Strony

niedziela, 22 maja 2011

~ . 14 . ~ [Drag Queen]

Nie byłem szczęśliwy rano, kiedy się obudziłem.
Nie byłem szczęśliwy, gdy Nathan próbował mnie zagadywać, a ja pomrukiwałem coś niewyraźnie w odpowiedzi, pakując ostatnie rzeczy.
Nie byłem szczęśliwy, gdy pod hotel podjechał autokar.
Nie byłem szczęśliwy, gdy zająłem pierwsze lepsze miejsce i wgapiałem się w okno, nie chcąc wcale rozmawiać z moim szefem.
I wreszcie, nie byłem szczęśliwy rozmyślając intensywnie o tym wszystkim, co stało się poprzedniego dnia.
W ogóle nie byłem szczęśliwy.
Chyba zbyt wiele oczekiwałem od tego wyjazdu.
Chyba zbyt wiele z tego, czego oczekiwałem, się spełniło…
Prócz tego najważniejszego.
Nathan się żeni.
Nie powiedział mi o tym, nie przedstawił mi swojej wybranki, nie rzucił: „Przepraszam, nic z tego nie wyjdzie”. Ale co z tego? Przecież to i tak jasne i proste. Będzie Nathanem Masonem, poważnym Nathanem Masonem z żoną i może jeszcze dziećmi, z normalną rodziną, z dobrą opinią, lubianym, znanym, szanowanym…
Nathan Mason z Alexem Carltonem byłby jedynie Nathanem-ekscentrykiem, Nathanem-dziwakiem, Nathanem-gejem. I to ostatnie określenie było chyba najgorszym, jakie mogło spotkać go w jego karierze. Po prostu do niego nie pasowało. Nie pasowało do jego posady, spokoju, ułożonego i poważnego życia.
Kompletnie nie pasowało.
To aż żałosne, że w ogóle wyobrażałem sobie takie idiotyzmy.
A wyobrażałem i chyba właśnie to napawało mnie największym wstydem.
I to, że teraz nie potrafiłem ukryć swoich uczuć, udawać, że jest mi obojętnie, że wszystko gra.
Beznadziejna sprawa.
Nathan też nie był szczęśliwy.
Z rana próbował mnie jeszcze zagadywać i zachowywać się, jakby nic się nie stało, ale teraz również milczał. Wpatrywał się w jakiś punkt przed sobą, najwyraźniej zastanawiając się nad czymś równie mocno. Może jemu też było przykro, że wszystko ułożyło się w ten sposób? Chociaż zapewne z zupełnie innego powodu niż mnie… No, sami wiecie. Popsułem mu jakieś plany miłego spędzenia weekendu albo wpędziłem go w niepotrzebne poczucie winy…
… Głupie.
Niby z jakiego powodu Nathan miałby zmieniać swoje plany przeze mnie? Albo czuć się winny?
Doprawdy, chyba jestem naiwnym idiotą, skoro ciągle wyobrażam sobie takie rzeczy…
Czas mijał okropnie wolno. Kiedy autokar zatrzymał się w naszym mieście, miałem wrażenie, że minęły dosłownie wieki. Bez słowa właściwie chwyciłem swoje bagaże, a następnie wysiadłem. Nathan wyszedł z autokaru chwilę później, również trzymając w dłoniach torbę.
-I co?- wypadało się w końcu odezwać. W końcu nie będę całe życie roztrząsał tego co się stało, nie…?- Idziemy do pracy?
-Hm… Nie… Nie, ty nie…- odpowiedział w końcu Nathan- Zrób sobie wolne, Alex.
Co?!
Omal nie prychnąłem z oburzenia.
Co, u diabła?!
-Jak… Jak to… Jak to „wolne”?- udało mi się w końcu wyartykułować, będąc kompletnie zaskoczonym i jednocześnie zdenerwowanym. Przecież dopiero co wróciliśmy ze szkolenia, które ze szkoleniem właściwie nie miało nic wspólnego i przypominało zwykły urlop. No dobrze, nie zwykły. Zwykłego urlopu raczej nie spędzam na uprawianiu seksu ze swoim szefem. Niestety.
