Strony

niedziela, 22 maja 2011

14. Mur [Sunrise]

Obudziłem się nad ranem, słysząc dziwne stukanie. Podniosłem się z fotela, wciąż nieco zaspany rozglądając się po przedpokoju i nie mogąc sobie przypomnieć, czemu, do cholery, tutaj spałem. Dopiero po chwili wróciło do mnie wspomnienie wczorajszego wieczora. Miałem ochotę olać całkowicie to, co ten cholerny demon wyrabiał, ale strach przed ewentualnym zniszczeniem moich własności wygrał i otworzyłem z impetem drzwi.
To, co zobaczyłem, przekroczyło granice mojej wytrzymałości.
Cały pokój był przedzielony na pół przez istny mur książek. A Amadeusz stał właśnie przy półce, wyciągając z niej kilka z nich i stawiając na kupce innych.
-Co... Ty... Robisz?!- krzyknąłem z przerażeniem.
-Dzielę!- odparł z wściekłością- Nie chcesz ze mną spać, Josh? Proszę bardzo, zmuszać cię nie będę! Ale nie wyobrażaj sobie, że możesz mnie tak wykorzystywać!
-Wykorzystywać?!- wrzasnąłem- JA CIĘ NIBY WYKORZYSTUJĘ?! TY CHOLERNY HIPOKRYTO!
-I nie życzę sobie, żebyś na mnie więcej krzyczał- prychnął z irytacją- A zresztą, rób sobie, co chcesz. Po twojej części mieszkania.
-Po moim czym?!
-Po twojej części mieszkania- wyjaśnił spokojnie, najwyraźniej zupełnie nie skrępowany faktem, że opróżnił całą moją biblioteczkę, a w sypialni stworzył mur z książek- Zostawiam ci kuchnię i łazienkę, przedpokój... Żebyś miał gdzie spać- uśmiechnął się drwiąco- Pozwolę ci nawet zatrzymać niewielką część twojej sypialni, chociaż łóżko, telewizor i cała reszta zostają dla mnie.
-Ty chyba zwariowałeś!- warknąłem- Po pierwsze, to jest moje mieszkanie. Po drugie, to jest moje łóżko i nie dam ci go, bo doskonale wiem, co będziesz tam wyrabiał, cholerny zbereźniku.
-To BYŁO twoje mieszkanie. I to BYŁO twoje łóżko- odparł, uśmiechając się iście bezczelnie- Ale teraz jesteś zobowiązany się nim ze mną podzielić.
-Niby z jakiej racji?!- prychnąłem donośnie- Nie przypominam sobie, żebyśmy spisali ze sobą jakąś umowę, więc…
-Jestem demonem- odparł, spoglądając na mnie z politowaniem i wracając do układania książek- Nie potrzebuję umów. A zresztą… To zwykły rewanż, spłata długu. Pomagałem ci? Pomagałem. Zdobyłeś dobre oceny z fizyki? Zdobyłeś. Teraz nawet zabrałem te kartkówki, które ci tak fatalnie poszły, więc…
-Co?!- krzyknąłem z oburzeniem- Ty je wziąłeś?!
-Oczywiście! Ale nie musisz mi dziękować…- uśmiechnął się niemal z wyższością, a ja prychnąłem donośnie.
-Wcale nie zamierzałem! Worner sądzi, że to ja je ukradłem! Zawalę semestr!
-To już nie moja sprawa…- odparł Amadeusz z udawanym zmartwieniem- Wiesz, jestem łaskawy i mam krótką pamięć… Mógłbym wybaczyć pewne kłamstwa, które przeszły ci przez usta w ostatnim czasie… Wystarczy magiczne słowo.
-Pieprz się- wysyczałem ze złością. Nie zamierzałem się poniżać, nie po tym, co ostatnio od niego usłyszałem. Wciąż czułem się wściekły z powodu tej dziewczyny. Po prostu nie mogłem uwierzyć w to, że mi nie powiedział! Do tej pory wydawało mi się, że gdyby chodziło o jakąś poważną sprawę, powiedziałby mi. I że w podobnej sytuacji uzyskałbym jego pomoc. A teraz… Sam już nie byłem pewien.
-Błąd- obwieścił czysto złośliwie demon- Nie o te słowa mi chodziło…
-Czy ty w ogóle to przemyślałeś?!- spojrzałem na niego z niedowierzaniem- Przecież ktoś może mnie odwiedzić  albo coś! Co niby im powiem?! Że to jakaś forma artystyczna, do licha?!
-Nie wiem…- odparł śpiewnie Amadeusz, uśmiechając się szeroko- Ale lepiej znajdź sobie dobrą wymówkę, bo o ile ty nie zamierzasz spasować… Ja nie zamierzam się stad ruszyć…

Szlag mnie trafi.
Zniosę spanie na fotelu, zniosę ten cholerny mur z książek, którym się obwarował, zniosę nawet fakt, że po „jego stronie” mieszkania został telewizor i laptop, do którego nie mam dostępu. Ale gdy widzę jego minę, która wprost mówi: „To ja tu jestem pokrzywdzoną ofiarą” i zaraz zmienia się w iście cwany uśmiech, mam ochotę go zamordować.
… Co jest, oczywiście, technicznie rzecz biorąc, niemożliwe.
I dobrze. Nie chciałbym pójść siedzieć za tego zarozumiałego dupka.
-Jedno słoooowoo…- nucił czysto złośliwie, oglądając telewizję.
Warknąłem gniewnie pod nosem, starając się skupić na czytaniu jednej z ustawionych przez niego wcześniej w formie muru książek.
Podgłośnił.
Zgrzytnąłem zębami.
Nie wytrzymam, przysięgam, nie wytrzymam i zrobię mu krzywdę.
-Co, Josh…?- zapytał, niby od niechcenia- Pewnie ci tam samotnie, nie? I musisz się strasznie nudzić… Wiesz, pozwoliłbym ci tu przyjść, ale… No wiesz. Nie zapomniałem jeszcze twoich ostatnich słów.
Zignorowałem go.
Wiedziałem, że to wkurza go najbardziej, i chciałem to wykorzystać.
Ale Amadeusz wybrał wyjątkowo osłupiający sposób zwrócenia mojej uwagi. Kiedy spojrzałem na niego po raz kolejny, leżał na łóżku, ze spodniami opuszczonymi do kostek, zaspokajając się w wyjątkowo intensywny sposób i równie intensywnie ten fakt komunikując.
-Och, rany… Jest wspaniale… Ach, Josh, gdybyś tu był…
Jezu.
On nie ma za grosz przyzwoitości.
Perwersyjny zboczeniec!
Zaczerwieniłem się gwałtownie i przełknąłem ślinę, wracając wzrokiem do książki, ale nie mogłem się skupić na ani jednym czytanym przez siebie słowie. Odwróciłem się, chcąc zerknąć na niego po raz kolejny, ale tym razem zobaczyłem jego twarz. Tuż przy sobie. Niesamowicie blisko. Uśmiechnął się niemal lubieżnie, wspierając się jedną dłonią o oparcie fotela.
-Wiedziałem, że patrzysz- szepnął mi do ucha i przesunął językiem po moim policzku, pozostawiając na nim wilgotny ślad.
Drgnąłem gwałtownie i miałem ochotę zerwać się z miejsca, ale nim przyszło mi to do głowy, usiadł okrakiem na moich udach, wpijając się w moje wargi.
Starałem się całą siłą woli skupić na Rachel, na tym, co się stało, na całej tej beznadziejnej sytuacji, która wtedy pomiędzy nami zaistniała, ale nie potrafiłem. I w końcu całowaliśmy się oboje, a ja nie zastanawiałem się już nad niczym innym.
… Chyba naprawdę mam zbyt słabą wolę.
-Wiedziałem, że tak będzie- zachichotał z zadowoleniem, obejmując mnie kurczowo ramionami i spoglądając na mnie z jakimś tajemniczym błyskiem w oku- Przyznaj, że nie możesz beze mnie wytrzymać…
-Wcale nie wiem, czy się z tego cieszę- burknąłem cicho, a on otarł się delikatnie swoim policzkiem o mój.
-Jesteś taki ciepły, Josh- westchnął głęboko, składając krótki pocałunek na mojej szyi- Taki piękny. Taki żywy!
-T… To dobrze chyba…- wydukałem, czerwieniąc się jeszcze bardziej z uwagi na jego komplement- Dopiero zauważyłeś?
Uśmiechnął się przebiegle.
-To ma być sposób na udobruchanie mnie…?- zapytałem, odrobinę zdezorientowany, a on tylko wzruszył ramionami z iście niewinną miną.
-Czy ja wiem…
Zanim zdążyłem powiedzieć cokolwiek więcej, usłyszałem dźwięk telefonu. Nim rzuciłem chociażby słowo, Amadeusz zerwał się z moich kolan i w mgnieniu oka pojawił się na nich z powrotem, ze słuchawką w dłoni, uśmiechając się przymilnie.
Raz jeszcze posłałem mu podejrzliwe spojrzenie, po czym odebrałem:
-Słucham?
-Cześć, Josh- usłyszałem pogodny głos Jenny- Jak tam?
-Eee… W porządku- odparłem ostrożnie, nie mogąc się zbytnio skoncentrować na rozmowie. Amadeusz właśnie zainteresował się składaniem namiętnych pocałunków na mojej szyi- Coś się stało…?
-Nie, jasne, że nie… Chciałam cię tylko pocieszyć w związku z tą sprawą z Worner… Pewnie zgubiła te sprawdziany, a teraz osądza ciebie, wiesz, jaka jest…
-Tak, wiem, ja…
-I przypomnieć, że pojutrze bal!- wykrzyknęła z entuzjazmem, nie dając mi właściwie dojść do słowa.
-Bal…?- zapytałem, nie mogąc w pierwszej chwili skojarzyć- Och! Ach tak, rzeczywiście!
Jenna od dłuższego czasu nie mówiła przecież o niczym innym.
-To cudownie, prawda?!
-Tak, Jenna, to świetnie… Masz z kim iść?- zapytałem, chyba z czystej uprzejmości, bo odpowiedź była jasna. Jenna zawsze miała z kim iść.
-No pewnie. Wiesz, zaprosił mnie Thomas i właściwie to już się zgodziłam. A ty? Ten twój chłopak przyjedzie?
-Ch… chłopak?
-No wiesz… Ten, którego nam jeszcze nie przedstawiłeś. Amadeusz czy jakoś tak…
-A… Ach… On…- wyjąkałem, odrobinę zażenowany- N-nie, raczej nie… Chyba nie będzie miał jak przyjechać.
-Chyba?- zapytała ostro- To znaczy, że jeszcze go nie spytałeś?!
-Nie było okazji, ale właściwie jestem pewien. Nie przyjedzie.
-Ale ty idziesz na bal, prawda?
-Hm…- odparłem tylko. Nie miałem pojęcia. Jakoś się na to nie szykowałem. Gdybym miał faceta, gdybym był z Ricky’m (tfu, tfu), to pewnie bym się wybrał, ale w takich okolicznościach…- Nie, Jenna. Przykro mi, ale chyba nie będę miał tam nic do roboty.
-No co ty! Nie możesz tego przegapić, za nic w świecie! Impreza będzie zupełnie obłędna, uwierz mi, uczestniczyłam w przygotowaniach, wiem, co mówię. Katy też nie chciała iść. To znaczy powiedziała, że nie pójdzie, dopóki jej kogoś nie wykombinuję… I co? Znalazłam! Poprosiłam swojego znajomego, Seana. Jest  co prawda z innej szkoły, ale zgodził się i już ją nawet zaprosił… Jeszcze się nie zgodziła, nie mam pojęcia, na co czeka…
Ja wiedziałem.
Zapewne na zaproszenie Jacka.
-A Jack?- zapytałem od razu.
-Jack…- mruknęła w zastanowieniu- No nie wiem w sumie. Stwierdził, że raczej go nie będzie, ma jakąś wizytę rodzinną czy coś w tym stylu… Ale w każdym razie, jestem pewna, że tobie też kogoś wykombinuję…
-Eee… Nie, Jenna…- odparłem ostrożnie, nie chcąc jej urazić- Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł…
-Jak to?!- obruszyła się - Oczywiście, że jest dobry! To nie jest zdrada ani nic, zwyczajna randka! Ten twój chłopak i tak się nie dowie, a kto wie, może Adrian przypadnie ci do gustu…
-Adrian?- powtórzyłem odrobinę niemrawo i poczułem, że demon przerwał swoje pieszczoty.
-Tak, chodzi do klasy razem z Seanem. Jest homo, ale w sumie mało kto o tym wie, więc… Strasznie skryty chłopak, ale bardzo sympatyczny. Na pewno się zgodzi.
-Jenna, nie jestem pewien, czy… Ach!- jęknąłem donośnie, gdy dłoń Amadeusza zacisnęła się gwałtownie na mojej męskości. Spojrzałem na niego z oburzeniem. Czy to już nie podchodzi pod jakieś molestowanie seksualne?!
-Co się stało?
-N… Nic… Uderzyłem się…- odparłem, z trudem tłumiąc kolejny jęk cisnący się na moje wargi- Muszę kończyć chyba…
-Ale mam dzwonić do tego chłopaka?
-Z… Zrobisz jak zechcesz… Pogadamy jutro w szkole, pa- rzuciłem, odrobinę chaotycznie, odkładając telefon na oparcie fotela i spoglądając na demona z poirytowaniem- Co ty wyrabiasz?
-Kto to jest Adrian?- zapytał, wpatrując się we mnie uważnie.
-Kolega Jenny.
-Aha- odmruknął, najwyraźniej uspokojony- To w porządku.
Wtulił się mocno w moją szyję, a ja westchnąłem cicho i przesunąłem dłońmi po jego włosach.
-Zawsze to ty mnie o coś wypytujesz- stwierdził nagle- A ty sam nie powiedziałeś mi o sobie nic.
-Eee… Jak to?- zdumiałem się- Przecież… Co miałbym ci niby powiedzieć?
-No wiesz…- parsknął cicho- Coś o twojej przeszłości… Chciałbym trochę o tobie posłuchać, ja ci odpowiadałem na pytania…
-Ale… Ale ty jesteś ciekawy!- stwierdziłem, parsknąwszy cicho- A ja? Nie ma we mnie nic specjalnego, przez całe życie nie zajmowałem się niczym konkretnym, nie zdarzyło się nic szczególnego… Prócz tego, że spotkałem ciebie.
-Dla mnie to wszystko nie jest zwyczajne- wyjaśnił cicho- I ty też nie jesteś. I chciałbym o tobie wiedzieć wszystko.
-Wszystko?- zapytałem niemal z niedowierzaniem.
-Wszystko- potwierdził z szerokim uśmiechem- Gdzie się urodziłeś, wychowywałeś, jak spędziłeś dzieciństwo… Po prostu wszystko.
-N… No cóż…- zająknąłem się, odrobinę zdezorientowany- Urodziłem się w miejscowości niedaleko Bright Bell. W sumie przez całe dzieciństwo nie robiłem nic interesującego… Chodziłem do szkoły… Razem z rodzicami mieszkaliśmy w domku na przedmieściach… A później musiałem zacząć gdzieś liceum i wybrali dla mnie tą szkołę, bo stwierdzili, że będzie najbardziej odpowiednia ze wszystkich. No i jestem tutaj…- stwierdziłem z niemałym zakłopotaniem. Naprawdę nie miałem nic ciekawego do powiedzenia. W porównaniu z nim? Przecież żył znacznie dłużej ode mnie, takich jak ja widział pewnie miliony. Ale oni nie widzieli jego. I tylko to mnie wyróżniało- Przysyłają mi pieniądze, czasami do siebie dzwonimy, ale nie utrzymujemy zbytnio kontaktu.
-Dlaczego?- zapytał ze zdziwieniem.
-Po prostu… No wiesz, nie mam najlepszych kontaktów z ojcem- westchnąłem odrobinę bezradnie- Raczej nie marzył o synu homoseksualiście… Zresztą, nigdy nie byliśmy specjalnie blisko.
-To, że lubisz facetów, ma jakieś większe znacznie?
-No- parsknąłem cicho- Oczywiście, że tak. Dla mojego ojca wręcz fundamentalne.
-Nie rozumiem- stwierdził demon, wpatrując się we mnie z lekkim zdziwieniem- Przecież chyba powinien cię lubić mimo wszystko, nie? Ja cię lubię.
-Chyba nie masz wyboru- zauważyłem  z lekkim rozbawieniem- Jestem jedynym, który cię widzi.
-No tak, ale…- zawahał się odrobinę, po czym uśmiechnął się lekko- Czuję, że nawet gdybyś mnie nie widział, to lubiłbym cię mimo wszystko. Gdybym cię obserwował i tak dalej… Na pewno bym cię lubił. I na pewno zostałbym trochę dłużej, żeby na ciebie popatrzeć.
-To byłoby krępujące…
-Nie wiedziałbyś- przypomniał mi z rozbawieniem, wtulając się we mnie na powrót- Z tobą wszystko jest tak powoli, Josh…
-Powoli?- zapytałem, marszcząc brwi, autentycznie zmartwiony- To znaczy?
-To znaczy… Czas płynie tak jakoś wolniej niż zawsze.
-No cóż…- parsknąłem śmiechem i pokręciłem głową- Wolałbym, żeby od czasu do czasu przynajmniej dla mnie płynął szybciej. Na przykład podczas lekcji z Worner.
Zaśmiał się cicho, muskając wargami moją szyję.
-Chciałbym być na twoim miejscu, Josh. Chociażby na próbę.
Otworzyłem usta, ale zaraz umilkłem. Odruchowo niemal chciałem mu powiedzieć dokładnie to samo, ale właśnie uświadomiłem sobie, że ja nie chciałbym być na miejscu Amadeusza. Jego życie (tudzież egzystencja, nie wiem, jak to nazwać) było, owszem, ciekawe. Chciałem o nim wiedzieć więcej, ale bardziej z teorii niż z praktyki. Bałbym się takiego istnienia. Nieistnienia właściwie, bo kto w ogóle zdaje sobie sprawę z takich stworzeń jak demony? Tego rodzaju demony?
Odkaszlnąłem odrobinę nerwowo. Był intrygujący, wspaniały, inny niż wszyscy, ale gdybym miał możliwość znaleźć się na jego miejscu…
Nie zgodziłbym się. Życie bez przyjaciół, w zupełnej izolacji, jedynie obserwowanie zachowań ludzi – to nie dla mnie. Nawet, jeśli oznaczało to swoistą nieśmiertelność i ponadczasowość.
-Idziemy pooglądać telewizję na twoim łóżku, Josh?- wymruczał mi do ucha Amadeusz, najwyraźniej wcale nie oczekując mojej odpowiedzi.
Zachichotałem cicho.
Oczywiście.
Oglądanie z Amadeuszem telewizora, na moim łóżku, było ostatnio jednym z moich ulubionych zajęć…
Co ciekawe, odkryłem, że jego chyba też.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz