Strony

niedziela, 22 maja 2011

15. Obojętność [Sunrise]

-Cześć, Josh, jesteś nareszcie!- Jenna uśmiechnęła się pogodnie na mój widok i uściskała mnie serdecznie- Co u ciebie? Jak się czujesz?
-Jest w porządku- odpowiedziałem, odrobinę zakłopotany- A gdzie Katy?
-Dziś jej nie ma.
-A Jack?
-Poszedł gdzieś z kolegami, sama nie wiem- wzruszyła obojętnie ramionami, wciąż nie przestając się uśmiechać, najwyraźniej wyjątkowo z siebie zadowolona- Ale to dobrze, bo i tak wolę mieć trochę czasu, żeby pogadać z tobą sam na sam. Dzwoniłam do tego Adriana.
-Jenna…- jęknąłem cicho.
Właściwie i tak wiedziałem, że to zrobi. Dając jej całkowitą dowolność, naprawdę nie mogłem się spodziewać, że nagle się rozmyśli i dojdzie do wniosku, że to zupełnie niepotrzebne.
-I zgodził się! Praktycznie od razu!- wykrzyknęła rozemocjonowana, a ja kompletnie zdębiałem. No dobra. Tego się nie spodziewałem- Mówię ci, jest super! Chciałam, żebyście poznali się dzisiaj, ale to chyba nie wypali, więc jutro na balu czeka cię randka w ciemno! Super, co?
-Jenna, przecież nie powiedziałem, że pójdę- zauważyłem, starając się zabrzmieć surowo, ale kompletnie mi to nie wyszło. Cała ta sytuacja bardziej mnie zawstydzała niż cieszyła, to prawda, bo nie należę do specjalnie towarzyskich, a randki w ciemno z moim udziałem zawsze okazują się niewypałem, ale mówiąc szczerze… Och, dobra. Chciałem iść. To znaczy, na pewno bym poszedł, gdybym nadal był z Ricky’m. Lubiłem takie imprezy. Nie jestem szczególnie rozrywkowy, ale to był dobry moment na spędzenie czasu z przyjaciółmi i chłopakiem… Ale teraz… Teraz był Amadeusz. A właściwie – nie było go. Przynajmniej nie dla moich przyjaciół i reszty świata. I to już stanowiło realny problem- A co jeżeli rozmyślę się albo coś mi wypadnie? Czemu mnie nie zapytałaś?
-Pytałam wczoraj- odparła iście niewinnie, wzruszywszy ramionami, a ja westchnąłem ciężko- Och, daj spokój, Josh. Teraz już na pewno się nie rozmyślisz. Chyba nie mogłam ci znaleźć nikogo fajniejszego i bardziej pasującego do ciebie. Po tej całej aferze przyda ci się normalny, spokojny chłopak. A on jest w dodatku bardzo nieśmiały i skryty. Chyba byście do siebie pasowali, nie?
-Jenna, przecież mówiłem, że… Że mam faceta- dokończyłem wreszcie o połowę tonu ciszej. Wolałbym, żeby Amadeusz, który mógłby się czaić gdzieś w pobliżu, niezauważony przeze mnie, nie wysłuchiwał podobnych rewelacji i wymysłów na swój własny temat.
-A czy to w czymkolwiek przeszkadza?- Jenna uniosła pytająco brew- Przecież daleko mieszka, to i tak przegrana sprawa. A nawet, jeżeli nie, to zawsze możesz poznać kogoś nowego, nie? Skoro on nie może przyjść, to nie powinien mieć do ciebie pretensji, że idziesz z kimś innym. Nie jesteś w końcu jakimś pustelnikiem, nie? Nie będziesz siedział całymi dniami w domu- …chyba już to robię- A poza tym… Przecież to ja organizowałam ten bal! I będzie po prostu fantastycznie!
-Jenna, wiem, ale…
-No właśnie. A facet to facet. Zawsze możesz poznać lepszego.
… Nie sądzę.

Amadeusz nie jest przegraną sprawą.
To znaczy, tak sądzę. I nie sam Amadeusz, ale… No… Ja i Amadeusz. Takie deklaracje o charakterze matrymonialnym chyba by mu się nie spodobały, no ale…
Chociaż właściwie… Właściwie patrząc na to w ten sposób i porównując nas do związku na odległość, rzeczywiście takowe nie wytrzymują zbyt długo poza paroma wyjątkami. Zazwyczaj. Tylko, że tym razem nie chodzi o zwykłą odległość i mieszkanie w osobnych miastach, bo takie odległości Amadeusz pokonuje pewnie w ułamku sekundy. Chodzi o swoistą odległość pomiędzy światami. Moim i jego.
Niby tym samym, ale jednak nie do końca.
W sumie, jakby się nad tym dobrze zastanowić, nie mogłem go nikomu przedstawić, z nikim go zapoznać, nigdzie z nim wyjść, a przynajmniej nie w takim charakterze, żebyśmy funkcjonowali ze sobą jako… Jako para. Nasze zwyczajowe „wyjścia” czyli momenty, w których decydował się za mną włóczyć, kończyły się tym, że jak kretyn gadałem do wyłączonej komórki albo robiłem z siebie chorego psychicznie, kłócąc się z powietrzem.
To chyba nie jest dobry znak…
-Cześć, Josh- aż podskoczyłem gwałtowniej, gdy nagle pojawił się tuż obok mnie, w przedpokoju.
-Och… Cześć- odpowiedziałem, odrobinę nieobecnym głosem.
-Daję słowo, mógłbyś się wreszcie przyzwyczaić- mruknął z politowaniem, kręcąc głową- Coś się stało?
-Nie, okej- uśmiechnąłem się lekko, chociaż właściwie „okej” mało pasowało do sytuacji. Szczególnie, że za chwilę pewnie będę musiał mu powiedzieć o moim jutrzejszym wyjściu. Zdecydowanie nie z nim. I zdecydowanie nie samemu.
A coś mi mówiło, że to niezbyt przypadnie mu do gustu.
-Świetnie- skwitował, również uśmiechając się do mnie, po czym pchnął mnie w kierunku salonu- Idź, zaraz przyjdę.
Zerknąłem na niego przez ramię z lekkim zaskoczeniem, ale ostatecznie wszedłem do pomieszczenia i rozejrzałem się ze zdumieniem po jego wnętrzu. Mur z książek całkowicie zniknął, nie było po nim nawet śladu. A ja naprawdę nie miałem siły, żeby go posprzątać. On musiał to zrobić. Zresztą w ogóle, pierwszy raz od dość dawna, w tym pomieszczeniu panował swoisty ład, a pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że było tu naprawdę czysto.
-Amadeusz, co ty…
-Siadaj, Josh- znowu nawet nie zdążyłem się zorientować, w którym momencie demon pojawił się tuż obok mnie i nie czekając nawet na moją reakcję, sam usadowił mnie na sofie, a następnie, niczym przykładna gospodyni domowa (dosłownie brakowało mu jedynie uroczego, białego fartuszka) postawił na stoliczku przede mną talerz zupy.
Wpatrywałem się w niego z kompletnym zdumieniem i o mały włos nie parsknąłem śmiechem.
Nie wierzę, po prostu nie wierzę…
-Ekhem…- miałem nadzieję, że nie zwróci uwagi na moje mało subtelne próby zamaskowania chichotu- Więc… Hm… Tym się dzisiaj zajmowałeś?
-Aha…- potwierdził z dumą demon, uśmiechając się szeroko- Dałem radę, nie?
-O tak, w rzeczy samej…- odpowiedziałem, dopiero teraz dostrzegając spore pęknięcie na mojej lampie, obity róg komody, jakby ktoś ją przewrócił, i parę innych uszczerbków na zdrowiu moich sprzętów codziennego użytku. Ale co tam. To chyba nie było aż tak istotne. Naprawdę byłem pozytywnie zaskoczony zachowaniem Amadeusza, nie sądziłem, że stać go na coś takiego. Do tej pory zajmował się głównie niszczeniem i bałaganieniem. Cholera, naprawdę… Jak chciał, to potrafił zrobić coś zupełnie pozbawionego egoizmu- A to… Zupka z proszku?- parsknąłem z rozbawieniem, mieszając łyżką zawartość talerza, a Amadeusz posłał mi pełne oburzenia spojrzenie.
-No- burknął jedynie, wzruszywszy ramionami- Coś nie tak?
-Nie, nie, wszystko jak najbardziej w porządku- zapewniłem go prędko- Dziękuję.
-Proszę. Smacznego, Josh- rzucił miękko, po czym rozsiadł się wygodnie tuż obok mnie i musnął wargami mój policzek, by następnie jak gdyby nigdy nic ułożyć się na sofie i wpatrywać we mnie z taką uwagą, jakbym naprawdę robił coś interesującego.
-Eee… Zamierzasz tak na mnie patrzeć?- zapytałem speszony.
-Jasne. Chcę zobaczyć, czy ci smakuje.
-Tak, ale to trochę krępujące…- zacząłem, ale ostatecznie doszedłem do wniosku, że z Amadeuszem i tak nie ma się co spierać o takie sprawy. W końcu nieustanne krępowanie mnie to jego ulubiona rozrywka.
Zabrałem się do jedzenia. Wiedziałem, że jest mu na swój sposób miło. A przynajmniej takie miałem wrażenie. Nadal nie do końca potrafiłem się połapać w odczuciach Amadeusza, w końcu prawdopodobnie tak diametralnie różnych od moich. Ale mnie też było miło. W ogóle, cała ta sytuacja była niecodzienna, zaskakująca i miła. Krępująca, ale miła, powinienem zaznaczyć.
-Smakowało ci?- zainteresował się demon, ledwie skończyłem, a ja uśmiechnąłem się łagodnie i skinąłem głową- Zaniosę- zaoferował się, nim zdążyłem się choćby podnieść, aż nazbyt chętnie i pomocnie. Już po chwili go nie było.
Słowo daję, nie wiem, co się z nim dzisiaj dzieje…
Zaraz ponownie pojawił się przy mnie, by w końcu wylądować na sofie i właściwie natychmiast pchnąć mnie na poduszki, wpijając się jednocześnie w moje wargi. Objąłem go rękoma wokół szyi, oddając ów pocałunek, chociaż właściwie nie było mi to na rękę. Naprawdę wolałbym mu najpierw powiedzieć…
-Amadeusz- wydyszałem w końcu z trudem pomiędzy kolejnymi pocałunkami- Możemy porozmawiać?
-Teraz?- jęknął absolutnie niezadowolony- Ach, Josh, ale o czym? Posprzątałem, zająłem się wszystkim, a ty się najadłeś, trochę odpocząłeś, nie masz żadnych zmartwień, więc w czym problem?
Parsknąłem cicho.
-Cóż, Amadeusz… Ludzie miewają większe zmartwienia niż bałagan.
-Może…- mruknął niechętnie demon, odsuwając się nieco- Ale w jednej z twoich książek było napisane, że kiedy ludzie zaspokoją podstawowe potrzeby, takie jak głód… To są w stanie zająć się innymi…- westchnął ciężko, wyraźnie rozczarowany, posyłając mi jednocześnie znaczące spojrzenie.
Zerknąłem na niego surowo.
Chyba zbyt naiwnie podejrzewałem go o altruistyczną postawę.
-Więc krótko mówiąc, wszystko i tak sprowadzało się do zaciągnięcia mnie do łóżka…?
-Och, Josh, brzydko to przedstawiasz- skwitował jedynie Amadeusz.
Do diabła.
On naprawdę sprowadza absolutnie wszystko do seksu.
Rozumiem, że jako ponadczasowy demon może cieszyć się z faktu, że ma okazję posmakować… Trochę bardziej ludzkich stron życia, ale wolałbym, żeby jednak nie zaczynał od dupy strony. W tym wypadku dosłownie.
-Chciałem porozmawiać- powtórzyłem raz jeszcze, spoglądając na demona z uwagą- To coś ważnego dla mnie. Wolałbym, żebyś mnie wysłuchał. Nie chciałbym sprawiać ci niemiłych niespodzianek…
Amadeusz zmarszczył brwi i poruszył się odrobinę niespokojnie.
-Znowu chodzi o tego palanta?- zapytał, a w jego głosie zabrzmiały złowrogie tony- Znowu czegoś od ciebie chce, tak? Wiedziałem, że powinienem od razu…
-Nie, nie- uniosłem dłonie w obronnym geście, uśmiechając się lekko- Nie chodzi o Ricky’ego. Właściwie… Właściwie to nawet nie jest ważne. To znaczy, jest… To znaczy…- zamotałem się odrobinę- Nie wiem, czy jest ważne dla ciebie. Po prostu w naszej szkole odbędzie się jutro bal.
Amadeusz wpatrywał się we mnie przez dłuższą chwilę, po czym…
Parsknął śmiechem.
-Och, tak, Josh…- zaironizował, przewracając oczyma- Nie wiem, jak będę dłużej żył z tą tragiczną informacją…
-Rany, nie o to chodzi- jęknąłem, kompletnie spłoszony. Wiedziałem, że go to wkurzy. No dobra. Podejrzewałem. Dlatego starałem się dobierać łagodne słowa i zacząć wszystko od początku, ale dawał mi małe możliwości manewru- Po prostu… To ważny bal. To znaczy… Nie tak ważny dla mnie… Nieważny w ogóle… Chodzi o to, że…- Jezu. Dobijcie mnie, ja naprawdę nie wiem, jak powinienem mu przekazać taką informację- Jest organizowany co roku. A teraz organizacją zajęła się Jenna. Więc… Więc nawet, jeżeli jest nieważny… Kompletnie nieważny- zaznaczyłem, spoglądając mu prosto w oczy- To i tak powinienem się tam pojawić.
-No i dobra- Amadeusz wzruszył ramionami- To ma jakieś znaczenie w tym momencie?
-Pewne…- przyznałem z głębokim westchnieniem- Chodzi o to, że… Muszę tam z kimś pójść. Sam rozumiesz… To dość poważna sprawa, raczej nikt nie przychodzi tam ot tak… Każdy stara się na ten czas znaleźć sobie kogoś do towarzystwa, więc… Więc ja…
Hm…
Sądziłem, że Amadeusz jakoś mi to ułatwi, zrozumie, ale on nie mówił ani słowa, wpatrując się we mnie z niemym oczekiwaniem, co wcale nie wróżyło dobrze ewentualnemu rozwojowi sytuacji.
-Hm… Ja…
Do diabła.
-Idę z Adrianem.
-Co?- dopiero teraz Amadeusz spojrzał na mnie tak, jakbym przed chwilą spadł z sufitu- Co ty wygadujesz?
-Idę z Adrianem- powtórzyłem jeszcze z pozornym spokojem, chociaż już się denerwowałem- To znajomy Jenny… Ja nawet osobiście go nie znam, ale…
-Idziesz z jakimś facetem na głupią szkolną potańcówkę?!- warknął gniewnie demon, podrywając się gwałtownie z miejsca.
-Daj spokój, Amadeusz…
Przecież to naprawę nie było specjalnie ważne.
Wiedziałem, że Jenna i tak się uprze. A poza tym… Chciałem się jakoś rozerwać, pobyć z przyjaciółmi. Nawet sam. A skoro już kogoś znalazła… Przecież zrobiłbym jej wstyd, gdybym to teraz odwołał.
-Ależ daję ci spokój! Proszę bardzo! Masz wolną rękę, rób sobie, co chcesz!
-Rozumiem, że jesteś zdenerwowany…- zacząłem ostrożnie, chyba licząc na to, że jeżeli będę mówił cicho, on też się w końcu uspokoi- Ale to nic istotnego, zrozum, że…
-Nie jestem zdenerwowany- wycedził przez zęby, chociaż dosłownie aż ociekał wściekłością- To nie moja sprawa, tak?! Nie obchodzi mnie, co wyrabiasz i z kim. Nie jesteśmy parą? Nie jesteśmy. Nasze relacje są jasne. Rób sobie, co tylko uważasz za słuszne, ja mam to gdzieś.
-Amadeusz, nie bądź dzieckiem, jeżeli coś ci nie pasuje, to powinieneś o tym mówić, powinieneś…
-MAM TO GDZIEŚ!- wrzasnął Amadeusz, łupnąwszy dłonią o stół, który zachybotał się mocno. Ułożone na nim wcześniej kartki papieru rozsypały się po podłodze. Chyba podobne rady z mojej strony nie były najlepszym pomysłem- Nie rozumiesz, Josh?! Rób sobie, co chcesz! Dokładnie tak powiedziałem! Jesteś wolny i ciesz się tym! Co mnie to w ogóle obchodzi?! To twoja sprawa!- wazon łupnął o posadzkę i rozbił się z głośnym brzdękiem- Sądzisz, że jestem zazdrosny?! Dobre sobie!- prychnął donośnie, a kolejne przedmioty leżące na stole zostały przez niego zrzucone. Zdawałem sobie sprawę z tego, że w jego przypadku to działanie nieumyślne, a nie celowe i nie chciał się na mnie mścić, ale aż dziwne, że wzmagało się w chwili, gdy „miał to wszystko gdzieś”- Nie obchodzi mnie, z kim się spotykasz! Idź z Adrianem, możesz sobie nawet iść z tamtym palantem! Naprawdę mam to w dupie! Pieprzę to, Josh, słyszysz?!
-Amadeusz, daj spokój!- spojrzałem na niego błagalnie- Jeżeli naprawdę aż tak bardzo ci zależy, po prostu mi powiedz… To przecież nic takiego.
-Nie zależy mi- stwierdził z rozżaleniem, prychając jednocześnie- Nie słyszysz, co mówię, Josh?! Idź, spotykaj się z nim, baw się, tańcz, rób, co chcesz i to, co zawsze robicie na tych swoich „nieważnych” balach. Mam to gdzieś!
Westchnąłem ciężko.
On naprawdę zachowywał się jak dziecko.
Może gdyby rzeczywiście przyznał, że mu zależy albo nie chce, żebym tam poszedł, zrezygnowałbym. Byłoby mi głupio, byłoby mi wstyd, ale naprawdę byłbym w stanie to dla niego zrobić. Ale on zamiast tego wolał iść w zaparte i wrzeszczeć, że wcale nie jest zdenerwowany i nic go nie obchodzi. Nie pojmowałem tego.
-Nie chcę z tobą rozmawiać w taki sposób- stwierdziłem, wpatrując się w niego uważnie- Nie spotykam się przecież z nikim za twoimi plecami, przecież ci o tym powiedziałem. Sam nawet możesz tam być, jeżeli zechcesz. To nie jest żadna randka, po prostu pójdę tam i będę się bawił ze swoim znajomym.
-Jasne, Josh…- odparł chłodno Amadeusz, wykrzywiwszy pogardliwie wargi- Czemu więc nie pobawisz się ze swoim znajomym hetero? Albo z dziewczyną?
-Amade…
-Mam to gdzieś!- powtórzył szorstko po raz kolejny, dając mi tym samym do zrozumienia, że nie chce kontynuować wątku i najwyraźniej nie przyjmie do wiadomości żadnych wyjaśnień- Chcesz się bawić, Josh? Baw się dobrze. Ale nie zdziw się, jeżeli wrócisz tutaj po tym swoim balu, a mnie już nie będzie.
Spojrzałem na niego z osłupieniem.
Tego się nie spodziewałem.
-Co masz na myśli?- zapytałem niepewnie- Zamierzasz… Zamierzasz się wynieść? Zniknąć? Odejść?
-Nie. Zamierzam się bawić dokładnie tak jak ty- Amadeusz uśmiechnął się złośliwie- No co jest, Josh, co tak patrzysz? Ty mi mówisz, ja ci mówię… Przecież wszystko jest w porządku, prawda?
Aż parsknąłem z niedowierzaniem.
On mnie szantażował…?
-Przecież nikt cię nie widzi- zauważyłem z politowaniem- Nikt prócz mnie.
-Tak?- demon uśmiechnął się z wyższością- A skąd możesz to wiedzieć, Josh…?
-Sam mi mówiłeś.
-Może kłamałem.
-Amadeusz, daj spokój!- westchnąłem ze zniecierpliwieniem, przewracając oczyma- Ludzie was nie widzą. Chodzę z tobą po mieście i nie próbuj mi wciskać, że jest inaczej. W przeciwnym razie nie wychodziłbym na schizofrenika. Po prostu zamiast mi powiedzieć wprost, że coś nie gra, wolisz mnie szantażować i…
-To nie jest żaden szantaż- wycedził przez zęby, wyraźnie poirytowany- To po prostu stwierdzenie faktu. Mówiłem, że jest niewiele osób, które nas widzą, ale nie mówiłem, że jesteś jedyny. I kto wie…? Może gdy ty spędzasz całe dnie w szkole albo obrażając się na mnie, ja znalazłem już kogoś takiego…?
Spojrzałem na niego z pobłażaniem i parsknąłem cicho.
-Kłamiesz- zauważyłem, kręcąc z niedowierzaniem głową- I w dodatku naprawdę sądzisz, że ci w to uwierzę… Gdybyś naprawdę znalazł kogoś takiego jak ja, od razu byś mi powiedział, a nie czekał z tym do momentu, aż się pokłócimy…
-Może wolałem pozostawić to w tajemnicy?
-Żeby powiedzieć mi teraz? Och, Amadeusz na litość boską! Nie grajmy ze sobą w takie głupie gierki! Porozmawiajmy otwarcie i szczerze- zaproponowałem, z autentyczną nadzieją, że się na to zgodzi.
Demon jednak uśmiechnął się jedynie niewinnie i wzruszył ramionami.
-Jeżeli jesteś taki pewien swojego zdania, to zaryzykuj, Josh…

1 komentarz:

  1. Ukrainne!!11:01 AM

    Dopiero wczoraj zaczęłam to czytac i nie mogę się oderwać! Pisz dalej naprwadę masz talent!!

    "Rozumiem, że jako ponadczasowy demon może cieszyć się z faktu, że ma okazję posmakować… Trochę bardziej ludzkich stron życia, ale wolałbym, żeby jednak nie zaczynał od dupy strony. W tym wypadku dosłownie." -przytym momencie po prostu padłam xD

    z niecierpliwością czekam na Wyzwanie i Gabriela!
    a tak poza tym wesołych swiąt i duzo weny!!

    OdpowiedzUsuń