Strony

niedziela, 22 maja 2011

§ 4 § [YFM]

Absalom przebudził się. Usłyszał jakiś szelest i rozejrzał się nieco niepewnie, przecierając powieki. W mroku panującym w pomieszczeniu, udało mu się w końcu dostrzec sylwetkę Mortalisa, który ledwie słyszalnie krzątał się po sypialni, zapewne pakując się albo czegoś szukając. Chłopak podniósł się do pozycji siedzącej, chcąc wstać, ale usłyszał jedynie ciche:
-Leż, Absa.
-Pomogę ci- zaoferował zwyczajowo, chociaż doskonale wiedział, jaką usłyszy odpowiedź.
-Dam sobie radę- odparł cicho mężczyzna, a Absalom po chwili wahania, położył się z powrotem z głębokim westchnieniem.
Nie cierpiał tego. Takich chwil jak ta. Naprawdę wolałby się obudzić z samego rana i zdać sobie sprawę z tego, że Mortalis jest już daleko. Wtedy też czuł coś na kształt smutku, też zastanawiał się nad wszystkim, czasem się niepokoił... Ale nie tak, jak w tych właśnie momentach. Mężczyzna zawsze wyruszał nocą. Chyba robił to celowo, zupełnie tak, jakby zdawał sobie sprawę z uczuć targających Absalomem. Ale to nic nie dawało. Chłopak bardzo często, niemal instynktownie budził się w środku nocy, tuż przed tym, jak wstawał mężczyzna albo chwilę po tym, gdy zaczynał się przygotowywać do wyjścia. I w tych właśnie chwilach dopadały go najczarniejsze i najgorsze myśli, najbardziej potworne scenariusze, jakie tylko mogła podsunąć mu wyobraźnia. Sam nie wiedział, dlaczego. Coś paliło go od środka, jakaś zupełnie niepojęta, niezrozumiała chęć, by zatrzymać Mortalisa, by kazać mu tutaj zostać, teraz, na chwilę, na zawsze... I miał wrażenie, że z każdą wyprawą mężczyzny, znosił to jeszcze gorzej.
O, Stwórco, czy on zupełnie zwariował...?
Jeszcze wczoraj zamartwiał się tym, że Mortalis go nie chce.
Dziś, mając świadomość, że jest inaczej, znalazł sobie inny powód do zmartwień.
On chyba nie potrafił inaczej, niż tylko martwić się i martwić.
-Wziąłeś wszystko...?- zapytał w końcu ostrożnie- Jakieś jedzenie na drogę...?
-Absa...
Po co właściwie pytał? Mortalis radził sobie świetnie bez niego, nie musiał przecież nad nim stać niczym troskliwa matka i nieustannie go o coś wypytywać... Och, Stwórco... Najpierw coś przychodziło mu do głowy, a zdecydował się to zrobić, natychmiast denerwował się sam na siebie i żałował swojego postępowania. Mógłby przysiąc, że jeszcze kilka lat temu nie miał podobnych dylematów...
-Śpij- szepnął miękko Mortalis, pochylając się nad nim, a chłopak aż wstrzymał oddech. Przez chwilę, ledwie przez sekundę, wydawało mu się, że wargi mężczyzny musną jego policzek. Serce w nim zamarło, jakby w oczekiwaniu na to, co miało nastąpić. Ale to była tylko jego wyobraźnia. Mortalis jedynie przeczesał delikatnie jego włosy i wyszedł. Nigdy zresztą nie zrobił niczego ponadto.