-Po prostu- odparł spokojnie, bez zbytnich emocji, a we mnie dosłownie się zagotowało, chociaż starałem się zachować całkowicie beznamiętny wyraz twarzy. „Po prostu”! Też coś! Co za cholerny dupek!- Przyda ci się chwila wypoczynku. Kilka dni. Zresztą, sam nie wiem. Tyle, ile uznasz za słuszne…
…Tyle, żeby zapomnieć i dać ci święty spokój?
Nathan chyba naprawdę nie wiedział, o co mnie prosi.
-Jasne- odpowiedziałem chłodno, zarzucając swoją torbę na ramię, gotów odejść- Zrozumiałem.
Zatrzymał mnie przy sobie, wpatrując się we mnie stanowczo.
-Nie, Alex. Nie zrozumiałeś- odpowiedział z ciężkim westchnieniem- Kompletnie nie. Wiem, czemu jesteś zdenerwowany… A raczej domyślam się… Ale to nie odnosiło się do ciebie, w porządku? Moje słowa nie były żadnego rodzaju atakiem. To było po prostu… To był mój problem.
Nie, to był mój problem.
Przynajmniej, dopóki Nathan myśli, że nie może być z kimś takim jak ja, bo to popsułoby jego reputację.
… Przynajmniej, dopóki ma w tym względzie całkowitą i niezaprzeczalną rację.
-Zrozumiałem- powtórzyłem raz jeszcze, nie chcąc się wdawać w czcze dyskusje. Naprawdę czułem się fatalnie i nie miałem ochoty na dalsze wynurzenia tego typu. Szczególnie, że chyba naprawdę byłbym gotów poryczeć się przed nim, przywiązać się do niego własną sznurówką i błagać, żeby mnie nie zostawiał. To by dopiero było żałosne.
-Po prostu pozwól mi to przemyśleć- poprosił jeszcze cicho.
Milczałem.
Nie sądziłem, by Nathan miał wielkie możliwości wyboru.
Bo wybór pomiędzy „jestem normalnym, szanowanym obywatelem”, a „jestem postrzegany jako idiota, bo zadaję się z jakimś dziwadłem” jest absurdalnie oczywisty.

-Jestem!- usłyszałem radosny głos Sarah i już po chwili pojawiła się w progu mojego pokoju z szerokim uśmiechem na ustach- Jak było?
Ach, moja nader pogodna twarz powinna stanowić idealną odpowiedź!
Mruknąłem coś niemrawo, wypakowując powolnymi ruchami swoje rzeczy.
-Już skończyłaś?- zapytałem jedynie, a ona skinęła głową i przysiadła na brzegu łóżka, najwyraźniej dostrzegając, że coś nie gra.
-Dzisiaj wyszłam trochę wcześniej, zresztą Nathan od razu się zgodził…- …jaki wspaniałomyślny…- I widzę, że dobrze zrobiłam, bo chyba masz mi sporo do opowiedzenia.
Wzruszyłem ramionami.
Boże, gdyby ten wyjazd skończył się trochę inaczej…
Ba.
Nawet gdyby nie było tego wszystkiego, gdyby nie było seksu, nie było pocałunków, nie było mojego całonocnego rzygania w kiblu i naszego wcześniejszego tańca, pewnie zanudzałbym Sarah setkami opowieści o tym, że Nathan zrobił to, a później tamto, tak spojrzał, to powiedział, tak się uśmiechał… A teraz?
Teraz zdarzyło się naprawdę dużo, a ja jakoś dziwnym trafem nie miałem zupełnie nic do powiedzenia.
