Strony

niedziela, 22 maja 2011

8. Pojednanie [Sunrise]

Usiadłem nieco skrępowany przy biurku dyrektora. Szczęście w nieszczęściu, nasz dyrektor był naprawdę super. Sam się dziwię co robił w takiej beznadziejnej, sztywniackiej szkoły, bo sam był daleki od ideału. Wyróżniał się na tle innych nauczycieli. Cóż, w końcu na ostatniej wywiadówce wyskoczył w rybaczkach w kratkę i zielonym sweterku z muszką... No cóż.
-Możesz tu posiedzieć jeszcze jakieś pięć minut- uśmiechnął się na mnie raźno zza biurka- Żeby ta jędza się nie czepiała...
Wytrzeszczyłem na niego oczy.
-To jest khem... Żeby pani Worner upewniła się, że spotkała cię należyta kara.
Całą siłą woli powstrzymałem się od parsknięcia śmiechem.
-A potem możesz wracać do domu.
-Słucham?- spojrzałem na niego ze zdziwieniem.
-Twój nowy przyjaciel nie jest zbyt zadowolony, więc myślę, że wam się to przyda.
-C-co proszę?- baknąłem, niemalże zachłysnąwszy się powietrzem.
-Hm?- dyrektor spojrzał na mnie z niezrozumieniem.
-Eee... Mógłby pan powtórzyć?
-Aha, właśnie mówiłem, żebyś się zmywał, bo spieszę się na brydża- uśmiechnął się ponownie, przeczesując resztki siwych włosów na głowie śmiesznym, żółtawym grzebykiem.
-A... Aha... - odparłem, całkowicie osowiały, podnosząc się wreszcie z miejsca.
Bóg mi świadkiem, coś ze mną jest bardzo nie tak...

-Nie ładnie jest nie słuchać na lekcjach i demolować klasy- oświadczył oziębłym tonem Amadeusz ledwie znaleźliśmy się w domu.
-Przecież cię przeprosiłem, co mam jeszcze do cholery zrobić, co?!
Zanim zdążył mi odpowiedzieć usłyszałem dzwonek komórki. Odebrałem prędko.
-Słucham?
-I co, dobrze się bawisz, cioto?
-Słucham?- powtórzyłem z kompletnym osłupieniem.
-Myślisz, że jesteś taki cwany, co? Jak będę chciał cię znaleźć to cię znajdę, a jak cię znajdę to gorzko pożałujesz, jeżeli piśniesz chociaż słówko!
Rozmówca rozłączył się, zanim zdążyłem powiedzieć chociażby słowo.
Amadeusz położył mi dłoń na ramieniu.
-Wszystko okej?
-Em... To chyba jakaś pomyłka- stwierdziłem odkładając i na wszelki wypadek wyłączając telefon, po czym ruszyłem prosto do sypialni i rzuciłem się na łóżko.
-To nie była żadna pomyłka!- zaprotestował demon- Dlaczego nie widzisz, że ten facet wcale nie żartował? Chce ci zrobić krzywdę!
-Dlaczego miałby...?
-Bo naprawdę się boi- przerwał, siadając obok mnie- Powiedziałeś mu wczoraj coś co go wkurzyło i on myśli, że jesteś mu w stanie zagrozić. Co mu powiedziałeś?
Milczałem przez dłuższą chwilę, zastanawiając się czy aby na pewno mu powiedzieć. A co jeżeli wkurzy się na mnie jeszcze bardziej niż wcześniej?
-Josh?- zapytał znacznie łagodniejszym, pokojowym tonem, gładząc mnie delikatnie po włosach- To ważne. Co mu powiedziałeś?
-Nie wiem- jęknąłem w poduszkę- Gadałem coś o tym, że wszystko opowiem jego kolejnym chłopakom i coś tam, że dam wywiad do gazety... Ale to było pod wpływem złości- dodałem natychmiast- Naprawdę nie zamierzałem tego robić.
Głaskał mnie po głowie bez słowa.
-Jesteś na mnie zły?- wymruczałem, wtulając się w niego.
-Wściekły- sprostował podobnie jak ja przy naszej dawnej rozmowie. Zachichotałem cicho.
-Przyniosę ci lodu na to rozcięcie, co? Powinienem to zrobić już wczoraj, ale...- zmarkotniał nieco- Jakoś nie miałem humoru.
-Nie, nie idź!- zaprzeczyłem gwałtownie. Zamrugał ze zdziwieniem oczami. Ach pieprzyć moje melancholijne stany po wszelkich zerwaniach!
-Jednak przyniosę- westchnął ciężko- Chyba naprawdę ci gorzej.
-Nie, lód przynosi się na świeżą ranę!
Zresztą co za różnica... Głowa i tak pulsowała mi niemiłosiernie. Po chwili pojawił się z woreczkiem lodu w dłoni i przyłożył mi go do opuchniętego oka. Syknąłem cicho.
-Boli?
-Zimne.
-To lód- zaśmiał się cicho, po czym spojrzał na mnie z powagą- Twój nieszczęsny eks naprawdę może zrobić ci krzywdę.
-No co ty- parsknąłem śmiechem- Zrobił mi ładne limo na nic więcej go nie stać. Uwierz mi, znam go.
-Znasz go?!- prychnął ze złością- Kiedy ci powiedziałem prawdę, też stwierdziłeś, że to niemożliwe, bo go znasz!
-Ale to zupełnie inna sytuacja! Przebywałem z nim i naprawdę wiem, że nie byłby w stanie zrobić nikomu większej krzywdy.
-Josh obudź się wreszcie!- zmierzył mnie wściekłym spojrzeniem- Nie rozumiesz, że to jaki był przy tobie to tylko gra?! Nie zależało mu i nie zależy!
-Ale to nie oznacza, że jest zdolny zrobić komuś krzywdę!
-Rany boskie! Już na pierwszym spotkaniu nasłał do ciebie kumpli, a wczoraj cię pobił! Przejrzyj wreszcie na oczy! To nie jest bezbronny chłopaczek jak wszyscy twoi byli!- syknął, a ja posłałem mu mordercze spojrzenie- To facet, który wiedzie tu świetny interes na podrywaniu młodych chłopaków. Nie dość, że wyciąga od nich kasę to jeszcze pieprzy się z nimi do woli. I miałby z tego rezygnować tylko dlatego, że ktoś to przypadkiem rozgryzł?
-Pieprzy się z nimi do woli tak?!- wrzasnąłem.
-E... Tak..
-Za kogo ty się masz, co?! To mój chłopak to chyba logiczne, że poszliśmy do łóżka, prawda?!- wprost kipiałem z wściekłości. Co on śmiał insynuować?!
-Przecież nie mówię, że nie logiczne- prychnął z irytacją- O co się znowu złościsz?
-O to... O to, że w sumie już nie wiem o co ci chodzi!- wybuchnąłem- Sam się ze mną przespałeś i w dodatku zwaliłeś to na jakieś "doświadczenie" nie wspominając już o tym, że nie do końca za moją zgodą! I w związku z tym jakoś nie czujesz wyrzutów sumienia. A co?! Może tolerowanie czyjejś wolności osobistej i chociażby słowa "nie" też nie należy do zwyczajów demonów?!
-Nie powiedziałeś "nie"- zauważył natychmiast.
-To chyba było logiczne!
-Nie, to nie było logiczne!- prychnął- Logiczne było, że tego chcesz, skoro wcale nie protestowałeś!
-Miałem chłopaka do licha!- krzyknąłem- Każdy normalny człowiek by się domyślił!
-No i tu właśnie leży problem, bo ja nie jestem człowiekiem- syknął kąśliwie- A ty jak widać ciągle jeszcze nie zdążyłeś do tego przywyknąć.
Milczeliśmy przez dłuższą chwilę.
-Leż spokojnie- burknął, kiedy zobaczył jak próbowałem się podnieść.
-Bo co?- wymsknęło mi się, zanim zdążyłem się powstrzymać- Podbijesz mi drugie oko?
Przez chwilę wydawało mi się, że poczuł się urażony, ale myliłem się. Zachichotał.
-Przydałoby ci się- uśmiechnął się lekko, całując mnie w zdrową skroń- Ale dzisiaj ci odpuszczę.
-Bardzo zabawne- mruknąłem, chociaż na moje usta również wpłynął mimowolnie lekki uśmieszek.
-Nawet z tym limem wyglądasz całkiem uroczo- powiedział cicho.
Wytrzeszczyłem na niego oczy.
-To miał być komplement?- zapytałem z kompletnym osłupieniem.
-Nie wiem- przyznał ostrożnie, odrzucając długie włosy do tyłu i nachylając się do mnie- A był?
-Ymm... Chyba tak- spojrzałem mu w oczy, czując jak na moje policzki wpełza rumieniec. Zdecydowanie nieprawidłowo reagowałem na jego bliskość, a jednak... Mój Boże miał takie cudowne oczy. Cały był cudowny! Uch... Powiedzmy raczej, że intrygujący... Nie żebym szalał na punkcie demona... Chyba nie.
Wpił się w moje usta dużo bardziej stanowczo niż za poprzednim razem. Westchnąłem cicho, czując charakterystyczny dreszcz podniecenia przebiegający wzdłuż mojego kręgosłupa, gdy jego dłonie prześlizgnęły się wzdłuż mojego tułowia, jednocześnie zrywając ze mnie koszulkę. Zdecydowanie nie powinienem być tak uległy po tym co mi powiedział... Stop! W ogóle nie powinienem być uległy!
-Przestań- wymruczałem, ale chyba nie zabrzmiało to zbyt przekonująco, bo tylko zaśmiał się cicho.
... Szczególnie, że w tym momencie byłem bardzo zajęty majstrowaniem przy jego rozporku.

