Nathan parsknął z rozbawieniem- Zawsze na coś byłem za młody, zawsze czegoś nie mogłem robić, gdzieś nie mogłem iść… Bracia towarzyszyli mi prawie wszędzie, to było strasznie upierdliwe. Moja szkoła znajdowała się jakieś dwie, trzy ulice dalej, a oni odprowadzali mnie do niej i odbierali aż skończyłem podstawówkę…- jęknąłem cicho na samo wspomnienie- To było koszmarnie zawstydzające, wszyscy się ze mnie śmiali. A moi bracia też nie za bardzo chcieli z własnej woli brać w tym wszystkim udział i często w domu były z tego powodu afery, bo któryś był gdzieś umówiony albo musiał się uczyć, a zamiast tego miał gdzieś ze mną wyjść. Ale mama wiecznie musiała postawić na swoim… Do tej pory zresztą jest to jej najbardziej rozpoznawalna cecha…
-Daj spokój, Alex…- Nathan uśmiechnął się lekko- Poznałem twoją mamę i jest… Hm… Bardzo interesującą i sympatyczną osobą.
-Taa, sympatyczną- przewróciłem oczyma, prychając cicho- Bywała naprawdę koszmarna. Rozumiem, że się o mnie troszczyła i dlatego miała co do mnie największe wymagania i oczekiwania, ale jakoś zawsze mnie to wszystko przytłaczało… Dopóki nie poszedłem do liceum, nosiłem długie włosy, bo ona miała takie życzenie, i niektórzy brali mnie za dziewczynę- burknąłem odrobinę ponuro- Później, gdy miałem piętnaście lat i wreszcie, po raz pierwszy w życiu, zgodziła się, żebym gdzieś wyjechał z klasą, na oczach wszystkich moich znajomych podbiegła do mnie, wycałowała mnie, wyściskała, powiedziała, żebym nie zapomniał do niej dzwonić, gdyby coś się stało, gdybym znowu miał koszmary nocne albo coś w tym guście, a ona natychmiast po mnie przyjedzie…- Nathan zaśmiał się, kręcąc z niedowierzaniem głową- No, a później poszedłem na studia. Takie, jakie mi wybrała.
-Inaczej nie poszedłbyś na ekonomię, prawda…?- spojrzał na mnie pytająco, a ja prychnąłem donośnie.
-W życiu! To zupełnie nie dla mnie- stwierdziłem kategorycznie, a on skinął głową, westchnąwszy głęboko.
-Tak myślałem. Miałeś inne plany?
-N… No tak jakby…- odparłem, odrobinę spłoszony. Jakoś nie chciałem mu specjalnie mówić o Szkole Filmowej. Wszyscy, szczególnie moja mama, gdy o tym wspominałem, zwyczajnie się ze mnie śmiali- Ale nie chciałem robić jej przykrości. Moi bracia skończyli raczej… Eee… W dziwnych miejscach pracy… A mama zawsze chciała kogoś normalnego w rodzinie, więc…
… Więc ma. Syna-geja, w dzień nagannego urzędasa, nocą przebierającego się za kobietę i hasającego po scenie w krótkich sukienkach i obcasach. W dodatku uganiającego się z marnymi efektami za swoim szefem…
Ha, normalność…
Chciałbym znać znaczenie tego słowa.
-A ojciec?- Nathan spoglądał na mnie z zainteresowaniem. Tak, naprawdę. Moje monologi nie zdążyły go najwyraźniej jeszcze do końca uśpić- Nigdy o nim nie wspominasz.
-Bo mój staruszek nie jest kimś, o kim można dużo mówić- zachichotałem cicho- Jest fantastyczny, ale prawie się nie odzywa. Ogląda poranne wiadomości, a później wychodzi do pracy. Wraca, je obiad, ogląda wiadomości popołudniowe. Później do wieczora zajmuje się czymś mało konstruktywnym i przy kolacji ogląda wiadomości wieczorne. W weekendy zazwyczaj organizuje sobie lepsze rozrywki, jak na przykład wypad na ryby z sąsiadem, ale naprawdę mimo swojego zorientowania w bieżących zdarzeniach, jest raczej mało opiniotwórczy. Zazwyczaj nie mówi nic i tylko potakuje mamie. W sumie nie wiem. Może przez te kilka lat, które spędzili razem, zdążył już ogłuchnąć- parsknąłem z rozbawieniem- W każdym razie trochę się za nimi stęskniłem… Może chciałbyś odwiedzić ich ze mną w najbliższym czasie?
… Boże, ratuj.
-Ja?- Nathan spojrzał na mnie ze zdumieniem- Dlaczego?
-Aa… Eee… Yyy…- bo to takie normalne, przywozić szefa na spotkanie z rodziną!- Może zmienimy temat?- zapytałem, czując się kompletnie zażenowany (po raz kolejny!)- Twój pierwszy raz?
-Co?- parsknął Nathan.
-No wiesz… Pierwszy pocałunek, pierwszy seks… Sam nie wiem- zaśmiałem się cicho- Pierwszy chłopak, który ci się podobał… Cokolwiek.
-Więc może ty zacznij- zaproponował Nathan, wpatrując się we mnie z uwagą.
-No dobra…- zastanowiłem się chwilę, zagryzając wargę w figlarnym uśmiechu- Gdy miałem szesnaście lat, sąsiedzi obok mieli boskiego ogrodnika. Serio, był wspaniały- dodałem, widząc rozbawienie goszczące na twarzy Nathana- Były wakacje… A on zawsze, po prostu zawsze, chodził bez koszulki. I był niesamowicie opalony i umięśniony… Dosłownie zwariowałem. Godzinami potrafiłem gapić się na niego z okna. Zawsze nosił ze sobą plecak, ale któregoś dnia chyba po prostu go zapomniał, bo zostawił go na posesji sąsiada i poszedł. Więc wyszedłem…- aż sam uśmiechnąłem się wesoło na owo wspomnienie- Chwyciłem ten plecak i pobiegłem za nim. Nie wiedziałem nawet, jak ma na imię, więc po prostu krzyknąłem coś za nim, on się odwrócił, a wtedy dosłownie serce mi stanęło. Poczułem się jak kompletny kretyn, nie wiedziałem, co mam mówić, co robić, nawet nie podałem mu tego cholernego plecaka… A on po prostu podszedł do mnie, uśmiechnął się, wziął go ode mnie i mnie pocałował. Kompletnie skamieniałem.
-Rany- zaśmiał się Nathan- Co zrobiłeś?
-Rzecz w tym, że nic…- stwierdziłem z cichym westchnieniem- On po prostu sobie poszedł, nie mówiąc nic więcej. Pracował u sąsiadów jeszcze tylko tydzień, do zakończenia wakacji, a ja tak się wstydziłem, że ani razu nie wyszedłem, nie zagadałem, nie zrobiłem kompletnie nic.
-Nie żałowałeś?
-Żartujesz?! Przez kolejne pół roku dostawałem apopleksji za każdym razem, gdy przechodził obok mnie podobny facet- zachichotałem cicho- Ale nie, raczej nie żałowałem… Wtedy jeszcze nie do końca to ogarniałem, wiesz… Mieszkałem bardziej na obrzeżach miasta i u nas o takich rzeczach jak homoseksualizm słyszało się raczej rzadko, więc…
-Więc…- Nathan musnął wargami moje ramię- Kto był następny?
