Strony

niedziela, 22 maja 2011

~ 8 ~ [Gabriel]

-Chociaż literatura śmierć wciąż przedstawiała wyraziście, acz subtelnie, o tyle autorzy licznych obrazów poświęconych tej tematyce nie byli aż tak delikatni…- kroki mężczyzny przechadzającego się po klasie były wyjątkowo ciche, zdawać by się mogło, że wręcz niesłyszalne- Obok dzieł czysto symbolicznych, które miały po prostu przypominać o śmierci, przygotowywać na nią, a jednocześnie ukazywać jej nieprzewidywalne nadejście, to, że trzeba być na nią gotowym w każdej chwili, pojawiały się obrazy innego typu…- jego głos był równie spokojny i subtelny, wydawałoby się, że balansujący na granicy szeptu, chociaż z pewnością nikt nie miał problemu z tym, żeby go usłyszeć. Gabriela bardzo to dziwiło. O ile pan Richardson umiał zaprowadzić w klasie porządek i mało kto miał tyle odwagi, żeby mu przeszkadzać, o tyle Wąż zdawał się wywierać na wszystkich takie wrażenie, że nikt nawet nie starał się sprawdzić, na ile może sobie pozwolić- Pojawiały się obrazy, które przedstawiały śmierć bardzo brutalnie, bardzo wyraziście. Pojawiała się krew, cierpienie, okrucieństwo i ludzka słabość. Być może było to przyczyną pojawienia się tak wielu rozlicznych religii o różnych przesłaniach… Być może człowiekowi przestał odpowiadać Bóg, o jakim go uczono…- na bladych wargach mężczyzny pojawił się lekki uśmiech- Zanikało estetyczne znaczenie śmierci, ludzie chcieli oglądać ją taką, jaką była naprawdę. Taką, jaką wokół siebie widzieli. Piękną i równie przerażającą. Zaczęli wymagać od sztuki czegoś więcej niż abstrakcyjnej łagodności, dla której w ich świecie nie było miejsca. Zaczęli w zdradzieckiej fikcji doszukiwać się prawdy, którą trudno było nazwać pocieszającą, a jednak dawała im ona świadomość nadchodzącej zguby…
Gabriel nie podniósł nawet wzroku. Właściwie z opowiadań Węża do jego świadomości docierały jedynie pojedyncze słowa. Był teraz zajęty czymś zupełnie innym.
Na kartce przed nim stopniowo pojawiało się coś, co właściwie powstało tam chyba przy średnim udziale jego świadomości. Szczupła twarz mężczyzny, jego duże oczy, zwykle połyskujące złotem, na kartce jednak granitowoszare, ciemne włosy splątane w kucyk, złożone niczym do modlitwy dłonie, wystające spod szerokich rękawów sięgającego do ziemi płaszcza… Spod którego zamiast stóp wyłaniał się długi, typowo wężowy ogon.
Gabriel pamiętał, jak kiedyś, przez nieuwagę jednej z opiekunek, oglądali jakiś horror. Jeden z czarnych charakterów miał na sobie dokładnie taki sam płaszcz. Rudowłosy zagryzł niepewnie wargę, dorysowując kilka ostatnich linii i…
-Tom…- Damon zatrzymał się przy pierwszej ławce, spoglądając na chłopaka z politowaniem- Czy ja cię nudzę?
-Hm?- blondyn przeniósł na niego wyraźnie zaspane spojrzenie, po czym odkaszlnął, przywracając się do porządku, i odparł natychmiast- Nie, oczywiście, że nie, proszę pana…
-Czyżby…?- na wargi Węża wstąpił po raz kolejny ów charakterystyczny uśmiech pełen drwiny- Sprawiałeś inne, zapewne celowo mylne, wrażenie… Pewnie po to, by zmobilizować pozostałych uczniów do aktywności…- Gabriel wciąż nie podnosił wzroku, chociaż teraz przysłuchiwał się ich dialogowi z uwagą. Gdyby chodziło o profesora Richardsa, zapewne część klasy parsknęłaby teraz śmiechem. Teraz nikt nie wydawał się być nawet rozbawiony- No dobrze. Przeczytaj kolejną stronę.
-Ja?- jęknął cicho Tom- Proszę pana, nie może ktoś inny?
-Skąd- odparł gładko Damon- Jestem pewien, że doskonale sobie poradzisz. Zaczynaj.
Gabriel uśmiechnął się lekko pod nosem, skończywszy swój rysunek. Dawno już nie zajmował się takimi rzeczami, wydawało mu się to strasznie dziecinne, ale… Ale Damon wyglądał wyjątkowo realistycznie. Pomijając oczywiście takie aspekty, jak płaszcz i ten nieszczęsny ogon… Co do tego, rudowłosy nie miał pojęcia, skąd przyszło mu do głowy, by go w ogóle dorysować. Ale tak chyba prezentował się jeszcze lepiej. Może powinien to sobie gdzieś powiesić?
Nie, lepiej nie.
Tylko tego brakowało, żeby ktoś do niego zajrzał i to zobaczył. Już teraz miał opinię świra, po czymś takim chyba z miejsca wysłaliby go do psychiatryka.
-Co to takiego?- zainteresował się Kevin, zerkając mu przez ramię.
-Och… N-nic…- odkaszlnął rudowłosy, odrobinę spłoszony, starając się zakryć kartkę. Chyba nie powinien mu się zdradzać z tak niezdrowymi fascynacjami.
-Nie wstydź się. Pokaż- Kevin uśmiechnął się do niego serdecznie i z wyczekiwaniem jednocześnie, a rudowłosy również odpowiedział uśmiechem, acz nieco niepewnym i pokręcił głową.
-Może później… Jeszcze nie skończyłem.
-Ładnie, Gabriel…- usłyszał tuż przy uchu i aż wzdrygnął się gwałtownie, po czym przeniósł pełne autentycznego przerażenia spojrzenie na pochylającego się przy nim mężczyznę. Damon spoglądał przez ramię na jego rysunek i uśmiechał się pobłażliwie- Chociaż nie wydawało mi się dotąd, żebym się tak ubierał… Powinienem zacząć?- szepnął mu wprost do ucha, będąc tak  niesamowicie blisko, jak chyba jeszcze nigdy. Nigdy, za wyjątkiem jego snów i fantazji.
-Nie- odparł Gabriel, czując, że pieką go policzki- Nie, oczywiście, że nie.
-Chociaż ogon to też ciekawe rozwiązanie… Zobaczyłeś, jak wysuwa mi się z nogawki, Gabriel…?- teraz w głosie Damona igrała drwina połączona z autentycznym rozbawieniem, podczas gdy rudowłosy czuł się tak zażenowany, jak chyba jeszcze nigdy w całym swoim życiu.
-Nie, przepraszam- wymamrotał ledwie słyszalnie, chowając szybko kartkę i wstrzymując oddech do momentu, gdy Wąż nie odsunął się od niego i na nowo nie rozpoczął swojej wędrówki po klasie.
-A więc, Tom… Skoro tak uważnie czytałeś… Z pewnością teraz z największą przyjemnością zajmiesz się interpretacją…

Gabriel nie był w stanie spojrzeć na Damona ani razu. Czuł się tak strasznie zawstydzony całą tą sytuacją, że aż trudno było mu to wyrazić. Jak mogło mu przyjść do głowy coś tak głupiego?! Po co w ogóle to rysował?! I czemu nie znalazł jakiejś wymówki, czegokolwiek? Ręce lekko mu drżały. Denerwował się na każdą myśl o tym, że mógłby wypaść w jego oczach niekorzystnie. Nigdy wcześniej mu się to nie zdarzyło. Daleko było mu do osoby towarzyskiej, ale nigdy nie bał się tego, co ktoś może o nim pomyśleć.
Aż do teraz.
-Idziemy?- zagadnął Kevin, gdy tylko rozbrzmiał dzwonek, a wszyscy naokoło rzucili się ochoczo do drzwi, nie czekając nawet na pożegnanie ze strony Damona. Rudowłosy był jedynym, któremu wcale się nie spieszyło.
-Idź…- rzucił cicho, po raz kolejny nie będąc pewnym, czy aby na pewno chce zrobić to, co zamierzał- Idź, ja zaraz do ciebie przyjdę.
-Ale o co chodzi?- blondyn spoglądał na niego ze zdumieniem, a rudowłosy tylko uśmiechnął się przepraszająco i odparł:
-Później ci powiem. Znajdę cię, dobrze?
-Dobra- zgodził się Kevin, wzdychając cicho, i chwycił swój podręcznik, po czym wyszedł z klasy.
Rudowłosy wahał się dłuższą chwilę, po czym podniósł się powoli z miejsca i ruszył w kierunku biurka, przy którym stał Damon, porządkując jakieś książki. Ciemnowłosy podniósł na niego wzrok, unosząc pytająco brew, i uśmiechnął się lekko.
-O co chodzi, Gabriel…? Jakieś pytania co do lekcji?
-N… Nie, nie…- czuł się jak kompletny idiota i chyba tak właśnie musiał wyglądać w oczach mężczyzny, jąkając się jak dziecko i nie potrafiąc odnaleźć się w sytuacji. Zwątpił właśnie w swój doskonały pomysł próby wyjaśnienia swojego zachowania i miał ochotę po prostu wybiec z klasy- Ja… To znaczy…
Damon przerwał na chwilę wykonywaną przez siebie czynność i spojrzał na chłopaka uważnie.
-O co chodzi?- zapytał w końcu, przechylając lekko głowę, a Gabriel odkaszlnął z zażenowaniem i zaczął:
-Chciałem przeprosić… Za ten rysunek… I za to wszystko… Nie chciałem pana w żaden sposób obrazić…
Nie wiedział, czemu tutaj jest.
Nie wiedział, czemu w ogóle mówi to wszystko.
Nie wiedział, czemu Wąż przygląda mu się z taką uwagą, z taką przenikliwością, jak chyba jeszcze nigdy w życiu, i czemu jego oczy błysnęły przez krótką chwilę złociście.
Czuł się tak, jakby jego serce zupełnie się zatrzymało, w momencie, gdy Damon przestąpił kilka kroków do przodu, a on sam cofnął się gwałtownie, uderzając plecami o ścianę, z jakimś absurdalnym przeczuciem, że mężczyzna zamierza go uderzyć.
Ale nie zrobił tego.
Właściwie nie zrobił niczego, czego Gabriel mógł się w tym momencie spodziewać.
Otoczył go kurczowo ramionami, niczym drapieżnik uniemożliwiający swej ofierze ucieczkę, po czym zupełnie niespodziewanie wpił się w jego wargi, wdzierając się niemal językiem do ich wnętrza. Gdyby nie fakt, że wargi mężczyzny uniemożliwiały mu to aż nazbyt skutecznie, chyba krzyknąłby ze strachu. Był zbyt osłupiały, zbyt przerażony, by cokolwiek zrobić. Zbyt zdezorientowany. Pocałunek Damona nie miał w sobie nic z subtelności. Był brutalny, gwałtowny, wymagający jakiejkolwiek reakcji…
… Na którą w owym momencie nie było Gabriela stać.
Wężowi nie podobała się najwyraźniej bierność rudowłosego. Jego język coraz żarliwiej penetrował wnętrze warg chłopaka, zmuszając go niejako do udziału w owym pełnym namiętności tańcu.
Gabriel nie był pewien, co napawało go w tym momencie większym strachem. Świadomość tego, co się z nim teraz działo, czy obawa przed zupełną utratą zmysłów, szaleństwem.
