Strony

niedziela, 22 maja 2011

~ 6 ~ [Gabriel]

Gabriel obudził się z samego rana i jego pierwsza myśl dotyczyła zdarzeń dziejących się zeszłej nocy. Zdarzeń dziejących się w jego śnie, jak kazała mu sądzić logika, chociaż jakieś podświadome przeczucie zdawało mu się szeptać coś zupełnie innego…
Uniósł się lekko na łokciach i rozejrzał wokoło siebie. Wszystko było takie samo jak zeszłego wieczora. Był okryty kołdrą, wtulony w poduszkę, w pełni ubrany…
Opadł z powrotem na pościel z głębokim westchnieniem i przymknął powieki. Wspomnienie poprzedniej nocy wywołało u niego przyjemne mrowienie w okolicach podbrzusza i dreszcze czegoś na kształt podekscytowania. Podobało mu się to. Podobał mu się jego sen. I złote oczy opiekuna, którego zdecydowanie nie powinien sobie wyobrażać w takich sytuacjach. A jednak…
Czy nie był to jeszcze jeden dowód na jego szaleństwo?
Człowiek, którego właściwie nie znał, jawił się w jego marzeniach sennych w taki sposób… Może nie człowiek? Może po prostu Wąż? Tak było mu o nim myśleć wygodniej. Wtedy przynajmniej mógł sobie wmówić, że go sobie wymyślił, jedynie na kształt swojego opiekuna, a nie, że zaraz będzie z nim miał lekcje. Na myśl o tym znowu poczuł przebiegający wzdłuż kręgosłupa dreszcz.
Jeśli to również była oznaka jego szaleństwa…
… Było to najwspanialsze szaleństwo na świecie.
I nie chciał z niego rezygnować.

Lekcje wychowania fizycznego odbywały się w piwnicach, chociaż wbrew wyobrażeniom wielu nowych, nie były to bynajmniej ciemne i brudne pomieszczenia w których roiło się od pająków. Po prostu były to sale znajdujące się na samym dole, odremontowane na potrzeby ośrodka. Gabriel nie przepadał za tymi lekcjami. Nie chodziło bynajmniej o to, że nie lubił ćwiczyć. Raczej ogólną niechęcią napawał go sam moment na chwilę przed lekcją, kiedy trzeba było się przebrać. Nikt nie zwracał nigdy na niego większej uwagi, ale i tak miał wrażenie, że wszyscy się na niego patrzą. Owszem, miał świadomość tego, że pewnie nie jest tutaj jedynym, który miał na sobie ślady „miłości” swoich ukochanych rodziców albo blizny będące pamiątką po innych rzeczach, ale i tak zawsze ogarniał go niepohamowany wstyd.
Tym razem było jeszcze gorzej, bo tuż obok niego był Kevin. Kevin, który całkiem nieskrępowanie, jednym, płynnym ruchem zdjął z siebie koszulkę, a następnie zerknął na Gabriela z lekkim uśmiechem.
-Nie przebierasz się?
-Mhm… Przebieram- odparł tylko, nieco drżącymi dłońmi rozpinając swoją koszulę i powoli zsuwając ją ze swoich ramion. Wyczuwał na sobie przeszywające niemalże, badawcze spojrzenie blondyna, ale nie miał odwagi, żeby przenieść wzrok na jego twarz. Za bardzo obawiał się jego reakcji.
-Gabrielo!- Tom pojawił się obok niego jak zwykle w zdecydowanie nieodpowiednim czasie- Po cóż się tak obnażać?
Mike wepchnął się na miejsce pomiędzy nim a Kevinem i wyszczerzył się w ich kierunku całkiem pogodnie.
-Cześć.
-Cześć- odparł cicho i stosunkowo niepewnie Gabriel, chcąc sięgnąć po swoją koszulkę z krótkim rękawem, ale Tom uprzedził go i odsunął ją od niego- Oddaj- zażądał, bez większej stanowczości.
-Oddam- potwierdził chłopak, skinąwszy głową- Fu. Okropnie wyglądasz, wiesz, Gabrielo?- rudowłosy drgnął lekko, zagryzając niepewnie wargę- Powinieneś się opalić trochę. Jesteś blady jak śmierć. A te twoje szramki za bardzo się odznaczają…
-Oddaj mu koszulkę- warknął gniewnie Kevin- I spadaj.
-Jezu, a on zawsze taki agresywny…- Tom pokręcił głową w wyrazie politowania i odrzucił koszulkę Gabriela gdzieś na bok, po czym przeniósł się na dalszą ławkę.
Kevin sięgnął po koszulkę i podał ją rudowłosemu, po czym rzucił wciąż wyraźnie poirytowany:
-Nie przejmuj się nim. Każdy ma jakieś blizny- dodał, wciąż widząc wyjątkowo niepewny wyraz twarzy chłopaka- Prawie ich nie widać.
… Nie no, oczywiście, że nie…
-No właśnie, nie przejmuj się- poparł blondyna Mike z wesołym uśmiechem, po czym wstał jak gdyby nigdy nic i podciągnął do góry swoją koszulkę ukazując im swoje plecy, które przecinała długa, pionowa blizna- Też mam, widzisz? Nadziałem się na drut jak byłem mały i tak mi już zostało. Zresztą Tom też ma pełno śladów, na udach na przykład. Mówi, że to od bójek, ale tak naprawdę mama biła go kablem, gdy był młodszy- uśmiech wcale nie znikał z jego twarzy, chociaż trudno było mu teraz nadać miano wesołego. Bezpośredniość Mike’a i jego szczerość przerażała Gabriela jeszcze bardziej niż bezpośredniość Kevina.
Nie wiedział, co odpowiedzieć. W końcu wzruszył jedynie ramionami, po czym nałożył na siebie prędko koszulkę. Dopiero teraz odważył się spojrzeć na Kevina uważniej i zlustrować go wzrokiem. No i dostrzec na jego szyi łańcuszek z zawieszonym krzyżem. Aż parsknął w duchu. Wszystkie te łańcuszki związane kluczowo z wiarą zawsze kojarzyły mu się z czymś w rodzaju tych prześmiesznych amuletów szczęścia. Nie miały żadnego wpływu na nic, ale jeśli ktoś się mocno upierał i w to wierzył, i tak nie dałby sobie wmówić, że wszystko, co go spotkało było jedynie przypadkiem.
-Co to?- zainteresował się Mike, zanim Gabriel zdążył o to zapytać i spojrzał na łańcuszek Kevina z nieskrywaną ciekawością.
-Co?- blondyn zdziwił się lekko, jakby nie zorientował się jeszcze o co chodzi, po czym wziął w dłonie niewielki krzyżyk- Ach, to…- uśmiechnął się lekko pod nosem i pokręcił głową z rozbawieniem- To tylko pamiątka.
-Po czym?
-Po babci- odparł, wzruszywszy ramionami i narzucił na siebie koszulkę- Była bardzo wierząca i zawsze go nosiła, ale później mocno zachorowała…- czyż to nie kolejny dowód na to, że żadne łańcuszki nie mają większej siły?- Długo się nią opiekowałem zanim umarła…- dodał, nieco ciszej- A ona przed śmiercią powiedziała, że chce, żebym to nosił i mi go dała. Twierdziła, że będzie mnie chronił przed wszystkim. co złe.
Gabriel parsknął drwiąco w duchu. Jej jakoś nie uchronił.
-Wierzysz w Boga?- zainteresował się Mike, wpatrując się w blondyna badawczo.
-Nie bardzo…- przyznał ostrożnie Kevin- To znaczy chodziłem do kościoła, ale jakby się tak zastanowić, to chyba jednak nie. To znaczy wierzę, że coś musi istnieć, ale nie wiem czy to akurat… TEN Bóg. Jeśli rozumiesz, o co mi chodzi.
-Też nie wierzę- przyznał zupełnie bez oporów drugi chłopak- Ale u mnie w rodzinie nikt nie wierzył. Mama mówiła, że to strasznie głupie wierzyć w coś, czego się nie widzi.
Nie rozmawiali już dłużej na ten temat. Przebrali się jeszcze w odpowiednie spodnie, po czym na salę weszła June, informując o rozpoczęciu zajęć i zaraz wszyscy w formie rozgrzewki biegali w rządku dookoła sali w formie rozgrzewki.
Coś zapiekło go mocno. Syknął cicho, zatrzymując się na chwilę i przesuwając pod ścianę. Chwycił się za udo, przymykając powieki. Bolało jak diabli, nie miał pojęcia, co właściwie się stało.
-Co jest?- Kevin podszedł do niego prędko, spoglądając na niego z zatroskaniem- Skręciłeś nogę?
-Nie…- zaprzeczył, krzywiąc się lekko z bólu, po czym podciągnął spodnie do góry, odsłaniając udo. Na jego skórze widniał niewielki, poziomy, czerwony ślad. Zadrapanie. Zaledwie zadrapanie. Gabriel zagryzł mocniej wargę, nie rozumiejąc dlaczego zdawało mu się, że niewielka rana niemalże go pali.
-Boli cię? Może wdało się zakażenie czy coś?
-Nie, nie…- wycedził niemal przez zęby, kręcąc głową- Wszystko jest w porządku…
-Gabriel! Kevin! Co się dzieje?- June spoglądała w ich stronę surowo, ale zanim blondyn zdążył cokolwiek powiedzieć, Gabriel rzucił jedynie krótkie:
-Nic, proszę pani.
-Więc dołączyć do reszty i brać udział w rozgrzewce!
Rudowłosy skinął głową w odpowiedzi i zaraz oboje włączyli się do grupy. Noga wciąż bolała, paliła jakoś nienaturalnie i zupełnie nie wiedział, czym to było spowodowane. Mimo wszystko biegł dalej. Jeśli to tylko zadrapanie, to nie było się czym martwić, prawda? Przeszedł gorsze rzeczy i żył. Tylko ten przeklęty ból…
W końcu cała lekcja dobiegła końca. Kevin wciąż przyglądał mu się badawczo, ale Gabriel starał się mu pokazać, że właściwie nic mu nie jest. Wysilił się nawet na lekki uśmiech.
Dopiero gdy wychodzili z sali, usłyszał pytanie, którego oczekiwał już wcześniej.
-A ty, Gabriel? Wierzysz w Boga?
Parsknął cicho pod nosem i pokręcił głową.
-Oczywiście, że nie.

-Człowiek barokowy zdawał się być zatem rzeczywiście zaledwie myślącą trzciną… Zdającą sobie sprawę ze swojej małości i kruchości… Posiadał świadomość tego, że nie ma znaczenia w porównaniu z ogromem otaczającej go przyrody i nieskończoności wszechświata…
Słowa mężczyzny umykały mu. Nie potrafił ich wszystkich spamiętać. Trafiały do niego, rozbrzmiewały jego melodyjnym głosem powtórnie w jego głowie, by zaraz zupełnie zniknąć. Damon był perfekcyjny. W każdym jednym calu. Nie potrafił od niego oderwać wzroku ani na jedną chwilę. Chłonął każdy jego gest, każdy uśmiech, każdą zmianę pojawiającą się na jego twarzy. Jego chód, gesty, mimika… To wszystko było wspaniałe, fascynujące.
-Świadomość bywa niekiedy wyjątkowo brutalna…- wąskie wargi mężczyzny rozciągnęły się w owym charakterystycznym uśmiechu, mającym w sobie tyle drwiny, budzącym tyle dziwnego niepokoju, a jednocześnie sprawiającym, że jego serce przyspieszało z każdą chwilą- Świadomość tego, że nie ma się kontroli nad własnym ciałem… Że nie wszystko, co nas spotyka, można wyjaśnić za pomocą logiki… Że na nasz los może wpłynąć każda jedna istota… A Boga nie da się zamknąć w błękitnej przestrzeni nad ziemią… Świadomość tego, że szaleństwo bywa piękniejsze od prawdy, a prawda bardziej kłamliwa od szaleństwa… Świadomość bycia człowiekiem w tej najbardziej prostej, najkruchszej formie bywa przerażająca…
Rudowłosy zadrżał ponownie. Każde słowo, które wypowiadał ów mężczyzna, zdawało się być skierowane bezpośrednio do niego, mimo tego, że jego wzrok błądził po całej klasie, na Gabrielu nie zatrzymując się, zdawać by się mogło, ani przez chwilę.
A jednak w owych słowach było coś, co kazało mu wmówić samemu sobie, że jego opiekun mówi to tylko dla niego. Jakby byli tutaj sami. Jakby cała reszta nie istniała.
Damon ruszył wzdłuż klasy, przechadzając się pomiędzy ławkami, a Gabriel wciąż nie mógł zmusić się, żeby oderwać od niego wzrok.
-… Tak więc ucieczką przed ogromem świata i świadomością bycia zaledwie drobiną w świecie, wydawała się być miłość… Miłość, która sprawiała, że dwie istoty stawały się nagle w swych oczach najważniejsze i prócz nich zdawało się nie istnieć nic innego…- Gabriel zadrżał, gdy ciemne oczy błysnęły złotem, a ich właściciel zbliżył się jeszcze bardziej do ich ławki- Miłość, która była więzią wychodzącą daleko poza średniowieczne ideały… Miłość, która była pragnieniem, pożądaniem, erotyczną więzią… Potrafiącą nawet umilić wizję śmierci- przechodząc obok ich ławki, otarł się lekko biodrem o Gabriela, który spojrzał na niego autentycznie zaskoczony, czując, jak policzki zaczynają go piec. Oczy Damona skierowały się na niego ledwie na chwilę, ale jego spojrzenie było tak intensywne, że rudowłosy go nie wytrzymał. Spuścił wzrok, czując się zupełnie zażenowany.
Że też nie potrafił się powstrzymać od niedorzecznych myśli nawet w takiej chwili…

-Ale się na niego patrzyłaś, Gabrielo! Pożerałaś go wzrokiem!- wieczór w świetlicy upodobnił się do poprzedniego, Tom i Mike przysiedli się do nich całkowicie nieskrępowanie.
-Daj spokój- rzucił krótko Kevin, spoglądając na chłopaka ostro, jednak bez zbytniej pewności, po czym przeniósł spojrzenie na Gabriela- Hm… Czemu tak na niego patrzyłeś?
-Podoba mu się!
-Wcale nie- zaperzył się rudowłosy, czerwieniąc się nieznacznie. Mój Boże, może powinien się dobrze zastanowić, zamiast gapić się na mężczyznę tak bezczelnie. Ciekawe, co też on musiał sobie o nim pomyśleć…- Po prostu… Mówił bardzo ciekawe rzeczy… No i chciałem się na tym skupić.
-Jasne, jasne- Mike zachichotał lekko i machnął ręką- Takie ciekawe, że zasnąłem po pierwszych pięciu minutach. Nie, Tom?
-Mnie tam się podoba- odparł jego przyjaciel z nieco złośliwym uśmieszkiem, a Mike natychmiast wbił w niego uważne spojrzenie.
-W sensie, że co…?
-W sensie, że trochę przynudza, ale jednak nie okazał się takim chujem na jakiego wygląda no i… Jest… Ciekawy. Ma fajny tyłek.
-Naprawdę tak sądzisz?- Mike spoglądał na przyjaciela z autentycznym zaniepokojeniem, wyraźnie zbity z tropu.
-No raczej- Tom zaśmiał się lekko, po czym wzruszył obojętnie ramionami- A co?- uśmiechnął się wręcz podle- Jesteś zazdrosny?
-Ej! Wcale nie jestem!
-Och nie, wcale. Widziałem twoją minę…
-Nie jestem! Tom, no! Daj mi spokój!- jęknął nieco bezradnie Mike, skrywając czerwoną już z zażenowania twarz w dłoniach i kręcąc gwałtownie głową. Tom zaśmiał się lekko, po czym przyciągnął do siebie przyjaciela i objął go od tyłu, kładąc głowę na jego ramieniu. Dopiero wtedy ten drugi zdołał się jako tako uspokoić i odsłonił twarz, spoglądając jednak na Toma nieco chmurnie.
Kevin wpatrywał się w nich dłuższą chwilę badawczo, po czym przeniósł wzrok na Gabriela i odkaszlnął znacząco.
-Hm…
-Co?- rudowłosy spojrzał na niego pytająco.
-No… Teges… Ekhem…- blondyn podniósł się powoli, wciąż spoglądając na chłopaka uważnie- Muszę iść do toalety.
-W porządku- odparł Gabriel, wzruszywszy ramionami.
-No… Tylko… Pójdziesz ze mną?
Tom i Mike zagwizdali niemalże jednocześnie i zaraz oboje wybuchnęli donośnym śmiechem.
-Wooow! Kevin bierze swoją Gabrielę do kibla…
-Ciekawe, co powie na to pani June…
-Przymknijcie się- burknął, nieznacznie zażenowany Kevin, zdzieliwszy obojga w głowę- Chodź, Gabriel.
Rudowłosy skinął jedynie głową, rzucając jeszcze krótkie spojrzenie w kierunku chichocących chłopaków, po czym wyszedł za Kevinem i przeszedł z nim do toalety, nie bardzo wiedząc, o co chodzi. Ku jego osłupieniu, Kevin najpierw dokładnie sprawdził, czy wszystkie kabiny są puste, po czym wrócił do Gabriela i spojrzał na niego z nieskrywaną determinacją.
Chłopak poczuł się nieco głupio. Chyba powinien wiedzieć, o co chodzi.
Kevin chwycił go za rękę, z miną, jakby miał zaraz zejść na zawał.
Chłopak uniósł brwi i przeniósł mocno zdziwione spojrzenie na ich splecione dłonie, a później na powrót na twarz blondyna.
-Co…?- zapytał w końcu, nie do końca rozumiejąc. Przecież już trzymali się za ręce.
-Bo… Chodzi o to…- bezpośredniość Kevina zdawała się zniknąć, a rumieniec na jego twarzy prezentował się naprawdę uroczo- Zastanawiałem się czy może myślałeś… To znaczy… Mam na myśli… Och, nieważne!
Zanim Gabriel zdążył zapytać, co właściwie jest nieważne i co właściwie chłopak miał na myśli, Kevin chwycił jego twarz w dłonie i wycisnął na jego wargach krótki, chaotyczny pocałunek.
Pierwszy pocałunek Gabriela.
Pierwszy jego pocałunek, nie licząc wczorajszego snu…
Rudowłosy zaczerwienił się, czując się mocno zawstydzony. Kevin spoglądał na niego badawczo, a gdy nie usłyszał ani nie dostrzegł z jego strony żadnego protestu, na powrót przysunął się do niego, tym razem bardziej spokojnie i objął go ramionami, wpijając się w jego wargi. Gabriel westchnął cicho w jego usta, oddając pocałunek z równą delikatnością i niepewnością. Poczuł ten charakterystyczny skurcz w okolicach żołądka i przylgnął mocniej do chłopaka. Ich pocałunek różnił się zupełnie od tego, który przeżył w swoich fantazjach. Był bardziej delikatny, bardziej niewinny. Czuł, że Kevin się denerwuje i on sam też nie był zbyt pewny, ale to i tak było niesamowicie intensywne doznanie.
-Ej- drzwi łazienki otworzyły się gwałtownie i oboje odsunęli się od siebie. Mike zajrzał do środka ciekawsko- Zaczyna się ten film szpiegowski. Idziecie?
Gabriel uśmiechnął się lekko i skinął głową.
-Idziemy.

Mój Boże, co to był za dzień… Chyba nigdy jeszcze w życiu nie udało mu się doświadczyć tylu emocji na raz. A ten pocałunek… Uśmiechnął się do własnych myśli. To zdenerwowanie Kevina, ten uroczy rumieniec, ta niepewność… To wszystko było takie piękne, takie niepowtarzalne. Chociaż właściwie nie powiedzieli sobie nic konkretnego. To był tylko pocałunek. Albo aż pocałunek. A Gabriel naprawdę się cieszył.
Odkąd Kevin pojawił się w ośrodku, Gabriel doświadczył więcej dobrych emocji niż w ciągu całego swojego życia.
A jednak noc nadeszła. I to nie Kevin był ostatnim, który przyszedł mu na myśl. Znowu wyobrażał sobie Damona. Położył się do łóżka z taką chęcią i bez najmniejszego przestrachu, jakby miał absurdalną pewność, że tej nocy przyśni mu się znowu.
Nie miał jej, a jednak czekał. Niecierpliwie pragnął snu. Długo jednak przewracał się z boku na bok, zupełnie nie mogąc zasnąć. Ale granica pomiędzy snem a jawą zdawała się mu umknąć po raz kolejny…
Westchnął cicho, gdy poczuł jak ktoś składa na jego szyi delikatny pocałunek i odwrócił się, lądując właściwie w ramionach swojego opiekuna. Swojego Węża, o cudownym, przenikliwym spojrzeniu złotych oczu. Mężczyzna wpił się w jego usta, całując go namiętnie i pewnie, zupełnie inaczej niż Kevin. Wsunął język pomiędzy jego wargi, pieszcząc nim wnętrze ust chłopaka, a jego niecierpliwie dłonie przesunęły się po ciele Gabriela, by szybko pozbawić go wszystkich ubrań.
Rudowłosy przymknął powieki, całkowicie oddając się pocałunkowi, który zaraz został, jego zdaniem, zbyt prędko przerwany. Wąż przeniósł pocałunki na jego szyję, to delikatne, to znów agresywniejsze, zahaczając o jego skórę zębami. Niektóre były wręcz bolesne, ale Gabriel, zatraciwszy się w całej tej wspaniałej chwili, nie potrafił i nie chciał się w żaden sposób przeciwstawić. Dłonie mężczyzny przesuwały się po całym jego ciele, wywołując przyjemne dreszcze i tęsknotę za każdym razem, gdy na chwilę przestawał go dotykać. Pozwolił sobie na głośniejsze jęknięcia i poruszył lekko biodrami, ocierając się o ciemnowłosego. Zaraz został jednak błyskawicznie odwrócony na brzuch. Spojrzał przez ramię, widząc charakterystyczny uśmiech mężczyzny.
Do diabła, sen, nie sen, w tej jednej chwili zrobiłby wszystko.  Otarł się delikatnie o kołdrę nabrzmiałą już męskością i jęknął cicho. Całe jego ciało zdawało się domagać spełnienia. Mężczyzna jednak zaśmiał się bezgłośnie, po czym przesunął językiem wzdłuż jego policzka. Gabriel spojrzał na niego błagalnie niemalże. Ten jednak obdarzył jego plecy serią chaotycznych pocałunków, po czym zsunął się niżej, na jego pośladki, aż w końcu na uda, które całował niemal łapczywie.
Gabriel zacisnął dłonie na pościeli, z trudem łapiąc oddech.
Dotyk Węża, jego pocałunki, delikatność zmieszana z brutalnością… Sprawiało mu to wyjątkową przyjemność i jednocześnie zdawało się torturować.
A uśmiech na twarzy mężczyzny przekonał go tylko do tego, że te tortury podobały się nie tylko jemu…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz