Strony

piątek, 29 lipca 2011

14. Czas zmian [LPoH]

Obudziłem się i rozejrzałem dookoła, nieco nieprzytomnie. W zestawieniu z dniem wczorajszym, czułem się naprawdę dobrze. Chyba nie miałem już gorączki, głowa bolała mnie lekko, ale prócz tego wszystko było w porządku. A nawet bardziej... Uśmiechnąłem się do siebie na wspomnienie wczorajszego dnia. Odwróciłem głowę i dostrzegłem na poduszce obok mnie, długi, rudy włos. Chwyciłem go w palce i wpatrywałem się w niego przez chwilę niemalże z rozczuleniem. Andy, ach, mój Andy... Właściwie to wcale nie mój i właściwie nie pozostało mi nic innego, jak tylko wzdychać do niego w nieskończoność, co zdawało się zupełnie nie mieć sensu, ale jednocześnie jego zainteresowanie napawało mnie takim szczęściem, jak nic innego. Doskonale wiedziałem, że między nami nic nie będzie, a i tak biegałem za nim jak nieszczęśliwie zakochany nastolatek. Z tym, że ja mam już ponad trzydzieści lat. A co do reszty, wszystko właściwie by się zgadzało.
Gdy rudzielec wszedł do sypialni, aż podskoczyłem gwałtownie, natychmiast wypuszczając jego włos z dłoni i mając nadzieję, że nie zauważył, że wgapiałem się w niego jak jakiś wariat.
-Cześć, Mitch- rzucił wesoło. Nie, chyba jednak nie zauważył. Niósł w dłoniach tacę na której spoczywał talerz z pizzą i dwie szklanki soku. Zachybotała się niebezpiecznie, gdy usiadł na łóżku, ale nic się nie wywróciło- Śniadanie- dodał, dzieląc pizzę na pół i podając mi widelec.
-Dziękuję- uśmiechnąłem się do niego z wdzięcznością, chociaż zazwyczaj nie jadałem takich rzeczy. Wiecie... Trzeba o siebie dbać. Szczególnie w moim wieku.
… Dołujące.
-Mikrofala to jednak cudowny wynalazek, jej twórca powinien dostać Nobla- wymamrotał chłopak z pełnymi ustami, zajadając się pizzą. Nadal miał na sobie piżamę, pewnie wstał niewiele przede mną.
Jadłem niespiesznie, nie będąc w stanie oderwać od niego wzroku. Na wspomnienie wczorajszego wieczoru, coś łaskotało mnie przyjemnie w podbrzuszu. Przyszedł do mnie, przytulił się, zasnął tuż obok... Miałem dwa wyjścia, albo całkowicie wariacko wyobrażać sobie, że naprawdę może zmienił do mnie podejście o sto osiemdziesiąt stopni i stałem się dla niego w pewien sposób interesujący, albo, że po prostu był to kolejny przejaw jego wyrzutów sumienia. Właściwie wykorzystałem oba warianty, bo z jednej strony aż za dobrze wiedziałem, że druga opcja jest znacznie bardziej prawdopodobna, a z drugiej, non stop pozwalałem sobie na jakieś idiotyczne wynurzenia i rozmyślania, które nie prowadziły zupełnie do niczego.
Boże, mam trzydzieści dwa lata. Gdy byłem w wieku Andy'ego obserwowałem, jak moi koledzy zakochują się bez pamięci i szaleją jak wariaci. Gdy byłem starszy, obserwowałem, jak moi znajomi z pracy zakochują się bez pamięci i szaleją jak wariaci, biorąc ślub i zakładając rodzinę. Teraz obserwuję podboje Hugo, który też zachowuje się cokolwiek szaleńczo, ale chodzi mu głównie o seks, co jest jeszcze w porządku, bo nie pozwala się za bardzo zaangażować. I wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, że ja do tej pory nie szalałem za nikim jak wariat. Za nikim. Ani za koleżankami z klasy, ani za seksownymi nauczycielkami, za pięknymi studentkami czy współpracownicami. To samo tyczyło się płci męskiej. I nagle, mając trzydzieści dwa lata i zero doświadczeń w sferze gwałtownych zakochań, które wydawały mi się dotąd dziwacznymi urojeniami, zostaję rzucony na głęboką wodę i trafia mi się Andy. Andy, o którym myślę dniami i nocami, dla którego robię dosłownie wszystko i niemalże wychodzę z siebie, żeby sprawić mu przyjemność. Czy to było jakkolwiek normalne lub racjonalne...?
Zza ściany dobiegły mnie zwyczajowe odgłosy pojękiwań i westchnień. Odkaszlnąłem nieco nerwowo odkładając talerz, a Andy skrzywił się, wyraźnie niezadowolony. Uśmiechnąłem się z rozbawieniem, widząc jego minę. Jakby nie było, odkąd tu jest, ta kamienica naprawdę jest wyjątkowo cicha. A może po prostu ja nic nie słyszę, skoncentrowany wyłącznie na nim...? Nieistotne.
-Rany, wkurza mnie to- wymamrotał z poirytowaniem.
-Zabiorę się za porządki- zręcznie zmieniłem temat, podnosząc się z łóżka i podchodząc do szafy, żeby wybrać sobie coś do ubrania.
-Za porządki?- zdumiał się chłopak- Po co? Przecież czyściej jest chyba tylko na sali operacyjnej...
Zaśmiałem się lekko.
-Porządki nikomu nie zaszkodzą, poza tym kurz osadza się każdego dnia- stwierdziłem, po czym doszedłem do wniosku, że pewnie i tak niewiele go to obchodzi. Wyjąłem z szafy dżinsy i jakąś koszulkę. Co jak co, ale miałem nadzieję, że przynajmniej sprzątając nie będę myślał o chłopaku. Chociażby przez najbliższą godzinę.
-Powinniśmy coś z tym zrobić- odmruknął rudowłosy, wskazując dłonią na ścianę zza której dobiegały odgłosy czyjegoś... ekhem... stosunku intymnego.
-My?- zapytałem z rozbawieniem- A co chcesz znowu zrobić tym razem, co?- rzuciłem, przypominając sobie jego ostatnią akcję „uciszania” sąsiadów. Tą z wodą i sprzętem muzycznym. Skuteczność była stu procentowa, ale wątpiłem, by w tym przypadku coś takiego odniosło rezultat.
-Myślisz, że jest im tak dobrze czy to jakaś ściema?- zapytał, wpatrując się we mnie, a ja z niewiadomych przyczyn uznałem to pytanie za dziwnie prowokacyjne- Bo moim zdaniem przesadzają.
-A ja sądzę, że po prostu dobrze się bawią- odkaszlnąłem cichutko.
-Założysz się...?
-A jak zamierzasz to sprawdzić, co?- parsknąłem śmiechem, ale umilkłem natychmiast, gdy zobaczyłem uśmieszek na twarzy rudzielca- Co ty zamierasz...- zacząłem, ale umilkłem w połowie zdania, zupełnie zapominając, o co właściwie chciałem go zapytać. Chłopak ułożył się wygodnie na łóżku w wyjątkowo erotycznej pozie i jęknął donośnie. Spojrzałem na niego przerażony, w ostatniej chwili chwytając się komody, żeby nie upaść. Andy wydał z siebie kolejną serię donośnych westchnień i jęków, które o mały włos nie przyprawiły mnie o zawał.
-O, tak, Mitch, tak!- krzyknął nagle głośno, naśladując kochanków zza ściany, a ja pobladłem, czując się tak, jakby cała krew odpłynęła mi z mózgu do... do innego miejsca- Mitch, jesteś najlepszy! Najlepszy! Och, Mitch!
Boże, jak tak dalej pójdzie, będę musiał się tłumaczyć, dlaczego moja bielizna robi się wyraźnie wypukła...
Odgłosy dobiegające zza ściany ucichły. Andy podniósł się na łokciach, uśmiechając się z wyraźną satysfakcją i posyłając mi spojrzenie w stylu: „a nie mówiłem?”. Gdy usłyszeliśmy kolejny jęk, Andy zawtórował głośnej kochance i po raz kolejny zapanowała cisza. Chłopak zachichotał radośnie, zadowolony z siebie.
-Nieźle, co, Mitch?
-T... T-Tak...- odpowiedziałem cokolwiek słabo- Pewnie, że nieźle...
-To co z tym sprzątaniem?- zagadnął, podnosząc się z miejsca. Gdy wstawał, jego koszulka uniosła się nieco, odsłaniając jego brzuch. Odwróciłem wzrok tak wstydliwie, jakbym co najmniej zobaczył go całkiem nagiego.
-S-Sprzątaniem...? A, tak...- zreflektowałem się natychmiast, starając się znowu zacząć myśleć właściwą częścią ciała, ale wierzcie mi, to wcale nie było łatwe- Pościeram pranie, powieszę kurze... Tak, tak właśnie zrobię...- stwierdziłem mało przytomnie.
Rudowłosy zaśmiał się lekko, spoglądając na mnie z rozbawieniem.
-Śmieszny jesteś, Mitch- rzucił wesoło, przechodząc obok mnie- Idę się ubrać- poinformował mnie jeszcze, przechodząc do swojej sypialni.
Westchnąłem cichutko, jeszcze przez chwilę stojąc zupełnie nieruchomo, po czym skarciłem się w myślach i ruszyłem do łazienki, by się ubrać. Jestem śmieszny. Pozytywnie śmieszny, bo go bawię. Chyba. Moje słowa go bawią. Chyba. Albo bawi go moja osoba, co ostatecznie też nie byłoby takie złe. Lepiej być śmiesznym niż starym.
… Ale gorzej być starym i śmiesznym.
Rany boskie, o czym ja w ogóle myślę...? Chyba zaczynam rozumieć tych wszystkich poetów, którzy w miłosnych wierszach pisali takie dziwactwa... Człowiek w takim stanie zaczyna się zastanawiać nad rzeczami, które wcześniej w ogóle nie przyszłyby mu do głowy.
Wyszedłem z łazienki i przeszedłem do kuchni, nie za bardzo wiedząc, od czego mam zacząć. Namoczyłem ścierkę i zacząłem wycierać kurze z szafek. Po kilku chwilach dołączył do mnie Andy. Stanął obok i spojrzał na mnie z uwagą.
-Ej, Mitch...- zagadnął mnie ostrożnie- A co ja mam robić?
-Nic- odparłem, uśmiechając się ciepło- Obejrzyj telewizję albo coś w tym stylu... Poradzę sobie.
-Chcę ci pomóc- stwierdził uparcie- Może poodkurzać czy coś...? Na pralce w ogóle się nie znam, ale okna mógłbym umyć... Co ty na to?
-Naprawdę nie ma takiej potrzeby.
… Im więcej zajęć dla mnie tym lepiej. Przynajmniej dla mojego zdrowia psychicznego.
-To może pójdę do sklepu...? Nawet do tego twojego supermarketu.
-Mamy wystarczająco dużo jedzenia, pójdziemy jutro razem- odparłem. Szczerze mówiąc, wcale mi się nie uśmiechało wypuszczanie go samego, szczególnie po tym, co się wydarzyło. Co prawda ja raczej nie mogłem stanowić dla niego realnej obrony, ale zawsze bezpieczniej jest jednak we dwoje.
-A mogę chociaż wyrzucić śmieci?- uniósł pytająco brew, wskazując na pełen kosz.
-Okej...- zgodziłem się ostrożnie, a on chwycił worek- Tylko uważaj na siebie, dobrze?
-Mitch... Może nie zauważyłeś, ale dwa kroki od twojego bloku jest kontener, więc chyba nikt nie zdoła mnie zabić- parsknął z politowaniem- A poza tym, kto by mi podskoczył, skoro ostatnio mnie obroniłeś- zaśmiał się z rozbawieniem.
-Obronił nas raczej krzyk pani Wilcox- uśmiechnąłem się, nieco zdołowany tym faktem- Przy okazji, trzeba byłoby jej za to jakoś podziękować...
-Spotkałem ją wczoraj i jej dziękowałem- odparł Andy, wzruszając ramionami- Pomarudziła jak zwykle i poszła. Chyba nie oczekuje, że kupisz jej za to bombonierę- parsknął cichutko.
-Jednak trzeba by było kupić jej coś i porozmawiać z nią chwilę... Jeszcze się nad tym zastanowię- machnąłem dłonią, wracając do sprzątania.
-Okej. Zaraz wracam.
Andy wyszedł z domu, a ja odetchnąłem głęboko, modląc się do wszystkich świętych o spokój ducha. Każdy kolejny dzień z nim pod jednym dachem wydawał mi się jednocześnie najbardziej radosnym i strasznym z moich dni. Z jednej strony cieszyłem się ogromnie, że go miałem, że był obok, że nadał mojemu życiu jakiś sens i wyciągnął mnie z rutyny, w którą popadłem. Z drugiej – aż dziwiłem się sobie, że jestem w stanie się przy nim hamować! Wyzwalał we mnie takie uczucia, jakich nigdy wcześniej nie znałem. Znajdował się przy mnie, a mi nagle wszystko się mieszało, kręciło w głowie i sam już nie wiedziałem, co mówiłem jeszcze ledwie przed chwilą.
Włączyłem radio, odkładając ściereczkę i podłączając odkurzacz.
-... Ktoś wyjątkowo ci się podoba?- usłyszałem jakiś zmysłowy, kobiecy głos i zatrzymałem się na chwilę- Pożądasz kogoś, ale on tego nie widzi?
-Mhm...- mruknąłem cichutko do samego siebie. Miałem nadzieję, że nie widzi. I że prędko nie zobaczy.
-Pałasz do kogoś gorącym, niespełnionym uczuciem...? Chcesz przekonać się, czy masz u niego jakiekolwiek szanse?
-Byłoby miło- stwierdziłem z głębokim westchnieniem.
-Pomożemy ci. Wyślij sms o treści...
Wyłączyłem natychmiast radio, nieco poirytowany i wróciłem do porządków. Słowo daję, naprawdę rzuca mi się na głowę, skoro gadam do kobiety z reklamy. Andy'ego wciąż nie było. Wyłączyłem odkurzacz i odłożyłem go na bok, dochodząc do wniosku, że dobrze byłoby już puścić pranie. Ruszyłem do łazienki, ale dostrzegłem uchylone drzwi do pokoju chłopaka i chociaż z początku wcale nie chciałem tam iść, wszedłem niepewnie do środka. Zrobiło mi się głupio, gdy tylko przekroczyłem próg. Andy pewnie nie byłby zachwycony, że wchodzę do jego sypialni, zresztą nie ma się czemu dziwić. A mimo to, nie wyszedłem od razu, a rozejrzałem się po wnętrzu pomieszczenia z uwagą, jakbym chciał zapamiętać każdy szczegół. Uśmiechnąłem się do siebie z rozbawieniem, widząc ciuchy walające się po podłodze i opakowania po słodyczach poupychane w niedomykających się szufladach komody. Zebrałem ubrania, wciąż nie przestając się uśmiechać. Ten pokój wyglądał jak typowy pokój nastolatka, a przynajmniej tak pokazywali je w większości filmów. Brakowało tylko plakatów z gołymi paniami i kilku innych, mało przyjemnych elementów. A jednak... Ta sypialnia nie wydawała się odpowiednim pomieszczeniem dla Andy'ego. I bynajmniej nie chcę powiedzieć, że moja nadaje się lepiej! Absolutnie nie! Po prostu... Andy był taki żywiołowy, wesoły, aktywny, a ten pokój sprawiał wrażenie ponurego i szarego. Nawet odsłonięcie żaluzji nie zmieniło tego efektu.
-Hej, Mitch, już jes...- Andy zatrzymał się w progu i spojrzał na mnie lekko zdziwiony, po czym umilkł, najwyraźniej nie do końca wiedząc, jak ma się zachować. Nie wyglądał jakby był zdenerwowany faktem, że jestem w jego sypialni, ale sprawiał wrażenie nieco zdezorientowanego i niepewnego.
-Przepraszam, że wszedłem do twojego pokoju- odparłem natychmiast.
-To twoje mieszkanie- odpowiedział jedynie, wzruszając ramionami.
-Ale twój pokój.
-Twoje mieszkanie, więc pokój też twój- wymamrotał. Teraz zdawał się być już lekko podenerwowany- Przepraszam za bałagan...- dodał, zbierając z podłogi opakowanie po chipsach i gniotąc je w dłoniach.
-Nie przepraszaj, przecież to twój pokój- odparłem jedynie po raz kolejny, a on odmruknął tylko:
-Chyba już ustaliliśmy tą kwestię.
Milczałem przez chwilę, nie będąc pewnym, czy powinienem sobie iść, czy raczej porozmawiać z nim o tym, co przyszło mi do głowy, ale ostatecznie doszedłem do wniosku, że najwyżej wścieknie się na mnie jeszcze bardziej i zacząłem:
-Hm... Andy... Tak sobie pomyślałem... Podoba ci się tutaj?
Rudzielec wpatrywał się we mnie przez chwilę z raczej niewesołą miną, po czym nagle uśmiechnął się gorzko i parsknął:
-Rozumiem.
-Co takiego?- zdumiałem się.
-Mam sobie iść, tak?- warknął niespodziewanie, a ja spojrzałem na niego z zaskoczeniem- Już ci się znudziłem? Robię za dużo bałaganu, za dużo hałasu, za dużo problemów? Nie spełniam oczekiwań?
-Ale...
-Spoko, Mitch, nie ma sprawy- syknął gniewnie, nawet na mnie nie patrząc. Zebrał swoje ciuchy leżące na podłodze i wrzucił je do worka z którym tu przyszedł i którego wciąż nie wypakował do końca- Nie musisz się wysilać na żadne wyjaśnienia, spadam stąd.
-Andy!- wykrzyknąłem osłupiały, chwytając go za ramię trochę mocniej niż zamierzałem i zatrzymując przy sobie. Wciąż na mnie nie patrzył- Nikt nie każe ci stąd odchodzić! Chciałem tylko powiedzieć, że przydałoby się tutaj coś zmienić!
-Tak- parsknął gorzko- Mnie. Zrozumiałem.
-Nie, nie zrozumiałeś- zaprotestowałem łagodnie, nie pozwalając mu się wyrwać- Chodziło mi raczej o ściany, podłogę... Może meble...
Andy spojrzał na mnie, marszcząc brwi.
-O co ci chodzi?- zapytał bez zrozumienia.
-O remont- wyjaśniłem z rozbawieniem, a on zaniemówił- Ten pokój jest taki... Ponury, zupełnie bez życia... Wiem, że może nie spełniać wszystkich oczekiwań kogoś w twoim wieku... Moglibyśmy urządzić go po twojemu... Wstawić biurko, kupić komputer, podłączyć internet...
-Remont...?- powtórzył chłopak niemalże z niedowierzaniem.
-Tak... Żebyś poczuł się tu bardziej jak u siebie- dodałem, uśmiechając się łagodnie- I żebyś wreszcie uznał, że to twoje miejsce. Chciałbyś...?
-Tak...- odparł, wciąż sprawiając wrażenie mocno oszołomionego- Tak, jasne, że bym chciał...
-Świetnie. Mogę wziąć je do prania?- zapytałem, wskazując na trzymaną przez niego torbę, a on oddał mi ją bez słowa.
Uśmiechnąłem się do niego raz jeszcze i wyszedłem.

-Sorki, Mitch...- usłyszałem jeszcze jego pełne skruchy słowa.
Leżałem w łóżku, czytając jeszcze jakąś książkę przed snem, gdy do pokoju wszedł Andy. Też miał na sobie piżamę, którą tym razem stanowiła jakaś przydługa koszulka. Odkaszlnąłem odrobinę nerwowo, gdy moja wyobraźnia po raz kolejny zaczęła kreować wyjątkowo... zmysłowe obrazy, ale gdy siadał, okazało się, że jednak ma bieliznę. Na szczęście.
-Cześć- rzucił wesoło, przenosząc się na środek łóżka. W jednej ręce trzymał otwarte pudełko lodów waniliowo-czekoladowych, a w drugiej katalog, który mu wcześniej podsunąłem- Nie przeszkadzam?
-Nie- odpowiedziałem, podnosząc się do nieco wygodniejszej pozycji i odkładając książkę- Masz już jakiś pomysł?
-Aha- potwierdził z szerokim uśmiechem- Słuchaj, Mitch...- zaczął z istnym zapałem- Nie wiem jeszcze co do mebli, bo nie myślałem o tym aż tak bardzo, ale jakoś się je dopasuje kolorystycznie... W każdym razie... Czerwone ściany... I czarne kafelki na podłodze!- dodał niemalże triumfalnie, nie przestając się uśmiechać- Co ty na to?
Mina troszeczkę mi zrzedła.
-Eee... Czarne kafelki?- dopytałem niepewnie.
-No tak!- przytaknął z entuzjazmem- Nie podoba ci się...?
-Podoba, podoba... Tylko... No... Ekhem...- zaczesałem nerwowo pasemko włosów za ucho, starając się dobrać odpowiednio słowa- Wtedy pokój będzie... strasznie ciemny.
-No przecież o to chodzi- parsknął z politowaniem chłopak, przewracając oczyma.
-Tak, ale... Hm... Może raczej zamiast kafelek wybierzesz panele? Dwie ściany pomalujemy na zielono, dwie na pomarańczowo... Będą ładnie zgrywały się kolorystycznie, pokój będzie jasny i przyjazny...
Nie da się ukryć, że tak to właśnie widziałem, gdy się nad tym zastanawiałem. Oczywiście brałem pod uwagę, że rudzielec może mieć na ten temat inne zdanie, ale sądziłem, że przynajmniej w większości spraw będzie się ono pokrywało.
-Mitch, to dziewczyńskie- mruknął Andy, krzywiąc się niechętnie- A poza tym, jeżeli zrobimy tak jak mówię, sypialnia będzie wyglądała dokładnie jak ten klub, do którego chodzę.
-Skojarzyło mi się to raczej z innym miejscem...- odparłem znacząco.
-Doprawdy...?- Andy uniósł kącik ust w nieco drwiącym uśmieszku- Kto by się spodziewał, że bywasz w takich miejscach...
-W j-jakich...?- wydukałem, czerwieniąc się natychmiast.
-W klubach, oczywiście- odparł rudowłosy, uśmiechając się niewinnie i wzruszając ramionami.
-Okej, okej, Andy...- Boże, myśli, Mitch, myśl!- Co powiesz na drobny kompromis?- zapytałem- Zostaniemy przy panelach i czerwonych ścianach. Może być?
-No... Może- zgodził się chłopak po chwili namysłu, po czym sięgnął po leżący przy nim katalog i otworzył go na zaznaczonej przez siebie stronie, pokazując mi jedną z farb- Patrz... Ta byłaby fajna, nie sądzisz?
-Mhm...- potwierdziłem, przyglądając się całej stronie z uwagą- Ale ta...- wskazałem kolejną- Jest moim zdaniem bardziej odpowiednia. Nieco jaśniejsza, ale o wiele lepsza.
-I o wiele droższa- dodał Andy, parsknąwszy cicho, biorąc łyżeczkę lodów do ust i oblizując ją w taki sposób, że o mały włos nie spadłem z łóżka.
-To nieistotne, ważne, żeby była dobrej jakości...
Rudowłosy spojrzał na mnie badawczo.
-Mitch, jesteś jakimś miliarderem?- zapytał po chwili, wyraźnie rozbawiony- Nie pracujesz, a nie brakuje ci pieniędzy i jeszcze stać cię na taki remont? Dla mnie?- dodał, bez zrozumienia.
-To nic wielkiego- uśmiechnąłem się jedynie, wzruszywszy ramionami- Mam jeszcze trochę oszczędności, na remont na pewno starczy.
-Dlaczego w ogóle zwolniłeś się z pracy?- zapytał Andy z wyraźnym zainteresowaniem- Chyba nie płacili ci źle, skoro masz tyle kasy, nie? Więc co? Nie traktowali cię dobrze?
-Traktowali...- odparłem, wzdychając cichutko. I znowu pojawiało się pytanie, na które trudno było mi udzielić jasnej odpowiedzi. Ja wiedziałem, czemu się zwolniłem, chociaż nie do końca potrafiłem to nazwać. Chciałem jakiejś zmiany, nawet najdrobniejszej, czegoś, co sprawiłoby, że moje dni zaczęłyby się chociaż odrobinę różnić od siebie... Ale taką zmianę przyniósł mi dopiero Andy.
-Więc o co chodzi?
-To dłuższa historia- uciąłem, nie chcąc wdawać się w szczegóły, ale chłopak najwyraźniej nie zamierzał dawać za wygraną, bo rzucił pogodnie:
-Przyniosę drugą łyżeczkę!- i wybiegł na chwilę do kuchni, by wrócić z wymienionym przez siebie przedmiotem i podać mi go- Jedz, Mitch- zachęcił mnie, zanurzając łyżkę w kubku z lodami.
-Nie przepadam- przyznałem.
-Daj spokój, ja i tak jem tylko czekoladowe, chyba nie chcesz, żeby się zmarnowały?
-Trafiłeś w mój czuły punkt- zachichotałem cicho, zaczynając niespiesznie jeść- W sumie i tak wolę waniliowe...- dodałem po chwili.
-No widzisz, Mitch...? Idealnie się dobraliśmy- uśmiechnął się do mnie pogodnie, a ja również odpowiedziałem uśmiechem, chociaż nieco niepewnym. Boże, Andy... Znowu to samo, mogę jedynie do niego wzdychać i wzdychać, a on i tak nigdy nie zrozumie... Boję się zrobić chociażby jednego kroku, bo uzna, że chodzi mi tylko o seks. A może mi chodzi tylko o seks? Sam już nie wiedziałem- Ej... Mitch...- zaczął po chwili, patrząc na mnie jakoś dziwnie- Przepraszam za to, że czasem jestem nieznośny... Po prostu zupełnie nie potrafię zrozumieć, dlaczego to wszystko dla mnie robisz, i dlaczego jesteś taki miły, i znosisz moje wszystkie wybryki... Ale bardzo się cieszę, że u ciebie mieszkam. Serio, Mitch.
-Wiem- szepnąłem jedynie.
Problem w tym, że ja sam nie do końca wiedziałem, czemu to wszystko robię. Chciałem pomóc jemu. I chciałem pomóc sobie. Więc o co w tym wszystkim chodziło, do licha? Byłem litościwym starszym panem, czy egoistycznym zboczeńcem, który przyprowadził tutaj sobie młodego chłopaka i sam nie chciał się przed sobą przyznać do swoich zamiarów? Im dłużej się nad tym zastanawiałem, tym większy mętlik miałem w głowie. A chyba nie da się tego ze sobą pogodzić, prawda? Bo jeżeli się komuś pomaga, to bezinteresownie. A jeżeli oczekuje się czegoś w zamian, to już nie jest pomoc, tylko zwykły układ. Tylko czy ja rzeczywiście oczekuję czegoś w zamian...? Nie, ja tylko w sferze swoich marzeń układam różne scenariusze, które nigdy nie staną się rzeczywistością. Co też nie jest nie do końca fair, bo Andy o tym nie wie. Ale gdyby wiedział, nie chciałby mieć ze mną nic wspólnego, więc nie mogę mu powiedzieć. Więc jestem w błędnym kole, z którego absolutnie nie ma wyjścia.
-Będziesz jeszcze jadł...?- dopytał Andy, dostrzegając, że od dłuższej chwili jedynie siedzę nieruchomo, zamyślony.
-Nie, nie- odparłem jedynie, kręcąc głową.
-Ja też już nie mam ochoty- wzruszył ramionami, po czym chwycił pudełko i wyniósł je do kuchni.
Westchnąłem głęboko, odkładając katalog na szafkę, po czym zgasiłem światło i położyłem się, nakrywając kołdrą. I jakie było moje zdumienie, gdy w pomieszczeniu ponownie pojawił się Andy i wszedł do łóżka, kładąc się tuż obok mnie. Natychmiast zapaliłem lampkę, wpatrując się w niego nieco spanikowany.
-O co chodzi, Mitch?- zapytał, spoglądając na mnie bez zrozumienia.
-O... O nic... Andy... Ty... Ty będziesz tu spał...?- rzuciłem z jawnym przerażeniem.
-A czemu nie?
-Bo.... Ja już nie mam gorączki- zauważyłem, chichocąc nerwowo.
-No tak, ale zawsze możesz mieć- rudzielec najwyraźniej nie widział w tym żadnego problemu. Objął mnie ramionami i wtulił się we mnie, przymykając powieki- Mogę przecież pospać trochę z tobą, na dworze jest strasznie zimno... A jak będziesz remontował mój pokój, to też tu będę, nie? Zgaś już światło, Mitch...
Zgasiłem lampkę, kompletnie osłupiały, przez dłuższą chwilę bojąc się poruszyć choćby o centymetr. Serce biło mi jak oszalałe i naprawdę czułem się wyjątkowo nieswojo, szczególnie, że moje ciało już zaczynało reagować na jego bliskość. Zdecydowanie zbyt mocno...
-No wiesz, Andy...- zacząłem łagodnie- Można to załatwić trochę inaczej... Pewne rzeczy da się zrobić od razu w jeden dzień, poza tym mogę spać na kanapie i...
-Mam sobie iść?- przerwał mi natychmiast.
-Nie- zaprotestowałem automatycznie, zanim jeszcze zdążyłem się zastanowić nad odpowiedzią, chociaż pewnie i tak nie byłbym w stanie go stąd wyrzucić.
-To super. Dobranoc, Mitch...
-Dobranoc, Andy...- odpowiedziałem, rozglądając się dookoła niemalże z desperacją. Spokojnie, to tylko Andy. Andy przyszedł tu spać. Spać. Obok mnie, a nie ze mną, żeby była jasność... Więc wszystko jest absolutnie w porządku i nie ma powodu, by się denerwować, prawda....? A poza tym był tu już wczoraj.
Z tymi nazbyt optymistycznymi myślami przymknąłem powieki, mając nadzieję, że sen przyjdzie równie szybko jak wczoraj. Ale wystarczyło mi ledwie kilka minut, by przekonać się, że spanie z nim w jednym łóżku wtedy, gdy miałem wysoką gorączkę, a spanie z nim teraz, gdy o gorączkę przyprawia mnie jego obecność, jest wprost nieporównywalne. Zupełnie nie mogłem się skupić. Czułem jego zapach, który paraliżował mnie zupełnie i nakręcał jak wariata. Otwierałem oczy i patrzyłem na jego twarz, mając wyjątkowo zbereźne myśli. Więc zamykałem oczy, ale wówczas oczyma wyobraźni widziałem jeszcze bardziej zmysłowe sceny i obrazy, więc sam już nie wiedziałem, co ze sobą robić. Czułem po prostu, że dłużej tego nie wytrzymam.
W pewnym momencie wyplątałem się powoli z jego uścisku i wstałem.
-Co ty wyrabiasz, Mitch...?- wymamrotał, zaspanym głosem.
-Nic, nic- szepnąłem uspokajająco- Muszę do toalety.
Odpowiedział mi jedynie jakimś niezrozumiałym pomrukiem. Zerknąłem na niego raz jeszcze, niemalże z obawą, po czym rzeczywiście skierowałem swoje kroki do łazienki. Boże. Jeszcze chwila, jeszcze sekunda w jego towarzystwie, a bym zwariował, albo zrobił coś, czego absolutnie zrobić bym nie chciał. Moja męskość pulsowała tak bardzo, że aż mnie bolała. Cieszyłem się wyjątkowo, że Andy zasnął zanim zdążył się zorientować.
Zacząłem się zaspokajać i dopiero gdy odpowiednio sobie ulżyłem... dwukrotnie... Wróciłem do pomieszczenia.
Andy spał rozłożony na środku łóżka, więc uniknięcie kontaktu z nim, naprawdę nie było łatwym zadaniem. A jednak udało mi się skulić na samym krańcu, sprawiając, że dzieliło nas kilka centymetrów i kołdra, którą tylko on był okryty. Przez kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt minut, robiłem dosłownie wszystko, żeby tylko o nim nie myśleć. I kiedy rzeczywiście czułem już, że sen jest blisko...
-Mitch, staruszku, okryj się...- usłyszałem mrukliwy głos Andy'ego i poczułem, jak ten nakrywa mnie kołdrą, a następnie przyciska się do moich pleców, przekładając przeze mnie nogę.
Jęknąłem dramatycznie.
To będzie bardzo długa noc...

13 komentarzy:

  1. rozmyślenia Mitcha są boskie, nawet jeśli biedak tak się męczy :) pomysł z remontem może być ciekawym pretekstem do zbliżenia się do Andy'ego, ale pomysł chłopaka rozwalił mnie ze ścianami w pokoju xD podobno czerwone ściany powodują agresje i... namiętność xD już nie mogę się doczekać ;p

    Kohaku

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy8:36 PM

    raaany, jaki wspaniały rozdział! chce więcej! i proosze, zadbaj jakoś o Mitcha bo biedny niedlugo wybuchnie!(w dwojaki sposób)

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy8:48 PM

    Moje ukochane Little, najlepsze ze wszystkich opowiadań! *.* Ten rozdział był wyjątkowo świetny, chyba nie wytrzymam z czekaniem do następnego!

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy10:29 PM

    dobra, cofam to. TO było jeszcze bardziej ekstremalnie urocze. Mitch jest ekstremalnie uroczy, o Andym chyba nie muszę wspominać. kocham cię za to opowiadanie.

    ... Jezu, co za wylew uczuć wszelkich. sorry. D.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mmm.. Cudny rozdział. Szkoda tylko, że Mitch tak się męczy, jednak gorzej by było, gdyby prawda wyszła na jaw, a jego uczucia nie zostałyby odwzajemnione. Kurczę, załamałabym się normalnie!

    <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy12:50 PM

    Uwielbiam czytać o rozmyślaniach Mitcha, są chaotyczne i lekko dziwne, ale przez to niesamowicie interesujące:D.
    Andy jest świetny, podoba mi się jego sposób bycia i metody na uciszanie sąsiadów:D. Nie dziwnię się mu, że tak odebrał słowa Mitcha o tym czy jest mu dobrze, w sumie skąd biedaczek ma wiedzieć, dlaczego Mitch go wzią do siebie. (Sam do końca nie wiem czemu to zrobił, może to coś więcej niż chęć niesienia pomocy bliźnim:D).
    Pozdrawiam.
    S.S

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten tekst o łóżku, że jest małe pojawił się też na Every Me... Ah, ta fala wspomnień XD Świetny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  8. Akemi1:29 PM

    Mitch ma zawsze pod górkę.. i wiatr mu w oczy dmie xD Boroczek xD Teraz, choćby chciał do toalety, pewnie nie wyplątałby się z uścisku Andy'ego xD A może on go tylko sprawdza... Andy, oczywiście. Podjudza, patrząc, co zrobi Mitch, jak się zachowa (a zaczęłam pisać "zakocha" xD)... Chłopak jest strasznie niepewny, co do swojej osoby... Mitch, ty ośle XD Gdyby przede mną prężył się taki chłopak, to raczej nie kwitowałabym jego poczynań odwróceniem głowy xD Andy czuje się przez ciebie niewartościowy xD No to się stara coraz bardziej doprowadzić Mitcha do... dwukrotnych scen w łazience XD
    "Pościeram pranie, powieszę kurze... Tak, tak właśnie zrobię..." - bardzo inteligentne XDD

    OdpowiedzUsuń
  9. Mitch, Andy sam ci się pcha do łóżka. Bierz go ile się będziesz męczył? Chociaż z drugiej strony nie chce, aby chłopak pomyślał, że trzyma go tu dla seksu. No, ale Andy sam rpzychodzi i nie robi tego od tak. Coś w tym jest. :D
    Ja tylko czekałam, aż rudzielec przypadkiem wyczuje podniecenie Mitcha. :D
    "Pościeram pranie, powieszę kurze..." chłopie źle z tobą. :D Uśmiałam się przy tym zdaniu.
    Do tego "O, tak, Mitch, tak!" Tylko czekać, jak to stanie się prawdą. Ciekawe co ci sąsiedzi sobie pomyśleli. :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy4:44 PM

    Boże, biedny Mitch... ;D

    "Spokojnie, to tylko Andy" - nie wiem dlaczego, ale to zdanie po prostu tak mnie rozśmieszyło, że na chwilę musiałam przerwać czytanie ;D
    Coś wspaniałego:)
    Pozdrawiam!
    J.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ah, kocham ich~. <3
    Nawet stworzyłam sobie w Simsach małżeństwo na ich podobieństwo! xD

    OdpowiedzUsuń
  12. Haha xD Ach, te Simsowe małżeństwa... ~

    OdpowiedzUsuń
  13. Anonimowy8:02 PM

    Świetne, rewelacyjne, boskie opowiadanie!!! Uzależniłam się od niego :DD napisz nową notkę szybko, proszę...

    OdpowiedzUsuń