Strony

niedziela, 22 maja 2011

~ 2 ~ [Gabriel]

-Hej, Gabriel!
Zaklął cicho w duchu i przyspieszył kroku. Do licha. Nienawidził takich momentów. Nie zamierzał się zatrzymywać i znowu dawać tym idiotom okazji do drwin i zaczepek.
-Gabriel!- nawoływanie powtórzyło się i zaraz poczuł na swoim ramieniu czyjąś dłoń.
Odwrócił się powoli, z wyrazem autentycznego zniechęcenia na twarzy i… Odkaszlnął cicho, niemalże z zażenowaniem, widząc przed sobą Kevina.
-Cześć- blondyn uśmiechnął się do niego całkiem raźno- Unikasz mnie czy jak?
-N… Nie, skąd- odparł Gabriel, spuszczając wzrok. Odkąd Kevin wczorajszego dnia stanął w jego obronie, czuł się względem niego bardzo dziwnie i nie miał pojęcia, jak właściwie miałby się zachować. Nigdy wcześniej mu się to nie zdarzyło.
-To dobrze. Nie widziałem cię na śniadaniu.
-Siedzę na samym końcu- odpowiedział, wzruszając ramionami i ruszył powoli przed siebie wraz ze swoim towarzyszem.
-Z kim?- zapytał z autentycznym zainteresowaniem- Mógłbym się do was dosiąść? Towarzystwo z mojego dzisiejszego stolika jakoś mi nie odpowiada. To jak?
-Siedzę sam- powiedział cicho Gabriel- Jeśli chcesz to się dosiadaj…
… A był chyba jednym z niewielu, którzy do tej pory naprawdę chcieli.
-To super- Kevin uśmiechnął się do niego niemalże z wdzięcznością- Przydzielili mnie do pokoju z jakimś gościem, który zgwałcił swoją dziewczynę… No i jakimś drugim, ale w ogóle z nim jeszcze nie gadałem… Bądź co bądź to trochę dziwne towarzystwo. Wiesz, sądziłem, że będą mnie przydzielać jakimiś kategoriami czy coś…
Gabriel wzruszył ramionami. Tutaj nie było żadnych kategorii.
-To co? Teraz lekcje, tak?
-Aha- potwierdził krótko rudowłosy.
-Z kim zazwyczaj siedzisz?
-Sam…- i znowu to samo. Czy Kevin naprawdę jeszcze nie zdążył w nim dostrzec zupełnego odludka?
-To super, usiądę z tobą- stwierdził, tak jakby naprawdę chciał spędzić z Gabrielem jak najwięcej czasu- Na górze?
-Na górze…- potwierdził cicho chłopak, ruszając wraz ze swoim towarzyszem po schodach.
Naprawdę nie mógł wyjść ze zdziwienia, że Kevin rzeczywiście chce z nim siedzieć.
Ba, że Kevin w ogóle chce spędzać z nim czas.
Zdarzało się, owszem, że czasem nowo przyjęci doczepiali się do niego na jakiś czas, bo nie mogli sobie znaleźć nikogo innego i wszystko ich przerażało. Ale Kevin wydawał się być wyjątkowo pewny siebie, nie miał problemu z zawieraniem znajomości. Dlaczego więc zamiast znaleźć sobie kogokolwiek bardziej towarzyskiego, tak bardzo zabiegał o to, żeby spędzać czas z nim?
Gabriel nie rozumiał.
-… w lutym dziewięćset sześćdziesiątego drugiego roku otrzymał od Jana XII koronę cesarską w zamian za okazaną papiestwu pomoc i tym samym cesarze uzyskali wpływ na wybór papieży…
