Strony

niedziela, 22 maja 2011

- 3 - [Edmund Lancaster]

Edmund Lancaster był przerażony.
Każdy jeden przejeżdżający ruchliwą ulicą samochód sprawiał, że ten niemalże podskakiwał ze strachu, wczepiając się kurczowo w ramię Jamesa. Nie wspominając już nawet, że chyba właśnie z powodu owego lęku, zaczął oddychać. Bardzo płytko i bardzo nierówno.
-Co to takiego? Co to takiego?- padało co chwila z jego strony pytanie, które mogło właściwie dotyczyć wszystkiego, toteż James nie do końca był w stanie domyślić się tego, co też powinien mu w tym momencie wyjaśnić. Bowiem wszystko, dosłownie wszystko, młodego hrabiego dziwiło i niezmiernie przerażało. Poczynając od samochodów, poprzez wysokie budynki, zawieszona na blokach ogromne reklamy i błyszczące neony, witryny sklepowe pełne przeróżnych przedmiotów, a kończąc na przypadkowo mijanych przechodniach.
-Chcę wracać- oświadczył nagle arystokrata, ale James chwycił go za ramię, ruszając z nim przed siebie, ale Edmund Lancaster nie dawał za wygraną, szarpiąc się chaotycznie raz po raz i powtarzając- Chcę wracać, naprawdę chcę wracać, chcę wracać!
James aż jęknął cicho w duchu. Nie lubił podobnych sytuacji. W ogóle nie był skory do wszelkich przejawów nadmiernej stanowczości, a ta sytuacja była jeszcze dodatkowo krępująca ze względu na fakt, że coraz częściej dostrzegał na sobie pełne zdumienia lub politowania spojrzenia przechodniów.
Zaraz zostanie uznany za porywacza.
… Albo nekromantę.
-Spokojnie- James zaśmiał się odrobinę nerwowo- Zaraz będziemy na miejscu. Jeszcze tylko chwila.
Chyba nie ominął ich wzrok ani jednego przechodzącego obok nich człowieka. Właściwie uwaga koncentrowała się głównie na młodym hrabim, a James zyskiwał tą odrobinę uwagi jedynie z racji bycia jego towarzyszem, ale jednak…
Trudno się dziwić.
Edmundowi Lancasterowi wszak trudno było przejść niezauważonym. Pomijając nawet jego dziwne zachowanie, autentyczny strach wywołany przez przejeżdżającego motocyklistę i całą resztę tych kłopotliwych rzeczy, chociażby jego strój, zupełnie niecodzienny, pochodzący z okresu, z którego się wywodził, przykuwał zainteresowanie.
Oczywiście zdziwienie ewentualnych przechodniów nie mogło w żaden sposób dorównać niemalejącemu zdziwieniu Jamesa. Oni w końcu widzieli w Edmundzie Lancasterze jedynie kogoś nie całkiem zdrowego psychicznie, dziwacznego, ekscentrycznego, natomiast James widział w nim martwego, czy raczej, co gorsza, żywego od piętnastego (?) wieku szlachcica, o dość wątpliwej świadomości własnego położenia.
Młody hrabia przestał szarpać się dopiero w momencie, gdy odeszli nieco dalej od ruchliwej ulicy, skręciwszy w jedną z wąskich alejek. James wyczuwał, że ten drżał niemalże, z grymasem niezadowolenia i przestrachu na twarzy, oglądając się za sobą raz po raz, jakby czegoś się obawiał.
-Chcę wracać- powtórzył po raz kolejny Edmund Lancaster, tym razem bardziej spokojnie, choć nie mniej stanowczo- Zabierz mnie do mojego zamku.
-Jesteśmy już na miejscu- rzucił James, wskazując dłonią na kamienicę, tuż przed nimi- Tutaj mieszkam. Pójdziesz ze mną na górę, a jeżeli ci się nie spodoba, zaprowadzę cię z powrotem- przekonywał, widząc wahanie malujące się na twarzy młodzieńca- W porządku?
Nie, nie w porządku.
Skłamał. Odprowadzanie kogokolwiek nie wchodziło w grę.
Kłamać też nie lubił.
-W porządku- zgodził się w końcu nieco chmurnie młody hrabia, w którym najwyraźniej zwyciężyła zwykła ciekawość.
James nie puszczając wciąż jego ramienia, wprowadził go do kamienicy i ruszył wraz z nim po schodach, na trzecie piętro.
-Tu mieszkam- zakomunikował, stając pod drzwiami własnego mieszkania i wygrzebując z kieszeni klucze. Otworzył drzwi na oścież. Edmund Lancaster nieco niepewnie przestąpił krok, a James ruszył w ślad za nim, wpychając go delikatnie do wnętrza i zamykając za nimi drzwi na klucz, chcąc uniemożliwić ewentualną ucieczkę chłopaka.
A to z kolei zaczynało już przypominać przetrzymywanie siłą…
Arystokrata wydawał się być zaniepokojony, owszem, ale w owym niepokoju czaiła się pewna nutka zaintrygowania. Nie ruszył się z miejsca, najwyraźniej wciąż jeszcze nieufnie i obejrzał dokładnie niewielki przedpokój. Nie było w nim nic nadzwyczajnego. Przy ścianie wmontowany był niewielki haczyk na kurtkę, tuż obok drzwi stała także miotła, a pozostałą część przedsionka zajmowała lodówka, która nie wiedzieć z jakiej przyczyny znalazła się akurat w tym pomieszczeniu. Z pewnością miejsce na nią znalazłoby się w kuchni, gdyby poprzestawiać kilka rzeczy, ale tak już zostało po poprzednich właścicielach i Jamesa jakoś nigdy nie naszła ochota, żeby to zmienić.
-Przejdziemy dalej?- zapytał łagodnie, wskazując na drzwi po prawej stronie. Edmund Lancaster zmarszczył brwi, ale ostatecznie pozwolił się zaprowadzić do kolejnego pomieszczenia. Kuchnia, w porównaniu do reszty mieszkania, była naprawdę spora. W ogóle James nie do końca orientował się w tym dlaczego zostało tak dziwnie zbudowane i czy ktoś cokolwiek tutaj zmieniał. Zostało mu sprzedane w tak niskiej cenie, że cieszył się w ogóle, że znalazł taką ofertę i nawet się długo nie zastanawiał, wychodząc z założenia, że do wszystkiego można się przyzwyczaić. Tuż obok kuchni znajdowała się łazienka, równie niewielka jak przedpokój, wyposażona właściwie jedynie w sporą wannę, która wydawała się zupełnie nie dopasowana do wymiarów pomieszczenia. Wrócił wraz z młodym Lancasterem na przedpokój, a następnie wprowadził go do niewielkiego salonu, który stanowił coś na kształt przedsionka sypialni, wyposażonego jedynie w kanapę, regał książek i telewizor, a później przeszli do sypialni Jamesa, która z kolei była dość spora, ale bałagan jaki w niej panował sprawiał, że wydawała się ciasnawa. Przy ścianie stało łóżko, a naprzeciwko niego szafa. Na całej długości jednej ze ścian rozpościerała się biblioteczka, zaś nieopodal stało biurko, również zasypane przeróżnymi, w większości pewnie od dawna niepotrzebnymi papierami i notatkami.
-Przepraszam- rzucił w końcu James, odrobinę spłoszony, nie słysząc od strony szlachcica ani słowa- Nie posprzątałem, nie spodziewałem się, że kogoś zaproszę…
… Oczywiście.
Raczej trudno spodziewać się spotkania KOGOŚ w takim miejscu jak opuszczony zamek Lancasterów.
Szczególnie, jeśli tym kimś miałby być martwy od wieków potomek hrabiego.
Edmund Lancaster odkaszlnął cicho, niemalże z dezaprobatą, rozglądając się wokół wyraźnie niezadowolony.
-Chcę wracać co domu- powtórzył w końcu z determinacją- Odprowadź mnie jak obiecałeś.
-Nie mogę.
-Obiecałeś!- powtórzył hrabia, prychając z oburzeniem- Chcę wrócić! Żądam, abyś natychmiast odstawił mnie do zamku!
-Ale dlaczego?
-Tu jest wstrętnie!- warknął w odpowiedzi Edmund Lancaster- I strasznie głośno, aż huczy mi w głowie! I mam nawet… Mam nawet tą skórę gęsi czy coś takiego!
-Gęsią skórkę- wtrącił z lekkim rozbawieniem James.
-Tak, to! Nie chcę tu być, wcale mi się nie podoba! To nie jest żaden zamek! I wcale nie masz służby! I nie będzie się miał kto mną zająć!
-Ja się tobą zajmę…- rzucił nieśmiało chłopak, całkowicie świadom tego, że brzmi to co najmniej banalnie. W całym swoim życiu nigdy nikim się nie zajmował.
Prócz dawno zmarłych władców i ich historii…
Chociaż właściwie teraz też była to opieka nad kimś dawno umarłym.
Tylko jeszcze żywym.
Jakkolwiek mogło to brzmieć.
Żywi zmarli są jednak bardziej uciążliwi niż ci dawno pochowani…
-Nie chcę. Żądam, żebyś odstawił mnie do mojego zamku. Natychmiast!
-Oczywiście…- odparł powoli James- Ale wtedy znowu będziemy musieli wracać miastem… Wśród hałasu- dodał znacząco, widząc, jak na twarz młodego hrabiego wpełza grymas wątpliwości i niepokoju.
-Nie chcę być tutaj- oświadczył Edmund Lancaster- To prawie jak porwanie.
-Posłuchaj…- zaczął łagodnie James- To nie jest dla mnie łatwa sytuacja, ale naprawdę będzie ci tutaj… Dobrze- tak naprawdę miał co do tego wątpliwości. Szczególnie, że ostatnimi czasy nie pracował, wbrew temu, co powiedział dyrektorowi i żył właściwie z resztek oszczędności, co zapewne niezbyt zgadzało się z trybem życia hrabiego.
Chociaż…
Zakładając, że od kilku wieków tkwił w tym samym miejscu, w którym nie było właściwie nic interesującego…?
-Zobacz- James wyjął ponownie swój telefon komórkowy i podał go młodzieńcowi. Edmund Lancaster spojrzał na niego odrobinę podejrzliwie- To naprawdę ciekawa rzecz… Jeżeli naciśniesz poszczególne guziki… Widzisz? Pojawiają się cyfry, można wejść w menu, odsłuchać piosenki, nawet robić zdjęcia i… Nie rozumiesz, co do ciebie mówię, prawda?- westchnął w końcu z rezygnacją. I pomyśleć, że do takiej sytuacji właśnie doprowadziło go gorączkowe poszukiwanie przeszłości.
I znalazł przeszłość.
Dosłownie.
-Wydaje się… Interesujące- zgodził się w końcu niemal łaskawie młody hrabia, po czym uśmiechnął się pogodnie i stwierdził z zadowoleniem- Świeci się.
James aż odetchnął w duchu, również uśmiechając się lekko i skinął głową, zadowolony z tego, że chociaż na chwilę udało mu się odwrócić uwagę Lancastera od miejsca, w którym się znajdowali. Doskonale wiedział, że dla arystokraty nie jest to z pewnością wymarzone miejsce, a i on sam był w beznadziejnej sytuacji. Wyjaśniać wszystko Edmundowi Lancasterowi od nowa, uczyć go żyć, przystosowywać… To wszystko sprawiało wrażenie niewykonalnego.
Hrabia przez kilka minut wydawał się być całkowicie zaabsorbowany nową zabawką i nawet nie odzywał się, z namaszczeniem niemal i wyjątkową ciekawością naciskając kolejne przyciski.
James tymczasem po raz kolejny zdał sobie sprawę z tego, jak cholernie niezwykłe i jednocześnie nierealne jest to, co się niedawno wydarzyło. Ba. To było wręcz niemożliwe. Owszem, słyszał kiedyś o spotkaniach z umarłymi. W ich kręgach bywało to dość powszechne, takie opowiastki krążyły między studentami, jako luźne, czasami nieco przerażające historyjki, zawsze opisujące spotkania nie spodziewających się niczego ludzi z zagubionymi duszami. Zawsze sądził, że ktoś wymyśla podobne historie, by ściągnąć do starych zamków ciekawskie tłumy gapiów. A owe duchy najczęściej chciały doprowadzić do znalezienia swojego zabójczy sprzed wieków.
Ale młody Lancaster zdawał się w ogóle nie być świadom tego, że nie żyje, co więc dopiero mówić o rozważaniu ewentualnej zemsty czy też poszukiwaniu sprawiedliwości.
A poza tym…
Edmund Lancaster nie był duchem.
Edmund Lancaster żył, jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało.
Żył i jednocześnie właściwie nie miał do tego prawa.
To było nielogiczne i burzyło cały światopogląd Jamesa, oparty zazwyczaj na racjonalnej ocenie sytuacji. Od zawsze przywiązywał wagi do faktów, potwierdzonych faktów i ewentualnego prawdopodobieństwa. W hrabim nie było nic realnego ani prawdopodobnego. Gdyby teraz dowiedziały się o nim media, gdyby dowiedział się świat… O człowieku, który żyje nie żyjąc. O człowieku, który mimo całkowicie niesprawnego organizmu potrafi chodzić, mówić, w dodatku odczuwa chłód i być może o wiele więcej. O człowieku, którego rozwój ciała zatrzymał się na pewnym etapie. Który się nie zestarzał, nie potrzebował oddychania, nie potrzebował bijącego serca, nie potrzebował niczego.
I żył.
Mój Boże!
Wtedy dopiero by się porobiło! A James… James zapewne zyskałby sławę… I pewnie byłoby to doskonałe rozwiązanie jego kłopotów finansowych…
Pokręcił gwałtownie głową, odganiając od siebie te absurdalne myśli i raz jeszcze zerknął w kierunku wyjątkowo zadowolonego ze swojej zabawki Lancastera.
Co stałoby się wówczas z młodym hrabią…?
Pomijając już szereg badań, które miałyby udowodnić czy rzeczywiście żyje i jak to możliwe, że żyje…
Cholera.
Idiotyczne.
James doskonale wiedział, że nigdy w życiu nie zgodziłby się na coś takiego.
Nie oddałby Edmunda Lancastera, wiedząc doskonale, co to dla niego oznacza. Nie było nawet takiej opcji.
W tym momencie rozległ się donośny trzask. Komórka upadła na podłogę, a Edmund Lancaster cofnął się gwałtownie pod ścianę, blady i przerażony. James nie zdążył zorientować się, co się właściwie stało, dopóki z aparatu nie wydobył się głos:
-Halo? Haaalo? Jest tam ktoś?
Uśmiechnął się lekko, kręcąc z rozbawieniem głową. Edmund najwyraźniej musiał którymś przyciskiem uruchomić tryb głośno mówiący. Młody hrabia wyraźnie jednak nie podzielał jego wesołości. Wpatrywał się w leżący na posadzce telefon tak, jakby już zakładał, że w życiu się do niego ponownie nie zbliży.
-Jamie? Jamie, jesteś tam? Haaalo?
-Jestem, jestem, Ella…- odparł, podnosząc telefon i z wielkim trudem tłumiąc w sobie chęć parsknięcia śmiechem- Ale nie mogę teraz rozmawiać, przepraszam- rzucił do aparatu, rozłączając się i podchodząc powoli do Edmunda- Spokojnie, to tylko moja koleżanka… Naprawdę nic się nie stało…
-Chcę wracać do domu!- oświadczył buntowniczo młody hrabia, nie chcąc nawet spojrzeć na komórkę- Zabierz mnie do domu, Jamie!
James spojrzał na niego zaskoczony.
-Jamie…?- powtórzył ze zdumieniem.
-Ona tak mówiła- mruknął Edmund, jakby nie do końca wiedział, o kim właściwie mówi i wzruszył ramionami- Ja też mogę.
-Możesz- zgodził się James, uśmiechając się lekko.
-Wiem. To nie było pytanie.
-Och.
Edmund Lancaster wpatrywał się w niego chmurnie, najwyraźniej nie rezygnując wcale ze swojej chęci powrotu.
-Pokażę ci coś- zaoferował się w końcu James- Wiem, że może cię to na razie przerażać i może ci się nie podobać, ale… Może… Hm… Po prostu chodź ze mną, dobrze?
-Jeżeli nie zamierzasz mnie odprowadzić to ja nigdzie się nie wybieram- stwierdziłem z cichym prychnięciem potomek hrabiego, odwracając wzrok.
-W porządku- odparł jedynie chłopak, wzruszywszy ramionami- Jak chcesz…
I wyszedł, przechodząc do niewielkiego salonu, będąc świadomym tego, że Edmund Lancaster i tak do niego przyjdzie. Oczywiście nie mógł się mylić i nie minęło nawet pięć minut, gdy młody hrabia pojawił się w progu pomieszczenia, wpatrując się w niego bardzo podejrzliwym wzrokiem.
-Co chciałeś mi pokazać… Jamie?