Absalom nie wytrzymał. Niemal natychmiast poderwał się do klęczek i spojrzał w okno. Obserwował niespieszne kroki Mortalisa aż do momentu, gdy ten zniknął w lesie. W tym momencie poczuł się tak, jakby coś ścisnęło go za serce. Odetchnął odrobinę płytko i opadł z powrotem na pościel, chociaż wiedział aż za dobrze, że tej nocy już nie zaśnie.
Znowu nachodziły go myśli, rozważania, wątpliwości...
Pogodził się z tym, co robił Mortalis. Pogodził się z tym już dawno. Przynajmniej połowicznie. Trudno byłoby mu stwierdzić, że to rozumie, ale zdawał sobie sprawę z tego, że nie wszystko na tym świecie jest takie proste i oczywiste, jak chciałby, żeby było. Rozumienie dobra i zła, jakie wyniósł z dziecięcych opowieści i baśni, nie miało nic wspólnego z rzeczywistością, nie wytrzymywało zderzenia z nią. W końcu, gdyby nie Mortalis, mógłby być teraz w zupełnie innej sytuacji. Ludzie cierpieli z głodu, z chorób, przeżywali wojny, napady... Sam mógłby się znaleźć na ich miejscu, gdyby nie wcześniejsza opieka mężczyzny. Zawdzięczał mu bardzo wiele. Zbyt wiele, by go krytykować albo myśleć o nim jak o zbrodniarzu.
Ale czasem nachodziły go różnego rodzaju rozważania i wątpliwości...
Ilu ludzi ginęło podczas jednej wyprawy Mortalisa?
Ilu zabijał?
Jednego? Dwóch? Dziesięciu...?
Bo czy można śledzić jednego człowieka przez kilka tygodni czy miesięcy...?
Można. Bardzo złego, bardzo okrutnego i pozbawionego skrupułów człowieka, który i tak nie zasługiwał na lepszy los. Tak zawsze Absalom chciał to sobie wyobrażać. Ale czy rzeczywiście miał rację...? Ostatnio zastanawiał się nad tym szczególnie mocno. Chciałby wierzyć w to, że Mortalis naprawdę zabija tylko ludzi, którzy zasłużyli sobie na taki los. Chciałby go traktować niczym ostatniego sprawiedliwego, bez którego inni ludzie mogliby być zagrożeni. Ale czy rzeczywiście tak było...? Czy Edalis naprawdę miał tak poważnych i groźnych wrogów? A przecież ze sobą współpracowali. Kogo mógł więc się dla niego pozbywać? Drobnych krętaczy, złodziejaszków, lichwiarzy...? Kogo mógł się pozbywać dla swoich innych zleceniodawców i kim oni właściwie byli...?
Czy Mortalisowi naprawdę było obojętne kogo zabija...?
I właściwie dlaczego to robił?
Dla pieniędzy? Miał już ich wystarczająco dużo.
Dla przyjemności? Nie był przecież żadnym okrutnikiem, nie lubował się w nieszczęściu innych ludzi.
Dla satysfakcji? Nie ma nic satysfakcjonującego w śmierci człowieka, którego nawet się nie zna.
Chłopak westchnął głęboko, starając się oderwać od nieprzyjemnych myśli. Nie potrafił tego zrozumieć. Chciał, ale nie potrafił. Mężczyzna odchodził i narażał się na jakieś niebezpieczeństwa. Musiało tak być. Stąd wynikały różnego rodzaju opóźnienia, opatrywane skrycie rany, pojawiające się na jego ciele, coraz świeższe blizny... A jego zostawiał tutaj. Samego. Pełnego strachu i niepewności.
A to nie było dobre.
Nie mogło być.

Absalom nudził się wprost niepomiernie. Krzątał się od rana po domu, zupełnie nie mogąc znaleźć dla siebie miejsca. Posprzątał wszystko, co tylko mógł posprzątać, zajął się swoimi zwyczajowymi obowiązkami, aż w końcu zaczął czytać przyniesioną przez Mortalisa książkę. Nim się jednak obejrzał, znalazł się na ostatniej stronie i z ciężkim westchnieniem odłożył tomik na półkę, obok pozostałych baśni i opowiadań, które czytał tak często, że znał je niemal na pamięć. W końcu zdecydował się wyjść do miasta i odwiedzić Edalisa. Tym razem jednak nie chodziło mu wyłącznie o kwestie czysto towarzyskie. Chciał porozmawiać z mężczyzną na temat jego listu adresowanego do Mortalisa i na temat tego, co za bzdury o nim tam napisał. O, Stwórco! Całe szczęście, że mężczyzna nie dostał tego fragmentu w swoje ręce! Wtedy dopiero Absalom miałby powodu do wstydu i krępujących wyjaśnień!
Chłopak wyszedł z domu i ruszył niespiesznym krokiem przed siebie. Podróże do miasta zawsze były czasem jego rozmyślań. Dziś, wypierając niepokój o Mortalisa, odtwarzał raz jeszcze w swoich myślach przeczytaną przez siebie niedawną historię. To była kolejna, piękna opowieść o losach pewnego bohatera. Absalom nie mógł sobie nie wyobrażać, jakby to było, gdyby nagle znalazł się na jego miejscu. Zdawał sobie sprawę z tego, że to postać fikcyjna, ale mimo to, zrobiłby wiele, by chociaż przez kilka dni móc spróbować takiego życia. To było jego odwieczne marzenie. Stać się kimś, kogo ludzie będą podziwiać, kogo będą cenić. Za coś wyjątkowego. Za odwagę, za dobro, które czynił, za to, że był ich obrońcą... Ale najbardziej zależało mu na czymś zupełnie innym. Oczyma wyobraźni widział twarz Mortalisa, który uśmiechał się delikatnie, który patrzył na niego z zadowoleniem, z podziwem, z czymś, czego nawet nie był w stanie nazwać... Och, Stwórco, ile by dał, by stać się go godnym... Jak wiele by zrobił... Mortalis mógł twierdzić, że jest z niego dumny. Ale jaka to była duma? Duma, którą może czuć rodzic, patrząc z radością jak jego dziecko dorasta. Absalom nie chciał takiej dumny. Chciał czegoś zupełnie innego. Chciał by Mortalis spojrzał na niego zupełnie inaczej.
Nie jak na dziecko.
Jak na mężczyznę.
Problem w tym, że Absalom sam czuł się jeszcze bardzo dziecinny. Miał wrażenie, że nigdy nie będzie w stanie dorównać Mortalisowi, że zawsze będzie gdzieś na uboczu. Nie przeszkadzało mu to aż tak bardzo. Po prostu czasami nachodziła go potrzeba, by poczuć uznanie ze strony mężczyzny.
Ale na to chyba długo jeszcze będzie musiał poczekać.
-Chłopcze!- usłyszał znajomy głos i przystanął na chwilę, po czym odwrócił się i dostrzegł wyłaniającego się spomiędzy drzew kupca.
Absalom zawsze przyglądał mu się z nieskrywaną ciekawością. Starzec przypominał mu postać z jednej z jego bajek. Łysy, zgarbiony, z malującym się na twarzy bezzębnym uśmiechem, okryty ciemnym płaszczem, pod którym zdawał się skrywać wszystkie skarby świata. W rzeczywistości przedmioty, jakimi handlował ów człowiek, nie były specjalnie cenne. W zdecydowanej większości były to różnego rodzaju zioła i symbole, które jego zdaniem miały cudowne właściwości, nosił też ze sobą jakieś ozdoby, często bardzo stare i zadrapane, przeróżne rzeczy nadające się do codziennego użytku, ale połamane albo pokryte rdzą. Było w nim jednak coś tak intrygującego, że chłopak zawsze zatrzymywał się przy nim, trudno powiedzieć czy z ciekawości, czy bardziej z litości nad jego losem. Widział kiedyś, jak mieszczańscy kupcy wyganiają go z targowiska i wówczas poczuł do niego jakąś niezrozumiałą sympatię. Kupił od niego jedną rzecz, później kolejną, aż któregoś razu kupiec przypałętał się pod jego dom. Chłopak wiedział, że Mortalisowi by się to nie spodobało, ale nie miał serca go przepędzić. Teraz jednak nie miał wyboru.
-Dzień dobry- rzucił jedynie w odpowiedzi i uśmiechnął się niepewnie, po czym ruszył dalej, mając nadzieję, że starzec da mu spokój. Aż za dobrze wiedział, że Mortalis nie byłby równie uprzejmy, gdyby spotkał go w pobliżu domu.
-Chłopcze, zaczekaj!- starzec pokuśtykał za nim natychmiast, a Absalom odparł przez ramię:
-Niczego dziś nie kupię, przepraszam...
-Zatrzymaj się tylko na chwilkę! Nie musisz kupować, chcę ci pokazać coś naprawdę niezwykłego... Chłopcze! To okazja, jaka więcej się nie nadarzy!
Absalom westchnął głęboko, ale w końcu przystanął. Było mu trochę żal tego człowieka.
-O co chodzi?- zapytał uprzejmie, wpatrując się w mężczyznę, który wsunął dłoń pomiędzy poły swojego płaszcza, aż w końcu wyciągnął z niego coś w rodzaju szkarłatnego amuletu.
-Zobacz, chłopcze...- kupiec zaprezentował przedmiot w całej okazałości, uśmiechając się szeroko- Wiesz skąd to wziąłem...?- rzucił nagle, ściszając głos, jakby zamierzał mu wyrazić wielką tajemnicę- Ostatnio zawędrowałem do dalekiego królestwa i jego władca dał mi w prezencie ten podarunek... Podobno ten symbol podarował mu sam Stwórca w jego śnie... Gdy monarcha się obudził, miał go pod poduszką. To dzięki niemu wygrał wojnę ze znacznie silniejszym przeciwnikiem i oddał go mnie, bym przekazał go jakiemuś człowiekowi dobrej woli... Oczywiście po odpowiedniej cenie- zaznaczył natychmiast, a Absalom uśmiechnął się w duchu- Może wygląda niepozornie, ale nie od dziś wiadomo, że nasz Stwórca nie lubi przepychu, więc... To najlepszy amulet szczęścia pod słońcem! Każdy, ktokolwiek będzie go miał, będzie cieszył się dobrobytem do końca swoich dni!
-Proszę go zatem zatrzymać- poradził z lekkim rozbawieniem Absalom.
-Ależ chłopcze!- starzec obruszył się udawanie- Nie jestem egoistą! Król dał mi jasne wskazówki, co mam z nim robić... Znalazłem więc ciebie. Jeżeli kupisz ten przedmiot, spełnisz wszystkie swoje marzenia!
Ach, gdyby to było takie proste...
-Nie jest drogi...- przekonywał dalej kupiec, wciąż prezentując amulet- No... Trochę jest. Ale jest wart swej ceny! Och, chłopcze, żałuj, jeśli go nie kupisz! Kilka złotych monet i całe szczęście znajdzie się w twoich rękach!
-Proszę wybaczyć, ale chyba nie mogę sobie na to pozwolić- odparł ostrożnie Absalom. Gdyby to zależało od niego, pewnie znowu kupiłby coś od tego człowieka, po trosze dla świętego spokoju, po trosze ze swoistego poczucia, że powinien to zrobić. Tak po prostu. Dla niego to przecież nie był żaden majątek, a temu mężczyźnie zrobiłoby się miło. Ale wtedy z pewnością by tu wrócił.
-Nie?- na twarzy kupca nie zdążył nawet wykwitnąć grymas rozczarowania. Znowu zanurzył dłoń w swoim płaszczu i zaraz zamiast amuletu wyciągnął jakąś fiolkę z brunatnym płynem- Na to możesz sobie pozwolić z całą pewnością, chłopcze! Już ja wiem, co wam, młodym figlarzom chodzi po głowie...- stwierdził, mrugnąwszy do niego znacząco- To napój przygotowany przez legendarną druidkę dla pewnego męża, który długo nie mógł przekonać swojej żony do... No cóż...- zarechotał cicho- Na pewno masz wypatrzoną jakąś miejscową dziewuszkę... Podaj jej to do jakiegoś trunku... Rozluźnia kobiety jak nic innego... Nawet najbardziej cnotliwa pannica po tym ulegnie, więc...
