Strony

niedziela, 22 maja 2011

~ . 9 . ~ [Drag Queen]

Wypadłem z windy iście zziajany.
-Alexandrze Carlton…
Och, mój ty wybawco!
Odwróciłem się w stronę Nathana z autentycznie uroczym uśmiechem. Uniósł brew, spoglądając na mnie z uwagą, po czym zerknął na zegarek i rzucił:
-Piętnaście minut spóźnienia…- pokręcił głową w wyrazie absolutnej dezaprobaty- Na ciebie naprawdę nic nie zadziała, prawda? Potrącę ci to z wypłaty, więc nie myśl sobie, że…
… Tym razem wysłuchałem całego jego zwyczajowego monologu z autentyczną radością i iście masochistycznym uśmiechem. Wpatrując się we mnie z taką intensywnością, Nathan zapewne musiał odnieść wrażenie, że dostałem czymś mocno w łeb z samego rana. Albo, że jestem przygłupem, ale to w sumie nie byłoby aż tak zaskakujące.
-… Tak więc bądź pewien, Alex, że nie ujdzie ci to na sucho- skwitował jak zwykle, kończąc swój wykład moralizatorski i zerknął na zegarek, po czym ruszył do przodu, a ja spojrzałem na niego nieco zawiedziony… Dopóki nie zatrzymał się na chwilę i nie rzucił cicho- Cieszę się, że jesteś…
… Ach, a jednak!
Moje serce wariuje!
Oczywiście fakt, że wczoraj o mały włos się nie pocałowaliśmy, nie sprawił, że rzucił mi się do kolan (wielka szkoda), ale i tak… Ach, rozpłynę się we własnych marzeniach.
Tak, wiem, jestem idiotą.
Naprawdę, ja to wiem.
Całonocne myślenie o moim szefie i tulenie się do poduszki i czułym: „Och, Nat… Nie, Nathi… Och, niech będzie Nathan!” nie jest przejawem normalności.
… Podobnie jak wyobrażanie sobie, że owa poduszka ci się oświadcza.
Ale wiecie! Kto mówił, że jestem normalny?
Zresztą, jakby spojrzeć na to w ten sposób, to wcale nie moja wina, że się spóźniłem. Naprawdę! Jak Boga kocham, po wczorajszej obietnicy chciałem przyjść punktualnie. Nawet nastawiłem budzik… To naprawdę nie moja wina, że wyłączyłem go i zasnąłem w objęciach mojego puchatego Nathana.
… A kolejnym, co mnie obudziło, był krzyk mojej matki, że spóźnię się do pracy „pierwszego dnia”.
Nathan może być naprawdę cholernie przekonujący, wiecie? Matka wczoraj chwaliła go cały wieczór. Dobrze, że nie zrobiła mu zdjęcia, bo pewnie zmontowałaby sobie ołtarzyk. W ciągu jednego wieczora zupełnie zmieniła podejście do Nathana z „podłego drania” stał się „najbardziej urokliwym, inteligentnym, młodym człowiekiem”. Ach, matki…
… Jakże błogie w swej nieświadomości…
W każdym razie dzisiaj wyjeżdża. To dobrze, bo w gruncie rzeczy mimo mojej tęsknoty za jej osobą, trochę przeraża mnie ten ład i porządek. No i chce z powrotem moje sukienki. A dzisiaj prawdopodobnie wybiorę się już do klubu, tuż po tym jak odprowadzę ją na dworzec.
Ach.
Życie dawno nie było równie kolorowe.

Do południa wszystko było w jak najlepszym porządku. Dopiero później zaczęło mi się diabelnie nudzić. Szczególnie, że Nathan zdawał się zapomnieć o kwadransie dla swego ulubieńca i tego dnia wcale nie przyszedł… Co zresztą było zjawiskiem wyjątkowo niefortunnym, bo chciałbym zobaczyć jego minę na widok tego porządku panującego w moim biurze…
… Tak, tak, wszystko poupychałem po szufladach tak, że teraz nie mogę ich otworzyć, ale co tam! Liczy się fakt!
Nie miałem zamiaru dłużej czekać i po prostu wyszedłem, po czym po chwili wahania skierowałem się do biurka sekretarki. Zazwyczaj tego nie robiłem i całkiem nieskrępowanie nawiedzałem Nathana, jednak tym razem… Och no wiecie. Postanowiłem się zachować odrobinę kulturalnie… Co prawda sekretarka, nie jest najmilszą osobą, ale teoretycznie rzecz biorąc, jeśli będę długo i skrupulatnie naciskał, twierdząc, że mam do niego strasznie pilną sprawę, po prostu mnie wpuści, bo i cóż ma zrobić?
