Strony

niedziela, 22 maja 2011

Zrobiłbym to jeszcze raz...

Ciemny, zadymiony bar.
Zapach papierosów drażni moje nozdrza.
A ja szukam wzrokiem tej jednej, jedynej osoby…
W końcu siadam przy ladzie.
Zrezygnowany. Osowiały. Otępiały.
Sam już nie wiem po co przyszedłem.
Nie pamiętam.
Nie chcę pamiętać.
Proszę barmana o szklankę czegoś mocniejszego.
Wypijam jednym łykiem całą zawartość. 
Obraz rozmywa mi się przed oczyma.
Śmieję się cicho.
Czyżbym miał aż tak słabą głowę?
Coś wilgotnego spływa po moim policzku.
Strużka alkoholu?
Kropla deszczu z wilgotnych włosów? 
… Łza?
Ironia losu.
I wtedy następuję ten moment.
Obracam się i widzę ciebie.
Siedzisz tuż obok.
Uśmiechasz się.
Jak zwykle ty, z tą osobliwą nutką przebiegłości i drwiny. 
Mój. Na zawsze mój.
-Zimno tu, prawda?- pytasz, jak zawsze otulając się mocniej długim, ciemnym płaszczem.
Chcę coś powiedzieć, ale czuję, jakby niewidzialna dłoń ścisnęła mnie za gardło.
Radość?
Ulga?
A więc żyjesz, Amadeuszu?
Tyle mam ci do powiedzenia.
Tyle chciałbym teraz wyrzucić z siebie.
Zdjąć brzemię, które sam złożyłem na swoje barki.
A jednocześnie nie potrafię z siebie wydobyć ani słowa, błądząc jedynie wzrokiem po twojej idealnej twarzy.
-Los jest głupi jak but, Izaurze- twój perlisty śmiech wywołuje u mnie dreszcze- Dzisiaj ty mordujesz… A jutro mordują ciebie. Nie, nie mogę powiedzieć, że się tego spodziewałem.
Milczę.
Już nie dlatego, że nie mogę nic powiedzieć.
Raczej dlatego, że każde moje słowo zdawałoby się niszczyć tą atmosferę.
Kojącą.
Niosącą ulgę.
… Przerażającą.
-Ale nie mam żalu, wiesz? Może nie uwierzysz, ale naprawdę nie bolało…
Co chcesz zrobić? 
Uspokoić mnie?
Pozbawić wyrzutów sumienia?
… Zirytować?
-Zasłużyłem, prawda? Tak, chyba zasłużyłem- mówisz, lekko znużonym głosem- Ale nie każdy dostaje to na co zasługuje. Tobie trafiłem się ja.
Rozpinasz powoli guziki prochowca.
Widzę twój biały golf.
Biały?
Nie.
Czerwony.
Przesiąknięty krwią.
Zagryzam wargi i zaczynam drżeć.
Zimno? 
O tak, przeraźliwie zimno.
-Chyba się nie boisz, co, Izaurze?- chichoczesz cicho, chociaż w twoich oczach nie ma ani nutki rozbawienia.
Kręcę przecząco głową w milczeniu.
-Bo wiesz… Ja zawsze mogę wrócić…- szepczesz, a tym razem w twoim głosie nie słychać dawnej przebiegłości. Raczej nadzieję. Ha! Nadzieję i prośbę niemalże!- Wystarczy jedno twoje słowo. Jedno twoje słowo i będzie jak dawniej.
-Jak… Dawniej?- powtarzam głucho.
-Jutro obudzimy się ponownie w naszym łóżku. I opowiem ci mój przerażający sen. Sen o najlepszym przyjacielu i kochanku, który zazdrosny o moje odejście nasyła na mnie mordercę. I będziemy się z tego wspólnie śmiać, uznamy to za bzdurę. Zapomnimy w przeciągu sekundy…
-Możesz wrócić?- pytam, drżącym z przerażenia głosem.
-Mogę… Mogę wrócić- w twoim głosie również pobrzmiewa strach- Jeśli tylko zechcesz. I będzie tak jak dawniej. Wszystko.
-Wszystko?- nie potrafię już opanować goryczy. Uczucie strachu zastępuje nagle jakiś wewnętrzny chłód. Cios w samo serce- Więc nie obudzimy się razem. Ty będziesz z nim. A ja będę sam. Znowu.
-Jesteś sam już teraz… Sam ze swoimi wyrzutami sumienia- trzęsiesz się cały, nie mniej rozpaczliwie niż ja wcześniej- Czy nie lepiej ci będzie się teraz uratować? Uwolnić? A jeśli masz szansę odkupienia swojej zbrodni? Ja zabiorę twój strach i twoje senne koszmary. Pozwól mi wrócić, Izaurze.
-Nie- wycedziłem lodowato- Ty nie możesz wrócić. Nie pozwolę ci na to.
Nie ma już strachu.
Czysta nienawiść, pobrzmiewająca gdzieś w środku, głęboko, jak niecierpliwie drgająca struna.
I nagle nie mam już nic do powiedzenia.
Bo przecież wszystko zostało już powiedziane.
A więc jesteś martwy?
Co za szczęście!
Co za radość!
Co za ulga!
Ulga?
A może złość?
Gorycz?
Wściekłość?
... Nienawiść?
Nie wiem.
Niewidzialna dłoń znowu ściska moje gardło.
Och, mój Amadeuszu.
Mój?
Nie.
Gdybyś był mój wciąż byłbyś przy mnie.
A ja zatrzymam swoje koszmary i wyrzuty sumienia.
… Bo gdybym miał wybór zabiłbym cię jeszcze raz.

Stuknięcie szklanki o ladę przywraca mnie do rzeczywistości.
Patrzę nieprzytomnym wzrokiem na barmana.
-Podać coś jeszcze?
-Nie.
Rozglądam się po barze w poszukiwaniu tej jednej, jedynej osoby.
Nie, jego tu nie ma.
Moje wargi układają się w pełnym ulgi, rozpaczliwym uśmiechu.
Parskam cicho w swoją szklankę.
Zapach papierosów drażni moje nozdrza.
Sam nie wiem po co tu przyszedłem.
Nie pamiętam…

Nie chcę pamiętać. 

8 komentarzy:

  1. Anonimowy1:20 AM

    A jednak chłopaki płaczą. Bo ja płakałęm czytając to opowiadanie. Przyznam że z początku ni byłem w stanie go zrozumieć, zmusiło mnie do refleksji, ale jak je zrozumaiłęm to moje policzki skompały się w łzach. Było wzruszające i tajemnicze.
    Podpisano:
    Twój fan S.S

    OdpowiedzUsuń
  2. Urzekło mnie to i zasmuciło. Podobało mi się ale martwi mnie to że mi się podoba, bo ja generalnie muszę mieś Happy End jak tlen.

    Zapraszam cię z wizytą do siebie i do przeczytania moich opowiadań.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy7:57 PM

    Na bloga trafiłam wczoraj i przeczytałam dopiero tego oneshota i sotychczasowe rozdziały Sunrise, ale nie mogę powstrzymać się od komentarza.
    Zakochałam się w tym *.* Brak happy endu wywołuje uśmiech na moim pyszczku, ale ja to mam chorą psychę. Ostatnio mi się na przykład marzy, żeby bohaterowi jakiegoś opka udało się popełnić samobójstwo, bo zawsze ich ratują. Pff.

    Asis

    OdpowiedzUsuń
  4. Angie6:10 PM

    Genialne.
    Wybacz,ale obok "Nie wracaj!" tylko to przychodzi mi do głowy:D
    Krótkie, a naprawdę poruszające.
    Angie(która z pewnych powodów nie może się teraz zalogować)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny one-shoocik :D wzruszający, pełen takiej dziwnej niepewności. Aż łezka zakręciła się w oku. ;) Zabieram się za następne, co tam sprawdzian z biologii xD <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialne. Przywiodło mnie tu opowiadanie o Brandonie i Desmondzie, skończyłam je czytać już dawno, i brakowało mi Twojej twórczości ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedy to czytałam nie mogłam powstrzymać myśli że ktoś stoi za mną. I że te emocje przelały się na moją obecną sytuację.
    Cóż mogę rzec....enigmatycznie doskonałe. :)
    Kimimaro

    OdpowiedzUsuń
  8. W takich krótkich one-shotach kryje się zawsze coś więcej, wśród niewielu informacji trzeba zawrzeć tę konkretną. Zrobiłaś to doskonale, a nastrój opowiadania nasuwa się od samego początku. Krótkie formy przeżywamy bardziej niż najdłuższe, smutne opowiadania.

    OdpowiedzUsuń