Strony

niedziela, 22 maja 2011

~ . 18 . ~ [Drag Queen]

-Alex…
Stęknąłem głucho i burknąłem coś niechętnie pod nosem, czując jak ktoś szarpie mnie za ramię. Machnąłem dłonią powietrzu, chcąc odgonić natręta i przewróciłem się na drugi bok, marząc jedynie o tym, by ponownie zasnąć.
-Alex… Pora wstawać…- dobiegł mnie czyjś rozbawiony głos i dopiero po dłuższej chwili uświadomiłem sobie do kogo należy.
Do Nathana.
Mojego cudownego, fantastycznego Nathana, który sprawił mi wczoraj swoim wyznaniem taką niespodziankę, że moje serce nadal przyspieszało tempa na samo wspomnienie tamtej sytuacji.
Wiecie, co jeszcze sobie uświadomiłem? Uświadomiłem sobie, że znajduję się w JEGO mieszkaniu, w JEGO łóżku, a od wczoraj jestem oficjalnie JEGO facetem. No dobrze, może nie do końca oficjalnie. To znaczy, właściwie nikt prócz nas o tym nie wie, w końcu wątpiłem, by Nathan chciał to jakoś rozgłaszać. Sami rozumiecie, to i tak cud, że zmienił co do mnie zdanie. W końcu, gdy rozstawaliśmy się po raz ostatni, miałem wrażenie, że nie mam żadnych szans na bycie z nim, bo za bardzo boi się o swoją pozycję zawodową. Co prawda wczoraj okazało się, że źle to wszystko zrozumiałem, ale… No właśnie! I to był skrót tego, co działo się w ostatnich odcinkach romantycznej telenoweli o Alexie i Nathanie!
Chociaż nie.
Nie chciałbym, żeby moje życie było jak telenowela. Sami wiecie... Telenowele to zdrady i wielkie powroty, śluby i rozstania, niechciane ciąże i skrobanki… Co prawda to ostatnie jakoś mi nie grozi, ale mimo to znacznie wolę jakiś spokojny film obyczajowy od telenoweli z nawet najlepszym z możliwych zakończeń. Teraz najlepiej, gdyby już wszystko zostało takie jakie jest.
… No, może ciekawym dodatkiem byłaby obrączka i klucze do mieszkania Nathana, ale z tym mogę jeszcze trochę poczekać.
Chyba właśnie doszedłem do wniosku, że po raz pierwszy od bardzo dawna, jawa była dużo przyjemniejsza od snu. Co wcale nie oznaczało, że chciało mi się wstawać. Łóżko Nathana, w przeciwieństwie do jego kanapy, było wyjątkowo miękkie i ciepłe, a więc z pewnością warte zainwestowanego w nie majątku.
-Piętnaście minut- wymamrotałem wprost w poduszkę, uśmiechając się delikatnie pod nosem. To był naprawdę dobry początek dnia. Nawet, jeżeli mój natarczywy szef… Hej! Już prawie nie! To znaczy tak, ale bardziej mój… facet… budził mnie zdecydowanie zbyt wcześnie, biorąc pod uwagę fakt, o której się wczoraj położyliśmy.
Nathan najwyraźniej nie zamierzał jednak dać za wygraną.
-Nie ma mowy, Alex… Spóźnimy się- mimo pozornej stanowczości, w jego głosie wciąż igrały nutki rozbawienia. Wiecie co, chyba Nathan też przeżył wczoraj dobry dzień. Nawet, jeżeli moje towarzystwo w dłuższej perspektywie może być trochę uciążliwe, wydaje mi się, że naprawdę się cieszył. Zresztą dawno nie widziałem go tak pogodnego i skorego do żartów. Z biurowego pracoholika, zrzędy i smutasa numer jeden, przemienił się w serdecznego i diabelnie przystojnego faceta. No dobra, diabelnie przystojnym facetem był zawsze, ale odkąd wyszliśmy wreszcie poza ramy biura i zaczęliśmy ze sobą rozmawiać normalnie, bez tych wszystkich podchodów, tajemnic i drobnych gierek, podoba mi się jeszcze bardziej.
-No i…?- wymruczałem cicho, nadal nie zamierzając się ruszyć. Najchętniej zostałbym z nim dziś tutaj i wykorzystał ten czas dużo lepiej niż na rozmowy z klientami, ale wątpiłem, by pracoholizm Nathana pozwolił mu na tak ogromne wyrzeczenie, nawet dla osoby w której jest zakochany… A w kim jest zakochany? Och, tak… We mnie! Haha! Dobra, to totalnie żałosne, ale wciąż nie mogę się nacieszyć tą informacją- Zawsze się spóźniam.
-Tak, ale teraz jesteś ze mną- odparł, wsuwając dłoń w moje włosy i przeczesując je delikatnie. Aż zamruczałem z uciechy, by zaraz jęknąć dramatycznie:
-Och, Boże, w co ja się wpakowałem…
Nathan zaśmiał się lekko, po czym, ku mojemu rozczarowaniu, odsunął się nieco i rzucił raz jeszcze:
-Wstawaj. Naprawdę nie zdążymy, Alex.
-Pięć minutek…- błagałem nadal, po czym otworzyłem jedno oko i zerknąłem na Nathana uważnie- Jesteś już ubrany…?- mruknąłem z lekką niechęcią, chwytając go za krawat. A już sądziłem, że ten poranek rozpocznie się dla mnie jakimś wyjątkowo przyjemnym widokiem…
-Alex, spóźnimy się- przypomniał mi raz jeszcze Nathan, tym razem już nie bawiąc się w żadne przekonywania i po prostu wyjątkowo brutalnie ściągając ze mnie cieplutką kołdrę.
Jęknąłem ponownie, w wyrazie protestu, po czym podniosłem się do pozycji siedzącej i zmarszczyłem brwi, uświadamiając coś sobie.
-Nie mam tu okularów…- stwierdziłem cicho- Ani żadnych świeżych ubrań.
Świeżych jak świeżych… Chodziło bardziej o wygodę, bo jakoś nie zamierzałem paradować drugi raz ubrany tak jak wczoraj.
… No chyba, że Nathan by tego chciał.
W takim wypadku jestem w stanie się poświęcić i znowu spróbować się wcisnąć w te dżinsy.
Ale chyba po wczorajszej deklaracji mojego szefa, powinienem czuć się spokojny.
-W takim razie podjedziemy najpierw do ciebie. A wiesz co to oznacza…?
-Eee… Nie, mówiąc szczerze nie wiem- stwierdziłem, wpatrując się w mojego szefa z lekkim zdziwieniem.
-To, że musimy wyjechać jeszcze wcześniej- Nathan uśmiechnął się iście sadystycznie i rzucił we mnie poduszką- Wstawaj, Alex. Za trzy minuty czekam na ciebie na dole.
Och, Boże…
Czego się nie robi z miłości!

Dopiero, gdy byliśmy już pod drzwiami mojego mieszkania, uświadomiłem sobie, że przyjechanie tutaj z Nathanem nie było szczególnie dobrym pomysłem. Pomijając już fakt, że całe moje osiedle, w porównaniu z jego, wyglądało jak jakaś gorsza dzielnica miasta, to jeszcze… Boże! Przecież ja jestem największym bałaganiarzem na świecie! Jeżeli Nathan wejdzie do środka i przekona się o tym na własnej skórze, pewnie w życiu nie będzie chciał, żebym z nim zamieszkał. Ba! Może nawet stwierdzi, że w ogóle bycie ze mną jest mało opłacalne i… Dobra, może aż tak dramatycznie nie będzie, ale serio… Co on sobie o mnie pomyśli? Przecież moje mieszkanie zawsze wyglądało jak jedno wielkie pobojowisko!
-Nathan…- otworzyłem drzwi od mieszkania, ale zatrzymałem go przy sobie, nim wszedł do środka. Spojrzał na mnie pytająco- Chodzi o to, że…- wziąłem głębszy oddech i w końcu zacząłem- Chodzi o to, że… No...
-Trzymasz tam jakiegoś trupa?- zapytał z rozbawieniem.
Ach, gdyby o to chodziło…
-Nie, raczej nie- parsknąłem odrobinę niepewnie, po czym stwierdziłem- Po prostu jestem strasznym bałaganiarzem, wiesz?
-Wiem. Pracuję z tobą- stwierdził, wpatrując się we mnie z politowaniem.
-Taaak, tylko widzisz… Bałagan w moim biurze to naprawdę małe piwo w porównaniu z tym, co się dzieje w moim mieszkaniu… I po prostu uznałem, że powinieneś się jakoś psychicznie przygotować do tej wizyty… Sam rozumiesz…
-Alex, daj spokój, przecież już u ciebie byłem.
-Tak, ale wtedy była też moja matka- przypomniałem mu ponuro- I uwierz mi, że widziałeś moje mieszkanie w najczystszej z możliwych wersji. Teraz naprawdę jest fatalnie. Po prostu nie chciałbym, żebyś uznał mnie za skończonego bałaganiarza.
… Którym niewątpliwie jestem.
-Alex, już mam cię za skończonego bałaganiarza- uświadomił mnie, po czym wszedł do mieszkania, a ja smętnie powlokłem się za nim. Niemal poczułem się pocieszony jego słowami, ale chyba wygląd mojego mieszkania naprawdę zrobił na nim niemałe wrażenie, bo w pewnym momencie dosłownie przystanął z osłupieniem, jakby nie do końca wiedział, gdzie dokładnie powinien pójść. Najchętniej kazałbym mu zaczekać na przedpokoju, ale byłoby to raczej mało eleganckie, więc skręciłem do sypialni, rzucając cierpiętnicze:
-Chodź.
Wszedł do pomieszczenia tuż za mną, wciąż wyraźnie nieco zszokowany.
Niestety moja sypialnia z pewnością nie zrobiła na nim dobrego wrażenia. Moje łóżko zniknęło pod stertą ubrań, a na podłodze można było znaleźć dosłownie wszystko.
-Boże, Alex…- mruknął Nathan, niemal karcąco.
-Wiem, wiem…- jęknąłem głucho, autentycznie zawstydzony.
-Jak można tak zaniedbać mieszkanie?- westchnął głęboko, kręcąc głową z dezaprobatą.
-Rzadko tu bywam- stwierdziłem ze skruchą i to bynajmniej nie była żadna wymówka. Do tej pory moje życie kręciło się wokół pracy i klubu, gdy wracałem do domu najczęściej od razu szedłem spać albo rozkładałem się przed telewizorem. Naprawdę nigdy nie czułem potrzeby, żeby to miejsce było specjalnie czyste.
-Więc gdzie bywasz częściej…?- zapytał Nathan, unosząc brew w pytającym geście i spoglądając na mnie uważnie.
-Eee… U Sarah i tak dalej- odparłem, wzruszając ramionami. Jakoś wątpiłem, by mógł uwierzyć w moje bogate życie towarzyskie, więc to jedyna wymówka jaka mi pozostaje- Może jednak poczekasz w salonie…?- zaproponowałem, przechodząc razem z nim do drugiego pomieszczenia.
Łudziłem się, że może będzie wyglądać bardziej reprezentacyjnie, ale niestety. Cały pokój wyglądał tak, jakby przeszło przez niego tornado. Wcześniej jakoś nie zwracałem na to uwagi, ale jeden dzień w idealnie czystym mieszkaniu Nathana sprawił, że zaczynałem dostrzegać wyraźną różnicę pomiędzy „lekkim bałaganem”, a tym co panowało u mnie w domu. Bo chyba już nawet określenie „bałagan” było zbyt łagodne. Zamarłem z przerażenia, gdy dostrzegłem na kanapie jedną z moich sukienek, w dodatku rozdartą – pamiątkę po ostatniej nocy w klubie. Odkaszlnąłem odrobinę nerwowo i rzuciłem ją ukradkiem za szafę. Na szczęście Nathan tego nie zauważył, bo był zbyt zajęty rozglądaniem się dookoła.
-Zaraz wracam- rzuciłem, uśmiechając się lekko i pobiegłem szybko do sypialni, by wziąć jakieś ubrania, a następnie wróciłem z powrotem do salonu i zacząłem się przebierać.
-Alex, nie wolisz przejść do łazienki…?- zdumiał się Nathan, unosząc brew w pełnym politowania geście.
-Po co?- zapytałem, szybko naciągając na siebie spodnie i zmieniając wczorajszą koszulę, na mój ukochany, cudownie miękki i wygodny sweter. I bynajmniej nie robiłem tego w tym miejscu, by poobnażać się przed Nathanem. Chciałem po prostu mieć oko na wszystko i upewnić się, że jakiś dziwny przedmiot nie trafi w jego posiadanie. Naprawdę niełatwo byłoby mi się wytłumaczyć z posiadania damskiej garderoby. Albo zostałbym zdemaskowany, albo Nathan pomyślałby sobie coś niedorzecznego. Sam zresztą nie wiem, co byłoby gorsze – fakt, że uznałby mnie za kompletnego dziwaka i zboka, czy podejrzenie o zdradę.
Przebrałem się pospiesznie, śledzony uważnym spojrzeniem Nathana i w końcu rzuciłem niemal z ulgą:
-Gotowe. Możemy iść.
Nathan odkaszlnął nerwowo i zaczął powoli, jakby odrobinę niepewnie:
-Nie chciałbyś może… Wziąć ze sobą jakichś innych ubrań?
-Innych ubrań…?- powtórzyłem, marszcząc brwi i spoglądając na siebie- A co z tymi jest nie tak?
-Nie, nie… Mam na myśli… Na jutro- stwierdził, wyraźnie spłoszony, a ja przez chwilę spoglądałem na niego ze zdziwieniem, zanim dotarł do mnie sens jego słów.
