Strony

niedziela, 22 maja 2011

~ 9 ~ [Gabriel]

Gabriel siedział nieruchomo na parapecie i wpatrywał się w okno.
Pewnie gdyby mógł cokolwiek dostrzec, zobaczyłby niewielki park okalający ośrodek, drzewa wyginające się pod wpływem chłodnego, jesiennego wiatru i grupkę chłopców, którzy pod czujnym nadzorem June grabili liście.
Ale Gabriel nie widział niczego.
Patrzył, ale nie widział.
Jego wzrok był pusty i pozbawiony jakiegokolwiek wyrazu, a myśli nie tyczyły się wcale miejsca, w którym się znajdował. Właściwie wydawało mu się, że nie myślał wcale. Od kilku dni wszystkie rutynowe czynności wykonywał automatycznie, mechanicznie, bez żadnego przemyślenia i zastanowienia. Robił to, co robił zawsze, albo co kazano mu robić, i nie roztrząsał tego w żaden sposób. Za dnia zachowywał się, jak pogrążony w letargu albo jakimś półśnie. Ale dzień przestał być ważny.
Gabriel oczekiwał nadejścia nocy.
Nocy, która niegdyś niosła jedynie koszmary i lęk, budziła przerażenie i wytrącała z równowagi, doprowadzała go do szaleństwa a teraz, niespodziewanie stała się jego ulubioną porą, której wyczekiwał z niecierpliwością, której pragnął… Dawny strach pozostał jedynie wspomnieniem, które coraz częściej wypierał ze swojej świadomości.
Za dnia był niczym martwy, zupełnie wyprany z emocji i zamyślony, chociaż jego myśli właściwie nie dotyczyły niczego konkretnego. Zdawał się wyłączać, zamykać na świat i otaczać własnym milczeniem, w którym nie było już smutku czy rozżalenia, nie było rozczarowania światem i prawami, jakimi się rządzi. Nie było żadnych emocji. Była po prostu pustka. Pustka swoistego amoku i otępienia.
Nie potrafił się na niczym skupić, chyba, że owym „czymś” był Wąż.
Nie uważał na lekcjach, za wyjątkiem tych, które prowadził on.
Nie zauważał mijających go ludzi, chyba, że akurat mijał go ów mężczyzna.
Gabriel doskonale zdawał sobie sprawę ze swojej obsesji. Zdawał sobie sprawę z tego, że nagle Damon stał się dla niego centrum wszystkiego, że stał się głównym tematem jego ewentualnych rozmyślań i rozważań. Że to jego twarz widział za każdym razem, gdy zamykał oczy. Że nie potrafił już bez niego istnieć.
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego wszystkiego, ale ta świadomość wcale nie pomagała mu wrócić do dawnej równowagi albo uwolnić się od tego wszystkiego.
Bo Gabriel nigdy nie był wolny. Przez całe swoje życie.
A teraz silne ramiona mężczyzny nie kojarzyły mu się z więzieniem, a wprost przeciwnie.
I wcale nie chciał być wolny.
Był niczym narkoman, który zdaje sobie sprawę ze swojego problemu, ale i tak nie zamierza z tym niczego zrobić. Bo Gabriel pierwszy raz w swoim życiu czuł, że jest komuś potrzebny, że komuś na nim zależy. Pierwszy raz w życiu czuł się szczęśliwy, tak ogłupiająco, narkotycznie szczęśliwy, i owa radość wypełniała go niezmiennie, gdy tylko Damon pojawiał się w pobliżu. W tych chwilach, gdy znajdował się obok mężczyzny, czuł się oderwany od rzeczywistości, która nagle zaczęła nabierać innych kolorów niż mętna szarość. Czuł się tak, jakby ktoś po wielu latach wypuścił go z zamknięcia, jakby więzy wokół jego ramion nagle się rozluźniły i pozwoliły mu swobodnie oddychać, jakby wreszcie mógł posmakować tego, jak wygląda prawdziwy świat. Świat, który po raz pierwszy go nie odrzucił, nie odtrącił, a wprost przeciwnie.
Świat, którym był Damon.
Dopiero w obecności mężczyzny zaczynał żyć, dopiero w jego ramionach czuł, że może oddychać, dopiero słysząc jego głos zdawał sobie sprawę z własnego istnienia… Dopiero teraz miał świadomość tego, jak bardzo był samotny przez te wszystkie lata. Jak bardzo potrzebował kogoś, kto by się nim zajął, kto spojrzałby na niego inaczej niż jego matka, inaczej niż nauczyciele w dawnej szkole, inaczej niż opiekunowie tutaj… Nie jak na niepotrzebny balast, dziecko z problemami albo mordercę… Jak na człowieka. Człowieka, który potrzebował czyjejś bliskości bardziej niż czegokolwiek innego.