Ale sekretarki wcale nie było przy biurku. Oparłem się na nie, czekając przez dłuższą chwilę…
… No dobrze, czekałem góra dwie minuty…
… Po czym całkowicie nieskrępowanie wtargnąłem do biura mojego szefa.
Nathan podniósł na mnie wzrok, po czym powrócił do swoich ukochanych papierów, mruknąwszy coś uprzednio pod nosem.
-Nie ma sekretarki- stwierdziłem na samym wstępie gwoli usprawiedliwienia.
-Wiem. Gdyby była, to zapytałbym, co tu robisz, i kazał ci się wynosić zaraz po tym, jak przyznałbyś, że nic.
-Dostałem awaaans…- przypomniałem całkiem pogodnie- Czy to nie oznacza, że mam specjalne przywileje?
-Nieprawdziwy- stwierdził sucho.
-Och, liczy się sam fakt. To co z tą sekretarką?
-Zwolniła się.
-Zwolniła?- powtórzyłem niemalże z niedowierzaniem- Jak to? Wczoraj jeszcze była!
-Tak, ale dzisiaj jest już zwolniona- Nathan uniósł brew, spoglądając na mnie z politowaniem- Jak widzisz, nie byłeś zbyt oryginalny w swojej decyzji dotyczącej złożenia wymówienia…
… Ta.
-Do jej rodziców też poszedłeś z kwiatami?- zapytałem niemalże w tonie przytyku, siadając przy biurku naprzeciw niego i spoglądając na niego z rozbawionym uśmiechem, acz nieco podejrzliwie.
-Niestety nie. Czyjaś matka zatrzymała mnie na przymusowej kolacji- na jego wargach pojawił się lekki uśmieszek- Nie zdążyłem.
Parsknąłem cicho z rozbawieniem.
-I co teraz? Szukasz nowej?
-Tak, jutro z samego rana dam ogłoszenie…- westchnął ciężko, przecierając skronie- Brak sekretarki to najbardziej uciążliwa kwestia na świecie…
Phie! Może jeszcze powiesz, że poszedłeś po niewłaściwą osobę, co?!
-A co? Odbieranie telefonów to taka trudna sprawa?- przewróciłem oczyma, a on spojrzał na mnie niemalże gromiąco.
-Jeśli są to telefony od pani Lantan, to nie…- stwierdził iście złośliwie, po czym dodał- Chociaż właściwie to diabelnie trudna praca. Powpisywałem z trzy spotkania na tą samą godzinę, zanim się zorientowałem, że jestem wtedy zajęty… Potrzebuję sekretarki na gwałt.
… Hm…
To dość dziwne wyrażenie, nie sądzicie?
Uśmiechnąłem się lekko pod nosem, po czym…
-Nathan!- wykrzyknąłem niemalże w tonie olśnienia.
-Alex…?- ach, jakże pięknie i miękko wymawia moje imię! Kochany Nathan! Nawet jeśli patrzy na mnie jak na idiotę!
-Mam koleżankę!- obwieściłem iście pogodnie, a jego spojrzenie nie zmieniło się ani na jotę.
-To świetnie, Alex, ale…
-Może być sekretarką!
-Co?- zapytał, zupełnie osłupiały.
-Nathan, proszę cię!- jęknąłem niemalże błagalnie. Och, powiedzcie mi teraz, że jestem egoistą! Przecież Sarah ma problemy z pracą, z pieniędzmi, mówiła, że chciałaby się zająć czymś innym. Jeśli to nie jest najlepszą opcją, to nie wiem co nią jest! Sarah byłaby blisko, miałaby dobrą i nie aż tak piekielnie trudną (jak moja… pfahah…) pracę, przyzwoicie by zarabiała no i… Och no!- Ona ma problemy z pracą i fajnie by było gdybyś ją zatrudnił. Nathan, proszę, proszę!- powstałem z krzesła i przechyliłem się przez biurko. Odsunął się od niego nieznacznie, spoglądając na mnie wciąż mocno zdziwiony, po czym odetchnął głęboko i odparł:
-Dzwoń po nią. Jeśli będzie mogła przyjechać jeszcze dzisiaj to istnieje duże prawdopodobieństwo, że ma tę posadę.
Skinąłem głową, autentycznie zadowolony z siebie i ze swojego pomysłu, po czym chwyciłem za telefon, wybierając jej numer.
-Czego chcesz?- zapytała jakże uroczo na samym wstępie- Ubrania podrzucę ci po siedemnastej, co?
-Sarah, znalazłem ci pracę!- wykrzyknąłem iście entuzjastycznie, a Nathan posłał mi mordercze spojrzenie- Yyy… To znaczy… Znalazłem ci potencjalnego szefa… W sensie… Hmm… Przyjedź.
-Co?- zapytała z niezrozumieniem- O co ci chodzi, Alex?
-Chcesz odejść z klubu?
-Już o tym rozmawialiśmy.
-W mojej firmie jest wolna posada! Sekretarka się zwolniła i Nathan szuka kogoś na jej miejsce.
-Nathan…? Twój szef…?
-No tak, Nathan!- potwierdziłem, przewróciwszy oczyma w geście zniecierpliwienia- Przyjeżdżaj do mnie do firmy, to się przekonasz!
-Alex, ale ja nie mam pojęcia o byciu sekretarką!
-Telefon odebrać umiesz, jak widać…- parsknąłem cicho- Pisać też, więc nie widzę większych problemów. To naprawdę nie jest aż taka trudna sprawa, zresztą dowiesz się wszystkiego jeśli przyjedziesz! No chodź, chodź, lepszej propozycji nie dostaniesz!
-Ty serio…?- zapytała, wciąż mocno niepewnie.
-No jasne, że serio- parsknąłem. Boże, znajdujesz człowiekowi pracę, a on i tak ci nie wierzy…- No przyjeżdżaj jak najszybciej. Sama się przekonasz.
-Niech będzie… Jestem teraz na mieście, więc powinnam dojechać za jakieś pół godziny… Ale jak sobie robisz ze mnie jaja, Alex… Jesteś martwy- obwieściła, wciąż mocno podejrzliwie, po czym się rozłączyła.
Schowałem telefon, wyjątkowo wprost zadowolony z siebie. Nathan wpatrywał się we mnie uważnie.
-Co?- zapytałem nieco zbity z tropu.
-Nic- stwierdził z głębokim westchnieniem- Więc… Ta twoja koleżanka…
-Sarah- podsunąłem błyskawicznie.
-Sarah… Jaka jest?
-Och, jest wspaniała!- pospieszyłem natychmiast z odpowiedzią- I bardzo ładna, ale to chyba kwestia drugoplanowa. Dobrze wyposażona… W sensie… Spodoba się Bookcherowi, jeśli wiesz o co mi chodzi…
-Alex!
-No i bardzo inteligentna… I miła… I sympatyczna… I jest świetną przyjaciółką… I w dodatku…
-Mhm…- mruknął nieco chłodno, przerywając mój wychwalający Sarah pod niebiosa monolog- Zrozumiałem. Niech będzie. Niczego nie obiecuję, przekonam się, gdy z nią porozmawiam…
-Okej.
I znowu cisza. Obracał w dłoniach długopis w jakimś dziwnie nerwowym geście, a ja szczerze mówiąc nie do końca wiedziałem co powiedzieć. Chciałem poruszyć temat wczorajszego wieczoru. Cholernie chciałem. Dlatego sądziłem, że do mnie przyjdzie i dlatego to ja przyszedłem pierwszy, ale czemu miałem to zrobić, do licha, skoro on milczał i nawet nie wyglądał na specjalnie zainteresowanego tym, żeby ów temat zacząć?
Wyjąłem portfel z kieszeni spodni i po chwili podałem mu studolarowy banknot. Spojrzał na niego z zaskoczeniem, po czym przeniósł na mnie pytające spojrzenie.
-O co chodzi?
-No… Za kwiaty…- odparłem nieco niepewnie, po czym zaśmiałem się nerwowo- No wiesz… Nie ma sensu, żebyś pokrywał koszty, skoro cała ta wizyta była moją winą i…
-Daj spokój, Alex- parsknął cicho, kręcąc głową, po czym podniósł się z krzesła- Nie ma takiej potrzeby.
-Ależ jest- upierałem się, chociaż w rzeczywistości miała to byś po prostu mało subtelna próba wciągnięcia go do rozmowy o wczorajszym wieczorze- Będę się z tym źle czuł…- ale chyba nadal dużo lepiej niż bez tej stówy w portfelu…
-Alex, nie ma nawet takiej opcji. Nie przyjmę od ciebie pieniędzy.
-Okej- wzruszyłem ramionami z pozorną obojętnością i rzuciłem- Odpracuję to w naturze…
Na jego twarzy pojawił się lekki rumieniec. Odkaszlnął gwałtownie i zaraz wymamrotał coś na kształt:
-To nic takiego… Zrobiłem po prostu to, co uznałem za słuszne.
-Takich rzeczy nie robi się zazwyczaj dla pracowników- zauważyłem, również wstając i spoglądając na niego badawczo- Nawet dla takich, których się darzy sympatią.
-Widać jestem bardzo dobrym szefem, Alex…- rzucił nieco kąśliwie- Szkoda, że niektórzy potrzebują dużo czasu, żeby to zauważyć.
-Oczywiście… Chyba, że jesteś też bardzo przebiegłym szefem…- okrążyłem biurko, wciąż wpatrując się w niego podejrzliwie- I zrobiłeś to, żeby coś uzyskać…
… Och błagam, Nathan, nie baw się ze mną, tylko po prostu to przyznaj!
-No cóż…- Nathan uśmiechnął się ledwie zauważalnie pod nosem, po czym skinął głową, wywołując u mnie dzikie palpitacje serca- Przejrzałeś mnie.
-Tak?- uśmiechnąłem się, chyba aż nazbyt pogodnie.
-Tak- potwierdził, skinąwszy lekko głową, po czym zaczął- Kiedy wczoraj wyszedłeś, przeszedłem do twojego biura… Po przedarciu się przez charakterystyczny bałagan i wyrzuceniu wszystkiego co niepotrzebne, stwierdziłem, że jednak bez najbardziej leniwego, bałaganiarskiego i zaniedbującego wszystko pracownika na oddziale będzie bardzo nudno… Więc co robić… Musiałem się zatroszczyć, żeby przyjąć cię z powrotem. Ach, ta moja przebiegłość…
-Tęskniłeś- stwierdziłem niemalże z wyższością- Tęskniłeś, a nie minął nawet jeden dzień…- podszedłem do niego i oparłem się o biurko, tuż przed nim, spoglądając na niego z lekkim uśmiechem- Widzisz, Nathan?
Niespodziewanie nachylił się nade mną, a ja poczułem pieczenie policzków.
Och, do diabła…
-Widzę…- mruknął mi do ucha, omiatając je ciepłym oddechem- Widzę, Alex, że… Siedzisz na moich papierach i skutecznie je zgniatasz…
Poderwałem się z miejsca natychmiast, zupełnie zawstydzony i wytrącony z równowagi.
Ach, cholera!
Tylko Nathan Mason jest w stanie doprowadzić mnie do takich reakcji!
Wybawieniem od jego złośliwego uśmiechu okazał się dźwięk telefonu.
-S… Słucham?- rzuciłem nieco słabym głosem do aparatu.
-Jestem na tym twoim trzynastym piętrze i nie wiem co dalej- stwierdziła Sarah.
-Idę- pisnąłem stosunkowo cienko, po czym rozłączyłem się i nie obdarzając mojego wyjątkowo drańskiego szefa ani jednym spojrzeniem, wyszedłem z jego biura. Rzeczywiście, Sarah stała właściwie na środku korytarza, rozglądając się wokoło.
-Cześć- uśmiechnąłem się do niej lekko, uścisnąwszy ją.
-Nie żartowałeś, prawda?- spojrzała na mnie badawczo, a ja parsknąłem z rozbawieniem i pokręciłem przecząco głową- To dobrze… Cholera, naprawdę znalazłeś mi pracę?!
-No… To nic pewnego…- stwierdziłem powoli- Ale Nathanowi pilnie potrzebna jest sekretarka no, a tobie pilnie potrzebna jest praca. I wszyscy będą szczęśliwi.
-Alex, ale ja naprawdę nie mam na ten temat pojęcia.
-E, tam!- machnąłem obojętnie dłonią- To nie taka trudna sprawa, wszystkiego się nauczysz. Zresztą Nathan ci wyjaśni, jak tylko…
-Dzień dobry- usłyszałem jego głos zza siebie i natychmiast zrozumiałem czemu Sarah spoglądała mi przez ramię przez dłuższą chwilę. Odwróciłem się w jego stronę, starając się zachować jako tako normalnie i ukryć swoje zażenowanie, wywołane wcześniejszą sytuacją, po czym rzuciłem:
-No tak… To Nathan właśnie…
-Miło mi…- powiedziała powoli blondynka- Nazywam się Sarah.
-Mnie również. Nathan Mason. Ale my się chyba znamy…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz