Strony

wtorek, 14 czerwca 2011

13. Jeden taki dzień [LPoH]

Z wyjątkową dedykacją dla Marty, która obchodziła niedawno swoje szesnaste urodziny ;*


Zakaszlałem donośnie i pociągnąłem nosem, sięgając po leżące na stoliku chusteczki. Moja nocna, piżamowa eskapada nie skończyła się dla mnie zbyt dobrze. Nie dość, że miałem wyraźne limo pod prawym okiem, to jeszcze wylądowałem w łóżku z trzydziestoośmiostopniową gorączką i uciążliwym katarem. Fizycznie czułem się fatalnie, ale mówiąc szczerze... Było warto.
Andy chyba nigdy wcześniej nie zwracał na mnie uwagi tak bardzo jak teraz.
Odetchnąłem płytko, wstając powoli z łóżka. Trzeba było w końcu za coś się zabrać, prawda?
-Gdzie leziesz, Mitch, stary draniu?- rzucił Andy, stając w progu sypialni i przyglądając mi się badawczo.
No dobrze.
Może i określenie „bohater” dawno odeszło w niepamięć, a przymiotnik „stary” był dla mnie ostatnimi czasy szczególnie bolesny, ale to nie zmieniało faktu, że Andy po prostu się o mnie troszczył. Naprawdę. I pierwszy raz, odkąd go poznałem, nie traktował mnie z politowaniem, pobłażaniem czy przesadną podejrzliwością, a zachowywał się względem mnie wyjątkowo serdecznie i pomocnie. Owszem, zdawałem sobie sprawę z tego, że to w dużej mierze wynika z jego poczucia winy i wyrzutów sumienia, ale i tak nie mogłem się z tego nie cieszyć. To znaczy pewnie cieszyłbym się bardziej, gdybym był nieco przytomniejszy, ale to nieistotne.
W końcu to bardzo dobry początek, prawda?
-Muszę zrobić śniadanie- odparłem, a on parsknął śmiechem i wepchnął mnie natychmiast z powrotem do łóżka, co nie sprawiło mu żadnego problemu, bo w moim obecnym stanie, nie potrafiłem stawić rzeczywistego oporu.
-Nie ma takiej opcji, nie wychodzisz z łóżka- stwierdził kategorycznie, a ja aż nie mogłem się nie uśmiechnąć. Boże, on mnie kompletnie rozbrajał- Jeszcze dostaniesz zapalenia płuc albo coś w tym guście i dopiero będzie... Zajmę się śniadaniem- dodał, unosząc kąciki ust w pogodnym uśmiechu- Ba! Nawet zrobię coś lepszego! Rosół. Co powiesz na rosół, Mitch...?
Andy nigdy nie podchodził do mnie z takim... entuzjazmem. W ogóle moja osoba wzbudzała w nim raczej niewiele emocji, więc nie możecie mi się dziwić, że jego dzisiejsze zainteresowanie i nastawienie cieszyło mnie wprost niezwykle.
-Nie musisz...- zacząłem łagodnie, ale on przerwał mi stanowczo:
-Jasne, że muszę. Zobaczysz, mój rosół raz dwa postawi cię na nogi!- zaśmiał się pogodnie, po czym włączył telewizor i chwycił za leżący na jego obudowie pilot, a następnie wcisnął mi go w dłoń, musnąwszy ją przy tym delikatnie palcami. Zadrżałem mimowolnie. Chyba nawet choroba nie jest w stanie przytępić moich odczuć związanych z jego bliskością- Włącz sobie coś i pooglądaj przez ten czas. A ja się wszystkim zajmę!
Wybiegł z pomieszczenia, wciąż śmiejąc się radośnie, a ja uśmiechnąłem się delikatnie i ułożyłem wygodniej na poduszkach, przełączając kolejne kanały aż w końcu natrafiłem na jakiś film.
-Andy...?- zapytałem po dłuższej chwili, pełen wątpliwości- Ty w ogóle wiesz, jak się robi rosół...?
Zamiast odpowiedzi, usłyszałem jedynie, jak nuci coś wesoło pod nosem.
Zachichotałem cicho. A zresztą... Nawet, jeżeli coś nie wyjdzie, żadna różnica. To trochę dobijające, ale pewnie zjadłbym nawet porcję zeszłorocznych odpadów, gdyby to on mi je podał i gdybym miał tym samym sprawić mu przyjemność.
Rany, Mitch, stajesz się coraz bardziej i bardziej żałosny...
Nie do końca orientowałem się w tym, co dzieje się na ekranie i po kilku minutach zapadłem w coś w rodzaju półsnu, będąc jeszcze odrobinę świadomym tego, co się wokół mnie dzieje, ale jednocześnie stopniowo zasypiając.
-Mitch!- poderwałem się gwałtownie na głos Andy'ego i zamrugałem, mocno zdezorientowany- Och, przepraszam, obudziłem cię?- zmartwił się chłopak, ale chwilę później na jego twarz ponownie wstąpił uśmiech, gdy postawił przede mną talerz zupy na jakiejś tacce.
Zerknąłem niepewnie na zegarek. Może tylko mi się zdawało, ale miałem wrażenie, że zajęło mu to strasznie mało czasu. A zresztą... Nie mam pojęcia. Nigdy w życiu nie robiłem rosołu.
-Smacznego!- rzucił entuzjastycznie, a ja uśmiechnąłem się z wdzięcznością, choć jeszcze trochę nieprzytomnie i odparłem zaspanym głosem:
-Dziękuję, Andy...- może i nie robiłem rosołu, ale jadłem go parę razy w życiu i naprawdę wydaje mi się, że ten wyglądał jakoś... dziwnie. Mimo wszystko, chwyciłem za łyżkę i już unosiłem ją do ust, żeby skosztować, gdy usłyszałem:
-Ej, Mitch!- znieruchomiałem, spoglądając na chłopaka pytająco- Bo... Wiesz... To nie jest taki normalny rosół. No bo nie masz żadnych warzyw, więc jest bez warzyw.
-Och... W porządku.
-No i jeszcze...- zatrzymałem się po raz kolejny, z łyżką tuż przy wargach- Mięsa też nie masz. Więc to jest wiesz... Rosół bez kury jakby...
-Rosół bez kury?- powtórzyłem z rozbawieniem, a on obruszył się udawanie, mruknąwszy:
-Ej! To nie moja wina, że w twoim mieszkaniu nie ma nic prócz jajek, jeżeli nie pójdzie się przynajmniej raz dziennie na zakupy...
-Nie lubię robić zbyt dużych zapasów- przyznałem, nieco zawstydzony- Wolę kupić mniej i coś dokupić, gdy mi zabraknie, niż wyrzucać coś, co mogłoby się przydać komuś innemu...
-Biedne dzieci z Afryki i tak tego nie kupią, Mitch- odparł Andy, wpatrując się we mnie z politowaniem, po czym dodał- Jedz, jedz... Może nie będzie aż takie koszmarne, jak mi się wydaje...
„A co może być koszmarnego w makaronie z wodą?” - pomyślałem, ale ledwie wziąłem pierwszą łyżkę do ust, a natychmiast zrozumiałem. Zakasłałem donośnie i chyba zrobiłem się cały czerwony na twarzy. Gardło piekło mnie okropnie.
-Ach, zapomniałem dodać... Nie miałeś zbyt wielu przypraw, więc wrzuciłem trochę pieprzu...- „trochę” naprawdę nie było zbyt adekwatnym określeniem tej ilości. Poklepał mnie po plecach, a ja uspokoiłem się nieco, ścierając łzy z kącików oczu. Andy wcale nie sprawiał wrażenia, jakby rzeczywiście nie wiedział, jak koszmarnie smakuje ta potrawa. Wprost przeciwnie. Przyglądał mi się niemalże z ciekawością, jakby oczekiwał na moją reakcję- Chyba trochę mi nie wyszło, nie...?
-N... Nie...- wydukałem, uśmiechając się z trudem- Jest... Jest naprawdę dobre, Andy.
-Nie jest. Jest obrzydliwe- stwierdził, unosząc brew w pełnym politowania wyrazie- Więc czemu mówisz, że jest inaczej...?
-Bo jest.
-Nieprawda.
-Mi smakuje.
-Mitch... Jesteś purpurowy.
Andy wpatrywał się we mnie z uwagą przez dłuższą chwilę.
-Dlaczego ciągle kłamiesz?- zapytał wreszcie z niezrozumieniem.
-Nie kłamię...- och, skąd. Ja tylko wyrażam odmienne od stanu rzeczywistego zdanie- A poza tym... Chcę być dla ciebie miły- wyjaśniłem, czerwieniąc się lekko. Chociaż może zważywszy na mój obecny kolor twarzy, nie dało się tego zauważyć.
-Są tylko trzy powody, dla których ludzie są nadmiernie mili dla innych ludzi...- stwierdził Andy, wciąż nie odrywając ode mnie uważnego spojrzenia. Spuściłem wzrok, nieco zażenowany i odkaszlnąłem niepewnie. Im dłużej patrzyłem mu w oczy, tym bardziej czułem się niepewny i skrępowany- Albo chcą im się podlizać, bo ci ludzie są ważniejsi i lepsi od nich. Albo chcą uzyskać coś, co w normalnych warunkach by im się nie należało. Albo...- rudzielec zawiesił głos i usiadł na brzegu łóżka, po czym nachylił się nade mną i szepnął mi wprost do ucha- Albo chcą ich przelecieć.
O mały włos nie wylałem na siebie talerza z pieprzowym rosołem-nie-z-kury.
-A-A-A-An... And... Andy...- cóż za genialny sposób na protest!
Chłopak nie wydawał się jednak czekać na żadną odpowiedź. Wstał z łóżka i przeciągnął się z głębokim westchnieniem, mrucząc pod nosem:
-Ale nuda... Nie sądzisz, Mitch...?
Sądzę, że chciałbym w tym momencie powiedzieć coś odpowiedniego, ale w mojej głowie panuje kompletna pustka – zresztą tak jak zawsze, gdy zupełnie wytrąca mnie z równowagi.
-Chyba przejdę się do sklepu... Musimy coś mieć na kolację i w ogóle... A kolejnej jajecznicy nie zniosę!- zastrzegł surowo, po czym zaśmiał się lekko- Jakieś szczególne życzenia, Mitch...?
-Ż... Życzenia...?
Cholera, weź się w garść! To nie tekst z twojego erotycznego snu!
-Nie, nie- odparłem natychmiast, chichocąc nerwowo.
-Na pewno...? Nie macie tu gdzieś blisko apteki? Może kupiłbym ci jakieś lekarstwa, co...? Chociażby coś na ból gardła... A zresztą, rozejrzę się. A ty nie ruszaj się z łóżka. I dokończ przepyszny rosołek- dodał, uśmiechając się złośliwie, po czym wyszedł z pomieszczenia.
Opadłem na poduszki, kompletnie zdezorientowany. Rany boskie. Jak to się działo, że potrafił rozbroić mnie jednym słowem...? Nawet nie zaprzeczyłem! A przecież powinienem zaprzeczyć, prawda? Przecież ja wcale nie chcę go... Ekhem... To znaczy... Nie chcę z nim uprawiać seksu.
… Boże. Chcę. Chcę z nim uprawiać seks.
To znaczy wcale nie chcę, ale...
… Ale momentami zaczynam o tym myśleć i wtedy zmieniam zdanie i...
… Ale w gruncie rzeczy nie chcę!
Och, rany. Zrozumcie mnie. Ja chciałbym nie chcieć uprawiać z nim seksu.
W ogóle chciałbym, żeby moje odczucia względem niego były całkowicie czyste, niewinne i pozbawione tych kosmatych myśli, które czasem mi towarzyszą. Ale nie są. Ale to przecież wcale nie znaczy, że mam co do niego jakieś niestosowne oczekiwania... Bo nie mam. Naprawdę. Ja niczego od niego nie chcę... A przecież każdemu zdarza się myśleć czy śnić o pewnych nierealnych rzeczach i...
Boże, wybacz mi. Jestem starym, niereformowalnym grzesznikiem, któremu noc w noc śni się temperamentny szesnastolatek. I nic nie mogę na to poradzić.
Usłyszałem trzask drzwi frontowych, co oznaczało, że Andy już wyszedł.
Przełączyłem na kolejny kanał i przez kilka minut oglądałem prognozę pogody, chociaż nie dowiedziałem się z niej niczego zaskakującego. To co zwykle. Zimno, deszczowo, ponuro i jeszcze zimniej. Zacząłem szukać czegoś do obejrzenia. Reklamy, reklamy... Jakiś głupi talk-show, powtórka i znowu reklamy... Westchnąłem ciężko, odczuwając wciąż uciążliwy ból głowy. Chciało mi się spać, ale wolałem zaczekać na Andy'ego i upewnić się, że wrócił cały i zdrowy. Po tej wczorajszej sytuacji, naprawdę nie jestem pewien, czy jego samotne wychodzenie jest dobrym pomysłem.
Ale rudowłosy pojawił się już kilka minut później, ku mojemu niepomiernemu zdziwieniu.
-Już- obwieścił, zaglądając na chwilę do sypialni, po czym przeszedł do kuchni, by prawdopodobnie rozpakować zakupy i mówił do mnie- Nie kupiłem żadnego mięsa, bo nie było... Ale kupiłem ci pizzę. Tego raczej nie spapram, ha, ha... No i trochę warzyw i w ogóle... Zresztą... Sam zobaczysz... Jesteś głodny?
-Nie- wychrypiałem zgodnie z prawdą. Może prócz rosołku Andy'ego nie miałem od rana nic w ustach, ale szczerze mówiąc, nie czułem apetytu- Andy...- zagadnąłem go, gdy ponownie pojawił się w sypialni- Jak ci się udało tak szybko wrócić?
-Jak to jak?- parsknął cicho- Normalnie. Nie byłem przecież w tym twoim supermarkecie, tylko w tym sklepiku pod blokiem... Właściwie to czemu nigdy tam nie chodzimy...?
Ekhem... Dobre pytanie.
-No bo... Jest tam drogo i w ogóle...- wyjaśniłem wymijająco. Za nic w świecie nie przyznałbym się do swoich ostatnich kłopotów z właścicielem. Skoro już raz zostałem ochrzczony bohaterem, to naprawdę nie zamierzałem mu po raz setny pokazywać, jak bardzo jestem żałosny i słaby.
-No tak, ale jest bliżej. Więc to jakaś oszczędność czasu, no nie?- uniósł brew, wpatrując się we mnie z uwagą- A poza tym wcale nie jest tak strasznie drogo, raczej normalnie. A ten supermarket naprawdę jest daleko.
-Lubię spacery.
-Mitch...- teraz spoglądał na mnie z politowaniem- Jest diabelnie zimno. A będzie jeszcze zimniej.
-T-Tak, ale...
-Dobra, dobra, nie wnikam, twoje pieniądze, twoja sprawa- odparł, wzruszywszy ramionami i wyszedł z pokoju.
… Po raz kolejny nie potrafiłem wyjaśnić swojego zachowania w żaden racjonalny sposób.

Było już późno w nocy. Po raz wtóry przewróciłem się z boku na bok, szukając chłodnego miejsca na poduszce i jednocześnie otulając się szczelniej kołdrą. Z jednej strony czułem się tak, jakbym w środku wrzał, z drugiej, było mi przeraźliwie zimno. Szczęknąłem zębami, zaciskając powieki i usiłując zasnąć, ale to wcale nie było takie proste.
-Mitch... Ej, Mitch...- usłyszałem stłumiony głos Andy'ego, jakby dobiegającego z oddali, ale gdy odwróciłem się z powrotem, dojrzałem jego zmartwioną twarz tuż przed sobą- Co jest?- zapytał, siadając na brzegu łóżka i przyglądając mi się z uwagą- Rany, wiercisz się tak, że aż ja się obudziłem...- zaśmiał się cicho, po czym przyłożył mi rękę do czoła. Wpatrywałem się w niego nieco nieprzytomnym wzrokiem- Znowu masz gorączkę.
-To nic- uśmiechnąłem się blado- Przejdzie.
-Oj, Mitch, staruszku...- szepnął, kładąc się obok mnie i obejmując mnie ciasno ramionami- Wszystko co złe musi się trafić akurat tobie, co...?
Nie odpowiedziałem.
Trafił mi się Andy i nie zrezygnowałbym z tego za nic w świecie.
Nawet, gdybym codziennie musiał tkwić w łóżku z gorączką i obrywać za nic.
-Przepraszam za tą zupę... Moja mama czasem dodawała dużo przypraw, jak nic innego nie było, żeby był jakiś smak... Ale i tak zawsze wszystko, co robiła było obrzydliwe- zachichotał, omiatając moją szyję przyjemnie ciepłym oddechem.
-Tęsknisz za rodzicami...?- zapytałem niepewnie, wpatrując się w niego spod półprzymkniętych powiek.
Boże, jaki on piękny.
-Nie, no co ty, nie mam już pięciu lat, Mitch... Mama też za mną nie tęskni, bo ma na pewno dużo na głowie... W sumie myślę sobie, że może jej nawet lepiej beze mnie, no i... Mniejsza z tym. Śpij, Mitch- musnął wargami mój policzek, a ja aż zadrżałem.
-A ty...?
-Co ja...?
-B-Będziesz tutaj...?- dopytałem nieco przerażony.
-No jasne, że będę! Nie martw się, nie zostawię cię!
… W tym momencie raczej nie to mnie martwiło.
Możecie mi wierzyć, że posiadanie go tak blisko siebie, delikatnego, pachnącego, przystojnego, naprawdę działało na mnie dziwnie. Nawet, jeżeli daleko mi było do zdrowia.
… Szczególnie psychicznego.
-Ale po co...?
-No jak to po co?- parsknął Andy- Żeby sprawdzać ci temperaturę!
-Po co?
-No żeby pilnować, czy nie jest większa!
-A jeżeli będzie...?- dopytałem niepewnie.
Rudowłosy zamyślił się wyraźnie, po czym jedynie wzruszył ramionami, na tyle, na ile pozwalała mu obecna pozycja, po czym przycisnął się do mnie jeszcze bardziej kurczowo. Najwyraźniej to nie było aż tak istotne. Wpatrywałem się w niego przez dłuższą chwilę, po czym bardzo powoli i bardzo niepewnie objąłem go ramieniem. Uśmiechnął się do mnie na ten gest. Chyba mu nie przeszkadzało...
Sam nie wiem, w którym momencie powieki zaczęły mi ciążyć i wszystko odpłynęło...
Ale nawet we śnie, miałem dziwną świadomość, że jest gdzieś w pobliżu.
I byłem spokojny.
Jak nigdy.

17 komentarzy:

  1. Anonimowy1:42 PM

    rzadka przyjemność wysłania pierwszego komantarza, hmm, miło :)

    po pierwsze rosół bez warzyw i kury rozbawił mnie do łez. znając życie będzie mi się przypominał czkawką przez cały dzien, oczywiście w najbardziej nieodpowiednich momentach ;)

    maruta

    po drugie nie miałam jeszcze okazji skomentować przenosin - szare tło sprawia, że zdecydowanie mniej męczą mi się oczy - plus; zachowany układ strony i obrazek - duży plus; kilka postów na jednej stronie - niewygodne jeśli nie czyta się na bieżąco i trzeba zjeżdżać w dół - minus

    ogólnie plusy przeważają, a największym plusem i tak jest treść ;) więc nawet jeśli przyszłoby ci do głowy pisać czerwoną czcionką na różowym tle z pomarańczowo-fioletowym obrazkiem i tak miałabyś we mnie wierną czytelniczkę ;)

    pozdrawiam, nalotu weny życzę i proszę o AfY. baaardzo ładnie proszę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy1:44 PM

    nie wiedzieć czemu podpis wskoczył mi w środek tekstu :(

    maruta

    OdpowiedzUsuń
  3. Biedaczysko się rozchorowało. No, ale teraz Andy może się nim opiekować. Dając rosołek, który raczej nie postawił by faceta na nogi, ale mnie ubawił.
    Na zaśniecie razem wpadłam prawie w pisk. Przytulił go. :DDDD Andy to mądra bestyjka, już on tam wie co Mitchowi chodzi po głowie. Niech może on coś w końcu zrobi, bo Mitch wykończy się psychicznie rozmyślając o nim, albo raczej o przeleceniu go.
    Mitch działaj, bo twoje pragnienia pozostaną tylko w sferze marzeń.

    Notka wyszła Ci super. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy8:43 PM

    Witam, tu Marta, dla której dedykowana była notka! Nigdy nie spodziewałabym się, że dostanę dedykację od Silencio, a zwłaszcza do mojego ulubionego opowiadania *_* Teraz będę się zachwycała i w kółko czytała nagłówek do notki :) Oprócz mojej przyjaciółce, która wymyśliła tą niespodziankę muszę też podziękować Tobie- tak więc bardzo bardzo dziękuję za dedykację i miłe życzenia urodzinowe! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy12:43 AM

    Boże, ahhhhhh!! Wszystko jest tak kochanie dziewicze... nie wiem jak ty to robisz... Jedno z moich ulubionych opowiadań w sumie... nie mogę się doczekać pikanterii... która pewnie nie nastąpi za szybko........ no ale bede cierpliwa... Właśnie naszła mnie wena! MUAUAHAHAHHA!! Życzę ci tego samego i żeby w kolejnej notencji było cokolwiek, bo alles gute ist! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy1:26 AM

    O tak, urocze. Jak i sama autorka. D.

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy8:26 PM

    genialne *-* tylko jakiś taki krótki ten rozdział dzisiaj xD albo mi się tak sprawnie czytało ^^"
    byłabym wdzięczna jakbyś w najbliższym czasie dodała Gabriela *-*

    OdpowiedzUsuń
  8. kolejne opowiadanie, które bardzo przypadło mi do gustu :) akcja idzie szybko i gładko. Andy jest na prawdę rozbrajający i widać, że to jeszcze małolat. Mitch wymiata xD umiesz kreować ciekawie postacie. Ale zauważyłam, że samych głównych bohaterów w ogóle nie opisujesz z wyglądu. Mitch do tej pory nie wiem jak wygląda, chociaż moja wyobraźnia nadała mu jakiś wygląd ;) ogólnie mniej skupiasz się na wyglądzie świata dookoła, a bardziej na uczuciach. To czekam na kolejny rozdział ^^

    Kohaku

    OdpowiedzUsuń
  9. Kohaku - ogólnie to w ogóle nie skupiam się na wyglądzie świata zewnętrznego xD. Niestety. Nigdy nie byłam dobra w opisach i nigdy też ich specjalnie nie lubiłam, to zdecydowanie moja słabość. I znowu różnica wieku, co? XD

    OdpowiedzUsuń
  10. he he przyznam Ci szczerze, że także nie za bardzo przepadam za opisami otoczenia xD wyglądu też xD ale robię to, chociaż czasami to jest punkt w opowiadaniu na którym wręcz się zacinam i muszę dłużej nad nim posiedzieć xD więc rozumiem Twoją niechęć do tego :D ale czasami możesz zaznaczyć jakie ma włosy. kolor oczu..nie żeby już w szczegóły twarzy się wciągać. Mitch w moim wyobrażeniu jest wysoki, dość szczupły, ale ma trochę szersze ramiona.. Przy swoim kumplu przystojniaku wręcz wypada marnie ;D aa no i krótkie brązowe włosy xD może lekki zarost ;D oo tak tutaj z różnicą wieku to poszalałaś :D ale przez to podoba mi się kontrast charakterów :)
    zabrałam się za te opowiadania, które masz w zanadrzu kontynuować w następnym tygodniu :)

    Kohaku

    OdpowiedzUsuń
  11. To proponuję jeszcze one-shoty, bo to jedne z niewielu opowiadań, które skończyłam xD. No ja też staram się umieścić opisy, kiedy występuje narracja trzecioosobowa nie jest jeszcze tak trudno, ale w pierwszoosobowej... Cóż. Dla mnie zawsze mało realistycznie wyglądało, jak ktoś w formie pamiętnikowej zaczynał nagle opowiadać, jak właściwie wygląda i tak dalej :P. A poza tym, nawet dając opisy, czasem ludzie wyobrażają sobie postaci zupełnie inaczej niż ja. Na przykład w przypadku "Every Me", jedna dziewczyna wysłała mi zdjęcie tego, jak widzi Blaise'a i zrobiłam takie oczy: O_______O. W życiu bym na to nie wpadła, ja widziałam go kompletnie, ale to kompletnie inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  12. siła wyobraźni potrafi zwalić z nóg xD masz racje, pisząc w pierwszej osobie, ciężko opisać ''swój'' wygląd. Chociaż Mitch mógł np jak się tak przeglądał w super markecie i narzekał na siebie, mógł wspomnieć, że włosy mu się nie podobają itp ;p a odnośnie ciała to w momencie jak Andy zaciągnął go do przebieralni, ponarzekać na chudą klatę czy coś ;) trochę fizyczności nadało by trochę kolorków :) może dlatego, że sama jestem wzrokowcem i stąd moje podejście. Niby sama mogę sobie to wymyśleć ale jak nagle walniesz mi, że on jest jednak blondynem to trochę mi wcześniejszy obraz niszczy a tym samym podejście do postaci. Matko ..czepiam się?xD nie, tłumaczę :D he he xD no ale wydaje mi się, że i w pierwszej osobie można tak sprytnie wpleść opis w historię, że nie wyjdzie dziwnie xD
    a w Every Me to obrazek główny trochę nie odnosi się do głównego bohatera? tak sobie go wyobrażam w zasadzie xD

    Kohaku

    OdpowiedzUsuń
  13. Chyba pisałam, że ma brązowe włosy, więc blondynem nie jest ;D. W "Every Me" nagłówek odnosi się do dwóch głównych bohaterów, więc tam kwestia była rozwiązana ;D. Ale w tym przypadku chodziło o postać Blaise'a, nie wiem, czy do tego doszłaś czy nie, więc nie będę wyjaśniać. Ja wzrokowcem nie jestem i chyba nie żadne tłumaczenie moich nawyków nie zmieni :D. Wiem, w pewnych kwestiach jestem dziwacznie uparta, ale cóż zrobić :P.

    OdpowiedzUsuń
  14. ano jeszcze nie doszłam do Blaise'a xD ale lubię Desmonda :< (chyba już za samo imię xD).. Nie no ja nie zmuszam Cię do zmian xD piszę tylko swoje uwagi a co z nimi zrobisz to nie moja sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
  15. W każdym razie dziękuję za uwagi :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Akemi4:17 PM

    Uwielbiam to opowiadanie, bo jest tak różne od innych i tak ciekawe, że szczęka mi opada i wyję ze ... jak to powiedział Andy... A! Starego drania xD
    "Albo chcą ich przelecieć." nie ma to jak 3 podstawowe zasady xD Ostatnia raczej odnosi się do Mitcha... iii... nie może się spełnić. Chociaz w sumie... jak oboje się rozchorują, to przynajmniej ten czas spędzą razem w łóżku... zajmując się sobą- zdrowotnie, oczywiście! W końcu... trzeba sprawdzać sobie temperaturę... a Mitch mógłby wtedy .. kehem... wkładać Andyemu swój termometr... wiadomo... gdzie xD

    A, odczytując imię "Desmond" - przez reklamy mam teraz iście fałszywy wizerunek tego Twojego Desmonda! XD

    OdpowiedzUsuń
  17. Anonimowy3:35 PM

    Oni są rozkoszni, doprawdy ;]
    Cieszę się ,że wreszcie udało mi się nadrobić zaległości w tym opowiadaniu, jest naprawdę cudowne.
    pozdrawiam!
    J.

    OdpowiedzUsuń