-Alex…- Sarah westchnęła ciężko, najwyraźniej starając się brzmieć stosunkowo łagodnie, więc od razu wyczułem, że zamierza wkroczyć na tematy, lekko mówiąc, mało dla mnie przyjemne- Wiesz… Jeżeli liczyłeś na cokolwiek więcej… Tak, ja wiem, że nie liczyłeś!- wtrąciła natychmiast, w obronnym tonie, jakbym miał ją pogryźć za te słowa- I wiem, że Nathan jest dla ciebie tylko szefem… Podobno… Ale tak czy inaczej, nawet jeżeli liczyłeś na coś więcej, a nic specjalnego się nie stało, to nie powinieneś być zawiedziony… Sam rozumiesz, Nathan jest po prostu…
-Stało się- uciąłem, wpychając część swoich rzeczy do szafki bez zbytniej dbałości- Aż za dużo.
-Co masz na myśli…?
-Rany, nie patrz na mnie jak na jakąś ofiarę…- jęknąłem cicho, poprawiając okulary. Właściwie to czułem się ofiarą. I nie dlatego, że właśnie dostałem kosza, że mój zgejowaciały do reszty szef wszem i wobec dał mi do zrozumienia, że już bardziej woli się spotykać z jakąś kobietą niż ze mną, i że to wszystko tak się potoczyło. Nie. Czułem się ofiarą, bo cały czas deklarowałem, że Nathan nic mnie nie obchodzi, a jednocześnie liczyłem na coś tak idiotycznego jak to, że zwróci na mnie uwagę i nagle zapomni o całym świecie. Doprawdy, ostatnimi czasy przestaję zupełnie używać swojego rozumu, jeżeli kiedykolwiek to robiłem- Po prostu byliśmy razem.
-Jak to… Jak to „razem”?
-Tańczyliśmy, całowaliśmy się, uprawialiśmy seks… To mniej więcej znaczy w tym wypadku „razem”- wyjaśniłem cicho.
Sarah zmarszczyła brwi.
-A teraz nie patrz na mnie tak, jakbym żartował albo do reszty sfiksował- mruknąłem kompletnie zdołowany i zniechęcony do wszelkich głębszych wynurzeń.
A może rzeczywiście kompletnie zwariowałem i sobie to wszystko wyobraziłem…?
Byłoby wprost cudownie. Przynajmniej nie musiałbym czuć takiego wstydu i zażenowania na myśl o powrocie do pracy. Cholera jasna! Dlaczego nie mogłem się zachować neutralnie, dlaczego nie mogłem na jego słowa odpowiedzieć po prostu: „Okej, jak wolisz”, dlaczego prosiłem go, żeby ze mną został, robiłem z siebie ofiarę… Cholera, cholera, cholera!
-Nie patrzę na ciebie tak, jakbyś sfiksował, ale… Cóż, musisz przyznać, że to dość nieoczekiwane…
… Ta, co ty nie powiesz…
-… I nie mówię o tym, że się tego nie spodziewałam- sprostowała, wciąż wpatrując się we mnie uważnie, takim wzrokiem, jakby za chwilę miała mnie zakuć w kaftan bezpieczeństwa- Po prostu wydawało mi się, że jeżeli coś takiego nastąpi, to będziesz się cieszył… A wydajesz się wręcz przybity. O co chodzi?
-O nic- warknąłem, odrobinę poirytowany, próbując nazbyt nachalnie i brutalnie domknąć drzwi od szafki. Sarah obserwowała moje poczynania w milczeniu, dopóki drzwiczki nie wypadły ostatecznie z zawiasów. Dopiero wtedy westchnęła głęboko i położyła mi dłoń na ramieniu.
-Siadaj obok mnie- poleciła miękko, a ja, samemu nie wiedząc, co ze sobą zrobić, podniosłem się zrezygnowany z podłogi i opadłem na łóżko.
Naprawdę czułem się beznadziejnie. Sam ze sobą i z tą myślą. I jakoś nawet opowiadanie o tym wszystkim Sarah nie kojarzyło mi się z ulgą, a raczej z czymś wybitnie żenującym.
-Opowiadaj- ponagliła mnie, wpatrując się we mnie z uwagą.
