Strony

niedziela, 22 maja 2011

4. Logika

-Josh! Josh obudź się szybko, dzieje się coś dziwnego!
Przetarłem oczy, podnosząc się do pozycji siedzącej.
-Cooo?- wyburczałem nieprzytomnie.
-No chodź!- Amadeusz szarpnął mnie za rękę, niemalże zwlekając z łóżka- Chodź szybko!
Poszedłem się za nim niechętnie, potykając się o rozwalone na środku pokoju buty. Ustawił mnie przy oknie. Przymknąłem oczy na rażące światło.
-No... I co?- zapytałem, unosząc brew.
-Zobacz!
-Patrzę- jęknąłem głucho, obserwując różowawą poświatę nieba- Wschód słońca co w tym dziwnego?
-Wschód słońca?- zdziwił się wyraźnie- Taki... Dziwny...
-Eee... Nie, zdarza się i taki- wzruszyłem ramionami.
-Ale... Jest jakiś taki... Jasny...
-To słońce- zauważyłem przytomnie- Słońce zazwyczaj jest jasne.
-Jest?- spojrzał na mnie i cofnął się pod ścianę.
-Co?- zapytałem przerażony.
-N... Nie jestem do końca pewien- przyznał z miną, jakby miał zaraz upaść- Ale ja chyba zacząłem... Widzieć kolory...
Spojrzałem na niego kompletnie osłupiały.
-To normalnie ich nie widzisz?
-Nie- przyznał po chwili wahania- Normalnie jest tak jakoś... Czarno... Biało... Tak sądzę...
Widząc, że niemalże się zatacza, dość niechętnie chwyciłem go za rękę i posadziłem z powrotem na łóżku. Sam też musiałem usiąść, bo ponownie jego dotyk wywołał u mnie uczucie nóg jak z waty.
-Ale... Chyba nic ci nie jest, nie?- zapytałem podejrzliwie.
-Nie mam bladego pojęcia- syknął spanikowany, po czym jego spojrzenie padło na leżący na stoliku nóż.
Przerażony obserwowałem jak sięga po niego najwyraźniej nad czymś się zastanawiając. Odruchowo cofnąłem się w dalszy kąt łóżka.
-No przestań, nie zamierzam cię przecież zabić- prychnął i podał mi nóż, po czym wyciągnął dłoń w moim kierunku.
-Eee... Ja ciebie też nie- odparłem ostrożnie.
-No dalej- potrząsnął dłonią- Wbijaj!
-Przestań! Nie wbiję ci noża w rękę!
-Chcę coś sprawdzić! No wbijaj, nie przesadzaj!
-Nie!- syknąłem rozpaczliwie- Zwariowałeś?!
-Przestań się cackać- warknął- Po prostu to zrób!
-Nie zamierzam zrobić ci krzywdy! Jeżeli chcesz sprawdzić czy wszystko z tobą okej to nie wiem, teleportuj się czy coś w tym guście, ale nie rób takich głupot!
-Jestem za bardzo roztargniony i tak nie będę mógł się skoncentrować- fuknął z irytacją- No dalej zrób to!
-A... A nie możemy poczekać kilka godzin i zobaczyć czy nie jesteś głodny czy coś w tym rodzaju?- przełknąłem głośno ślinę.
-Rany- westchnął ciężko, zabierając mi nóż z ręki i sam wymierzył w swoją dłoń.