Damon był tutaj tylko dla niego.
A on istniał tylko dla Damona.
Wąż wzbudzał w nim liczne odczucia, począwszy od fascynacji, po jakiś dziwny, zupełnie niezrozumiały lęk. Spotykał się z nim od dłuższego czasu, noc w noc, zdawał sobie sprawę z tego, że mężczyzna wie o nim więcej niż ktokolwiek inny, a może nawet wszystko, a mimo to wcale nie czuł się w stu procentach bezpieczny. A może szczególnie dlatego… Jakaś myśl uderzała boleśnie o jego podświadomość. Myśl, która chciała go wybudzić z owego pięknego snu, z owej cudownej, narkotycznej wizji, alarmowała i ostrzegała go, jakby zaraz miało wydarzyć się coś złego. Jakby zaraz miała spotkać go jakaś krzywda.
Ale Gabriel pozostał wewnętrznie głuchy i ślepy, całkiem wypaczony przez emocje, niegdyś zupełnie mu obce, które nagle stały się nieodłączną częścią jego życia.
Czemu miał się zastanawiać nad tym, jak bardzo irracjonalna jest cała ta sytuacja, skoro czuł się szczęśliwy?
Czemu miał rozważać to, skąd Wąż tyle o nim wie i ile ma wspólnego z Głosem, który nachodził go nocą, odkąd tylko pamiętał, skoro wreszcie był w stanie się cieszyć, skoro poznał smak radości i niewyobrażalnej dotąd rozkoszy…?
Po co mu było to wszystko, skoro wreszcie nauczył się…
… Kochać…?
Jakże niewyobrażalnie brzmiało to słowo.
Jakże niewyobrażalnie brzmiało dla kogoś, kto dotąd nie wierzył w miłość.
Coś się zmieniło.
Gabriel czuł, że coś pęka w nim wewnętrznie, że w obecności Damona wychodzi z niego to wszystko, co dotąd chciał ukrywać, zawstydzony własnymi emocjami, rozżaleniem, łzami. Mówił mu wiele rzeczy, czując jednocześnie, że równie dobrze mógłby nie mówić nic, bo on i tak wie. Bo rozumie. Rozumie! Ileż dałby wcześniej, by znaleźć kogoś takiego! Spodziewał się, że na tym świecie nie ma nikogo, kto byłby w stanie odnaleźć w nim to wszystko, co widział w nim Damon. Coś więcej niż maskę, którą miał na sobie codziennie, i coś więcej niż szaleństwo, którego tak się obawiał.
Gabriel syknął cicho, wybudzony z owego letargu przez przeszywającą falę bólu, która ugodziła go już po raz kolejny tego dnia. Właściwie miał z tym problem już od dłuższego czasu, chociaż wciąż nie wiedział, co było tego przyczyną.
Podniósł się z miejsca i zszedł na parter, do łazienki. Stanął przed dużym lustrem zawieszonym na ścianie i uniósł lekko swoją koszulkę w górę. Na jego klatce piersiowej, na plecach, nawet rękach… Wszędzie widniały zadrapania. Niewielkie, właściwie ledwie dostrzegalne, będące śladami, pamiątką po jego wspólnych nocach z Damonem.
Początkowo Gabriel w ogóle ich z tym nie kojarzył i sądził, że to pewnie jakieś uczulenie, później doszedł do wniosku, że mogło mu się wdać zakażenie, ale w końcu zrezygnował z wizyty u którejś z opiekunek. To były ledwie maleńkie szramki. Aż dziwiło go to, że mogą być źródłem tak uciążliwego, niemal palącego bólu.
Gabriel westchnął głęboko, po czym opuścił koszulkę i wyszedł z pomieszczenia. Od strony drzwi wejściowych dobiegły go pogodne odgłosy rozmów i śmiechy, a on aż jęknął cicho i przyspieszył kroku, ale to nie wystarczyło.
-Gabriel! Ej, Gabriel!- usłyszał wołanie Kevina i w pierwszej chwili miał ochotę zupełnie je zignorować, ale ostatecznie doszedł do wniosku, że trudno byłoby się wytłumaczyć, że zwyczajnie nie słyszał. Przystanął na chwilę i odwrócił się. Na parter weszła gromadka chłopaków, ubrana w ciepłe, zimowe kurtki, wraz z June, która niezbyt subtelnie ochrzaniała kilku za „niesubordynację i niepoprawne zachowanie”. Wśród nich znaleźli się oczywiście także Mike i Tom.
-Cześć- uśmiechnął się do niego Kevin, zarumieniony z zimna, stając tuż przed nim, a rudowłosy także odpowiedział uśmiechem, chociaż raczej niepewnym- Co tam?
Gabriel poczuł się mocno skrępowany i nie do końca wiedział, co ma odpowiedzieć. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że ostatnimi czasy unikał Kevina i robił to z pełną premedytacją. Nie czuł się dobrze z myślą, że się z nim spotyka. To kojarzyło mu się niemal ze zdradą Damona, a tego w żaden sposób nie chciał.
-W porządku- odpowiedział w końcu rudowłosy po dłuższej chwili i w tym momencie dołączyli do nich także Tom i Mike.
-Ej, Gabriel, czemu nie poszedłeś z nami grabić liści?- zainteresował się ten drugi, wpatrując się w niego pytająco- Było naprawdę super! June wkurzyła się jak sto pięćdziesiąt i zobacz, co mamy!- zamajtał wesoło paczką żelek- Na dworze jest już tak zimno, że…
-Lepiej zapytaj, czemu Gabriela w ogóle się z nami nie zadaje…- przerwał mu Tom, mierząc rudowłosego wyjątkowo chłodnym wzrokiem- Bo chyba ostatnio aż nazbyt wyraźnie nas olewa…
-Dacie nam chwilę?- rzucił Kevin, niemal błagalnie- Muszę z nim pogadać.
-Gadaj- prychnął Tom, wzruszywszy ramionami- Chętnie posłuchamy twojego biadolenia o tym, że nie zwraca na ciebie uwagi… W końcu ostatnimi czasy narzekasz na to non stop…
Rumieniec Kevina zdecydowanie przestał mieć cokolwiek wspólnego z temperaturą. Posłał Tomowi nieco ostre spojrzenie, ale i tak wydawał się być mocno zakłopotany i zawstydzony. Zresztą dokładnie tak jak Gabriel, który zupełnie nie wiedział, jak ma się zachować, i co właściwie powiedzieć. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie postępuje względem nich dobrze. Ostatnimi czasy wiecznie wymyślał tylko jakieś wymówki i starał się ich jak najszybciej zbyć.
-Nie zamierzam biadolić- stwierdził w końcu Kevin- Po prostu… Po prostu chciałem zapytać, czemu Gabriel się ode mnie przesiadł.
-A nie mówiłem?- parsknął drwiąco Tom, przewracając oczyma- Biadolenie.
-Odczep się wreszcie!
-Odczepiłbym się, ale wtedy już zupełnie nie miałbyś się z kim zadawać, bo twoja Gabriela już dawno ma cię głęboko, i nie wiążę się to z żadnymi kwestiami erotycznymi!
Gabriel milczał.
Mike spoglądał to na Toma, to na Kevina, jakby nie do końca wiedział, po czyjej stronie ma się opowiedzieć, i ostatecznie także nie odezwał się ani słowem.
-Więc…?- Kevin spojrzał na rudowłosego pytająco, najwyraźniej postanawiając ignorować Toma, który wykrzywił pogardliwie wargi i wymamrotał pod nosem jakąś obelgę.
-Po prostu…- odparł nerwowo Gabriel, zaczesując pasemko włosów za ucho- Lepiej się skupiam, gdy siedzę sam, a ostatnio nie idzie mi zbyt dobrze…
-Co za idiotyczna wymówka!- skomentował to Tom, prychając donośnie, a Gabriel zawstydził się jeszcze bardziej i w duchu przyznał mu rację. Był zbyt skrępowany, by wymyślić cokolwiek innego, zresztą sam nie wiedział, jak to wszystko wyjaśnić… Nie chciał skrzywdzić Kevina ani powiedzieć mu niczego niemiłego. Za bardzo go lubił i wciąż miał świadomość, że to on jako pierwszy wyciągnął do niego rękę i zaczął się z nim zadawać, nie myśląc o tym, co sądzą inni. To utrudniało mu wszystko jeszcze bardziej i stawiało go w naprawdę fatalnej sytuacji.
-Okej…- zgodził się po prostu Kevin, uśmiechając się odrobinę wymuszenie- Nie ma sprawy… W sumie ja też wszystko lepiej rozumiem, jak siedzę sam…
Rudowłosy nie był pewien, czy chłopak mówi to do niego, czy raczej przekonuje sam siebie, ale znowu zrobiło mu się przykro, że go w ten sposób traktuje.
-Przepraszam- dodał w końcu cicho, a blondyn jedynie parsknął śmiechem i machnął lekceważąco dłonią:
-E tam, to nic takiego przecież… Ale może wybrałbyś się gdzieś z nami dzisiaj?- zapytał, wpatrując się w niego z autentyczną nadzieją- Albo po prostu przyjdź wieczorem na świetlicę, co? Podobno puszczą nam jakiś fajny film.