-Chodź- James wyciągnął dłoń w kierunku młodzieńca w zapraszającym geście. Lancaster podszedł o kilka kroków do przodu, nie siadając jednakże na kanapie, jakby chciał obrać pozycję, która umożliwiłaby mu szybką ucieczkę z powrotem do sypialni- To może cię trochę przerazić…- uprzedził chłopak, nie będąc pewien, jak ma piętnastowiecznemu arystokracie wyjaśnić wszystkie zawiłości i działanie najprostszych sprzętów- Ale nic się nie bój, to naprawdę nic takiego… Usiądź, dobrze?
Edmund jedynie pokręcił przecząco głową, a James nachylił się, by włączyć telewizor. Pierwszym kanałem, jaki się włączył była jakaś stacja informacyjna, na której aktualnie leciały wiadomości. W tle prezentera widniała mapa, którą ten posługiwał się, by zrelacjonować widzom jakieś zdarzenie.
Młody hrabia wbrew podejrzeniom Jamesa wcale od razu nie uciekł. Wprost przeciwnie. Zmarszczył brwi i podszedł bliżej, po czym klęknął niemalże przed samym ekranem, a następnie oparł na nim dłonie, śledząc uważnym spojrzeniem gesty dziennikarza.
-On mnie widzi?- zapytał nieco niepewnie, zerkając przez ramię na Jamesa.
-Nie, nie widzi- odparł chłopak, obserwując zachowanie arystokraty z niemniejszą ciekawością- To… To telewizja. Tutaj chodzi o to… To znaczy… Pokazywane są tutaj różne rzeczy…. Naprawdę nie wiem, jak to wyjaśnić- zamotał się odrobinę- Chodź o to, że satelity… Tam, w kosmosie…- och, Boże. Aż jęknął cicho. Żeby wyjaśnić mu jedno pojęcie, musiałby najpierw opowiedzieć o kilkudziesięciu innych- Mam na myśli, że po prostu w telewizorze…
-Cicho!- rzucił z lekką irytacją Edmund, niczym zaprawiony widz, dając Jamesowi jednocześnie znak ręką, żeby umilkł i ponownie powrócił wzrokiem do ekranu- Mówi coś do mnie…
Hm…
Może jednak wszelkie wyjaśnienia póki co będą zbędne?

Do samego wieczora Edmund Lancaster tkwił przed telewizorem, nie zwracając uwagi na subtelne sugestie Jamesa, co do tego, żeby zmienił kanał albo zajął się czymś innym. Zresztą to akurat nie było dziwne. Pewnie w ogóle nie zdawał sobie sprawy z tego, o co chodzi.
Pożytek był z tego taki, że młody hrabia zajął się czymś na dłuższy czas, nie przypominając Jamesowi co chwilę, jak okrutny był, sprowadzając go do takiego miejsca, a on był w stanie uspokoić się nieznacznie i raz jeszcze uporządkować wszystko, co się zdarzyło.
… Co nie zmieniało faktu, że nadal nie miał pojęcia, co z arystokratą zrobić.
Ale to mogło jeszcze trochę poczekać.
Po dwudziestej wziął prysznic, a następnie ruszył do sypialni, uśmiechając się jeszcze lekko pod nosem, gdy Edmund Lancaster ze zmarszczonymi brwiami przyglądał się jakiejś reklamie serków topionych, wciąż siedząc zaledwie kilka centymetrów od ekranu. James darował sobie pouczenia na temat szkodliwości takich poczynań. Uznał chyba, że skoro czas młodemu hrabiemu niestraszny to i to go specjalnie nie ruszy.
Wszedł do swojego pokoju i wślizgnął się pod kołdrę, po czym przymknął powieki. Zapewne kultura wymagała od niego większego zainteresowania się własnym gościem i dotrzymaniem mu towarzystwa, ale… Ale on w przeciwieństwie do Edmunda Lancastera miał jeszcze pewne potrzeby fizjologiczne i potrzebował snu. Przynajmniej w niewielkiej dawce.
A poza tym nocą, tuż przed snem, myślało mu się najlepiej.
A teraz szczególnie miał o czym rozmyślać.
Wziął do siebie człowieka. Człowieka co prawda niezbyt świeżego, zważywszy na czasy z których pochodzi, ale wciąż żywego i nawet jeżeli nie wymagał tlenu i wielu innych czynników niezbędnych do życia, z pewnością potrzebował dużo uwagi i cierpliwości. I nie wziął go do siebie na jeden dzień. Nie na dwa. Tylko… Tylko na bliżej nieokreślony, ale z pewnością dłuższy czas. A to oznaczało, że przez najbliższe dni chłopak jest zdany wyłącznie na niego.
To dopiero była ciążąca odpowiedzialność.
-Jamie.
James otworzył oczy i uniósł się na łokciach, dostrzegając młodego hrabiego, który stał tuż przy jego łóżku, wpatrując się w niego z góry. Z drugiego pokoju wciąż dobiegał go stłumiony dźwięk telewizora.
-Co się stało?- zapytał jedynie.
-A gdzie ja mam spać?!- Edmund Lancaster sprawiał wrażenie oburzonego.
-Chcesz… Spać?- powtórzył z niedowierzaniem James.
-Oczywiście, że chcę spać!- prychnął donośnie arystokrata- Nie jestem przecież jakimś trupem czy coś…
… Nie, oczywiście, że nie…
James podniósł się prędko z miejsca i wskazał chłopakowi łóżko.
-Proszę. Możesz spać tutaj.
Młody Lancaster skinął mu jedynie wdzięcznie głową, nie dbając nawet o to, by się przebrać i stwierdził krótko:
-Możesz odejść.
Tak.
Zdecydowanie towarzystwo wiekowego szlachcica było dużo bardziej kłopotliwe, niż sobie to wcześniej wyobrażał.
Nie narzekając jednak, przeniósł się do drugiego pomieszczenia i wyłączył telewizor, a następnie ułożył się na kanapie. Edmund Lancaster był w końcu jego gościem. Nie wypadało mu odmawiać odpowiedniej opieki. Szczególnie, że pewnie był w tym momencie jeszcze bardziej niepewny i zdezorientowany niż James.
-Jamie!- dopadło go po chwili wołanie z sypialni.
Westchnął głęboko, po czym zgramolił się z kanapy i wszedł do pomieszczenia obok.
-Hm?- mruknął odrobinę sennie w drzwiach.
-Jamie potrzymasz mnie za rękę…?- głos hrabiego pobrzmiewał strachem i niepewnością- Czasem ktoś trzymał mnie za rękę, gdy nie mogłem spać- dodał w tonie usprawiedliwienia, a James uśmiechnął się łagodnie i skinął głową, po czym usiadł obok łóżka, chwytając nienaturalnie zimną dłoń Lancastera.
-Trzymaj mnie dopóki nie zasnę, Jamie- pouczył go jeszcze cierpliwie Edmund, po czym zamknął oczy i właściwie zamarł w bezruchu. Teraz dopiero sprawiał wrażenie martwego, leżąc tuż obok, przeraźliwie zimny i blady. Jego klatka piersiowa nie unosiła się nawet odrobinę. Nie oddychał.
James zadrżał lekko, jakby i jemu zrobiło się zimno.
Ten widok napawał go lękiem.
Co chwilę miał ochotę potrząsnąć lekko arystokratą, wybudzić go z tego snu, letargu, czymkolwiek to było, byleby tylko upewnić się, że żyje.
A jednak, nie zrobił tego.
-Nie śpię jeszcze- warknął w pewnym momencie Lancaster, gdy James akuratnie puścił na chwilę jego dłoń, by rozsiąść się odrobinę wygodniej.
Czas mijał.
Kwadrans, pół godziny, godzina…
Nie wytrzymał.
-Śpisz?- zapytał w końcu, wpatrując się w alabastrowo białą twarz młodego hrabiego z zupełnym niedowierzaniem i obawą.
-Nie śpię- blade wargi ułożyły się w wypowiedziane cicho słowa- Trzymaj, Jamie.
Więc trzymał.
Tak długo, dopóki sam nie zasnął, z głową wtuloną w brzeg łóżka, tuż obok na wpół martwego ciała.
Ach, żywi zmarli bywają tacy uciążliwi…

1 komentarz:

  1. Anonimowy6:55 PM

    Zastanawiam się, skąd bierzesz te wszystkie pomysły :D żywy zmarły, też coś ^^ Nie będę się tu rozpisywać, bo jestem strasznie ciekawa, co będzie dalej. Tak więc idę czytać dalej i zastanawiać się, dlaczego przy tytule znajduje się status [W], co mi się wcale a wcale nie podoba xD

    Cloode

    OdpowiedzUsuń