Mark Richards nie był z pewnością najlepszym nauczycielem ani opiekunem, a jego lekcje bardzo często usypiały… Co Gabriel dzisiaj dostrzegł z rozbawieniem, wręcz dosłownie… Poza tym pasja, z jaką opowiadał o dziejach historycznych, z pewnością mogła niekiedy wręcz bawić, jeśli wziąć pod uwagę jego wzniosłe gesty i patetyczną wręcz mimikę. Oraz to, że był raczej niski i korpulentny.
Ale gdy przyłapał kogoś na nieuwadze, bywał wprost bezlitosny.
-Oczywiście niemieccy cesarze mieli różne koncepcje zjednoczenia Europy. Na przykład Otton II dążył do odnowienia cesarstwa uniwersalistycznego… Ale co będę się produkował- Richards machnął niedbale dłonią- Pan z ostatniej ławki na pewno wie to lepiej i z chęcią nam wszystkim opowie…
Przez klasę przebiegł chichot i twarze wszystkich uczniów zwróciły się w ich stronę. Usta Gabriela również zadrgały lekko, z rozbawienia, podczas gdy nieświadomy niczego Kevin, nadal drzemał słodko wsparty o ławkę.
-Jak się nazywa ten nowy kawaler?- Richards uniósł brew w pytającym geście- Proszę no go szybko zbudzić.
-Kevin- szepnął Gabriel, szturchnąwszy go lekko w ramię, a ten podniósł głowę, rozglądając się z niezrozumieniem, po czym wyprostował się gwałtownie, widząc spojrzenie Richardsa i uśmiechnął się nieco zaspanie jeszcze.
-Tak?
-Pytałem o pana imię.
-Kevin.
-Dobrze… Więc…? Panie Kevin? Opowie nam pan coś o idei cesarstwa uniwersalistycznego?
Kevin wyglądał tak, jakby pierwszy raz w życiu w ogóle słyszał o czymś takim, a jednak odkaszlnął i zaczął dzielnie:
-No tak… Więc… Państwo uniwersalistyczne… Oczywiście… Hm… Na pewno ma to coś wspólnego z uniwersalnością- zauważył z niezwykłą wprost przenikliwością, a Gabriel zachichotał cicho.
-Na pewno- Richards wciąż spoglądał na niego z pewnego rodzaju politowaniem- Ach, kawalerze Kevin, cóż tu z tobą zrobić, co? Zasypianie na lekcjach chyba nie jest oznaką szacunku dla nauczyciela, nie sądzisz?
-Nie, nie- zaprzeczył szybko blondyn- Po prostu… Mało spałem w nocy.
-Doprawdy? Ach, ta presja otoczenia… Nie wiem, czym się pan w takim razie zajmował, ale proszę mieć na uwadze… Rozumiem, że pańscy koledzy jeszcze nie zdążyli zdać z tego relacji… Że na moich lekcjach cenię sobie przede wszystkim skupienie. I bardzo lubię je zaczynać od niezapowiedzianej kartkówki albo odpowiedzi.
-Ach…- Kevin uśmiechnął się niemalże zawadiacko i skinął głową- Taka pana mała gra wstępna?
Gabriel parsknął niepohamowanym śmiechem i zaraz zresztą zawtórowała mu cała klasa. Nawet sam Richards uśmiechnął się krótko pod nosem i skinął lekko głową.
-Cenię sobie dobry dowcip. Ale proszę się przygotować na kolejną lekcję, kawalerze, bo niewątpliwie sprawdzę twoją wiedzę dotyczącą uniwersalizmu…

-Nie mogę uwierzyć, że to powiedziałeś- Gabriel spojrzał na swojego towarzysza z niedowierzaniem i pokręcił głową.
-Czemu?- zaśmiał się lekko Kevin- Ten facet wydaje się nawet spoko… Co teraz?
-Przerwa. A później obiad i spotkanie grupowe.
-Możemy wyjść na podwórze?
-Możemy…- Gabriel zawahał się odrobinę.
My?
-To chodź- Kevin uśmiechnął się iście promiennie, po raz kolejny wyjątkowo dobitnie dając mu do zrozumienia, że chce spędzić trochę czasu z nim- Zdążymy się przejść, nie?
-Ale mamy pół godziny…
-Wystarczy.

-Wiesz, że nawet mi się tutaj podoba?- Kevin usiadł na ławce, tuż obok Gabriela, spoglądając na niego z zawadiackim niemalże uśmiechem- U mnie było jakoś gorzej, wszystko było brzydsze, a tu jest raczej zadbane, a poza tym… Fajne towarzystwo- mrugnął porozumiewawczo do rudowłosego, który po raz kolejny poczuł się niezwykle zażenowany tym faktem.
Tym razem jednak jego zwyczajowe dwa chodzące problemy zdawały się go przekornie ocalić przed odpowiedzią. Tom i Mike usiedli po obu stronach ławki, przyglądając im się z uwagą.
-Ej, łgałeś- stwierdził Mike, spoglądając z pretensją na Kevina- Pytałem wychowawcy, nikogo nie zabiłeś.
-Jeszcze- sprostował niemalże w formie subtelnej groźby Kevin, zerkając na chłopaka przelotnie- Wszystko przede mną.
-To spiknij się z Gabrielą…- poradził Tom ze złośliwym uśmiechem- Ona się na tym zna… Chociaż ma problem z ukrywaniem ciał…
Mike zarżał dziko, kołysząc się na ławce i pokiwał gwałtownie głową.
-Ta, coś tak jakby.
Gabriel spiął się wyraźnie, zaciskając dłonie na materiale własnej bluzki i mnąc ją nerwowo.
-Zjeżdżajcie- warknął cicho Kevin.
-Bo co? Gabriela spuści cię ze smyczy i nas pogryziesz, Kev?
Kevin podniósł się powoli z ławki. Mike przechylił się odrobinę za mocno i spadł co tyłu, cofając się od razu niemalże gwałtownie.
-Dobra, dobra- Tom uniósł dłonie w obronnym geście- Przecież nie chcemy problemów, nie, Mike?
-Nie chcemy- potwierdził błyskawicznie drugi chłopak, wstając z ziemi.
-Randkujcie sobie w cieniu drzew- rzucił jak zwykle z charakterystyczną już dla siebie urokliwością i zajadliwością Tom- Chodź, Mike. Zwijamy się.
I rzeczywiście, chwilę później oboje odeszli w kierunku ośrodka. Kevin opadł z powrotem na ławkę, kręcąc głową z politowaniem.
-Debile- stwierdził z głębokim westchnieniem- Ale takich wszędzie pełno.
-Czemu mnie bronisz?- Gabriel spojrzał na niego bez zrozumienia, a wręcz z podejrzliwością. Chociaż może nie trzeba było się temu dziwić, w końcu dla niego podobne zachowanie było zupełnie nowe.
-Nie bronię cię- odparł Kevin z lekkim uśmiechem- Po prostu nie lubię gdy ktoś mówi do mnie „Kev”.
-Jasne- parsknął cicho rudowłosy, kręcąc głową.
-Naprawdę- Kevin zaśmiał się lekko, stuknąwszy go delikatnie w ramię- To strasznie wkurzające.
-I co?- Gabriel uniósł brew w wyrazie politowania, chociaż na jego wargach wciąż błąkał się uśmiech- Pobijesz mnie, jeśli będę cię tak nazywał?
-Niee… Ty możesz.
Teraz dopiero poczuł się nieswojo, do licha!
Rudowłosy przełknął ślinę i poruszył się nieco niespokojnie, znowu czując owo nieznośne pieczenie policzków.
-Dlaczego?- zapytał cicho. Wyjątkowo cicho.
-Nie wiem- stwierdził Kevin, wzruszywszy ramionami- Po prostu ciebie lubię. Zresztą, możesz nazywać mnie, jak chcesz, nie obrażę się- zaśmiał się pogodnie, rozkładając wygodniej na ławce i układając głowę na kolanach Gabriela, który posłał mu spłoszone spojrzenie, ale ostatecznie w żaden sposób tego nie skomentował.
To było wręcz…
… Miłe.
-Jak chcę?- powtórzył nieco niepewnie.
-Jasne. A co do nich… Nie przejmuj się- stwierdził, tym razem wpatrując się w niego z zupełnie nienaturalną dla jego zwyczajowego zachowania powagą- A gdyby… Wiesz, gdyby cię zaczepiali czy coś… Nie jestem rycerzem w lśniącej zbroi i nie zawsze potrafię każdego wyciągnąć z opresji, ale nie chciałbym, żeby sprawiali ci przykrość… Wiem, że takie zarzuty mogą człowieka zdołować. U nas też był taki chłopak, o którym krążyły plotki, że kogoś zabił, a w rzeczywistości…
-To nie plotki- stwierdził Gabriel, kręcąc głową.
-Nie, jasne, to są wręcz zwykłe pomówienia, wiem, ale…
-Nie, Kevin- zaprzeczył z głębokim westchnieniem- To nie są pomówienia. Naprawdę jestem tutaj za morderstwo.
-Bez jaj- Kevin zaśmiał się lekko, jakby oczekiwał, że Gabriel zaraz wykrzyknie mu, że żartował. Jako, że nic takiego się nie stało, podniósł się powoli do pozycji siedzącej, spoglądając na niego z uwagą- Naprawdę?
-Mhm…
-Ale ty… Nie wyglądasz… Rany…- widać potrzebował dłuższej chwili, żeby przetrawić tą informację- Kogo zabiłeś?
-Nikogo- odparł rudowłosy- W tym rzecz.
-Ale mówiłeś…
-Jestem tutaj za morderstwo, ale go nie popełniłem- powiedział powoli, wpatrując się w niebieskie oczy blondyna- Ja wiem, że to brzmi zupełnie absurdalnie, ale tak właśnie jest.
-A… Ale jak to?
Rudowłosy przełknął ślinę, zaciskając dłonie na brzegach ławki i zaczął powoli:
-Gdy miałem czternaście lat… To był trudny czas dla mnie… Dużo wagarowałem i właściwie nie za bardzo chodziłem do szkoły…- to sprawiało mu trudność. Każde słowo zdawał się na sobie wymuszać. Nigdy jeszcze nikomu o tym nie mówił. I nikt jeszcze nigdy się tym tak właściwie nie zainteresował- W mojej szkole był taki nauczyciel… Mój ówczesny wychowawca… On… Zawsze za bardzo się wszystkim interesował… Często odwiedzał mnie w domu… Naciskał na moją matkę, żeby mnie pilnowała, naciskał na mnie, żebym chodził do szkoły…- umilkł na dłuższą chwilę, oddychając płytko. Nienawidził tamtego faceta. Nienawidził go za jego cholerne powołanie, ukazywanie się światu jako dobrego wybawiciela udręczonych uczniów. Nienawidził momentów, gdy pojawiał się w jego domu, taki otwarty, uśmiechnięty, czysty i pachnący, emanujący z daleka swoją pozycją i starał się niczym zbawca świata przekonać jego matkę i jego samego, że edukacja jest mu potrzebna. Nienawidził momentów gdy wychodził, a matka zalewała się łzami. I wieczorów, gdy poinformowany przez nią o tym ojczym, zaczynał w paradoksalnej trosce o wychowanie swego podopiecznego, wymierzać mało edukacyjne kary. Kevin wpatrywał się w niego z uwagą, ale wcale go nie pospieszał- Nie lubiłem go. Któregoś dnia jak zwykle zresztą urwałem się wcześniej ze szkoły, ale nie wróciłem do domu. Nigdy nie wracałem. Zazwyczaj… Przechodziłem do takiego niewielkiego lasku, niedaleko. Raczej nie dało się tam spotkać nikogo znajomego- uśmiechnął się blado- Była zima i… Nie wiedziałem, że to człowiek… Myślałem, że to jakieś martwe zwierzę, z daleka widziałem właściwie po prostu ciemniejszy kształt i dużo krwi. Podszedłem bliżej z ciekawości po prostu. Ale… To był on. Nie miałem pojęcia. Chciałem tylko sprawdzić czy żyje, to wszystko… Nachyliłem się nad nim. Lasem przechodził jakiś facet i zobaczył mnie. Zaczął krzyczeć, żebym się odsunął, zadzwonił po pogotowie i policję, a ja uciekłem… Po prostu się bałem- stwierdził cicho, drżąc lekko- Później przyszli do mnie do domu… Rano ktoś dzwonił do tego nauczyciela z mojego telefonu. Jego żona zeznała, że to byłem ja. I chciałem się z nim spotkać żeby porozmawiać na osobności. A dalej… Wszystko się po prostu samo potoczyło.
Kevin spoglądał na niego niemalże z osłupieniem, nie mówiąc właściwie nic. Gabriel odetchnął cicho i rzucił:
-Nie wierzysz mi, prawda?
-W… Wierzę- baknął Kevin- Ale to jest…
-Wiem- stwierdził, skinąwszy głową- Wiem jak to brzmi, ale to prawda. Nie miałem nic wspólnego z jego śmiercią. Nie życzyłem mu dobrze z pewnością, ale nie zabiłbym go. Nikogo bym nie zabił.
-Wierzę ci- stwierdził cicho blondyn i zacisnął palce na dłoni rudowłosego- I strasznie mi przykro… Że cię to spotkało.
Gabriel wpatrywał się w niego dłuższą chwilę, jakby chciał dostrzec, czy ten robi sobie z niego żarty, czy może po prostu mówi to, co sądzi, że powinien powiedzieć. Ale Kevin wydawał mu się w tym momencie niesamowicie szczery. I chyba wcale go nie oszukiwał.
-Do kiedy tutaj będziesz?- zapytał blondyn, spoglądając na niego pytająco.
-Do dwudziestego pierwszego roku życia.
-Co? Rany, to przecież… Cholernie długo. Dali ci maksa?
Skinął głową.
Nie miał pojęcia, kto rzeczywiście zamordował tamtego faceta.
Ale po tym, co zobaczył…
Sam obiektywnie musiał przyznać…
… Że ten, kto to zrobił, powinien do końca życia pozostać w zamknięciu.

-Terapia grupowa?- Kevin skrzywił się nieznacznie- Po co?
-Nie wiem…- stwierdził Gabriel, wzruszywszy ramionami- Nie mieliście tam czegoś takiego?
-Nie, mieliśmy jakieś zajęcia integracyjne, coś w tym stylu, ale terapia grupowa?- pokręcił głową z niedowierzaniem- Rany, brzmi dziwnie.
-Oprócz tego czeka cię wizyta u psychologa… Każdy nowy musi jedną zaliczyć.
-Już się cieszę- parsknął cicho- Filozoficzne dyrdymały na kozetce. Rany.
Gabriel zachichotał lekko.
Już po chwili na korytarzu pojawiła się opiekunka wraz z psycholożką i wpuściły całą oczekującą grupę do środka. Pomieszczenie do zajęć grupowych nie było zbyt duże, a wszystkie krzesła zazwyczaj ustawione były tak, by tworzyły koło. Poza chwilami, gdy pani psycholog wpadała na jakiś bardziej kreatywny pomysł i kazała coś rysować i tym podobne sprawy.
Kevin zagwizdał cicho, zajmując miejsce obok Gabriela.
-Niezłe, niezłe…- ocenił, spoglądając na kobiety- Właściwie to mogę uczestniczyć w takich zajęciach…
Gabriel zdzielił go lekko pod bok, kręcąc z niedowierzaniem głową.
-Witam- psycholożka uśmiechnęła się do wszystkich niemalże serdecznie- Jak już pewnie wszyscy wiecie, w naszym ośrodku pojawił się nowy wychowanek, został także przydzielony do tej grupy. Z racji tego poproszono mnie, aby urządzić dzisiaj coś w rodzaju zajęć integracyjnych. Prosiłabym wszystkich, aby się przedstawili. Zacznę może od siebie… Nazywam się Barbara Reed i jestem psychologiem.
-Nazywam się Samantha Risby- zawtórowała jej opiekunka- Pełnię tutaj funkcję opiekuna. No? Brad?
-Nazywam się Bradley…
Reszta spotkania minęła właściwie w tym samym klimacie. Wszyscy się przedstawiali, mówili krótko, kim są i czym się interesują, później mówił o sobie Kevin i tyle. Na tym, na szczęście, tym razem się skończyło i wszyscy mogli pełni pokoju i radości odejść do swoich pokojów.
-Po co opiekunka na spotkaniu z psychologiem?- Kevin zrównał się krokiem z Gabrielem, spoglądając na niego pytająco.
-Hmm… Z tego, co wiem, po prostu pilnuje, żeby nie doszło do jakichś niechcianych sytuacji… Wiesz, napady agresji i tak dalej…
-Zdarzały się takie?
-Nie, ale wiesz… Przezorny zawsze ubezpieczony- Gabriel uśmiechnął się odrobinę blado- To takie środki bezpieczeństwa.
-Gdzie masz torbę z zeszytami?- Kevin spojrzał na niego pytająco i dopiero w tym momencie rudowłosy zorientował się, że rzeczywiście jej nie wziął.
-Zapomniałem.
-To leć- blondyn zaśmiał się lekko- Czekam.
Gabriel tylko skinął głową i popędził do salki. Rzeczywiście, jego torba leżała przy jego krześle. Zarzucił ją sobie na ramię i już miał wychodzić, gdy zza drzwi prowadzących do czegoś w rodzaju zaplecza usłyszał coś, co przykuło jego uwagę.
-… A Gabriel?
Zatrzymał się w połowie drogi, odwracając się z wahaniem. Głos z pewnością należał do pani Risby.
-Trudny przypadek- odparła jej z kolei psycholożka- Nie stawiałabym na jakiekolwiek sukcesy. Nasze spotkania nie dają większych rezultatów. Gabriel nie chce rozmawiać.
-Jego rodzice też nie za bardzo się tym interesują…- Risby westchnęła głęboko- Nie przyjeżdżają na widzenia.
-Nasze metody działania nie przynoszą żadnych skutków. Bez udziału rodziców cały proces jest dużo trudniejszy, ale Gabriel naprawdę nie wykazuje chęci do jakichkolwiek zmian. Jest zamknięty w sobie i nie zawiera nowych znajomości. Jeśli nie uda nam się na niego wpłynąć… Powinniśmy chyba wszyscy rozważyć, czy nie będzie dla niego lepiej, jeśli zostanie przeniesiony do innej placówki.
… Przeniesiony?

