Strony

niedziela, 22 maja 2011

~ 4 ~

-Już, Gabriel, spokojnie, to był tylko kolejny sen…
Pani Risby obejmowała go ramieniem i mówiła do niego spokojnym głosem, ale to nie pomagało. Był zupełnie roztrzęsiony. Kołysał się chwiejnie na boki, wpatrując się tępo przed siebie. Ale to właściwie dobrze. Bo chyba jedynym powodem, przez który nadal nie krzyczał i nie wyrywał się wściekle tak jak jeszcze chwilę wcześniej, był podany niedawno środek uspokajający.
-Chłopcze?- opiekunka June spoglądała na niego z nienaturalną wręcz dla siebie troską i szarpnęła go lekko za ramiona, jakby chciała przywrócić go do rzeczywistości- Popatrz na mnie. Wszystko w porządku?
Przymknął powieki. Nie był w stanie wydobyć z siebie słowa. Pokręcił jedynie głową w zupełnym milczeniu.
-Może trzeba by wezwać lekarza…?
-Ej!- warknęła nagle June- Co wy tam wszyscy robicie?
Dopiero po chwili Gabriel skierował wciąż mocno wilgotne spojrzenie w kierunku drzwi, zza których dochodziły już hałasy rozmów i przez które wyglądało kilku chłopaków.
-Gabriel słyszy głosy?- zapytał nieco głupio Mike, przecierając oczy, wyraźnie zaspany.
-Ja ci dam głosy!- wydarła się June, odzyskując swoją zwyczajową maskę szorstkości- Wynocha stąd wszyscy!
Ale w tym momencie przez tłumek przedarł się zupełnie ktoś inny. Kevin wyminął prędko June, zupełnie ignorując jej poprzednie słowa i podszedł prędko do łóżka Gabriela, właściwie natychmiast chwytając go w ramiona.
-Co się stało?- zapytał, spoglądając na niego z troską- Śniło ci się coś złego?
-Pomóż mi- szepnął mu do ucha, wtulając się w niego mocniej- Pomóż mi, Kevin…
-Co…?
-Kevin! Natychmiast za drzwi!- wykrzyknęła z poirytowaniem June, ale pani Risby uspokoiła ją gestem dłoni i rzuciła:
-Daj spokój, June… Niech zostanie.
Opiekunka zmierzyła ich nieco surowym spojrzeniem, ale ostatecznie skinęła głową z cichym przyzwoleniem, po czym ruszyła do drzwi.
-A wy czego tu jeszcze?! Wynocha, ale już! Jak za dziesięć minut wszyscy nie będą w swoich łóżkach, przysięgam, że do rana będziecie szorować korytarze! Jazda!
-Gabriel?- pani Risby spojrzała na niego z uwagą- Powinnam po kogoś zadzwonić? Potrzebny ci lekarz? Może skontaktować się z panią psycholog?
Gabriel wydawał z siebie jedynie bezgłośne właściwie: „nie”.
-Nie trzeba- pospieszył z odpowiedzią Kevin, wciąż przyciskając go do siebie mocno.
-W porządku- skapitulowała Risby, podnosząc się z łóżka i spoglądając na drugą opiekunkę- I tak trzeba będzie powiedzieć jej to z samego rana…
-Ano- zgodziła się nieco ponuro June, skinąwszy krótko głową.
-Wypoczywaj, Gabriel- kobieta uśmiechnęła się do niego łagodnie- Kevin? Zostaniesz z nim?
-Oczywiście- potwierdził natychmiast blondyn.
-Jest już późno. Postaraj się dopilnować, żeby zasnął, dobrze? Jeśli pojawiłyby się jakieś problemy, wiesz gdzie nasz szukać. Przyjdziemy z samego rana i zadecydujemy, co dalej. Gabriel?
-Mhm…- westchnął cicho rudowłosy, odsuwając się wreszcie nieznacznie od swojego towarzysza. Świadomość tego, że Kevin będzie obok, że z nim zostanie, uspokoiła go i jakoś wewnętrznie wyciszyła.
-Wszystkim się zajmę, proszę pani- zapewnił jeszcze cicho blondyn, a pani Risby skinęła jedynie krótko głową, po czym wyszła wraz z drugą opiekunką, wymieniając z nią szeptem jakieś uwagi. Gabriel był pewien, że mówią o nim. Że pewnie coraz poważniej rozważają jego przenosiny, ale nie miał w tej chwili siły się nad tym zastanawiać.
-Połóż się, Gabriel- Kevin uśmiechnął się do niego delikatnie, przeczesując niespiesznie jego włosy palcami- Odpocznij.
Rudowłosy przesunął się pod samą ścianę i poklepał miejsce tuż obok siebie. Kevin nie kazał się bynajmniej prosić i zaraz po zgaszeniu światła usadowił się tuż przy nim. Dla Gabriela taka sytuacja była najlepszą z możliwych. Nie wyobrażał sobie, żeby teraz mógł zostać sam. Towarzystwo którejkolwiek z opiekunek też z pewnością nie oddziaływałoby na niego w taki sposób.
-Śniło ci się coś złego?- zapytał Kevin, spoglądając na niego z autentyczną troską i głaszcząc go delikatnie po policzku.
-Nie…- odpowiedział ledwie słyszalnie- Nie śniło mi się. To było naprawdę.
-Co takiego?- blondyn spoglądał na niego z niezrozumieniem.
-Ktoś… Był w moim pokoju.
Kevin spoglądał na niego z zupełnym zaskoczeniem.
-Tutaj? Ten… Tom, czy jak mu tam? Któryś z nich? Celowo cię nastraszyli? Jeśli to te gnojki, to…
Pokręcił jedynie głową, drżąc lekko. Gdyby to było takie proste… Gdyby to był naprawdę którykolwiek z nich…
-Więc kto taki?
-Nie wiem…- odparł niemalże rozpaczliwie- Nie wiem, ja… Ja naprawdę go słyszę.
-Kogo? Gabriel…?- Kevin wpatrywał się w niego badawczo.
-Nie wiem- jęknął cicho- Nie mam pojęcia! Ale słyszę ten… Głos… Co jakiś czas… Ostatnio prawie noc w noc…
-Głos…? W sensie… Słyszysz jak coś do ciebie mówi?- zapytał szeptem blondyn.
-Tak…
Kevin zmieszał się wyraźnie, nie wiedząc chyba co powinien odpowiedzieć.
-Tak, wiem- parsknął cicho Gabriel, niemalże z nutką goryczy- Jestem wariatem.
-Nie, nie, to nie tak…- odparł natychmiast Kevin, ale tym razem rudowłosy nie dosłyszał już w jego głosie tyle prostolinijnej szczerości. Raczej zaniepokojenie i niepewność, zresztą zupełnie naturalną dla tego rodzaju sytuacji- Czy ty… Hmm… Czy ty brałeś coś… Tutaj?
-Słucham?
-W sensie… Czy ktoś dał ci narkotyki…? Zdarzają się tacy nawet tutaj… Dużo rzeczy może przecież przeniknąć…- Kevin zdawał się to wyjaśniać bardziej sobie nic jemu.
-Nikt mi niczego nie dał.
-A… Może… Może to kwestia wcześniejszych narkotyków? Czasem skutki bywają bardzo długotrwałe…
-Nigdy nic nie brałem- odparł z głębokim westchnieniem, kręcąc głową.
-Ani razu?
-Ani razu. Nie wierzysz mi, prawda?- parsknął cicho. A czego właściwie się spodziewał? Że Kevin nagle uwierzy w jego irracjonalne lęki, głos i kogoś, kto nawiedza go nocą? To było zupełnie idiotyczne.
-Wierzę…- potwierdził cicho blondyn- Ale… Może to coś… Sam rozumiesz… Ludzie mogą mieć różne problemy… Ze sobą… Szczególnie tacy, którzy tu trafiają i tacy z przeszłością jak ty, więc…
-Mordercy, tak?- Gabriel uśmiechnął się gorzko. W jednej chwili pożałował swojego wcześniejszego wyznania.
-Nie, Gabriel- Kevin jęknął cicho i pokręcił głową- Oczywiście, że nie. Po prostu sądzę, że może powinieneś z tym o kimś pogadać… Może z tą psycholog czy coś…
-Żeby wsadzili mnie do psychiatryka?- prychnął cicho- Przecież dobrze wiesz, co sobie pomyślą, gdy im powiem, że słyszę głosy… I że…- przełknął cicho ślinę i ostatecznie westchnął jedynie głęboko.
-I co jeszcze, Gabriel?
-Nic. Chcę iść spać.
-Gabriel- Kevin jęknął niemalże przepraszająco, ogarniając go na powrót ramionami- Przepraszam, przecież nie chciałem powiedzieć niczego głupiego… Powiedz mi, co cię tak dzisiaj przeraziło…
Gabriel wpatrywał się w niego badawczo przez dłuższą chwilę, po czym…
Westchnął cicho i zaczął:
-To… Nie zdarzyło się jeszcze nigdy wcześniej… Ale… Dzisiaj… Po prostu… Czułem jak ktoś mnie… Dotyka.
Czuł się jak kompletny idiota. Doskonale wiedział, jak to brzmiało. Był ciekaw, czy blondyn już uznał go za świra, czy potrzebował jeszcze dłuższej chwili.
Kevin spoglądał na niego badawczo przez dłuższą chwilę, po czym z nienaturalną aż dla siebie powagą, wypalił:
-Byłeś kiedyś molestowany?
Gabriel aż parsknął z niedowierzaniem i w końcu jedynie pokręcił głową, przewracając się na drugi bok, tyłem do Kevina.
-Idź już spać- poradził mu serdecznie.
-Eeeej no… Gaaabriel… Tylko próbowałem…

-Gabriel?- około siódmej do pokoju weszła pani Risby. Rudowłosy przeniósł na nią pytające spojrzenie. Kevin spał smacznie tuż obok. Opiekunka uśmiechnęła się lekko- Już lepiej?
-Lepiej- potwierdził chłopak, wysilając się nawet na coś na kształt uśmiechu.
-Nie musisz iść dzisiaj na lekcje…- stwierdziła, przyglądając mu się badawczo, po czym przeniosła pełne rozbawienia spojrzenie na jego towarzysza- Kevin też nie musi… Dobrze by było, gdyby ktoś dotrzymał ci towarzystwa.
-Nie ma takiej potrzeby- zaprotestował natychmiast rudowłosy- Naprawdę czuję się już dobrze, mogę uczestniczyć w zajęciach?
-Na pewno?
Skinął głową. Chciał się teraz skupić na czymkolwiek innym i nie myśleć o całej sytuacji. Zresztą wolał nie dawać całej wesołej gromadce pretekstów do kolejnych wymyślnych plotek na temat jego wariactw.
Zresztą, niestety, całkiem prawdziwych…
-W takim razie budź kolegę i zbierajcie się na lekcje. Gdyby coś było nie tak, wiesz co robić, prawda?
-Prawda- przytaknął.
Pani Risby uśmiechnęła się w odpowiedzi, gotowa wyjść, ale Gabriel zaczął:
-Proszę pani…
Odwróciła się w jego stronę, spoglądając na niego pytająco.
-Tak?
-Ja…- przełknął cicho ślinę, kręcąc się nieco niepewnie w miejscu- Ja nie chciałbym być przeniesiony.
-Och…- kobieta wpatrywała się w niego autentycznie zaszokowana- Skąd…? Zresztą… Nie wiem kto ci to przekazał, ale… To były tylko nasze dyskusje… Gdybania… Przed samym przeniesieniem z pewnością zapytalibyśmy ciebie… Nie masz się czym przejmować, czasem rozważamy podobne… Rozwiązania. Zresztą widzę, że wszystko zmierza ku lepszemu…
Gabriel spojrzał na nią zaskoczony.
Przecież ledwie kilka godzin temu była świadkiem jego ataku paniki, dlaczego twierdziła, że…
Och.
Przeniósł spojrzenie na Kevina i uśmiechnął się niemalże mimowolnie.
Teraz chyba zrozumiał.

-Spóźnienie- skwitował Richards, zerkając kątem oka na mocno zaspanego Kevina, którego jasne włosy były w stanie zupełnego nieładu, i Gabriela, który paradoksalnie i o dziwo, wcale nie wyglądał tak źle, jak chyba z uwagi na zdarzenia z ostatniej nocy powinien.
-To moja wina, proszę pana- odezwał się natychmiast- Chodzi o to, że…
-Wiem, wiem- Richards machnął dłonią w wyrazie zniecierpliwienia- Dajcie staremu człowiekowi sobie na coś ponarzekać od czasu do czasu… No, siadajcie- rzucił w końcu, a Kevin i Gabriel zajęli miejsce w ostatnich ławkach- Zanim zaczniemy, pozwolę sobie powiedzieć jak będzie wyglądał dzisiejszy dzień… Zazwyczaj prowadzę z wami zajęcia przez trzy godziny, ale dziś… No cóż. Będą trwały tylko jedną.
-HURAAAA!- przez klasę przebiegł zgodny ryk uciechy, który zresztą został natychmiast wsparty przez Kevina. Gabriel pokręcił z rozbawieniem głową.
-Tak, mnie również bardzo cieszy wasz entuzjazm…- na ustach Richardsa pojawił się lekki uśmiech- Aczkolwiek drugą godzinę poprowadzi z wami pani June…
Tym razem grupa nie wydawała się być tym faktem tak ucieszona i zareagowała jedynie donośnym jękiem.
-Ale myślę, że trudy i bóle zrekompensuje wam fakt, że ostatnia godzina będzie dla was godziną wolną. Co oznacza, że będziecie mieć dłuższą przerwę przed obiadem, więc będziecie mogli się zająć czymś konstruktywnym… Na przykład nauką… Nie, wcale nie wierzę, że naprawdę się na tym skupicie- zaznaczył natychmiast, kręcąc głową- Ale dobrze od czasu do czasu wyrazić swoje nadzieje…
-Dlaczego pana nie będzie?- Kevin po raz kolejny dał upust swojej ciekawości, spoglądając na opiekuna pytająco.
-Cóż… Jeśli już musisz wiedzieć, drogi chłopcze, wyjeżdżam na weekend za miasto razem z żoną i córką…
-Och… Więc powodzenia- szepnął teatralnie blondyn, mrugając do niego porozumiewawczo. Przez klasę przebiegł zbiorowy chichot, a Richards po raz kolejny uśmiechnął się lekko i odparł krótkie:
-Dziękuję. Na pewno się przyda… Za to w poniedziałek kartkówka…
-NIEEEE…

Nie miał okazji porozmawiać z Kevinem na ten temat ponownie. Na długiej przerwie musiał iść do psycholog. Odsiedział swoją godzinkę w zupełnym milczeniu i niemym potakiwaniu, a później nie mógł znaleźć Kevina. Owszem, byli razem na obiedzie, a później na kolacji, ale jakoś temat się… Nie pojawił.
Gabriel obawiał się po prostu, że Kevin się co do niego zniechęcił. Co prawda nic na to nie wskazywało, bo blondyn był w stosunku do niego równie otwarty i pogodny, co zwykle, ale i tak rudowłosy dostrzegł w tym coś… Dziwnego. Sztucznego. Jakby Kevin na siłę starał się uniknąć tematu i udawać, że nic się nie stało. Albo go pocieszyć. Tak czy inaczej, wprawiło go to jedynie w większe zakłopotanie i zdenerwowanie.
Kolejna noc nadeszła z pewnością zbyt szybko. Nie potrafił sobie z tym do końca poradzić, bał się. Kiedy opiekunka zajrzała do jego pokoju w celu kontroli i zagoniła go do łóżka, nie miał większego wyboru. Położył się, ale zaraz wyjął latarkę i schował się pod kołdrę, czytając jakąś wypożyczoną przez siebie wcześniej książkę. Tak bardzo chciał się skupić. Tak bardzo chciał nie myśleć o niczym innym…
Nie wiedział, ile czytał. Czuł się strasznie zmęczony, a oczy szczypały go już z wyczerpania, ale uparcie czytał dalej. Dopóki latarka nie zamigała kilkakrotnie, a później zupełnie nie zgasła.
W pierwszym odruchu podskoczył niemalże panicznie, a oddech natychmiast mu przyspieszył. Zaraz jednak skarcił się w duchu. Bateria… Tylko bateria… Przy częstotliwości, z jaką potrzebował w nocy zapalić ją, żeby mieć przy sobie chociażby odrobinę światła, naprawdę nie powinien być tym zdziwiony.
A jednak…
-Gabriel…
Otworzył szybko latarkę, wyjął baterię i zaraz włożył ją z powrotem. Czasem to pomagało. Nacisnął przycisk. Nic.
-Gabriel…
Ręce drżały mu ze zdenerwowania. Uderzył mocno w urządzenie, licząc, że przyniesie to jakikolwiek efekt, ale nic takiego się nie stało.
-Tęsknisz, Gabriel…?
Niemalże błyskawicznie poderwał się z łóżka, przerażony. Nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Oddychał płytko i starał się powoli liczyć głośno do dziesięciu, licząc, jak radziła mu psycholog robić, gdy budził się w nocy, przerażony koszmarami.
-Raz…
-Ga-aaa-briel… 
-Dwa…
-Chyba się mnie nie boisz…?- głos pobrzmiewał autentycznym rozbawieniem.
-Trzy…
-Gabriel, mnie nie da się uniknąć… Nie da się usunąć drogą idiotycznych rozumowań… Jestem tutaj.
-Cz… Cztery…
-Módl się, Gabriel. Czasem to pomaga…- drwił z niego. Wyraźnie. A on bał się z każdą chwilą jeszcze bardziej.
-Pięć…
Śmiech. Przeszywający, zimny śmiech, który przepełnił go na wskroś.
Nie czekał dłużej. Ruszył prędko w kierunku drzwi. Zawoła jakąś opiekunkę… Zawoła jakąś opiekunkę i zaraz będzie w porządku…
-Nadchodzę.
W tym momencie rozległ się dźwięk dzwonków. Wyszedł na korytarz właściwie w tej samej chwili, rozglądając się ze zdumieniem. Zszedł szybko po schodach. Prawie wszyscy zgromadzili się na parterze, przy kwaterach nauczycieli, zupełnie zaskoczeni.
-Co się dzieje…?
-Rany, to chyba jakaś awaria…
-O co biega w ogóle?!
-Co jest?- Kevin dotknął lekko jego ramienia i spojrzał na niego ze zdziwieniem- Po co nas obudzili…? Co oznacza ten dźwięk…?
-Zależy…- stwierdził powoli Gabriel- Służy czasem za alarm przeciwpożarowy, ale…
-Pożar?!- krzyknął zaraz ktoś w tłumie, a Gabriel sapnął z politowaniem i prychnął donośnie, gdy kilka osób z tłumu również podzieliło panikę poprzednika.
-Nie ma żadnego pożaru… Może to tylko ćwiczenia czy coś…
-Ćwiczenia?! W nocy?!
-A widziałeś gdzieś pożar?!
-Może pali się drugie piętro!
-JA mieszkam na drugim piętrze- zauważył chłodno rudowłosy- Nic się nie pali…
-Ktoś nie żyje…
-Co, znów?- Gabriel parsknął z politowaniem.
-Serio…- Mike przedarł się w ich kierunku, rozglądając się z wyraźnym rozkojarzeniem- Tom stał z przodu, mówi, że nauczycielki o tym gadają…
-Kto ma niby nie żyć?
-Myśleliśmy, że ty- stwierdził Mike jak zwykle wyjątkowo uroczo i widząc mordercze spojrzenie Kevina dodał iście niewinnie- No co…? Najlepiej pasuje do ewentualnego samobójstwa, nie…?
-Proszę wszystkich o ciszę!- głos June przywrócił rozkojarzony i plotkujący na potęgę tłum do porządku w jednej chwili- Już, już, nie zamierzam się powtarzać! To ważna informacja!
Wszyscy uciszyli się niemalże momentalnie.
-Mam… Bardzo przykrą wiadomość do przekazania…- zaczęła pani Risby, wyjątkowo cicho, ale Gabriel, mimo tego, że stał prawie na samym końcu, nie miał problemu, żeby ją usłyszeć. Nikt inny się nie odzywał- Jeden z opiekunów… Pan Richards… Wyjechał dzisiaj ze swoją rodziną… Miał… Bardzo ciężki wypadek samochodowy… I…
Głos załamał jej się lekko. June oparła dłoń na jej ramieniu i stwierdziła krótko:
-Nikt nie przeżył.

1 komentarz:

  1. Anonimowy7:14 PM

    " Oddychał płytko i starał się powoli >liczyć< głośno do dziesięciu, >licząc<, jak radziła mu psycholog robić, gdy budził się w nocy, przerażony koszmarami. "
    Przeskok myślowy? ;)

    OdpowiedzUsuń