Zamknąłem szybko oczy, chwilę przed tym jak ostrze wbiło się w jego skórę. Nie słysząc żadnej reakcji uchyliłem powoli powieki. Amadeusz odetchnął z ulgą, a mnie zebrało się na mdłości, kiedy zobaczyłem, że ostrze przeszyło jego dłoń. Wyrwał nóż jednym ruchem ręki, a ja skrzywiłem się nieznacznie.
-Cóż, czyli jest okej- stwierdził, obserwując czarne miejsce na skórze, w którym przed momentem tkwiło ostrze. Minęła chwila i jego dłoń wyglądała jak dawniej- Naprawdę już się przestraszyłem, że się za bardzo... uczłowieczyłem.
-T-tak- baknąłem- To by było... Naprawdę przerażające- w mojej wyobraźni ponownie zagościła scena z przed chwili tak więc postanowiłem zmienić temat na bezpieczniejszy- Demony normalnie nie widzą kolorów?
-Nie... Ale ja jak widać widzę- wzruszył ramionami- Może to ma coś wspólnego z tym pocałunkiem?
Na wspomnienie wczorajszego wieczoru speszyłem się kompletnie, wbijając wzrok w pościel.
-Taaaaak... Możliwe- przyznałem z ociąganiem- Nie podoba ci się?
-Nie. Jest... Po prostu inaczej- mruknął niepewnie, rozglądając się po pomieszczeniu- Przywyknę.
-Mam nadzieję... Może się położysz?- zaproponowałem, widząc jego nieco zamglone spojrzenie.
Westchnął ciężko, kładąc się na łóżku i rzucił mi ukradkowe spojrzenie.
-A to pech, nie?- zamruczał leniwie- Oprócz wiecznie skłóconych przyjaciół masz jeszcze upierdliwego demona na głowie.
-Eee... No... Nie określiłbym tego w ten sposób- powiedziałem ostrożnie- Nie przeszkadzasz mi... Za bardzo.
-Za bardzo- powtórzył i zaśmiał się cicho- Dobrze wiedzieć- przesunął się pod ścianę i poklepał dłonią miejsce obok siebie- Kładź się.
-N-nie, to nie jest dobry pomysł.
-Przestań no... Przecież nie gryzę.
"Ale całujesz"- przebiegło mi przez myśl, jednakże zanim zdążyłem zareagować zostałem już wciągnięty pod kołdrę.
-Musisz być przecież wyspany w szkole- wymruczał, wtulając się we mnie.
-Pewnie masz rację- chrząknąłem.
Jego skóra miała dziwny zapach... Jakby przesiąknięta deszczem. Objąłem go niepewnie. Szepnął coś niezrozumiale i cmoknął mnie w szyję. Westchnąłem mimowolnie.
Był stanowczo za bardzo realny... Był stanowczo za blisko... Był stanowczo za bardzo pociągający.
Poczułem jak jego dłoń wpełza pod spodnie od pidżamy.
-Nie rusz- powiedziałem stanowczo, odsuwając go od siebie.
-Czemu?- zapytał z wyraźnym rozczarowaniem- Będzie fajnie.
-Przepraszam, muszę się już szykować do szkoły- powiedziałem lodowato, podnosząc się z łóżka. Nie, zdecydowanie nie mogłem sobie pozwolić na coś takiego.
Mam chłopaka, do licha!
-Jest wcześnie.
-Odpowiednio- uciąłem, pakując torbę- Poza tym muszę jeszcze gdzieś skoczyć przed szkołą.
Spojrzał na mnie pytająco.

Zapukałem, rozglądając się z uwagą po wnętrzu klatki. Ku mojej uldze Amadeusz nie zamierzał się tym razem za mną włóczyć. Po chwili w drzwiach pojawił się Rick.
-Cześć- powiedział wyraźnie zaspany- Dzwoniłem...
-Wiem, wiem- przerwałem mu wchodząc do środka- Eee... Chciałem przeprosić. Koszmarnie się zachowałem.
-Tsaa...- spojrzał na mnie wyraźnie zdziwiony, po czym uśmiechnął się lekko- Już myślałem, że chcesz to skończyć.
-No co ty- mruknąłem, zawstydzony faktem, że rzeczywiście taka myśl przyszła mi do głowy- W życiu.
-Miałem nadzieję usłyszeć taką odpowiedź- przyciągnął mnie do siebie i ucałował w usta- Zostaniesz?
-Yyy... Nie- wyplątałem się szybko z jego ramion- Muszę lecieć do szkoły.
-Więc może wpadniesz wieczorem?
-Dzisiaj... Nie mogę... Mam dużo roboty- skłamałem.
-No cóż- mruknął wyraźnie rozczarowany- To może jutro?
-Hmm... Możliwe. Zadzwonię- obiecałem, uśmiechając się do niego nieco sztucznie. Sam byłem zdziwiony z jaką niechęcią podchodzę do możliwości spotkania z nim. To przecież mój chłopak, u licha! Nie mogłem jednak nic poradzić na to, że w moich myślach stale gościł Amadeusz, chociaż cała sytuacja strasznie mnie drażniła. Chyba się nie odkochałem...? Szybko wyzbyłem się tej nieprzyjemnej myśli. Mój związek z Rickiem był niesamowity od samego początku i w ogóle nie chciałem dopuszczać do siebie podobnych wniosków. Szalałem za nim od pierwszego wejrzenia i na pewno nie zamierzałem tego zmieniać tylko dlatego, że poznałem kogoś innego.
A tym bardziej, że ów ktoś był demonem.

-Co się dzieje, Josh?- Jenna spojrzała na mnie z troską- Wyglądasz na przybitego. Kolejna kłótnia z Rickiem?
-Nie... Pogodziłem się z nim- obwieściłem ponuro.
-To źle?- Jack zmierzył mnie krzywym spojrzeniem.
-Eee... Dobrze... Chyba...-wzruszyłem ramionami wbijając wzrok w ledwie napoczętą kanapkę na moim talerzu.
-Chyba nie- usłyszałem złośliwe syknięcie tuż obok mojego ucha i aż podskoczyłem, wywracając talerz. Amadeusz uśmiechnął się do mnie kwaśno.
-Josh co ty robisz?- syknęła Katy.
-Przepraszam, niechcący- wymamrotałem, starając się z całej siły skoncentrować na moich rozmówcach, a nie na demonie, który właśnie oparł się o kant stolika, wpatrując we mnie bezczelnie.
-Wiesz co? Skoro tak ci zależy na tym Ricky'm to mam genialny pomysł- Jenna uśmiechnęła się lekko- Co ty na to, żebyśmy zaprosili go na urodziny Katy?
-Ej!- rudowłosa zmierzyła ją krzywym spojrzeniem- Dzięki za informację!
-No przestań. Przecież sama chciałaś doprowadzić do zgody absolutnej, nie? Zobacz na minę Josha!- ponownie zmierzyła mnie zatroskanym spojrzeniem- Naprawdę nie wygląda dobrze. Muszą mieć jakąś okazję do zgody.
-Nie wygląda dobrze, bo cały czas usiłujesz decydować za niego!- prychnęła Katy- Może tak jego problem dotyczy czego innego?
Kopnąłem ją pod stołem, mierząc ją wściekłym spojrzeniem. Gdyby wygadała się Jackowi, czy Jennie nie byłoby to taką katastrofą, ale jeżeli zacznie to opowiadać przy Amadeuszu...
-Niby czego innego?- syknęła Jenna.
-Eee... Niczego już- rudowłosa zrobiła skruszoną minę i zajęła się poszukiwaniem czegoś w swojej torbie.
-A ja myślę, że on nie wygląda dobrze, bo nie chce się przyznać, że kręci go ktoś więcej niż jego beznadziejny chłopak- mruknął obojętnie Amadeusz, tak jakby miał usłyszeć go ktoś oprócz mnie.
-Gdyby ktoś zapytał mnie o zdanie to powiedziałbym, że jesteście cholernie przewrażliwione- prychnął Jack- Nie musicie go przecież niańczyć, sam się z nim pogodzi.
-Dziwne! Kiedy ostatni raz się o to kłóciliśmy twierdziłeś, że powinien go natychmiast przeprosić- Jenna obdarowała go złowrogim spojrzeniem.
-Eee... No... Tiaa....
-I to właśnie dowodzi, że po prostu zawsze chcesz być przeciwko mnie!- brunetka wymierzyła w niego oskarżycielsko palcem- Jeżeli mówię mu, żeby z nim zerwał - nie, oczywiście ci się to nie podoba. Ale jeżeli z kolei chcę ich z powrotem pogodzić to zaczynasz na mnie warczeć!
-Przecież nic takiego powiedziałem, Jen...- Jack spojrzał na nią przymilnie i objął ją ramieniem- Chodziło mi tylko o to, że pogodzą się i bez naszej pomocy.
-Ale ta impreza to doskonały pomysł! W czasie zabawy ludziom od razu przechodzą nerwy. Zaprosiłam już Benjamina i Thomasa...
-Co?!- wrzasnęła Katy.
-I po co się z nim pogodziłeś, co?!- syknął mi Amadeusz do ucha.
-... Dlaczego w ogóle TY decydujesz o liście gości na mojej imprezie?!
-Doskonale. Czy ty nie możesz mnie posłuchać chociaż przez chwilę? Ten chłopak sprawi ci same kłopoty- szeptał ciągle demon.
-Nie wiedziałam, że cię to tak obruszy! Ściągam ci fajnych facetów na imprezę, a ty jeszcze marudzisz! Tradycyjnie!
-I na co ci on, hm? - hipnotyczny głos Amadeusza staje się znacznie bardziej uciążliwy. Wzdrygam się lekko, kiedy czuję, że obejmuje mnie delikatnie. Świetnie. Przy ludziach, jasne, czemu nie. Potrząsam ramionami, tak jakbym chciał się go pozbyć, ale on nie odsuwa się ode mnie ani na krok.
-Wiesz dzięki za troskę, ale sama osądzę kto jest fajny i kogo zaproszę!
-Czemu nie chcesz...?- dłonie demona wpełzają pod moją koszulkę.
-PRZESTAŃ!- wrzasnąłem, podrywając się z miejsca. Amadeusz odsunął się kilka kroków z niewinną miną. Jenna i Katy przestały się sprzeczać i spojrzały na mnie kompletnie zdziwione... Podobnie jak połowa stołówki.
-Przepraszam- wymruczałem, zbierając torbę i ruszyłem prędko do wyjścia.
-Josh!- krzyknęła jeszcze za mną Jenna, ale udałem, że tego nie słyszę. Nie zamierzałem wracać na resztę lekcji. Nie, dopóki ten cholerny demon nie da mi wreszcie spokoju!

-To miało być zabawne, co?!- warknąłem, ledwie zamknąłem drzwi od domu- To jest ta forma rozrywki jaką preferujesz?
Zaśmiał się lekceważąco.
-Być może. A przeszkadza ci to?
-Tak, cholernie mi przeszkadza! Co to ma być do licha, za kogo ty mnie masz?!- krzyczałem coraz głośniej widząc, że moje słowa nie wywołują u niego żadnej reakcji- Ja mam chłopaka, mam przyjaciół, mam swoje życie! I nie ma tam miejsca na kogoś takiego jak ty!
Pewnie w normalnych warunkach zrobiłoby mi się cholernie przykro, że powiedziałem mu coś takiego, ale widząc, że ten jedynie uśmiechnął się pobłażliwie, wkurzyłem się jeszcze bardziej.
-Słuchaj uważnie, jeżeli nie przestaniesz mi przeszkadzać to...
-To co?- zaśmiał się kpiąco- A co ty mi możesz zrobić? Czym ty mi możesz zagrozić?
-Nie rozumiem cię kompletnie... - westchnąłem ciężko, drżącym głosem- Pojawiasz się tu, wywracasz moje życie dokoła nogami, potem nie wiadomo dlaczego mi pomagasz, ba, zachowujesz się wręcz jak przyjaciel, a potem ci coś odbija i zaczynasz mnie...
-...całować- dokończył demon, kiwając głową- Tak, tak to mniej więcej wyglądało.
-I jaki masz w tym cel?
-Wiesz to całkiem proste jakby na to nie patrzeć, sam mógłbyś na to wpaść. Ja jestem demonem. jak słusznie zdążyłeś zauważyć. Nie mam na codzień styczności z ludźmi w taki sposób jak mam z tobą. I wiem, że mogę ci pomóc, ale ty też możesz pomóc mnie.
-A w jaki niby sposób?- mruknąłem, chociaż właściwie znałem odpowiedź.
-Po prostu. Chcę zobaczyć jak to jest, sprawdzić niektóre rzeczy... Nawet nie wiesz jakie to interesujące poczuć się od czasu do czasu tak... Ludzko- uśmiechnął się kwaśno- Jesteśmy niczym ambasadorzy naszych gatunków. To wręcz pasjonujące.
-Jak dla kogo. Zrozum raz jeszcze. Ja mam chłopaka.
-Nie każę ci przecież z nim zrywać- wzruszył obojętnie ramionami- W sumie to wszystko mi jedno co z nim wyprawiasz.
-Tak, słyszałem! Naprawdę brzmiało to przekonująco szczególnie wtedy, kiedy nam przerwałeś i próbowałeś mi wmówić, że on mnie wcale nie kocha!
-To nie ma nic wspólnego z moim zainteresowaniem twoją osobą, jak pewnie musiałeś sobie pomyśleć. A raczej z chęcią pomocy, ale ty jesteś tępy, głuchy i ślepy- westchnął głęboko- Dopóki się o czymś nie przekonasz na własnej skórze to nie uwierzysz, co?
-Nie chcę tego słuchać!- oświadczyłem ostro- Daj mi święty spokój, nie zamierzam się z tobą dłużej użerać! Nie chcę twojej pomocy, ani twoich głupich rad, a jeżeli już koniecznie muszę cię widzieć, to przynajmniej trzymaj się z daleka ode mnie!
Podszedł do mnie prędkim krokiem i chwycił mnie pewnie za ramiona, nachylając się w moją stronę. Nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów. Przełknąłem głośno ślinę, po raz kolejny kompletnie wytrącony z równowagi.
-Czy ja jestem wróżką czy demonem, hm?- musnął delikatnie moje usta- Nie interesuję mnie to czego chcesz tak szczerze powiedziawszy... Ja tu jestem i tu zostanę, bo podoba mi się to miejsce, a przede wszystkim podoba mi się to twoje idiotycznie pokręcone życie. I nawet cię lubię.
-Zaprzeczasz sobie- szepnąłem ledwie słyszalnie, po czym jego usta ponownie na krótką chwilę przylgnęły do moich- Mówisz, że nie obchodzi cię to czego chcę, a jednocześnie stale mi pomagasz. Twierdzisz, że ogółem masz mnie gdzieś, a jednocześnie mnie lubisz. Gdzie tu logika?
-A czy demon jest w ogóle logiczny?
-Nie wiem- przyznałem powoli, opierając dłonie na jego ramionach i przyciągając go do mocniejszego i dłuższego pocałunku.
Odwzajemnił go, prowadząc mnie powoli w stronę łóżka.
-Zostaw!- syknąłem, próbując go odepchnąć.
-Tylko raz- mruknął przekonująco.
Przez chwilę miałem ochotę zaprotestować, ale poddałem się. Nie mogłem wprost oderwać się od jego warg i spojrzałem na niego z żalem, kiedy odsunął się na chwilę, tylko po to, żeby ułożyć na łóżku.
-Chodź- pociągnął mnie za rękę, a ja niemalże bez żadnego oporu usiadłem okrakiem na jego biodrach.
-Czy nie tak to się robi?- uniósł brwi w jakimś dziwacznie triumfalnym geście, a ja miałem ochotę parsknąć cicho. Och, geniusz.
Pocałował mnie ponownie, tym razem bardziej zachłannie, a jego język penetrował wnętrze moich warg.
I cholernie mi się to podobało.
Pojękiwałem cicho, gdy ocierał się o mnie mimowolnie, nieświadom zupełnie jakie reakcje to u mnie wywołuje.
I cholernie mi się to podobało.
Dotykał mnie, całował, delikatnie, mocno, bez wprawy, pewnie, łagodnie, stanowczo. Każdy centymetr mojego ciała, dopatrując się moich reakcji.
I cholernie mi się to podobało.
Ja też go dotykałem. Ciekawy, zbyt ciekawy jak jego mlecznobiała, idealna skóra zareaguje na moje dłonie. Podobały mi się jego westchnienia. Podobało mi się, gdy wyginał się pode mną lekko, a później podnosił na mnie spojrzenie, wyrażające nie jakiekolwiek zażenowanie, nie. Wprost przeciwnie. Rosnącą ciekawość.
Cholera...
Nie, demony są zdecydowanie zbyt mało logiczne.

1 komentarz:

  1. Anonimowy7:14 PM

    No w końcu coś w stylu yaoi <3

    OdpowiedzUsuń