Przecież to było takie inne, takie nierealne…
Nie śnił!!!
Mężczyzna przerwał pocałunek i odsunął się od niego, ale Gabriel i tak przez dłuższą chwilę zupełnie nie był w stanie złapać oddechu.
-C… Co pan robi?- wydukał przerażony.
I zaraz zupełnie niepohamowanie, nie doczekawszy się odpowiedzi, chwycił mężczyznę za ramiona, samemu wyciskając na jego wargach pocałunek. Nieśmiały, nieporadny, ale tak żarliwy i pełen tęsknoty, że sam nie mógł tego zrozumieć. Bał się, że ktoś im przerwie, że ktoś nagle zabierze mu tą chwilę. Jego małą iskierkę szaleństwa, jego nieświadomość w świadomości, piękny sen umiejscowiony w rzeczywistości.
Nie potrafił i wcale nie chciał przerwać tego pocałunku, czerpał z niego tyle, ile mógł, każde ledwie muśnięcie napawało go dziwną euforią. Jakby Damon był narkotykiem, trucizną, która zatruwała go z każdą chwilą coraz bardziej i bardziej, uniemożliwiając mu jakikolwiek protest, odbierała wewnętrzną równowagę, ale dawała w zamian coś innego. Coś, co napawało go wewnętrzną siłą, dawało nadzieję.
-Gabriel, Gabriel, spokojnie…- szepnął w końcu miękko mężczyzna_ pomiędzy kolejnymi chaotycznym pocałunkami i ułożył palec na wargach rudowłosego. Gabriel aż zadrżał, zupełnie nie potrafiąc wyjaśnić swoich reakcji. Z trudem zmusił się do zachowania spokoju, do oderwania się od myśli i emocji, które towarzyszyły owemu pocałunkowi. Nie rozumiał. Nie rozumiał siebie, nie rozumiał zachowania Damona, nie rozumiał rzeczywistości, która po raz kolejny naśmiewała się z niego brutalnie, mieszając mu w głowie i sprawiając, że sam już nie był pewien, co się wokół niego dzieje. Wpatrywał się w Węża z niemniejszym niż chwilę temu zdumieniem i niezrozumieniem- Mamy przecież dużo czasu, prawda?- mężczyzna pogłaskał go delikatnie po policzku i uśmiechnął się szeroko.
A później, jak gdyby nic się nie stało, odwrócił się w stronę swojego biurka i zaczął przeglądać leżące na nim książki, kierując na nie całą swoją uwagę, jakby Gabriela wcale przy nim nie było.
Rudowłosy wciąż opierał się o ścianę, oddychając płytko i wpatrując w niego szeroko otwartymi oczyma.
Jak…?
Co się właściwie z nim działo?!
Przecież nie mógł sobie tego wyobrazić, prawda?!
Chwiejny krokiem ruszył do przodu, zatrzymując się przy Damonie.
-Pan u mnie był…- stwierdził, z rosnącym zdziwieniem.
-Byłem?- Damon spojrzał na niego z pełnym pobłażania uśmiechem- Kiedy, Gabriel?
-W… Wczoraj w nocy chociażby…- wyjąkał Gabriel, wciąż nie mogąc uwierzyć w to, co się wokół niego działo- Był pan, prawda?
Damon zaśmiał się lekko.
-Każdej nocy, Gabriel.
Oczekiwał jakiegoś potwierdzenia, wyjaśnienia, czegoś, co upewniłoby go w tym, że to nie było jego snem, szaleńczą marą, wyobrażeniem… Ale Damon tylko uśmiechał się niezmiennie w charakterystyczny, wężowy sposób, nie mówiąc właściwie nic więcej.
-Nie rozumiem…- stwierdził, czując się zupełnie zagubiony- Kim pan jest?
-Nieważne, kim jestem, Gabriel…- odparł gładko mężczyzna. Skończył się pakować i chwycił swoją teczkę, po czym ruszył niespiesznym krokiem w kierunku wyjścia- Aha… I nie zwracaj się do mnie per „pan”, Gabriel… Kochankom to nie przystoi.
-Kochankom?- powtórzył Gabriel, zupełnie osłupiały. Równie dobrze ktoś mógłby mu teraz powiedzieć, że robią sobie z niego żarty. Że to jakiś chory test, coś, co ma go sprawdzić, ale nie rozumiał wcale jego sensu. Nagle, w jednej chwili, poczuł się bardziej przerażony, niż kiedykolwiek wcześniej- Jesteśmy kochankami?
Wąż zaśmiał się lekko, z autentycznym rozbawieniem, i otworzył drzwi.
-Będziemy.

Będziemy…
Będziemy…
Kochankami.
Zawirowało mu w głowie z nadmiaru emocji. Ledwie mężczyzna zniknął z jego oczu, a znowu pojawiło się tak wiele wątpliwości… Tak wiele pytań… Pytań, które powinien zadać mu już wówczas, w klasie. O to, kim jest, czego chce, co miał na myśli… Dlaczego zamiast pytać go o dręczące go kwestie, mówił zupełnie inne rzeczy? Dlaczego tak trudno było mu się przy nim skupić, zorientować w całej sytuacji?
-Hej, Gabrielo! Tutaj!
Rudowłosy wyrwał się na chwilę z otępienia i rzucił spojrzenie na ławkę zajmowaną przez Kevina, Toma i Mike’a. Ruszył w tamtym kierunku powolnym, nieco chwiejnym krokiem, wciąż będąc myślami daleko od rzeczywistości.
Rzeczywistości…
Nie był nawet pewien, czy powinien używać tego słowa.
-Co masz taką minę, Gabrielo?
-Po co zostałeś w klasie?- zainteresował się Kevin, spoglądając na niego pytająco.
-Hm… Nieważne- odparł chłopak, czerwieniąc się lekko.
-Mówiłem- rzucił Tom teatralnym szeptem- Gabriela kocha się w nowym nauczycielu.
-Przestań- odparł z poirytowaniem blondyn, przenosząc spojrzenie na rudowłosego- Więc? Chyba nie zdenerwował się o ten rysunek, co?
-Rysunek?- zainteresował się natychmiast Tom, spoglądając na nich uważnie. Gabriel posłał Kevinowi nieco ostre spojrzenie, gdy ten już otwierał usta, najwyraźniej zamierzając to wyjaśnić. Zdecydowanie nie chciał, żeby Tom wiedział takie rzeczy, już i tak śmiał się z jego wydumanego zauroczenia…
… O ile rzeczywiście było wydumane.
-A gdzie ty byłeś, Mike?- Kevin najwyraźniej postanowił obrać nieco bezpieczniejszy temat, zerkając na drugiego chłopaka.
-U psycholożki- odparł Mike, uśmiechając się szeroko, po czym zupełnie nieskrępowanie musnął wargami usta Toma, a ten zachichotał, najwyraźniej rozbawiony pełnymi osłupienia minami Kevina i Gabriela.
-Chyba nie powinniście…
-I tak wszyscy wiedzą- stwierdził z pełnym przekonaniem Tom- Gadaliśmy z nią o tym.
-… Z psycholożką w sensie…
-… Nie była jakaś specjalnie zła ani nic…
-… Powiedziała, że to coś jak… Eee… Syndrom zastąpienia… To znaczy, może niedokładnie, ale coś w tym rodzaju.
-Syndrom zastąpienia?- Gabriel uniósł brew, spoglądając na nich z niezrozumieniem.
-No- przytaknął pogodnie Mike- W sensie nie wiem, czy tak to się nazywa, ale chodzi o to, że skoro nie ma tu żadnych dziewczyn, a my dojrzewamy seksualnie i w ogóle… No wiecie, o co chodzi. Po prostu bierzemy, co jest.
-I naprawdę tak sądzicie?- zdziwił się Kevin.
-W sumie…- mruknął Tom, wyraźnie zastanawiając się nad tym, podczas gdy jego dłoń bez żadnych oporów rozpoczęła wędrówkę po udzie Mike’a. Gabriel wcale nie był przekonany, czy publiczne prezentowanie swoich uczuć było tak dobrym pomysłem. Co prawda przechadzająca się po dworze June nie czyniła na ten temat żadnych uwag, ale posłała w ich stronę wyjątkowo krzywe i niechętne spojrzenie, zapewne gotowa reagować, gdyby działo się cokolwiek niestosownego- Wiesz, wcześniej mnie jakoś nie interesowali faceci… Więc chyba może coś w tym być, nie?