-Och, nie było już nikogo dopóki nie poszedłem na studia. U nas naprawdę to nie była kwestia, o której się dyskutowało. Brało się sobie żonę i tyle, nikt się nikogo nie pytał, czy nie woli facetów- parsknąłem cicho, czując na swojej szyi jego rozpraszające usta- Ale na studiach wszystko się zmieniło. Miałem wrażenie, że tacy mężczyźni byli dosłownie wszędzie. Zresztą… Z daleka potrafiłem rozpoznać tych, którzy mieli… Inne skłonności. Nie trzymali się z resztą, raczej w osobnych grupkach, ale byli bardzo charakterystyczni, przynajmniej dla mnie… Ja dla nich pewnie też, bo w końcu gdzieś mnie zaprosili i w sumie wszystko stało się jasne. Studia były w porządku- oceniłem, uśmiechając się figlarnie- Dużo seksu i mało nauki. Jak na przeciętnego studenta przystało.
-Boże, a ja się dziwię, że nic nie potrafisz zrobić- zaśmiał się Nathan, obejmując mnie ramieniem- Z którymś związałeś się bliżej?
-Niee… Chyba nie. W czasie studiów z kimś tam niby chodziłem, raz z tym, raz z tamtym… Ale jakoś to nigdy nie było „na poważnie”. Sam rozumiesz. Po studiach większość kontaktów jakoś się urwała, ja przeniosłem się do miasta, znalazłem sobie pracę w banku… Zresztą za radą mamy…- dodałem, odrobinę kąśliwie- A tam w sumie związałem się tymczasowo z Adamem Henry’m, więc…
-Adamem Henry’m?- Nathan zmarszczył brwi, spoglądając na mnie pytająco- Tym, który niedawno został awansowany na zastępcę dyrektora oddziału finansowego?
-Taa, z nim…
-Jest homoseksualny? Naprawdę?
-Aha…- potwierdziłem z cichym westchnieniem- Teraz ma żonę, ale w rzeczywistości nadal spotyka się z facetami. Widuję go czasem… Tu i ówdzie.
-Spotykacie się jeszcze?
-Nie- parsknąłem z rozbawieniem, kręcąc głową- Nasz… Związek, o ile mogę to tak nazwać, był bardzo krótki i skończył się jeszcze zanim ty trafiłeś do banku, więc… To nie było nic na serio, a on był strasznym marudą, wielkim bankierem do znudzenia, nie mogło się nam nic udać.
-Hm… Byłeś zakochany?- Nathan wciąż przyglądał mi się uważnie, jakby odrobinę zaniepokojony.
… No dobrze, może to tylko wyobraźnia, a jego wyraz twarzy wskazywał bardziej na zaciekawienie, ale pozwólcie mi się cieszyć chwilą!
-Nie, nic z tych rzeczy. Po prostu… Nie było nikogo innego na horyzoncie. A później olałem sprawę i nie miałem już nikogo. Do czasu… No do czasu tej imprezy z okazji mianowania nowego szefa…- odkaszlnąłem cichutko, a on zaśmiał się lekko i wycisnął na moich wargach przeciągły pocałunek.
-Było miło.
-Doskonale…- westchnąłem cicho, rozmarzywszy się na krótką chwilę- W każdym razie… Później jakoś się już nie złożyło. Z nikim. I tyle. Twoja kolej- zachęciłem go, spoglądając na niego z nieskrywanym zaintrygowaniem.
-U mnie wyglądało to trochę inaczej…- speszył się nieznacznie- W młodości nie miałem zbytnio… Przygód. Raczej nie skupiałem się na chłopakach.
-Nie?- spojrzałem na niego ze zdumieniem- Żadnego podglądania kolegów w szatni, zainteresowania nimi, czegokolwiek w tym stylu?