-Nie, nie!- zaprotestował natychmiast Absalom, nieco przerażony- Nie jest mi to do niczego potrzebne, a poza tym... A poza tym... Nie mam pieniędzy- stwierdził w końcu, mając nadzieję, że po tych słowach starzec da mu spokój- Naprawdę. Nic od pana nie kupię.
-Rozumiem... A może te lecznicze kamienie?- nie poddawał się kupiec, wyciągając kolejne przedmioty- Magiczne! Z dalekich wysp! Żeglarz, który mi je przyniósł, musiał pokonać setki morskich potworów i...
-Proszę wybaczyć, ale...- zaczął w końcu łagodnie- Ktoś ze mną mieszka i... I on niespecjalnie lubi tego rodzaju wizyty- uśmiechnął się przepraszająco- Lepiej byłoby, gdyby pan więcej tu nie przychodził.
-To jakiś nerwowy jegomość...?
Absalom parsknął cicho z rozbawieniem.
-Można to tak ująć.
-Ach! Więc mam coś dla niego!- twarz starca po raz kolejny rozjaśnił radosny uśmiech- Zaparz mu, chłopcze, te ziółka, a uspokoi się natychmiast! Ich opary...
-Proszę stąd iść- przerwał mu ponownie Absalom, siląc się na stanowczy ton, co niezbyt mu wyszło- I tak nic nie kupię.
-Ależ, chłopcze! Jesteś pewien...? Znajdę tu coś idealnego dla ciebie! To tylko kwestia dopasowania się do klienta! Mam tutaj... Och! Cudowne naszyjniki! W sam raz dla narzeczonej... Albo... Albo... Medalion ariańskiej królowej! Przepiękna ozdoba! A może...
-Nie, ja naprawdę...
-A może amulety dla prawdziwych wojowników?
-S... Słucham?- bąknął Absalom, a uśmiech kupca poszerzył się jeszcze. Wygrzebał ze swojego płaszcza kilkanaście przeróżnych wisiorów i medalików, po czym przewiesił je wzdłuż swojego przedramienia, ukazując je chłopakowi.
-To przepiękne symbole- zaczął starzec iście kusząco- Bardzo stare, ale mają swoją zacną historię... Te amulety nosili najwięksi z największych... Z każdego zrobią bohatera... Jesteś zainteresowany, chłopcze?
-Nie- odparł Absalom, jednak bez wcześniejszej stanowczości, po czym jakby wbrew swoim słowom przysunął się do mężczyzny i zaczął oglądać zaprezentowane przez niego przedmioty. Nie żeby wierzył, że kawałek drewna czy blaszki na rzemyku będzie w stanie uczynić go kimś wielkim... Bynajmniej. A jednak go to zaciekawiło, zaintrygowało. Przeglądał wisiory, jeden po drugim, aż w końcu natrafił na taki, który szczególnie przykuł jego uwagę. Na nieco porysowanej i odkształconej blaszce wyryty był smok. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby chłopak nie wyobrażał sobie w identyczny sposób amuletu szczęścia, który nosił bohater powieści, którą czytał tego poranka. Był dokładnie taki sam. Idealny. Przepiękny. Absalomowi aż serce zabiło szybciej. Bardzo mu się spodobał- Po ile...?- zapytał, przenosząc spojrzenie na twarz kupca.
Starzec zamyślił się przez chwilę.
-Pięć srebrnych monet... Albo dziesięć... A może piętnaście? Co powiesz na piętnaście, panie?- dopytał ostrożnie, jakby chciał zbadać reakcję Absaloma. Chłopak jednak nie miał głowy do targowania się, zbyt zachwycony swoim znaleziskiem.
-Może być- odparł z uśmiechem pełnym zadowolenia, po czym wydobył z sakiewki uwiązanej do pasa kilka monet, które bez oporu wręczył mężczyźnie. Kupiec był wyraźnie wniebowzięty. Choć z pewnością dużo brakowało mu do takiego stanu uniesienia, w jakim znajdował się Absalom, gdy tylko dostał w swoje ręce ów pozornie błahy przedmiot.
Och, Stwórco.
A pomyśleć, że ten dzień wydawał mu się stracony...

Absalom był zachwycony. Mortalis chyba miał rację, powtarzając często, że niewiele jest mu do szczęścia potrzebne. Rzeczywiście. Chłopak potrafił cieszyć się z tego, co dla innych stanowiło drobnostkę albo coś wyjątkowo błahego. Ale wynikało to z tego, że on we wszystkim lubił dopatrywać się różnego rodzaju symboli, dokładnie tak jak teraz. Potraktował owo spotkanie i trafny zakup niemal za głos przeznaczenia. Nie roił sobie co prawda, żadnych nieracjonalnych nadziei związanych z magicznym działaniem amuletu. Chodziło po prostu o to, że kojarzył mu się z tą książką. Z tą postacią. Och, Stwórco! Teraz, mając tę zawieszkę na szyi, czuł się niemal jak bohater tej powieści. Wszystko aż w nim drżało z ekscytacji.
Po drobnych zakupach, wstąpił do gospody Edalisa i odruchowo skierował swoje kroki w kierunku końca sali, ale już po chwili zatrzymał się, mocno zdumiony. Mężczyzny nie było. Rozejrzał się dookoła, zdezorientowany. Raczej stąd nie wyszedł. Na pewno nie sam. Od dawna narzekał na swoje trudności z poruszaniem się. Więc gdzie...?
Chłopak dostrzegł Georginę, córkę Edalisa stojącą za barem. W pierwszej chwili speszył się nieznacznie i zamierzał odejść, ale ostatecznie zwyciężyła w nim ciekawość co do miejsca pobytu jej ojca, więc zatrzymał się przy niej i przywitał ostrożnie:
-Dzień dobry, Georgino.
Córka Edalisa zerknęła na niego jakoś dziwnie, jakby z rozbawieniem, po czym skinęła głową i odparła:
-Witaj, Absa.
Była ładną kobietą, niewiele starszą od Absaloma, ale wyglądała bardzo dojrzale i była rozwiniętą pod wieloma aspektami, czym przyciągała uwagę większości mężczyzn dookoła siebie. Miała ciemne, długie włosy, zawsze splątane w ciasny warkocz i wesołe, zielone oczy. Chyba więc Edalis miał rację mówiąc, że jest świetną partią.
Chłopak czuł się trochę niepewnie. Do tej pory pamiętał, co Edalis mówił o mężu kobiety, nie wspominając już nawet o liście, który wysłał Mortalisowi. O, Stwórco! Absalom dopiero teraz o tym pomyślał. A co, jeżeli tym razem mężczyzna zabije właśnie jego...?
-Jak ci mija dzień?- zagadnęła go uprzejmie Georgina, a on jedynie uśmiechnął się nieco nerwowo i odparł:
-Dobrze, dobrze... Gdzie Edalis?- zapytał po chwili wahania.
-Nie ma go- odparła raźno kobieta- Dziś ja tutaj rządzę... Wywieźli go stąd rano, na taczce... Powinieneś to widzieć, dosyć zabawy widok... Strasznie narzekał na ból pleców, a w mieście podobno pojawił się jakiś cudowny uzdrowiciel i... No, w każdym razie, nie ma go- stwierdziła po raz kolejny, dostrzegając chyba ciekawe spojrzenia pozostałych, siedzących nieopodal klientów. Edalis naprawdę zdążył sobie narobić kilku wrogów- Coś przekazać?
-Nie, nie... Hm... Georgina?
-Hm...?
-Gdzie jest twój mąż...?- zdecydował się w końcu zapytać. Mówiąc szczerze, wcale nie był pewien, czy chce znać odpowiedź na to pytanie. Co prawda kobieta nie wyglądała na zrozpaczoną, świeżą wdowę, ale mimo to... Czuł się jakoś dziwnie, świadom tego, że jej własny ojciec szykował zamach na swojego zięcia.
-Mój mąż...?- zdumiała się kobieta.
-Tak.
-Teraz...?
-Mhm...
Georgina milczała przez chwilę, po czym parsknęła z rozbawieniem i odetchnęła głęboko, by zacząć wreszcie łagodnie:
-No dobrze, Absa... Porozmawiajmy poważnie.
-P... Poważnie?- wydukał chłopak, nieco przerażony.
-Tak- potwierdziła kobieta, skinąwszy lekko głową, wciąż uśmiechając się z lekkim politowaniem- Wiem, czemu o niego pytasz.
-Wiesz?- tym razem chłopak zląkł się nie na żarty. Naprawdę zdawała sobie sprawę z tego, co planuje jej ojciec...?
-Tak...- Georgina zawahała się przez chwilę, a Absalom wstrzymał oddech, by zaraz osłupieć z zaskoczenia, gdy tylko usłyszał- Absa... Jesteś naprawdę uroczym chłopcem. Uroczym.
-Jestem...?- teraz już w ogóle nie wiedział, co się wokół niego dzieje.
-Tak, ale... Widzisz... W twoim wieku różne rzeczy przychodzą do głowy...- zaczęła pouczającym tonem, wpatrując się w niego z uwagą- Zmieniasz się. Zaczynają ci się podobać kobiety. Byle zauroczenie wydaje się być miłością życia, ale... Och, Absa, nie bierz tego do siebie, naprawdę bardzo cię lubię. Ale jestem od ciebie trochę starsza, jestem dojrzałą kobietą i mam męża... Nie mogę odwzajemnić twoich uczuć. Przykro mi.
Absalom osłupiał zupełnie, czerwieniąc się jednocześnie po czubki uszu. Czy ona pomyślała sobie, że on...?! W niej...?! Przecież... Przecież... O, Stwórco! W życiu nic podobnego nie przyszłoby mu do głowy! Była ładną kobietą, owszem, chwalił ją czasem przy Edalisie, gdy ten pytał go o zdanie, ale nigdy by się nią nie zainteresował! Miała przecież męża i... I w ogóle! Co za idiotyczna sytuacja!
-Moich uczuć...?- parsknął w końcu, starając się jakoś wyplątać z tej sytuacji- Ale ja nie...
-Skarbie, nie przejmuj się...- Georgina machnęła lekceważąco dłonią i uśmiechnęła się do niego przyjaźnie- I nie tłumacz.. Ja to wszystko rozumiem. Dopiero teraz zaczynam dostrzegać te wszystkie znaki, jakie mi wysyłałeś, to jak mnie zagadywałeś...
-A-Ale ja nie...
-Ojciec i tak już mi wszystko opowiedział- dodała znacząco, po czym raz jeszcze uśmichnęła się do niego niemal pocieszająco i poszła obsługiwać klientów.
Absalom osłupiał po raz wtóry.
No nie.
Zabije go.

12 komentarzy:

  1. ahahaha :D dobreee. a ja mam ochotę powiedzieć, że jestem pewna, że ten medalik naprawdę zrobi jakieś czary-mary w dziwnym momencie, ale nie mogę tego powiedzieć, bo z tobą, Sil, nigdy nic nie wiadomo :D tak więc poczekaj, poczytam i się okaże. a poza tym... biedny Absa :D został wrobiony w jakieś domniemane uczucie, haha :D a ja się zastanawiam ile czasu minie, nim Mortalis się jakoś zakręci obok Absy :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Melancholia12:04 AM

    Biedny Absa, tak brutalnie wrobiony... xD Kocham to opko! Jestem też ciekawa jak zareaguje Mortalis na domniemaną "miłość" Absy... Niech wraca szybko, czekam. ;) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy3:44 PM

    Blog był przeze mnie odwiedzany często, niemal codziennie, kiedy był na onecie. Blogerra nienawidzę i nienawidzić będę, bo za nic nie da się na nim normalnie poruszać.
    Kurwa, czemu genialne opowiadania są przenoszone?
    Zarówno wkurzono mnie jak i zawiedziono.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cóż mogę odpowiedzieć... Przykro mi, ale na pewno tego nie zmienię. Oczywiście to twoja ocena, ale w mojej blogspot jest dużo łatwiejszy w obsłudze i przy tym dużo wygodniejszy - nie wiem jak dla czytelników (chociaż na razie problemów nie widzę), ale dla autora szczególnie. Nie ma reklam, nie ma przesadzonego limitu słów, nie wyskakuje mi co chwila błąd i przede wszystkim jestem informowana o komentarzach na maila, czego na Onecie nie było i jak mi się liczba komentarzy zwiększała, a w ostatnich rozdziałach nie przybywało, to się bawiłam w przeszukiwanie całego bloga, tylko po to, żeby znaleźć czasem jedno albo dwa słowa. Także ja tego raczej nie zmienię. A jeżeli nie da się przełamać tej całej "nienawiści" - trudno. Przykro mi, ale nie da się uszczęśliwić każdego.

    OdpowiedzUsuń
  5. P.s. Poza tym nie do końca rozumiem w czym problem... Dołożyłam wszelkich starań, żeby blog miał taką samą formę jak na Onecie. Nie ma tu jakichś potwornych różnic, właściwie kompozycyjnie wszystko jest identycznie. Ale jak rozumiem to kwestia wyłącznie gustu.

    OdpowiedzUsuń
  6. fanta7:44 PM

    a ja uważam, że tu jest lepiej niż na onecie. bardziej przejrzyście, milej dl oka i w ogóle tak jakoś fajniej :D
    i w ogóle strasznie mi się podoba no :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy3:51 PM

    Mi właśnie przeszkadza to, że jest mało przejrzyście, nie ma ramek jak na onecie, które jednak pozwalały się zorientować we wszystkim, szerokiej listy (i latam, kurna, jak głupia i szukam tego, co ostatnio dodałaś, przeglądając wszystko po kilkaset razy), wszystko jest tu rozciągnięte (blog nie ma końca, normalnie).
    Sama mam bloga, nawet kilka, na Onecie i wcale tam nie jest źle. Porównywałam z tym zachwalanym Blogerrem, który, niestety, moich oczekiwań nie spełnia. Tam dla autora ma tyle tych gówien, że nic się zrobić nie da. Nawet żadnego finezyjnego szablonu się wstawić nie da -.-. Co do informowania o komentarzu - wystarczyło zaznaczyć w ustawieniach w "komentarzach" informuj autora o komentarzu. Proste.
    Właśnie różnice są ogromne, droga Silencio.

    OdpowiedzUsuń
  8. W jakim sensie "ramek"? :P Przecież cała treść z tych "ramek" została tutaj przeniesiona i na Onecie też nie były one u mnie niczym oddzielone. Co do szerokiej listy - przecież pięć ostatnich postów jest wyświetlane na stronie głównej bloga. Pozostałe, w kolejności do dodawania - w archiwum. Naprawdę nie widzę problemu w zorientowaniu się z tym, co było ostatnio dodane. Co do rozciągnięcia - też nie jestem pewna o co chodzi, chociaż dla mnie fakt, że jest szerszy, jest akurat dużo wygodniejszy i myślę, że dla wielu czytelników także. Na Onecie źle rzeczywiście nie jest, ale nie jest też szczególnie dobrze i jeżeli mam do wyboru blogspota - z pewnością wybiorę jego. Do licznych plusów dochodzi jeszcze brak idiotycznej cenzury w komentarzach, przez którą nie można było napisać nawet niektórych określeń, które nie miały nic wspólnego z przekleństwami. Debilizm. Sporo osób wysyłało mi komentarze na maila, bo nie mogły ich dodać na bloga, właśnie przez to, że znajdowało się tam parę słów, które Onet uznał za nieodpowiednie. Poza tym - blogspot ma więcej opcji, większość rzeczy leży w gestii autora, w przeciwieństwie do Onetu. Jeżeli chodzi o szablon - ja niczego specjalnego nie potrzebuję. Przecież ciebie nie nakłaniam do przenoszenia tutaj bloga, więc w czym właściwie problem? Dla mnie różnicy pod względem graficznym nie ma praktycznie wcale, a też czytuję czasem swoje rozdziały, w poszukiwaniu niektórych wątków, bo mi wygodniej na blogu. Nie będę cię zmuszać, żebyś czytała, jeżeli to aż taki problem, to trudno. Dla mnie akurat blog ma mniejsze znaczenie niż treść, ale okej. Ja się przenosić nie zamierzam. Może dla ciebie, jako autorki, blogspot jest trudniejszy/mniej wygodny/niepraktyczny, ale dla mnie nie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy8:07 PM

    Chodzi oto, że tutaj się ciężko ogarnąć. Jeśli chodzi o ramki, to były wyszczególnione, czy coś, tutaj wszystko ciurkiem. Okropność.
    Co do opcji - tutaj nie ma nic. Próbowałam ogarnąć chociażby szablon - za licho się zmienić nie chciało tło. Nagłówek - jedynie jakiś kwadrat. Jednym słowem masakra. Tekst też się usunąć nie chciał.
    Jeśli chodzi o pięć notek na stronę - to przeszkadza. Nim znajdę odpowiednią, muszę przewijać wszystko po kolei. Jedna wystarczy.
    Archiwum - rozwijaj, przechodź stąd tam... tylko wszystko namotane.
    O tym, że Onet wygodniejszy dla czytelników, świadczy ilość czytających i korzystających z niego. Blogger jest nie dość, że skomplikowany, to mało pozwala tworzyć.
    Dziękuję za uświadomienie, czemu Onet nie dodaje komentarzy. Tego nie potrafiłam rozwikłać.

    No, ale trudno. Ty swoje ja swoje. Nie dość, że dziewczyna mi skasowała genialnego bloga, to i tego straciłam. No nic, trzeba żyć dalej. Ale aż żałuję. "Anything for you" i "You Found Me" oraz one shoty czytałam z przyjemnością. Czasem będę wracać do starych rozdziałów na onecie. Szkoda, że nikt ich nigdy nie skończy.

    Pozdrawiam i kończę rozmowę. Na kolejną wiadomość nie odpowiem, bo mnie tu nie będzie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mój szablon wygląda identycznie jak tam, nie wiem o jakim tekście mowa tak naprawdę. Myślę, że pięć notek na stronę nie jest żadnym problemem i naprawdę nie rozumiem, co jest takiego strasznego w rozwijaniu strony czy archiwum :P. Ale okej, kwestia gustu. Co do tworzenia - ja akurat tworzę w pliku tekstowym, a nie na blogu. Blog i jego wystrój to coś, co mnie tak naprawdę najmniej obchodzi. Dopóki jest w miarę funkcjonalny i wygodny. Onet tak naprawdę irytował mnie od dawna, ale nie widziałam zbytniej możliwości zmiany. Jak powiedziałam - trudno. Jeżeli blog jest ważniejszy od tekstu, to ja naprawdę nie mogę nic na to poradzić. Jednak odpowiedziałam, bo nie lubię takich ucinanych zakończeń ;). Może wrócisz i przeczytasz, a jak nie, to trudno się mówi i tyle. A wszystkie opowiadania zostaną skończone. Ale tutaj. I naprawdę nie widzę w tym problemu.

    OdpowiedzUsuń
  11. rozmowa Absa i Mortalis'a była bardzo emocjonalna, aż czułam rozrywający ból chłopaka i radość :) sam Mortalis także przykuł moją uwagę, jego cichy, stanowczy charakter jest bardzo ciekawy. Bardzo delikatnie buduje się między nimi jakaś głębsza więź, z czego jestem bardzo rad, bo sama nie przepadam za wybuchem uczuć nagle, bez dobrego gruntu emocjonalnego ;)
    końcówka zabawna, biedny Absa :)
    takie małe pytanko: jak udaje Ci się znaleźć wenę aż na tyle opowiadań? i czasu? podziwiam :)

    Kohaku

    OdpowiedzUsuń
  12. Akemi2:45 PM

    Haha, Absa dał się wrobić xD Edalis pięknie mu naopowiadał - byłby doskonałym bajarzem xD I wywieziono go na taczce... hmm... Prawie jak Jagna z "Chłopów"... biedna, zajmowała się robótkami ręcznymi(dosłownie i w przenośni XD)
    "Naprawdę(,,bardziej by wolał'' brzmi źle więc trzeba to jakoś zastąpić) " - a tu chyba jest Twój komentarz, albo bety... ;P

    OdpowiedzUsuń