Westchnąłem głęboko, przecierając twarz dłońmi. Zawahałem się odrobinę, ale ostatecznie zacząłem:
-Na początku… Na początku było naprawdę w porządku. Ba! Co ja mówię! Było po prostu super. Przyjechaliśmy na miejsce, hotel był świetny, a pokój piękny. Wszystko dosłownie ociekało bogactwem… A pościel była naprawdę niesamowita- aż parsknąłem cichutko pod nosem, chociaż teraz więcej w tym było rozgoryczenia niż rozbawienia. Jak ostatni idiota opowiadałem Nathanowi o swoim życiu, oczekując, że naprawdę go to ciekawi, i jednocześnie przymuszałem go do podobnych wynurzeń, chociaż dla niego nie miało to żadnego sensu- Okazało się, że w naszym pokoju jest tylko jedno łóżko. Nathan stwierdził, że to pomyłka…
-Jasne- zaśmiała się Sarah, a ja jedynie pokręciłem głową.
To była pomyłka.
Fatalna pomyłka.
Chociaż oczywiście nie zamierzam wszystkiego zrzucać na Bogu ducha winne łóżko i obsługę hotelową… W końcu nie to czyni mnie najbardziej naiwnym facetem pod słońcem, nie?
-Okazało się, że to szkolenie dla małżeństw. Nathan wyjaśniał, że to nie ze mną został zaproszony… Co dość oczywiste- dodałem, skrzywiwszy się lekko- Szkolenie było kompletnie nudne i wydawało mi się, że Nathan nie będzie spędzał ze mną zbyt wiele czasu, tylko z tymi wszystkimi bogatymi sztywniakami, ale jakoś wyszło zupełnie inaczej… Wieczorem zeszliśmy do klubu… Nathan czuł się trochę nieswojo… I… No cóż…- aż nie mogłem się nie uśmiechnąć na samo to wspomnienie- Tańczyliśmy ze sobą.
-Nathan Mason z tobą tańczył?- Sarah uniosła brwi w geście zdumienia.
-Taa…- westchnąłem ciężko, skinąwszy głową- Tańczył. A później poszedł do toalety. A ja piłem… Dużo piłem… Alkohol był darmowy- wyjaśniłem, widząc pytające spojrzenie Sarah- Nie wracał długo, więc po niego poszedłem. Byłem już trochę wstawiony… No dobra, bardzo wstawiony. Nie pamiętam nawet, czy to ja pocałowałem jego, czy on mnie… Chociaż znając życie, raczej to pierwsze. W każdym razie całowaliśmy się, a on wcale mnie nie odpychał, co było cokolwiek zaskakujące. A później odprowadził mnie do pokoju i… Sama wiesz.
-Uprawialiście seks?- zapytała Sarah, uśmiechając się szeroko.
-Skąd!- prychnąłem donośnie- Rzygałem całą noc. To nie jest śmieszne- skarciłem ją, widząc jej pełne rozbawienia spojrzenie- Kiedy się rano obudziłem, nie pamiętałem nawet, co się stało, a jak już sobie przypomniałem… Boże, byłem pewien, że Nathan absolutnie mnie znienawidził. No dobrze, może nie znienawidził, ale na pewno nie będzie już na mnie patrzył jak na kogoś, kto mu się podoba… No dobrze, nigdy nie patrzył, ale…- zamotałem się odrobinę- Po prostu byłem na siebie wściekły, że tak wypadłem w jego oczach. A on nagle wyskoczył z jakimiś truskawkami i szampanem… No- parsknąłem z rozbawieniem, widząc minę Sarah- Dokładnie tak samo zareagowałem. No i… Sama wiesz.
-Rzygałeś całą noc?- zapytała złośliwie, a ja zdzieliłem ją w ramię.
-Nie…- zaprzeczyłem z głębokim westchnieniem- Wtedy do czegoś między nami doszło. Co ja mówię, „do czegoś”… Cholera, dawno nie uprawiałem tak niesamowitego seksu… I tak było już do końca wyjazdu. Później nawet olaliśmy ostatni dzień szkolenia… Cieszyłem się jak głupi.
-Więc w czym problem?- Sarah spojrzała na mnie bez zrozumienia.
-W tym, że Nathan wszem i wobec oświadczył, że nie chce być z takim skończonym dziwadłem jak ja, że to skomplikowałoby jego życie i karierę zawodową, że straciłby szacunek otoczenia i wszystko, co dla niego ważne- odparłem z rozgoryczeniem, przymykając powieki. Moja naiwność była doprawdy żenująca…
-Co?!- wykrzyknęła z oburzeniem Sarah- Naprawdę powiedział coś tak okropnego?!
-No… Nie…- przyznałem po dłuższej chwili- To znaczy… Prawie. No dobra, właściwie mówił dość ogólnie… Że nie chce się wyróżniać… Że związek z drugim facetem wiążę się z byciem uznawanym za kogoś dziwnego… Że homoseksualizm zawsze będzie się kojarzył z dziwactwem… Że nie chce być oceniany przez pryzmat swojej orientacji… Że nie chce zwracać na siebie uwagi. No. To to samo w każdym razie.
-To samo?!- powtórzyła Sarah, prychając donośnie- Chyba oszalałeś! Przecież to kompletnie co innego! Rany, naprawdę trudno mi było wyobrazić sobie Nathana mówiącego takie słowa i, jak widać, miałam rację…
-Co za różnica, czy stwierdził, że homoseksualizm jest dziwny, czy rzucił „Nie chcę z tobą być”?- przewróciłem oczyma, czując się kompletnie zdołowany. Dla mnie różnicy nie było. Szczególnie, że czułem się tak, jakby każde jego słowo odnosiło się boleśnie do mnie. O dziwactwie, inności, niechęci… Każde jedno.
-Jak to „co za różnica”?! Na litość boską, Alex! Zostawiłeś mózg w domu, czy jak?!- obruszyła się dziewczyna, kręcąc z niedowierzaniem głową- Przecież jego słowa wcale nie musiały oznaczać, że nie chce z tobą być! A już na pewno nie to, że jesteś dziwakiem, z którym nie chce mieć nic wspólnego! Nie rozumiesz, że przedstawił ci swoje wątpliwości, lęki, wahania…? Ja znam go słabo, ale czy Nathan naprawdę kojarzy ci się z kimś dwulicowym, kto mówi i robi jedno, a myśli drugie?
Zastanowiłem się przez chwilę nad jej słowami.
-Nie- odpowiedziałem w końcu zgodnie z prawdą. Czego jak czego, ale kłamstwa mojemu szefowi zarzucić nie mogłem. Ale co to właściwie miało do rzeczy?
-No właśnie! On mówił ogólnie!
-Ogólnie, też coś!- prychnąłem z poirytowaniem- Jeżeli powiem, że nie chcę mieć przyjaciółki, która jest blondynką, ma fajny głos i dorabia jako sekretarka mojego szefa, nie odnosząc tego bezpośrednio do ciebie, to też nie zauważysz w tym niczego dziwnego i uznasz to za kwestie „ogólne”?
-Alex, daj spokój! Powiedziałby ci, gdyby nie chciał z tobą być! Nie uprawiałby z tobą seksu, nie uwodził cię! Nie jest przecież typem jakiegoś Casanovy!
-Nie uwodził mnie- uciąłem zdenerwowany, zagryzając niepewnie wargę- To ja wszystko źle zinterpretowałem. A on… On po prostu bał mi się powiedzieć, okej?
-Czego miałby się bać?- Sarah posłała mi pełne politowania spojrzenie.
-Bo ja wiem… Że zrobię mu jakąś awanturę, będę płakał, błagał go, żeby został- parsknąłem cicho- To żenujące. Nie patrz tak na mnie. Żeni się, nie? Może obawiał się, że popsuje coś między nim a jego żoną, doniosę na niego, sam nie wiem…
-Alex, myśl- Sarah najwyraźniej postanowiła wymagać ode mnie rzeczy całkowicie niemożliwych do zrealizowania w tej właśnie chwili- Gdyby bał się o swoją przyszłość, tym bardziej przedstawiłby ci sprawę konkretnie, a nie dawał nadzieję i liczył na twoje zrozumienie. Powiedziałby ci, że to krótki romans, że nic nie znaczy, może nawet zagroziłby utratą pracy, a nie wygłaszał monologi na temat homoseksualizmu! Błagam cię! Przynajmniej ja bym tak zrobiła. Przecież to zupełnie nielogiczne, żebyś traktował jego słowa jako atak na ciebie! Zresztą powiedz lepiej, jak to wyjaśnił.
