Strony

niedziela, 22 maja 2011

Prolog [Książę]

` Bo śmierć
Jest tylko
Snem. 

Książę lubił to miejsce.
Lubił jego zapach. Mieszaninę potu i krwi, woń nienawiści i ludzkiego strachu.
Lubił jego klimat. Atmosferę lęku, cierpienia i zimnej kalkulacji.
Lubił ogarniętych strachem ludzi, tych krzyczących rozpaczliwie, błagających i modlących się gorliwe do bóstw, które były głuche. Lubił ich pełne naiwności i cierpienia spojrzenia, i lubił się do nich uśmiechać z wyższością, pozbawiając ich głupiej nadziei, której było w nich zbyt wiele. Lubił ich twarz wykrzywioną grymasem przerażenia, gdy kolejny cios spadał na ich plecy za nieposłuszeństwo.
Lubił ich ból. Lubił ich złudzenia.
Lubił też tych innych, idiotycznie posłusznych. Mogących stanowić swoistą reklamę samych siebie, uśmiechających się do niego spomiędzy więzów i krat własnego życia, zachwalających samych siebie niczym najlepszy towar. Lubił ich głupotę, idiotyczną próżność. Lubił ich wieloznaczne kurestwo, oddawanie się w ręce nowych panów, tylko po to, by znaleźć sobie lepsze warunki. Lubił ich kompletny brak umiejętności i znajomości życia.
Lubił ich nieświadomość. Lubił ich banalność.
Lubił też tych odizolowanych. Stojących niemo i wpatrujących się gdzieś w przestrzeń. Lubił ogarniające powoli ich umysły szaleństwo, lubił pustkę w ich oczach i zupełny brak emocji. Lubił, gdy budzili się od czasu do czasu z owego letargu i rozglądali się wokół z osłupieniem, jakby nie byli pewni, co się wokół nich dzieje. Lubił ich budującą ciszę, szlachetne milczenie, dumne upodlenie.
Lubił ich inność. Lubił ich nienormalność.
-Dobrzy bogowie, co za odór…- usłyszał zduszony jęk Amona, który zakrywał usta i nos chustą- Mój książę, co my tu właściwie robimy? Przecież jeżeli tylko zechcesz, twój ojciec ściągnie ci do zamku setki najwspanialszych niewolników i wybierzesz spośród nich, zamiast…
-Milcz- rozkazał chłodno książę, nie zaszczycając swojego opiekuna nawet jednym spojrzeniem. Wciąż rozglądał się wokół, dostrzegając coraz to nowe twarze, zapamiętując ich wyraz, grymasy niechęci i strachu, to znów uśmiechy, te fałszywe i całkiem szczere, beznamiętność, obojętność, smutek, nadzieję, naiwność…
Książę lubił emocje. Lubił je, bo sam sądził, że takowych nie posiadał. Że nie było w nim nic prócz chłodnego pojmowania stanu rzeczy i niemej fascynacji. Nic.
Dlatego cudze emocje nie mogły w nim wzbudzić ani zrozumienia, ani współczucia, ani nawet zwykłej litości. Uśmiechał się jedynie delikatnie pod nosem, czasem ze zwykłą złośliwością, a czasem wręcz pobłażliwie.
Szukał…
Po prostu szukał.
-Nie ściągaj kaptura, mój książę- pouczył go jeszcze Amon, pozwalając sobie na pogardliwe prychnięcie- Nigdy nie wiadomo, kto może cię tutaj rozpoznać… Tępy lud jest w stanie zrobić wiele rzeczy…
-Więc nie nazywaj mnie księciem- odciął się chłodno młody władca, posyłając swojemu opiekunowi pełne politowania spojrzenie.
-Ach… No tak… Masz rację, panie, masz całkowitą rację…
Książę skrzywił się lekko.
Nie cierpiał go. Jego i jego fałszywej pokory. Jego ślepoty i bierności…
-Trzymaj go mocno!- usłyszał czyjś krzyk i odwrócił się w tamtą stronę. Dwóch potężnych mężczyzn prowadziło pomiędzy sobą jakiegoś człowieka. Człowieka? Nie. Niewolnika. Na pewno, sądząc po jego wyglądzie, po przepasce na biodrach, która stanowiła jego jedyne odzienie, obdrapanych ramionach i pokiereszowanych plecach. Rzucili go na ziemię, na kolana. Jeden z tamtych mężczyzn uderzył go mocno kijem w plecy, zmuszając niewolnika, by ten podparł się na dłoniach. Książę nie do końca rozumiał całe to zajście. W końcu ów niewolnik nie protestował, nie walczył. Nawet nie próbował się podnieść. Książę przyglądał mu się z uwagą, nie mógł jednak dostrzec jego twarzy, bo zasłaniały ją czarne, długie, splątane, opadające na twarz w nieładzie włosy. Jego ciało było smukłe, ale wyraźnie umięśnione. Był zapewne jeszcze młody. Doskonały materiał na sługę. Doskonały, o ile byłby nienaruszony… Czemu więc oni…?
-Kim jest ten człowiek?- zapytał, zwracając się właściwie do Amona niż do tamtych ludzi.
-Odejść! Odejść!- warknął wówczas jeden z mężczyzn otaczających niewolnika i wykonał dłonią jakiś gwałtowny gest, który miał ich najwyraźniej odstraszyć- To jeniec wojenny! Bestia w ciele człowieka! Źle by było, gdyby znów narobił nam problemów! Odejść!
Amon prychnął donośnie z oburzenia, a książę jedynie wykrzywił pogardliwie wargi. Cóż za hołota…
-Chodźmy, panie- doradził jego sługa- Ten człowiek może stanowić dla ciebie zagrożenie.
Stanowić zagrożenie? Kto miał niby stanowić zagrożenie? Półnagi, zupełnie bezbronny, pobity prawie do nieprzytomności niewolnik? Też coś.
Książę coraz częściej zaczynał zastanawiać się nad doborem swoich sług pod względem umysłowym. Chyba niezbyt wystarczająco nad tym myślał.
-Kim jest ten człowiek?- powtórzył po raz kolejny, podchodząc do ciemnowłosego na taką odległość, że zatrzymał się zaledwie kilka centymetrów od niego.
-Odsuń się proszę, młody paniczu- zwrócił się do niego drugi z mężczyzn, znacznie łagodniejszym, ale odrobinę przestraszonym tonem- To zdrajca i przestępca. Jego pierwszy pan padł otruty i nie znaleziono sprawcy, ale teraz wiemy na pewno, że to on. Ze swym drugim panem postąpił tak okrutnie, że sami bogowie pewnie czyhają na jego życie, jeżeli nie zrealizujemy ich wyroków.
Książę uniósł brew w geście politowania.
-Ach, tak…?- uśmiechnął się drwiąco- Cóż więc takiego uczynił…?
Wówczas niewolnik uniósł głowę. Książę napotkał przenikliwe, bystre spojrzenie oczu o niezwykle intensywnej barwie, manewrującej pomiędzy czernią a czerwienią. W tych oczach nie było ani pustki, ani strachu. Był tylko dziwny, fascynujący i kompletnie niepojęty upór. Była wola walki.
-Och, nie wiem, czy dobrze, żebyś o tym słuchał…- mężczyzna pokręcił gwałtownie głową- Swemu drugiemu panu odciął bowiem dłonie, a następnie poderżnął mu gardło. I jego ciało potraktował bez najmniejszego szacunku. Został na tym przyłapany. My wymierzymy sąd.
Amon wzdrygnął się z obrzydzenia.
-Chodźmy, mój panie- powtórzył, spoglądając na księcia z wyczekiwaniem i swoistą nadzieją, że chociażby jedna z jego rad zostanie przyjęta.
Książę jednak nie ruszył się ani na krok, wciąż wpatrując się w oczy ciemnowłosego, który bez najmniejszego wstydu i strachu odwzajemniał owo spojrzenie do czasu, gdy na jego plecy spadł kolejny mocny cios. Pochylił się wówczas, nie wydając z siebie jednak nawet najmniejszego jęku.
-Jak śmiesz spoglądać na tego młodzieńca, przeklęte ścierwo!- jeden z mężczyzn splunął na niego i raz jeszcze smagnął kijem po jego plecach.
-Odejdź lepiej, młody paniczu…- doradził księciu ten drugi- Niedobrze byłoby, gdybyś musiał patrzeć na taką rzeź…
Książę jednak pozostał zupełnie obojętny na ich słowa i czyny. Nie raził go widok krwi, nie przerażała przemoc, nie czuł litości ani podziwu dla odwagi owego niewolnika. Wprost przeciwnie. Fascynowała go. Tylko tyle. I aż tyle.
-Biorę go- zwrócił się bezpośrednio do swojego opiekuna- Nieważne, za jaką cenę. Zajmij się tym.
-A… Ależ mój panie!- Amon spojrzał na księcia zupełnie zdezorientowany- To człowiek bezwzględny, niebezpieczny!
-Potrzebuję nauczyciela walki, sam mówiłeś…- odparł beznamiętnie książę- To żołnierz, kto inny nadaje się lepiej? A poza tym, Amonie…- na wargach młodzieńca pojawił krzywy uśmieszek- Ty jesteś od tego, by mnie bronić i zapewnić mi bezpieczeństwo… Czyżbyś zbyt słabo mnie chronił? Czy mógłbyś dopuścić, by stała mi się krzywda?- och, ileż w tym pytaniu było przewrotności, ile drwiny, przemyconej niechęci. Zmieszanie, które pojawiło się na twarzy jego sługi, całkowicie go usatysfakcjonowało.
-Panie, ależ oczywiście, że nie. Nadstawiłbym za ciebie własną głowę, oddałbym wszystko, osłonił cię własnym ciałem…- …więc dlaczego tego nie zrobisz?- Ale to nierozsądne, doprawdy nierozsądne… Jednak jeżeli taka jest twoja wola… Ty tam, człowieku!- zwrócił się do jednego z mężczyzn stojących przy niewolniku- Bierzemy go ze sobą! Ile…?
-Panie, przecież to niemożliwe!- żachnął się tamten w odpowiedzi- To zbrodniarz! Kto zechce zbrodniarza za sługę…? Chyba tylko szaleniec!
-Jestem zatem szaleńcem- zgodził się książę bez większych emocji- A teraz chcę go dostać.
-Nie możemy tego zrobić! Och, na bogów, nie możemy! Takie jest nasze prawo! Niewolnik, który zabija pana?! To zbrodnia nad zbrodnie! To hańba! Zdrada! Niewierność! Musi zostać ukarany śmiercią! Nie możemy występować przeciw prawu narzuconemu z góry, nikt nie może! Sprawiedliwość jest jedna!
Książę parsknął z politowaniem, po czym, nie reagując na ostrzegawcze syknięcie Amona, zsunął kaptur ze swojej głowy i westchnął głęboko.
-Ja jestem sprawiedliwością- stwierdził chłodno- I ja jestem prawem.
-Nie do wiary!- mężczyzna spojrzał na niego gniewnie- Młoda arystokracja zaczyna się panoszyć, co?! Nie tutaj, nie tutaj! To nie wasze pańszczyźniane tereny!
-Nie widzisz pieczęci i królewskich odznaczeń?!- warknął Amon, chociaż wciąż stał wyjątkowo daleko od księcia i owych mężczyzn, jakby jednocześnie chciał dać sobie możliwość ucieczki w razie większych kłopotów- Jak śmiesz zwracać się tak do syna króla?! Powołujesz się na sprawiedliwość, na prawo i bogów, a jak bogowie karzą tych, którzy z taką niewiernością odnoszą się do władcy?!
Mężczyźni zamarli w bezruchu kompletnie osłupiali. Książę ponownie zwrócił swe spojrzenie na niewolnika, ale ten tym razem nie podniósł się ani na milimetr. W ogóle sprawiał wrażenie nieprzytomnego, jakby omdlał, wspierając się z trudem na piasku.
-Książę…?- zapytał jeden z jego strażników, podczas gdy drugi właściwie natychmiast padł na kolana- Po cóż księciu taki niewolnik…?
Na twarzy księcia pojawił się delikatny uśmiech.
Fascynacja.
Tylko to i nic więcej.

3 komentarze:

  1. Anonimowy12:52 AM

    'więzów i krat własnego życia'? Nawet nie wiesz, jak to określenie pasuje do otaczających mnie ludzi... A właściwie, skoro książę tyle myśli o ludziach, którzy nie znają życia... Co on może o nim wiedzieć, kiedy (rzekomo) nie ma uczuć?

    Dwa słowa: "ślepota i bierność" odbijają się echem w mojej głowie. No i tak sobie kontempluję, cokolwiek znaczy to przedziwne słowo, wymyślone przez ludzi, mające na celu świadczyć o ich inteligencji... Ale odbiegam. Poddaję się Twoim opowiadaniom i nawet nie widzę zegarka... Ten styl pisma smakuje mi bardziej niż czekolada ;)

    "Człowieka? Nie. Niewolnika."... Nazywajmy rzeczy po imieniu, nie? Grobowe ha, ha. Podziwiam tę umiejętność wbicia się w rolę bohatera...

    Ktoś, kto często tu urzęduje. No zgadnij? Wiem że nie masz pojęcia ;D Wskazówka... Pseudonim związany z końcem. Nie chcę Ci słodzić, ale raczej nie utopisz się we własnym lukrze - gratuluję talentu, piszesz z niesamowitą lekkością. W każdym razie tak się to czyta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy12:53 AM

      Ojj... A może jednak za słodko ? ;)

      Usuń
    2. Jeśli ten pseudonim związany z końcem to "Kres", jak wnioskuję po innych komentarzach, to chyba zgadłam :). Dziękuję bardzo, mam nadzieję, że we własnym lukrze się nie utopię.

      Usuń