Strony

niedziela, 22 maja 2011

Wyznanie marionetki

Tysiąc razy
Upadałem
By powstać
Kłaniałem się publice
Złożonej z błaznów i osłów
Dziękując za niepotrzebną uwagę
Umierałem
By zmartwychwstać
Z nożem wbitym prosto w serce
Tysiąc razy
Śmiałem się pusto
I płakałem beznamiętnie
Rzewnymi łzami
Ze szkła i z kamienia
Byłem dobrem i złem
Światłem i cieniem
Upadkiem i zbawieniem
Tysiąc razy
Nienawidziłem i kochałem
Umierałem i zabijałem
Byłem oprawcą
I bohaterem
Wszystkim tym, kim chciałeś bym był
Tysiąc razy
Milczałem potulnie
Gdy zbierałeś oklaski
Za ten udany komediodramat
Pełen fałszywych uczuć
A gdy opada kurtyna
Cierpię w ciszy
Zamieram w bezruchu
Pośród setek innych podobnych do mnie
Staję się niewidoczny
Znikam w mrokach twojej pracowni
Z nadzieją czekam aż znowu zwrócisz na mnie uwagę
I wybierzesz mnie spośród wielu
O, mistrzu marionetek
Twoja miłość jest trucizną
Która najpierw wprawiła w ruch drewniane serce
A teraz wypala mnie od środka
Czyniąc mnie tak nieszczęśliwym
Że aż przerażająco ludzkim. 

3 komentarze:

  1. Anonimowy10:18 PM

    piękne, po prostu.
    [Delilah]

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy2:15 PM

    Cudowne po prostu CUDOWNE

    OdpowiedzUsuń