-Nie, chyba nie…- odpowiedział w zastanowieniu- Może i było coś takiego, ale starałem się to od siebie odrzucić… Nie lubię wyróżniać się z tłumu. W czasie szkolnym nie przypominam sobie niczego takiego. Chodziłem zawsze z dziewczynami, z tym, że zainteresowanie nimi również przejawiałem raczej umiarkowane. Były miłe, inteligentne, dobrze spędzało mi się z nimi czas, ale jakoś nigdy nie wydawały się specjalnie pociągające. Dopiero na studiach wszystko się zmieniło… Miałem może… Z dziewiętnaście lat. Też byłem wtedy z dziewczyną, prawie narzeczoną…- zamyślił się na dłuższą chwilę, zagryzając niepewnie wargę- Był taki wykładowca, profesor, który bardzo się mną interesował. Nie widziałem w tym nic złego, byłem dobry i wiedziałem o tym, że jakoś się wyróżniam na tle pozostałych… Ale jego zainteresowanie bardzo mi pochlebiało- uśmiechnął się lekko- Organizował różne spotkania, kółka, o których wiedziałem tylko ja, zapraszał mnie gdzieś po zajęciach, kazał mówić do siebie po imieniu… Czułem się tym wszystkim przytłoczony i usatysfakcjonowany jednocześnie. Podświadomie już chyba wiedziałem, do czego dąży. I do czego ja dążyłem. Zaprosił mnie do siebie… Raz, drugi… Za którymś razem mnie pocałował. Pamiętam, że bardzo mnie to wystraszyło, ale jednocześnie nie potrafiłem kazać mu przestać. I w końcu… Samo właściwie się stało.
-Uwiódł cię?- zapytałem cicho, wpatrując się w niego z uwagą.
Skinął głową na znak potwierdzenia.
-Wydawało mi się, że jestem w nim zakochany, on we mnie też. Że będziemy się spotykać- zaśmiał się tak, jakby teraz bawiła go sama perspektywa tego związku- Byłem strasznie naiwny, a to był tylko jeden raz. Wtedy nie potrafiłem tego zrozumieć… Teraz wydaje mi się, że szukał po prostu kogoś na jedną noc, może na związek bez zobowiązań… Musiał się nieźle przestraszyć, gdy zacząłem mu prawić miłosne wyznania i starać się do niego zbliżyć jeszcze bardziej. Nie chciał tego. To by dla niego oznaczało zrezygnowanie z kariery, z wszystkiego, co udało mu się osiągnąć. Bał się pewnie, że ktoś nas w końcu złapie, a ja przez kilka miesięcy nie potrafiłem sobie z tym zupełnie poradzić.
-Nathan, to był jakiś kompletny dupek- stwierdziłem, kręcąc z niedowierzaniem głową- Przecież zrobił to wszystko celowo, a później…
-To nic- Nathan uśmiechnął się lekko- Przynajmniej wiedziałem później, gdzie powinienem szukać… Ale obawiam się, że moja opowieść nie będzie zbyt długa. Tak naprawdę byłem w dwóch poważniejszych związkach, ale oba zakończyły się dość szybko. Chyba zabrakło uczuć, bo ja wiem… Czegoś, co by to wszystko spajało. I w sumie od tamtej pory też z nikim już nie byłem.
-I… Nie chciałeś tego zmienić?
… Nie chcesz teraz?
-Wiesz, ja… Ja mówiłem już, że nie lubię się wyróżniać…- odpowiedział cicho- A będąc z drugim mężczyzną… Oficjalnie… Wyróżniałbym się z pewnością. Nie chodzi o tą całą głoszoną tolerancję, parady równości i tak dalej… To zawsze będzie dziwne, będzie budziło skrajne odczucia. Może właśnie dlatego wszystkie moje poprzednie związki tak się zakończyły. Zawsze wydawało mi się, że skoro już jestem danej narodowości, jeżeli jeszcze dodatkowo będę takiego wyznania, jak większość, będę miał takie same poglądy, normalną rodzinę, dobrą pracę i tak dalej, będę wzbudzał szacunek. Tak jest. Nieważne, co naprawdę kryje się za całą otoczką szczęścia i zwyczajności. Szanuje się tylko ludzi, którzy podporządkowują się pewnemu schematowi. Ludzie dziwni budzą różne odczucia. Można się z nich śmiać, żartować, współczuć im, żałować ich, tolerować, nie tolerować, ale nigdy nie staną się w niczyich oczach normalni. Nie, dopóki się nie podporządkują. Mogą mijać wieki, ale to się nie zmieni. Większość zawsze będzie ponad mniejszością. A ja… Ja chyba nie chcę… Nie chciałbym… Nie chciałbym stracić szacunku. Nie chciałbym przez swoje poglądy, swoje życie prywatne być traktowany gorzej niż inni, z pobłażaniem, nietolerancją, brakiem wiary w moje możliwości… Nie chciałbym uchodzić za kogoś gorszego. Za kogoś nienormalnego.

Odetchnąłem głęboko, wyciągając się w wannie i zanurzając głębiej w wodzie. Mój dobry nastrój wyparował szybciej, niż mogłem się tego spodziewać. Sam nawet nie wiem do końca dlaczego, ale miałem wrażenie, że każde słowo, które wówczas mówił Nathan, odnosiło się bezpośrednio do mnie. Bo ja z pewnością nie mieszczę się w pojęciu „normalny”. Nie mam w sobie nic normalnego. Wyróżniam się dosłownie wszędzie, gdziekolwiek się nie pojawię. Wyróżniałem się w szkole, wyróżniałem się na studiach, a teraz wyróżniam się w pracy. Wolę jednak określenie „nieprzeciętny” niż „nienormalny”, ale może rzeczywiście do człowieka, który w wolnych chwilach kolekcjonuje sukienki i biega po scenie przebrany za dziewczynę, bardziej pasuje to drugie słowo.
-Alex…?- usłyszałem ciche pukanie do drzwi i już po chwili Nathan zajrzał do łazienki- W porządku?- zapytał, wchodząc głębiej do pomieszczenia i siadając na brzegu wanny.
-Pewnie- potwierdziłem z cichym westchnieniem, siląc się na pogodny uśmiech, chociaż wewnętrznie czułem się beznadziejnie. Zdecydowanie za dużo sobie wyobrażałem. Nie po raz pierwszy zresztą.
-Mogę?- zapytał łagodnie, a ja przesunąłem się, robiąc mu miejsce w wannie. Usiadł tuż za mną, obejmując mnie delikatnie, i musnął krótko mój kark- Alex, co się dzieje? Uraziłem cię czymś? To, co mówiłem, nie odnosiło się do ciebie, po prostu…
-Nie, nie…- pokręciłem głową, zagryzając odrobinę nerwowo wargę. Wprost przeciwnie. To odnosiło się do mnie bardziej, niż Nathan mógł to sobie wyobrażać. Daleko mi było do szeroko rozumianej zwyczajności- Po prostu… Gorzej się poczułem. To nic takiego, nie zawracaj sobie głowy, naprawdę.
-Przepraszam.
-Za to, że boli mnie brzuch?- parsknąłem cicho- Daj spokój.
-Przepraszam, jeżeli powiedziałem coś niewłaściwego- sprostował Nathan, wyciskając na mojej szyi i ramionach kilka subtelnych pocałunków. Westchnąłem cicho, rozluźniając się zupełnie pod wpływem jego dotyku.
Cholera, naprawdę nie wiem, jak on to robi!
-Nathan…- wymruczałem cicho, po czym odwróciłem się przodem do niego, opierając dłonie na jego ramionach i wpatrując się w niego z uwagą- Zostańmy tutaj jeszcze trochę, co?
Spoglądał na mnie przez dłuższą chwilę, po czym westchnął głęboko.
-Alex…
-Jeszcze tylko kilka dni- usiłowałem go przekonać, widząc, że stanowczo nie napawa go to radością- Dwa, trzy… Przecież można to jakoś przedłużyć… Zrobić z tego coś na kształt urlopu.
-Nie mogę.
-To znaczy, wiem, że to nie jest urlop, ale… Moglibyśmy nie wracać do pracy przez kilka dni. Jeżeli tu jest za drogo, możemy się przenieść gdziekolwiek, po prostu…
-Nie mogę- powtórzył miękko, kręcąc głową- Przykro mi. Muszę wracać do pracy, być na bieżąco… Trzydniowa przerwa to i tak bardzo długo.
-Jasne- odpowiedziałem lakonicznie, odwracając wzrok. Znowu zrobiło mi się przykro. Nie wiem, dlaczego w ogóle liczyłem, że tu ze mną zostanie. Zresztą to kolejny punkt na długiej liście moich dzisiejszych rozczarowań.
Pierwszy jest następujący: Nathan się ożeni.
Ożeni się, bo chce być normalny, a normalność nie polega na spotykaniu się ze swoim pracownikiem, płci męskiej, który i bez tego wzbudza spore sensacje. Ożeni się, bo tak będzie lepiej, bo nie straci szacunku i na tym właśnie najbardziej mu zależy. A przede wszystkim ożeni się, bo sentyment, którym mnie darzy, być może i tak odrobinę przeze mnie podkoloryzowany, nie ma nic wspólnego z żadnymi głębszymi uczuciami i pobudkami, a już na pewno nie z takimi, które skłoniłyby go do zmiany decyzji.
-Woda jest zimna- zakomunikowałem, wychodząc z wanny, tonem, który mógłby ją rzeczywiście zmrozić. Nie chciałem być dla niego niemiły, w końcu to wcale nie wina Nathana, że jego cudaczny pracownik ubzdurał sobie iście epokowy romans ze swoim szefem, nie? Samo jakoś wyszło.
Przeszedłem do sypialni i wyciągnąłem z szafki swoją piżamę. Ubrałem się, a następnie od razu położyłem do łóżka, nakrywając kołdrą. Nathan pojawił się w pomieszczeniu już po chwili i również się położył, obejmując mnie delikatnie od tyłu.
-Alex, ubrałeś się?- parsknął cicho- Co ci się stało?
-Nic- odpowiedziałem, siląc się na spokój. Naprawdę nie chciałem zachowywać się jak urażona panienka. W końcu niczego sobie nie obiecywaliśmy, nie miałem powodu, żeby traktować nasze wspólnie spędzone chwile jako wstęp do czegokolwiek więcej- Po prostu jutro musimy wcześnie wstać, nie? Więc lepiej szybko zaśnijmy.
-… Alex…- znowu w tonie absolutnego zrezygnowania wypowiedział moje imię, wzdychając przy tym cicho- Przepraszam. Naprawdę nie zamierzałem cię w żaden sposób urazić.
-Nie uraziłeś.
-A jednak… Proszę cię. Nie komplikujmy tego na sam koniec.
… Na sam koniec.
-Dobranoc, Nathan- mruknąłem jedynie, wtulając się mocno w poduszkę. Westchnął ponownie, ale nie odsunął się ode mnie, wprost przeciwnie. Przycisnął mnie do siebie mocniej, wtulając się w mój kark i nie mówiąc już ani słowa.
Czułem się źle.
Czułem się źle, bo skończyło się po prostu fatalnie.
Bez oświadczyn (ha, ha).
Bez żadnej, najmniejszej nawet deklaracji.
Nawet bez rzuconego luźno: „Hej, może jeszcze kiedyś to powtórzymy?”
Nie.
Nie powtórzymy.
Nic z tego.
Jest dokładnie tak samo, jak wtedy.
Wtedy, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy.
A później rano rozeszliśmy się, każdy w swoją stronę, nie wymieniając się nawet numerami telefonów, niczym, chcąc chyba zapomnieć o całej sytuacji i udawać, że zupełnie nic się nie stało, licząc na to, że się nie spotkamy.
Teraz też tak było.
Teraz też obudzimy się następnego dnia, wrócimy i będziemy się zachowywać tak, jakby do niczego nie doszło, będziemy pomijać niewygodne wątki i odwracać kota ogonem, starając się nie pamiętać, co zaszło.
A Nathan się ożeni.
Pół biedy, gdyby ożenił się z kimś, w kim byłby zakochany.
Ale nie.
Nathan się ożeni.
Bo nie chce się wyróżniać…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz