Strony

niedziela, 22 maja 2011

- 2 - [Edmund Lancaster]

To, co zdążył zauważyć przez tych kilka krótkich chwil, to fakt, że duch wydawał się aż nazbyt realny, aż nazbyt... Żywy. Owszem, to określenie odnośnie kogoś, kto od kilku wieków nie miał po prostu prawa istnieć było może odrobinę przesadzone, ale daleko mu było do istot zawodzących i unoszących się kilka stóp nad ziemią, które James znał właściwie z książek.
Edmund Lancaster nie zawodził.
Edmund Lancaster nie wydawał się być przerażony, aczkolwiek z pewnością był niemniej zdumiony całą sytuacją niż sam James, który praktycznie przeżywał już stan przedzawałowy i w duchu rozliczał się ze wszystkich drobnych grzechów, jakich się dopuścił.
-Kim jesteś?- powtórzył po raz kolejny potomek hrabiego, przyglądając mu się badawczo.
-Nazywam się... Nazywam się James Anderson- przedstawił się w końcu odrobinę drżącym głosem, tak, jakby nagle stwierdził, że o ile serce nie wysiądzie mu zaraz z przestrachu, powinien swojemu rozmówcy okazać trochę kultury. Nawet, jeżeli był martwy od dłuższego czasu. A może zwłaszcza dlatego.
-James...- powtórzył Edmund Lancaster, marszcząc brwi- Nie znam cię. Nie jesteś moim służącym- stwierdził po raz kolejny- Co tu robisz?
-Jestem... Skończyłem... Ja... Boże...- oddychał płytko. Naprawdę się denerwował, ale żaden człowiek, który przez całe życie negował wszelkie podobne zjawiska nie oparte przecież na żadnej logice, który znalazłby się w jego sytuacji nie zareagowałby z pewnością inaczej.
Edmund Lancaster przyglądał mu się z lekko przechyloną głową, najwyraźniej bez większego zrozumienia.
-Przepraszam...- zaczął w końcu nieśmiało James- Jesteś... duchem?
-Oczywiście, że nie jestem duchem!- obruszył się mocno jego rozmówca, wydając z siebie donośne, pełne pogardy prychnięcie- Nazywam się Edmund Lancaster! Jestem panem tego zamku i panem wszystkich okolicznych ziem, a zatem również i twoim!
Hmm...
To dopiero prawdziwy dylemat historyczny.
Jak wyjaśnić młodemu hrabiemu, że nie żyje od przeszło stu lat, czasy jego młodości minęły bezpowrotnie, a wraz z nimi wszystko, co do tej pory posiadał?
James odetchnął głębiej, starając się trochę uspokoić. Edmund Lancaster spoglądał na niego co prawda cokolwiek srogo, ale nie wyglądał na kogoś, kto miał skłonności mordercze.
O ile duchy w ogóle mają takie skłonności.
... I o ile Edmund Lancaster naprawdę nim był.
-Wybacz, paniczu- odezwał się w końcu nieśmiało James, a Edmund skinął wyniośle głową, najwyraźniej zadowolony z owej formy- Są tutaj... Twoi rodzice?
-Są.
-Gdzie...?
-Śpią- odparł młody hrabia, wzruszając ramionami- Na górze, w ich sypialni.
... Kolejne duchy?
James nie był do końca pewien, czy aby na pewno jest gotów na tego rodzaju przeżycia. Właściwie w tym momencie był pewien stosunkowo niewielu rzeczy. Zresztą trudno było się dziwić. Jak na kogoś, kogo cała życiowa filozofia opierająca się na logice i rozsądku legła przed chwilą w gruzach i tak trzymał się nadzwyczaj dobrze.
-O tej porze...?- kontynuował pytania, zdając sobie sprawę z tego, czy może raczej podejrzewając, że, o ile wyjdzie stąd żywy (wciąż nie miał tej pewności),słowa młodego hrabiego mogą mu pomóc rozwiązać zagadkę jego śmierci.
... Albo życia.
Och, znowu nie był pewien!
-Jest wcześnie- odparł Edmund Lancaster, wciąż wpatrując się w Jamesa z pewnego rodzaju niezrozumieniem czy wręcz niedowierzaniem.
-Która godzina?- zapytał, starając się brzmieć w miarę łagodnie.
-Nie jestem pewien...- odparł w zamyśleniu młody hrabia- Zegar nie działa.
-Mogę...?- zapytał w końcu jedynie James, opierając się na resztkach swojej tragicznie zachwianej odwagi i wskazał na umiejscowione nieopodal schody. Odpowiedziało mu jedynie wzruszenie ramion młodego Lancastera. Nie czekając dłużej, wyminął go, zachowując aż nazbyt ostrożną odległość, po czym ruszył powoli po schodach. Zatrzymał się na ich środku i spojrzał z wahaniem w kierunku hrabiego, który po dłuższej chwili zastanowienia, zdecydował się najwyraźniej podążyć za jedyną rozrywką, jaka się tutaj ostatnimi czasy pojawiła.
James wszedł na piętro, słysząc za sobą pełne grozy skrzypnięcia posadzki, sygnalizując, że Edmund Lancaster prawdopodobnie podąża tuż za nim. Nie miał chyba jednak na tyle odwagi, by się odwrócić i to sprawdzić. Sama świadomość tego, że przed chwilą uciął sobie coś na kształt pogawędki z kimś, kto nie żył od kilku wieków nie napawała go szczególnym szczęściem. Raczej potwornym strachem. Serce wciąż biło mu jak oszalałe, a ręce drżały, jednak wcale nie zamierzał się cofnąć.
-Sypialnia rodziców jest tutaj- zatrzymał go głos chłopaka.
James odwrócił się powoli w jego stronę, tak jakby spodziewał się czegoś potwornego. Edmund Lancaster nie zmienił się jednak ani o jotę, nie wyparował, nie zrobił się przezroczysty, nie zniknął. Stał po prostu nieopodal, spoglądając na Jamesa z uwagą i chyba czymś na kształt wyczekiwania.
James uśmiechnął się odrobinę blado i skinął jedynie głową, podchodząc do pomieszczenia obok którego stał chłopak. Nacisnął niepewnie klamkę i wszedł do środka. Sypialnia, jak i wcześniej korytarz, dosłownie tonęła w grubej warstwie kurzu, która pokrywała wszystko. I nie było w niej właściwie nic niezwykłego.
... Nic prócz tego, że w tym właśnie miejscu znaleziono hrabiego Lancastera i jego żonę. Martwych. Zamordowanych. Z poderżniętymi gardłami.
James skrzywił się lekko, mimowolnie chyba wyobrażając sobie całą scenę. Biorąc pod uwagę okrucieństwo, jakie miało tu miejsce, mógłby nawet zrozumieć zbłąkaną duszę Edmunda Lancastera. W końcu niejednokrotnie słyszał od różnych osób, nawet kolegów po fachu, historie o duchach w starych domach, które domagają się sprawiedliwości i czci... Zawsze traktował to jak sposoby na zdobycie sobie popularności zupełnym brakiem efektów w pracy, ale właściwie jakby spojrzeć na to w ten sposób... Edmund Lancaster nie zaznał na pewno sprawiedliwości. Ani czci. James nie był nawet pewien czy w ogóle został mu wystawiony nagrobek, ale nikogo o to nie podejrzewał. W jego czasach został uznany za porwanego lub zaginionego, a dziś...
... Kto dziś martwił się o takie rzeczy jak uczczenie pozornie nic nie znaczącego dla historii młodzieńca?
Zastanawiał się nad tym, czy ktoś jeszcze spotkał ducha Lancastera. Bo ktoś musiał, prawda? Owszem, to miejsce nie cieszyło się dużym zainteresowaniem, wprost przeciwnie, ale ktoś tutaj bywał, to oczywiste. Może naprawdę to wszystko mu się po prostu przyśniło...?
Auć.
Uszczypnięcie się w ramię wcale nie pomogło.
-Nie ma nikogo- westchnął cicho, po czym obejrzał się. Edmund Lancaster wciąż stał przy drzwiach, nie zaglądając nawet w głąb pomieszczenia- Nie ma nikogo- powtórzył nieco głośniej, tak aby mogło to dotrzeć także do niego.
-Rodzice śpią- powtórzył jedynie młody hrabia, jakby w ogóle nie dosłyszał jego słów.
-Nie wejdziesz do środka...?
-Śpią- rzucił po raz kolejny, obracając się tyłem do wejścia- Czemu miałbym wchodzić i zakłócać ich spokój?
James nie miał pojęcia, co powiedzieć i po prostu opuścił pomieszczenie, zamykając za sobą drzwi. I dokładnie w tym momencie, poczuł na swoim ramieniu czyjąś dłoń i aż podskoczył ze strachu, po czym odwrócił się gwałtownie w stronę chłopaka.
-Gdzie moja matka?- zapytał na powrót młody Lancaster, jakby jeszcze przed chwilą sam nie udzielił mu tej informacji.
-Śpi- odparł z pewnym trudem James, przełykając cicho ślinę.
Dotknął go.
Dotknął go, a jakkolwiek by nie definiować ducha, nigdy nie powiedziałby, że jest to istota materialna.
Więc dlaczego on...?
-A ojciec?
-Śpi- powtórzył po raz kolejny James, nie wiedząc właściwie, co innego mógłby odpowiedzieć.
Edmund Lancaster wydawał się nie mieć pojęcia o śmierci swoich rodziców.
Ba, Edmund Lancaster wydawał się nie mieć pojęcia nawet o własnej śmierci!
... Co może w świetle tego, że na dobrą sprawę wydawał się być całkiem żywy, nie było faktem aż tak dziwnym i zastanawiającym.
... A jednak.
-Długo twoi rodzice już... Śpią?- zapytał w końcu James, wpatrując się w młodego hrabiego z uwagą.
-Jak to "długo?"- prychnął młodzieniec, spoglądając się w niego z niezrozumieniem- Całą noc, jak to zwykle bywa. Służba obudzi ich około dziewiątej.
-Więc która godzina?
-Nie wiem, zegar się popsuł- odparł, dokładnie tak, jak za poprzednim razem.
James milczał. Pierwszy szok wywołany zaistniałą sytuacją zdążył już minąć, ale nie uszło wraz z nim całe jego zdenerwowanie i strach. Jednak był w stanie się tego wyzbyć, jedynie po to, by doszukać się w swoim rozmówcy jakiegokolwiek elementu, który przekonałby go o tym, że ten jest jakimś wprawnym żartownisiem i doskonałym aktorem, bo jak dotąd nie zrobił ani jednego gestu, który by go zdradził. Przecież to nie miało nic wspólnego z rzeczywistością!
... Ale jak na razie James zdążył zaobserwować tylko jedno.
Wyglądało na to, że Edmund Lancaster wcale nie oddychał.
James sięgnął do kieszeni i wyjął swój telefon komórkowy, po czym uruchomił aparat i zrobił zdjęcie swojemu towarzyszowi. Młody hrabia spoglądał na niego z wyrazem zupełnego osłupienia na twarzy i podszedł do niego powoli, podczas gdy James spoglądał na wyświetlacz w wyrazie absolutnego zrezygnowania. Niedobrze. Komu udało się do licha sfotografować zmarłego?! No dobrze... To nie było aż takie trudne, ale żywego zmarłego?!
-Co to takiego?- zapytał Edmund Lancaster, w tonie autentycznego zaintrygowania.
-Telefon komórkowy- odparł z cichym westchnieniem James, po czym widząc pytające spojrzenie chłopaka dodał- To... Coś takiego... Można przez to rozmawiać z różnymi ludźmi.
-Ludzie mieszczą się w czymś tak małym?- młody hrabia uniósł brew w geście politowania- To niemożliwe- stwierdził z pełnym przekonaniem, po czym aż pisnął ze zdumienia- To ja?- zapytał, zaglądając ostrożnie przez ramię Jamesa.
-Tak- chłopak uśmiechnął się odrobinę blado.
-I teraz ze mną też będziesz mógł rozmawiać...?
James spojrzał na niego stosunkowo niepewnie, po czym schował telefon i raz jeszcze przyjrzał się Edmundowi Lancasterowi badawczo.
-Hm...- mruknął w końcu cicho, po czym dotknął opuszkami palców jego szyi, chcąc wyczuć puls. Nie udało mu się.
Młody hrabia wzdrygnął się nieznacznie, po czym aż prychnął z oburzenia.
-Co ty wyprawiasz?!
Druga dłoń Jamesa spoczęła na klatce piersiowej młodzieńca, która nie unosiła się wcale. Jego serce nie biło, co jedynie potwierdziło wcześniejsze domysły chłopaka.
Jeżeli to był aktor...
... To właśnie zasłużył sobie na Oscara.
-Nie oddychasz...- zauważył James, zagryzając nerwowo wargę.
-Owszem- odparł Edmund Lancaster bez zbytnich emocji- Bo nie chcę. Gdybym chciał, to mógłbym oddychać- na dowód tego, nabrał kilka głębszych wdechów, po czym dodał- Tak długo wstrzymywałem oddech, że się tego nauczyłem. Mówiłem, że to całkiem możliwe.
James odkaszlnął cicho.
-T-tak, oczywiście- przytaknął w końcu- Ale twoje serce także nie bije.
-Bije. Czasem.
-To też zależy od tego czy chcesz?- teraz w jego głosie oprócz strachu zabrzmiało także coś innego. Zaciekawienie, może nawet fascynacja. Pewna świadomość tego, że właśnie znalazł się na najbardziej uprzywilejowanej pozycji w porównaniu do tych wszystkich, którzy wybrali ten nudny zamek w White Land. Zapewne nikt z nich nie przeżył równie emocjonującego spotkania.
-Nie- młody hrabia nie widział chyba w rozmowie o tym, dlaczego nie oddycha i właściwie czemu jego ciało nie funkcjonuje tak, jak powinno, niczego dziwnego. James po prostu podejrzewał skrycie, że Edmund Lancaster o prawidłowym funkcjonowaniu ciała miał niewielkie pojęcie... Zresztą przez tyle wieków można się chyba przyzwyczaić- Bije samo z siebie. Na przykład wtedy, gdy na strychu znalazłem kota.
-Kota?- podchwycił James- Co się z nim stało?
-Nic, zdechł.
-Kiedy?
-Dzisiaj.
-Przykro mi.
-Był już po prostu stary- stwierdził Edmund Lancaster, a w jego oczach zagrały przez chwilę iskierki smutku i niezrozumienia. James miał wrażenie, że połączył zależność śmierci kota i jego wieku ze sobą samym, ale chyba jego podejrzenia okazały się niesłuszne, bo panicz skwitował jedynie- Zwierząt nie powinno być szkoda. Tak mówił ojciec.
-Rozumiem...- bzdura. Nie rozumiał nic. Nie rozumiał, jak Edmund Lancaster, z zupełnie niesprawnym organizmem, z sercem bijącym od czasu do czasu, bez powietrza, był w stanie mówić, był w stanie myśleć, był w stanie się poruszać. To było... Nienormalne, dziwne, niezwykłe. Zaprzeczało wszelkim prawom każdej jednej nauki, z jaką do tej pory miał styczność- Kiedy go znalazłeś?
-Dzisiaj- odparł, tak samo, jak poprzednio młody hrabia, a James spojrzał na niego odrobinę zdumiony- Zostaniesz ze mną tutaj?
-Hm...
-Przecież już przyszedłeś- zauważył młody Lancaster- Więc właściwie możesz zostać. Tu jest w gruncie rzeczy całkiem ładnie...- James milczał, wpatrując się w młodzieńca uważnie. Zabrzmiało to tak, jakby ten zamierzał go przekonać do pozostania tutaj- Tylko czasem jest strasznie zimno, bo kominek też się zepsuł. Wszystko się zepsuło.
-Zimno?- powtórzył z niedowierzaniem James- Odczuwasz... Zimno?
-Oczywiście, że odczuwam zimno!- prychnął rozjuszony młody hrabia, jakby mocno irytowało go każde kolejne pytanie- Nawet czasem mam taką skórę... Taką... No... Taką dziwną. Jakbym miał dreszcze.
-Taką?- James podciągnął rękaw koszuli, odsłaniając przedramię.
-Tak, taką- potwierdził krótko młody Lancaster, skinąwszy głową.
-Gęsia skórka.
-Jak to gęsia?!- żachnął się potomek hrabiego z donośnym prychnięciem- To była moja skóra, a nie gęsia! Ojciec zawsze mówił, że jesteście naprawdę głupi!
-Kto?- zapytał James, tłumiąc w sobie coś na kształt parsknięcia śmiechem.
-No... Wy.
-Czyli kto?
Edmund Lancaster zmarszczył brwi, zastanawiając się najwyraźniej dłuższą chwilę, po czym wzruszył bezradnie ramionami, jakby zupełnie zapomniał, co miał powiedzieć.
-Więc... Ta twoja gęsia skórka...- wydął pogardliwie wargi, spoglądając na Jamesa uważnie- Zimno ci?
-Nie- odparł chłopak, uśmiechając się odrobinę słabo- Boję się.
-Czego?
Och, jakby to powiedzieć...
... Rozmowa z kimś, kto nie żyje od piętnastego wieku może być odrobinkę przerażająca, czyż nie...?
Pokręcił jedynie głową. Nie zamierzał uświadamiać swojego rozmówcy, że jest to dla niego sytuacja co najmniej niezręczna.
Żeby nie mówić, że przerażająca jak diabli.
Chociaż Edmund Lancaster najwyraźniej nie miał względem niego żadnych złych zamiarów. Ale teraz pozostawała zupełnie inna kwestia. Mógłby w tym momencie, ignorując czy może wręcz korzystając z rad swojego nietypowego rozmówcy, obejrzeć cały dom, a później pomachać mu na pożegnanie i odejść.
Ale to było niemożliwe.
Ktoś by go w końcu znalazł.
A przecież Edmund Lancaster był jego... Znaleziskiem?
Nie, Edmund Lancaster był właściwie ofiarą, nieświadomą jeszcze wszystkiego, co się stało.
Nieświadomą tego, że jego rodzice nie śpią.
Nieświadomą tego, że nie zejdą nagle na dół, obudzeni przez służbę, która również od wieków nie żyje.
Nieświadomą tego, że właściwie sam też nie żyje.
W gruncie rzeczy James coraz bardziej mu współczuł.
A pomyśleć, że pan Richardson twierdził, że nie znajdzie tu nic interesującego...
-Wychodziłeś kiedyś na dwór?
-Tak, wczoraj- odparł młody hrabia, skinąwszy krótko głową- Jeździłem konno. Jeździsz?
... Wczoraj?
Kłamał?
-Nie...- odparł cicho James- Nie jeżdżę. Nie chciałbyś... Wyjść dzisiaj?
-Dzisiaj jeszcze nie wychodziłem- odparł Lancaster niemalże z przerażeniem.
-A gdybym... Gdybym wyszedł z tobą, paniczu?- James zauważył już wcześniej, że to słowo działa na młodzieńca jakoś kojąco- Gdybym wyszedł z tobą na spacer...? Gdybym zabrał cię do mojej... Mojego... Zamku?
... położonego na trzecim piętrze w beznadziejnej kamienicy, w jeszcze gorszej dzielnicy.
-Nie wolno mi opuszczać tego miejsca- stwierdził młody hrabia, zagryzając niepewnie wargę.
-Dlaczego?
Edmund Lancaster znowu zastanowił się dłuższą chwilę, nie znalazłszy jednak najwyraźniej żadnego konkretnego argumentu. W końcu wzruszył jedynie bezradnie ramionami.
-Chodź- ponaglił go łagodnie James- U mnie jest ciepło... I.... I stosunkowo przytulnie, jak sądzę... Tylko na chwilę.
Młody hrabia spoglądał na niego odrobinę podejrzliwie, ale widać już było, że się waha. Ostatecznie skinął głową, a James odetchnął z ulgą w duchu.
-Pamiętaj, że jeżeli to porwanie, to moi rodzice i tak cię znajdą i zabiją- rzucił jeszcze uroczo Edmund Lancaster, przechodząc obok niego.
Och, tak.
Z pewnością to zrobią.
James nie był pewny czy zrobił dobrze.
James nie był pewny czy w rozumieniu słowa "dobrze" mieści się zabranie ze sobą do domu żywego umarłego.
James nie był w ogóle pewny czy zaraz się nie obudzi, a Edmund Lancaster nie okaże się jego senną marą.
Ale coś mu mówiło, że młody hrabia jest chyba zbyt nierealny, nawet jak na jego wszelkie wyobrażenia...
Cóż mu zatem pozostało?
Podążył za swoim, najlepiej zakonserwowanym ze wszystkich, śladem przeszłości, mając jedynie skromną i cichą nadzieję, że młody hrabia przypomni sobie coś więcej niż tylko znalezienie kota.
Że przypomni sobie noc morderstwa.
A co za tym szło...
James Anderson będzie mógł odpowiedzieć sobie na pytanie, które dręczyło go od dawna.
Dlaczego...?

2 komentarze:

  1. MiraCle9:33 PM

    Opowiadanie super, mam tylko jedno "ale": co chwilę piszesz inną "datę" śmierci Lancasterów, w pierwszym rozdziale był to XIX wiek, w drugim XVIII a w tym XV wiek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo możliwe, bo te daty były zmieniane kilkakrotnie i w niektórych momentach mogłam nie zmienić ;). Ale zmarł w XV wieku.

    OdpowiedzUsuń