-Chcesz żebym został dziś u ciebie na noc?- zapytałem, a na moje wargi wkradł się szeroki, pełen zadowolenia uśmiech.
-N-No cóż…- Nathan wciąż wydawał się mocno speszony i zawstydzony- Byłoby mi miło, ale jeżeli nie chcesz to…
Chwyciłem go za poły marynarki i wycisnąłem na jego wargach przeciągły pocałunek, a następnie odsunąłem się odrobinę, uśmiechając się lekko. Nathan również odpowiedział uśmiechem i rzucił:
-Uznam to za „tak”.
Parsknąłem cicho z rozbawieniem.
Prawidłowo.

Jeżeli kiedykolwiek wcześniej przeżyłem lepszy dzień niż dzisiaj, to z pewnością było to wyjątkowo dawno i już tego nie pamiętam. Bo teraz było wprost wspaniale i nie ma w tym ani krzty przesady. Sądziłem, że Nathan zaparkuje gdzieś z dala od firmy i każe mi iść osobno czy coś w tym stylu, żeby sprawiać pozory, że nie łączą nas żadne bliższe relacje. On jednak zostawił samochód tuż przed bankiem i wysiadł z niego razem ze mną, a później ramię w ramię ruszyliśmy w kierunku biura i chociaż niektórzy spoglądali w naszą stronę z lekkim zdumieniem, Nathan nie wyglądał na jakkolwiek poruszonego tym faktem, co sprawiało mi jeszcze większą radość.
A poza tym… Może uznacie, że zwariowałem, ale ja naprawdę polubiłem swoją pracę. Chyba. To znaczy tak mi się wydaje. I może rzeczywiście wciąż trzyma się mnie jeszcze wczorajsza euforia, która troszeczkę ubarwia świat wokół mnie, ale jest zupełnie inaczej niż dotąd. Po pierwsze, nie nudzi mi się tak strasznie. Nadal strasznie marzę wyłącznie o wieczorze, ale tym razem w czułych objęciach Nathana, a nie publiki. Ale jestem chyba bardziej cierpliwy niż dotąd i mam więcej zajęć. Trudno mnie nazwać pracownikiem miesiąca, ale dużo lepiej dogaduję się z klientami, nie mówiąc już o pracownicach. Powiem wam szczerze, że chyba źle oceniłem te wszystkie dziewczyny. Byłem trochę zazdrosny i chciałem w nich widzieć osoby, które osiągnęły wszystko jedynie przez swój wygląd i całą swoją energię koncentrowały na tym, by jak najbardziej spodobać się Bookcherowi, ale muszę przyznać, że był to osąd kompletnie nieprawdziwy. Rozmawiałem z niektórymi w przerwach od pracy i wydawały się naprawdę sympatyczne. I z pewnością nie zawdzięczały tej pracy tylko zgrabnym nogom. Większość z nich miała nawet większe wykształcenie ode mnie i naprawdę dobrze wykonywała swoje obowiązki, więc przez chwilę było mi naprawdę głupio, gdy zdałem sobie sprawę z tego, że bez wahania oceniałem je po pozorach, chociaż sam tego nie lubiłem. W każdym razie, od wczoraj w pracy naprawdę sporo się zmieniło i chyba pierwszy raz w życiu czułem się tam niemal jak u siebie. Nie miałem poczucia, że mógłbym jednak trafić w inne, lepsze miejsce albo że mógłbym robić coś bardziej interesującego, gdy akurat muszę marnować czas na takie głupoty. Poza tym widok Nathana, który akuratnie przemykał się gdzieś obok z delikatnym uśmiechem, rekompensował mi wszystko. Było po prostu świetnie.
A później pojechaliśmy do niego, co było jeszcze lepsze, bo to nie ja to zaproponowałem, ale on. I możecie mi wierzyć, że w jego towarzystwie nie nudziło mi się już wcale.
… Mieliśmy zbyt dużo ciekawych zajęć.
Około dwudziestej Nathan oświadczył, że idzie przygotować kolację i zniknął na ponad pół godziny. Leżałem bezczynnie, przewracając się z boku na bok i nie bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić. Pół godziny! No dajcie spokój! Każdemu normalnemu człowiekowi zrobienie kanapek zajmuje dziesięć minut i to przy najbardziej niespiesznym tempie! Nawet ja byłbym w stanie uporać się z tym szybciej, a byłem okropną niezdarą, jeżeli chodzi o wszelkie sprawy kuchenne. W końcu nie wytrzymałem i naciągnąłem na siebie bieliznę, a następnie ruszyłem do kuchni.
-Nathan…?- zapytałem niepewnie, zaglądając do środka i aż zamarłem z osłupienia, widząc mojego szefa pichcącego coś sprawnie przy kuchence gazowej, w przezabawnym, białym fartuszku. Poza fartuszkiem nie miał nic, więc możecie mi wierzyć, że widoki były naprawdę atrakcyjne, ale byłem zbyt zaskoczony całą sytuacją, by się zbytnio przyglądać. Przysmażał na patelni jakieś warzywa, ryż, mięso… Sam nie wiedziałem dokładnie, nie znałem się w ogóle na kulinarnych sprawach- Ty… Ty gotujesz…?
-Smażę- poprawił mnie z lekkim rozbawieniem, zerkając na mnie ukradkiem- Zdziwiony? Przecież mówiłem, że idę zrobić kolację.
-Taaak, ale sądziłem, że mówiąc „kolację” masz na myśli jakieś kanapki, gotowe danie czy ewentualnie zupę z proszku…- wciąż nie mogłem wyjść z szoku. Gotujący Nathan. Pracujący, zarabiający krocie Nathan. Cudownie schludny i porządny Nathan. Przystojny i niesamowicie bogaty Nathan. Wszystko osobno dało się znieść, ale w połączeniu stanowiło sprawę cokolwiek przerażającą. Boże! Trafił mi się ideał! Chyba będę musiał go przywiązać do grzejnika, żeby ode mnie nie uciekł! Co on w ogóle we mnie widzi?!
-Jestem samotnym mężczyzną, muszę potrafić o siebie zadbać- odparł skromnie Nathan, przewracając jednocześnie warzywa na patelni z wprawą godną mistrza kuchni.
-Taaak, ja też jestem samotnym mężczyzną, a szczyt sztuki kulinarnej w moim wykonaniu to jajecznica- parsknąłem cicho, podchodząc do niego i obejmując go delikatnie od tyłu. Musnąłem krótko jego kark, po czym mruknąłem- Jesteś cholernie przystojny… Inteligentny… Dobrze wykształcony… Niesamowicie bogaty… Masz świetne mieszkanie, samochód, pracę… Potrafisz utrzymać porządek i umiesz gotować… Zdajesz sobie sprawę z tego, że jesteś najbardziej pożądanym towarem na liście wszystkich kobiet niezależnie od wieku?- zaśmiałem się lekko, a on zawtórował mi śmiechem i pokręcił lekko głową.
-Nie przesadzaj. To nic takiego.
Nic takiego! Dobre sobie!
-Masz w ogóle jakieś wady?- zapytałem niemal z przekąsem.
-Tak. Jedną, szczególnie uciążliwą.
-Jaką…?- zapytałem, wpatrując się w niego z autentycznym zainteresowaniem.
-Słabość do pewnego okularnika- parsknął w odpowiedzi, pstryknąwszy mnie lekko w nos- Siadaj, Alex, zaraz podam do stołu.
Uśmiechnąłem się figlarnie pod nosem i usiadłem na krześle przy kuchennym stoliku, wybierając sobie jednocześnie miejsce, z którego najwygodniej było mi obserwować poczynania mojego szefa… z odpowiedniej perspektywy.
-Nathan…- zacząłem w końcu, wpatrując się w niego z uwagą, a on oderwał się na chwilę od smażenia i zerknął na mnie pytająco- Tak właściwie czemu zwróciłeś na mnie uwagę?
-Alex, proszę…- zaśmiał się mężczyzna, jakby uznał, że moje pytanie jest jakąś formą żartu. W sumie jakoś dopiero teraz zacząłem się nad tym zastanawiać. Wcześniej nasze relacje nie były aż tak otwarte i jednoznaczne, żebym mógł z całą pewnością stwierdzić, że rzeczywiście darzy mnie zainteresowaniem, a wczoraj byłem zbyt uradowany całą sytuacją i tym uroczym wyznaniem, żeby się nad tym poważnie zastanawiać i pogłębiać swoje kompleksy.
-Odpowiedz, to ciekawe- odparłem, wzruszywszy ramionami.
-Ekhem… No cóż…- Nathan zakłopotał się wyraźnie. Jak na faceta, który właśnie paradował przede mną z gołym tyłkiem, zdecydowanie zbyt często się przy mnie peszył, nie sądzicie?- To długa historia- stwierdził w końcu wymijająco.
-A nam szykuje się długa noc- odparłem, nie zamierzając dawać za wygraną. Chyba doskonale wiedział, że nie odpuszczę, bo po dłuższej chwili milczenia i upartego przewracania Bogu ducha winnych warzyw, odezwał się w końcu:
-Zaczęło się od tej dużej imprezy. Na cześć tego, że zostałem dyrektorem.
-Tak, wiem- parsknąłem cicho. Raczej trudno było zapomnieć.
-Hm… Nie planowałem tego- stwierdził w końcu, uparcie wpatrując się w patelnie, jakby za bardzo wstydził się spojrzeć na mnie- Tego, co się pomiędzy nami wydarzyło- no patrzcie państwo, jakbym nie wiedział! Przecież ja też nie sądziłem, że tak to będzie wyglądać, chociaż z perspektywy czasu zupełnie nie ma czego żałować- Byłem trochę pijany, szczęśliwy z powodu awansu i zbyt szybko dałem ponieść się emocjom. Kiedy zdałem sobie sprawę z tego, co się wydarzyło, sądziłem po prostu, że więcej się nie spotkamy. Oczywiście podejrzewałem, że pewnie pracujesz w moim banku, ale miałem nadzieję, że co najwyżej będziemy się widywali raz na jakiś czas, gdzieś w windzie, czy na korytarzach… A później przyszedłem pierwszy raz do wydziału kredytowego, jako jego szef. I zobaczyłem ciebie. To był kompletny szok.
O tak, był.
Aż uśmiechnąłem się do siebie na wspomnienie tamtego dnia. W pierwszej chwili nawet uśmiechnąłem się do Nathana i w ogóle, pewnie zagadałbym go jak gdyby nigdy nic, ale spłoszył się na mój widok i czmychnął gdzieś szybko. Przez tą krótką chwilę wydawało mi się jeszcze, że może jest po prostu zwykłym pracownikiem i nawet się z tego cieszyłem. Wydawało mi się, że może wyniknie pomiędzy nami coś więcej i w ogóle… A później okazało się, że jest moim szefem. I przez najbliższe kilka tygodni, trząsłem się z przerażenia, że wylecę po cichu albo co gorsza, po jakimś głośnym skandalu.
-Byłem przerażony- stwierdził Nathan, przerywając na chwilę maltretowanie warzyw i odwracając się w moją stronę- Zupełnie nie wiedziałem, co się wokół mnie dzieje i nie do końca rozumiałem, dlaczego to wszystko się tak potoczyło. Wydawało mi się, że żaden normalny pracownik nie wdałby się w romans ze swoim pracodawcą…- hej! Dzięki wielkie!- Oczywiście tym świeżo poznanym- sprostował natychmiast z lekkim rozbawieniem, zapewne na widok mojej miny- W każdym razie… Cóż, przyznam szczerze, że nie podejrzewałem cię o żadne czyste intencje.
-To znaczy…?
-To znaczy, że wydawało mi się, że postanowisz to jakoś wykorzystać. Znałem już takie przypadki ze swojego otoczenia, widziałem co się wokół mnie działo. Bardzo szybko można się pozbyć niewygodnego człowieka ze stanowiska, jeżeli znajdzie się na niego jakiś nieprzyjemny fakt z jego życia… Wtedy cię jeszcze nie znałem- dodał, jakby na swoje usprawiedliwienie, a ja w duchu przyznałem mu rację. Sam przecież sądziłem, że z miejsca zostanę zwolniony, więc nie powinienem się dziwić jego podejrzeniom- Sądziłem, że będziesz mnie szantażował. Albo rozpowiesz to po całej firmie i doprowadzisz do tego, że mnie wyrzucą… Wtedy jeszcze strasznie się tego bałem, naprawdę sądziłem, że moja orientacja jest powodem do wstydu. Wydawało mi się, że jeżeli ktokolwiek się dowie, cała moja kariera legnie w gruzach. Bałem się tego. Oczekiwałem, aż wreszcie wykonasz jakiś ruch, zrobisz coś… Czekałem na jakieś dziwne spojrzenia na korytarzach, tajemnicze chichoty, wytykanie palcami… Ale ty nikomu nie powiedziałeś. W ogóle wydawałeś się być taki… Inny…- aż jęknąłem cicho na to określenie. Inny zawsze wydawało mi się być określeniem tkwiącym pomiędzy „nienormalny” a „kompletnie dziwaczny”- Wybacz. Nie wiem jak to inaczej określić.
-Cóż… Słowo „wyjątkowy” też wcale nie brzmi źle- zasugerowałem ze zwyczajową dla siebie subtelnością, a on zaśmiał się lekko i skinął głową.
-Niech będzie. Wyjątkowy. Po prostu nie trzymałeś się z innymi pracownikami, wydawałeś się być taki wyobcowany, osamotniony, ponury… Intrygowało mnie to. Zastanawiałem się, jak do tego wszystkiego doszło, skoro nie miałeś w tym żadnego ukrytego celu. Doszedłem do wniosku, że wolę się o tobie dowiedzieć czegoś więcej. Zacząłem z tobą rozmawiać, lepiej cię poznałem i przekonałem się o tym, że z pewnością nie byłbyś w stanie zrobić niczego fałszywego czy podłego. Polubiłem cię. W pewnym sensie nawet mi imponowałeś.