-No. Ale my i tak będziemy razem.
-W sensie… Niekoniecznie jako oficjalna para.
-No niekoniecznie.
-Ale będziemy uprawiać seks.
-Bo jest fajnie.
-Ale w tym czasach lepiej mieć żonę i w ogóle, wiecie…
-… A jedno z drugim nie koliduje- dokończył Mike i obaj parsknęli śmiechem.
-Jezu, Gabrielo, gdybyś widziała swoją minę- zachichotał złośliwie Tom, a rudowłosy odkaszlnął z zażenowaniem, zakładając zbłąkane pasemko włosów za ucho. Jakoś wcześniej nie wyobrażał sobie Toma i Mike’a w sytuacjach bardziej intymnych niż ta wczoraj i chyba wcale wyobrażać sobie nie chciał. Tym bardziej, że mieszkali w trzyosobowym pokoju i naprawdę zastanawiało go to, co na to ich współlokator, bo pewnie zachwycony nie był.
-Czemu właściwie byłeś u psychologa…?- zapytał w końcu, chcąc po raz kolejny ominąć krępujący temat. Do tej pory w końcu to on chodził tam regularnie, reszta chłopaków raczej nie, chyba, że z jakiegoś szczególnego powodu.
-No wiesz… Sprawdzają nas teraz i w ogóle… Chcą zobaczyć, czy jesteśmy zdrowi psychicznie i czy nadajemy się do życia.
-Nie rozumiem… Z powodu tego, że… Że ze sobą…?
-Ale ty jesteś głupia, Gabrielo- parsknął Tom, kręcąc głową- Jasne, że nie dlatego. Przecież wychodzimy za niecały miesiąc, to teraz zaczynają nam się bliżej przyglądać, nie?
-Wychodzicie…?
-No raczej- westchnął ciężko Tom, wyraźnie zniecierpliwiony- Kiedyś w końcu trzeba, nie? A co, Gabrielo? Będziesz tęsknić?
Nie odpowiedział.
Właściwie, przed przyjazdem Kevina, w życiu nie powiedziałby, że brakowałoby mu stąd kogokolwiek. Teraz nie chodziło już tylko o blondyna, ale Tom i Mike… No dobrze, może ten pierwszy nadal nie wydawał mu się szczególnie sympatyczny, ale nie dało się ukryć, że przywiązał się do niego na pewien sposób. A Mike’a po prostu lubił.
-My też będziemy- odparł pogodnie Mike- To znaczy, nie tak bardzo, bo wiecie… Wolność i te sprawy…
-… Ta, raczej nie będziemy mieć czasu o was rozmyślać…
-Ale fajnie byłoby się spotkać, nie?- Mike uśmiechnął się wesoło- Kevin, tobie przecież też niewiele zostało. Jakoś się zgramy.
Gabriel spuścił wzrok. Znowu poczuł się zupełnie wyłączony z tematu. Owszem, Kevinowi nie zostało już wiele. On też niedługo stąd wyjdzie. Ale Gabriel nie. Będzie tu siedział jeszcze długo, zbyt długo, by brać go teraz pod uwagę. Będzie sam.
-Hm… Może…- odparł wymijająco blondyn, spoglądając na Gabriela ukradkiem i nie mówiąc na ten temat nic więcej.
-Dobra- uciął w końcu Tom, podnosząc się z miejsca i chwytając Mike’a za rękę- To my dziemy. Zrobimy przed June istną paradę równości. Kto się chce ze mną założyć, że wyprowadzę ją z równowagi w pięć minut…?

Kochankami…
Będziemy kochankami…
Te słowa znowu szumiały mu w głowie, zagłuszając wszystkie inne myśli.
Gabriel westchnął cicho, przymykając powieki.
Co to wszystko miało właściwie znaczyć? Sam już nie wiedział. Zupełnie pogubił się w tym wszystkim, co się wokół niego działo. Nie potrafił zrozumieć słów mężczyzny, nie potrafił uznać ich za realne, a jednocześnie… Przecież sobie tego nie wyobraził! Przecież stał w tej klasie, tuż obok niego! Przeprosił go, a później…
… A później…
A później po prostu nic nie miało już sensu. Gabriel nie był specjalistą od określania tego, co było prawdą, a co złudzeniem, zważywszy na jego przeżycia, ale to zdecydowanie nie mogło być prawdziwe. Nie powinno.
Ale przecież od chwili śmierci pana Richardsa tak wiele się zmieniło… Nie było już Głosu.
Pojawił się za to…
… Wąż.
Dobiegło go ciche pukanie do drzwi.
Gabriel uniósł się na łokciach, nie będąc pewnym, co się dzieje.
Kevin…? Tom, tak jak wczoraj…? Przecież powiedział już, że nie zejdzie do nich dziś wieczorem do świetlicy.
Ktokolwiek stał pod drzwiami, najwyraźniej nie zamierzał wejść bez zaproszenia.
-Proszę- rzucił w końcu rudowłosy i dopiero wówczas drzwi otworzyły się.
Gabriel aż znieruchomiał z zaskoczenia, wstrzymując oddech, gdy dostrzegł w nich Damona.
-Kontrola- oznajmił jak gdyby nigdy nic mężczyzna, wchodząc do pomieszczenia i zamykając za sobą drzwi.
Gabriel drgnął lekko. Wiedział, że nie o to chodzi.
Cofnął się w głąb łóżka, odsuwając się chyba mimowolnie najdalej, jak to było możliwe.
-Nie musisz się mnie bać, Gabriel…- rzucił łagodnie Wąż, chociaż Gabriel nie był tego aż taki pewny. Wszystko to, co się dziś zdarzyło… napawało go dziwnym strachem. I ekscytacją jednocześnie. Oczekiwaniem na to, co się za chwilę wydarzy. Mężczyzna przysiadł na brzegu łóżka i sięgnął dłonią do jego policzka, muskając go delikatnie opuszkami palców. Rudowłosy zadrżał mimowolnie. Znowu nasunęło mu się skojarzenie mężczyzny z drapieżnikiem. Pewnym siebie. Świadomym własnej dominacji. Własnej wygranej. Tego, że ofiara i tak nawet nie spróbuje ucieczki…- Nie zrobię ci krzywdy- Damon przyciągnął go do siebie delikatnym, niezbyt stanowczym ruchem. Takim, któremu Gabriel mógłby się bez problemu oprzeć. Ale wcale opierać się nie chciał. Wąż otarł się lekko o jego policzek, obejmując go kurczowo ramionami- Istnieję- szepnął mu do ucha, omiatając je ciepłym oddechem, pod wpływem którego chłopaka przeszły dreszcze- Wiem doskonale, czego się boisz. Wiem, jak to jest żyć ze świadomością szaleństwa, żyć w ciągłym strachu… Ale ty nie oszalałeś, Gabriel. Po prostu widzisz to, czego oni nie mogą zobaczyć… Wybrałem cię.
-Nie rozumiem…
Rozsądek, ostatni, ledwo słyszalny głos logiki, kazał mu się cofnąć, ale nie był go w stanie posłuchać. Wpatrywał się w iskrzące niesamowitym złotem tęczówki Węża, jakby chciał z nich wyczytać odpowiedzi na swoje pytania i wątpliwości…
Czy nie mogło to być po prostu…
… Kolejnym złudzeniem?
Ale dotyk mężczyzny, jego bliskość, głos…
Przecież nie śnił, nie mógł śnić!
-Kocham cię, Gabriel.
Te słowa zupełnie wyprowadziły go z równowagi, wstrząsnęły nim do głębi.
Nie mógł się ich spodziewać.
-Nie znasz mnie- odparł, drżącym głosem, czując dziwne rozgoryczenie. Jakby mężczyzna owymi słowami miał odebrać mu coś ważnego- Nie możesz mi mówić takich rzeczy…
To była podświadoma prośba.
Wcale nie chciał tego słyszeć.
-Znam cię lepiej niż ktokolwiek inny…- odparł cicho Wąż, muskając wargami jego policzek, a następnie usta- Wiem, kim jesteś. Wiem, dlaczego nie używasz swojego nazwiska, wiem, dlaczego uciekasz przed swoją przeszłością, Gabriel… Wiem, czego się obawiasz i dlaczego boisz się nocy. Znam każdy twój sen, każdy ruch, każde słowo…- rudowłosy pokręcił gwałtownie głową, chcąc się odsunąć, ale tym razem silne ramiona Damona mu na to nie pozwoliły- Spójrz na mnie, Gabriel…- nie. Nie mógł się do tego zmusić. Chciało mu się płakać. Po prostu płakać. Nie pytał, skąd, nie pytał, dlaczego, nie zastanawiał się nad jego słowami i nie przeczył im… Nagle poczuł się po prostu strasznie samotny. Czy może po prostu zdał sobie sprawę ze swojej wcześniejszej samotności…- Przede wszystkim wiem, że jesteś niewinny. Wiem, że nie jesteś mordercą, Gabriel.
-Nie rozumiem…- powtórzył rudowłosy. Nie wierzył. Nie potrafił się pozbierać po tych słowach, jakby zburzyły cały dotychczasowy ład i porządek. Odebrały ostatnią nutkę racjonalności. Zagryzł wargi, z trudem powstrzymując się od płaczu- Niczego nie rozumiem…
-Kocham cię, Gabriel- powtórzył Wąż, muskając wargami jego skroń i po raz kolejny wywołując w nim uczucie goryczy, wewnętrznego bólu i strachu.
