Strony

niedziela, 22 maja 2011

~ . 3 . ~ [Drag Queen]

-Ehm… Powitajmy Roxanne!- powtórzył nieco zdezorientowany Evan, podczas gdy publika wciąż klaskała, wpatrując się w oczekiwaniu na scenę.
-Wchodzisz!- syknął Jake.
-Nie, nie, nie, ja muszę zejść… W sensie nie mogę teraz wejść…- rzuciłem chaotycznie- W sensie…
Ale w tym momencie Jake chwycił mnie za łokieć i niemalże wypchnął do przodu.
-Nathan Mason- rzuciłem jeszcze niemalże bezgłośnie do Sarah, zanim ostatecznie wpadłem na scenę i nieco przerażony całą sytuacją, ruszyłem niepewnie do mikrofonu.
O rany…
Nathan wpatrywał się w moją stronę z nieskrywanym zaciekawieniem, a publika powoli cichła.
A ja? Ja wciąż stałem w miejscu, spoglądając wprost na mojego nieszczęsnego szefa, który także nie odrywał ode mnie wzroku.
Wzroku, który nie wskazywał na zaszokowanie.
Nie wskazywał na przerażenie
Ani nawet nie na zgorszenie.
Ot, zwykłe zainteresowanie.
-Roxanne!- rzucił zza kulis Evan, a ja dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że właściwie od kilku minut po prostu stoję w miejscu, gapiąc się w Nathana jak ciele w malowane wrota.
-Ach!- rzuciłem nieco chaotycznie, po czym zachichotałem nerwowo- Przepraszam, złapałam lekkiego zamuła…- kilka osób zachichotało bez większego przekonania, a ja odetchnąłem głęboko.
Wyluzuj.
Wyluzuj, cholera!
Przecież cię nie poznał!
-A więc… Zacznę może od piosenki „Pokrzepienie dla serca”- odkaszlnąłem, wciąż wybitnie zdenerwowany- No… I… Ten…- słowo daję, pierwszy raz naprawdę zupełnie brakuje mi słów.
Ale na szczęście nic więcej nie muszę mówić.
Już po chwilę słyszę podkład muzyczny, a zaraz później głos Sarah i…
… i musiałem już jedynie wyjątkowo przekonująco odegrać swój spektakl.
Mając jednocześnie przed oczami przerażającą wizję Nathana, który się o wszystkim dowiaduje.

A właściwie…
Ciekawe co by zrobił.
Nathan to naprawdę nie jest ktoś kogo zachowania łatwo przewidzieć. Wbrew pozorom.
Na pewno byłby zdziwiony, ale…
Ale co by zrobił?
Śmiałby się?
A może byłby wściekły?
Potraktowałby to jako żart, zabawną anegdotę?
A może wywalił z pracy?
Cholera. Nie mam bladego pojęcia.
I chyba wcale nie chcę się przekonać.
Udaje mi się odzyskać pełnię świadomości i władzy w nogach dopiero, kiedy docieram za kulisy.
-Co się stało?- zapytała ze zdziwieniem Sarah, podchodząc do mnie prędko- Daję słowo, tak cię wmurowało… Jakbyś ducha zobaczył.
-Gorzej…- wymamrotałem grobowo, pocierając skronie- Zobaczyłem Nathana.
-Twojego szefa?
-A jakiego innego?!
-Ale… Ale gdzie?!
-Pierwszy stolik po prawej! To było straszne! Myślałem, że mnie rozpozna! I w ogóle! I że wyrzuci mnie z pracy! No i…
-Musiałby mieć naprawdę wprawne oko żeby rozpoznać cię w czymś takim- parsknęła z rozbawieniem i pokręciła głową- Chociaż rzeczywiście, to niezbyt oczekiwane spotkanie. Ciekawe co by było, gdybyście na siebie wpadli gdzieś jeszcze przed wejściem czy coś…
-Nawet mi nie mów- mruknąłem z jawnym przestrachem- Nie chcę sobie nawet wyobrażać jego ewentualnej reakcji. I mówiąc szczerze, nie zamierzam się stąd ruszyć dopóki on nie wyjdzie.
I o ironio, w tym momencie podchodzi do mnie prędko Evan z pogodnym uśmiechem i chwyta mnie za ramię, ciągnąc w stronę zejścia do sali.
-E… Ej!- zaparłem się niemalże obcasami, ale niezbyt mi to wyszło- O co chodzi?
-Chcę ci kogoś przedstawić- rzucił Evan, wybitnie zadowolony- To mój stary znajomy, przyprowadził przyjaciela… Bardzo chcieli cię poznać.
-Ale…- zacząłem, jednak dobrze wiedziałem, że mój opór niewiele da. Evan już ciągnął mnie przez całą salę, a ja czułem się jedynie obrzucany kolejnymi spojrzeniami.
Błagam, tylko nie Nathan…
Błagam, tylko nie Nathan…
Błagam tylko nie…
… Oooch…
Nathan!
Ironią losu, zostałem posadzony właściwie tuż naprzeciwko mojego szefa. Jęknąłem w duchu, widząc jak lustruje mnie uważnie wzrokiem, po czym uśmiecha się lekko. A tuż obok niego siedział nikt inny jak stary Bookcher, którego wzrok zawisł właściwie na jednej partii mojego ciała. Na biuście.
-Roxanne, oto panowie Bookcher i Mason. Panowie, Roxanne…- skinąłem głową na powitanie z nieco niemrawym uśmiechem i dokładnie to samo uczynił już po chwili Bookcher, ledwie zmuszając się do tego, by przenieść spojrzenie na moją twarz, a Nathan podniósł się z miejsca, by z jakże charakterystyczną dla niego uprzejmością, odsunąć mi nawet krzesło, zanim wybitnie nie przekonany na nim nie usiadłem.
-Pan Bookcher od dłuższego czasu sponsoruje klub całkiem sporymi sumami pieniędzy…
… Ten zbok? Wcale się nie dziwię…
-Ale jakoś do tej pory nie miał okazji rzeczywiście się tutaj pojawić. Ale wpadłaś mu w oko- podszepnął Evan już tylko do mnie i mrugnął znacząco, po czym wygłosił głośno- A więc… Ja pójdę zająć się przygotowaniem kolejnego występu… A panowie pogawędźcie z naszą gwiazdą.
Na rany Chrystusa…
-Ehm… Właściwie to… Właściwie to powinnam już iść- rzuciłem nieco chaotycznie, chcąc brzmieć piskliwie i zupełnie inaczej niż ja w rzeczywistości.
-Ależ siedź, moja droga- odparł Bookcher, ogarniając mnie ramieniem, podczas gdy ja wzdrygnąłem się lekko.
-Nie powinniśmy pani zatrzymywać…- przeciwstawił się jednakże Nathan, unosząc brew- Prawda, Allan?
Allan?!
To jest Allan?!
To jest… Bookcher tak właśnie ma na imię?!
Ooooch Booooooże…
Co za ulga!
Co za szczęście!
… Ekhem…
To jest niezbyt mnie to obchodzi.
-Niech posiedzi z nami jeszcze trochę, Nathan… I nie spinaj się tak- zarechotał Bookcher, uśmiechając się serdecznie- Doprawdy nie chcę nawet sobie wyobrażać jak będzie wyglądał twój wieczór kawalerski.
… No…
Ja też nie chcę.
I chyba nie muszę, prawda?
Bo w przypadku Nathana nie ma na to większych szans… Czyż nie?
Mason odkaszlnął nieco, rozluźniając krawat, jakby o to właśnie chodziło staremu Bookcherowi po czym wzruszył ramionami i odpowiedział:
-Nie chcę wieczoru kawalerskiego.
-Ależ czemu? To w końcu dopiero zalążek… A ten klub zapowiada się całkiem nieźle, prawda? Nie sądzisz, że pani Roxanne prezentuje się wybitnie dobrze…- jego wzrok ponownie zjechał na okolicy mojego doczepianego biustu- … na scenie?
-Oczywiście, że tak- zgodził się gładko Nathan, chyba dla świętego spokoju, podczas gdy ja milczałem sobie całkiem spokojnie, wysyłając pod stołem sms-a do Sarah.
„S.O.S Nathan Mason”
-Nie mniej jednak w takich miejscach nie czuję się zbyt… Komfortowo- kontynuował Nathan, a ja uśmiechnąłem się do siebie nieco drwiąco. Och co ty nie powiesz? A w jakich miejscach za wyjątkiem swojego biura czujesz się komfortowo, co?
-E tam! Na ślubnym kobiercu też nikt nie czuje się komfortowo, ale trzeba to jakoś przeżyć…
Zaraz, zaraz…
Dlaczego mam podejrzane wrażenie, że Bookcher zbyt dużo bije do typowo ślubnej tematyki?
Zdecydowanie zbyt dużo, by sklasyfikować to jako rodzaj żartów.
-Przepraszam… Któryś z panów bierze ślub?- zapytałem, odkaszlnąwszy cicho i spoglądając na nich z wyczekiwaniem.
-Ja nie…- oznajmił dumnie Bookcher- Jeszcze nie znalazłem tej jedynej…- mruknął, wpatrując się w moje… oczy z taką intensywnością, jakby zamierzał mi zakomunikować, że właśnie w tej chwili to się zmieniło- Ale Nathan już niedługo będzie zajęty. Dopóki ich śmierć nie rozłączy.
Zamarłem.
Słowo daję, przez chwilę wpatrywałem się w Masona z zupełnym osłupieniem, mając trudności z tym, żeby wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk.
Nathan?
Na ślubie?
Mój Nathan?!
W sensie…
Mój szef Nathan?!
Mój szef Nathan się…
ŻENI?!
-A-ale…- zacząłem nieco niepewnie- Ale…
Ale w tym momencie do stolika podszedł jakiś mężczyzna i rzucił:
-Roxanne! Nareszcie mogę cię poznać! Bardzo mi miło… Jestem…
I nawet nie dane było mi usłyszeć końca, bo w tym momencie do stolika podeszła Sarah i uśmiechnęła się delikatnie pytając:
-Co podać?
-Wodę- mruknął sucho Nathan, a Bookcher przez dłuższą chwilę zupełnie się nie odzywał, podziwiając jej jakże głęboki dekolt.
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i po chwili schyliła po zrzuconą przez nią ledwie chwilę wcześniej serwetkę… A Bookcher i mój dziwny gość śledzili dokładnie wzrokiem jej tylne partie ciała.
-Ojej- rzuciła w końcu iście niewinnie, spoglądając na towarzyszącego mężczyznę- Mogłabym pana poprosić ze sobą…? Przydałaby mi się mała pomoc…
Nieważne jak bardzo banalnie brzmiało to zdanie.
Nieważne.
Facet momentalnie wstał gwałtownie i ruszył za nią, a ona zerknęła jeszcze na mnie przez ramię i puściła mi oko.
No dosłownie szczęka mi opadła.
Kobieto! Miałaś stąd zabrać Nathana, a nie jakiegoś Bogu ducha winnego, zakochanego w moich wdziękach młodzieńca! Na litość boską!
-Hem… To może ja… Też pomogę- rzucił nagle Bookcher, wstając od stołu i ruszając w kierunku w którym poszła również Sarah.
I wtedy dopiero zrobiło się niezręcznie.
Cholernie niezręcznie.
-A więc… Bierze pan ślub?- zapytałem w końcu, odetchnąwszy cicho.
-Aha- potwierdził krótko.
-Z kim?
-Z kobietą.
-To raczej oczywiste- skomentowałem, unosząc z politowaniem brew.
Parsknął śmiechem i pokręcił głową.
-Powiedzmy… Że nie tak do końca. W każdym bądź razie to stara znajoma od wspólnych interesów… Dosyć… Dobra… Partia…- wycedził przez zęby, krzywiąc się nieznacznie, po czym wzruszył ramionami.
-Jesteś zakochany?- wypaliłem, zanim zdążyłem ugryźć się w język- W sensie… Jest pan zakochany?
-W porządku- odparł Nathan z wyraźnym rozbawieniem, odgarniając włosy z czoła- Możesz do mnie mówić po imieniu… I tak zapewne więcej się nie spotkamy- … powiedzmy- A co do twojego pytania…
-Nie musisz odpowiadać- zaznaczyłem prędko, nie mogąc się jednak opanować, przed wbijaniem w niego iście napiętego spojrzenia.
-Nie. Nie jestem zakochany- odparł gładko z lekkim uśmiechem- To małżeństwo właściwie organizowane jedynie z pewnego… No cóż… Jakby nie patrzeć społecznego przymusu. Mam już swoje lata… Nie mam żony. To może wyglądać nieco dziwnie. Zresztą z racji na wykonywany przeze mnie zawód powinienem być bardziej stateczny.
-E tam!- prychnąłem nieco rozdrażniony- Tylko dlatego, że jesteś dyrektorem oddziału kredytowego już musisz się żenić?
Dopiero kiedy dostrzegłem jak brwi Nathana unoszą się, zdałem sobie sprawę z tego, jaką głupotę palnąłem.
-Skąd wiesz gdzie pracuję…?- zapytał ciut zaniepokojony.
-Ja… No… Nooo…- odkaszlnąłem, wybitnie zażenowany- W sensie… Tu… I tam… Gadają…
-Gdzie konkretnie gadają?- zdziwił się Mason.
-Tu… I tam… Wiesz jacy są ludzie, szemrzą i szemrzą po kątach- paplałem, z chwili na chwilę coraz bardziej zawstydzony całą sytuacją i coraz mocniej odczuwając zbliżające się zdemaskowanie- No… Ale jakby to nie było… Jakby na to nie patrzeć… O! Evaaaan!- rzuciłem iście radośnie, widząc na drugim końcu sali prowadzącego- Evan, jak wspaniale! Evan właśnie mi mówił.
-Ach tak- odparł Nathan z lekkim uśmiechem- Nie wiedziałem, że Allan tak bogacie mu nam przedstawił…
-Bogacie to dobre słowo- mruknąłem ciut grobowo- No ale… W każdym bądź razie… Przecież… Mam na myśli… Czy nie warto poczekać na kobietę swojego życia?
Nathan parsknął śmiechem i pokręcił głową.
-Nie. Znalezienie kobiety życia, jak to mówisz, raczej na pewno mi nie grozi.
-Nigdy nic nie wiadomo- mruknąłem głosem iście wypełnionym nadzieją- Więc… Może jednak warto spróbować poszukać?
Spojrzał na mnie ciut podejrzliwie, jakby właśnie uznał, że prawię mu iście niemoralną propozycję, po czym podniósł się z krzesła.
-Taak… Może- zgodził się chyba z czystej uprzejmości- A teraz przepraszam bardzo. Pójdę poszukać Allana.
-Aha- zgodziłem się, zupełnie kurcząc się w sobie.
Nathan… Będzie… Miał… Żonę…
… Och.

Wieczór dziwactw.
Słowo daję, odkąd tam pracowałem, sądziłem, że największym dziwactwem jestem ja.
Ale nie. Pojawia się Nathan.
Nathan w moim klubie.
Wyobrażacie sobie?!
I pewnie będzie miał tam też wieczór kawalerski…
… I w ogóle…
A po wieczorze kawalerskim zazwyczaj następuje…
… Ślub.
Dobijająca perspektywa.
Nie twierdzę, że jakoś mnie to specjalnie obchodzi…
… Ale mimo wszystko…
… Nie chcę żeby się żenił.
Nie chcę żeby się żenił z kimś kogo nie kocha!
O tak! Właśnie tak!
Po prostu odzywa się we mnie sumienie i współczucie dla jego osoby! I tyle!
I jako strażnik wiecznego ładu i porządku nie mogę dopuścić do takiej niesprawiedliwości!
O!
… Tylko co zrobić, do licha?

3 komentarze:

  1. zakochałam się w tym opowiadaniu *_* z taką lekkością piszesz, że widzę jaka to musi być fraida dla Ciebie. Alex jest świetny ! :D
    jesteś mistrzynią :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy12:17 PM

    Ciekawe opowiadanie, zresztą jak wszystkie twoje. Bez przerwy mnie zaskakujesz, co prawda można wyczuć iż opowiadanie tworzy osoba młodsza lecz nie zmienia to faktu, że miło czyta mi się twoje dzieła.

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy1:32 AM

    Wow przebieg wydarzen naprawde zaskakuje.Jestes pelna pomyslow.

    OdpowiedzUsuń