-I będzie czekolada- dodał wesoło Mike.
-N-nie jestem pewien…- wydukał w końcu chłopak- Ja… Ja nie czuję się ostatnio zbyt dobrze…
-I kolejna…- zanucił śpiewnie Tom, ale i tym razem został powszechnie zignorowany.
-Chorujesz?- zmartwił się Kevin, a rudowłosy skinął lekko głową.
-Chyba… To jakaś grypa żołądkowa albo coś w tym rodzaju- wymamrotał cicho, czując, że cały się czerwieni. Nie potrafił kłamać. A jeżeli chodziło o okłamywanie kogoś tak uczciwego względem niego, jak Kevin, czuł się z tym jeszcze gorzej.
-Przestań chrzanić, Gabrielo!- warknął wściekle Tom, a Kevin spojrzał na niego z miną zbitego psa i zapytał cichutko:
-Ale chyba możesz przyjść, co…? Chociażby na chwilę… Jeżeli będziesz się źle czuł albo coś w tym rodzaju, odprowadzę cię do pokoju, gdy tylko zechcesz…
-No właśnie, Gabriel!- zawtórował mu Mike- Nie daj się prosić! Naprawdę będzie świetnie!
-Film jest po prostu fantastyczny.
-June tak mówiła! A jak będzie ci niedobrze czy coś, to możemy nawet nie jeść czekolady!
-Możemy pójść gdzie indziej, jeżeli wolisz…
-Właśnie! Na dwór albo…
-Czy wy się w ogóle słyszycie?- wycedził przez zęby Tom, mierząc ich pełnym poirytowania spojrzeniem. Na Gabriela spojrzał ledwie ukradkiem, wykrzywiając wargi w jakimś pogardliwym grymasie- Spadam. Nie zamierzam patrzeć na to, jak robicie z siebie idiotów i się przed nim płaszczycie…
I rzeczywiście, już po chwili Tom obrócił się na pięcie, i nie czekając już nawet na Mike’a, ruszył szybko przed siebie, wyraźnie zdenerwowany. Gabriel po raz kolejny przez te kilka minut rozmowy poczuł się fatalnie. Najpierw ich okłamywał, teraz ze sobą skłócił…
-Nie przejmuj się, ma ostatnio gorszy czas- wytłumaczył przyjaciela Mike, uśmiechając się lekko- Chyba wcale nie chce wychodzić… Sam rozumiesz… Wcale nie miał dobrych kontaktów z mamą, i tak dalej…
-Przyjdziesz, Gabriel?- zapytał Kevin, patrząc mu prosto w oczy, co wcale nie ułatwiło tej sytuacji.
-Nie dziś…- zaprzeczył cicho, spuszczając wzrok i zagryzając nerwowo wargę- M-Może… Może innym razem… Dzisiaj naprawdę nie czuję się dobrze.
-Więc kiedy…?
-Jutro… Może…- dodał po chwili, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że ani jutro, ani pojutrze się nie pojawi. Wolał ich już jednak unikać i chować się po kątach niż się do tego przyznać, szczególnie, że nie potrafiłby znaleźć na to żadnego rozsądnego argumentu. Nie mógł im przecież powiedzieć o Damonie, a nawet, gdyby mógł, to i tak nie byłoby to ani o jotę łatwiejsze. Wiedział, że ich lekceważy.
-Obiecujesz?- Kevin wpatrywał się w niego uporczywie, a rudowłosy zupełnie nie wiedział, jak ma się zachować. Czuł, że jeżeli teraz się do tego nie zobowiąże, ta rozmowa nie będzie miała końca.
-Obiecuję- stwierdził więc w końcu.
Czymże jest w końcu jedna złamana obietnica wobec otaczającej go zewsząd fali kłamstw…

-Cudowny… Mój piękny…- wymruczał mu do ucha Damon, omiatając je ciepłym oddechem. Chyba lubił mu to mówić. Lubił to powtarzać i szeptać godzinami, gdy leżeli obok siebie, spleceni w ciasnym uścisku. Gabriel przyjmował owe słowa w milczeniu, zupełnie nie wiedząc, jak powinien się zachować. Czasem tylko rumieniec na jego twarzy stawał się bardziej widoczny, gdy mężczyzna pozwalał sobie na jakąś wyjątkowo obsceniczną uwagę, ale przyzwyczaił się już do owych słów, które mógłby właściwie powtarzać sam, znając je niemal na pamięć. Czasem zdawał sobie sprawę z tego, co zaraz usłyszy, nim Damon zdążył chociażby otworzyć usta. Po prostu wiedział.
Rudowłosy odetchnął cicho i przymknął powieki, po czym odchylił lekko głowę w niemym zaproszeniu. Wąż natomiast nie miał zwyczaju z wszelakich zaproszeń nie korzystać, więc i tym razem nie przepuścił okazji, by niemal natychmiast wpić się w szyję chłopaka. Dziś był jednak wyjątkowo subtelny. Jego dotyk, błądząca pod koszulką Gabriela dłoń, pocałunki… Wszystko to było niezwykle delikatne. Ale w przeciwieństwie do słów Damona, jego zachowania nie dało się przewidzieć. Niekiedy był zupełnie inny. Gwałtowny, niemal agresywny… Ale Gabrielowi się to podobało. Nawet jeżeli ruchy mężczyzny niekiedy nosiły znamiona okrucieństwa, rudowłosy nauczył się czerpać z tego niewyobrażalną wprost przyjemność, tym bardziej, że Wąż nigdy nie przekraczał pewnej granicy i nie wyrządził mu żadnej realnej krzywdy. To wszystko ograniczało się zaledwie do zabawy pomiędzy nimi, do swoistej gry, do tego, co działo się między nimi tutaj, w zaciszu sypialni. Czasami Damon stopniował intensywność swoich pieszczot, zaczynał od tych delikatniejszych i powolnych, czyniąc je bardziej namiętnymi. Bywało, że wystarczyło jedno słowo Gabriela, westchnienie, najsubtelniejsza nawet prośba o więcej, by stawał się bardziej żarliwy, ale innymi razy potrafił go męczyć i niemal torturować, rozbudzać w nim niewiarygodne pragnienie i pożądanie, długo bawić się z nim, zanim w końcu doprowadził go do spełnienia.
Nie, Damon wcale nie był przewidywalny.
A przez to niełatwo go także było kontrolować.
Zjawiał się dosłownie znikąd, Gabriel miał wrażenie, że widzi go zbyt często. Czasem wyglądał na podwórze i widział, jak przechadza się po nim, a kiedy mrugał oczyma, już go nie było. Innym razem zaskakiwał go gdzieś na korytarzu, nagle pojawiając się tuż za nim i rzucając niespodziewanie jakąś uwagę. Rudowłosy przywykł do tego, że może go spotkać niemalże wszędzie, a i tak za każdym razem był równie mocno zdezorientowany i zdziwiony.
Zresztą, Damon nie dawał się kontrolować nawet, jeżeli chodziło o przychodzenie tutaj. Niekiedy Gabriel zastawał go w swojej sypialni od razu, gdy do niej przychodził, innym razem Wąż pojawiał się chwilę po nim, to znów przychodził późno po zmroku, ale rudowłosy nie mógł się zmusić do tego, by przestać czekać. Z niepokojem wpatrywał się w drzwi, podrygując niecierpliwie i czekając na moment, kiedy zobaczy w nich mężczyznę.
I zawsze przekonywał się o tym, że warto było czekać.
Nawet te kilkanaście lat…
Damon wycisnął na jego szyi kolejny czerwonawy ślad, a dłoń błądząca pod koszulką chłopaka krążyła w okolicach podbrzusza, rozmasowując je delikatnymi, powolnymi ruchami.
-Kim jesteś?- zapytał cicho Gabriel, obejmując mężczyznę wokół szyi.
Pytał go o to chyba za każdym razem, niemal każdej nocy.
I każdej nocy odpowiedzią był jedynie perlisty śmiech mężczyzny, czasem wyrażający rozbawienie, czasem wręcz pełen drwiny.
Tym razem wcale nie było inaczej. Damon zaśmiał się lekko i wycisnął na wargach Gabriela przeciągły pocałunek.
-A kim mógłbym być…?- zapytał równie przewrotnie jak zawsze, jak zwykle nie dając żadnej konkretnej odpowiedzi. Niczego, co mogłoby zaspokoić ciekawość rudowłosego, ciekawość, która wzrastała w nim z każdym dniem.
-Nie jesteś człowiekiem- już go o to pytał. Teraz stwierdził po prostu, chyba chcąc go sprowokować do jakiejś innej reakcji niż zwykle. Palce mężczyzny zacisnęły się niespodziewanie na jego sutku, a rudowłosy aż jęknął donośnie z zaskoczenia, zagryzając lekko wargę.
-Gabriel, nie bądź nierozsądny… Jak mógłbym nim nie być…?- na wargach Damona pojawił się szeroki uśmiech, w którym znowu było tyle swoistej złośliwości i drwiny, że Gabrielowi naprawdę ciężko było w to uwierzyć. Mężczyzna znowu toczył z nim grę, znowu go prowokował, pozwalał sobie na drobne uszczypliwości. Ponownie powrócił ustami do szyi chłopaka i wycisnął na niej kilka kolejnych, subtelnych pocałunków- Gdybym nie był człowiekiem, nie mógłbyś mnie widzieć, nie mógłbyś mnie czuć. Nie byłbym w ogóle realny… Ale ja jestem człowiekiem, Gabriel… Stałem się człowiekiem tylko dla ciebie- wyszeptał w końcu, a rudowłosy wbił w niego pełen niezrozumienia wzrok- Czy istnieje na tym świecie ktokolwiek, kto byłby gotów na większe poświęcenie…?
