Strony

środa, 6 lipca 2011

~ . 19 . ~ [Drag Queen]

Przewróciłem się na drugi bok, wybudzając stopniowo ze snu. Uśmiechnąłem się do siebie błogo. Było mi tak dobrze, że nawet nie miałem ochoty otwierać oczu. W pomieszczeniu panowała zupełna cisza. Słychać było jedynie poranny śpiew ptaków dochodzący zza uchylonego okna i szmer podjeżdżającego pod blok samochodu. Pierwszy raz od bardzo dawna nie zbudził mnie ani okropny dźwięk budzika, ani nawet Nathan, który pod tym względem bywał czasem bardziej upierdliwy od mojego mechanicznego wroga numer jeden.
W końcu zmusiłem się do tego by unieść ciężką powiekę. Coś zdecydowanie mi nie grało. Zastanawiałem się, czy przypadkiem nie zaspaliśmy obaj, bo budzik się zepsuł albo z tego wszystkiego Nathan nie zdążył go nastawić. Zerknąłem na stojący na stoliku zegar.
Zostało mi jeszcze jakieś piętnaście minut względnego spokoju zanim ten przeklęty alarm zbudzi mojego szefa (i kochanka zarazem, o czym muszę wspomnieć, bo inaczej wyjdę z siebie) i cała poranna zabawa zacznie się od nowa.
Odetchnąłem, podnosząc się powoli do pozycji siedzącej i przetarłem twarz dłońmi. Nawet nie potrafiłem sobie przypomnieć, kiedy po raz ostatni wstałem o tak wczesnej porze, w dodatku czując się jednocześnie całkowicie wypoczęty. Co oczywiście wcale nie oznaczało, że nie zostałbym w łóżku dłużej, gdybym miał taką możliwość, ale mówiąc szczerze nie czułem ani odrobiny zmęczenia. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że ja właściwie nie mam już powodów do skrajnego wyczerpania. Och, nie żeby to był przytyk do mojego życia seksualnego... Od jakichś dwóch dni jestem pod tym względem aż nader aktywny, za sprawą mojego partnera-cudotwórcy... Ale już nie występuję jako drag queen. A to oznacza, że nie zarywam nocek, zasypiam całkowicie normalnie, a w dodatku zacząłem się nawet odżywiać w normalnych, regularnych porach i wszystko stało się jakby nieco bardziej... uporządkowane. Za sprawą Nathana, rzecz jasna.
Zerknąłem ukradkiem na mojego kochanka, wciąż szczerząc się radośnie.
Och, gdybyście go teraz widzieli! Wyglądał po prostu uroczo! Spał spokojnie, wtulony w poduszkę, oddychając miarowo z iście niewinną miną... Musnąłem delikatnie opuszkami palców jego policzek, nie mogąc się powstrzymać, ale nie chciałem sobie pozwolić na nic więcej, by go nie zbudzić. W końcu na powrót położyłem się obok niego i całkowicie bezwstydnie wgapiałem w jego przystojną twarz, powtarzając sobie w myślach, jak bardzo go uwielbiam. Słowo daję, mimo jego wyznania i wyjaśnienia całej tej sytuacji, nadal ledwie wierzyłem w to, że ktoś taki jak on może się mną naprawdę interesować.
Boże, życie bywa doprawdy zaskakujące...
Prawie przysypiałem u jego boku, gdy usłyszałem dźwięk budzika. Jęknąłem głucho, nawet nie ruszając się z miejsca, a jedynie szukając na oślep dłonią tego ustrojstwa. W końcu udało mi się je wyłączyć. Nathan otworzył oczy i spojrzał na mnie nieco zaspanym wzrokiem. Na jego wargach zagościł uśmiech. Nie mogłem się powstrzymać, by nie odpowiedzieć tym samym.
-Cześć...- szepnąłem miękko, czując jak stado motyli bezkarnie baraszkuje w moim podbrzuszu, wywołując u mnie dreszcze.
-Dzień dobry...- odparł zwyczajowo, nie przestając się uśmiechać i przez dłuższą chwilę w ogóle nie ruszał się z miejsca.
Przysunąłem się do niego i ucałowałem go w usta. Zamruczał cicho, z wyraźnym zadowoleniem. Potraktowałem to jako sygnał, żeby pozwolić sobie na coś więcej. Kolejny pocałunek, jaki złożyłem na jego wargach był już znacznie bardziej namiętny i żarliwy. Podniosłem się nieco, by otoczyć go ramionami i uniemożliwić jakąkolwiek ucieczkę.
-Alex, co ty robisz...?- zapytał, spoglądając na mnie z rozbawieniem.
-Jak to co?- parsknąłem w odpowiedzi- Chcę się z tobą przywitać...- nachyliłem się nad nim ponownie i odnalazłem jego ciepłe usta. Wahał się wyraźnie przez chwilę, po czym objął mnie ciasno ramionami. Nie protestował, całując mnie równie mocno i pewnie, jak ja jego. Dopiero w momencie, gdy jedną dłonią zawędrowałem pod kołdrę i zacząłem powoli stymulować jego męskość, odsunął mnie od siebie i stwierdził:
-Nie mamy na to teraz czasu.
No słowo daję, człowiek-kamień. Może bym jeszcze zrozumiał, gdyby nie fakt, że i tak wstawał o tak wczesnej porze, że kwadrans w tą czy w tamtą nie robił mu żadnej różnicy. Dajcie spokój! Mógłby przed wyjściem do pracy dwukrotnie okrążyć miasto, a i tak by zdążył!
-Jeszcze nie skończyłem- odparłem z iście lubieżnym uśmiechem, przenosząc pocałunki na jego szyję i ani na chwilę nie zaprzestając pieszczot.
-Alex!- jęknął głucho, zapewne w formie protestu, starając się ode mnie bezskutecznie odsunąć- To naprawdę...- odetchnął płytko, zaciskając powieki w reakcji na moje przyspieszone ruchy- Naprawdę nie jest odpowiednia...- chyba brakowało mu odpowiedniego słowa, bo w końcu jedynie rzucił przez zaciśnięte wargi- Alex, proszę, nie teraz...
Rany, Nathan! Jako mój kochanek powinieneś mnie prosić o coś zupełnie odwrotnego, nie sądzisz?! Nie ustąpiłem. Zsunąłem z niego kołdrę, a następnie wziąłem jego stwardniałą męskość w usta i zacząłem ją pieścić językiem. Nathan jęknął przeciągle, wyginając się w lekki łuk. Uśmiechnąłem się do siebie z nieskrywaną satysfakcją. A widzicie...? Słyszałem jego urywane westchnienia i czułem jak wije się z rozkoszy, poruszając biodrami.
-Uwielbiam cię...- wydusił z siebie, pomiędzy kolejnymi jękami.
Wierzcie mi, w takich chwilach doskonale go rozumiem...
Przesunąłem językiem wzdłuż jego męskości po raz ostatni, chwilę po tym, jak doszedł z głębokim westchnieniem. Ucałowałem jeszcze delikatnie jego podbrzusze, po czym podniosłem się do pozycji siedzącej i sięgnąłem po chusteczki. Kochałem na niego patrzeć chwilę po jego spełnieniu. Wyglądał niesamowicie, z rozchylonymi lekko wargami, zarumienioną twarzą i błyszczącymi oczyma. Oddychał płytko, leżąc przez dłuższą chwilę w bezruchu, po czym wziął ode mnie chusteczki i zaczął się wycierać.
-Alex, ubieraj się- ponaglił mnie, wciąż uroczo zaczerwieniony- Jak tak dalej pójdzie, naprawdę nie zdążymy...
… Niestety, bez bardziej entuzjastycznego udziału Nathana, nic dalej nie pójdzie.
-Mamy masę czasu- zauważyłem bez szczególnego zmartwienia, rozkładając się z powrotem na łóżku i obserwując, jak ten wstaje i miota się zabawnie po pomieszczeniu, zapewne czegoś szukając.
-Zawsze tak jest, ale zanim się obejrzysz, już będziemy musieli wychodzić- odparł, wychodząc z pomieszczenia.
-Dobra, dobra...
-Carlton- ponownie pojawił się w progu, posyłając mi iście piorunujące spojrzenie- Masz pięć sekund na zwleczenie swoich szanownych czterech liter z łóżka. Mówię poważnie.
Wiecie co...? Do twarzy mu ze stanowczością.

Myłem zęby, wpatrując się jednocześnie w swoje odbicie. Doszedłem do wniosku, że chyba przez te ostatnie kilka dni zrobiłem się mniej brzydalowaty niż wcześniej. No dobrze. Może to tylko moje wrażenie, a może zasługa zniknięcia mało twarzowych sińców spod oczu, ale wydawało mi się, że naprawdę wyglądam nieco lepiej. A teraz, w ładnej, łagodnie różowej koszuli Nathana (w której swoją drogą, nigdy go nie widziałem) prezentowałem się jeszcze lepiej. Może gdybym zobaczył siebie na ulicy, uznałbym nawet, że jestem całkiem przystojny...?
… Nie, jednak nie.
Co nie zmienia faktu, że przy Nathanie rozkwitam.
Mój obiekt dozgonnej miłości wkroczył właśnie do łazienki, dopinając guziki swojej koszuli, najwyraźniej całkowicie gotowy do wyjścia i również zerknął do lustra, chociaż on zawsze wyglądał jak wyjęty z okładki jakiegoś czasopisma dla pracoholicznych biznesmenów.
Nachyliłem się nad zlewem, by opłukać usta i już po chwili poczułem, że Nathan wymierzył mi klapsa w pośladek. O mały włos nie zakrztusiłem się z wrażenia. Zakasłałem donośnie i przetarłem usta ręcznikiem, podnosząc się i obracając w kierunku mojego szefa niemalże z przerażeniem. Nathan, ty brutalu!
-Boże, o mały włos nie dostałbym zawału!- zaśmiałem się, opierając się plecami o zlew- Co to miało być, Panie Mason...?- rzuciłem z udawanym oburzeniem- Zdaje sobie pan sprawę z tego, że jestem pańskim pracownikiem...?
-A ja jestem twoim szefem, Carlton i mogę robić, co tylko mi się żywnie podoba....- odparł szorstkim tonem, po czym nachylił się do mnie i wpił się w moje wargi. Zachichotałem niepohamowanie, gdy wreszcie się odsunął i zarzuciłem mu ręce na szyję.
-Cholera, Nathan... Gdybyś w życiu był równie stanowczy, bylibyśmy ze sobą już od dawna, wiesz...?- mruknąłem mu prosto do ucha, po czym złożyłem na nim delikatny pocałunek.
Nie żebym żałował, czy coś... Wiecie, zawsze lepiej późno niż wcale. W końcu gdyby nie fakt, że Nathan pojawił się w moim klubie, gdyby nie nasz wyjazd i gdyby nie to, że wyznał miłość do do mnie Roxanne, czyli wyznał miłość Roxanne, bo Roxanne to przecież ja, pewnie czekałbym jeszcze dobre kilka, a może nawet kilkadziesiąt lat! A co, nie ograniczajmy się! W końcu nie sprawiał wrażenia szczególnie skorego do rozmowy, gdy ponownie pojawiłem się w firmie. Co prawda mogę zaryzykować stwierdzeniem, że olśnił go mój nowy wizerunek, ale obawiam się, że Nathan po prostu w życiu prywatnym należy do ludzi, do których trzeba podchodzić bardzo stanowczo. Chociaż mimo to, mam poczucie, że zmarnowałem dużo czasu na wgapianie się w niego jak w obrazek i wmawianie samemu sobie, że wcale mnie nie obchodzi. I najlepsze w tym wszystkim jest to, że on robił dokładnie to samo. Czy to nie ironia losu...? Ciekawi mnie, co by było, gdyby któreś z nas postawiło sprawę jasno trochę wcześniej... Może nie byliśmy na to jeszcze gotowi?
-Wtedy wszystko mogłoby wyglądać inaczej- stwierdził Nathan, zupełnie tak, jakby czytał mi w myślach i musnął wargami moje czoło- Gotowy do wyjścia?
-Czyli nie mogę liczyć na to, że odwdzięczysz mi się za poranek...?- zapytałem, nie kryjąc rozczarowania. No wiecie, po takim wstępie, miałem nadzieję na coś więcej.
-Nie teraz.
Dziwna sprawa, od dwóch dni męczę go jak tylko mogę, a ciągle nie mam dosyć i tylko czekam na okazję.
Nathan już wychodził z łazienki, gdy nagle zatrzymał się w drzwiach i zmierzył mnie uważnym spojrzeniem, po czym uniósł brew i zapytał z rozbawieniem:
-Czyżby to była moja koszula?
-No- odparłem, wzruszywszy ramionami i raz jeszcze obejrzałem się w lustrze- Powiedzmy, że miałem ochotę na drobną zmianę stylu, a mam tutaj mało ubrań, no i...
-Jest na ciebie za duża, wiesz?
-Och, no i co?!- obruszyłem się z donośnym fuknięciem- Może i jestem od ciebie trochę... mniejszy...- dokończyłem z ogromnym niezadowoleniem, bynajmniej nie odnosząc się do koszuli- Ale to w końcu ja tu jestem stroną pasywną, tak?! Mam prawo być trochę... no... mniej okazały...
-Strono pasywna...- Nathan posłał mi pełne politowania spojrzenie- Chociaż raz wykaż się z łaski swojej prawdziwą uległością i bądź gotów do wyjścia w ciągu najbliższych pięciu minut, co?
Odwrócił się, a ja skrzywiłem się za jego plecami odruchowo.
-Widziałem- rzucił znacząco.
Boże, człowiek z oczyma z tyłu głowy!
-Pracowałem z tobą tyle czasu, że wiem, co robiłeś za każdym razem, gdy wychodziłem- dodał, odwracając się ponownie w moim kierunku i posyłając mi nieco krytyczne spojrzenie.
-Naprawdę?- udałem zdumienie- A myślałem, że od pasa w dół zasłaniało mnie biurko...
Przez chwilę na jego twarzy widać było jedynie wyraz niezrozumienia, po czym nagle zaczerwienił się gwałtownie i fuknął z poirytowaniem:
-Carlton! Do samochodu!

Na przerwie obiadowej zajrzałem do Sarah. Notowała coś akurat, gdy pojawiłem się w pobliżu gabinetu szefa. W pewnym momencie oderwała się na chwilę od wykonywanej przez siebie czynności i zerknęła na mnie ukradkiem, po czym uśmiechnęła się szeroko na mój widok.
-Już myślałam, że nie przyjdziesz- stwierdziła, gdy ja usadowiłem się na brzegu jej biurka- A wtedy zamiast słuchać ciebie mogłabym się posiłkować plotkami... A gdyby ktoś chciał ze mną plotkować to wiesz... Miałabym dużo do powiedzenia...- zachichotała, wpatrując się we mnie z rozbawieniem.
-Grozisz mi? Jestem facetem szefa- stwierdziłem, ściszając jednak nieco głos przy tych słowach. Co prawda w pobliżu nikt się nie kręcił, pewnie większość osób zeszła na obiad, ale i tak wolałem nie przeholować. Sami rozumiecie, nigdy do końca nie wiadomo, jak bardzo otwarty jest w tej kwestii Nathan- A poza tym... Naprawdę o nas plotkują?
-Żartujesz?- uniosła brew, spoglądając na mnie tak, jakbym właśnie wylądował przed nią spodkiem kosmicznym- Od wczoraj na przerwach nie mówi się o niczym innym.
-Przecież nie robimy nic... bo ja wiem... niestosownego- dokończyłem po chwili zastanowienia, nie wiedząc, jak to inaczej określić. Nie żebyśmy się ukrywali i udawali, że w ogóle się nie znamy, ale Nathan publicznie nie traktował mnie inaczej niż do tej pory. Nie obściskiwaliśmy się przecież na środku korytarza.
-... To nie ja przyjeżdżam do biura samochodem szefa- odparła, spoglądając na mnie znacząco.
-E, tam... Szczegół.
-... I nie ja chodzę ostatnio cała w skowronkach...- zachichotała po raz wtóry, wpatrując się we mnie badawczo- Rozumiem, że wszystko jest okej, a nawet lepiej...?
-A co? Wyglądam ci na kogoś, kto cierpi z niespełnionej, przepełnionej dramatyzmem, intrygami i tragicznymi wątkami miłości do swojego szefa?- parsknąłem cicho. Wiecie co, to by jeszcze do niedawna pasowało. No, może poza intrygami. Mam wrażenie, że specjalistą od intryg byłem do tej pory ja. I to zupełnie nieświadomie.
-Nie... Wyglądasz raczej na niespełnioną zawodowo drag-queen, która znalazła swoją...
-Jezu, Sarah, ciszej!- jęknąłem głucho, rozglądając się dookoła z wyraźną paniką.
-Dlaczego?- spojrzała na mnie ze zdumieniem- Przecież nikogo tu nie ma...
Wskazałem głową na drzwi wiodące do biura Nathana i zerknąłem na nią znacząco. Zmarszczyła brwi.
-Czekaj, czekaj... Nie powiedziałeś mu?- zapytała z niedowierzaniem.
Odkaszlnąłem jedynie cicho w odpowiedzi.
-Alex, żartujesz?!- spojrzała na mnie krytycznie- Dlaczego mu nie powiedziałeś?!
-Ciszej!
-Nie ma go, wyszedł na obiad- odpowiedziała, a ja uspokoiłem się nieco. Naprawdę wolałem, żeby nikt, zupełnie nikt, a w szczególności Nathan, nie słyszał tych rewelacji- Dlaczego mu nie powiedziałeś, Alex?
-A dlaczego miałbym mu powiedzieć?- zapytałem. No dobra. Może pewnego rodzaju szczerość wymagała, żebym wyjaśnił moje dość nietypowe powiązania z osobą znaną mu jako Roxanne. A raczej jego nietypowe powiązania z Roxanne czyli ze mną. Ale była to szczerość zupełnie mi obca i nie zamierzałem nadstawiać karku tylko po to, żeby mieć czyste sumienie- To nic ważnego.
-Jak to nie?- obruszyła się wyraźnie- Przecież... Przecież od tego wszystko się zaczęło!
-Nie. Wszystko zaczęło się od tej imprezy, gdy...
-Alex!- posłała mi wyjątkowo surowe spojrzenie, więc umilkłem- Okłamywałeś go tyle czasu, sam mówiłeś, że to było zupełnie bez sensu, więc czemu teraz...
-Nie powiem mu- przerwałem jej stanowczo- A przynajmniej nie teraz. Może jak już oboje będziemy mieć z pięćdziesiąt lat i nie będziemy mieć lepszych rzeczy do roboty...- zaśmiałem się, ale ona sprawiała wrażenie zaskakująco poważnej- Sarah, na litość boską!- zirytowałem się nieco- O co ci chodzi? To naprawdę nie jest kolosalnie ważna sprawa. A Nathan pewnie już teraz uważa mnie za dziwaka, nie chcę jeszcze przyznawać się do tego, że przez kilka lat nocami tańczyłem w Scylli w damskich fatałaszkach. A poza tym, musiałbym się przyznać, że wiem o jego ślubie... A on nie chce, żebym o tym wiedział. Gdyby chciał, powiedziałby mi. Więc on nie wie o czymś, o czym ja nie chcę mu powiedzieć, a ja...
-... A ty wiesz o czymś, o czym on nie chciał powiedzieć tobie- dokończyła sucho, posyłając mi pełne politowania spojrzenie.
-Tak...- potwierdziłem, po czym wyjaśniłem cierpliwie- Ale on nie wie, że ja wiem, to, czego on nie chce, żebym wiedział, więc wszystko jest w porządku.
-Chyba żartujesz.
-Słuchaj, jestem z nim dopiero dwa dni. Dwa dni, zrozum to, błagam- westchnąłem niemalże cierpiętniczo- I naprawdę na każdym kroku dostarczam mu miliarda powodów do tego, by mnie zostawić, więc może zamiast samemu podstawiać głowę pod nóż kolejną, rewelacyjną informacją, po prostu pozwolę, żeby nasz związek był normalny. A normalny związek w moim wykonaniu, to i tak kwestia wyjątkowo trudna i nie zamierzam komplikować wszystkiego jeszcze bardziej. Jest dobrze.
-Jak chcesz, Alex...- jej ton raczej nie wskazywał na to, żeby rzeczywiście przychyliła się do mojej argumentacji. Wzruszyła ramionami- To twoja sprawa, ale uważam, że powinieneś mu powiedzieć. Z doświadczenia wiem, że takie sprawy wychodzą w najmniej oczekiwanym momencie i sprowadzają wtedy duże problemy.
-Sarah, wiemy o tym tylko ty i ja- zauważyłem, parsknąwszy śmiechem- Więc jeżeli ty nie będziesz o tym rozgłaszała na prawo i lewo, i darła się pod jego gabinetem, to z pewnością ta sprawa nie „wyjdzie”, tylko zostanie tam, gdzie być powinna. Czyli głęboko we wspomnieniach. Moich. I tyle- uciąłem.
-Jak wolisz.
Tak wolę. Może i z doświadczenia Sarah wynika, że pewne sprawy wychodzą w najmniej oczekiwanym momencie, ale ja z kolei wiem, że niektóre rzeczy lepiej zostawić sobie dla siebie.
I to jest właśnie tego rodzaju sytuacja.

Wślizgnąłem się do gabinetu Nathana i zamknąłem za sobą cicho drzwi. Posłał mi ukradkowe spojrzenie, rozmawiając przez telefon i dając mi znak dłonią, żebym wszedł głębiej. Podszedłem do biurka i odczekałem chwilę, aż się rozłączy, a następnie uśmiechnąłem się do niego pogodnie.
-O co chodzi, Alex?- zapytał, wpatrując się we mnie z uwagą- Coś nie tak?
-Zapomniałeś o kwadransie dla ulubieńca...?- parsknąłem z rozbawieniem, siadając na brzegu biurka i spoglądając na niego cielęcym wzrokiem. Och, Nathanie Mason... Każda sekunda bez ciebie wydaje mi się zmarnowana.
-Myślę, że oferuję ci trochę więcej niż kwadrans, ale nie w godzinach pracy...- zaśmiał się cicho, podnosząc się z miejsca i stając tuż przede mną, po czym uścisnął mnie krótko i ucałował w czoło- Wybacz, Alex, mam dzisiaj prawdziwe urwanie głowy.
-Dziesięć minut...?
-Jestem zawalony robotą, cały czas ktoś czegoś ode mnie chce, a poza tym...
-... Pięć?- spojrzałem na niego niewinnie.
Wpatrywał się we mnie przez dłuższą chwilę, jakby z wahaniem, po czym parsknął cichutko, najwyraźniej kapitulując i musnął moje wargi. Przyciągnąłem go do siebie i wpiłem w jego wargi znacznie mocniej i pewniej, otaczając go jednocześnie kurczowo ramionami. Całowaliśmy się ze sobą przez chwilę, do momentu, aż wyplątał się z mojego uścisku i odsunął nieco, ocierając wargi dłonią.
-Nie minęły nawet dwie- zauważyłem z cieniem rozczarowania w głosie, starając się go na powrót objąć, ale usiadł ponownie na swoim miejscu nie dając mi takiej możliwości. Nachyliłem się nad nim, wpatrując się w niego cokolwiek złowrogo.
-Naprawdę muszę wracać do pracy- stwierdził, uśmiechnąwszy się lekko na widok mojej miny- Obiecuję, że jeszcze ci się zrewanżuję...
-... Szczerze mówiąc liczyłem, że zrewanżujesz mi się za poranek- odparłem, spoglądając na niego znacząco.
-W domu.
-W domu?- zdumiałem się, wpatrując w niego z zaskoczeniem- To znaczy... To znaczy dzisiaj też... Idziemy... To znaczy bierzesz mnie znowu do siebie?- zapytałem niemalże z niedowierzaniem. Nie żebym miał cokolwiek przeciwko. Najchętniej przywiązałbym się do jego kaloryfera i został u niego na wieki wieków amen, ale sami rozumiecie... Nie sądziłem, żeby takie rozwiązanie odpowiadało mu na dłuższą metę.
-A co...? Już zdążyłeś się mną znudzić?- spojrzał na mnie uważnie i nieco prowokująco, a ja jedynie parsknąłem śmiechem i odparłem:
-Sądziłem raczej, że to ty znudziłeś się mną.
-Dlaczego miałbym...?
-Bo... Jestem bałaganiarzem i życiowym nieudacznikiem- stwierdziłem, a on westchnął z politowaniem i przewrócił oczyma, jakby chciał mi dać do zrozumienia, co na ten temat sądzi- I na dłuższą metę na pewno się co do mnie zniechęcisz. Sam rozumiesz... Ty masz to swoje uporządkowane, cudne mieszkanko, a ja...
-Lubię sprzątać- przerwał mi spokojnie.
-No właśnie! Lubisz sprzątać, gotować, jesteś diabelnie przystojny i zarabiasz tyle, że można ci pozazdrościć...- zmrużyłem oczy, mierząc go podejrzliwym spojrzeniem- Wiesz, że statystycznie rzecz biorąc nie powinieneś w ogóle istnieć?
-Alexandrze... Carlton...- wypowiedział moje imię i nazwisko takim tonem, że aż dostałem dreszczy. Widzicie, jak na niego reaguję?! Pokażcie mi drugiego faceta, który jest zdolny wzbudzić we mnie te same emocje!- Statystycznie rzecz biorąc ty przestaniesz istnieć, jeżeli nie weźmiesz się zaraz do pracy.
-Okej- wzruszyłem ramionami, gotów już odejść, jednak po chwili namysłu nachyliłem się nad nim ponownie i zamruczałem- Pocałunek na pożegnanie...?
-Widzimy się za godzinę- uświadomił mnie, unosząc brew w pełnym politowania geście.
Och, Nathan, do diabła! Nie umiesz się bawić!
Sapnąłem z nutą zniecierpliwienia, już chcąc zebrać swoje szanowne cztery litery z jego biurka, gdy nagle zatrzymał mnie przy sobie i ucałował mocno. Uśmiechnąłem się mimowolnie, odpowiadając na jego pocałunek, gdy...
Drzwi od gabinetu otworzyły się nagle. Odskoczyłem od Nathana tak gwałtownie, że zrzuciłem jego stojak z długopisami, które rozsypały się po podłodze. Odkaszlnąłem odrobinę nerwowo, widząc Bookchera, który wkroczył do gabinetu z toną dokumentów w dłoniach i położył je na biurku Nathana. Ku mojemu zdumieniu, spojrzał na mnie zupełnie tak jak zwykle, czyli jak na powietrze i zaczął o czymś gadać z moim szefem, jakby w ogóle nie było mnie obok. Słowo daję, on chyba nigdy się nie domyśli. Choćbym na jego oczach wyśpiewał pieśń chwalebną ku czci Nathana, pewnie i tak by nie zauważył, że coś pomiędzy nami jest.
Nie mówiłem już nic więcej, jedynie uśmiechnąłem się lekko do mojego kochanka i wyszedłem z gabinetu.
Pięćdziesiąt siedem minut do obiecanego rewanżu.
Życie jest piękne.

Chyba jednak nie aż takie piękne, bo na rewanż będę musiał trochę poczekać. A przynajmniej wszystko na to wskazuje, bo nawet gdy jechaliśmy wspólnie do domu, Nathan nie miał czasu na pogaduszki ze mną. Cały czas rozmawiał z kimś przez zestaw głośnomówiący i tylko uśmiechał się do mnie przepraszająco, za każdym razem, gdy przerywałem w połowie zdania po tym, jak ktoś po raz kolejny do niego zadzwonił. Nie do końca wiedziałem, co się dokładnie dzieje, ale już podejrzewałem, że w domu też Nathan będzie zajęty. Na tylnym siedzeniu jechała spora kupka papierów i dokumentów, które najwyraźniej nie zmieściły się w jego teczce.
Miałem rację. Gdy tylko znaleźliśmy się w mieszkaniu i Nathan przeniósł wszystkie rzeczy do swojego gabinetu, rzucił:
-Przepraszam, Alex... Muszę coś załatwić. Sądziłem, że zdążę w firmie, ale tak wyszło...
-Daj spokój, Nathan- wzruszyłem ramionami, uśmiechając się do niego pogodnie- Przecież jesteś szefem naszego oddziału, wiedziałem, że takie sytuacje będą się zdarzać, nie? Nie będę ci przeszkadzał... To znaczy... Powinienem sobie iść...?- dopytałem odrobinę niepewnie, nie do końca wiedząc, czy rzeczywiście moja obecność nie będzie zbyt uciążliwa.
-Nie, nie!- zaprotestował natychmiast- To zajmie mi godzinę, góra dwie... Wiem, że możesz się trochę nudzić...
-Nudzić?- powtórzyłem z niedowierzaniem i parsknąłem śmiechem- Na pewno nie. Nie martw się o mnie, zajmę się czymś... A ty po prostu... no... pracuj sobie w spokoju, okej?
-W porządku- uśmiechnął się do mnie lekko, znikając za drzwiami swojego gabinetu, a ja ruszyłem do salonu.
Usadowiłem się wygodnie na jego przeboskiej, acz mało wygodnej kanapie, wyobrażając sobie, że jestem panem tego domu. Mieszkania. Panem numer dwa. Nieważne. W sensie, że mieszkam z Nathanem i wszystko co jego, jest też moje. Westchnąłem mimowolnie. Alexander Mason. Zachichotałem, zdając sobie sprawę z idiotyzmu własnych myśli. Włączyłem jego ogromny telewizor i odnalazłem w nim jakiś niezbyt ambitny program rozrywkowy, wciąż pozostając myślami w sferze marzeń.
Sami widzicie. Nudzenie się w domu Nathana? Niewykonalne.

… No dobrze.
Powiedzmy, że troszeczkę zmieniłem zdanie. Minęło już dwie i pół godziny... A konkretnie dwie godziny i trzydzieści cztery minuty, a Nathan chyba wciąż nie zmierza do końca. Już od dłuższego czasu korciło mnie, żeby do niego zajrzeć i zapytać, jak się sprawy mają, ale powstrzymywałem się od tego. Sami wiecie, nie chcę mu zawracać głowy. Jeżeli uda mi się go jakimś cudem przy sobie zatrzymać na więcej niż tydzień, pewnie tego rodzaju sytuacje będą się zdarzały często. I jako jego partner muszę się wykazać odpowiedniego rodzaju cierpliwością i wyrozumiałością.
Westchnąłem cierpiętniczo, przewracając się z boku na bok i nie mogąc sobie znaleźć wygodnej pozycji. W końcu nie wytrzymałem i podniosłem się z miejsca, po czym ruszyłem w kierunku jego gabinetu. Zatrzymałem się jeszcze na chwilę przed drzwiami, wahając się, czy aby na pewno mu przerywać, ale w końcu zajrzałem niepewnie do środka i zapytałem:
-Jak ci idzie...?
-Niedobrze...- przyznał, nawet nie odrywając się od papierów. Czytał coś przez chwilę ze zmarszczonymi brwiami, po czym odwrócił się w moim kierunku i uśmiechnął lekko- Mam nadzieję, że wszystko w porządku... Och, Boże!- przetarł skronie dłońmi i westchnął głęboko- Pewnie jesteś głodny... Przecież z tego wszystkiego nawet nie zrobiliśmy zakupów... Zamów coś sobie do jedzenia, dobrze? Ja postaram się niedługo skończyć.
-Okej- odparłem, wycofując się i zamykając za sobą drzwi.
… Naprawdę muszę się zająć czymś konstruktywnym.

Do wieczora zjadłem prawie całą pizzę, obejrzałem dwa odcinki idiotycznej telenoweli, powłóczyłem się po mieszkaniu, oglądając dokładnie każde pomieszczenie, wziąłem kąpiel w jego ogromnej wannie i wciąż – nudziłem się jak diabli.
Koło dziewiętnastej znowu do niego zajrzałem.
Rany, jestem okropnym człowiekiem... Nie mogę nawet uszanować ciężkiej pracy swojego kochanka...
-I jak tam?- zagadnąłem nieśmiało.
-Przepraszam, Alex- rzucił, spoglądając na mnie z niepewnym uśmiechem- Bookcher przyniósł mi rozliczenia, ale zrobił gdzieś błąd i... I wszystko szlag trafił... Musiałem zacząć jeszcze raz... Wiem, że to trwa strasznie długo.
-Mogę ci jakoś pomóc...?
-Nie, raczej nie.
-Jesteś głodny? Zostawiłem ci dwa kawałki pizzy, jakbyś był zainteresowany- parsknąłem cichutko.
-Zjedz je, ja przekąszę coś gdy skończę- uśmiechnął się do mnie, po czym znowu wrócił wzrokiem do swoich dokumentów- Postaram się skończyć najszybciej jak to możliwe... A ty...- zerknął na mnie badawczo- A ty możesz czekać na mnie w łóżku...- na jego wargach po raz kolejny zagościł uśmiech, tym razem nieco bardziej lubieżny.
Zachichotałem figlarnie, wychodząc i przenosząc się do sypialni.
Teraz miałem już pewność, że skończy tak szybko, jak tylko będzie mógł...

Kolejna godzina i zero sygnałów życia.
Chyba uschnę z żalu.
-Nathan!- krzyknąłem w końcu, nie mogąc się powstrzymać.
-Jeszcze trochę!- padła z jego strony wcale nie satysfakcjonująca odpowiedź.
Zakopałem się pod kołdrą, wzdychając głęboko.
Cierpliwości przybądź.

Przebudziłem się czując, jak łóżko ugina się pod czyimś ciężarem i zerknąłem zaspanym wzrokiem na siedzącego obok Nathana. Był jeszcze całkowicie ubrany, chyba dopiero co skończył pracować. Ucałował mnie delikatnie w skroń, a widząc, że się obudziłem, szepnął tylko:
-Śpij, Alex.
Chwyciłem go za dłoń, zatrzymując przy sobie, gdy już wstawał.
-Dokąd idziesz...?- zapytałem mało przytomnie.
-Wziąć prysznic. Zaraz przyjdę. Śpij.
-A już skończyłeś...?
-Tak, już skończyłem- zaśmiał się cicho, najwyraźniej rozbawiony moją ograniczoną możliwością rozumienia czegokolwiek- Przepraszam, że tak długo... Gdybym wiedział, nie prosiłbym, żebyś do mnie przyjechał- och, dajcie spokój, to już wolę, żeby nie wiedział! Nuda w jego mieszkaniu jest sto razy lepsza niż nuda w moim!- Jeden błąd i wszystkie obliczenia były do niczego... Nie rozumiem, dlaczego Bookcher tego nie sprawdził...
-Nie lubię go- odparłem zgodnie z prawdą.
-Tak, wiem- parsknął cichutko- Z pewnością nie lubisz nikogo, kto jakkolwiek zabiera mi czas, który mógłbym poświęcić tobie...
-Wcale nie dlatego- zaprotestowałem- On cię nie lubi.
-Nie musi.
-Chce twojego stanowiska.
-Jak większość osób.
-Nie rozumiesz, Nathan!- jęknąłem głucho- On chce cię wygryźć! Uważa, że jesteś za młody i niedoświadczony! Sądzi, że byłby lepszy! Zrobiłby wszystko, żeby cię zastąpić, na pewno nie zrobił tego błędu przez przypadek!
Nathan wpatrywał się we mnie badawczo przez dłuższą chwilę.
-Alex, skąd to wiesz?- zapytał w końcu bez zrozumienia.
-Jak to skąd? Powiedział mi.
-Powiedział ci?- powtórzył, unosząc brew w pełnym politowania geście.
-Eee...- no dobra. Powiedzmy, że to nie jest najbardziej komfortowa sytuacja- To znaczy... To znaczy nie mi... Powiedział komuś innemu... Ale ja to słyszałem... Więc to tak, jakby powiedział to mi- zachichotałem nerwowo.
-To tylko głupie plotki.
-Słyszałem to na własne uczy!- burknąłem, spoglądając na niego obruszony. Dajcie spokój, nie opowiadałbym mu takich rzeczy bez potwierdzenia.
-Tak?- uniósł brew- Więc komu to powiedział...?
-Eee... Którejś pracownicy.
-Której?
-N... Nie wiem, nie znam przecież ich wszystkich!- odkaszlnąłem nerwowo, czując, że się czerwienię. Zachowywałem się zupełnie tak, jakby przyłapał mnie na kłamstwie, ale przecież nie kłamałem! Nie mogłem mu powiedzieć skąd o tym wszystkim wiem, bo musiałbym mu opisać całą sytuację z Roxanne, a tego nie zamierzałem robić.
-Okej, Alex...- skapitulował z głębokim westchnieniem- Jesteś śpiący, połóż się. Zaraz do ciebie przyjdę.
Powiodłem za nim nieco nieszczęśliwym spojrzeniem.
… I to są właśnie sytuacje, w których odrobina prawdy byłaby jak najbardziej pożądana.

13 komentarzy:

  1. To opowiadanie lubię chyba najbardziej. Szkoda, że Alex nie mówi Nathanowi o wszystkim, ale to dodaje trochę akcji do tego opowiadania. Czekam tylko na kolejny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział bardzo mi się podobał.
    Alex sam przypadkiem wygada się o Roxanne. Sara ma rację. Lepiej powiedzieć prawdę, bo gdy coś przypadkiem wychodzi na jaw jest gorzej odbierane przez inną osobę. Rozumiem, że Alex boi się stracić Nathana. Może nie było by tak źle. :D

    Poranek mieli fajny, ale pracuś wszystko zepsuł. Alex niewyżyty seksualnie? Mrrrr podoba mi się taki. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy7:49 PM

    czekam na Johnny'ego, moja nadzieja się rozbudziła. Rozdział świetny. D.

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy8:57 PM

    Jeeej, ale się dziś ucieszyłam, czekałam na Drag Queen już od dawna, to moje ukochane Twoje opowiadanie, zaraz po Brandonie i Desmondzie, oczywiście :)
    Mi się podoba cała ta fabuła, troszkę komplikacji, przez pewne tajemnice dodają smaczku :D Uwielbiam Nathana, ale Alexa też kocham! Obyśmy tylko za długo nie czekali na nexta, weny! :) :*
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy9:49 PM

    Nie wiem dlaczego jesteś niezadowolona z tego rozdziału :D
    strasznie podobało mi się zachowanie Nathana w łazience xD
    Chatime

    OdpowiedzUsuń
  6. Nathan, ty brutalu? xDDDDD MUAHAHAHA XD

    OdpowiedzUsuń
  7. Jest!!! Drag Queen :D
    Długo czekałam na ten rozdział ale nie narzekam :P
    Bardzo mi się spodobał... mam nadzieją że Alex w końcu powie o wszystkim Nathanowi... jestem strasznie ciekawa jak on na to zareaguje :D
    Czekam na więcej i biorę się za nadrabianie zaległości, które nazbierały mi się w twoich ostatnich notkach :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Nareszcie Drag Queen!!!
    Dawno mnie tu nie było, a jak już się pojawiłam to taka miła niespodzianka :D Rozdział jak zwykle cudowny. Mam nadzieje, że następnym razem uda ci się napisać Wyzwanie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Oi ^^
    Droga Silencio ;P
    Ja tu ciągle jestem. Nie pożarły mnie ufoki xD Powoli nadrabiam zaległości, ale nie mogłam odmówić sobie DG x3
    Jest trochę... późno, więc musiałam się bardzo hamować, aby nie ryknąć śmiechem, więc powbijałam sobie paznokcie w rękę xD
    "Wierzcie mi, w takich chwilach doskonale go rozumiem..." - jakiż on skromny! Uosobienie cnoty i niewinności xD
    "A myślałem, że od pasa w dół zasłaniało mnie biurko." - już tutaj parskałam w rękę, płacząc, ze śmiechu, a po "-Carlton! Do samochodu!" - zwijałam się na krześle xD Ahh, głupiutki kotek nie spostrzegł się od razu, o co chodzi Alexowi xD Fajnie to napisałaś ;3
    "Teraz miałem już pewność, że skończy tak szybko, jak tylko będzie mógł..." - myślę sobie "pewnie Alex prędzej uśnie, niż Nathan skończy pracę" i niewiele się myliłam. O mały włos nie wyszłaby na jaw informacja o Rox... ciekawe, jak zareaguje na to Nathan. Z jednej strony powinno go to bawić, a z drugiej... że też Alexowi nie zaszkodziła wiedza, jaką nabył w klubie na swój temat... nie jest ani trochę "ważniejszy", nie zadziera nosa.. to nie jego typ ;P
    Zawsze te dialogi tak płynnie Ci wychodzą!

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy8:27 PM

    W ciagu calego opowiadania mialam tylko jedna mysl - chce zobaczyc ekranizacje tego!Wyszedlby z tego opowiadania naprawde niezly komedyjny film,serial lub anime.
    Mam nadzieje,ze Alex znajdzie sobie rownie ciekawe hobby jak bycie Drag Queen,bo jednak praca w banku,chociazby i przy Nathanie,to nie jego pasja.
    ~Sarahmi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy1:33 PM

      Ekranizacja byłaby cudowna, nawet animowana. Z taką fabułą to tylko pędzić do studia ;D

      Usuń
  11. Anonimowy12:46 AM

    pod koniec:
    '-Słyszałem to na własne uczy!' - trochę zabawne :)

    ed

    OdpowiedzUsuń
  12. O nie xD Wchodzę na komputer, a tu okazuje się, że na rozdziale 18 wcale się nie skończyło xD

    OdpowiedzUsuń