Strony

niedziela, 22 maja 2011

2. Pani Worner

-Nie mów do mnie- syknąłem z irytacją, kiedy kolejna staruszka obejrzała się za mną mrucząc coś o wariatach.
-Nie musisz odpowiadać- zauważył Amadeusz- Nie często mam okazję się do kogokolwiek odezwać. A właściwie nie odzywałem się od ponad pięciu wieków.
-Masz pięćset lat?!- wykrzyknąłem, a pobliskie osoby obejrzały się za mną.
-Tak, mniej więcej tyle- przyznał po chwili namysłu- W sumie szybko minęło.
-Szybko?- zapytałem półgębkiem- Co ty robiłeś przez cały ten czas?
-To co zwykle. Przeszkadzałem trochę ludziom.
-To dziwne. Dlaczego nikt jeszcze nie udowodnił waszego istnienia?
-Bo ludzie nie wierzą w coś czego nie mogą zobaczyć, dotknąć i zaszufladkować jako sprawdzone- prychnął ze złością demon- Poza tym zazwyczaj jeżeli stłucze ci się szklanka to zwalasz to na to, że postawiłeś ją na brzegu, a jeżeli przez okno wyfrunie kartka, mówisz, że to przez przeciąg. Nie ma się po co zastanawiać nad innymi powodami, bo te przecież są łatwe i wystarczająco zadowalające dla tak przyziemnych umysłów, czyż nie?
-A więc każda wyfruwająca przez okno kartka i zbita szklanka to sprawka demona?
-Nie- pokręcił głową z lekką irytacją- Podaje przykład. Coś ci znika, pojawia się w innym miejscu, zwalasz na to, że ktoś ci to przestawił, albo wydaje ci się, że jednak to tam położyłeś. Szukasz czegoś i nie zauważasz i nagle dostrzegasz to w tym miejscu w którym szukałeś już pięćset razy, więc zwalasz to na swoją nieumyślność i nierozwagę. To jeszcze możesz lokować w takich właśnie przypuszczeniach. Ale kiedy kładziesz coś w konkretnym miejscu, żeby tego nie zapomnieć, a potem to znika i pojawia się w zupełnie innym miejscu jesteś rozbity. I kiedy taka sytuacja się powtarza zwalasz to na chorobę, sklerozę czy co tam jeszcze. Nie mówię, że każdy przypadkowy hałas jaki usłyszysz oznacza demona i że każda stłuczona szklanka świadczy o jego obecności. Mówię tylko, że zdarzają się przypadki, gdzie jesteś pewien, że to wszystko wymysł twojej wyobraźni tymczasem prawda jest inna.
-Nadal nie rozumiem... Po co to wszystko? Co macie z tego, że co jakiś czas będziecie przeszkadzać ludziom?
-Coś jak zawodowe spełnienie- zaśmiał się Amadeusz- To po prostu coś ciekawego. Są demony, które są złośliwe i robią ludziom na złość, inne pojawiają się sporadycznie, niosąc za sobą niewielkie szkody, a jeszcze inne nie robią zupełnie nic. Musisz jednak zrozumieć, że cała wieczność jaka się przede mną rozciąga zapowiada się tak samo nudno jak moje dotychczasowe "życie" o ile mogę to tak nazwać. A jeżeli strasznie ci się nudzi, zaczynasz szukać jakiejś rozrywki, a obserwowanie reakcji ludzi to genialna rozrywka. Lepsza niż wasza telewizja.
-Eee... Skoro tak- chrząknąłem, przyspieszając nieco kroku.
Mijający mnie ludzie raz po raz wpadali na Amadeusza, przenikając przez niego bez żadnego problemu. Ciągle nachodziła mnie myśl, że może jednak wszystko to sobie wymyśliłem. Że coś mi odwaliło, bo przecież to wszystko brzmiało tak niewiarygodnie.
-Ludzie cię nie czują- stwierdziłem po prostu, kiedy grupka rozchichotanych dziewcząt przebiegła przez niego błyskawicznie, kompletnie bez jego reakcji.
-Oczywiście. Jak inaczej to sobie wyobrażasz?
-Ale... Ja też... Przez ciebie przenikam?
-Hmm...- spojrzał na mnie badawczo i zamyślił się przez chwilę- Nie wiem. Chyba tak.
Stuknąłem go lekko w ramię, jedynie na próbę. Nie, nie przeniknąłem przez niego. Dotknąłem go, ale natychmiast cofnąłem dłoń, sam nie wiem z jakiego powodu czując się dziwnie.
-Nie gryzę- uśmiechnął się kąśliwie.
-Czujesz mój dotyk?
Skinął głową w milczeniu, najwyraźniej nad czymś się zastanawiając. Nie jestem pewien, czy byłem wtedy szczęśliwy z powodu jego realności. Chyba wolałbym już nie czuć go jak reszta, wtedy mógłbym bez ustanku wmawiać sobie, że to moja własna wyobraźnia, ale w końcu udało mi się dotknąć! Jak można dotknąć kogoś kto nie istnieje?!
Przestałem się nad tym zastanawiać dopiero kiedy doszedłem do drzwi kamienicy. Wszedłem po schodach na trzecie piętro i zapukałem do drzwi. Amadeusz cały czas szedł tuż obok mnie, nie odzywając się już jednak ani słowem.
Na progu pojawił się Ricky. Był wysokim, opalonym blondynem, o dużych niebieskich oczach i ładnie wykrojonych malinowych ustach.
-Tęskniłem- oznajmił, muskając ustami wrażliwą skórę na mojej szyi.
Odwróciłem się, chcąc sprawdzić reakcję Amadeusza, ale już go tam nie było. Z cichym westchnieniem wpiłem się w usta chłopaka, który uniósł mnie delikatnie. Oplotłem go nogami wokół pasa, nie przerywając pocałunku i pozwoliłem przenieść się do sypialni. Rick nie fatygował się nigdy z żadnymi rozmowami. Bez zbytnich ceregieli rzucił mnie na łóżko, szybko zrywając ze mnie bluzę i odrzucając ją w kąt pokoju. Zdecydowanie nie mogłem się skoncentrować. Całowaliśmy się namiętnie przez jakiś czas, dopóki jego dłonie nie zjechały do moich spodni.
-Josh- usłyszałem uporczywy głos nad sobą.
Krzyknąłem z przerażenia, odpychając od siebie Ricky'ego. Tuż obok łóżka stał Amadeusz, wpatrując się we mnie uporczywie.
-Co się stało?- Rick rozejrzał się zdezorientowany.
-Przepraszam na chwilę- powiedziałem, po czym podniosłem się z łóżka i wybiegłem do łazienki.
Nie byłem wcale zdziwiony, że kiedy tam wszedłem demon czekał już w środku.
-Boże drogi... Wystraszyłeś mnie na śmierć- westchnąłem ciężko, opierając się o zlew- Nie wspominając już o tym, że co nieco przerwałeś, jakbyś nie zauważył.
-Josh!- Ricky zapukał do drzwi- Josh z kim rozmawiasz?
-Rozmawiam przez telefon- odparłem- Przepraszam na chwilę.
-Josh, powiesz mi co się stało?
-Nic takiego- skłamałem prędko- Hmm... Po prostu musiałem odebrać.
-Nie słyszałem, żeby dzwonił ci telefon- powiedział z wyraźnym wyrzutem.
-Przepraszam, to ważne- powtórzyłem twardo.
Ricky westchnął ciężko, najwyraźniej dając za wygraną, bo po chwili odszedł spod drzwi.
-Coś się stało?- zapytałem szorstko Amadeusza- Czy po prostu chciałeś mnie przyprawić o zawał?
-Widzę, że wasz związek nie opiera się na konwersacji- prychnął drwiąco.
-Oczywiście, że się opiera!- zaprotestowałem gwałtownie, chociaż od kilku dni ta sama myśl chodziła mi po głowie- A poza tym... Dlaczego podsłuchujesz?!
-Nie podsłuchuję. Już ci mówiłem, że nie istnieje dla mnie coś takiego jak własność prywatna- zauważył cicho- Po prostu... Pokręciłem się tu i chciałem ci coś powiedzieć.
-Więc słucham!
-Ale teraz już nie chcę!- burknął wyraźnie obrażonym tonem.
-Och, pieprz się- syknąłem przez ramię, wychodząc z łazienki i wchodząc do sypialni.
-Przepraszam, to naprawdę było pilne- uśmiechnąłem się przepraszająco do Ricky'ego.
-Nie wątpię- stwierdził kpiąco, podając mi... moją własną komórkę.
-Hmm...- wydałem z siebie jedynie.
Było mi wtedy cholernie wstyd. Wstyd, że nie potrafię wyjaśnić swojego zachowania. Że nie mogę mu powiedzieć prawdy. Że nie czuję się pewnie, bo ktoś, czy raczej coś bezustannie mnie śledzi.
-Mogę się dowiedzieć, co się stało?
Nie odpowiedziałem, ubierając się szybko i ruszając w kierunku wyjścia.
-Josh!- Ricky wypadł za mną na klatkę.
Zbiegłem szybko po schodach i ruszyłem do domu.
Sam nie wiedziałem dlaczego uciekłem. Obawiałem się chyba niewygodnych pytań w stylu: "w takim razie z kim rozmawiałeś?". A żadna odpowiedź na to pytanie nie mogła wyglądać normalnie.
Do domu dotarłem sam. Amadeusz nie pojawił się przez cały wieczór. Aż trudno uwierzyć, że wtedy zasnąłem z nadzieją, że obraził się na dobre i jutro już go nie zobaczę.

Nadzieja jednak okazała się fałszywa, bo ledwie się przebudziłem, a zauważyłem jego twarz, wiszącą tuż nade mną.
-Jezu Chryste...- westchnąłem zaspany- Masz zamiar mnie tak straszyć codziennie?
-Jesteś na mnie zły?
-Wściekły- sprostowałem, posyłając mu gniewne spojrzenie- Czemu w ogóle przeszkadzasz w takich momentach?!
-Przestań no... Nie zrobiłem tego umyślnie. Zresztą już ci powiedziałem, że jeżeli nie chcesz reagować możesz się zachowywać jak gdyby mnie tu nie było.
-Wiesz, gdyby to było takie proste, to pewnie bym się tak zachowywał- parsknąłem, zrywając się z łóżka.
Amadeusz chwycił mnie stanowczo za nadgarstek.
-Uspokój się. Co ci to właściwie robi za różnicę? W normalnych warunkach nie widziałbyś mnie i nie miałbyś z tym problemu!
-Oczywiście, że tak- warknąłem ze złością, próbując się wyrwać, ale demon był zdecydowanie za silny, więc w końcu przystanąłem nieruchomo- W normalnych warunkach nie wiedziałbym o twoim istnieniu, w normalnych warunkach nawet bym nie wiedział, że tam jesteś, a przede wszystkim w normalnych warunkach nie musiałbym zawracać sobie tobą głowy!
Amadeusz puścił moją rękę i przysiadł na łóżku wyraźnie skołowany. Miałem zamiar co prawda, bez żadnej gadki udać się do łazienki i udawać obrażonego, ale jednak widząc jego nieszczęśliwą minę, westchnąłem jedynie głęboko i usiadłem obok niego. Pieprzyć mój altruizm...
-Słuchaj, po prostu my ludzie już tacy jesteśmy- wyjaśniłem z głębokim westchnięciem- Wiem, że nie zrobiłeś tego celowo, ale to niezbyt kulturalne wchodzić bez pukania.
-Aha, czyli miałem zapukać?- uniósł pytająco brew.
-Broń Boże- syknąłem natychmiast, zastanawiając się nad lepszym doborem słów- Słuchaj, po prostu przerwałeś mi w pewnym sensie randkę jaka by ona nie była.
-Jesteś rozczarowany- zauważył, przyglądając mi się uważnie.
-Nie tak bardzo- skłamałem- A na pewno byłoby lepiej gdybyś nam nie przerwał.
-Nie lubię go- mruknął po dłuższej chwili milczenia.
Nie wiedziałem co jego lubienie, bądź też nie lubienie miało do mojego chłopaka, więc posłałem mu zdziwione spojrzenie.
-A co?- zakpiłem- Ma złą aurę?
Amadeusz najwyraźniej nie dostrzegł tam ani krztyny sarkazmu, bo odparł:
-Mniej więcej.
Potarłem skronie z irytacją, całą siłą woli powstrzymując się od powiedzeniem mu czegoś naprawdę brzydkiego.
-Słuchaj, ale to ja się z nim spotykam, a nie ty, tak?- oświadczyłem w końcu- Czy jesteś więc w stanie przeboleć złą aurę MOJEGO chłopaka?
-Skoro muszę- westchnął zrezygnowany- Co będziesz teraz robił? Zadzwonisz z łzawymi przeprosinami?
Zaczerwieniłem się lekko jak przyłapany na gorącym uczynku dzieciak. Rzeczywiście, taki miałem zamiar, ale po jego słowach jednak zmieniłem zdanie.
-Nie, będę uczył się z fizyki- mruknąłem niepocieszony- Mam jutro test.
-Mogę ci jakoś pomóc?- zapytał niemalże miłosiernie.
-Sądziłem, że jesteś od przeszkadzania ludziom- zauważyłem przytomnie, sięgając po książkę.
-Nie muszę ci przeszkadzać. W końcu widzisz mnie i słyszysz, po co mam zwracać na siebie uwagę w jakiś inny sposób?- uśmiechnął się kwaśno- To chyba nie jest twój ulubiony przedmiot?
-Nie mam czegoś takiego jak "ulubiony przedmiot"- powiedziałem posępnie- Fizyka jest beznadziejna, ta szkoła jest beznadziejna, to miasto jest beznadziejne, po prostu wszystko naokoło mnie jest do dupy.
Umilkłem natychmiast, nieco porażony szczerością swojej wypowiedzi.
-Hmm... Nie mieszkasz tu długo, prawda?
-Od trzech miesięcy- mruknąłem ze zbolałą miną- Ta szkoła jest koszmarna. Trafiłem tu ze średnią 4.0, a teraz ledwie jadę na dwójach, rozumiesz?
-Emm... Szczerze mówiąc nie bardzo, nigdy nie chodziłem do szkoły- uśmiechnął się przepraszająco- Dlaczego się przeprowadziłeś?
-Moi rodzice się rozwiedli i... Tak jakoś wyszło- dokończyłem nieco koślawo.
-Nie powinieneś mieszkać z którymś z nich?
-Nie... Uznali, że "będzie lepiej" jeżeli przeniosą mnie do jakiejś porządnej szkoły- westchnąłem niemrawo- Czyli krótko mówiąc musieli mnie gdzieś szybko upchnąć, bo strasznie im przeszkadzałem.
-Och... No cóż...- Amadeusz najwyraźniej poczuł się skrępowany moją wylewnością- Ale chyba nie wysłaliby cię do tak drogiej szkoły, gdyby im na tobie nie zależało, nie?
-Wręcz przeciwnie- mruknąłem z lekką goryczą- Wysłali mnie właśnie do takiej szkoły, żeby mieć pewność, że szybko z niej nie wyjdę. Jestem pewien, że nie zaliczę tej cholernej fizyki!
Amadeusz przyglądał mi się przez chwilę badawczo, po czym zdecydowanym ruchem zamknął książkę tuż przed moim nosem.
-Przyda ci się mała pomoc, co ty na to?- uśmiechnął się tajemniczo.
-A co, może mi powiesz, że jesteś genialnym fizykiem?- zadrwiłem.
-Nie. Ale chyba pozostałe dzieciaki w twojej klasie jakoś sobie radzą, co?
-Jeżeli chodzi ci o to, żebym zapytał któregoś z moich przyjaciół...- mruknąłem, marszcząc brwi, zastanawiając się do czego właściwie pije Amadeusz- To muszę cię rozczarować, ale zgapiałem od Jenny i pani Worner ją przesiadła.
-Straaaszne- demon wywrócił oczyma- Ale Jenna jest dobra z fizyki, tak?
-Eee... Tak.
-Więc czy będzie dla mnie jakimkolwiek problemem, pokrążyć trochę po klasie i wyszeptać ci do ucha kilka potrzebnych informacji?- uśmiechnął się krzywo.
Spojrzałem na niego podejrzliwie, milcząc. Owszem, takie rozwiązanie wydawało się niezwykle kuszące, ale jednak...
Otworzyłem książkę zdecydowanym ruchem.
Zamrugał, wyraźnie zdziwiony moim zachowaniem.
-Przepraszam, ale nie skorzystam. Nie wiem skąd nagle wzięło się u demona tyle dobrej woli i chęci pomocy.
Zaśmiał się cicho, najwyraźniej nie poruszony odmową.
-Jak wolisz.

Kolejnego ranka nie byłem już zupełnie przekonany, co wolę. Nie dość, że zasnąłem w środku nocy z podręcznikiem w jednej, a kawą w drugiej dłoni, nie dość, że Amadeusz musiał mnie budzić tuż o świcie [za co bądź co bądź powinienem być mu wdzięczny], to jeszcze w mojej głowie panowała kompletna pustka. Ubierając się w biegu [przy okazji ze dwa razy wyrzucając Amadeusza z łazienki] starałem sobie przypomnieć chociażby to cholerne prawo Ohma, ale moje wysiłki spełzły na niczym.
Kiedy dotarłem do szkoły było już dobrze po dzwonku. Wpadłem do klasy i szybko zająłem swoje miejsce. Ku mojej uldze, nauczycielki jeszcze nie było.
Katy kopnęła mnie w krzesło.
Odwróciłem się w jej stronę.
-Co się z tobą dzieje, co?!- syknęła z wściekłością- Próbuje się do ciebie dodzwonić od dwóch dni, nagrywam ci się na sekretarkę, a ty nic!
-Eee... Przepraszam, nie miałem czasu odsłuchać wiadomości- odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
-No trudno- mruknęła z rezygnacją- Chciałam ci tylko oznajmić, że twoja słodka Jenna wczoraj wyszła z Jackiem.
-Co z tego? Przecież my też razem wychodzimy- zauważyłem przytomnie.
-Co z tego! Ale u nas sprawa jest jasna!- krzyknęła wściekła- A patrz na nią- posłusznie zerknąłem w stronę Jenny. Odgarnęła burzę czarnych loków i uśmiechnęła się do mnie- Widzisz?! Ona nawet ciebie podrywa!
-Katy, dobrze wiesz, że to bzdura- tłumaczyłem cierpliwie, chociaż cała sytuacja zaczynała mnie trochę irytować- Ona ma po prostu taki sposób bycia. Musisz się do tego przyzwyczaić no...
-Sposób bycia, też coś!- prychnęła rudowłosa, najwyraźniej zamierzając dłużej o tym dyskutować, ale w tym momencie do klasy wkroczyła stara jędza Worner.
-Mam nadzieję, że wszyscy przygotowali się na dzisiejszy test- tu posłała mi chłodne, krytyczne spojrzenie- Wasza ocena będzie w dużej mierze zależała właśnie od niego.
Zakląłem w duchu. Byłem pewien, że nie wyjadę nawet na tą cholerną dwóję. Świetnie.
Na ławce przede mną jak gdyby nigdy nic usadowił się Amadeusz. Sapnąłem pod nosem ze złości. Całkowicie przesłonił mi Worner!
Przesunąłem się z krzesłem trochę w prawo, co niestety nie umknęło na uwadze nauczycielce.
-A ty co, Carter?- spojrzała na mnie ze złośliwym uśmieszkiem- Szukasz dogodnej pozycji do ściągania? Uprzedzam cię chłopcze, że pod moim okiem to niemożliwe!
-A chcesz się założyć?- usłyszałem syknięcie Amadeusza.
-Nie- szepnąłem cicho do demona, ale ku mojemu nieszczęściu usłyszała to Worner.
-Nie? Więc uważasz, że uda ci się mnie przechytrzyć, chłopcze?
-N-nie proszę pani- baknąłem niepewnie, czując na sobie spojrzenia całej klasy- Chciałem tylko powiedzieć, że nie zamierzam ściągać.
-Czyli zamierzasz dostać jedynkę- skwitowała to kobieta- Tak więc nic się nie zmieniło. Fox, rozdaj proszę arkusze!
Już po kwadransie, cała klasa pogrążona była w ciszy, całkowicie skupiając się na rozwiązywaniu zadań. Uniosłem lekko wzrok. Jędza Worner wpatrywała się we mnie nieustannie, a gdy przyuważyła moje spojrzenie uśmiechnęła się drwiąco.
-Wolisz dać tej babie satysfakcję z wstawiania ci kolejnej jedynki?- burknął z irytacją Amadeusz- W ogóle nie rozumiem twojej "logiki". No zgódź się, co ci szkodzi. Spróbujemy czy zadziała. Jeżeli nie, to przecież nic straconego i tak dostaniesz jedynkę!
Nie brzmiało to pocieszająco, ale bądź co bądź musiałem się z nim zgodzić. Nabazgrałem na rogu kartki wielkie "TAK". Amadeusz uśmiechnął się szelmowsko i zauważyłem, że przechodzi się po klasie, przyglądając się arkuszom kolejnych osób. Przegryzłem wargę ze zdenerwowaniem tak jakbym bał się, że ktokolwiek go przyłapie. Amadeusz wrócił po chwili, dyktując mi odpowiedzi. Celowo zajrzał do różnych osób, żeby stara Worner nie mogła się przyczepić, że zgapiałem od kogoś konkretnego.
Tak więc kiedy po dzwonku wszyscy rzucili się, żeby oddać prace, a ona spojrzała na mnie z dziwną satysfakcją, a potem przeniosła wzrok na moją kartkę i jakby pozieleniała, ja również nie mogłem powstrzymać się przed radosnym uśmiechem.
-Dzięki- mruknąłem ledwo słyszalnie, wychodząc z klasy.
-Nie ma za co- odparł z szerokim uśmiechem- Jeszcze mi się za to odwdzięczysz.
Byłem ciekawy o co mu chodzi, ale postanowiłem nie drążyć tematu. Z klasy wyszła Katy, najwyraźniej zamierzając wciągnąć mnie do uprzednio przerwanej rozmowy, ale na całe szczęście na horyzoncie pojawił się również Jack z Jenną.
-O żesz ja pierdolę, co te stare krówsko znowu wymyśliło?!- Jack jak zwykle nie oszczędzał się w słowach- Jak wyjdzie mi z tego ta jebana dwója, to będzie cholerny fart. A tobie jak poszło, Jenna?
Katy wyglądała jakby, ktoś dał jej w twarz. Jack od początku rozmowy nawet na nią nie spojrzał.
-To było proste- brunetka zmarszczyła brwi- Co prawda, nie jestem pewna czy w zadaniu trzynastym nie pomyliłam się w obliczeniach, bo zamiast wzoru na prędkość użyłam wzoru na...
-Wzruszyła mnie twoja historia- stwierdziła kąśliwie Katy, przerywając jej w połowie zdania i najwyraźniej oczekując na ripostę ze strony Jenny, ale zawiodła się. Brunetka uśmiechnęła się jedynie lekko, jakby w ogóle nie dosłyszała jej słów, po czym spojrzała na mnie z powagą i powiedziała cicho:
-Rozmawiałam z Rickiem.

2 komentarze:

  1. Zapowiada się świetnie, czmycham czytać dalej ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. ojejej :3 to jest świetne :3
    rozumiem Amadeusza, jakbym była demonem to z braku lepszych opcji też bym straszyła ludzi XD

    OdpowiedzUsuń