Strony

sobota, 11 czerwca 2011

§ 5 § [YFM]

-Dlaczego jej to powiedziałeś?
-To zwykłe badziewie...- mruknął wymijająco Edalis, oglądając w dłoniach medalion chłopaka- Nie dałbym za to fałszywego srebrnika...
-Edalis!- wykrzyknął z poirytowaniem Absalom, zabierając mu wisior z ręki i zawieszając go z powrotem na szyi- Odpowiedz wreszcie na moje pytanie! Dlaczego powiedziałeś jej coś takiego?!
Mężczyzna sapnął ciężko, splatając dłonie na swoim ogromnym brzuchu i przez dłuższą chwilę wpatrywał się w okno, jakby szukał jakiejś wystarczająco dobrej wymówki. W końcu jedynie machnął lekceważąco dłonią i rzucił:
-Daj spokój, chłopcze! Nic wielkiego się nie stało...
-Nieprawda!- zaprotestował Absalom, nie kryjąc oburzenia. Cała ta sytuacja go zdenerwowała. Edalis nie po raz pierwszy usiłował go z kimś na siłę swatać, ale to przekraczało już chyba wszystkie dopuszczalne granice- Skłamałeś i powiedziałeś, że jestem w niej zakochany, a tak nie jest! Po co?!- zapytał bez zrozumienia- Przecież i tak ma męża, nie zainteresowałaby się mną!
-No właśnie...- mruknął z niezadowoleniem mężczyzna- Poślubiła tego nieudacznika i kanciarza... To mój główny problem.
-Ale co ja mam z tym wszystkim wspólnego?!
-Och, chłopcze, zrozum zdesperowanego ojca...- Absalom uniósł brew w pełnym politowania geście. Znał Edalisa już długi czas i pojęcie „desperacja” niespecjalnie do niego pasowało. Chłopak nie wątpił, że ten miał serce po właściwej stronie. Zrobił bardzo wiele dla swoich córek i dla niego także, ale zdawał sobie sprawę z tego, że jeżeli chodzi o interesy, Edalis potrafił być wyjątkowo przebiegły i całkowicie egoistyczny. Zresztą, sam powtarzał, że w interesach nie ma miejsca na żadne sentymenty. Więc jeżeli darzył swojego zięcia aż tak wielką niechęcią, mimo tego, że jego córka była szczęśliwa, musiał mu naprawdę podpaść swoją ewentualną działalnością- Miałem nadzieję, że moja córka się opamięta... Sądziłem, że jeżeli zda sobie sprawę z tego, że interesują się nią jacyś mężczyźni... Czy też chłopcy...- dodał, spoglądając znacząco na Absaloma, chociaż ten nie do końca zgadzał się z tym określeniem- … To zrozumie, co mam na myśli i zostawi tego przeklętego głupca, a sama zajmie się kimś znacznie bardziej normalnym i uczciwym.
-Przecież inni mężczyźni się nią interesowali i nadal interesują- zauważył Absalom, po raz kolejny nie potrafiąc zrozumieć, dlaczego jest w to wszystko mieszany wbrew swojej woli. Georgina była naprawdę urodziwą kobietą, a atrakcyjności dodawał jej z pewnością bogaty ojciec, który gwarantował naprawdę pokaźny posag.
-Ach, tam- Edalis skrzywił się niechętnie i raz jeszcze machnął dłonią- Mężczyźni, powiadasz...? Miernoty i nieudacznicy! Większość z nich nie ma nic do roboty poza uganianiem się za bogatymi pannicami, tylko jedno im w głowie, nawet nie chce im się ruszyć do uczciwej pracy...- Absalom już chciał zauważyć, że Edalis z pewnością sam nie stanowi wzoru wszelkich cnót, ale ostatecznie ugryzł się w język- Ale gdyby rzeczywiście wybrała kogoś poważnego... Nie miałbym nic przeciwko! Nie musiałby być nawet bardzo bogaty, byleby miał za co utrzymać ją i moje wnuki... Ale nie! Ona mogła mieć każdego, a wybrała najgorszego z najgorszych, najbardziej mierną ze wszystkich miernot, najbardziej żałosną ze wszystkich kreatur...- westchnął ciężko, kręcąc z niedowierzaniem głową- Mam nadzieję, że moja druga córka będzie miała więcej oleju w głowie, chociaż na razie chyba nie interesują ją żadne swaty... Może to i dobrze- ocenił w zamyśleniu, po czym przeniósł uważny wzrok na Absaloma i stwierdził- Widzisz, chłopcze... Gdyby wybrała ciebie, wszystko stałoby się dużo prostsze.
-Edalis!- Absalom nie mógł uwierzyć w to, co słyszy. Ile raz już mu powtarzał, że Georgina go nie interesuje...?- Nie jestem w niej zakochany!
-No to się zakochasz, co to za problem?- mężczyzna najwyraźniej tego nie pojmował- Ona jest piękna, ty jesteś przystojny... Mielibyście ładne dzieci, a ja byłbym dumnym dziadkiem. To idealne rozwiązanie.
-Nie da się kogoś pokochać ot tak!- upierał się przy swoim chłopak- To nie jest takie proste!
-Wszystko jest proste i wszystko się da... Jesteś jeszcze zbyt młody, żeby to zrozumieć. Miłość to nie gorące uczucie od pierwszego wejrzenia tylko kwestia dopasowania.
-My do siebie nie pasujemy- stwierdził kategorycznie Absalom.
Edalis parsknął cicho, kręcąc głową.
-Skąd możesz wiedzieć, nie znacie się przecież aż tak dobrze...
-Jest ode mnie starsza, no i, no i...- usilnie szukał jakiegoś bardziej logicznego argumentu, którego mógłby teraz użyć. Spojrzenie Edalisa całkowicie go dekoncentrowało- Po prostu nie chcę!- wykrzyknął wreszcie, czerwieniąc się lekko.
-Ale dlaczego...? Dostałbyś duży posag, pracę u mnie, dom... Bylibyście ustawieni do końca życia.
-Nie- powtórzył stanowczo Absalom.
O, Stwórco, nigdy nie przypuszczał, że wchodzenie w dorosłość przyniesie mu podobne problemy. Owszem, gdy był młodszy wyobrażał sobie często, że ma swoją „damę serca”, jak ci wszyscy książkowi bohaterowie, dla której walczy i której podziwu pragnie. Nawet nie potrafiłby zliczyć, ile księżniczek wyratował z opresji w swojej wyobraźni i ile zdobył królewien. Nigdy jednak nie wyobrażał sobie siebie jako męża. A już tym bardziej nie jako ojca. Właściwie w ogóle nie rozumiał, dlaczego miałby sobie kogoś teraz szukać, skoro było mu dobrze samemu. Samemu z Mortalisem.
-Nie mów jej więcej takich rzeczy- poprosił cicho- I najlepiej wytłumacz jej wszystko... Nie chcę, żeby sobie myślała, że się w niej kocham!
-Dlaczego?- zdumiał się Edalis- Przecież to nic złego.
-To kłamstwo!
-Oj, tam... Kłamstwo od razu...- mężczyzna wzruszył lekceważąco ramionami i zaśmiał się lekko- Jeżeli coś ci nie pasowało, mogłeś jej przecież powiedzieć...
-Co miałem jej powiedzieć?! Że zamierzasz zabić jej męża?!- wykrzyknął niepohamowanie, stanowczo zbyt głośno, bo kilku siedzących nieopodal osobników, odwróciło się w jego stronę.
Edalis odkaszlnął nerwowo, po czym zachichotał sztucznie i rzucił donośnym głosem:
-Dobry żart, Absalomie, dobry żart...- po czym dodał już znacznie ciszej- Na litość boską, chłopcze, opanuj się trochę... Sądzisz, że tu siedzą sami moi dobrzy znajomi...? Jeszcze tego mi brakuje, żeby ktoś niepożądany się o czymś dowiedział...
-Przecież to prawda.
-Nie wszystkie prawdy powinny oglądać światło dzienne... A poza tym... To już nieaktualne.
-Nieaktualne?- zdumiał się Absalom- Jak to...?
-Tymczasowo- uściślił Edalis.
-Ale przecież pisałeś o tym do Mortalisa i sądziłem, że on...
-Mortalis odmówił- przyznał niechętnie mężczyzna, a chłopak wbił w niego pełne zaskoczenia spojrzenie.
-J... Jak to odmówił...?- wydukał z trudem, mocno osłupiały- Dlaczego...?
-Bo ja wiem, chłopcze...?- obruszył się Edalis, wzruszywszy ramionami- Jest dziwny. A z dziwakami już tak jest, że czasem czegoś odmawiają bez podania konkretnej przyczyny i lepiej to zostawić w spokoju... Zresztą... Sam nie wiem, może miał jakieś powody... A może ja miałem za dużo wątpliwości...
-Dlaczego miałeś wątpliwości?- nie rozumiał Absalom.
Edalis nachmurzył się wyraźnie i nie odpowiedział.

Wątpliwości są całkowicie naturalne, jeżeli planuje się coś tak podłego. Tak przynajmniej sądził Absalom i doszedł do wniosku, że gdyby on miał podjąć taką decyzję, musiałby się naprawdę długo zastanawiać, a wcale nie był pewien, czy zgodziłby się na coś podobnego, nawet gdyby kogoś wyjątkowo nienawidził. Zresztą... Skąd miał właściwie wiedzieć? Nie znał nikogo, kogo darzyłby jakąś szczególną niechęcią. Niektórzy mieszczanie, którzy rzucali na prawo i lewo nieuzasadnione osądy na temat Mortalisa, strasznie go denerwowali, ale przecież nie miało to nic wspólnego z rzeczywistą nienawiścią. Absalom nie miał żadnych wrogów. Zapewne w przeciwieństwie do Mortalisa. Nie znał nikogo, komu mógłby życzyć czegoś złego. Zresztą, on chyba najzwyczajniej w świecie nie potrafił. Nie należał do tego rodzaju ludzi, których satysfakcjonowałoby nieszczęście kogoś innego, bez względu na to, co ten ktoś uczynił.
Jednak Absalomowi trudno było uwierzyć w to, że Edalis ma równie wielki dylemat moralny pod tym względem. Nie był na tyle naiwny, by wierzyć, że jego znajomość z Mortalisem była kwestią przypadku i nie miała nic wspólnego z wykonywaną przez niego profesją. Edalis zlecał mu różne „sprawy” nie po raz pierwszy i nie sprawiał wrażenia kogoś, kogo dręczą wyrzuty sumienia. Więc dlaczego teraz się zawahał...?
Chociaż... Chodziło przecież o jego córkę, prawda? O jej szczęście. Edalis zapewne z chęcią pozbyłby się tego człowieka, gdyby nie Georgina. To dlatego tak bardzo starał się ją z kimś wyswatać. Bo czy dało się to wyjaśnić inaczej...? W końcu gdyby ten człowiek zginął, i tak musiałaby sobie kogoś znaleźć, więc mógłby to zrobić od razu, zamiast knuć swoje intrygi i wpychać całkowicie niezwiązanego z tą sprawą Absaloma w jej ramiona... On chyba liczył na to, że jeżeli pokocha kogoś innego, nie przejmie się śmiercią męża.
Niestety, kwestie uczuciowe były najwyraźniej trochę bardziej skomplikowane niż sądził Edalis.
Absalom położył się na łóżku i westchnął głęboko, wpatrując się w sufit.
Ciekawe, kiedy wróci Mortalis...
O, Stwórco. Znowu coś go dręczyło. Znowu coś sobie wmówił i teraz będzie się nad tym zastanawiał przez kilka najbliższych dni, jakby nie mógł sobie po prostu odpuścić. Dlaczego mężczyzna musiał mu dostarczać tak wielu powodów do rozważań i zastanawiania się nad wszystkim, co go otaczało...?
Bo niby dlaczego odmówił Edalisowi?
Przecież ten z pewnością zapłaciłby mu dużo. Pod tym względem nie można było oskarżać go o nieuczciwość. Więc co oprócz kwestii finansowych, mogłoby skłonić Mortalisa do odrzucenia jego zlecenia...? Do licha, Absalom naprawdę słabo go pod tym względem znał. Niejednokrotnie jednak przekonał się o tym, że Mortalisa trudno podejrzewać o jakiekolwiek wyrzuty sumienia. Przyjmował zlecenie i robił to, co do niego należało. Tak to przynajmniej widział Absalom. Jak pies, któremu daje się sygnał do ataku. Bez zastanowienia nad konsekwencjami dla innych, a nawet dla samego siebie.
A może...
Hm...
Czy to w ogóle możliwe, żeby Mortalis odmówił ze względu na ich rozmowę na ten temat...? Czy rzeczywiście mógł wziąć pod uwagę jego zdanie, jego protest...? To właśnie dręczyło Absaloma najbardziej. Z pozoru nic istotnego – bo czy to ważne, co rzeczywiście skłoniło go do takiej decyzji? Liczyło się to, że ją podjął. A jednak... O, Stwórco, jak strasznie chciałby wiedzieć, czy miał chociaż maleńki wpływ na jego decyzję.
Absalom przetarł twarz dłonią i przymknął powieki.
Nie. To niemożliwe.
Nie powinien sobie wyobrażać, że ma z tym cokolwiek wspólnego. Mortalis pewnie miał swoje powody, które nie miały nic wspólnego ani z odbytą przez nich rozmową, ani z szeroko pojmowanym poczuciem moralności. Przecież nie pierwszy raz odrzucał zlecenie Edalisa. Absalom pamiętał jeszcze z czasów swojego dzieciństwa, jak ci kłócili się niejednokrotnie o podobne sprawy. Wtedy jeszcze tego nie rozumiał. Teraz wiedział aż za dobrze, na czym polegała ich tak łagodnie brzmiąca wtedy „współpraca”. Pewnie Mortalis z jakichś przyczyn nie mógł lub nie chciał tego zrobić i tyle. Z pewnością istniały ku temu ważniejsze przesłanki niż naiwny protest Absaloma.
Mógłby go właściwie o to zapytać, ale...
Nie, lepiej nie. To, co robił Mortalis „zawodowo” było jego prywatną sprawą. Skoro nigdy z nim o tym nie rozmawiał to znaczy, że nie chciał, by ten wiedział o takich sprawach. Absalom wmieszał się w to wszystko całkowicie przypadkowo i nie powinien teraz dociekać tego, dlaczego mężczyzna podjął taką, a nie inną decyzję.
Chociaż...
Na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech.
Chociaż, gdyby mężczyzna wziął pod uwagę to, co mówił Absalom...
Chociażby troszeczkę... Choćby to nie miało nawet istotnego znaczenia...
To czy nie byłoby pięknie...?
Czy nie byłoby pięknie...?
Absalom zasypiał powoli, wciąż uśmiechając się błogo.
O tak... Byłoby pięknie.
Absalom obudził się po kilku godzinach. Podniósł się powoli do pozycji siedzącej i przetarł zaspane powieki, po czym wyjrzał przez okno. Na dworze zdążyło się już ściemnić. Aż nie wierzył, że zasnął na tak długo. Opadł z powrotem na łóżko i dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że mimo panującej na zewnątrz ciemności, w pomieszczeniu jest całkiem jasno. Znieruchomiał. On przecież nie zapalił świec. Więc kto...?
Usłyszał czyjeś ciche kroki. Niemalże natychmiast zerwał się gwałtownie z łóżka i prawie przycisnął do ściany, przerażony. Dopiero wtedy zdał sobie sprawę z tego, kto stoi naprzeciwko niego.
-Mortalis!- westchnął z autentyczną ulgą, chociaż serce nadal biło mu jak oszalałe- Nawet nie wiesz, jak mnie przestraszyłeś!
-Wiem- odparł spokojnie mężczyzna, wpatrując się w niego z uwagą- Zapewne można być przerażonym, jeżeli nie zamyka się drzwi... Absa, dlaczego się nie zaryglowałeś?
-Sam nie wiem... Po prostu przysnąłem- przyznał chłopak, po czym nie czekając na jego odpowiedź, zupełnie tak jak zawsze, objął go wokół szyi i przycisnął się do niego na dłuższą chwilę- Dobrze, że jesteś...- dodał, stłumionym nieco głosem. Powroty Mortalisa były właściwie jedynymi momentami, gdy mógł sobie pozwolić na tego rodzaju bliskość. Mężczyzna nigdy go tak naprawdę nie odtrącał, ale Absalom zdawał sobie sprawę z tego, że komuś w jego wieku nie przystoi już nieustanne przytulanie się do swojego opiekuna. Ten gest mógł być odczytany jako wyraz tęsknoty i radości, ale pozostałe... No cóż. Mortalis nie musiał przecież wiedzieć, że chłopak, gdyby mógł, chciałby wtulać się w niego cały czas. Doprawdy, dziwny żywił do niego sentyment.
-Nie kupiłem ci niczego... Przepraszam. Nie miałem czasu- odpowiedział Mortalis, a Absalom odsunął się wreszcie, choć wcale tego nie chciał, maskując owe odczucie nieco wymuszonym uśmiechem.
-To nic. Dobrze, że jesteś tak szybko- uśmiechnął się radośnie. Na nic mu były te wszystkie prezenty, gdy mężczyzny nie było w pobliżu. Mógłby zrezygnować z nich wszystkich bez najmniejszego żalu, mógłby zrezygnować z całego świata, byleby ten zdecydował się wreszcie tutaj zostać. Na stałe.
-Mhm...- odmruknął jedynie mężczyzna, zupełnie tak jak zwykle- Coś się działo, gdy mnie nie było...?
Absalom zastanowił się chwilę. Nie był pewien, czy powinien zawracać Mortalisowi głowę swoimi mało istotnymi sprawami związanymi z Edalisem i jego swatami, ale ostatecznie doszedł do wniosku, że chce, by mężczyzna o tym wiedział. Może przynajmniej on wpłynie na Edalisa, żeby nie robił takich rzeczy w przyszłości.
-Rozmawiałem z Edalisem...- przyznał po dłuższej chwili zastanowienia.
-Ach, tak... I...?
-I... Zrobił coś... Och... Zrobił coś okropnego!- stwierdził w końcu, nie kryjąc oburzenia- Może i z dobrych pobudek, ale mimo wszystko... Nawet mnie nie uprzedził, nie zapytał o zdanie! Gdybym chociaż wiedział, o co chodzi, to...
-Absa...- Mortalis uniósł brew w geście politowania- Do rzeczy.
Chłopak wstrzymał oddech na dłuższą chwilę, po czym wydusił z siebie:
-Powiedział Georginie, że jestem w niej zakochany.
Mężczyzna wbił w niego uważne spojrzenie.
Absalom wpatrywał się w niego, czekając na jakąś odpowiedź, na potępienie tego, jak zachował się Edalis, ale jego opiekun milczał przez dłuższą chwilę, a gdy w końcu się odezwał, z jego ust padło coś na kształt mało wyraźnego:
-Ach, tak...
-”Ach, tak”...?- powtórzył Absalom, niemalże z niedowierzaniem- Naprawdę nie widzisz w tym niczego złego?
-A co jest złego w tym, że jesteś w niej zakochany...?
-N... Nic!- wykrzyknął w odpowiedzi chłopak, czerwieniąc się natychmiast- To znaczy... To znaczy... Coś złego jest w tym, że jej to powiedział... A-A po-poza tym... Poza tym, wcale nie jestem w niej zakochany!- dodał stanowczo, nie mogąc uwierzyć, że nawet Mortalis mógł się pokusić o podobny wniosek. Czy tylko dla niego to sprawiało wrażenie absolutnego absurdu?!
-Ach, tak...- odparł po raz kolejny mężczyzna- Więc tym bardziej nie rozumiem, co jest takiego złego w tym, że to powiedział, skoro nie jesteś zakochany.
Teraz to Absalom nie rozumiał.
-Jak to co?- zapytał, wpatrując się w niego niemalże z niedowierzaniem- To kłamstwo! Dlaczego miałoby być w tym coś złego, gdyby powiedział jej prawdę...?
-Wtedy mógłbyś się tego wstydzić i bać się jej odrzucenia.
-Wcale nie!- zaprotestował Absalom, z chwili na chwilę czując się coraz bardziej zawstydzony- Gdybym... Gdybym ją kochał, to chciałbym, żeby wiedziała... I... I mogłoby być mi trudno powiedzieć jej to samemu... Więc... Więc nawet bym się cieszył, gdyby zrobił to Edalis. Nawet gdyby mnie odtrąciła, to nie miałbym jej tego za złe, po prostu bym zrozumiał, zamiast się łudzić i może byłoby mi dużo łatwiej... Ale to jest kłamstwo!- powtórzył raz jeszcze, wprost nie mogąc uwierzyć w to, że mężczyzna naprawdę tego nie dostrzega.
-Absa, naprawdę nie rozumiem w czym problem... Skoro to nieprawda, nie powinieneś się tym chyba przejmować.
-Jak to nie?!- obruszył się chłopak- Powiedział jej coś takiego! Nie wiem nawet, jak się z tego wykręcić! Będę się bał z nią porozmawiać albo nawet na nią spojrzeć! Będę się jąkał, czerwienił, nie będę wiedział co powiedzieć, tak strasznie mi głupio! Nawet nie wiesz, jak się czułem, gdy ze mną o tym rozmawiała!
Mortalis milczał przez dłuższą chwilę, nie odrywając od niego badawczego spojrzenia, po czym stwierdził niespodziewanie:
-Chyba jednak coś jest na rzeczy.
Absalom spojrzał na niego bez zrozumienia.
-J... Jak to...?- zapytał, nie będąc pewnym, jak powinien rozumieć te słowa.
-Może po prostu Edalis zauważył to, czego ty jeszcze nie widzisz albo nie chcesz się do tego przyznać- odparł Mortalis, aż nazbyt wylewnie jak na swoje zwyczajowe możliwości.
-C-Co...?- wydukał Absalom, kompletnie zdezorientowany, po czym pokręcił gwałtownie głową i wykrzyknął- Nie! To nieprawda! Nie kocham jej!
-W porządku- skwitował krótko mężczyzna, ruszając do pomieszczenia obok.
-Mortalis!- krzyknął chłopak, ruszając szybko do przodu- To nieprawda! Nieprawda, słyszysz?! Nie jestem w niej zakochany, nawet mi się nie podoba!- przeszli obaj do drugiego pokoju, ale mężczyzna nawet nie zareagował, nie odwrócił się w jego stronę, zajęty przyglądaniem się wiszącej na ścianie broni- Słyszysz mnie?! Nie jestem w niej zakochany!- powtarzał Absalom z determinacją, ale miał wrażenie, że mężczyzna w ogóle go nie słyszy- Mortalis!- wrzasnął w końcu, chwytając go za nadgarstek i odwracając go w swoją stronę z siłą, o którą wcześniej nawet by się nie podejrzewał- Nie jestem w niej zakochany!
Mężczyzna uniósł brwi w geście zdumienia.
-Zrozumiałem- odparł spokojnie, uwalniając swoją dłoń z uścisku chłopaka, a Absalom aż jęknął w duchu, nagle uświadamiając sobie, że zachowywał się jak kompletny kretyn.
-P... Przepraszam- bąknął nieśmiało, spuszczając wzrok. Nie miał pojęcia, dlaczego aż tak bardzo zależało mu na tym, żeby mężczyzna to usłyszał. Nie chciał, żeby ten myślał sobie cokolwiek innego. Wiedziałby przecież, gdyby kochał się w Georginie. Wiedziałby, gdyby kochał się w kimkolwiek! Dlaczego wszyscy tak usilnie wmawiali mu uczucie, które było mu zupełnie obce...?- To ja... Może pójdę się przebrać?- rzucił w końcu odrobinę nerwowo i natychmiast wrócił z powrotem do izby.
Absalom rozpiął nieco drżącymi dłońmi koszulę i położył ją na łóżku, po czym sięgnął po swoją piżamę.
-Co to takiego...?- dopadło go pytanie Mortalisa. Odwrócił się w jego stronę, nieco zdezorientowany.
-Co?
Mężczyzna podszedł do niego niespiesznym krokiem tak blisko, że przez chwilę chłopak z niewiadomych przyczyn, zupełnie nie pamiętał, jak się oddycha. Mortalis wziął delikatnie w dłonie medalion, który miał zawieszony na szyi i obejrzał go z uwagą.
-Ach, to!- Absalom zachichotał odrobinę nerwowo- To tylko... Kupiłem to od jednego kupca...
-Od tego, od którego miałeś nic nie kupować...?
-Tak, ale tym razem naprawdę chciałem!- zapewnił go pospiesznie chłopak- To znaczy na początku po prostu miałem nadzieję, że go przegonię i sobie pójdzie, ale pokazał mi to i... Jest piękny, prawda?- zapytał z nieskrywanym entuzjazmem- To talizman wojowników!
Mortalis nie wydawał się być pod równie wielkim wrażeniem.
-To zwykła blaszka- odparł bez żadnych emocji, puszczając zawieszkę- Nie sądziłem, że interesują cię tego rodzaju rzeczy... Trzeba było mi powiedzieć, przyniósłbym ci jakąś błyskotkę... Na pewno bardziej wartościową od tego.
-Ale on jest bardzo wartościowy!- stwierdził z pełnym przekonaniem Absalom- Naprawdę! W jednej z tych książek, którą mi dałeś, bohater miał swój własny amulet, który przynosił mu szczęście... I wyobrażałem go sobie dokładnie tak samo! Miał nawet taką samą rysę, wszystko!- opowiadał, nie kryjąc emocji- No... Co prawda tamten był zrobiony z brązu, ale to nic! Mój nie musi taki być! Ważne, że ma dla mnie duże znaczenie.
-Duże znaczenie... Nikt tego od ciebie nie weźmie, nawet za darmo.
-Bo ja nikomu tego nie oddam! Nigdy! Naprawdę nie rozumiesz...?
-Nie- przyznał bez ogródek mężczyzna.
Absalom westchnął cichutko i uśmiechnął się pod nosem, po czym pokręcił z rozbawieniem głową. Czasem aż nie mógł uwierzyć w to, że tak wiele ich dzieli, mimo tego, że spędzili ze sobą tak dużo czasu. Nałożył na siebie koszulę od piżamy, a następnie zaczął przebierać spodnie, odpowiadając:
-Ludzie przywiązują się do rzeczy.
-Być może- odparł krótko Mortalis- Tylko po co?
-Jak to po co?
-To niepotrzebne obciążenie.
Chłopak wsunął się pod kołdrę i zdjął z siebie medalion, z najwyższą pieczą odkładając go na stolik.
-Wcale nie- wyjaśnił cierpliwie- Są pewne rzeczy, które mimo tego, że pozornie nie są cenne, mają ogromne znaczenie dla ich właścicieli. To mogą być jakieś pamiątki po kimś albo rzeczy, które z czymś nam się kojarzą, które przywołują wspomnienia... Załóżmy, że jest jakaś para, która spotyka się po raz pierwszy, gdzieś na rzeką i zupełnie przypadkiem odnajdują coś wyjątkowego... No nie wiem... Na przykład... Hm... Kamień w kształcie serca? Mogą to traktować prawie jak znak od przeznaczenia, jak coś wyjątkowego. Na pewno go ze sobą wezmą i być może do końca życia będzie on symbolem ich miłości. Będzie cenniejszy niż cokolwiek innego, cenniejszy niż pieniądze, niż oszczędności, mimo tego, że dla kogoś, kto tego nie rozumie, może nie mieć żadnego znaczenia.
-I naprawdę sądzisz, że żałowaliby utraty tego kamienia bardziej niż utraty majątku...?- Mortalis najwyraźniej mocno w to powątpiewał.
-Zdecydowanie- odparł stanowczo Absalom.
-Podziwiam twoją zdolność cieszenia się z małych rzeczy.
-Nie zrozumiesz- odpowiedział z głębokim westchnieniem chłopak, wyczuwając nutkę ironii w głosie towarzysza- Jesteśmy zupełnie inni, zauważyłeś?- zapytał, uśmiechając się pogodnie- Zupełnie... Wychowałeś mnie, ale właściwie nie ma w nas nic podobnego. Ciekawe z czego to wynika.
-Pewnie z doświadczeń.
-Być może...- stwierdził w zamyśleniu chłopak, po czym zaśmiał się lekko, coś sobie przypominając- A może rzeczywiście było zapisane w gwiazdach?
-W gwiazdach...?
-Edalis kiedyś mi o tym opowiadał... Gdy byłem mały. Mówił mi, ze każdy z nas ma swoją historię i że ona tak naprawdę jest już z góry ustalona. I została tysiące lat temu zapisana w gwiazdach, wraz z powstaniem świata... I że tak naprawdę realizujemy już gotowy scenariusz i wszystko, co się do tej pory zdarzyło, musiało się zdarzyć, bo inaczej nie posunęlibyśmy się ani o krok do przodu. To całkiem ładne. Nie wierzę w to aż tak bardzo...- dodał prędko, nieco zawstydzony- Właściwie nie jestem jeszcze pewien w co wierzę... Ale sądzę, że chyba każdy z nas ma swoje miejsce na świecie i swoją ścieżkę.
-Nie wydaje mi się- odparł Mortalis, bez specjalnej wylewności, odwracając się i wracając do swojej pracowni.
Absalom leżał przez dłuższa chwilę w bezruchu, zastanawiając się nad ich rozmową.
-Mortalis...?- rzucił w końcu cichutko i już po chwili mężczyzna ponownie pojawił się w drzwiach pomieszczenia, wpatrując się w niego pytająco- Czy ty w ogóle w wierzysz w cokolwiek?
Mężczyzna milczał przez dłuższą chwilę.
-Tak- odparł w końcu- Wierzę w śmierć. Śmierć przychodzi zawsze.

9 komentarzy:

  1. Jakie piękne. To opowiadanie bardzo miło się czyta, pomimo tego, że mało się dzieje. Nie mogę się doczekać, aż Absa w końcu sobie uświadomi co czuję! Mam nadzieję, że niedługo pojawi się koleiny rozdział.
    PS. Jak idzie z Drag Queen, Wyzwanie lub Książę?

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, kochana ^^". Jeżeli chodzi o "Drag Queen" to zaczęłam pisać kolejny rozdział, ale ugrzęzłam i chyba nieprędko wybrnę, chociaż nigdy nic nie wiadomo - wena bywa zaskakująca :P. Wyzwania na razie nawet nie zaczęłam, Księcia też nie i nie wiem mówiąc szczerze, kiedy pojawi się kontynuacja.

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy5:06 PM

    Pozostaje mi tylko być cierpliwą. Ale warto czekać, wiem to. Poza tym to bardzo ciekawe, jak różne są charaktery tych bohaterów. Czekam jak zawsze na Wyzwanie. D.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jako, że cierpię na chroniczną sklerozę zapomniałam dodać, że bardzo podoba mi się ostatnia wypowiedź Mortalisa xD A teraz zostaje tylko czekać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział piękny, świetny :]
    Jestem strasznie zmęczona po weselu i poprawinach ale nie mogłam sobie odmówić przeczytania tego rozdziału... Naprawdę mi się podoba, mam nadzieję że Mortalis niedługo uwierzy także w miłość :p
    Nie wiem czemu ale uwielbiam rozmyślania Absoloma...
    Czekam na więcej !

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana przepraszam, że dopiero dziś komentuję, ale w weekendy siedzę przy starym komputerze, który ostatnio ledwie zipie i czasem ciężko mi się na nim zalogować na blogspota.

    Mortalis wrócił. :DDDD
    Kocham tego tajemniczego faceta. Tak samo, jak Absa go kocha.
    Uwielbiam to opowiadanie. Bardzo przyciąga. Absa jest wspaniały i te jego rozmyślania, zwłaszcza dotyczące Mortalisa.
    Pisz kochana, pisz. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Melancholia12:10 PM

    Zgadzam się z każdym z osobna. Absa jest taki nieuświadomiony... Czekam na jego "przebudzenie"... ;) Mortalis jak zwykle posępny, ale pozwala sobie na coraz więcej troski okazywanej Absie. ;D Ja w przeciwieństwie do niego rozumiem czemu tak bardzo chciał przekazać swoje uczucia, a raczej ich brak, co do Georginy.. ;) Kocha go^^
    Czekam na LPoH lub YFM i oczywiście AFY! Pozdrawiam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  8. MiraCle11:35 AM

    Milutkie ;)i Urocze... trochę przypomina Leona Zawodowca. KOCHAM TEN FILM!

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Akemi3:03 PM

    Prosto i na temat - Mortalis to wojownik o prostym rozumku xD Ale i tak go kocham, o! xD
    Poza tym też przywiązuję się do rzeczy - mam w szafie sukienkę, która nosiłam 10 lat temu... i jest na mnie dobra O_o
    Niemniej, Absa, kiedyś cię ukradną, ślimoku xD Ale wtedy to by była rzeź, hu huu xD Mortalis zaciachałby porywaczy xD

    OdpowiedzUsuń