Rozpłakał się.
Nie mógł nic na to poradzić ani w żaden sposób się powstrzymać. Paradoksalnie, mimo wyznania mężczyzny, poczuł się tak zagubiony i opuszczony, jak jeszcze nigdy w swoim życiu. Nie wiedział, gdzie zaczyna się prawda, a gdzie jedynie wyobrażenie, gdzie zacierają się granice rzeczywistości.
… Aż tak bardzo chciał być kochany?
Tak bardzo, że wymyślił sobie to wszystko?
Wyobraził sobie z takimi szczegółami, jak dotyk Węża, jego ciepłe dłonie, oddech na skórze…?
… A jeśli nie?
A jeśli zdałby sobie sprawę z tego, że głos, który słyszał przez te wszystkie lata, należy do jego opiekuna? Czy nie byłoby to absurdalne, niewytłumaczalne?
Wyznanie Węża, szeptane przez niego raz po raz, niezmiennie w tej samej intonacji, pełnej czułości, której brakowało jego spojrzeniu, przeraźliwie zimnemu, doprowadzało go do coraz głośniejszego, spazmatycznego niemalże płaczu.
Damon go nie uspokajał.
Nie powiedział ani słowa, dopóki rudowłosy sam jako tako nie doprowadził się do porządku, łkając już tylko urywanie, ciasno otoczony jego ramionami.
-Nie płacz, Gabriel. Nie masz już powodów do płaczu…- stwierdził spokojnie Damon bez zbytnich emocji- Od teraz nie będziesz już nieszczęśliwy…- na jego wargach pojawił się charakterystyczny, szeroki uśmiech- Wszystko, do czego dążyłeś przez całe swoje życie, wszystko, czego pragnąłeś, to ja. I nawet, jeżeli teraz nie potrafisz tego zrozumieć, to wkrótce to sobie uświadomisz… Jestem tu tylko dla ciebie.
Rudowłosy podniósł na niego zapłakane spojrzenie, nie będąc wstanie odpowiedzieć. Nigdy nie czuł się równie bezbronny i słaby, równie przerażony i nieświadomy tego, co się wokół niego dzieje. A jednocześnie, z drugiej strony, nie potrafił sobie odmówić kolejnej chwili swojego szaleństwa.
Damon uśmiechnął się do niego po raz kolejny, teraz dużo bardziej łagodnie, rozpinając powoli swoją koszulę. Rudowłosy wstrzymał oddech, odrobinę zaskoczony, uważnie obserwując jego poczynania.
-Chcę być z tobą… Bliżej niż kiedykolwiek wcześniej- szepnął miękko mężczyzna, składając na jego wargach kolejny, krótki pocałunek- Mogę…?
Gabriel skinął niepewnie głową na znak zgody, nie będąc w stanie wydobyć z siebie ani słowa.
Czarny materiał wylądował na pościeli.
To była zupełnie inna sytuacja niż wtedy, wczoraj, przedwczoraj, zdawać by się mogło, że istniejąca wyłącznie w jego sennych marzeniach. Wtedy wszystko działo się szybko i chaotycznie, zatracała się granica pomiędzy jawą a snem. Teraz wszystko było jak najbardziej realne.
Gabriel z niemym podziwem, fascynacją wymalowaną na jego twarzy, przyglądał się uważnie mlecznobiałemu, idealnemu, zdawać by się mogło, ciału mężczyzny. Przesunął delikatnie opuszkami palców po jego ramieniu, by zawędrować nimi w końcu na jego klatkę piersiową. Damon pozostawał zupełnie bierny, z ciekawością godną drapieżnika obserwując jego poczynania i pozwalając Gabrielowi badać własne ciało tak długo, dopóki, wydawałoby się, nie naznaczył swoim dotykiem każdego fragmentu jego skóry.
Dopiero, gdy rudowłosy nieśmiało musnął jego wargi, Wąż zdecydował się na ruch, oddając owo muśnięcie z całą mocą i przekształcając je w głęboki, żarliwy pocałunek. Gabriel włączył się w niego, starając się dorównać mężczyźnie, czując wypełniającą jego ciało euforię i jednocześnie nieustępujące uczucie niepewności i strachu. A jednak zatracał się w owym pocałunku coraz bardziej, nie chcąc nawet wyobrażać sobie chwili, w której będzie musiał oderwać się od ciepłych warg Damona.
Pocałunki Gabriela były nieporadne i zupełnie inne niż te, którymi obdarzał go mężczyzna, ale chyba mu to nie przeszkadzało. Wprost przeciwnie. Język Damona pobudzał jego własny do nieustającego, pełnego namiętności tańca, wydobywał z jego gardła ciche jęki i westchnienia, tłumione w jego wargach, ich wargach, wspólnych, scalonych w tej pięknej chwili w jedno.
I nie było w tym żadnego pośpiechu ani zbytniej gwałtowności. Wąż pozwalał mu się całować tak długo, aż Gabriel odsunął się lekko, jedynie po to, by złapać oddech i uspokoić się.
Dopiero wówczas Damon zwinnym ruchem, nie pytając już o nic więcej, zdjął z niego bluzkę.
-Ktoś wejdzie…- szepnął Gabriel, czerwieniąc się z zażenowania. Teraz, gdy mężczyzna był bardziej realny niż kiedykolwiek wcześniej, wcale nie czuł się pewnie.
-Nie wejdzie- odparł Damon z pełnym przekonaniem, na powrót wpijając się w wargi rudowłosego i zsuwając spodnie z jego bioder. Dłoń Węża zawędrowała na podbrzusze chłopaka, drażniąc je przez chwilę chłodnym dotykiem, by zaraz wsunąć się w jego bieliznę i rozpocząć pieszczoty.
Gabriel jęknął niepohamowanie, odchylając lekko głowę do tyłu, a Damon zdawał się czekać wyłącznie na to, bo bez chwili wahania przeniósł pocałunki na szyję chłopaka, mało delikatne, kontrastujące z jego powolnymi pieszczotami. Te były bowiem subtelne, natomiast wargi Węża zdawały się pozostawiać na skórze chłopaka znaki swojej obecności, nie oszczędzały ani kawałka jego ciała, każdy traktując z równą brutalnością, niosącą jednak za sobą ogrom rozkoszy, wstrząsający raz po raz ciałem chłopaka.
Nie zamierzał w żaden sposób protestować. Dotyk mężczyzny zupełnie go obezwładnił. Kiedy skończył się już znęcać nad jego szyją, ponownie wcałował się mocno w usta rudowłosego, przyspieszając jednocześnie ruchy dłonią. Gabriel objął go ciasno wokół szyi, pogłębiając jeszcze ich pocałunek, by czerpać z niego jak najwięcej, coraz bliższy spełnienia. Za każdym razem wcześniej mężczyzna zdawał się celowo nie doprowadzać do takiej sytuacji, ale teraz było zupełnie inaczej. Rudowłosy jęknął donośnie i poruszył gwałtownie biodrami, kończąc w dłoni Damona i uwieszając się bezwładnie na jego ramionach, wstrząsany falami niewyobrażalnej wprost rozkoszy.
Gdy udało mu się wreszcie uspokoić oddech i szaleńcze bicie serca, poczuł, jak Damon kładzie go na pościeli, wciąż obejmując go ramionami i nie pozwalając mu odsunąć się ani na chwilę.
I kolejna różnica. Wcześniej nigdy nic takiego się nie zdarzyło. Nie pamiętał nawet momentu, w którym mężczyzna odchodził. Może rzeczywiście tamto było snem…?
… Ale czy w takim razie to należało uznać za jawę?
Za prawdę?
Za coś normalnego, logicznego, naturalnego?
Coś mającego rację bytu?
-Nie jesteś człowiekiem…?- nie był pewien, czy chciał z tych słów uczynić pytanie, czy stwierdzenie. Jakkolwiek one jednak nie zabrzmiały, igrały w nich olbrzymie pokłady strachu. Naturalnego strachu. Odczucia, które powinno towarzyszyć takim sytuacjom, które powinno sprawić, że Gabriel powinien zastanawiać się nad ucieczką, odejściem, zawiadomieniem kogokolwiek, ale zamiast tego po raz kolejny udowadniał samemu sobie, że nie potrafi czuć tak jak inni. Że zamiast kierować się tą nutką niepokoju, lęku, paradoksalnego lęku o samego siebie, wolał być tutaj, z niecierpliwym oczekiwaniem na kolejne słowa mężczyzny, kolejne gesty, dotyk…
-Oczywiście, że jestem człowiekiem…- na wargach Damona pojawił się lekki uśmiech, ale nim Gabriel zdołał zapytać o cokolwiek jeszcze, ten dodał krótko- Nie zadawaj mi więcej pytań, Gabriel. Nie dziś.
Umilkł posłusznie, nie buntując się, chociaż chyba oddałby wszystko, co miał, jeżeli tylko coś jeszcze mu zostało, żeby dowiedzieć się prawdy. Prawdy na temat tego, co go otaczało. Na temat jego samego, jego racjonalności, normalności. A teraz? Teraz nie był w stanie nawet dokładnie określić swoich emocji, które mieszały się ze sobą i zdawały się zupełnie nie pasować do sytuacji. Obok strachu pojawiała się fascynacja, obok niepewności – pragnienie, obok niepokoju – autentyczna chęć bycia w tym miejscu, przy Damonie. Nie chciał, by mężczyzna go opuszczał, zabierając jednocześnie ze sobą tą ostatnią odrobinę złudnego ciepła, jaka mu pozostała.
Nie chciał zostać sam…
-Dobranoc, Gabriel…- usłyszał miękki szept Węża, czując na swoim policzku jego subtelny pocałunek, i zaraz mężczyzna ułożył się tuż za nim, wtulając się mocno w jego plecy- Słodkich snów. Śpij już.
I nie minęło kilka chwil, a naprawdę poczuł się zmęczony, wyczerpany i senny. Przymknął powieki, kołysany jeszcze przez zaledwie moment delikatnymi, urywanymi pocałunkami, które mężczyzna składał na jego karku i plecach, a później po prostu zasnął.
Zasnął, nie zważając zupełnie na owo małe, nieznośne uczucie…
… Niepokoju.

5 komentarzy:

  1. Anonimowy9:39 PM

    Ah! Jak duzo emocji doznal Gabriel,a takze ja!;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy11:29 PM

    No jeny kiedy on go w końcu zgwałci ?? *.*

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy12:48 AM

    @up
    czemu od razu zgwalci? nie moze gabriel z wlasnej woli sie oddac?

    A co do razdzialu to swietny. jak zwykle. Silencio przechodzisz sama siebie. Tyle emocji, to napiecie, kurcze, udziela mi sie ten nastroj.
    ~ Misaki

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy8:35 PM

    A ja się z wami nie zgodzę. Nie podoba mi się cały ten Damon. Mam w sobie takie irracjonalne wrażenie, ze nowy nauczyciel nie niesie ze sobą niczego dobrego
    ~FallenAngel

    OdpowiedzUsuń
  5. świetny rozdział :3
    a co do Damona, też mam złe przeczucia ._.

    OdpowiedzUsuń