-Wyjaśnił?- powtórzyłem, marszcząc brwi.
-No… Bo chyba go o to zapytałeś?
Moje milczenie było aż nazbyt wymowne.
-Doskonale!- Sarah posłała mi karcące spojrzenie- Jasne, po co wspominać o czymś, przez co czujesz się zły, zdenerwowany i czego nie rozumiesz. Po co rozwiązywać wątpliwe kwestie przez rozmowę. Lepiej nie mówić nic!
-Wszystko było jasne.
-Nic nie było jasne- blondynka wciąż wydawała się mocno poirytowana- Jak się zachowywał później? Unikał cię? Nie chciał rozmawiać? Nie zbliżał się do ciebie, dawał ci sygnały, że coś nie gra?
-… Nie…- odpowiedziałem dopiero po dłuższej chwili, czując dziwne wątpliwości. Och, głupie wątpliwości! Przecież cała ta sytuacja była aż nazbyt jasna!- Właściwie… Właściwie zachowywał się tak jak zawsze… Ale poprosiłem go, żebyśmy zostali dłużej. Nie zgodził się. Nie chciał ze mną być.
-Boże, Alex, twoja logika jest godna pożałowania- Sarah westchnęła ciężko, przewracając oczyma- Jeżeli nie może z tobą zostać, to od razu nie chce mieć z tobą nic wspólnego, tak? Ocknij się. Zaprosił cię na szkolenie. Szkolenie dla małżeństw.
-Ale…
-… Zamówił pokój… Z jednym łóżkiem- kontynuowała jasnowłosa, najwyraźniej nie biorąc pod uwagę mojego protestu- Tańczył z tobą… Co nadal trudno mi sobie wyobrazić- zaśmiała się lekko- A później nie zraziło go twoje pijaństwo i wszystkie jego konsekwencje… Zamówił truskawki i szampana. I to wszystko po to, żeby po trzech dniach wyjazdu rzucić: „Dobra, to koniec”? Wybacz, ale bardzo wątpię, czy ktokolwiek starałby się tak bardzo, gdyby nie chodziło o coś więcej niż seks. Tym bardziej Nathan, który chyba nie musiałby cię długo namawiać… Przyznaj się.
-Jesteś naiwna- skwitowałem niepewnie.
-A ty głupi- odcięła się natychmiast- Mówił coś po waszym przyjeździe na miejsce?
-A owszem! Mówił!- parsknąłem z poirytowaniem- Żebym sobie wziął wolne na czas nieokreślony. I co?! To znak, że mu zależy?!
-I niczym tego nie wyjaśnił?
-Powiedział, że musi coś przemyśleć- odpowiedziałem, wzruszywszy ramionami- Zresztą, to już nie moja sprawa, nie? Posiedzę trochę w domu, wrócę do pracy i…
-To jest twoja sprawa- przerwała mi natychmiast Sarah- Po co roztrząsać coś, co rzekomo nie ma dla niego żadnego znaczenia? A skoro on chce coś przemyśleć, proponuję ci, żebyś zrobił dokładnie to samo, skoro masz akurat czas wolny, zamiast siedzieć w domu i się nad sobą użalać.
-Nie zamierzam się nad sobą użalać- skwitowałem spokojnie.
-No właśnie! I bardzo dobrze!
-… Ale nie zamierzam też myśleć o Nathanie- dodałem, a mina Sarah odrobinę zrzedła- Zajmę się czymś miłym, lekkim, przyjemnym i konstruktywnym.
-Czyli…?- uniosła pytająco brew.
-Dzwoń do szefa. Bo jutro w Scylli moje wielkie show.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz