Strony

wtorek, 31 maja 2011

19. Coś czego się nie zapomina

Uporczywy dźwięk budzika uświadomił mi, że oto po raz kolejny nastał tak znienawidzony przeze mnie poniedziałek. Westchnąłem smętnie, przewracając się na drugi bok i odnajdując dłonią mój telefon, po czym wyłączyłem alarm i przymknąłem powieki jeszcze na krótką chwilę. Muszę iść do szkoły. To okropna myśl, wiecie? Chyba Jenna ma rację, ostatnimi czasy zupełnie odzwyczaiłem się od tamtego miejsca. Pozostanie na wszystkich lekcjach wydawało się dla mnie niemalże heroicznym wyczynem. Nudziłem się jak diabli i cały czas tęskniłem za Amadeuszem. Ale chyba miała rację. Nie mogłem sobie pozwalać na tak częste nieobecności. I tak cały czas wynajdywałem sobie jakieś durne wymówki, musiałem się w końcu zebrać w sobie i zacząć żyć normalnie.
Normalnie. Z demonem na karku. Dobre sobie.
Rozejrzałem się po pokoju, przecierając nieco zaspane oczy. Ku mojemu zdumieniu, Amadeusza nie było w pomieszczeniu. Właściwie mogłem się tego spodziewać. O ile nie wskoczył na mnie od razu, co robił często, ledwie zorientował się, że wstałem, pewnie miał lepsze zajęcia.
-Amadeusz!- krzyknąłem, zastanawiając się, gdzie u diabła podziewa się tym razem i co już zdążył popsuć. W końcu, nie słysząc jego odpowiedzi, wymamrotałem pod nosem jakieś przekleństwo i zwlokłem się z łóżka, po czym przeszedłem do kuchni.
Ale w kuchni też go nie było. Zresztą tak samo jak w łazience.
Sapnąłem z poirytowaniem. No świetnie. Ledwie wczoraj prosiłem go o to, żeby nie ruszał się ode mnie na krok, a już pierwszego dnia mnie zawiódł. Cudownie. Po prostu nie mogło być lepiej.
Wróciłem do sypialni i zacząłem się ubierać, mając szczerą nadzieję, że za chwilę się pojawi. W końcu podejrzewałem, że zapewne coś robi, gdy ja śpię albo nie ma mnie w domu. Raczej nie siedział całymi dniami przed telewizorem. Szczególnie teraz, gdy nie miał już takiej możliwości. Pewnie gdzieś podróżował, obserwował kogoś innego, zajmował się czymś innym... I prawdopodobnie zupełnie zapomniał o tym, że ja, jak każdy zwykły śmiertelnik w moim wieku, muszę raz na jakiś czas wybrać się do szkoły.
Cały Amadeusz.
Chociaż trudno wymagać od kilkusetletniej istoty, żeby pamiętała o tak prozaicznych sprawach, prawda...?
-Amadeusz!- krzyknąłem raz jeszcze, po czym zdałem sobie sprawę z tego, że to zupełnie idiotyczne. Wołałem kogoś, kto równie dobrze mógłby byś w tym momencie na drugim końcu świata. Gratulacje, Josh, ostatnimi czasy bijesz rekordy głupoty.
Podszedłem powoli do okna i wyjrzałem przez nie na zewnątrz.
Ktoś spacerował ulicą, ktoś wychodził ze sklepu, wyglądał przez okno z bloku naprzeciwko...
Nic ciekawego.
Żadnego sterczącego pod moją klatką, dziwacznie ubranego osobnika.
Może nie miałem po co niepokoić Amadeusza...?
I może teraz powinienem iść po prostu do szkoły, wcale na niego nie czekając...?
Nie ukrywam, że wcale nie podobał mi się ten pomysł. I tym razem wcale nie szukałem wymówki, by zostać w domu. Sami rozumiecie, w końcu: „nie pójdę do szkoły, bo jakiś maniak, którego nikt prócz mnie nie widzi, łaził za mną cały wczorajszy dzień i tak sobie myślę... może zamierza mnie zabić?” brzmi raczej mało przekonująco.
No dobrze. Właściwie to nie wiem, czy to rzeczywiście maniak. I nie wiem, czy to za mną wczoraj łaził. Wszystko wskazywało na to, że tak. Ale przecież to mógł być równie dobrze zbieg okoliczności... Mogłem przynajmniej go jakoś zagadać, sprawdzić, o co mu chodzi... Ale dziwicie mi się, że byłem przerażony?
Nadal jestem. Tak, cholera, boję się. Zupełnie irracjonalnie. Jakiegoś faceta, który wygląda jak zmora wszystkich projektantów mody i właściwie prócz tego faktu zupełnie nic mi nie zrobił. Chyba naprawdę powinienem iść do szkoły. Jeżeli go spotkam, to zacznę się martwić. I wtedy wrócę.
… O ile nie będzie już za późno na ucieczkę.
Cholera! Dlaczego od razu sobie wyobrażam, że jedynym marzeniem tego mężczyzny jest zadźganie mnie nożem za pobliskim rogiem i upieczenie na ruszcie moich świeżo ostygłych zwłok...?
Nie, dosyć tego.
Wymówka, czy nie...
Chyba wolę zaczekać ma Amadeusza.

No więc, czekam na Amadeusza.
Czekam na niego raczej dosyć długo, bo jest już parę minut po czternastej, a za niecałe pół godziny moja klasa kończy lekcje, ale co tam... W końcu nie należy wymagać od demona poczucia czasu, prawda?
Boże, zupełnie nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Amadeusz nie siedział przy mnie dwadzieścia cztery godziny na dobę, to prawda, ale raczej większość czasu poświęcał właśnie mi. Czasem tylko znikał na dłużej, gdy obrażał się po naszych kłótniach i wtedy rzeczywiście nie było go dość długo, ale teraz po prostu przechodził samego siebie. Ciekawe, co tak bardzo przykuło jego uwagę...
A zresztą, nad czym ja się zastanawiam? Gdybym miał do wyboru spędzenie całego dnia z kimś równie nudnym jak ja, a oglądanie wszystkich cudów przyrody, wielkich wydarzeń, kataklizmów z bliska, wybrałbym to drugie. Sęk w tym, że Amadeusz nie mógł być daleko stąd. W końcu nie powinien się ode mnie oddalać i sam twierdził, że nigdy tego nie robi. Więc gdzie on jest, u diabła...? Znowu się coś stało...? Jennie? Katy? Może Jackowi...?
Odruchowo zerknąłem na wyświetlacz telefonu. Nic. Żadnych informacji, prócz kilku upierdliwych sms-ów od Jenny, która ze wszystkimi szczegółami opisała mi to, co nawygadywała na mnie Worner. Gdyby rzeczywiście coś się stało, na pewno ktoś by mnie powiadomił. Poza tym, Amadeusz też by mi powiedział. Przekazanie mi jakiejkolwiek informacji zajęłoby mu ledwie sekundę, na pewno znalazłby tę chwilę, żeby powiedzieć mu coś ważnego.
Zresztą, czym ja się martwiłem? Może rzeczywiście stracił poczucie czasu. W końcu nasz dzień był pewnie dla niego jak minuta jego istnienia albo nawet mniej. Coś mogło przykuć jego uwagę. Może jakiś wypadek... Sam nie wiem. Pewnie wróci i mi opowie.
-Amadeusz, ty idioto...- westchnąłem jedynie smętnie pod nosem, szukając sobie jakiejś książki do poczytania i w tym momencie usłyszałem głośny trzask.
Odwróciłem się, mocno zdezorientowany. Zobaczyłem kawałki szkła, które zalegały całą podłogę. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że to pozostałości po moim kubku. Ale zanim zdążyłem sobie jakoś racjonalnie wyjaśnić ten fakt, stół stojący pośrodku pokoju zaczął poruszać się chaotycznie w tę i z powrotem, strząsając z siebie prawie wszystko, co się na nim znajdowało.
Cofnąłem się pod ścianę, zupełnie osłupiały. Serce zaczęło mi bić szybciej ze strachu. Nie miałem pojęcia, co się tak właściwie dzieje.
Stolik zatrzymał się nagle. Nie minęła nawet sekunda, aż moja szafa otworzyła się na oścież i wszystkie zgromadzone w niej ubrania wylądowały na podłodze. Światło zamigotało na chwilę i zaraz zgasło, zasłonka zaczęła poruszać się gwałtownie, prawie zrywając się z karnisza, a nieco uszkodzone radio zawyło nagle na cały regulator jakąś smętną piosenkę.
To wszystko wyglądało jak scena wyjęta z jakiegoś horroru. Mój pokój dosłownie oszalał. A ja stałem jedynie wciśnięty w kąt, pobladły ze strachu, nie mając pojęcia, co właściwie zrobić i jak się zachować. I pewnie przyglądałbym się temu jeszcze długo, ale w tym momencie przyszło mi do głowy coś zupełnie absurdalnego i rzuciłem pełne niepewności:
-Amadeusz...?
Wszystko w jednej chwili ustało.
Wciąż nie ruszyłem się ze swojego miejsca. Nadal nie mogłem uwierzyć w to, czego świadkiem byłem ledwie chwilę temu. Serce wciąż waliło mi jak oszalałe, ale teraz strach zaczynał ustępować zupełnie innemu uczuciu – niepokojowi i brakowi zrozumienia. Czy to możliwe, że to mógł być...?
-Amadeusz...?- szepnąłem raz jeszcze, wciąż jednak mając poczucie, że ten pomysł jest kompletnie oderwany od rzeczywistości. Przecież to nie mógł być on. Amadeusz nie robił takich rzeczy. A nawet, jeśli... To Amadeusza przecież widziałem, prawda?
-Amadeusz, to ty?- zapytałem raz jeszcze, jakbym rzeczywiście oczekiwał, że nagle usłyszę odpowiedź- Jeżeli to ty, daj mi jakiś znak- poprosiłem cicho.
Przez dłuższą chwilę zupełnie nic się nie działo. I gdy już zamierzałem powiedzieć coś po raz kolejny, moja szkolna torba poderwała się gwałtownie w powietrze i wysypała całą swoją zawartość na posadzkę. Wcale nie byłem pewien, czy rzeczywiście mogłem to odczytywać jako znak, którego oczekiwałem. Na tym się jednak nie skończyło. Jeden z moich zeszytów poszybował ku górze, a w ślad za nim ruszył długopis i już po chwili, oba te przedmioty wylądowały na stole. Długopis zaczął poruszać się powoli po papierze, jakby ktoś coś pisał.
Ja jednak wciąż byłem tak zaszokowany, że jeszcze przez kilka sekund nie mogłem się ruszyć. W końcu jednak udało mi się przełamać i podszedłem niepewnie do stolika, wciąż przepełniony lękiem. Na papierze zaczęły pojawiać się jakieś krzywe litery. Ktokolwiek to był, wyraźnie z trudem posługiwał się długopisem. Jego pismo było nieładne i niedbałe, podobne do pisma małego dziecka.
W końcu jednak długopis opadł na papier, a ja z dużym trudem odczytałem napisane na nim słowo.
JOSH
Tylko tyle. A jednak w tamtej chwili pozbyłem się zupełnie wszystkich wątpliwości, jakie miałem. Byłem prawie przekonany, że to Amadeusz. Wpatrywałem się w kartkę z niedowierzaniem, bo właściwie dopiero w tym momencie zaczynało do mnie docierać to, czego byłem świadkiem. To był Amadeusz. To musiał być Amadeusz. Chciał mi dać jakiś znak, pokazać mi, że tu jest... Bo ja go nie widziałem. Nie widziałem go!
-Co się dzieje?- zapytałem, nie będąc w stanie ukryć paniki- Dlaczego cię nie widzę?!
Byłem przerażony. Nie wiedziałem, co mam myśleć. Amadeusz nigdy nie mówił, że może nadejść czas, w którym przestanę go widzieć. Nigdy nie brałem niczego takiego pod uwagę. Więc co się wydarzyło?! Skończył się mój czas?! Miałem jakiś wyznaczony limit?! Zachowałem się nie tak jak było trzeba?! Serce biło mi jak oszalałe. Niemożliwe... Po prostu niemożliwe...
Na papierze zaczęły pojawiać się kolejne, chwiejne litery. Z napięciem czekałem, aż niewidzialna dłoń skończy wreszcie pisać i po kilku minutach odczytałem kolejne zdanie:
ZROBIŁEM COŚ GŁUPIEGO
-Coś głupiego...?- powtórzyłem bez krztyny zrozumienia- O co chodzi...?- zapytałem niepewnie- Co takiego zrobiłeś...? Da się to w ogóle jakoś odwrócić?!- to była chyba kwestia, która interesowała mnie w tamtej chwili najbardziej. Nie potrafiłem sobie nawet wyobrazić, że mógłbym funkcjonować bez Amadeusza. Już wystarczająco uciążliwym był fakt, że normalni ludzie go nie widzieli. Jeżeli ja zacznę się teraz zaliczać do tych „normalnych” ludzi, to nasze relacje zupełnie się posypią. Co ja mówię. Wszystko się posypie.
Na kartce pojawiły się kolejne słowa.
PAMIĘTASZ TĄ NOC GDY WYSZEDŁEŚ NA BAL?
-Amadeusz, to nie jest odpowiedni czas na tego rodzaju wypominki!- skarciłem go z poirytowaniem. Cholera, w ogóle mnie to w tym momencie nie obchodziło! Chciałem tylko wiedzieć dlaczego go nie widzę i czy mogę coś zrobić, żeby to zmienić! To wszystko!
TEJ NOCY ODSZEDŁEM
-Odszedłeś...?- zapytałem bez zrozumienia.
ODSZEDŁEM ZA DALEKO
Znieruchomiałem. Zupełnie nie wiedziałem, co to ma do rzeczy. Wiedziałem, że był wtedy na mnie wściekły, groził mi, że zajmie się kimś innym, ale jaki to, u licha, miało wpływ na to, czy go widziałem?
INNY DEMON
W tym momencie kompletnie osłupiałem.
-Inny?!- wykrzyknąłem z niedowierzaniem- J-Jak to... Jak to „inny”?! Przecież mówiłeś, że nie tolerujecie swojej obecności! Że odpychacie się wzajemnie! Jak to możliwe, że jest tu inny demon?!
Długopis leżał nieruchomo na swoim miejscu. W pomieszczeniu panowała zupełna cisza.
-Amadeusz!- krzyknąłem wściekle, nie mając pojęcia, gdzie on tak właściwie jest- Amadeusz, odpowiedz!
Zero reakcji.
Odwróciłem się gwałtownie i w tym momencie... Zatrzymałem się, jak sparaliżowany. Tuż przede mną stał ten sam mężczyzna, którego widziałem wczoraj w parku. W swoim długim płaszczu, turkusowych butach i ciemnym kapeluszu, który zdjął na chwilę z głowy, by skłonić mi się krótko ze spokojnym:
-Witaj, Joshu Carter.
Osłupiałem. Nie miałem pojęcia, co zrobić.
-Kim jesteś?- wydusiłem z trudem, przez zaciśnięte ze strachu gardło.
-Myślę, że nasz wspólny znajomy aż za dobrze wyjaśnił ci tą sytuację...- nim się zorientowałem, mężczyzna pojawił się tuż przy stoliku, z pełnym politowania uśmiechem oglądając kartkę z napisanymi przez Amadeusza wiadomościami.
-Gdzie jest Amadeusz?- rzuciłem, starając się brzmieć stanowczo, ale mi nie wyszło. Nie wiedziałem, czego mam się spodziewać. Amadeusz w ogóle mnie nie uprzedził, nie przygotował na podobną możliwość. Nie miałem pojęcia, czego ten demon może ode mnie chcieć.
-Daleko stąd.
-Zrobiłeś mu krzywdę?- zapytałem ostro, ale on po raz kolejny wykrzywił jedynie wargi w czymś na kształt uśmiechu i pokręcił głową.
-Demonowi nie można zrobić krzywdy. A przynajmniej w waszym, ludzkim rozumieniu tego słowa...- wyjaśnił, rozglądając się z uwagą po pomieszczeniu, po czym dodał- Musiałem się go na chwilę pozbyć. Nie chciałbyś, żeby ktoś przeszkadzał nam w rozmowie, prawda...?
Więc Amadeusza tu nie było... Przełknąłem głośno ślinę. Czułbym się o wiele pewniej wiedząc, że jednak jest w pobliżu, nawet, jeżeli go nie widzę... Miałbym przynajmniej pewność, że nie da mi zrobić krzywdy. Teraz nie wiedziałem nic.
-Dlaczego go nie widzę...?- zapytałem, chcąc jakoś kontynuować rozmowę. Miałem jakąś idiotyczną nadzieję, że może jeżeli zajmę tego demona wystarczająco długo, Amadeusz jednak zdąży się tutaj pojawić.
-Och, to tylko kwestia pewnych zabiegów... To tymczasowe- wyjaśnił ze spokojem- I nie potrwa długo. Zapewniam cię, Joshu Carter, że doprowadzenie do takiego stanu zajęło mi zbyt wiele czasu, bym chciał się w to bawić częściej...
-No tak...- parsknąłem jedynie- Mogę sobie wyobrazić, że żyjącemu kilka stuleci demonowi brakuje czasu...
Mężczyzna uniósł kąciki ust w delikatnym uśmiechu.
-Widzę, że poczucie humoru cię nie opuściło, Joshu Carter.
… Nie nazwałbym tego w ten sposób.
-A przy okazji, żyję kilkaset tysiącleci, a nie kilka stuleci... Ale nie martw się, w naszym przypadku, pomyłki wiekowe są jak najbardziej uzasadnione...- zachichotał, ale jego śmiech brzmiał zupełnie nienaturalnie, jakoś szorstko i chłodno. Zupełnie inaczej niż śmiech Amadeusza.
-Czego ode mnie chcesz...?- zapytałem niepewnie.
-Porozmawiać- odparł bez ogródek, przyglądając mi się badawczo.
-I jeżeli porozmawiamy... Odejdziesz..?- nie potrafiłem nawet ukryć zdenerwowania. Ręce lekko mi drżały. Ten mężczyzna... Ten demon właściwie... Budził we mnie okropne odczucia mimo tego, że w ogóle go nie znałem.
-Masz na to moje słowo- odparł gładko, skinąwszy lekko głową.
Poruszyłem się odrobinę niespokojnie. Zagryzłem wargę w nerwowym geście i spuściłem wzrok, starając się jakoś zebrać myśli. To wszystko wydawało mi się takie irracjonalne, takie niemożliwe... Przecież to w ogóle nie zgadzało się z tym, o czym opowiadał mi Amadeusz. Skąd w ogóle wziął się tu ten mężczyzna? Dlaczego wyglądał w taki sposób? Czego ode mnie chciał...? I przede wszystkim, czy mogłem mu uwierzyć na słowo.
Chociaż może raczej powinienem zapytać... Czy miałem jakikolwiek wybór?
-Mogę sobie nalać czegoś do picia...?- zapytałem jedynie odrobinę słabo, a on uśmiechnął się lekko i skinął przyzwalająco głową. Wyszedłem do kuchni, z trudem trzymając się na nogach. Drżącymi dłońmi nalałem sobie do szklanki wody i wróciłem wraz z nią do pomieszczenia.
Zauważyłem, że ten demon był zupełnie inny niż Amadeusz. Nie chodziło nawet o sam wygląd i charakter, ale o sposób bycia. On nie rozrzucał wszystkiego, nie miotał się chaotycznie, nie wiercił niecierpliwie. Gdy wróciłem, siedział spokojnie na krześle, przy stole, śledząc moje poczynania uważnym spojrzeniem. Dopiero w momencie, gdy odstawiłem szklankę na blat, jego oczy przeniosły się na nią, a dłonie drgnęły gwałtownie, jakby w pierwszym odruchu zamierzał coś zrobić, ale w końcu ułożył ręce z powrotem na kolanach i z dużym trudem oderwał od nich wzrok, wbijając we mnie przenikliwe spojrzenie.
-Wyglądasz inaczej niż Amadeusz...- stwierdziłem po dłuższej chwili wahania, a on po raz wtóry zaśmiał się bez krzty autentycznego rozbawienia i odparł bez najmniejszych emocji:
-Nie jestem takim demonem jak on. Twoja osoba nie ma wpływu na to, jak wyglądam.
… Całe szczęście, bo naprawdę zacząłbym się o siebie poważnie martwić.
Teraz już w ogóle miałem mętlik w głowie. Co to znaczy, że nie był takim demonem jak Amadeusz? To istniały jakieś inne...? Kompletnie tego wszystkiego nie pojmowałem.
Upiłem łyk wody i zacząłem obracać nerwowo szklankę w dłoniach.
-Znasz swoją wartość, Joshu Carter...- odezwał się w końcu demon, przerywając panującą pomiędzy nami ciszę- Wiele demonów oddałoby dużo, by znaleźć człowieka takiego jak ty...- podniosłem na niego pełne niepewności spojrzenie. Miałem szczerą nadzieję, że on nie znajdował się w tym gronie. Chciałem się go po prostu jak najszybciej pozbyć i zobaczyć Amadeusza. Natychmiast- Ale oni nie są w stanie widzieć tego, co widzę ja... Więc nie martw się, nieprędko cię znajdą. A ja nie szukam towarzystwa- dodał ponad wszelką wątpliwość, widząc zapewne moją obawę- Powiedzmy, że jestem tu służbowo.
-Służbowo...?- powtórzyłem bez zrozumienia.
-Tak.
-Nie rozumiem...- stwierdziłem cicho.
Parsknął szorstkim śmiechem.
Miałem wręcz wrażenie, że wszystkie jego odruchy i reakcje są w rzeczywistości zaplanowane i wyćwiczone. Tak jakby chciał stać się w moich oczach jak najbardziej ludzki.
-To dość oczywiste...- odparł z politowaniem- Z natury nie pojmujecie zbyt wiele... Ludzie tacy jak ty, zdarzają się niezwykle rzadko. Zazwyczaj widzą nas tylko ci, którzy są już na łożu śmierci albo ci, którzy są jeszcze na tyle mali, że nie zostali skażeni złem... Dla tych pierwszych stanowimy niekiedy ostatni wyraz sumienia, dla tych drugich ledwie niewinną marę... To jest nasza rola w waszym świecie- skwitował dobitnie- Nic więcej nas z wami nie łączy. Nie wtrącamy się w wasze ludzie sprawy... No... Prawie...- uśmiechnął się nieco złośliwie- Większość z nas traktuje was neutralnie. Jesteście szarymi widmami, które pomiędzy nami przemykają... Nie obchodzicie nas zbytnio. Możemy was obserwować, czasem nieco uprzykrzyć wam życie... Ale niestety istnieją tacy ludzie jak ty, którzy widzą więcej... I gdy dwa światy zaczynają się ze sobą splatać, któraś ze stron musi zainterweniować. Robimy to my, jako strona bardziej świadoma. Ja jestem posłańcem.
-Czyli co...?- parsknąłem cicho- Wy, demony, też macie jakąś hierarchię...?
-Ależ oczywiście- odparł tak, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-Więc czego ode mnie chcesz?- zapytałem szorstko. Dlatego Amadeusz nie wyczuł jego obecności i dlatego byli tu we dwóch... To nie był jakiś zwykły demon. Nie miałem pojęcia, czym tak naprawdę różni się od pozostałych i coś mi mówiło, że wcale nie chcę wiedzieć.
-Ujmę to w ten sposób... Zainteresowanie demonów ludźmi, zawsze sprawia nam pewne problemy... Ale zainteresowanie ludzi demonami, zawsze doprowadza do ich zagłady, autodestrukcji.
Wpatrywałem się w niego bez zrozumienia.
-Co masz na myśli?- zapytałem jedynie.
-Ludzie tacy jak ty, od wieków kończą tak samo...- odparł, nie odrywając ode mnie przenikliwego spojrzenia- Na stosie, szubienicy, w szpitalach... Umierają albo izolują się od świata, co jest dla nich jeszcze gorsze. Dlatego przyszedłem.
-Żeby mnie uprzedzić...?
Szczerze mówiąc jakoś wątpiłem w jego dobrą wolę.
-Żeby cię od tego uchronić- odpowiedział, a ja prychnąłem cicho.
-Czasy stosów i szubienic dawno się skończyły... A poza tym skąd ta troska...?- zapytałem z ironią.
-Troska...?- powtórzył, krzywiąc się nieznacznie- Twój los mnie nie obchodzi, Joshu Carter... Po prostu robię to, co do mnie należy.
-Czyli...?
-Uprzedzam.
-Dzięki za uprzedzenie- odparłem więc- Coś jeszcze...?
Demon wykrzywił wargi w czymś na kształt uśmiechu. On najwyraźniej wcale nie skończył.
-Otrzymałeś niezwykły dar, Joshu Carter...- odezwał się po dłuższej chwili, mierząc mnie badawczym spojrzeniem- Możesz to nawet nazwać podarunkiem od losu... Zrezygnuj z niego.
Osłupiałem.
-Słucham...?- bąknąłem z niedowierzaniem. Miałem wrażenie, że się przesłyszałem.
-Zrezygnuj z niego- powtórzył uporczywie demon- To dobrowolny akt, nie mogę cię do tego zmusić ani uczynić niczego, by zmienić tą sytuację. Mogę cię jedynie przekonywać, że to będzie dla ciebie najlepsze.
-Podarunków się nie oddaje- uciąłem.
-Powinieneś zrobić wyjątek.
-Chcesz... Chcesz, żebym zrezygnował z Amadeusza...?- wolałem się upewnić, że naprawdę o to chodzi. Skinął głową. On chyba oszalał- Nigdy- stwierdziłem z pełną stanowczością- Miałbym żyć ze świadomością, że dokonałem takiego wyboru...?
-Ależ skąd. Zabierzemy twoje wspomnienia. Nie będziesz czuł cierpienia ani tęsknoty. Zwrócimy ci zwyczajność.
Zwyczajność. Dawno już nie odnosiłem do siebie tego słowa. Byłem „zwyczajny” przez zdecydowaną większość swojego życia. Nieciekawy, przeciętny, szary... Aż wreszcie okazało się, że jednak jest coś, co czyni mnie wyjątkowym. I wcale nie zamierzałem z tego rezygnować. Amadeusz stał się kimś bardzo ważnym. Dużo ważniejszym niż mogłem kiedykolwiek przypuszczać.
-A co z Amadeuszem...?- zapytałem, chociaż właściwie wcale się nie wahałem ani nie zastanawiałem. Moja odpowiedź była jasna. Nigdy nie zrobiłbym czegoś podobnego.
-Z nim?- demon zdumiał się moim pytaniem- Nic- odparł po dłuższej chwili- Będzie istniał, dokładnie tak, jak do tej pory.
-Też o mnie zapomni?
-My nie zapominamy. To słabość znana jedynie ludziom.
Parsknąłem gorzko.
-Nie zrobię niczego, by Amadeusz cierpiał.
-Już cierpi- odparł szorstko mężczyzna- Twoja decyzja niczego nie zmieni.
-To byłby egoizm, gdybym zgodził się na coś podobnego.
-KAŻDE ludzkie działanie jest egoizmem- stwierdził z całą stanowczością demon, krzywiąc się nieznacznie- To, że chcesz z nim pozostać, także. Dobrze wiesz, że lepiej dla niego byłoby to skończyć... Bliskość ludzi jest dla demonów zgubna. I z każdym dniem stają się coraz bardziej ludzcy, przez co cierpią, bo bycie człowiekiem jest dla nich nieosiągalne... Pełne uczłowieczenie to zbyt duża cena dla demona...
Zbyt duża cena...?
-Więc to jednak możliwe...?- zapytałem z niedowierzaniem. Do tej pory w ogóle nie brałem takiej możliwości pod uwagę. A nawet jeżeli, to wydawało mi się to zupełnie nierealne.
Uśmiechnął się jedynie w odpowiedzi, po czym podniósł się z miejsca.
-Na dziś skończyliśmy naszą rozmowę- poinformował mnie krótko.
-Więc Amadeusz wróci...?
-Nie. Jeszcze nie.
-Co?!- krzyknąłem ze złością, zrywając się z miejsca- Ale obiecałeś, że...
-Obiecałem, że odejdę po zakończeniu naszej rozmowy- odpowiedział spokojnie- I to uczynię. A teraz obiecuję, że dam ci czas na przemyślenie mojej oferty. Myślę, że bez obecności tego demona, będzie ci dużo łatwiej podjąć odpowiednią decyzje...
-Chcę zobaczyć Amadeusza!
-Po twojej ostatecznej odpowiedzi.
-To jest moja ostateczna odpowiedź!- wykrzyknąłem z pełną stanowczością- Innej już nie będzie!
Demon zdjął z głowy kapelusz i ukłonił mi się krótko.
-Do widzenia, Joshu Carter...- rzucił z lekkim uśmiechem i już go nie było.
Osunąłem się z powrotem na krzesło, czując się zupełnie bezsilny.
… I tak samotny, jak jeszcze nigdy wcześniej.

11 komentarzy:

  1. Melancholia10:42 PM

    Boże.
    Pustkę mam w głowie.
    Świetnie, że dodałaś rozdział przed czasem. Jest niesamowity. Dziwi mnie w nim tyle, że nie potrafię wszystkiego wymienić... ;) Amadeusza nie ma... ;( Pojawia się jakiś bushman i rozdziela moje skarby... Nieładnie.
    Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały. Mam cichą nadzieję na happy end. ;)Jeśli się wachasz pomiędzy opkami, oddaję głos na YFM ;) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wygląda na to, że nowy demon chce dać Joshowi wystarczająco duży czasu, aby ten w końcu zaczął się wahać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy3:26 PM

    Ciekawy zwrot akcji, czekam na ciąg dalszy. D.

    ... no i na Johnny'ego, kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy4:01 PM

    Ja chcę Drag Queen.

    OdpowiedzUsuń
  5. Josh stanął przed poważnym wyborem. Demon dał mu szansę wyboru w samotności, aby nic na chłopaka nie wpłynęło. Jednak dla niego jest tylko jeden Amadeusz. Czyż możliwym może być to, że Amadeusz mógłby stać się człowiekiem? Czy sam chciałby nim być?
    Wyjaśniło się kim był tajemniczy mężczyzna.
    Coś czuję, że Sunrise dobiega końca. I tego końca jestem najbardziej ciekawa. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Miało być: Jednak dla niego jest tylko jeden wybór, Amadeusz.
    Często gubię słowa. :/

    OdpowiedzUsuń
  7. fanta7:49 PM

    ...
    ...
    ...
    ...
    łaaaał...
    i have no idea to say something about this chapter o.O
    it was... strange... but so exciting too xD
    oh my, oh my, oh myyyyyyyyyyyyyy xD

    pure Josh :{

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem zachwycona Twoim opowiadaniem. Chociaż na początku dosyć niechętnie podchodziłam do tematyki demonów. Dodatkowym "odstraszaczem" było zachowanie Amadeusza. Nie tak wyobrażałam sobie demona. Dla mnie to bardziej niebezpieczne, dzikie i dumne istoty. Oczywiście możemy znaleźć w tekście te cechy, jednak nie są one zbyt wyraźnie przedstawione. Ukazałaś je z zupełnie innej strony tak jakby lepszej, jaśniejszej. Podoba mi się fabuła i cała koncepcja. Jednak nie umiem się przekonać do bardziej uległej strony Amadeusza, co nie oznacza że go nie polubiłam. Takiego demoniska nie da się nie polubić;) Masz ciekawe pomysły i lekkie pióro. Cieszę się że znalazłam Twojego bloga:)

    Ten rozdział mnie zmroził. Mam nadzieję, że nie postanowisz zrobić z tego opowiadania dramatu. Nie wiem czy pogodziła bym się z takim obrotem sprawy. Jestem zwolenniczką dobrych zakończeń. W końcu żyjemy w tak ponurym świece,a dobijanie się smutnymi historiami zdecydowanie nie jest moją działką. W każdym bądź razie trzymam się tej nadziei i życzę Ci duuuużo weny:)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy12:11 AM

    Super! Rozdział niesamowity. I też jestem jak najbardziej za szcześliwym zakonczeniem! Tylko takie wchodzi w gre! Hmm...Amadeusz może zostac człowiekiem, ale za baardzo wysoka cene...co to takiego?! Kurcze~...czekam bardzo niecierpliwie na kolejny rozdzial. I na Johnnego :D Jak wszyscy..Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wow... Boje się tego "posłańca".. poważnie koleś mnie przeraza... Potrafisz budować napięcie a twoje historie wciągają lepiej niż niejedna książka.Jednym słowem masz talent^^ *bije brawo*

    Bardzo podoba mi się postać Amadeusza i już za nim tęsknię ;P naprawdę, dokładnie dopasowałaś go do moich wyobrażeń demona tego typu.. i Amadeusz człowiekiem..? hmm ciekawe tylko a jaka cene..

    Znalazłam to opko wczoraj przeczytała całe i nie mogę się doczekać nowego rozdziału^^weny życzę i pozdrowionka ;*

    ps. Mam nadzieje na happy end ale jak będzie to będzie ;pp

    OdpowiedzUsuń
  11. Akemi3:37 PM

    Josh wydaje się był już zdecydowany, aczkolwiek wie, że Amadeuszowi jest ciężko... mimo wszystko istnieje szansa na uczłowieczenie go.
    Ten cały posłaniec to kawał drania. Ładnie zmanipulował, obiecując, że po zakończonej rozmowie Amadeusz zobaczy się z Joshem... ciekawe, ile ta rozmowa będzie trwała ;/

    OdpowiedzUsuń