Objął mnie mocno i przycisnął do siebie. Oparłem dłonie na jego torsie i odetchnąłem głęboko.
-Mam tyle roboty, a ty więzisz mnie w łóżku?
-To chyba jeden z przyjemniejszych rodzajów więzienia- uśmiechnął się lekko, całując mnie w czubek nosa.
Nie do końca do tego byłem przyzwyczajony. Miałem różnych chłopaków, ale żaden nie traktował mnie tak delikatnie i stanowczo jednocześnie... To było dziwne. Musiał zauważyć mój podejrzliwy wzrok, bo uniósł pytająco brwi.
-Wybacz, ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że wszystkie demony traktują ludzi z podobną... No nie wiem... Troską?
-Czemu cały czas wypytujesz mnie o resztę?- zmarszczył brwi.
-Nie wiem. Jestem po prostu ciekawy.
Amadeusz westchnął ciężko, jakby zastanawiając się nad czymś, po czym przyjrzał mi się badawczo.
-Słuchaj. Porównam to jeszcze raz, może lepiej zrozumiesz. Kiedy oglądasz perypetie jakiś serialowych czy filmowych bohaterów robisz to z nudów, dla rozrywki, albo dlatego, że chcesz sobie pomarzyć, że możesz odczuwać to samo, albo utożsamiać się którymś z nich. Więc jeżeli trafiasz na przypadkowy serial, który średnio cię interesuje, możesz go owszem oglądać, ale losy jego bohaterów są ci całkowicie obojętne. Masz gdzieś to, czy zginą w kolejnym odcinku, czy uda im się dokonać tego czy owego, czy będą wiecznie szczęśliwi. Obserwujesz to bez większych emocji - ot po prostu tak trafiłeś i nie ma niczego ciekawszego. Ale jeżeli oglądasz coś, co bardzo ci się podoba, co wywołuje w tobie jakieś uczucia, zaczynasz grać w pewnym sensie razem z bohaterami. Martwisz się o nich, jesteś ciekawy ich dalszych losów, zaczynasz ich rozdzielać na tych których lubisz i tych których nie. Na tych, którzy są dla ciebie ważni, a tych, którzy są obojętni. Rozumiesz?
-Emm... Czekaj, czekaj... Demony chcą być tacy jak ludzie? Chcą się czuć tak jak oni?
Zawahał się przez chwilę.
-Niezupełnie- powiedział z ociąganiem- To w sumie zależy. Chyba każdy chce być czasem kimś innym, tym bardziej, że ludzie to bardzo interesujące stworzenia.
-No co ty nie powiesz- parsknąłem, wtulając się w niego.
-Tak więc zdarza nam się. I u nas bywają marzyciele- prychnął cicho.
-Hmm... Ty tak nigdy nie myślałeś?
-Oczywiście, że nie. Ludzie szybko umierają.
Milczałem. Rozumiałem, że dla kogoś kto żył pięćset lat i nie umiera, kilkudziesięcioletnie życie może wydawać się niezwykle krótkie, ale jednak to zabrzmiało dziwnie przerażająco.
-Ja też przecież umrę.
Wzdrygnął się lekko.
-Nie możemy porozmawiać o czymś milszym?- ucałował mnie delikatnie w usta.
-Jeżeli demony potrafią się tak wczuwać w nasze życie... To czy właśnie dlatego zabijają innych ludzi?
-Słuchaj- syknął z rozdrażnieniem- Tak, zdarza się, że właśnie dlatego, ale nie mogą tego robić.
-Dlaczego?
-To wasza ludzka sprawa. A my nie możemy ingerować w ludzkie sprawy tak bardzo, żeby bezpośrednio pozbawiać kogoś życia.
-A co się dzieje z demonem, który robi takie rzeczy?
-Nie wiem- Amadeusz uśmiechnął się kwaśno- Z żadnym z nich już od dłuższego czasu się nie kontaktowałem.
-Więc... One mogą umierać?- zapytałem z kompletnym niezrozumieniem.
-My nie umieramy. Nie wiem co dokładnie się z nimi dzieje. Po prostu znikają- wzruszył ramionami- Nie ma ich i już.
-I... Nie martwi cię to?- przełknąłem głośno ślinę.
-Skądże. Już ci powiedziałem, że los innych demonów jest mi całkowicie obojętny.
-Ale... Nie do końca rozumiem... Jak taki demon musi się czuć jeżeli dzieje się coś komuś na kim mu zależy? Czy to nie jest wystarczający powód, żeby się zemścić na ewentualnym sprawcy?
Poruszył się niespokojnie.
-Nie jesteśmy od wymierzania kar i sądów- wyjaśnił cicho- To nie powinien być nasz interes co dzieje się z ludźmi. Nie do tego zostaliśmy stworzeni.
-No ale przecież to logiczne, że...
Przyciągnął mnie do długiego, mocnego pocałunku. Westchnąłem głęboko, wplątując palce w jego jedwabiste włosy. Oderwał się od moich ust dopiero, kiedy byłem już tak skołowany, że nie byłem w stanie wycisnąć z siebie ani słowa.
-Nie rozmawiajmy o tym, hmm?- uśmiechnął się lekko, chwytając moje dłonie- Lepiej porozmawiajmy o tym, co zrobić, żeby unieszkodliwić Ricka.
-On jest nieszkodliwy- westchnąłem ciężko- Naprawdę.
-Przecież ci grozi!
-Właśnie dlatego! Gdyby naprawdę chciał mi coś zrobić, już dawno by to zrobił, zamiast gadać od rzeczy- prychnąłem- Dzwoni, bo chce mnie nastraszyć, nic więcej, wierz mi.
-Och jasne... Wybacz, ale ostatnimi czasy wierzenie tobie jest nieopłacalne- uśmiechnął się kwaśno- Więc nie powinieneś mieć nic przeciwko, jeżeli pozawracam ci trochę głowę.
-Jeszcze bardziej niż zwykle?- jęknąłem, a on zachichotał i dał mi kuksańca w żebra.
-Powłóczę się trochę za tobą. Pochodzę z tobą do szkoły, posiedzę, poobserwuję... Muszę się upewnić, że na pewno nic ci nie będzie.
-Eem... Myślę, że to będzie całkowicie zbędne.
-Nie, Josh, tym razem mnie nie przekonasz!
-Nie o to mi chodzi!- fuknąłem- Po prostu nie zamierzam iść do szkoły.
-No nareszcie- westchnął z ulgą- Zacząłeś myśleć.
-Ha, ha- parsknąłem z irytacją- Góra do końca tygodnia. Jenna ma jakieś próby i i tak nie ma jej na połowie lekcji, Jack się przeziębił, a Katy pewnie znajdzie sobie lepsze zajęcia. Poza tym ciągle boli mnie głowa.
Spojrzał na mnie z obawą.
-Nie chciałbyś się wybrać do lekarza czy coś?
-Nie trzeba być lekarzem, żeby zobaczyć, że mam po prostu podbite oko- zachichotałem.
-Może- musnął dłonią mój policzek- Ale to rozcięcie wygląda paskudnie.
-I co z tego? Demony nie interesują się tym co dzieje się z ludźmi.
-Powiedziałem, że nie powinny się interesować- uściślił z tajemniczym uśmieszkiem- Poza tym przy tobie ta zasada nie obowiązuje.
-Czemu niby?
-Bo... Bo nasz związek jest inny.
-Związek?- spojrzałem na niego ze zdziwieniem.
-Użyłem złego słowa- odparł natychmiast, odsuwając mnie od siebie i sprawiając wrażenie, jakby jego poprzednie słowa nieco go przeraziły- Chodziło mi o kontakty. Nasze kontakty wykraczają po za naturalne kontakty między ludźmi i demonami.
-Zdecydowanie- odparłem z lekką niechęcią. Nie żebym chciał być w związku z demonem. Bo przecież to niemożliwe. A nawet jakby było możliwe to przecież i tak bym nie chciał Grr... Wszystko kotłowało mi się w głowie. To było takie dziwne. Był troskliwy i czuły, a chwilę później zmieniał się w istną górę lodową.
-W każdym bądź razie...- kontynuował jakby nic się nie stało, chociaż ton jego głosu był podejrzanie oziębły- I tak zostanę z tobą w domu, przez te kilka dni, dobrze?
-Dobrze- zgodziłem się z ciężkim westchnieniem, oddalając się w przeciwny kont łóżka- Chociaż nie ma po co. On i tak nie wie gdzie mieszkam.
-W każdej chwili może się dowiedzieć od twoich przyjaciół czy znajomych...
-Moi przyjaciele w życiu nic by mu nie powiedzieli. A inni raczej nie wiedzą gdzie mieszkam. Z nikim więcej się tu nie zadaję. Nie ta liga- uśmiechnąłem się gorzko.
-No nie wiem...- powiedział z wyraźnym zamyśleniem- Wydaje mi się, że on może coś wymyślić.
-Znowu złe przeczucie?
-Ta... Coś w ten deseń...- odparł ostrożnie.
No cóż... Naprawdę nie sądziłem, że Ricky może mi cokolwiek zrobić, ale postanowiłem go więcej nie denerwować. W końcu za pierwszym razem nie zaufałem jego przeczuciu i nie skończyło się to najlepiej.
-Pójdę coś zjeść- mruknąłem, podnosząc się z łóżka, ale ledwie stanąłem na podłodze, poślizgnąłem się na czymś i pewnie gdyby Amadeusz nie złapał mnie w ostatniej chwili, upadłbym na ziemię.
-Zamierzasz pobić rekord upadków, Josh?- podniósł mnie z powrotem na nogi, a ja o mały włos nie wywaliłbym się znowu z wrażenia. Rany, ileż można?! Jasne, był pociągający, ale przecież nie mogę do licha tracić głowy za każdym razem gdy znajdzie się blisko mnie!
-Nie trzeba było zostawiać lodu na posadzce- mruknąłem, starając się, żeby mój głos nie zabrzmiał tak, jakby przed chwilą moje serce urządziło sobie radosny taniec, ale całkowicie obojętnie.
-Trzeba było uważać jak chodzisz- odparł na to i z dziwnym błyskiem w oku dodał- Josh, Josh... A jutro mamy cały dzień dla siebie. I co będziemy robić?
-Oglądać telewizję?- zaproponowałem, chociaż aż za dobrze wiedziałem co mu chodzi po głowie.
Jego kolejny, niemalże lubieżny uśmiech jeszcze mnie w tym upewnił.

1 komentarz:

  1. Anonimowy9:06 AM

    'Dobrze- zgodziłem się z ciężkim westchnieniem, oddalając się w przeciwny kont łóżka' - a nie powinien być kąt?

    ed

    OdpowiedzUsuń