Wcale nie chciał być przeniesiony.
Bał się tego jak diabli, zresztą zawsze bał się wszelkiego rodzaju zmian. Nie lubił miejsca, w którym się znajdował, ale nigdy nie wyobrażał sobie, że mógłby trafić gdziekolwiek indziej. Szczególnie teraz, gdy…
Kevin.
Och, rany.
Westchnął cicho pod nosem, wsuwając się pod kołdrę. Że też akurat on przyszedł mu na myśl… Jednakże Gabriel naprawdę czuł, że chłopak chce się z nim zadawać. I był w sumie jedynym, przed którym kiedykolwiek się otworzył i opowiedział o tamtym zdarzeniu… W tak krótkim czasie dokonał niemożliwego, tego, co nie udało się psychologom i opiekunom. A poza tym… Gabriel naprawdę go lubił.
A to nie zdarzało się często.
I akurat w takiej chwili chcieli go przenieść?
Niedorzeczne.
Aż parsknął cicho pod nosem, wtulając się w poduszkę.
-Gabriel…
Jego serce znowu ruszyło w niesamowitym wprost tempie. Oddychał płytko, starając się skupić na myśli o Kevinie, starając się skupić na czymkolwiek, wmówić sobie samemu, że to on, to jego głos, to jego cholernie zryta psychika, że to wszystko nie dzieje się naprawdę.
-Tęsknisz… Gabriel?
Zadrżał niepohamowanie. Jak rzadko słyszał w takich chwilach coś innego niż własne imię.
-Tęsknisz…?
-Kim jesteś?- głos drżał mu lekko pod napływem panicznego, zżerającego niemalże od środka strachu.
-Tęsknisz, Gabriel?
-Zostaw mnie w spokoju…- spróbował, czując się jak zupełny wariat. Przerażony wariat. Zlękniony własnym szaleństwem.
-Przyjdę po ciebie, Gabriel. Niedługo. Przyjdę jak i ty przyszedłeś do mnie…
Zakrył głowę kołdrą, dusząc w sobie chęć płaczu ze strachu.
-Oczekuj mnie.

2 komentarze:

  1. Anonimowy8:20 PM

    o_O Duchy...?? Fajnie ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy6:30 PM

    Mam przypuszczenia co do właściciela głosu i nie jest to Kevin :) Zobaczymy dalej ;)

    Kres

    OdpowiedzUsuń