-Imponowałem…?- powtórzyłem z zupełnym zaskoczeniem, po czym parsknąłem z niedowierzaniem- Jak to? Niby czym?
-Byłeś taki… bezpośredni i otwarty…- uśmiechnął się lekko- Owszem, momentami trochę nieokrzesany, ale… Mimo wszystko, wydawałeś mi się typem osoby, którą ja zawsze chciałem być, ale trochę brakowało mi odwagi. Byłeś wyjątkowo szczery, pomijając twoje liczne kłamstewka, gdy chciałeś wymknąć się z pracy i wymówki, ale tak naprawdę było w tobie coś takiego, co sprawiało, że zawsze ci w pewien sposób ufałem. Chyba wynikało to z tego, że przekonałem się, że nie wykorzystałbyś niczego przeciwko mnie. I byłeś mi wyjątkowo bliski, dużo bliższy od wszystkich innych pracowników, nawet wtedy, gdy jeszcze dobrze się nie znaliśmy. Już od dawna zdawałem sobie sprawę z tego, że mi się podobasz. A nawet więcej niż tylko podobasz… Ale jednocześnie zawsze brakowało mi odwagi, żeby nakierować naszą rozmowę na jakieś inne tory. Nie do końca wiedziałem, jak odbierzesz moje słowa albo co sobie pomyślisz o jakimś zaproszeniu. Bałem się odrzucenia i bałem się tego, co byłoby, gdyby nam się udało. Ja naprawdę nie byłem wtedy osobą, która nadawała się do związków, a już szczególnie nie do związków z mężczyznami. Strasznie przejmowałem się pracą i ostatecznie po prostu dałem sobie spokój, doszedłem do wniosku, że i tak nic by z tego nie było. Że musielibyśmy się ukrywać i w końcu stałoby się to dla nas zbyt uciążliwe, więc i tak byśmy się rozstali. Po prostu tak było łatwiej. A później wszystko strasznie się skomplikowało i w ogóle nie brałem pod uwagę tego, że coś mogłoby się pomiędzy nami zmienić… Aż do niedawna.
-Chodzi o to szkolenie…?- zapytałem niepewnie, a on parsknął cicho i odparł:
-Możesz mi wierzyć lub nie, ale ja naprawdę niczego specjalnego nie planowałem. Po prostu uznałem, że chciałbym spędzić z tobą trochę czasu zanim…- umilkł gwałtownie, po czym odkaszlnął nerwowo, ale ja nawet nie musiałem dopytywać o dalszą część zdania. Doskonale wiedziałem, że chodzi o ślub- … zanim wrócimy do firmy- dokończył kulawo i nieco bez sensu- Nie sądziłem, że do czegoś pomiędzy nami dojdzie, ale później nastąpiło tyle zbiegów okoliczności, tyle dziwnych sytuacji, że po prostu się stało. I powoli zaczynało do mnie docierać, że naprawdę chciałbym wreszcie spróbować z kimś być. Tak naprawdę. I że chciałbym, żebyś to był ty.
Wpatrywałem się w Nathana z autentycznym zdumieniem. Aż nie mogłem uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszałem! Przez tyle czasu zadręczałem się tym, że jestem dziwakiem, że jestem dla niego nieodpowiedni, że mnie skreślił i to wszystko, co się wydarzyło, było tylko jakimś eksperymentem, zabawą, przypadkiem... Boże, Nathanie Mason! Gdybyś wiedział, że jesteś główną przyczyną moich wszystkich kompleksów...! Spłonąłbyś ze wstydu, nikczemniku!
A poza tym... mój szef się we mnie kochał! Od dawna! Bardzo dawna! Boże, ile to tragicznie zmarnowanego czasu...
Czułem się jakoś dziwnie. Nie do końca wiedziałem, co odpowiedzieć. Słowa Nathana sprawiły, że zacząłem się bardziej nad tym wszystkim zastanawiać i dochodziłem do wniosków, jakie nigdy wcześniej nie przychodziły mi do głowy, nawet w najśmielszych marzeniach. Nathan powiedział, że mu imponuję. Imponuję! Ja! To było aż niewyobrażalne. To on był typem człowieka, który imponował wszystkim dookoła. Ułożony, poważny, przystojny, z dobrą pracą... Był wzorem! Nawet ja go podziwiałem. Może nawet momentami żałowałem, że nie jestem choć trochę taki jak on. Wydawało mi się, że nigdy nie będę mógł z nim stanąć na równi, bo on zawsze będzie w czymś lepszy. Mimowolnie się z nim porównywałem, przez co denerwowałem się na samego siebie i swoje dziwactwa. A teraz on mówił coś takiego!
Rozumiecie?! Imponować komuś takiemu jak Nathan?!
To było po prostu niewyobrażalne. Powoli dochodziło do mnie, że może on po prostu szukał w życiu czegoś innego niż powagi i spokoju. Że może po prostu w jakiś sposób moja odmienność wprowadzała troszeczkę kolorytu do jego szarego, urzędasowatego życia. Ale i tak...
Boże, Alex! Pierwszy raz w życiu usłyszałeś, że komuś imponujesz! I to bez najmniejszej ironii czy drwiny!
Niemal natychmiast poczułem się jakiś... pewniejszy siebie. Dumny. Po trosze też zawstydzony, ale starałem się tego nie okazywać. Aż rozpostarłem się na krześle, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Do tej pory wydawało mi się, że to ja przez cały czas szalałem po cichu za Nathanem. Że to ja nie mogłem oderwać od niego spojrzenia, że cały czas o nim myślałem, że cały czas wszystko mi się z nim kojarzyło i podświadomie bardzo pragnąłem jego uwagi. Nawet kilka minut temu, zanim to wszystko usłyszałem... Nawet po jego wyznaniu miłości, wydawało mi się, że to nasz wyjazd zmienił coś w jego świadomości. Wydawało mi się, że po prostu zdał sobie sprawę, że może jednak warto zwrócić na mnie uwagę, że może warto spróbować... Ale teraz uświadomiłem sobie, że on podkochiwał się we mnie prawdopodobnie równie długo, jak ja w nim! I prawdopodobnie tak samo jak ja, zupełnie nie wiedział, w jaki sposób to wyznać i czy w ogóle jest sens! Dopiero teraz zaczynałem sobie przypominać te wszystkie spojrzenia, wizyty w gabinecie, zatrzymywanie na korytarzu... Wtedy myślałem po prostu, że jest upierdliwy i lubi się mnie czepiać, ale teraz zaczynałem podejrzewać, że po prostu szukał ze mną kontaktu. Równie nieudolnie jak ja z nim.
-Mówiłeś, że masz z tym problem. Z takimi związkami- dodałem, nawiązując do naszej wcześniejszej rozmowy- Więc kiedy obecny problem stał się byłym problemem...?- zapytałem, wpatrując się w niego podejrzliwie. Bo chyba rzeczywiście tak się stało, skoro zdecydował się mi wyznać swoje uczucia i tak dalej. A przecież od tego wyjazdu nie minęło zbyt wiele czasu. Gdyby jeszcze się z tym jakoś specjalnie krył, gdyby coś ze mną ustalał, wymyślał kłamstwa, grał pod publiczkę... Wtedy stwierdziłbym, że może nie zmieniło się nic. Ale on zachowywał się absolutnie normalnie! I jak na moje oko, nie czuł ani krztyny wstydu z tego powodu, że ze mną jest!
Nathan zmieszał się wyraźnie i odkaszlnął cicho, po czym odparł:
-Rozmawiałem z szefem.
-Ty jesteś szefem- parsknąłem cicho, w pierwszej chwili nie rozumiejąc. Dopiero, kiedy posłał mi pełne politowania spojrzenie, zrozumiałem, o co mu chodzi- Aaa... Z tym szefem... Największym z największych... Najlepszym z najlepszych... Szefem wszystkich szefów...
-Alex, na Boga, z dyrektorem całego banku!- prychnął z nieznaczną irytacją- A nie z Najwyższym Stwórcą!- odetchnął głębiej, odwracając wzrok i zaczął ostrożnie- Umówił się ze mną na spotkanie. Chciał porozmawiać o wynikach oddziału, bo jak wiesz, nie jest zbyt dobrze, szczególnie ostatnimi czasy... Dyskutowaliśmy trochę o problemach, przyszłych strategiach i tym podobne... No i mu powiedziałem.
-Co?- zapytałem, spoglądając na niego bez zrozumienia.
-No... To jakiej jestem orientacji.
W pierwszej chwili aż zaniemówiłem z wrażenia.
Co?!
CO?!
Aż nie mogłem uwierzyć w to, co słyszę!
-A... Ale jak to...?- wydukałem, kompletnie zaskoczony.
-Zwyczajnie... Po prostu uznałem, że nie powinienem się z tym dłużej kryć- wymamrotał Nathan, wyraźnie speszony- Właściwie to miała być chyba... próba... Tak, chyba coś w tym rodzaju- skwitował w zamyśleniu, wyłączając gaz i rozkładając danie na talerze- Nie planowałem tego, po prostu wpadło mi nagle do głowy i nie mogłem się powstrzymać... Stwierdziłem, że chociaż raz muszę się wykazać szczerością, bo inaczej do końca życia będę tylko unikał odpowiedzi na dręczące mnie pytania i miotał się jak w klatce... Poza tym... Cóż. Nie ukrywam, że brałem przykład z ciebie.
Ze mnie?! Dobre sobie! Nawet JA nie powiedziałbym mojemu szefowi jakiej jestem orientacji! O nie, nie! Ja mam jeszcze minimum instynktu samozachowawczego! Na szczęście akurat ta kwestia, pomiędzy mną, a Nathanem, była od samego początku zupełnie jasna.
-Nie bałeś się, że cię zwolni...?- zapytałem niemal z niedowierzaniem.
-Oczywiście, że się bałem. Czekałem do końca naszej rozmowy i zastanawiałem się nad tym, jak to ubrać w słowa... Stwierdziłem po prostu, że jeżeli wyrzuci mnie z pracy z powodu mojej orientacji, to będzie świadczyło tylko i wyłącznie o nim. A ja i tak znajdę sobie inną posadę. A przynajmniej taką miałem nadzieję...- o tak, wyobrażałem sobie. Nathan uwielbiał swoją pracę. Naprawdę dużo musiało go kosztować takie wyznanie, tym bardziej, że nigdy tak do końca nie wiadomo, czym może ono zaskutkować- W końcu jednak zdobyłem się na odwagę i po prostu mu to powiedziałem. Ale jego reakcja kompletnie mnie zaskoczyła.
-Co powiedział...?- zapytałem, wpatrując się w niego niepewnie.
-Nic szczególnego- odparł w zamyśleniu Nathan, wzruszywszy ramionami- Nie wydawał się być zdziwiony ani przerażony. W żaden sposób oburzony czy zdegustowany. Po prostu stwierdził, że to nie ma żadnego znaczenia. Na początku sądziłem, że może to tylko taka postawa, ale w jego nastawieniu do mnie nie zmieniło się absolutnie nic. I wtedy to do mnie dotarło.
-Co takiego?
-To, że skoro mój własny szef nie widzi w tym nic niestosownego i nie stara się mi w żaden sposób uprzykrzyć życia... Dlaczego ja sam to robię?- zapytał z niezrozumieniem- Wyszedłem z jego gabinetu, zupełnie osłupiały. Naprawdę spodziewałem się wszystkiego. Spodziewałem się pytań, krzywych spojrzeń... Nawet w tej najłagodniejszej wersji. Wydawało mi się, że może zachowa się w zgodzie z pewnego rodzaju poprawnością, ale pewnie i tak będzie po nim widać, że niezbyt mu się to podoba. Ale wszystko było zupełnie inne. Wreszcie to do mnie dotarło. Rozumiesz, Alex? Dlaczego mam się wstydzić przez własnymi pracownikami czy znajomymi, skoro mój własny pracodawca nie ma z tym najmniejszego problemu? Dlaczego mam się kryć po kątach i udawać, że jestem tym, kim nie jestem, skoro nie ma w tym niczego złego? Dopiero wtedy to zrozumiałem. Przez całą noc nad tym rozmyślałem i zdałem sobie sprawę z tego, że to nie ci ludzie, którzy się przyznają do tego, kim są, mają problem. To ja miałem problem. Ja i każdy, kto nie był w stanie zrozumieć. I wtedy obiecałem sobie, że to zmienię. Że nie będę się już dłużej ukrywał ani wstydził. Owszem, nie zamierzam wszem i wobec ogłaszać tego, że jestem innej orientacji, ale to wcale nie znaczy, że nie mam prawa pokazać się publicznie z kimś, kto jest dla mnie ważny- Nathan posłał mi delikatny uśmiech, a ja aż westchnąłem mimowolnie z rozczuleniem- I tyle.
Tyle! Też coś! Boże, dzień w dzień dowiaduję się coraz to nowych rzeczy o moim szefie. I to bynajmniej nie negatywnych, jak to w stałych związkach bywa, a wprost przeciwnie. Jak tak dalej pójdzie, to będę miał wyższą samoocenę niż nasza pracownica miesiąca! W ciągu całego swojego życia nie poczułem się tak bardzo dowartościowany jak w ciągu ostatnich kilku minut!
-Gotowe- oświadczył w końcu Nathan, po czym ku mojemu zdumieniu, położył talerze tuż przede mną- Zaniesiesz je i nakryjesz do stołu w jadalni?
-A co, ty już się zmęczyłeś?- parsknąłem cicho, a on zaśmiał się lekko i pokręcił głową.
-Nie, muszę na chwilę... Przejść do sypialni.
-Po co?
-Muszę się ubrać.
-Po co?- ponowiłem pytanie, unosząc brew w geście politowania. No dajcie spokój! Od dobrych kilkunastu minut paradował przede mną prawie zupełnie nagi i jakoś niespecjalnie mu to przeszkadzało.
-Alex, możesz to po prostu zanieść?- ponaglił mnie Nathan, a ja jedynie wzruszyłem ramionami, wciąż nie bardzo rozumiejąc, o co mu tak naprawdę chodzi, ale już po chwili niczym przykładna gospodyni domowa, naszykowałem jadalnię.
Nathan pojawił się po kilku minutach i bynajmniej nie zauważyłem w jego stroju jakiejś istotnej zmiany. Kiedy zwróciłem mu na to uwagę, mruknął coś jedynie, że był w toalecie, więc szybko o tym zapomniałem i zabraliśmy się do jedzenia. Było naprawdę bardzo przyjemne. Pomijając już fakt, że dawno nie jadłem czegoś tak dobrego, świetnie nam się rozmawiało. Owszem, zazwyczaj mieliśmy sporo tematów, ale dzisiaj czułem się tak jakoś... Luźniej. Zrelaksowany, pogodny, wesoły... Chyba nadal nie mogłem przestać cieszyć się tym, czego się dziś dowiedziałem. Świat od razu wydał się jakiś bardziej kolorowy niż dotychczas, a nawet bardziej przyjazny. Miałem tylko nadzieję, że nic już nie popsuje tego wieczoru, a już tym bardziej naszego... związku? Tak, chyba bez większych wątpliwości mogłem to określić w ten właśnie sposób. Sami rozumiecie, jak w tych wszystkich telenowelach, gdy nagle do jadalni wchodzi kochanka brata przyjaciela kuzyna głównego bohatera i oświadcza, że jest z nim w ciąży. Albo dzwoni telefon i główny bohater dowiaduje się o tym, że zostało mu pięć minut życia. Albo na środku stołu ląduje UFO i porywa głównego bohatera.
Ale chyba nic nie zapowiadało żadnego kataklizmu.
Było po prostu doskonale.
Po kolacji, Nathan zrobił coś bardzo dziwnego. Zawiązał mi oczy i kazał nie podglądać.
Nie da się ukryć, że wyjątkowo mi się to spodobało...
-Mrau...- rzuciłem z figlarnym uśmiechem, dając mu się powoli prowadzić do celu, czyli, jak miałem nadzieję, sypialni- Nathan... Sądziłem, że takie zabawy cię nie pociągają... Naszły cię w końcu te perwersyjne fantazje erotyczne z moim udziałem...?
-Nie... To akurat wyłącznie twoja specjalność- parsknął cicho mężczyzna, ciągnąc mnie za sobą za rękę.
-Jaaasne...- zaśmiałem się lekko. Jeżeli dałoby się jakoś zmierzyć poziom nieczystych myśli, moje przekroczyłyby wszelkie możliwe normy. Szczególnie w tej chwili.
-Uwaga...- rzucił Nathan, przepuszczając mnie przodem. Ostrożnie przeszedłem przez próg pomieszczenia, opierając się dłońmi o drzwi i framugę. Już po chwili chwycił mnie ponownie, tym razem w pasie i zaczął na mnie delikatnie napierać, pchając mnie w kierunku, który nie do końca mogłem określić. Dopiero w momencie, w którym pchnął mnie lekko, a ja wylądowałem na jego cudownie miękkim łóżku, wszystko stało się absolutnie jasne.
-Chodź tu...- wymruczałem z pełnym zadowolenia uśmiechem, nie zadając sobie trudu, by ściągnąć opaskę.
Nathan zaśmiał się z wyraźnym rozbawieniem, wpijając się w moje usta i lądując na miejscu tuż obok mnie. Całowaliśmy się ze sobą przez dłuższą chwilę i dopiero w momencie, w którym podparłem się dłońmi o kołdrę, zrozumiałem...
Boże!
Boże, Boże, Boże!
-Nathan!- wykrzyknąłem, aż nie wierząc samemu sobie. Szybko zdjąłem opaskę i odsunąłem się nieco od mojego szefa, rozglądając się dookoła. Atłasowa pościel! Cudowna, delikatna, okrutnie przyjemna w dotyku atłasowa pościel! Moja wymarzona, szkarłatna atłasowa pościel! Umieram! Umieram ze szczęścia! Pochowajcie mnie i napiszcie na moim nagrobku, że w ostatnich minutach życia byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie!- N... Nathan... Słuchałeś mnie...- rzuciłem w końcu, niemal z niedowierzaniem. Wzruszyłem się. Autentycznie. Poczułem się rozczulony i po raz kolejny tego dnia... W pewien sposób dowartościowany.
-Oczywiście, że cię słuchałem- parsknął cicho Nathan- Nie miałem większego wyboru...
-Nathan!- wykrzyknąłem ponownie, z nie mniejszym przejęciem i radością niż jeszcze chwilę temu, tuląc się do rozkosznie pachnącej kołdry- Nathan, Nathan, Nathan...- powtarzałem chaotycznie, z twarzą wciśniętą w jedną z poduszek, także atłasowych. Dziś moje wszystkie marzenia się spełniły!
… No dobrze. Może poza wielką karierą, nieskończonym bogactwem i spaniem do dwunastej, ale i tak jest nieźle, nie sądzicie?
-Alex... Tutaj jestem...- rzucił z udawaną, podszytą rozbawieniem pretensją.
-Nie martw się... Nie zapomniałem o tobie...- uśmiechnąłem się figlarnie, podnosząc się do pozycji siedzącej i przysuwając do niego.
-Nie...?- wymruczał, obejmując mnie lekko wokół pasa.
-Nie- odparłem stanowczo, gwałtownym ruchem przyszpilając go do łóżka. Początkowo zamrugał oczyma ze zdumieniem, ale już po chwili jego wzrok wyrażał jedynie wyczekiwanie.
-Mam rozumieć, że czeka mnie jakaś nagroda...?- wymruczał, gdy musnąłem delikatnie jego wargi.
-Kto wie... O ile podwiniesz fartuszek...- odparłem, kąsając go lekko w szyję, a on zaśmiał się głośno, obejmując mnie ramionami wokół pasa.
-Chyba będziesz musiał mi w tym pomóc...
Och, patrzcie państwo... Mój sztywny szef Nathan wreszcie się rozkręca!
No dobrze. Sztywny będzie dopiero za chwilkę.
W każdym razie nie musiał mi tego dwa razy powtarzać, a ja nie czekałem ani chwili, by uporać się z jego wyjątkowo zabawnym odzieniem. Tuż po tym uniosłem się lekko i zdjąłem z siebie bieliznę, a następnie, całkowicie nagi, wylądowałem z powrotem na biodrach Nathana, wpijając się jednocześnie w jego wargi. Oddał ów pocałunek z całą mocą, a ja splotłem nasze dłonie i przycisnąłem je do pościeli, nie dając mu najmniejszej możliwości ruchu. Otarłem się o niego leciutko, wciąż penetrując jego wargi. Nathan jęknął głucho, co zachęciło mnie do tego, by ów ruch powtórzyć. Przeniosłem pocałunki na jego szyję, a następnie tors, nieustannie ocierając się o niego i czując, że jego męskość robi się równie twarda jak moja. Nathan oddychał płytko, raz po raz wzdychając głośno i pojękując z rozkoszy. Miałem wrażenie, że zapomniał się tak bardzo, że zaraz poprosi mnie, żebym to ja go wziął.
-Alex...- wydyszał w końcu, zaciskając palce na moich dłoniach. Wyglądał cholernie podniecająco, z lekko rozchylonymi wargami i zarumienioną twarzą- Doprowadzasz mnie do szaleństwa...
Parsknąłem cicho, wyciskając wargami ślad na jego szyi i mruknąłem z rozbawieniem:
-A to dobrze...? Bo to samo mówiłeś, gdy zniszczyłem firmową kserokopiarkę...
-Alex!- krzyknął, a ja nie byłem pewien, czy miało to służyć skarceniu mnie, czy było kolejną reakcją na moje pieszczoty. Nathan wygiął się w lekki łuk, a jego jęki z chwili na chwilę stawały się coraz bardziej donośne. Nie czekałem dłużej i nabiłem się na niego mocno, ponownie powracając do jego warg w namiętnym pocałunku. Unosiłem się i opadałem miarowo na jego męskości, wciąż całując go pożądliwie i wzdychając cichutko z rozkoszy. Puściłem jego dłonie, a on natychmiast chwycił mnie za biodra, przyspieszając moje ruchy.
Nie potrzebowałem wiele i już po kilku chwilach, jęknąłem przeciągle, wyrażając swoje spełnienie. Nathan doszedł w moim wnętrzu ledwie moment później, przyciągając mnie do siebie i przytulając mocno. Uśmiechnąłem się figlarnie do samego siebie, przez dłuższą chwilę leżąc w zupełnym bezruchu i nie mając nawet sił, by się odezwać.
Boże, mój cudowny, najlepszy na świecie Nathan. Mógłbym chyba spędzić tak przy nim cały dzień, milcząc i po prostu tuląc się do jego ciała i jestem pewien, że wcale by mi się to nie znudziło. Przymknąłem powieki, rozkoszując się jego zapachem i bliskością. Ciągle nie mogłem uwierzyć w to, że wreszcie go mam! Całego! Tylko dla siebie!
-Dziękuję- szepnąłem miękko, składając na jego policzku delikatny pocałunek.
-Za co...?- zapytał cicho, najwyraźniej nie rozumiejąc.
-Za wszystko- odpowiedziałem, uśmiechając się lekko do siebie.
Nathan zaśmiał się cicho, przyciskając mnie do siebie mocniej i muskając delikatnie moje wargi. Aż westchnąłem cichutko z tego wszystkiego. I co ja mogę poradzić na to, że tak bardzo go uwielbiam...?
-Chodź- rzuciłem po kilkunastu minutach, podnosząc się niespiesznie z łóżka i ciągnąc go za sobą za rękę.
-Dokąd...?- zdumiał się, spoglądając na mnie pytająco.
-Jak to? Pod prysznic, a później lulu- parsknąłem z rozbawieniem, nie dając za wygraną.
-Alex, naprawdę wątpię, byś miał jeszcze siły na wspólny prysznic- ocenił Nathan, wyjątkowo sceptycznie.
Uśmiechnąłem się figlarnie pod nosem.
-Sprawdź mnie.
Słowo daję, kocham swoje życie.

3 komentarze:

  1. Anonimowy10:56 AM

    To opowiadanie było świetne. Tak lekko i miło sie je czytało. kocham twoją twórczość.
    ~Misaki

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy6:49 PM

    Powiem Ci że podczas czytania mogłam odlecieć gdzieś hen do swojego prywatnego świata, gdzie choć na chwilę mogłam być radosna i spontaniczna. Myślę, że to ćładne zdanie na określenie zwykłego: 'Boże matko czamu zawsze dostaję głupawki po notce?' :)
    Myślę, że masz styl i klasę pisania, po raz pierwszy natrafiłam na kogoś, kto trwa w swojej pasji i potrafi ubrać w słowa wszystko, o czym pomyśli. Twoja twórczośc do mnie naprawdę i z pewnością przemawia. I nikt nie będzie mówił mi, że jest inaczej. ~Naito/Night

    OdpowiedzUsuń
  3. O nie. Koniec? Co?
    Moja komórka aż sfiksowała, gdy kilkukrotnie wracałam do poprzednich postów, przewijałam dalej...
    A tak bardzo oczekiwałam momentu, kiedy Alex przyzna się, co wcześniej wyprawiał po nocach! No nie, foch! Zepsułaś mi wizję idealnego komediowego opowiadania! x3
    Żartuję. Jakoś przeżyję bez wymarzonej sceny, ech. Opowiadanie samo w sobie jest niesamowite, lekkie, śmieszne, idealne! (gdyby nie brak tego czegoś, czego tak uporczywie potrzebuję x3) Jak do tej pory chyba najlepsze opowiadanie, które czytałam. Pokazałaś, że potrafisz się bawić, pisanie sprawia ci jedną wielką frajdę. Jednocześnie, czytając poprzednie opowiadanie i one-shoty, widzę, że masz dwa oblicza - z mrocznej, chłodnej i poważnej atmosfery potrafisz zrobić także, ciepłe, kolorowe opowiadanie, co rusz wyciskające uśmiech na ustach. "Nathaniela i Louisa" oraz "Drag Quenn" przeczytałam jednym ciągiem, prawie że bez przerwy (oprócz snu, bo mimo iż próbuję, nie potrafię czytać w nocy bez przerwy x3), więc doskonale widziałam ten kontrast pomiędzy nimi. Masz imponujący talent, widać, że to wszystko sprawia ci radość, a każdy element jest niesamowicie dopracowany. Owacje na stojąco. Zaszalałaś.
    Zawsze, kiedy wpadam na nowego autora, zastanawiam się, co mnie będzie czekać. Często widzę mnóstwa rozdziałów, kart z coraz to nowymi tytułam i... bardzo się zawodzę. Do twojej twórczości też podchodziłam bardzo sceptycznie, ale widząc wiele pochwał ze strony różnych osób, pozwoliłam sobie wreszcie na pełne załadowanie tej jednej z wielu kart w przeglądarce. Tutaj mogę powiedzieć, że zyskałaś nową fankę, aż sama się temu dziwię, bo ostatnimi czasy jestem cholernie wymagająca.
    Mam nadzieję, że twoja dalsza twórczość także mnie zachwyci i ten zachwyt nie opuści aż do końca.

    OdpowiedzUsuń