Gabriel chciał zadać kolejne pytanie, wciąż zbyt zdezorientowany i zaskoczony, ale Wąż po raz wtóry wpił się w jego wargi, zdawać by się mogło, że w geście złośliwości, uniemożliwiając mu na dłuższą chwilę powiedzenie czegokolwiek. Rudowłosy zatracił się w owym pocałunku, zupełnie tak jak zawsze, przez moment tracąc zupełnie trzeźwy osąd, i z całej listy wątpliwości pozostało mu tylko jedno pytanie:
-To ty jesteś tym Głosem…?
I znowu odpowiedzią był jedynie pełen rozbawienia śmiech mężczyzny, który już po chwili wolną ręką skrępował nadgarstki chłopaka, tak jakby ten mu się wyrywał, po czym przesunął językiem wzdłuż jego policzka, wciąż przesuwając niecierpliwie dłonią wzdłuż klatki piersiowej rudowłosego.
-Obawiasz się szaleństwa…?- wyszeptał mu do ucha, a następnie wziął w usta jego płatek i ssał go delikatnie przez krótką chwilę- Nie oszalałeś. To świat zwariował i stanął na głowie, stał się ślepy i wypaczony…- mruczał bez przerwy, nie zaprzestając także ani na chwilę pieszczenia jego torsu- Ty jesteś wybrany… Ja ciebie wybrałem i od tamtej pory jesteśmy sobie przeznaczeni… Stanowimy jedno, Gabriel…
Jeżeli Damon oczekiwał, że rudowłosy będzie w stanie wyłowić z owych słów cokolwiek więcej, najwyraźniej się pomylił. Gabriel zagryzał wargi prawie do krwi, starając się powstrzymać od głośniejszych jęków, gdy dłoń Damona spoczęła niespodziewanie na jego kroczu i zaczęła je masować wprawnie przez materiał spodni.
Chociaż być może o taką właśnie reakcję chodziło mężczyźnie, bo uśmiechnął się z satysfakcją i puścił ręce chłopaka.
-Nie zbywaj mnie…- poprosił w końcu rudowłosy, zaciskając mocniej powieki- Powiedz mi… Po prostu mi powiedz…
Nie…
Już nie obawiał się szaleństwa.
Bał się tylko zniknięcia Damona.
Bał się, że to wszystko mogło się okazać ledwie złudzeniem, pięknym snem…
Dłoń Damona zatrzymała się i dopiero wówczas Gabriel był w stanie uchylić powieki i spojrzeć na niego, nieco jeszcze zamglonymi oczyma.
-Przecież wiesz- stwierdził krótko mężczyzna.
-Ale nie rozumiem…
-Nigdy nie zrozumiesz- parsknął cicho Damon.
-Dlaczego?- Gabriel spojrzał na niego bez większego zrozumienia, ale Wąż odparł jedynie:
-Kocham cię.
-To niczego nie wyjaśnia.
-To wyjaśnia wszystko.
Gabriel milczał, nie mając pojęcia, co odpowiedzieć. Słowa mężczyzny znowu pobrzmiewały tak niejasno, ale jednocześnie rudowłosy zdawał sobie sprawę z tego, że Damon robił to celowo. Celowo wytrącał go z równowagi, celowo nie mówił mu całej prawdy i wprowadzał go w błąd… Widział to po jego drwiącym uśmiechu, po jego pewności siebie, satysfakcji widniejącej na jego twarzy, gdy Gabriel błądził i zupełnie nie rozumiał. A mimo to wcale nie chciał zrezygnować. A mimo to chciał poznać całą prawdę i dowiedzieć się o nim wszystkiego, czego mógł się dowiedzieć…
Wąż był irracjonalny. Jego pochodzenie, istnienie, wszystko stanowiło raczej kwestię wyobrażeń i domysłów niż realnej wiedzy Gabriela. I chociaż mógłby całą sytuację uznać za normalną, przypisać jej jakieś naturalne wyjaśnienie, nie robił tego. Bo czuł coś zupełnie innego. Czuł, że w Damonie nie było zupełnie nic ludzkiego. Naprawdę przypominał węża, gdy przemykał się ledwie zauważalnie, gdy uśmiechał się w taki charakterystyczny, zupełnie nieludzki sposób, gdy jego oczy nagle stawały się złote, a źrenice pionowe…
Gabriel poruszył się lekko, chcąc dać mężczyźnie subtelny sygnał, by kontynuował pieszczoty.
Ten jednak uśmiechnął się przebiegle i rzucił jedynie:
-Poprowadź mnie, Gabriel.
-Hm…?- chłopak spojrzał na niego bez zrozumienia.
-Poprowadź mnie i pokaż, co sprawia ci największą przyjemność…
Rudowłosy zaczerwienił się wyraźnie, mimo tego, że nie był to pierwszy raz, gdy słyszał od niego podobną sugestię. Chwycił delikatnie dłoń mężczyzny, po czym poprowadził ja wzdłuż swojego torsu, wpatrując się jednocześnie w niego z lekką niepewnością. Uśmiech Damona utwierdził go tylko w przekonaniu, że chyba lubił doprowadzać go do podobnego stanu i wywoływać u niego takie zawstydzenie. Rudowłosy przesunął powoli dłoń mężczyzny na swoje podbrzusze, a następnie krocze, zagryzając lekko wargę.
-Mój niecierpliwy- zaśmiał się cicho Damon, po czym wpił się mocno w jego wargi, a następnie zsunął z niego spodnie od piżamy. Gabriel jęknął w jego usta, gdy poczuł, jak dłoń Węża zaciska się na jego męskości i rozpoczyna szybkie, intensywne pieszczoty. Z trudem łapał oddech, a jego ciało pod wpływem fali rozkoszy wygięło się w lekki łuk, oczekując na spełnienie, które przyszło do niego już po chwili.
Gabriel odetchnął głębiej, gdy tylko Damon przerwał ich pocałunek. Jego serce wciąż biło jak oszalałe i zupełnie nie potrafił pojąć tego, że mężczyzna nawet w takich chwilach zawsze wykazuje perfekcyjne opanowanie i doskonale zdaje sobie sprawę z władzy, jaką nad nim ma.
-Dlaczego nie przychodzisz częściej…?- zapytał Gabriel, zagryzając niepewnie wargę i zdając sobie sprawę z tego, że to pytanie zabrzmiało dziwnie prosząco.
-Cóż, Gabriel… Moja nowa rola wymaga ode mnie dużego wkładu czasu i pracy… Chociaż nigdy wcześniej nie skarżyłeś się, że tęsknisz…- zachichotał ciemnowłosy, a chłopak zadrżał mimowolnie i odparł speszony:
-Nie tęsknię.
-Widzę- skwitował jedynie mężczyzna, z niemijającym rozbawieniem, po czym objął go mocno i przycisnął do siebie. Gabriel wtulił się w niego natychmiast, czyniąc ich uścisk jeszcze ciaśniejszym- Zawsze możesz się do mnie modlić…
-Co?- parsknął rudowłosy, spoglądając na niego bez zrozumienia.
-Ja zawsze słyszę, Gabriel…- stwierdził Damon, ale to bynajmniej nie ułatwiło chłopakowi dojścia do tego, co właściwie miał na myśli- Zawsze. Wiem, co myślisz w danej chwili. Widzę twoimi oczyma.
-Nie rozumiem…
-Łączy nas niezwykła więź, Gabriel. Doprawdy niezwykła…- na wargach Węża ponownie wykwitł ów charakterystyczny uśmiech- Więź, która sprawia, że ty jesteś mój, a ja jestem twój. Ostatecznie i niezmiennie. To więź nierozerwalna, nienaruszalna. Przekraczająca nawet granicę śmierci… A będziemy jeszcze bliżej.
-Chcesz powiedzieć, że… Że możesz do mnie mówić… Gdy cię nie ma?- rudowłosy zmarszczył brwi, wpatrując się w niego niepewnie.
-Zawsze jestem- odparł Damon, równie przewrotnie jak zawsze, nie dając mu konkretnej odpowiedzi i sprawiając, że Gabriel motał się w swoich wyobrażeniach jeszcze bardziej.
-Co masz na myśli mówiąc, że będziemy jeszcze bliżej?- zapytał w końcu chłopak, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że na poprzednią kwestię i tak nie uzyska jasnej odpowiedzi.
-Mówię o momencie, w którym dusze i ciała tworzą jedno…- Damon uśmiechnął się z rozbawieniem, widząc chyba zawstydzenie goszczące na twarzy chłopaka i jego wyraźniejszy z każdą chwilą rumieniec- Ja naznaczę cię sobą. I wtedy się ze sobą scalimy.
-C… C-Co masz na myśli?- wydukał Gabriel, mocno zawstydzony.
-Przecież wiesz… Mały świntuszek- zachichotał cicho Damon, muskając wargami jego policzek- Przecież tyle razy to sobie wyobrażałeś…
Rudowłosy chciał zaprotestować, właściwie odruchowo i niezbyt zgodnie z prawdą, ale w tym momencie Wąż przycisnął go z powrotem do pościeli i ułożył się na nim, przytłaczając go swoim ciężarem. Gabriel jęknął cicho i objął go wokół szyi, a mężczyzna przycisnął się do niego mocno i szepnął mu do ucha:
-I jak ci się podobały… te wyobrażenia… Gabriel…?- zapytał, omiatając jego skórę ciepłym oddechem- Opowiedz mi o nich.
Rudowłosy aż jęknął cicho. Jeszcze czego.
-N-Nie było żadnych wyobrażeń- skłamał więc, spodziewając się jednak, że mężczyzna nadal będzie drążył ową kwestię.
Ale stało się inaczej.
-Nie?- zapytał Damon z udawanym zdziwieniem- Więc pomogę ci to sobie zobrazować…- stwierdził z szerokim uśmiechem, napierając na ciało chłopaka jeszcze bardziej- Wyobraź więc sobie, że będę blisko… Bliżej, niż kiedykolwiek… Że będę w tobie i będę poznawał cię jeszcze lepiej… Mój rozkosznie ciasny- zachichotał, a Gabriel aż jęknął cicho w postaci swoistego protestu. Damon nie pierwszy raz mówił takie rzeczy, a i tak, niezmiennie, budziło w nim to wyjątkowe zawstydzenie- Będę penetrował twoje wnętrze, dawał ci więcej niż zwykle, dostarczał rozkoszy, jakiej nigdy dotąd nie poznałeś… Będę cię kochał, pieprzył, rżnął…- szeptał mu do ucha, wywołując u niego lekkie drżenie. Gabriel nie bez zażenowania dostrzegł, że jego ciało zareagowało ponownie, właściwie na same słowa mężczyzny- Tak długo, jak długo będziesz tego pragnął… To obietnica.
Rudowłosy dopiero co zdał sobie sprawę z tego, że od dobrej chwili ocierał się nieustannie o Damona, chcąc chyba sprowokować go do wypełnienia owej obietnicy. Zaczerwienił się jeszcze bardziej, gdy dostrzegł pełen satysfakcji uśmiech na twarzy mężczyzny, i usłyszał krótkie:
-Nie dziś.
-Dlaczego?
Złe pytanie.
Zdecydowanie złe.
Dlaczego tracił przy nim rozum i wygadywał podobne bzdury, zamiast udawać chociażby odrobinę bardziej… Hm… Nie spragnionego jego bliskości?
-Po prostu, mój śliczny… Jeszcze nie.
Gabriel wpatrywał się w niego bez większego zrozumienia, ale nim zdołał zadać kolejne pytanie, dostrzegł, że mężczyzna podnosi się z miejsca i dopina swoją koszulę.
-Dokąd idziesz?- zapytał zaskoczony- N… Nie zostaniesz dziś ze mną?
-Nie- odparł Damon, uśmiechając się lekko- Dziś dam ci czas na przemyślenie moich słów.
-Ale…
Rudowłosy zagryzł niepewnie wargę, z trudem powstrzymując się od prośby, która cisnęła się na jego usta. Ostatecznie jednak milczał, obserwując, jak Wąż opuszcza pokój bez słowa, zamykając za sobą cicho drzwi.
Gabriel opadł na pościel, starając się przeanalizować jego dzisiejsze słowa, starając się dostrzec w nich jakiś sens, jakąś oczywistość, coś, co pomogłoby mu chociażby nieznacznie natrafić na właściwy trop. Nie było jednak niczego takiego. Każde zdanie, które wypowiadał Damon, było jakąś dziwną grą słów, jedną wielką przenośnią, której chłopak zupełnie nie mógł rozszyfrować. Zupełnie nie mógł poznać go do końca.
Byłbym zapomniał… Dobranoc, słodki Gabrielu.
Rudowłosy znieruchomiał na dłuższą chwilę, słysząc rozbrzmiewający w swojej głowie głos, który zupełnie go sparaliżował. Z początku miał wrażenie, że to sobie wyobraził, zbyt mocno rozmyślając nad słowami Damona, ale ostatecznie… Ostatecznie przełamał ostatnie igrające w nim nuty racjonalności, przestał się zastanawiać i po prostu uśmiechnął się lekko, po czym szepnął miękko:
-Dobranoc.

2 komentarze:

  1. Anonimowy10:14 PM

    Ciary mnie przechodzą ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy11:20 AM

    nie, nnie, nie chcę iść do pracy!! chcę czytać kolejne rozdziały!

    ed.

    OdpowiedzUsuń