Strony

niedziela, 22 maja 2011

3. Doświadczenie

-Co?! Popierdoliło cię?!
Zajęliśmy miejsca przy naszym stoliku w stołówce. Amadeusz spoczął tuż obok mnie przysłuchując się rozmowie uważnie.
-Jack! Nie mów tak do niego!- Jenna posłała mu karcące spojrzenie.
-Ale kiedy Jack ma rację!- zbuntowała się Katy. Co prawda jej opinia nigdy nie była do końca subiektywna, bo jestem pewien, że gdyby Jack stwierdził, że mam całkowitą rację, pewnie stanęła by za nim murem, ale mimo to zrobiło mi się trochę przykro- Jak można pokłócić się z TAKIM facetem?!
-Nie, nie ma racji- prychnęła brunetka- Naprawdę od samego początku nie podobał mi się ten Rick... Znaczy wiem, jest przystojny i naprawdę pociągający...
Katy wzniosła oczy ku niebu, mamrocąc coś niewyraźnie pod nosem.
-... ale wydał mi się mega podejrzany- kontynuowała dziewczyna, umyślnie ignorując rudowłosą- I uważam, że to dobrze, że dałeś mu kopa w dupę!
-Nie dałem- mruknąłem posępnie, ignorując Amadeusza, który stwierdził coś w stylu: "Mądra dziewczyna"- Po prostu... Nie wiem, zrobiło się tak dziwnie... W ogóle czuję się z nim dziwnie... To znaczy jest fajnie, ale... Aj- zamotałem się lekko.
-Pierdolisz od rzeczy!- warknął Jack- Słuchaj, facet to facet, bez urazy oczywiście. To nic dziwnego, że zachowuje się oschle, poza tym skoro dzwonił do Jenny, to na pewno mu zależy.
-Nie sądzę- zaprotestowała dziewczyna- Nie wydawał się specjalnie skruszony.
-Bo nic nie zrobił- westchnął ciężko Jack- To on spierdolił mu z mieszkania, jakbyś nie zauważyła i to bez żadnych wyjaśnień!
Milczałem, wsłuchując się tępo w ich kłótnię, co jakiś czas przerywaną okrzykami Amadeusza w stylu: "Tak trzymaj!", "Ty tępy, pospolity lizusie" czy też "Nie wiesz co wygadujesz, głupia małpo!".
-To jest sprawa Josha- oznajmiła wreszcie Jenna- I tylko on może decydować o swoim związku.
-Ale on sobie ten związek nieustannie pieprzy- zauważył niestety zgodnie z prawdą Jack- Który to będzie jego eks? Liczy to jeszcze ktoś?
-Co z tego?- sprzeciwiła się Jenna- To on szuka tego jedynego, a nie ty.
Jack niemalże opluł się sokiem.
-Tego jedynego?! Tego jedynego to szukają głupie baby!- wrzasnął, a dziewczyny z pobliskich stolików posłały mu pełne nienawiści spojrzenie.
-Jesteś tępy i ograniczony- prychnęła Jenna, wstając z miejsca- A w dodatku nie masz bladego pojęcia jak się zachować w towarzystwie dam!
Zerwała się z miejsca i ruszyła w kierunku szkoły. Nie minęło nawet pięć minut, kiedy Jack również wstał i mruknął coś w stylu: "Idę do klopa" chociaż dobrze wiedziałem, że prawdopodobnie będzie szukał Jenny. Katy powiodła za nim smętnym spojrzeniem.
-Josh?
-Co?
-Nie bądź głupi, dobra? Ricky to naprawdę super gość. Nie warto kogoś takiego tracić, tylko dlatego, że jakaś koszmarna małpa- tutaj zrobiła efektowną pauzę- Stwierdziła iż jest "podejrzany".
Oczywiście Katy nie miała pojęcia, że oprócz tej "koszmarnej małpy" stwierdził to jeszcze mój niewidzialny demon.
Nieistotny szczegół.

Obserwowałem telefon w milczeniu, walcząc sam ze sobą. W sumie mógłbym to całkowicie olać. I czekać na jego przeprosiny czy coś... Ale to by oznaczało kolejny związek zakończony klęską...
Westchnąłem głęboko.
-Ej- Amadeusz uwalił się na łóżku tuż obok mnie. Właściwie "uwalił" może nie było odpowiednim słowem, bo łóżko nawet nie skrzypnęło, tak jakby demon był lekki niczym piórko- Myślisz o nim?
-Taaa...
-Zazwyczaj słuchasz się w tych sprawach przyjaciół?
-Zazwyczaj ich opinie są mniej więcej tak zgodne jak dzisiaj- prychnąłem cicho- Sam słyszałeś. Jak mam na nich polegać, skoro sami między sobą zachowują się jak banda dzieciaków?
-O ile dobrze zrozumiałam, to ta mała kocha jego, ale on nie kocha jej, tylko tą całą Jennę, która z kolei nie kocha jego, bo poszukuje "tego jedynego"- wyrecytował demon.
Uśmiechnąłem się lekko widząc jego skołowanie.
-I co, nasz ludzki świat nie jest taki łatwy jak się wydaje, nie?
Spojrzał na mnie i przez chwilę leżeliśmy obok siebie nieruchomo, wpatrując się w siebie.
-Nie jest- przyznał.
Był taki niesamowicie... Przyciągający. Całą siłą woli powstrzymałem się od zanurzenia dłoni w jego jedwabistych włosach.
-I co? Zadzwonisz?- zapytał cichym, magnetycznym głosem.
Zatkało mnie na moment. Spuściłem wzrok, czerwieniąc się lekko. Z całej siły starałem się uspokoić bijące jak oszalałe serce. No dobra. Wdech. Wydech. Wdech...
-Josh mogę wiedzieć jak się poznaliście?
-Eee... Po co?
-Tak po prostu- wzruszył ramionami- Jestem zwyczajnie ciekawy.
-Hmm... No cóż- byłem lekko skrępowany- To było w sumie takie... Niespodziewane hm... Kilku chłopaków mnie zaczepiało i w ogóle... Myślałem, że mnie okradną czy coś... No i przyszedł on i ich wystraszył.
-Sfingowany napad- mruknął Amadeusz- Jak słodko.
-Czemu od razu sfingowany, co?- żachnąłem się.
-Eee... Cóż... Hmm...- teraz on wydawał się zmieszany- No... Byłem ciekawy no i popytałem... Trochę.
-Popytałeś?- powtórzyłem ostrym tonem- Chcesz powiedzieć, że wykorzystałeś inne demony żeby się dowiedzieć czegoś o Ricky'm?!
-A czy to świadczy o mnie źle?- obruszył się- Po prostu się martwię.
-Och, jakiś ty troskliwy- mruknąłem ironicznie.
-A żebyś wiedział! Zawracam ci głowę od kilku dni, więc chciałem się odwdzięczyć, ale nieeee... Ty wolisz żyć sobie w fałszywym poczuciu, że twój ukochany, wymarzony Rick jest cudny i bez wad!
-Czyli co?- spytałem ponuro, powstrzymując się od tego, żeby wygarnąć mu jak strasznie to jego "zawracanie głowy" mnie drażni- Sfingował napad, bo mu się podobałem, to nawet... Romantyczne.
-Romantyczne- powtórzył demon z lekkim obrzydzeniem- Ciekawe czy jego cele były równie... Romantyczne jak ci się wydaje.
-A jakie były?
-A co ja jestem informacja?!- zirytował się Amadeusz, podrywając z łóżka- Chwilę temu nie chciałeś mnie słuchać przekonany o tym, że twój facet jest idealny!
-I nadal nie chcę- zaznaczyłem, nie do końca szczerze.
Amadeusz fuknął coś ze złością i już go nie było. Kto by pomyślał, że demona można tak łatwo wyprowadzić z równowagi...
Co prawda byłem cholernie ciekawy co takiego wie o Rick'ym co i ja powinienem wiedzieć, ale jednak... Przecież chciałem ufać mojemu chłopakowi! A poza tym jaką miałem pewność, że Amadeusz nie skłamie, chcąc po prostu "zbadać moją reakcję", albo dobrze bawić się moim kosztem?
Spojrzałem jeszcze raz na telefon, ale w końcu westchnąłem zrezygnowany, nie mogąc pojąć czemu mimo wszystko w jakiś przedziwny sposób, bardziej wierzę DEMONOWI, którego znam od kilku dni, niż mojemu chłopakowi.

Wiedźma Worner stanęła na środku klasy z grymasem niemalże bólu na twarzy. Rozejrzała się po uczniach, aż w końcu jej wzrok spoczął na mnie. Całą siłą woli powstrzymywałem się od wybuchnięcia śmiechem.
-Muszę powiedzieć, że prace nie poszły wam najlepiej- syknęła, wyraźnie zdenerwowana- Chociaż oczywiście kilku uczniów jak zwykle było wybitnych... A jeden bezczelnie ściągał.
Tu znowu pozwoliła sobie na mnie spojrzeć, po czym kontynuowała:
-Josh Carter dostał piątkę- Jenna odwróciła się w moją stronę, przyglądając mi się ze zdziwieniem i uznaniem jednocześnie- Wiadomo oczywiście, że to niemożliwe. I wiadomo, że ktoś mu pomógł. Nie mam na to co prawda żadnych dowodów- powiedziała ze zbolałą miną- Ale jeżeli dowiem się, które z was mu pomagało, macie moją gwarancję, że razem z nim wylecicie ze szkoły!
-Proszę pani!- Jenna podniosła rękę, przerywając pełną napięcia ciszę- A skąd pani wie, że Josh nie mógł dostać piątki?
-Nie trudno to sprawdzić- wycedziła przez zęby- Carter, prawo Ohma!
No nie, tego się nie spodziewałem. Rozejrzałem się po klasie, oczywiście w poszukiwaniu Amadeusza, chociaż sam nie wiedziałem jak mógłby mi pomóc w takiej chwili, ale oczywiście stara Worner inaczej odczytała moje zamiary:
-Patrz się prosto na mnie, chłopcze! Niech nikt nie waży się chociażby drgnąć!- oświadczyła wojowniczo do klasy- Więc jak? Nie wiesz?
-Nie- powiedziałem cicho.
-Ach tak... Carter to chyba najprostsza rzecz o jaką mogłabym cię spytać... Definicja prądu stałego!
-Nie wiem, proszę pani.
-Dziwne, na sprawdzianie napisałeś to doskonale- uśmiechnęła się zjadliwie- Czyżbyś miał aż tak kiepską pamięć? Warunki jakie muszą być spełnione, aby w obwodzie płynął prąd?
Ale w tym momencie rozległ się głośny dźwięk. Uczniowie pozrywali się z ławek i rzucili się do okien, żeby sprawdzić co się dzieje.
-Na miejsca! SŁYSZYCIE?! SIADAĆ!- wrzeszczała Worner, usiłując opanować ogólny rozgardiasz.
-Proszę pani... To chyba pani samochód- zauważyła słusznie Jenna.
Wtedy również ja poderwałem się z ławki, żeby zobaczyć o co chodzi. Ford Worner stał na środku parkingu, opływający w tajemniczej żółtej mazi. Dopiero po chwili zrozumiałem, że ktoś... Obrzucił jej samochód jajkami.
Worner sapnęła ze złości i rzuciła się do drzwi.
-Na przerwę!- wrzasnęła jeszcze do nas- Wszyscy! Już!

-Nie no, to jest numer dnia!- zachichotał Jack, kiedy wychodziliśmy ze szkoły.
-Już dawno nie widziałam jej tak wkurzonej- stwierdziła Jenna- Najpierw ta piątka, a teraz to... Josh, jak właściwie udało ci się ściągać?!
-A kogo by teraz obchodziła jego ocena!- prychnęła Katy- Zresztą czemu jesteś taka ciekawska, co?
-Emm... Patrzcie!- powiedziałem, kiedy doszliśmy wreszcie do parkingu. Dziewczyny przestały sztyletować się wzrokiem i rozejrzały dookoła. Przy Fordzie stał dyrektor wraz z dwójką policjantów i dyskutowali o czymś z Worner. Ruszyliśmy dalej.
-JAK TO NIE MA NIC NA NAGRANIACH?!- wrzasnęła jędza- TO MA BYĆ TA PRESTIŻOWA SZKOŁA?! JAK TO W OGÓLE MOŻLIWE, NA OKOŁO JEST PEŁNO KAMER!
-Pani Worner...- dyrektor uśmiechnął się łagodnie- Proszę nie krzyczeć. Parking jest monitorowany jedynie na terenie naszej szkoły, a jajka nadleciały stamtąd- wskazał rękę na przeciwległą ulicę- Swoją drogą niezły cel- zachichotał cicho, ale umilkł natychmiast widząc jej złowrogie spojrzenie.
-Żądam aby natychmiast znaleźć tego kto to zrobił!- krzyknęła.
-Pani Worner, ale w jaki sposób? Zamierza pani teraz przeszukiwać każdego z uczniów żeby sprawdzić czy nie ma przy sobie jajek?- dyrektor uniósł brew w pytającym geście, a Worner zrobiła minę, jakby naprawdę chodziło jej to po głowie- To naprawdę bezsensowne i bezcelowe. Poza tym nie ma wielkich szkód. Jedna wizyta w myjni i będzie po wszystkim.
-Myśli pan, że wyjadę CZYMŚ TAKIM na miasto?!- spojrzała na dyrektora z wściekłością, a potem skierowała wzrok na nas. Obdarowała mnie nienawistnym spojrzeniem.
-Gdyby spojrzenia mogły zabijać...- zachichotał Jack.
-Ona chyba myśli, że ja to zrobiłem- powiedziałem cicho.
-Bzdura- żachnęła się Jenna- Nie mogłeś tego zrobić, siedziałeś z nami na lekcjach, jeżeli będzie się czepiała, wszyscy to przyznamy!
Ja nie mogłem. Ale był ktoś kto mógł to zrobić bez żadnego problemu i miałem dziwne wrażenie, że to jego sprawka.

-Amadeusz...- zagadnąłem demona, który rozłożył się wygodnie na kanapie wgapiając w telewizor.
-Ćśś!- uciszył mnie gestem dłoni.
-Co dzisiaj robiłeś?- zapytałem, siadając na oparciu i przyglądając mu się podejrzliwie.
-Och. Podróżowałem, to tu, to tam- mruknął ozięble- A co?
-Hmm... Nie było cię przypadkiem pod moją szkołą?
Świdrował mnie przez chwilę wzrokiem w milczeniu, po czym nie wytrzymał i parsknął śmiechem.
-A więc jednak- również zachichotałem.
-Strasznie była wkurzona?
-Żartujesz?! Myślałem, że pożre dyrektora z wściekłości!- uśmiechnąłem się lekko- Przerwałeś mi karne odpytywanie.
-Och- zdziwił się demon- To źle?
-To bardzo dobrze, zważając na to, że pewnie dostałbym pałę- westchnąłem ciężko. Amadeusz podkulił nogi, robiąc mi miejsce na kanapie, więc zsunąłem się na miejsce obok niego- Ona chyba myśli, że ja to zrobiłem.
-I co z tego?- prychnął Amadeusz- Specjalnie zrobiłem to w czasie w którym miałeś lekcję. Nie ma się do czego przyczepić.
-Chyba masz rację- mruknąłem, chociaż znając starą Worner wiedziałem, że odpuści mi łatwo.
-Czemu właściwie tak się do ciebie przylepiła?
-Nie wiem... Chyba uważa swój przedmiot za najważniejszy w całej szkole, a mi on kompletnie nie wchodzi więc cóż- wzruszyłem bezradnie ramionami.
-Och... No to się zdziwi, jak zaobserwuję, że teraz zacznie ci wchodzić znacznie lepiej.
-Nadal masz zamiar mi pomagać?
-Tak, czemu nie?
-Nie wiem- przyznałem po chwili milczenia- Ale jednak wydawało mi się, że powinieneś być bardziej złośliwy, bardziej natrętny i zdecydowanie mniej pomocny.
-Nie przesadzaj- Amadeusz wywrócił oczyma- Już ci mówiłem, że nie mam żadnego celu w komplikowaniu twojego życia. O ile może być bardziej skomplikowane- zachichotał cicho.
Uśmiechnąłem się lekko. Amadeusz podniósł się do pozycji siedzącej i oparł głowę o moje ramię. Przełknąłem głośno ślinę, starając się rozluźnić i z całej siły skoncentrować na telewizyjnym programie, ale co ja miałem u licha poradzić, że za każdym razem kiedy mnie dotykał, czułem się kompletnie skołowany, a serce waliło mi jak oszalałe? Może to normalne reakcje na demona?
-Ej... Ile lat miałeś, kiedy pierwszy raz się całowałeś?
Pytanie wytrąciło mnie z równowagi jeszcze bardziej.
-Ee... Cz... Czy ja wiem...- wydukałem- Może z czternaście...
-Czy uważasz, że pięćset lat to wystarczająco długo, żeby czekać na pocałunek?- zagadywał dalej.
Czułem jakby serce podskoczyło mi do gardła. Mój wzrok mimowolnie zjechał na jego usta. To przecież cholernie nieprawdopodobne, żebym chciał pocałować demona!
-Więc?- dopytywał się ciągle Amadeusz, z tajemniczym błyskiem w oku, jak gdyby szukając mojej zgody na to co miało się za chwilę wydarzyć.
-Ch... Chyba tak- powiedziałem, starając się opanować drżenie głosu.
Amadeusz uśmiechnął się lekko i chwycił moją twarz w dłonie i złączył nasze usta. Przez chwilę kompletnie zamarłem, a wszystkie myśli jakby odpłynęły z mojej głowy. On chyba też nie za bardzo wiedział co robić, bo jedynie objął mnie mocno wokół szyi najwyraźniej oczekując ode mnie kolejnego kroku. Polizałem jego wargi. Rozchylił je z cichym westchnieniem i pozwolił mojemu językowi wślizgnąć się do jego ust. Po chwili całowaliśmy się już namiętnie, chociaż nasze ruchy były niepewne. Boże drogi, nigdy w życiu nie czułem czegoś podobnego podczas pocałunku... Jakby coś we mnie eksplodowało.
Po chwili oderwaliśmy się od siebie, patrząc sobie uważnie w oczy. Świadomość zaczęła mi powoli wracać. Pocałowałem demona. Gorzej. Pocałowałem demona, chociaż mam chłopaka. Jeszcze gorzej. Pocałowałem demona i cholernie mi się to podobało!
Starłem wierzchem dłoni pozostałość po pocałunku. Amadeusz wpatrywał się we mnie badawczo.
-To było... Dziwne- stwierdził po chwili.
-Umm...- wydałem z siebie jedynie, zbyt wstrząśnięty żeby powiedzieć cokolwiek składnego.
Odsunąłem się na bezpieczną odległość bojąc się, że za chwilę pociągnę go do kolejnego pocałunku, ale on inaczej odczytał moje intencje.
-Przepraszam... Nie podobało ci się?- zmartwił się.
-P... Podobało- powiedziałem cicho- Ale... Po co?
-Och, chciałem po prostu sprawdzić- zaśmiał się cicho- Wiesz, nigdy tego nie robiłem i nie powiem, to było naprawdę ciekawe doświadczenie.
-Doświadczenie- powtórzyłem głucho. Nie przyzwyczaiłem się do wpasowywania pocałunków do rangi doświadczeń i nagle zrobiło mi się cholernie przykro. Oczywiście rozumiałem w pewnym sensie, że osoba którą może dotknąć i z którą może porozmawiać była dla niego nowością, ale jednak...
-Coś się stało?
-Nic nie czułeś?- zapytałem cicho- Znaczy... Pocałunku...
-Mówiłem już, że czuję twój dotyk- odparł powoli.
-Taaaak... Ale pocałunek to no wiesz... Chodzi mi czy czułeś... Eee...
-Tak, było mi przyjemnie- uśmiechnął się pod nosem- Dobrze się czujesz? Jesteś kompletnie blady.
-Nie wiem- przyznałem, bo rzeczywiście nogi miałem jak z waty. Nie chciałem jednak, żeby podejrzewał, że to za sprawą owego pocałunku- Nie mógłbyś sobie na dzisiejszy wieczór znaleźć jakiegoś zajęcia?
-Och- mruknął z wyraźnym rozczarowaniem- Chcesz zostać sam?
-Chciałbym.
-W porządku- zgodził się z ciężkim westchnieniem i po chwili już go nie było.
-Dobry Boże- jęknąłem, szybko sięgając po komórkę. Musiałem z kimś pilnie o tym porozmawiać! Oczywiście nie miałem zamiaru mówić nikomu o tym, że całowałem się z niewidzialnym demonem, ale jednak... Jednak musiałem komuś powiedzieć o tym co się wydarzyło! Zamyśliłem się na chwilę. Jack z całą pewnością nie będzie chciał o tym słuchać. Nie jest najlepszym doradcą jeżeli chodzi o sprawy sercowe i za szybko się denerwuje. A Jenna? No cóż, pewnie zaraz zechce poznać owego chłopaka, w dodatku nie lubi Ricky'ego, więc tym bardziej nie będzie obiektywna...
W końcu niepewnie wykręciłem numer do Katy.
-Co się stało?- zapytała natychmiast. Trudno się dziwić, nie dzwoniłem do niej bez konkretnego powodu.
-Słuchaj Katy, o mój Boże, to było takie kompletnie niezależne ode mnie, znaczy trochę zależne, bo w sumie mi się podobało, ale tylko trochę, chociaż właściwie bardziej niż trochę, ale Katy...
-Uspokój się!- powiedziała ze zdziwieniem- Boże drogi, mówisz jakbyś kogoś zamordował! Co się takiego stało?
-Katy... Pocałowałem innego chłopaka.
-I... Tyle?- chrząknęła najwyraźniej oczekując dalszego końca- Kurde Josh to nic takiego... Znaczy jesteś pokłócony z Rickiem więc to i tak nie wlicza się w formie zdrady chyba... Nie?
-Nie wiem...- szczerze mówiąc w ogóle nie wiedziałem czy pocałunek z demonem wlicza się do zdrady.
-Mówiłeś Jackowi?
-Nie?
-A Jennie?
-Katy!- jęknąłem- Chcę twojej opinii, a nie ich!
-Moja opinia jest taka, żebyś kładł się do łóżka, bo już późno i nie przejmował się tym- westchnęła ciężko- Bo to chyba nic poważnego, nie? Taki jednorazowy wypadek?
-Yyy... Nie wiem...- przyznałem z ociąganiem- Widuję się z tym chłopakiem na codzień.
-O MÓJ BOŻE, MÓWISZ O JACKU?!- wrzasnęła rozpaczliwie.
-Katy zejdź na ziemię- jęknąłem z irytacją- Nie mówię o Jacku... Po prostu... No poznałem takiego chłopaka kilka dni temu i od tamtej pory kilka razy mnie odwiedził- co prawda niespodziewanych wizyt w każdym miejscu i o każdej porze nie można było z pewnością nazwać odwiedzinami, ale niech będzie.
-Nie strasz mnie tak więcej!- poprosiła- Mało co nie dostałam zawału! No nie wiem sama... Chcesz być dalej z Ricky'm?
-Yyy... Nhhh... Nie wiem... No chyba chcę.
-Więc jeżeli chcesz być z nim szczery musisz po prostu przestać widywać się z tym chłopakiem!
Gdyby to było takie proste...
-Katy, ale ja nie mogę się przestać z nim widywać bo... Boo...- szukałem odpowiedniego argumentu, ale nic nie mogłem wymyślić- Z przyczyn zupełnie niezależnych ode mnie w każdym razie.
-No to już nie wiem- westchnęła bezradnie, a ja ucieszyłem się w duchu, że Katy nie była dociekliwa- Po prostu nie dopuszczaj do takiej sytuacji, co? No nie wiem, hamuj się trochę...
-Emm... No... W sumie racja... Dla niego to chyba był w pewnym sensie eksperyment...
-To się dobrze składa. Nie myśl już o tym, okej? Po prostu wyjaśnij temu chłopakowi, że nie to nic poważnego i nie chcesz, żeby to się powtarzało.
-No... Chyba masz rację.
-Jasne, że mam rację- oznajmiła ostro- W przeciwieństwie do Jenny. A teraz kładź się spać. Znając Worner pewnie jutro zorganizuje ci jeszcze jedną przepytkę.
Położyłem się, zastanawiając się nad zaistniałą sytuacją. Właściwie rzeczywiście mogłem potraktować to jako doświadczenie. On pocałował człowieka, a ja z ciekawości pocałowałem demona - nic wielkiego.
Uch...
Dlaczego ciągle czułem na ustach ów pocałunek?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz