Strony

niedziela, 22 maja 2011

7. Plotka [Sunrise]

Starałem się wchodzić po schodach jak najciszej. Cholera jasna, ostatni raz skradałem się tak jak miałem dwanaście lat, po mojej nieudanej imprezie, kiedy bałem się, że dostanę szlaban od rodziców. Odetchnąłem głęboko, opierając się o poręcz i pocierając obolałą głowę. Przecież demon nie może dać mi szlabanu.
... Boże drogi.
Doszedłem do drzwi, po czym uchyliłem je lekko i wślizgnąłem się do środka. Rozejrzałem się po ciemnym pomieszczeniu. A więc chyba go nie było...
-Późno wracasz- usłyszałem głos zza pleców i aż wrzasnąłem ze strachu.
Amadeusz zapalił światło i spojrzał na mnie krzywo.
-Nie muszę mieć światła, żeby widzieć.
-Umm... Ta, pewnie tak- powiedziałem, szybko przechodząc do sypialni, modląc się w duchu, żeby nie zauważył mojej rany.
-Coś nie tak?- zapytał, wchodząc za mną do pokoju.
-Nie, nie- przebierałem się plecami do niego- Wiesz, dużo ludzi i w ogóle...
-Tak, pewnie tak... Wierzę na słowo- powiedział z dziwną urazą.
Stanąłem jak wryty. Miałem szczerą nadzieję, że użył zwrotu z poprzedniej rozmowy całkiem nieświadomie. Położyłem się szybko do łóżka i zakryłem szczelnie kołdrą, odwracając twarzą w stronę ściany.
-Nie porozmawiasz ze mną o tym?!- usłyszałem jego syknięcie i natychmiast poczułem, że pojawił się tuż przy mnie, opierając o moje ramię. Stęknąłem głucho, bo moja ręka jeszcze była obolała po uderzeniu w posadzkę. Demon spojrzał na mnie z niepokojem- Co jest?
-Nic, nic- powiedziałem natychmiast, z cichym jękiem, zrzucając jego rękę i skłamałem- Boli mnie po tym jak spadłem z parapetu.
-Kłamiesz- wycedził ze złością tonem, który przyprawił mnie o gęsią skórkę i dotknął delikatnie rozcięcia na mojej skroni- Kto ci to zrobił?
-Potknąłem się, okej?
-Potknąłeś i uderzyłeś w kant, co?!- warknął- Przestań gadać jak jakaś pieprzona ofiara przemocy w rodzinie! Kto ci to zrobił?!
-Nikt, odwal się ode mnie!- burknąłem nieprzyjaźnie, jeszcze bardziej zakopując się w pościeli, ale natychmiast zerwał ją ze mnie.
-Rozmawiałeś z nim! Rozmawiałeś z nim, a obiecałeś, że tego nie zrobisz i jeszcze dałeś się tej świni pokaleczyć?!- szarpał mnie, najwyraźniej niczym niezrażony moimi poprzednimi słowami.
-Nie rozmawiałem z nim!- postanowiłem dalej iść w zaparte- Dlaczego nie słuchasz?! Nawet go tam nie było!
-Oczywiście, że był! Byłem u niego cały wieczór, słyszałem, jak jego kumple gadali, że jedzie na tą całą imprezę, żeby "urobić kolejną dupę"- syknął z wściekłością, szarpiąc mnie za ramiona- A ja głupi myślałem, że pojechał tam mimo twojego zakazu, ale nie! Zwyczajnie mnie wykiwałeś, prawda?!
-Nie wrzeszcz na mnie do licha!Musiałem z nim to wyjaśnić i tak zerwaliśmy o co ci chodzi?!
-O co mi chodzi?!- fuknął, chwytając mnie za nadgarstek- Zobacz na siebie, jak ty wyglądasz do cholery?!
-Przestań- poprosiłem cicho- Nie chcę się z tobą kłócić.
-Trzeba było o tym pomyśleć wcześniej- zmierzył mnie zbolałym spojrzeniem- Obiecałeś, że nie każesz mu przychodzić.
-Musiałem się dowiedzieć prawdy.
-Dowiedziałeś się prawdy!- sapnął wściekle- Ode mnie!
-Chciałem to usłyszeć też od niego! Nie możesz mieć do mnie pretensji o to, że nie ufam każdemu na słowo!
-A ty chyba nie możesz mieć do mnie pretensji, bo uwierzyłem na słowo, że będziesz się trzymał od niego z daleka, prawda?- westchnął głęboko.
-Przepraszam!- powiedziałem błyskawicznie- Ja po prostu wiedziałem, że w innym wypadku byś mnie nie puścił.
-A DZIWISZ SIĘ?!- wrzasnął- ZOBACZ CO ON CI ZROBIŁ!
-Zejdź ze mnie!- syknąłem z irytacją- I nie krzycz! Po co się mną tak w ogóle zajmujesz, co?!
-Bo widzi mnie jeden, jedyny człowiek na świecie i tak się akurat składa, że ma cholerne skłonności samobójcze i w takim tempie pewnie jutro go zamordują!- prychnął.
-To się nazywa egoizm.
-Może. A to co robisz ty nazywa się pospolicie idiotyzm.
Wywróciłem oczyma, kładąc się z powrotem. Złapałem go za rękę, ale wyrwał się bez słowa.
-Przestań- mruknąłem, przymykając oczy i spodziewając się kolejnej wymiany zdań.
Kiedy przez dłuższą chwilę nic nie usłyszałem, uchyliłem powieki.
-Amadeusz?- zapytałem niepewnie.
Zniknął tak jak zawsze. Opadłem na poduszki. Czemu musiał być tak koszmarnie irytujący?! I czemu tak cholernie przejmowałem się tym co on myśli lub mówi?! Wiedziałem dobrze, że i tak wróci. W końcu byłem dla niego "ciekawym doświadczeniem". Ale mimo to było mi przykro i dziwnie pusto, że nie było go obok.
Co ja pieprzę.
Chyba naprawdę mocno uderzyłem się w głowę.

Poderwałem się błyskawicznie na dźwięk budzika. Okropny ból głowy nie przeszedł ani trochę. Podszedłem do łazienki i niepewnie przejrzałem się w lustrze. Amadeusz miał rację, wyglądałem strasznie. Lewa powieka była sina i strasznie opuchnięta, nie wspominając już o wyraźnym rozcięciu. Westchnąłem ciężko, wyszukując w apteczce plaster i naklejając go na skroń.
Podskoczyłem, słysząc głośny huk za swoimi plecami. Uśmiechnąłem się z ulgą widząc, jak Amadeusz rozsiadł się bez skrępowania na pralce, przy okazji zwalając wszystkie przedmioty zalegające na niej.
-Cześć. Przeszło?
Nie odezwał się ani słowem.
-Eee... Przepraszam, okej?
Parsknął coś pod nosem.
-Słuchaj nie gniewaj się no!- krzyknąłem rozpaczliwie- Miałeś rację, nie powinienem tam iść, wystarczy?
Jak widać nie wystarczyło, bo Amadeusz nie odezwał się do mnie mimo moich usilnych starań. Jęknąłem cierpiętniczo. Świetnie! Nie dość, że mam na karku zerwanie i wściekłego byłego to jeszcze ten idiota całkowicie mnie ignorował!
-Dzięki Amadeusz, naprawdę- mruknąłem z rozżaleniem, zarzucając sobie torbę na ramię i ruszając do przedpokoju- Jak zwykle cholernie mi pomagasz!
Odpowiedział mi kolejny, tym razem dużo głośniejszy hałas, a ja jęknąłem w duchu zastanawiając się, czy tym razem wywalił jedynie kosz do prania, czy coś znacznie cięższego.
Nie wiem czy moja pralka przeżyje taki upadek...

-Wyglądasz koszmarnie- powiedziała Jenna chyba już po raz dwudziesty w ciągu tego ranka.
-Nie pomagasz mu, wiesz?!- naskoczyła na nią Katy.
-Pomogłabym mu, gdybym wiedziała o co dokładnie chodzi!
-Jak to o co chodzi?! Ta świnia go pobiła!
-"Świnia"?! Niedawno go broniłaś, hipokrytko!
-Oż kurwa- zaklął pod nosem Jack- Możecie wreszcie przestać?! Nie dajecie mu dojść do słowa!
Obie umilkły, wpatrując się we mnie uważnie. Przełknąłem głośno ślinę.
-No cóż... Hmm... Co?
-Jak to "co"?- powtórzyła brunetka- Czemu ten idiota na ciebie naskoczył?!
-Eee... Zerwaliśmy.
-I tylko dlatego?- spytała z niedowierzaniem.
-No... Niezupełnie- przyznałem z ociąganiem- Chodzi o to, że... Po prostu dowiedziałem się, że mnie wykorzystywał. Chciał wyciągnąć ode mnie kasę i... No cóż, tylko na tym mu zależało.
-O mój Boże, to straszne!- Katy spojrzała na mnie ze współczuciem, ale Jennie najwyraźniej to nie wystarczyło.
-Jak to? Powiedział ci tak?!
-Nie... Ja... Domyśliłem się- wyjaśniłem dość kulawo- Po prostu zapytałem, a jego reakcja była jasna. Robił to już wcześniej, po prostu podrywa chłopaków i ich naciąga.
-A to świnia- rudowłosa pokręciła z niedowierzaniem głową- Nie dziwię się, że jesteś taki przybity.
Właściwie nie musiały wiedzieć, że moje przebicie nie wynikało wcale z tej sprawy. I że o dziwo, nawet zbytnio nie rozpaczałem.
O ile rozpaczałem w ogóle... Znacznie bardziej irytował mnie fakt, że Amadeusz najwyraźniej nie zamierzał się do mnie odzywać.
-A ja się dziwię, że zamierzasz to tak zostawić!- syknęła Jenna- Nie może mu się to upiec! Skąd wiesz, że nie zrobi tego znowu?!
-Zagroziłem, że powiem to każdemu chłopakowi, którego z nim spotkam.
-To za mało!- stwierdziła zdecydowanie- Po pierwsze on nie jest taki głupi, żeby prowadzać się z kimś na twoich oczach, a po drugie taki skołowany chłopak może ci nie uwierzyć.
W duchu przyznałem jej rację. Ja sam nie do końca uwierzyłem...
-Więc co mam zrobić?- jęknąłem głucho- Zagroziłem mu, że napiszę o tym do szkolnej gazetki i to go tak wkurzyło, ale tego nie zrobię- zastrzegłem od razu widząc minę Jenny.
-Dlaczego nie?!
-Jak to "dlaczego"?!- warknęła Katy- Wstydzi się! Myślisz, że mu tak łatwo gadać o tym jak go ten idiota załatwił?!
-Niby czemu nie?
-Temu, że nie chcę, żeby cała szkoła wytykała mnie palcami- burknąłem ponuro- Już po wczorajszej awanturze ludzie dziwnie się na mnie patrzą.
-Przecież to wcale nie musi być artykuł!- Jenna plasnęła się dłonią w czoło- Jestem genialna!
-Chyba w snach- parsknęła Katy.
-Co wymyśliłaś?- mruknął Jack.
-To proste. Co jest lepsze niż jakikolwiek artykuł i rozejdzie się tym w mgnieniu oka?
-Eee...
-Yyy...
-Plotka?- podsunął Jack.
-Dokładnie! Plotka. Nasza nudna buda niczego tak nie uwielbia jak trochę cudzych tajemnic.
-Ty chyba nie chcesz...- zacząłem niepewnie.
-Oczywiście, że chcę! To jest zdecydowanie najlepszy pomysł! Dodamy historii trochę pikanterii i rozejdzie się jak świeże bułeczki.
-Jenna!- Katy spojrzała na nią z wściekłością- Chcesz, żeby cała szkoła plotkowała o Joshu?! Dobrze się czujesz?!
-Nie o Joshu- jęknęła ze zgrozą- Boże, ale wy jesteście niedomyślni. Nikogo nie obchodzi kogo konkretnie dotyka plotka o ile nie jest to nikt popularny... Wybacz Josh- uśmiechnęła się przepraszająco- Wystarczy komuś podsunąć, że przykładowo jakiś tam pan x z dowolnej klasy miał taką i taką historię, a jutro i tak cała szkoła będzie o tym ględzić i przypisywać ją komu innemu.
-Eee...
-Genialne- podsumowała brunetka swój własny pomysł.
-Głupie- odparła buntowniczo Katy.
-Głupie bo co?
-Głupie bo... Bo głupie no!
-Głupie bo nie potrafisz wymyślić nic lepszego?!
-Mam już was zacząć rozdzielać?- mruknął z lekkim znudzeniem Jack.
-A ty co o tym myślisz, Josh?- rudowłosa spojrzała na mnie pytająco.
-A ja... Hmm... To nie jest zły pomysł- powiedziałem ostrożnie- Ale chciałbym się jeszcze nad tym zastanowić.
Czyli mówiąc szczerze: po moim trupie!
-Nad czym tu się zastanawiać, Boże drogi!- syknęła Jenna.
-Przestań- upomniał ją chłopak- To jego decyzja. Nie umrzesz jak poczekasz jeszcze kilka dni.
-Kilka dni- westchnęła cierpiętniczo, ale umilkła posłusznie, widząc karcące spojrzenie Katy.
-Chodźcie, bo się spóźnimy- obwieścił ponuro Jack- Worner nie będzie zadowolona.

Jednak kiedy weszliśmy do klasy, wydawało mi się, że koszmarnie się pomylił. Ledwie jędza Worner przeniosła na mnie szorstkie spojrzenie, a jej usta natychmiast ułożyły się w dziwnie pogodny uśmiech. Pewnie gdybym rano nie przejrzał się w lustrze, mógłbym pomyśleć, że cieszy się tak ogromnie ze względu na moją osobę. Ale to raczej mój widok sprawiał jej większą satysfakcję.
-Widzę, że ktoś nieźle zabalował, prawda?
-Miałam urodziny- odezwała się natychmiast Katy.
-Wszystkiego najlepszego- wycedziła przez zęby- Widzę, że młodzież w dzisiejszych czasach potrafi się naprawdę doskonale bawić. Szczególnie Carter wygląda bardzo... radośnie- tu pozwoliła sobie na kolejny uśmieszek.
-Coś nie tak?- zapytała wręcz krytycznie Jenna, a Worner obdarowała ją nieprzyjaznym spojrzeniem.
-Nie, panno Frost, ale jeżeli pani się coś nie podoba, zawsze może pani opuścić klasę.
-Jeżeli będzie się pani wyżywała na uczniach będę musiała to zgłosić do dyrektora- zagroziła brunetka z świętoszkowatą miną.
Jęknąłem w duchu. Tyle razy ją prosiłem, żeby nie odwalała podobnych scen. I tak wszelkie interwencje dyrektora nigdy nie przynosiły rezultatu, a Worner stawała się jeszcze bardziej złośliwa niż zwykle.
Zupełnie tak jak i tym razem.
-Oczywiście, panno Frost- syknęła złowrogo- Może pani już iść i go o tym poinformować, a przez ten czas na pewno zdążę podyktować klasie pytania na kartkówkę.
Przez klasę przebiegł niezadowolony pomruk.
Jenna wyglądała przez chwilę, jakby rzeczywiście miała zamiar wybrać się do dyrektora, ale w końcu wyjęła kartkę i z kwaśną miną zaczęła notować kolejne pytania jędzy.
-Proszę pani, ale wczoraj była impreza!- spróbował ją jeszcze przekonać Jack, ale ja już wiedziałem, że to daremne.
-Impreza- powtórzyła z cichym prychnięciem- Połowa klasy na kacu i jeden pobity - oto są skutki imprez! I z tego powodu mam niby odwoływać kartkówkę? Raczycie żartować...
Westchnąłem ciężko. Kolejna jedynka... Niedobrze...
W tym momencie drzwi klasy otworzyły się na oścież. Oczywiście nie mógł to być nikt inny jak Amadeusz. Trzasnął nimi kilkakrotnie, po czym w mgnieniu oka znalazł się na krześle Worner i okręcił się na nim. Spojrzałem na niego z lekkim przerażeniem. Co on wyrabia?! Przecież to wyglądało tak dziwnie, że chyba każdy by się zorientował.
Ale moje podejrzenia okazały się niesłuszne.
-Do licha!- sapnęła ze złością jędza Worner- Nikt nie zamyka okien na korytarzu, a potem te cholerne przeciągi!
Zamknęła drzwi i kontynuowała, jakby nic się nie stało, podczas gdy ja rozglądałem się po klasie, żeby zobaczyć, czy chociażby jedna osoba uznała to za dziwne. Nikt nawet nie podniósł głowy, wszyscy gorliwie notowali. Westchnąłem głęboko. Czyżby ludzie rzeczywiście wszystkie dziwne rzeczy tłumaczyli sobie w tak prosty sposób?
-Macie kwadrans- oznajmiła- A w zadaniu piątym proszę nie zapominać o wypisaniu danych.
-W pytaniu piątym?- przerwałem jej, a ona spojrzała na mnie z istnym mordem w oczach- Eee... Przepraszam, mogłaby pani powtórzyć to pytanie? Chyba niedosłyszałem.
-Zdawało mi się, że dostałeś w oko, a nie w ucho chłopcze- parsknęła- Bo twojej głowie to i tak nic bardziej nie zaszkodzi.
-Josh w pytaniu piątym...- zaczęła Jenna.
-Panno Frost, jeżeli zechcę udzielić pani głosu, zapewniam, że to zrobię. A jeżeli ktoś nie słucha na moich lekcjach sam jest sobie winien. Powodzenia, Carter- uśmiechnęła się drwiąco, wracając za biurko.
-Przyda się- odparłem smętnie. Mój wzrok ponownie powędrował w kierunku demona, który teraz zajął sobie miejsce na szafie, wpatrując się w bliżej nieokreślony punkt na pobliskiej ścianie. Patrzyłem na niego niego przez dłuższą chwilę, mając nadzieję, że wykaże się chociaż odrobiną dobrej woli i zechce mi pomoc. Ale najwyraźniej przeliczyłem się, bo nawet na mnie nie spojrzał, błądząc wzrokiem po pomieszczeniu. Sapnąłem z wściekłością. Przecież do licha musi wreszcie przestać się dąsać! Może i było to egoistyczne, ale za cholerę nie zamierzałem dostawać kolejnej złej oceny. Kopnąłem puste krzesło w ławce przede mną, robiąc nieco hałasu. Worner uniosła wzrok z nad książki i spojrzała na mnie pytająco, więc szybko schyliłem się do swojej pracy.
-Carter... Proszę się nie wyżywać na szkolnych własnościach, bo w przeciwnym razie...
W tym momencie rozległ się głośny huk i krzesło stojące przede mną uderzyło z całej siły o podłogę. Amadeusz uśmiechnął się kwaśno, opierając o blat biurka tuż przede mną. Jasna cholera!
-Carter!- syknęła ze złością jędza Worner.
-Eee... Ja... Niechcący...
-Podyskutujesz o tym z dyrektorem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz