Strony

piątek, 3 czerwca 2011

- 6 - [Edmund Lancaster]

James po raz setny przejrzał te same notatki. Siedział nad tym od rana. Czytał zapiski, szukał informacji w internecie, znowu wracał do zapisków, zastanawiał się nad tym wszystkim... I nic. Nic, co mogłoby go naprowadzić na najmniejszy nawet ślad tego, co zdarzyło się kilkaset lat temu. Gdyby chodziło tylko o tą głupią pracę... Nie przejmowałby się aż tak bardzo. Nie miała być w końcu niczym innym jak tylko hipotezą. Bo kto jest w stanie z całkowitą dokładnością stwierdzić, co zdarzyło się kilka wieków temu?
Ale chodziło o Edmunda.
I nagle cała sprawa strasznie się komplikowała.
Chłopak westchnął głęboko, raz jeszcze odczytując te same informacje. To zupełnie bezcelowe. Nic mu to nie da. Choćby nauczył się tych wszystkich zapisków na pamięć, nie przyniesie to żadnego rezultatu. Nie miał pojęcia, czego tak właściwie oczekiwał. To w końcu nie był jakiś kiepski kryminał, w którym nagle, po jakimś czasie, zdałby sobie sprawę z tego, że wszystkie rozwiązania ma tuż przed swoim nosem.
Problem w tym, że on właściwie był w takiej sytuacji. Bo rozwiązaniem zagadki był nikt inny, jak właśnie Edmund. Trudno sobie chyba wymarzyć lepszego świadka, prawda...?
Szkoda tylko, że ten zupełnie nic nie pamiętał.
A może...?
Może wystarczyło mu jedynie podsunąć jakąś myśl, coś, co skojarzyłoby mu się z przeszłością, żeby pamięć wróciła? O ile to w ogóle możliwe... W końcu minęło już tyle lat! A James nawet nie mógł być pewien, że Edmund rzeczywiście był przy tym wszystkim... Boże, czemu to było aż takie skomplikowane?
A przecież młody Lancaster musiał coś wiedzieć. Po prostu musiał! Inaczej to wszystko nie miałoby sensu! James był daleki od wierzenia, że istnieje przeznaczenie albo cokolwiek w tym stylu, ale skoro Edmund nadal pozostał wśród żywych, to może rzeczywiście nie mógł zaznać spokoju. I może rzeczywiście czekał na rozwiązanie zagadki śmierci jego rodziców. Jego własnej śmierci. O ile nie rzeczywiście nie żyje.
Rany boskie, kolejna kwestia do wyjaśnienia.
James podniósł się z miejsca i ruszył do kuchni, by rozprostować nogi i wziąć sobie coś do jedzenia. Zatrzymał się jednak w salonie, wpatrując się przez dłuższą chwilę w Edmunda, który ze skrzywioną miną oglądał kolejno różnego rodzaju przedmioty codziennego użytku, od gazet po elektronikę. Tym razem nie wyglądał ani na zadowolonego, ani nawet na zafascynowanego. Wydawał się być troszeczkę znudzony.
-Edmund...- zaczął ostrożnie James, chociaż już wiedział, co za chwilę usłyszy.
-Odczep się, Jamie!- warknął w odpowiedzi potomek hrabiego, wyraźnie poirytowany- Nie chcę z tobą rozmawiać!
James wcale nie mógł się temu dziwić. Cały czas zamęczał Edmunda pytaniami, raz starał się mu uświadomić czasy, w jakich się znalazł, to znowu starał się wybadać, czy młody Lancaster rzeczywiście nic nie pamięta. Nic więc zaskakującego, że młodzieniec miał go po prostu dość i unikał go jak tylko mógł.
-Edmund... Co zdarzyło się wczoraj?- to pytanie przyszło Jamesowi do głowy zupełnie niespodziewanie, gdy już zamierzał opuścić pomieszczenie.
Młody hrabia wbił w niego nieco zdezorientowane spojrzenie.
-Wczoraj...?- powtórzył niepewnie.
-Tak, wczoraj.
Jeżeli „dzisiaj”, według Edmunda, zdarzyło się tak wiele rzeczy, to James był ciekawy, jak wygląda jego dzień wczorajszy.
-Opowiedz wszystko, co pamiętasz- poprosił go, widząc, że ten waha się wyraźnie.
-Wczoraj...- powtórzył głucho młody Lancaster i zamyślił się na dłuższą chwilę, po czym dopytał ostrożnie- Od początku?
-Od początku.
-Obudziłem się rano...- zaczął niezbyt odkrywczo- Chociaż nie- sprostował, marszcząc brwi- Obudziła mnie służąca. Strasznie hałasowała, gdy sprzątała na korytarzu, więc wstałem. Krzyczałem coś na nią, a później ona przeprosiła i sobie poszła.
James wpatrywał się w niego z osłupieniem.
Służąca...?
-I...?- ponaglił, ciekaw jego kolejnych słów. Najwyraźniej „wczoraj” Edmunda, sięgało dużo dalej, niż mógł wcześniej przypuszczać.
-Czekałem aż ktoś do mnie przyjdzie... Przyszła inna służąca i zaczęła mnie ubierać... Miała strasznie zimne dłonie...- Edmund skrzywił się lekko i wzdrygnął wyraźnie, jakby rzeczywiście to poczuł- Na nią też krzyczałem. Zdenerwowała mnie.
-Czym?
-N... Nie pamiętam...- dopiero teraz w głosie młodego Lancastera pojawiło się wyraźne wahania, a w jego oczach widniała niepewność, jakby nie potrafił zrozumieć tych uszczerbków w swoich wspomnieniach.
-Mów dalej- poprosił go James, nie chcąc, by ten zniechęcił się i umilkł.
-Służący przyniósł mi śniadanie... Nie zjadłem go. Było niedobre. Wszystko, co robili było niedobre- mruknął Edmund, jakby w tonie skargi- Poszedłem przywitać się z rodzicami, a później powiedziałem służbie, żeby osiodłała mojego konia i całe popołudnie spędziłem na dworze.
-Co było dalej...?- James wciąż nie mógł się nadziwić temu, co słyszy. Wyglądało na to, że młody Lancaster bardzo dobrze pamiętał czasy, w których wcześniej żył.
-Wróciłem do zamku i zjadłem obiad... Później rozmawiałem z ojcem... Kłóciłem się z nim. Też już nie pamiętam o co- dodał, widząc chyba, że James już zamierza zapytać- Wiem tylko, że bardzo mnie zdenerwował. Wszyscy mnie denerwowali- dodał pochmurnie- Chciałem porozmawiać też z mamą, ale była zajęta, więc grałem w karty, a później znowu wyszedłem... Wróciłem trochę później niż zwykle i...- Edmund umilkł gwałtownie.
-I...?
-Była tam mama... Ojciec też był... No i oni...- młody hrabia wyglądał na wyraźnie zmieszanego, jakby nie do końca wiedział, co powiedzieć.
-Oni...?- ponaglił go James, unosząc pytająco brew.
Edmund Lancaster pokręcił jedynie głową, najwyraźniej dając do zrozumienia, że nie odpowie.
-Robili coś... nieprzyzwoitego...?- dopytał ostrożnie chłopak, wpatrując się w młodzieńca z uwagą. To było pierwsze, co przyszło mu do głowy.
-Nieprzyzwoitego?- zdumiał się potomek hrabiego.
-No... Wiesz, Edmund...
Sądząc po minie Lancastera – nie wiedział.
-Było tam dużo ludzi- odparł tylko w zamyśleniu- Dużo ludzi.
-Dużo ludzi...?- James uniósł pytająco brew- To był jakiś bal...?
-Bal... Chyba bal...- potwierdził Edmund, nieco zamglonym głosem, po czym wzdrygnął się lekko i kontynuował- Służąca przyszykowała mi kąpiel... Ta sama, która miała zimne ręce... Znowu mnie zdenerwowała. Wyszedłem z wanny, a ona płakała.
-Płakała, bo na nią krzyczałeś...?
-Nie. Bo powiedziałem, że mnie szczypie. Bo szczypała- skwitował pochmurnie- A później mnie ubrała i poszedłem do siebie. Chyba zasnąłem i... I znowu się obudziłem i... I...- Edmund zamotał się wyraźnie- Sam już nie wiem, jak to było... Wiem, że wszystko strasznie mnie bolało... Wszędzie... Nic nigdy nie bolało mnie od tamtej pory tak mocno...
-To zrozumiałe- stwierdził cicho James.
W końcu nie żył od dobrych kilku stuleci.
-A później znowu zasnąłeś?- dopytał James, a Edmund zmarszczył brwi, jakby nie był do końca pewien i wzruszył ramionami, odpowiadając:
-Nie wiem... Ale chyba tak... Bo później obudziłem się znowu.
-Wczoraj...?
-Tak, wczoraj- potwierdził Lancaster, skinąwszy lekko głową.
-To był kolejny dzień...? To znaczy...- chłopak zamotał się nieco. Jak uświadomić przemijalność komuś, dla kogo istniało tylko wczoraj, dziś i jutro?- Chodzi mi o to... Czy gdy się obudziłeś, było już rano?
-Nie, było strasznie ciemno. I zimno. Strasznie zimno...- powtórzył głucho potomek hrabiego, rozglądając się dookoła, jakby z przestrachem. James nie odrywał od niego uważnego spojrzenia- Obudziłem się nad rzeką.
-Nad rzeką...?
-Tak... Tak, nad rzeką...- Edmund znieruchomiał momentalnie, jakby coś mu się przypomniało, ale nie powiedział już ani słowa. Wpatrywał się w jakiś punkt przed sobą, marszcząc wciąż brwi i krzywiąc się lekko.
-Edmund, co robiłeś nad rzeką?- zapytał James z zaskoczeniem.
Młodzieniec wzruszył bezradnie ramionami.
-Nie wiem. Nie wiem, Jamie.
-Byłeś mokry...?
-Tak... Nie... Nie wiem... Chyba byłem...- stwierdził po dłuższej chwili, jednak wciąż sprawiał wrażenie, jakby nie mógł się zdecydować- Sam nie wiem... Wyszedłem z rzeki, więc chyba powinienem być, prawda? Nie mogę sobie przypomnieć...
-To nic, Edmund...- James uśmiechnął się do niego łagodnie- Dziękuję, że mi powiedziałeś- dodał, chociaż tak naprawdę niczego mu to nie ułatwiło. Wprost przeciwnie. Zagmatwało wszystko jeszcze bardziej.
Przeszedł do kuchni, wzdychając ciężko. Było mu żal Edmunda i jego niewiedzy. Było mu żal Edmunda i tego, z jak niewielu rzeczy zdawał sobie sprawę. To musiało być okropne. Znaleźć się nagle w innych czasach, w otoczeniu, którego nie znał, bez żadnej rodziny, znajomych, nikogo bliskiego... Przez ile lat musiał być zupełnie samotny? Nawet, jeżeli cały ten czas nie trwał dla niego dłużej niż jeden dzień. Wspomnienia Edmunda też sprawiały wrażenie niekompletnych. Z jednej strony wyjątkowo dokładnie pamiętał chłód dłoni ubierającej go służki, a z drugiej nie potrafił sobie przypomnieć o co kłócił się z własnym ojcem. Wszystko to było dziwne. Ta rzeka... James zupełnie nie potrafił tego pojąć... Dlaczego, u licha, przebudził się w rzece? Może to był jakiś sen...? Czasem można wziąć swój sen za rzeczywistość. A jeżeli nie funkcjonowało się w normalnym świecie od tylu lat, jest to wręcz całkowicie usprawiedliwione. „Wczoraj” Edmunda, nie było niczym innym, jak tylko zwykłym dniem z życia syna hrabiego. Nie działo się nic niezwykłego, prócz zdenerwowania młodzieńca, jego bólu i tej przeklętej rzeki...
James aż przystanął gwałtownie, gdy dotarł do niego sens jego własnych rozmyślań.
Bólu. Rzeki.
Plasnął się w czoło, nie mogąc uwierzyć, że nie wpadł na to od razu.
Wrócił szybko z powrotem do salonu i rzucił od progu:
-Rozbieraj się.
-Co?!- obruszył się Edmund, spoglądając na niego z oburzeniem.
-Ekhem...- James zmieszał się nieznacznie, dochodząc do wniosku, że mogło to zabrzmieć cokolwiek dziwnie- To znaczy... Edmund, proszę... Rozbierz się.
-CO?!- wykrzyknął hrabia, aż prychając ze złości- Nie ma mowy! Sam się rozbierz, Jamie.
-Edmund, to dla mnie bardzo ważne...- usiłował go przekonać chłopak- Muszę coś sprawdzić. Coś istotnego. Więc bardzo proszę...
-Odczep się, Jamie!- fuknął na niego młodzieniec, podnosząc się gwałtownie z miejsca i już po chwili zamknął się teatralnie w sypialni, wyraźnie obrażony.
James westchnął głęboko, opierając się o ścianę.
Czuł, że zabiera się do tego wszystkiego od niewłaściwej strony...

Podejście numer piętnaście.
Wyraźnie znudzony samotnością Edmund, znowu wybrał się na przechadzkę po domu, w poszukiwaniu czegoś, czym mógłby się zająć. James tylko na to czekał. Chyłkiem przemknął się do salonu i skoczył w kierunku młodzieńca, przyciskając go do ściany i usiłując odrobinę unieruchomić.
-Aaaa! Pomocy! Pomocy!- wrzeszczał jak oszalały Edmund, starając mu się wyrwać- Pomocy! Mordują mnie!
-Edmund, cicho!- jęknął głucho chłopak- Nikt cię nie morduje! To tylko ja!
-Jamie mnie morduje!- krzyknął zatem Lancaster- Pomocy!
-Nie zamierzam cię zamordować... Chcę cię po prostu... Rozebrać...- dokończył, zdając sobie sprawę z tego, że wygląda to co najmniej dziwnie.
-Pomocy! Pomocy! Jamie chce mnie rozbierać!
James skapitulował z głośnym westchnieniem, odsuwając się od przerażonego hrabiego.
To zdecydowanie nie było na jego nerwy.

Na Edmunda nie działało zupełnie nic. James starał się go prosić, błagać, subtelnie sugerować mu różne rzeczy, ale nie przynosiło to efektów. Młodzieniec zaparł się w sobie i teraz z jeszcze większą podejrzliwością reagował na wszystkie próby Jamesa. Chłopak powoli tracił siły. A przecież musiał to sprawdzić. Po prostu musiał! Chociażby po to, żeby przekonać się, że nie ma racji! Bo jeżeli wszystko, co powiedział Edmund, miało dokładnie takie znaczenie, jak mu się wydawało... Wtedy zrobiłoby się jeszcze dziwniej.
Ale przynajmniej byłby o krok do przodu w rozwiązaniu swojej zagadki.
A bez tego stał w miejscu. Dosłownie.
Edmund łypnął na niego złowrogo z kanapy.
-Co się patrzysz, Jamie?- warknął z poirytowaniem, nie odrywając od niego spojrzenia godnego wilka, który ma zamiar rozszarpać swoją ofiarę, ledwie ta się do niego zbliży.
-Nic, nic...- odparł jedynie James, kompletnie zrezygnowany.
Przeszedł na chwilę do łazienki, stwierdzając, że naprawdę przyda mu się teraz długa kąpiel i... I dopiero wtedy przyszedł mu do głowy pewien podstęp.
Napuścił wody do wanny i odczekał kilkanaście minut, aż ta zapełni się wystarczająco, nalał do niej płynu do kąpieli, a następnie skierował się z powrotem do salonu. Edmund natychmiast skierował na niego pełne niechęci spojrzenie.
-Paniczu...- James odkaszlnął cicho, po czym skłonił się przed nim nisko- Przygotowałem dla ciebie kąpiel.
Edmund wpatrywał się w niego z politowaniem.
-O co ci chodzi, Jamie?- burknął podejrzliwie.
-Przygotowałem ciepłą kąpiel- powtórzył raz jeszcze chłopak z iście kamienną twarzą.
-Kąpiel...?
-Tak, paniczu.
-Dlaczego tak do mnie mówisz?- Edmund najwyraźniej nie rozumiał, ale James wciąż się nie poddawał.
-Zechcesz się wykąpać, paniczu...?
Lancaster przyglądał mu się przez dłuższą chwilę, po czym nie dostrzegając podstępu, uśmiechnął się jedynie z zadowoleniem i odparł wyniośle:
-Z chęcią.
James zaprowadził go do łazienki i czekał przez chwilę, aż Edmund przestanie się zachwycać napełniającą wciąż wannę wodą i gęstą pianą. Młody hrabia był najwyraźniej pod takim wrażeniem, że przestał zastanawiać się nad tym, co zamierzał zrobić James.
-Dawno się nie kąpałem...- stwierdził z ciężkim westchnieniem.
-Dawno...?- podchwycił James.
-Od wczoraj- odparł zwyczajowo Edmund, a chłopak jedynie parsknął cichutko. No tak. Dokładnie tego mógł się spodziewać.
Nie czekają na dalsze słowa ani polecenia Lancastera, zatrzymał się przy nim i chciał rozpiąć jego koszulę, ale niedoszły hrabia natychmiast strącił jego dłonie, wyraźnie zaskoczony.
-Co ty wyprawiasz, Jamie...?
-Chcę cię rozebrać, paniczu...- odparł James, pąsowiejąc z niewiadomych przyczyn po czubki uszu.
Edmund po raz wtóry spojrzał na niego jak na wariata.
-Nie wiem, w co ty się dzisiaj bawisz, Jamie, ale w ogóle mi się to nie podoba- stwierdził w końcu po dłuższej chwili, kręcąc głową z dezaprobatą, ale nie protestował już, gdy James zbliżył się do niego po raz kolejny- Zacznij od dołu- upomniał go, a chłopak spojrzał na niego zdezorientowany.
-S... Słucham?
No dobrze, takiej możliwości w ogóle nie brał pod uwagę.
-Zacznij od dołu- powtórzył raz jeszcze Edmund, unosząc brew w pełnym politowania geście.
-A-Ale dlaczego...?- wydukał niepewnie. Nie da się ukryć, że była to dla niego sytuacja co najmniej krępująca. Nawet bez dziwnych zachcianek młodego Lancastera.
-Moi służący zawsze tak robili.
-Ale to niewygodne.
-Ale tak robili.
-Ale lepiej będzie, jeżeli...
Na twarzy Edmunda pojawił się grymas zniecierpliwienia, a James znając jego temperament, postanowił nie kłócić się dłużej i usadził go na toalecie, pozbawiając go prędko jego dolnej garderoby. Stale odwracał przy tym wzrok i czuł, że cały płonie z zażenowania. Zerkał tylko co jakiś czas. Jedynie w celach upewnienia się w tym, że... Zaraz, zaraz, w czym miał się właściwie upewnić...? Zdecydowanie nie odnajdywał się w tego rodzaju sytuacjach. Zdecydowanie.
-Po co mnie rozbierasz, skoro na mnie nie patrzysz?- zapytał nagle Edmund, wyraźnie zaskoczony, co jeszcze bardziej wytrąciło Jamesa z równowagi.
-W... Wstań, proszę...- bąknął w końcu, podnosząc go do pionu i wreszcie zajął się zdejmowaniem jego koszuli, starając się wszystkimi myślami skupić na swoim pierwotnym celu, a nie na tym, jak wielkie czuł zawstydzenie. Rany boskie, w życiu nikogo nie rozbierał.
… Co z racji jego wieku nie było zapewne niczym godnym pochwały.
W końcu drżącymi dłońmi rozchylił poły koszuli Edmunda i wówczas całe zażenowanie zniknęło. Właściwie zniknęły wszystkie jego dotychczasowe odczucia. Osłupiał zupełnie. Mimo swoich przypuszczeń, które nagle okazały się aż nazbyt prawdziwe, nie potrafił uwierzyć w to, co widział.
-O Boże...- jęknął głucho, oddychając płytko i urywanie- O Boże...
-Co się stało?- zapytał Edmund,  również nieco przerażony i spojrzał w dół, oglądając swoje ciało. Jego klatka piersiowa naznaczona była kilkoma głębokimi ranami, miejscami przechodzącymi właściwie na wylot. Młody Lancaster nie wydawał się być jednak tym widokiem spanikowany, a jedynie lekko zaskoczony- Ojej...- rzucił ze zdumieniem- Skaleczyłem się...- stwierdził niemalże z niedowierzaniem, wsuwając palec w jedną ze swoich ran.
James poczuł, że kręci mu się w głowie.
Nogi zrobiły mu się jak z waty
Zachwiał się gwałtownie i upadł, zemdlony.
Nie istniało chyba na tym świecie nic, czego nie cierpiał by równie mocno, jak widoku krwi.

15 komentarzy:

  1. Melancholia9:59 PM

    O boże, o Boże... Nie odpuszczę Ci, jeśli nie napiszesz kolejnego Edmunda z predkością światła! ;P A tak poważnie, to wszystkiego się spodziewałam, ale nie "Skaleczyłem się"... No doprawdy... Rozdział fenomenalny. Błędów nie znalazłam (być może, dlatego że ich nie szukałam) ;) Jestem ciekawa dalszej akcji, więc czekam na nn. ;)Oczywiście czekam jeszcze na resztę opowiadań (najbardziej na LPoH, YFM, Ksiązę, Sunrise lub Afy) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. MiraCle10:43 PM

    Opowiadanie super! ...





    Gabriel? <--- wyjątkowo subtelna sugestia zniecierpliwionej fanki :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy10:57 PM

    No i hura, opowiadanie nabiera tempa. Świetnie, ciekawie i niewystarczająco długo, jak zwykle. I znowu czekać do środy, ah... D.

    OdpowiedzUsuń
  4. fanta1:10 AM

    YFM YFM YFM YFM!!! :DD

    a co do rozdziału... jest super, serio. wkurza mnie strasznie ten paniczyk, że tak udaje/wierzy/wmawia sobie że żyje, wczoraj było wczoraj a nie setki lat temu i w ogóle... taki gburowaty, arogancki picipucek

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy8:39 PM

    No nieeeeee xDDDDD Końcówka rozbrajająca xD a ja się spodziewałam że mu stanie xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana rozdział przeczytam i skomentuję jutro. Dziś jestem wykończona i nawet dopiero od wczoraj popołudnia zasiadłam do kompa. Lece spać. :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Przez większość rozdziału skręcałam się ze śmiechu. Od chwili, gdy przeczytałam to: "Podejście numer piętnaście." Ileż to Jamie musiał się nakombinować, żeby Edmund pozwolił się rozebrać.
    "-Pomocy! Pomocy! Jamie chce mnie rozbierać!" tu mnie ze śmiechu prawie rozbolał brzuch. Z jednej strony szkoda chłopaka, bo tak naprawdę nie wie o co chodzi, a z drugiej to był świetny poprawiacz humoru. :D
    Gdy Edmund kazał rozebrać się zaczynając od dołu, już nie wiedziałam co dalej będzie. Chociaż, bardziej niż na jakieś seksualne wstawki, tylko czekałam na to, co chciał zobaczyć Jamie. I zobaczył. Upewnił się, zanim zemdlał, że chłopak został zamordowany tylko w jakiś sposób znalazł się w rzece, która go niby ożywiła? Tak myślę, ale tylko Ty wiesz jak było Silencio. Twoja wyobraźnia nie ma granic i oby tak było dalej.
    Weny. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak zwykle świetny rozdział. Strasznie ciekawa jestem co się zdarzyło te kilka wieków temu. Zakładam że ciało Edmunda wrzucono do rzeki dlatego to tam się obudził ^^. Z niecierpliwością oczekuje kolejnego rozdziału.

    OdpowiedzUsuń
  9. MiraCle1:47 PM

    Mnie się ta rzeka ze Styksem kojarzy... A te setki lat trwają jeden dzień bo biedaczysko nie może zasnąć, najwyraźniej dla niego dzień trwa od pobudki do zaśnięcia (w sumie logiczne:P)

    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy11:57 AM

    w 100% zgadzam się z Luaną:D prz podejściu piętnastym myślałam, że padne:D niech wena bedzie z tobą!

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy8:16 PM

    Uwielbiam to opowiadanie! Gdy Jamie chcial rozebrac Edmunda,pomyslalam,ze musi znalezc jakis prowokujacy sposob...ale znalazl takze dobre rozwiazanie xD czekam na kolejny rozdzial.
    Mam pytanie - dlaczego przestalas publikowac notki na starej wersji blogu by silencio?wiekszosc czytajacych byla do niego przyzwyczajona,wielu tez nie ma mozliwosci czytania go z powodu niepolanczania adresu w wersji mobilijnej.przeciez nie jest to takie zatrudniajace, dodawanie notek jednoczesnie na roznych blogach.
    Z szacunkiem,
    ~Sarahmi

    OdpowiedzUsuń
  12. Sarahmi - dla kogo nie jest, dla tego nie jest, zresztą nie chodzi o jakieś tam utrudnienia w stylu: "nie chce mi się, nie robię". Prowadzenie dwóch blogów na raz jest uciążliwe, wolę mieć wszystko w jednym miejscu. Nie po to tyle się napracowałam z przenoszeniem, żeby skakać to tu, to tam, a tu mam po prostu lepsze warunki i stąd te przenosiny - gdyby nie to, zostałabym na tamtym blogu i tyle. Także nie ma co liczyć na to, że rozdziały będą się pojawiały też tam, bo nie chcę wracać do Onetu. Zresztą informowałam o tym na blogu. Przyzwyczajenia da się zmienić, a co do wersji mobilnej - no cóż, na to wpływu nie mam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Anonimowy11:39 PM

    Rozumiem,dziekuje za odpowiedz.
    ~Sarahmi

    OdpowiedzUsuń
  14. Anonimowy10:28 PM

    O tak, kocham to uczucie - przez cały niemalże rozdział szczerzyłam się do ekranu, a tu nagle, na sam koniec uśmiech znika. Ale myślę, że nie bezpowrotnie. ;]

    Czekam bardzo na kontynuację.
    Lecz najbardziej na Johnny'ego, który przyjął najdziwniejsze wyzwanie pod słońcem.

    Pozdrawiam!
    J.

    OdpowiedzUsuń
  15. Akemi2:45 PM

    O, moja droga, mam skandować, jakiego rozdziału zapragnęłabym w najbliższej przyszłości?
    XD Zaiste, panicz się skaleczył... to tylko niewielka ranka.. na wylot XD Podzielam hmm... zachowanie Jamesa - też bym padła XD
    "Podejście numer piętnaście." - padłam ze śmiechu xD Ale i tak najlepsze było rozbieranie xD Uh, dobrze, że bandyci nie pozbawili Edmunda istotnej... rzeczy xD

    OdpowiedzUsuń