Strony

niedziela, 22 maja 2011

7. Trudny początek [LPoH]

Obudziłem się z rana, mając wrażenie, jakby cały wczorajszy dzień był tylko snem, wytworem mojej wyobraźni. Zresztą, moja wyobraźnia w ciągu ostatnich kilku dni podsuwała mi naprawdę dziwne i wyjątkowo twórcze obrazy, więc wcale nie należy się dziwić temu, że nie byłem do końca pewien, czy aby na pewno to wszystko mi się po prostu nie przyśniło.
W dodatku wydarzyło się tak szybko…
Ta wizyta w hotelu, zmiana zdania co do Andy’ego, bo przecież początkowo nie chciałem go od razu do siebie zabierać. No i jego zgoda… Zupełnie niespodziewana. Sądziłem, że odmówi, zważywszy na to, jak do tej pory reagował na moje gesty i słowa.
Otworzyłem cicho drzwi drugiej sypialni i odetchnąłem lekko. Rudowłosy spał, opatulony kołdrą, oddychając miarowo i spokojnie i wyglądając chyba tak uroczo i niewinnie, jak jeszcze nigdy.
Chciałem go dotknąć.
Tak po prostu, jego twarzy, gładkich włosów, załapać jakiekolwiek minimum kontaktu.
Dopiero, gdy właściwie znalazłem się przy jego łóżku, przyłapałem się na tym, że po raz kolejny strzeliło mi do głowy coś zupełnie absurdalnego. Andy poruszył się ledwie zauważalnie i wstrzymał oddech. Chyba wcale nie spał.
Wycofałem się wprost błyskawicznie, przechodząc do kuchni i mając nadzieję, że nie stwierdził jeszcze, że jestem starym zboczeńcem, który czeka tylko na okazję, żeby go poobmacywać.
Zresztą, jak na razie sam tak o sobie myślałem. Co mnie w ogóle podkusiło do takich rozważań…?
Naprawdę.
Jestem nienormalny i widzę to chyba dobitniej niż kiedykolwiek wcześniej.
Bo jeśli ktoś przez całe swoje życie przejawia raczej nikłe zainteresowanie sferami erotycznymi, a już nie daj Boże uczuciowymi, nie chce się w ogóle wiązać z kobietami, jest to dla niego uciążliwe, zresztą faceci też mu się nie podobają, a nagle z dnia na dzień zmienia całkowicie swój pogląd na całą sprawę i zachowuje się tak, jakby zupełnie oszalał na czyimś punkcie, to chyba nie jest to zbyt zdrowe.
Brzmi, jakbym miał kryzys wieku średniego czy coś…
… Może.
No właśnie!
Może o to chodzi? Podobno dopada wielu facetów, otaczają się wówczas młodymi kobietami… Tudzież mężczyznami…
… Tyle, że Andy właściwie mężczyzną jeszcze nie był.
Był chłopakiem. Nawet nie wyglądał dojrzale, od razu zorientowałem się, że nie może mieć skończonych osiemnastu lat. Ale to przerażało mnie jeszcze bardziej.
W życiu nie podejrzewałem się o jakieś niezdrowe skłonności względem kogoś tak młodego. To się zdarzało, owszem. Słyszałem przecież nie raz o romansach nauczycieli ze uczennicami na przykład i tak dalej… O parach, w których była zdecydowana różnica wieku…
Ale mnie to nigdy nie dotyczyło, na litość boską!
Nie odwracałem się jak stary zboczeniec za młodymi chłopcami i dziewczętami, nie interesowałem się nimi.
Więc dlaczego, u diabła, zainteresowałem się Andy’m?
I dlaczego wciąż myślę o nim, jakby miał być moim partnerem, seksualnym czy też życiowym?
Nie zabrałem go tu przecież tylko po to.
Chciałem mu pomóc.
… A co, jeśli usprawiedliwiałem samego siebie?
I jeśli teraz…
… Rany boskie.
Jestem naprawdę żałosny.
Zrobiłem jajecznicę. Pomimo tego, że mieszkałem sam i być może powinienem być bardziej zaradny, jeśli chodzi o kuchenne sprawy, było to jedno z niewielu dań, które mi jako tako wychodziły.
Andy wyszedł z pokoju w momencie, gdy nakładałem ją już na talerze.
-Cześć- wymruczał, odrobinę jeszcze sennie, opierając się o futrynę i spoglądając na mnie z uwagą.
-O… Dzień dobry, Andy…- wysiliłem się na uśmiech, chcąc zamaskować swoje skrępowanie, ale chyba nie do końca mi wyszło. Ręce lekko mi drżały, a fakt, że obserwował uważnie moje poczynania, wcale mi niczego nie ułatwiał- Zjesz…?
-Chętnie- potwierdził, uśmiechnąwszy się lekko- Ale wolałbym… Hm… Mógłbym wziąć prysznic…? Nie zdążyłem się wczoraj przebrać…
Rzeczywiście, ciągle miał na sobie wczorajsze ubrania, lekko wygniecione, a jego rude włosy pozostawały w zupełnym nieładzie, ale to wcale nie ujmowało mu uroku. Wprost przeciwnie.
-Jasne, że możesz- potwierdziłem prędko i chyba aż nazbyt gorliwie chciałem mu wskazać drzwi, bo z rozmachu rzuciłem w nie łyżką, którą nakładałem danie. Aż jęknąłem w duchu.
Brawo, Mitchell, istny geniuszu.
-Eee… To tam- sprostowałem wreszcie, podnosząc prędko łyżkę i wracając do stołu.
-Okej- odparł po prostu Andy, odrobinę zbyt cicho i potulnie jak na jego możliwości. Szczerze mówiąc, byłem trochę zdziwiony. Już zeszłego dnia zgodził się tu wprowadzić zdecydowanie zbyt szybko. I był jakiś spokojniejszy niż zawsze, mniej zadziorny, mniej agresywny, powiedziałbym nawet, bo zazwyczaj nie reagował na mnie w taki sposób- Dojdziesz do mnie…?- zapytał, jak gdyby odrobinę zagubiony.
Przełknąłem głośno ślinę, czując, że pocą mi się dłonie. Wytarłem je prędko w spodnie, będąc świadomym tego, że muszę być pewnie cały czerwony. Boże, co to w ogóle było za pytanie!
-A… Ale po co?- wydukałem w końcu, bez większego zrozumienia. Znowu naszły mnie niestosowne myśli, ale natychmiast się za nie skarciłem.
Nie wziąłem go, żeby wyładowywać na nim swoje napięcie erotyczne, cholera!
W żaden sposób!
Naprawdę!
Wzruszył ramionami, wciąż wpatrując się we mnie z oczekiwaniem.
-P-p-poradzisz sobie, chyba…- wyartykułowałem w końcu, z pewnym trudem, a on bez słowa wszedł do łazienki.
Oparłem się o blat, biorąc głębszy oddech i starając się uspokoić. Nie był tu nawet jeszcze jednego, pełnego dnia, a ja zachowywałem się jak zupełny dureń.
Andy wyszedł po niecałym kwadransie, owinięty jedynie ręcznikiem, a ja już błagałem w duchu, żeby poszedł się przebrać. Ale on od razu usiadł do stołu i, najwyraźniej wcale nieskrępowany, zabrał się za jajecznicę.
-Nie jesz?- zapytał, posyłając mi uważne spojrzenie.
-N… Tak… Jasne, że jem- zaśmiałem się odrobinę nerwowo, siadając naprzeciwko niego. Ręce cały czas mi drżały. Pewnie musiałem w jego oczach wyglądać jak zupełny wariat, aż dziwne, że jeszcze tego nie skomentował.
-Nie chcesz iść ze mną do łóżka?
Widelec wypadł mi z dłoni i rąbnął o posadzkę.
-S… Słucham?
Boże, powiedz mi, że się przesłyszałem.
-Nie chcesz ze mną iść do łóżka?- powtórzył Andy i jego najwyraźniej ten temat wcale nie peszył. Wprost przeciwnie. Wpatrywał się we mnie niemal z dziecinnym wprost zainteresowaniem, jakby chłonął każdy mój gest, każdą reakcję.
-Oczywiście, że nie…- odparłem, starając się powstrzymać drżenie głosu- Dlaczego przyszło ci to do głowy…?
Ważniejsze pytanie.
Dlaczego mnie przyszło?
-Bo wziąłeś mnie do siebie, no nie? A faceci w tym wieku raczej nie marzą o adopcji szesnastoletnich chłopaków, no a już na pewno nie jakichś przypadkowych, więc… To chyba jasne, że jakby… W innych celach. Więc wolałbym, żebyś mi powiedział od razu, bo możemy się w pewnym momencie źle zrozumieć…
-Nie, nie, nie!- zaprzeczyłem, kręcąc głową aż nazbyt gwałtownie- Ź… Źle mnie zrozumiałeś, po prostu… Ja… Nie zamierzałem cię do siebie brać… To znaczy nie chodzi mi o to, że mi ciebie żal… To znaczy trochę, ale nie w żadnym negatywnym sensie… Chciałem ci dać trochę pieniędzy, ale zobaczyłem, jak mieszkasz… A ja mam wolną sypialnię… No i…
-Doprawdy, bardzo wspaniałomyślnie- skwitował, wpatrując się we mnie z politowaniem- Ale ja tak serio pytam. Naprawdę, nie urazisz mnie w żaden sposób, bo wcale nie powiedziałem, że zamierzam tu zostać, ale wolałbym wiedzieć. Nie lubię niespodzianek w trakcie, no i… Po prostu powiedz, okej?
-Naprawdę, to nie tak- usilnie starałem mu się wyjaśnić, samemu jednocześnie nie wiedząc, jak szczere są moje odpowiedzi- Nie zamierzam… Nie wziąłem cię tu… Nie chcę z tobą…- motałem się, nie mogąc zupełnie odnaleźć odpowiednich słów- Naprawdę, ja po prostu chciałem ci pomóc. Nie zastanawiałem się nad tym, jak to odbierzesz…- och, zastanawiałem się zdecydowanie zbyt długo…- Po prostu uważam, że… Skoro… Lubimy się… To znaczy, ja cię polubiłem- poprawiłem się błyskawicznie, bo ostatnie zachowanie rudowłosego zdecydowanie nie wskazywało na żadną wzajemność- A tu jest dużo miejsca… A ja jestem odrobinę samotny… N-nie w żadnej dziwnej kwestii, rzecz jasna! Nie zamierzam cię w żaden sposób wykorzystywać.
-Naprawdę nie jesteś gejem?
Dobre pytanie.
Zdaję się, że po ponad trzydziestu latach życi powinienem na nie znać odpowiedź.
-Nie wiem…- odparłem powoli- To znaczy… Nie, nie sądzę…
-I… Nigdy nie byłeś z facetem ani nic?
… Czy liczy się też wyobraźnia?
-Nie, nigdy- odparłem cicho, odrobinę zawstydzony jego pytaniami.
-Więc po co mnie przygarnąłeś?
Kolejne dobre pytanie.
-Chciałem ci pomóc- powtórzyłem, po raz któryś z kolei, zastanawiając się, jak bardzo banalnie musi to dla niego brzmieć.
Ale o dziwo, rudowłosy nie zadawał więcej pytań.
-Okej- odparł po prostu, wzruszywszy ramionami, i dokończył jajecznicę, po czym przeszedł do sypialni i wrócił po kilkunastu minutach, na całe szczęście, w pełni ubrany.
-Wyjdę po zakupy- poinformowałem go cicho. Naprawdę potrzebowałem teraz świeżego powietrza. Czegokolwiek, co mogłoby mnie otrzeźwić.
-Teraz?- zapytał, ze zdziwieniem.
-Tak, ale wrócę za jakąś godzinę… Zostawić ci klucze?
Spoglądał na mnie tak, jakbym zupełnie oszalał.
-Zostawisz mnie tu?
-N-No tak… To znaczy, jeśli wolisz pójść ze mną, to…
-Nie, po prostu jestem trochę zaskoczony- przyznał, wciąż wpatrując się we mnie cokolwiek podejrzliwie- Nie boisz się, że cię okradnę? Albo coś w tym guście?
... Chyba, na dobrą sprawę, powinienem się nad tym zastanowić. Ale to nie moja wina, że przy Andy’m zupełnie traciłem głowę i nie potrafiłem logicznie myśleć.
-Nie- odparłem wreszcie- Ufam ci.
-Okej- wzruszył ramionami- Jak wolisz.
Wolałem.
Wyjść, zanim znowu powiem - albo zrobię - coś zupełnie niestosownego.

Zakupy zajęły mi trochę dłużej niż pół godziny, ale z pewną ulgą przyjąłem fakt, że rudowłosy wciąż był w domu, chociaż najwyraźniej strasznie się nudził, bo krążył od pokoju do pokoju, jakby tylko na mnie czekał.
-Cześć- powitał mnie od progu, spoglądając na mnie uważnie- Co kupiłeś?
-Och… N-nic wielkiego… Mleko, chleb, takie tam… Masz ochotę na coś szczególnego? Bo jeśli tak, to mogę się przejść i…
-Nie, spoko- odparł, uśmiechając się lekko- Masz może coś do czytania? No wiesz, jakieś książki młodzieżowe albo coś w tym stylu…
-Hm…- odkaszlnąłem, odrobinę zakłopotany- Zaraz zobaczę.
Nie miałem książek młodzieżowych. Właściwie nic, co mogłoby mu się spodobać, i już samo to dało mi do myślenia. Jeśli naprawdę chciałem… A chciałem, cholera, żeby został dłużej, powinienem to wszystko jakoś lepiej przygotować… Znaleźć mu coś do roboty, bo przecież zanudzi się na śmierć.
Ostatecznie jednak zainteresował się czymś zupełnie innym. Moimi czasopismami o architekturze. I, ku mojemu zdziwieniu, naprawdę wziął kilka i zabrał się za czytanie, na kanapie, w salonie. Zaglądałem tam co jakiś czas, ale na dobrą sprawę nie znalazłem w sobie odwagi na tyle, by go jakoś zagadnąć. Ciągle czułem się beznadziejnie skrępowany.
On nie był zażenowany w najmniejszym nawet stopniu, ale najwyraźniej też badał sytuację. Zachowywał się dużo spokojniej niż wtedy, gdy zobaczyłem go u siebie po raz pierwszy. Obserwował mnie i wypytywał co jakiś czas o różne sprawy. Gdzie pracuję, co robię, czemu jestem w domu…
Odpowiadałem, chociaż miałem z tym duże problemy. Naprawdę trudno mi było przy nim zebrać myśli.
Do wieczora właściwie nie rozmawialiśmy wiele.
Nie wspominając już o tym, że moje odpowiedzi nie były zbyt… Elokwentne.
Tam.
Drzwi po prawej.
Jasne, że możesz.
Przynieść ci coś jeszcze?
Poradzisz sobie?
Tak.
W porządku.
Jakbym nie był całkiem sprawny umysłowo… Dużo lepiej radziłem sobie w dniu, w którym go poznałem, ale wtedy byłem zbyt wzburzony i odrobinę podpity.
A teraz jestem po prostu trzydziestoparoletnim mężczyzną, uganiającym się za kilkunastoletnim chłopakiem.
Do licha.
Po dwudziestej położyłem się do łóżka, praktycznie rzecz biorąc tak jak zawsze. Wziąłem jakąś książkę i zabrałem się za czytanie, ale nie mogłem się zupełnie skupić na tekście. Cały czas wracałem do tego samego zdania, a i tak nie rozumiałem jego sensu.
-Ej.
Drgnąłem lekko i odłożyłem książkę na stolik, przenosząc wzrok na Andy’ego. Jeśli zamierzał mnie doprowadzić do przedwczesnego zawału, zdecydowanie mu się udało. Miał na sobie jasną koszulkę i krótkie spodenki, eksponujące jeszcze bardziej jego niesamowicie długie nogi.
-O, cześć Andy- uśmiechnąłem się odrobinę wymuszenie.
Podszedł do łóżka i usiadł w jego nogach po turecku, spoglądając na mnie uważnie.
-Chciałem pogadać o… No wiesz- parsknął cicho, odgarniając wilgotne włosy do tyłu- Jeśli mam tu mieszkać, to pewnie masz jakieś zasady, nie?
-Hm…- zastanowiłem się chwilę- Cóż… Pewne rzeczy moglibyśmy ustalić…
-Kim miałbym dla ciebie być?
… Ekhem…
-Synem?
-Ch… Chyba jestem za młody na takiego syna…- stwierdziłem ostrożnie, oczekując chyba, że to potwierdzi. Nie czułem się najlepiej z myślą, że mógłby o mnie mówić jako o swoim ojcu.
-Siostrzeńcem? Bratankiem?
… Och, Boże.
To chyba nieuniknione.
Zostanę mentalnym kazirodcą.
-Obojętnie, może być- odparłem wreszcie- To chyba nie jest aż takie ważne.
-Pytam na wszelki wypadek- uśmiechnął się pogodnie, wzruszywszy ramionami- Mogę wychodzić z domu?
-Jasne, że możesz.
-I… Mam jakiś określony czas pobytu…?
-Hm… Wolałbym, żebyś wracał przed dwudziestą…- spojrzał na mnie, jakbym oszalał- …drugą…- dokończyłem wreszcie, chociaż preferowałem pierwszą opcję- Sąsiedzi nie są tutaj zbyt tolerancyjni, jeśli chodzi o takie sprawy…- których naokoło pełno.
-Spoko, dwudziesta druga może być- zgodził się rudowłosy, skinąwszy lekko głową.
-Hm… Gdybyś potrzebował pieniędzy…- zacząłem powoli, a on machnął niedbale dłonią.
-Poradzę sobie. Mam gdzie spać i co jeść, więc… Mógłbym od czasu do czasu skorzystać z twojego telefonu? Mam swoją kartę, ale nie mam komórki, więc…
-Jasne, nie ma problemu- odparłem, uśmiechając się lekko.
-To fajnie- skwitował, najwyraźniej całkowicie zadowolony- Jest coś jeszcze, co powinienem albo czego nie powinienem robić?
-Cóż… To chyba okaże się później- stwierdziłem, a on po raz kolejny uśmiechnął się szeroko, po czym nachylił się w moją stronę i uściskał mnie serdecznie, by bez żadnego więcej słowa zerwać się z łóżka i popędzić do siebie.
Opadłem na pościel, z głębokim westchnieniem czując, jak moje serce bije niczym oszalałe.
Jak tak dalej pójdzie, trzeba będzie mnie reanimować…
… Chociaż, jeśli będzie to oznaczało usta-usta w wykonaniu Andy’ego, może nie powinienem mieć nic przeciwko…

2 komentarze:

  1. Anonimowy10:30 PM

    i znów 'brak komentarzy'. jak tak można? piszesz takie cudowności i w dodatku jeszcze długie i nikt nie umie nic napisać...? nawet zdanka?
    to ja napiszę, powtórzę się.

    wciągam się coraz bardzie w Twoje treści, zapominam o świecie, co akurat teraz mi bardzo na rękę :)
    dziękuję <3

    ed.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ty zrobiłaś ze mną to, co Andy z nim XD Nie mogę przestać myśleć o tym opowiadaniu ;-; Ono jest cudowne po prostu!

    OdpowiedzUsuń