Strony

czwartek, 21 lipca 2011

21. Groźba

Minęły już prawie dwa tygodnie odkąd spotkałem tamtego demona. Wciąż byłem trochę nadwrażliwy. Bałem się, że nie odpuści sobie tak łatwo i wróci, ale zgodnie ze swoją obietnicą, nie pojawił się już więcej. Dotrzymał słowa, przynajmniej ten jeden raz. Wtedy, na gorąco, nie zastanawiałem się zbytnio nad tym, co opowiadał, byłem zbyt przejęty nieobecnością Amadeusza i niepewny samego siebie. Dopiero teraz zaczynałem sobie przypominać jego słowa i rozważać je. Myślałem nad tym, czy mówił mi prawdę, czy po prostu starał się mnie nastraszyć i przekonać do rezygnacji z Amadeusza. Wydawało mi się, że ta druga opcja jest bardziej prawdopodobna. To w końcu demon. Już sama ta przynależność czyniła z niego wyrafinowanego kłamcę. A poza tym... To była istota, która gotowa była nawet podszyć się pod moich przyjaciół i igrać moimi emocjami, tylko po to, żeby osiągnąć cel. Podejrzewanie jej o prawdomówność było co najmniej naiwnością. Chociaż... Może w tym, co mówił, był chociaż cień prawdy...? W końcu nie bez powodu starał się odciągnąć ode mnie Amadeusza. Chociaż umówmy się, że tym powodem nie byłem też z pewnością ja, więc musiało chodzić o coś innego. Nie mieszanie się spraw ziemskich i pozaziemskich. Ludzi i demonów. Dwa oddzielne światy, stykające się ze sobą na co dzień, ale funkcjonujące na zupełnie innych zasadach. Z czego demony z pewnością były na uprzywilejowanej pozycji, zwłaszcza, jeżeli chodzi o świadomość swojego współistnienia. Może dlatego aż tak bardzo przeszkadzali im tacy ludzie jak ja...?
Z Amadeuszem wcale nie było dobrze. Spodziewałem się, że po tak brawurowym happy-endzie, wszystko potoczy się wprost doskonale, ale podejrzewałem, że to moje wyznanie przekreśliło te plany. Nie rozumiałem jednak, o co tak właściwie chodziło. Amadeusz cały czas burczał coś pod nosem, nie wdawał się ze mną w żadne rozmowy, nie kładł obok mnie do łóżka i albo całymi dniami krążył po pokoju z taką miną, jakbym wyrządził mu jakąś straszliwą krzywdę, albo znikał na kilka godzin. Uwierzcie mi na słowo, ja naprawdę nie oczekiwałem, że rzuci mi się do stóp z wyznaniem miłości, gdy tylko mu to powiem. Owszem, byłoby naprawdę miło, gdyby odwzajemniał te uczucia, ale nawet jeśli nie... Dla mnie nie było problemu. Jasne, usłyszenie: „to chyba dobrze” nie jest najprzyjemniejsze, szczególnie nie w takich okolicznościach, ale jakoś się z tym pogodziłem i nie robiłem mu żadnych wyrzutów. On też nie powinien. Na litość boską, nie miał powodów do zdenerwowania! Był demonem, mógł nie rozumieć niektórych kwestii, może nawet nie znać niektórych uczuć, okej. Ale czy moje wyznanie robiło mu jakąkolwiek różnicę...? Czy zmuszało go do jakiejś deklaracji? Do określenia się? Był w końcu demonem, na litość boską! I tak przebywał ze mną na co dzień, to, czy mówiłem o miłości, czy o czymś w rodzaju otwartego związku, nie powinno mieć dla niego najmniejszego znaczenia. A jednak miało. I wyglądało na to, że całkiem duże.
Tego dnia jak co rano ubierałem się do szkoły. Od kilku dni chadzałem do niej regularnie i nie było to dużym problemem, zważywszy na fakt, że Amadeusz nawet nie starał się zajmować mojej uwagi. Jak zwykle krążył wtedy po pokoju z ponurą miną. Zerknąłem na niego ukradkiem. Słowo daję, najchętniej bym mu przyłożył.
-Wychodzę do szkoły- poinformowałem go krótko.
Mruknął coś niewyraźnie.
-Wychodzę do szkoły- powtórzyłem raz jeszcze, tym razem nieco ostrzej, oczekując jego odpowiedzi.
Spojrzał na mnie odrobinę niechętnie i wymamrotał:
-Dobrze, dobrze...
Boże, daj mi cierpliwość, bo jak tak dalej pójdzie, to go zamorduję.
Zacisnąłem wargi w wąską linijkę, całą siłą woli powstrzymując się od tego, by nie powiedzieć czegoś mniej łagodnego, ale ostatecznie nie wytrzymałem.
-O co ci chodzi, co?- zapytałem, podchodząc do niego i wpatrując się w niego bez zrozumienia.
-Co?- burknął jedynie, odwracając wzrok, jakby naprawdę nie miał pojęcia.
-Zachowujesz się jak kompletny kretyn!- rzuciłem z poirytowaniem- Udajesz, że mnie nie widzisz, snujesz się całymi dniami i nocami, jak jakaś potępiona dusza, a gdy próbuje z tobą rozmawiać, nagle się okazuje, że masz coś do zrobienia, chociaż jako demon nie wykazywałeś się dotąd szczególną pracowitością! Chodzi ci o to, co powiedziałem, tak?- zapytałem otwarcie.
-Nie- odparł natychmiast, wyraźnie naburmuszony.
Sapnąłem wściekle pod nosem.
-Jeżeli tak, to naprawdę nie masz powodów się obrażać!- syknąłem w końcu ze złością. Już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale nim to zrobił, rzuciłem- Przecież wcale nie oczekuję, że odpowiesz tym samym!
Opuściłem pomieszczenie, a następnie ruszyłem szybkim krokiem do drzwi frontowych. Już wychodziłem na zewnątrz, gdy nagle poczułem, jak chwycił mnie mocno za ramię i odwrócił w swoim kierunku. Spojrzałem na niego, nieco zaskoczony.
-Hm...- Amadeusz odkaszlnął cichutko, jakby nie do końca wiedział co powiedzieć, po czym nagle przyciągnął mnie do siebie i wpił się na krótką chwilę w moje wargi. Zamrugałem ze zdziwieniem- Po prostu... Wracaj szybko, Josh- dokończył nieco kulawo, spuszczając wstydliwie wzrok.
Parsknąłem z rozbawieniem. Zawsze niesamowicie mnie rozbrajał, gdy zachowywał się w ten sposób i teraz też nie mogłem być na niego zły ani chwili dłużej.
-Jasne- szepnąłem jedynie, uśmiechając się lekko.
Tak właśnie wyglądały subtelne przeprosiny w wykonaniu Amadeusza.

Siedziałem razem z moimi przyjaciółmi w stołówce. Gdy wróciłem do szkoły, trochę trudno było nam się porozumieć... z początku. Zdawałem sobie sprawę z tego, że przez długi czas nie byłem wobec nich uczciwy, ale oni nie robili mi z tego powodu wyrzutów, starali się rozmawiać ze mną zupełnie naturalnie, ale czasami wychodziły nagle jakieś tematy, o których w ogóle nie miałem pojęcia, a dotyczyły historii, które zdarzyły się już dawno temu i wtedy wszyscy wydawali się nieco skrępowani. Ale szybko przyzwyczailiśmy się do siebie ponownie. Byłem im wdzięczny, że nie starali się mnie dokładnie wypytywać, co się właściwie działo w moim życiu. Odpowiedź nie byłaby prosta.
-Ej, Josh...- rzuciła w pewnym momencie Jenna, wpatrując się we mnie z uwagą. Zauważyłem, że Katy i Jack spojrzeli po sobie, po czym również przenieśli wzrok na mnie. Zdziwiłem się nieco- Kontaktowałeś się może ostatnio z Rickiem...?
Osłupiałem, po czym parsknąłem cicho.
-Nie- odparłem zgodnie z prawdą- Wiesz przecież, że zmieniłem numer komórki. Dlaczego pytasz?
-A... Tak, po prostu- uśmiechnęła się, wzruszając ramionami- Byłam ciekawa...
-Twój były wydzwania do niej od tygodnia- rzucił Jack, a dziewczyna posłała mu mordercze spojrzenie.
-Co takiego...?- zapytałem, zaskoczony.
Jenna wciąż nie spuszczała z Jacka spojrzenia, które mogłoby zamrozić. W końcu jednak odetchnęła głęboko i stwierdziła:
-Skontaktował się ze mną kilka dni temu.
-Po co?- rzuciłem bez zrozumienia.
-Napisał sms-a z prośbą o twój numer telefonu...- odpowiedziała ostrożnie- Nie podpisał się, więc poprosiłam, żeby się przedstawił, bo nie miałam go zapisanego... Najpierw zaczął coś ściemniać, ale w końcu do mnie zadzwonił, no i dowiedziałam się, że to on... Zaczął mi mówić, że muszę mu podać twój nowy numer, bo ma z tobą ważne sprawy do załatwienia, że chce się tylko skontaktować albo spotkać... Kazałam mu spadać i nie odbierałam więcej od niego telefonów... A on dosłownie zasypał mnie wiadomościami!- parsknęła, kręcąc z niedowierzaniem głową- Cały czas wysyła mi sms-y albo nagrywa mi się na pocztę! Zapchał mi całą skrzynkę, przez to nie dostałam wiadomości od Chrisa Harpera!- dodała z przejęciem.
-Och, tak...- jęknął dramatycznie Jack, wznosząc oczy ku niebu, po czym rzucił piskliwym tonem- Josh, twój maniakalny facet wrócił, zaczął mnie prześladować i pewnie będzie też prześladował ciebie, ale najważniejsze jest to, że nie dostałam wiadomości od Chrisa Harpera... Co za dramat!
-Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej?- zapytałem, widząc już, że jak tak dalej pójdzie, zaraz zacznie się awantura.
-W ogóle nie chciałam ci o tym mówić- przyznała Jenna, zerkając znacząco na siedzącego obok niej chłopaka- Sądziłam, że tak będzie lepiej, nie będziesz się martwił i w ogóle... Chciałam tylko sprawdzić, czy już nie znalazł jakiegoś sposobu, żeby z tobą pogadać. Ale oczywiście KTOŚ musiał się wygadać...
-Przestań, Jenna!- zbuntowała się zwyczajowo Katy- Josh powinien wiedzieć! Przecież ten idiota może mu coś zrobić!
-Chyba powinienem do niego zadzwonić i to wyjaśnić- stwierdziłem niepewnie.
-A nie mówiłam?- Jenna posłała Katy srogie spojrzenie- Jeżeli „ten idiota” rzeczywiście mu coś zrobi, geniusze, to nie będzie moja wina.

Nie dało się ukryć, że ta informacja trochę mnie zdenerwowała, ale na pewno nie tak bardzo, jak moich przyjaciół. Przez cały dzień próbowali mi wybić z głowy pomysł dzwonienia do Ricky'ego i dla świętego spokoju przyznałem im, że to idiotyzm, chociaż wciąż się wahałem. Nie podobało mi się to. Mógł zaczepiać mnie, chociaż teraz nie miał już do tego warunków, ale od moich przyjaciół powinien się trzymać z daleka. Czułem, że mimo wszystko, powinienem kazać mu się raz na zawsze odczepić, a jeżeli to będzie konieczne, dowiedzieć się, o co tak właściwie mu chodzi.
-Jenna... Przez kilka dni chodziłem do szkoły i nikt mnie nie zabił, naprawdę nie musicie mnie odprowadzać do domu...- zauważyłem z rozbawieniem, wychodząc z budynku wraz z moją świeżo utworzoną eskortą.
-Nigdy nic nie wiadomo, Josh- stwierdziła Katy- Doszliśmy do wniosku, że on może równie dobrze czaić się na ciebie pod domem albo coś...
-Katy, on nie wie, gdzie mieszkam!
-Mimo wszystko- upierała się nadal rudowłosa- Z nami będziesz trochę bezpieczniejszy.
Nie byłem szczególnie zachwycony tą perspektywą. Nie chodziło o ich towarzystwo, ale trochę się obawiałem, że zechcą wejść do mojego mieszkania. A w moim mieszkaniu był Amadeusz, który zapewne nie zareagowałby entuzjastycznie na wieść, że Ricky znowu dał o sobie znać. Wolałem, żeby póki co o tym nie wiedział. W końcu to była zupełnie niepotrzebna panika.
-Wiesz, co, Josh, tak sobie pomyślałam, że on musiał wybrać któreś z nas, bo ty nie masz zbyt wielu innych znajomych- zauważyła Jenna- A ja akurat jestem dosyć znana, więc pewnie zdobycie mojego numeru nie było zbyt wielkim problemem- Katy skrzywiła się za jej plecami okropnie- Mam nadzieję, że nie skontaktuje się z nikim innym. Bo co do mnie, możesz być pewien, że na pewno nic mu nie powiem.
-Ach, tak... A co do nas już nie?- rzuciła kąśliwie rudowłosa.
-Nic takiego nie powiedziałam.
-Nie? To zabrzmiało jak sugestia.
-Dla ciebie wszystko brzmi jak sugestia. Po prostu stwierdziłam, że...
-Czekajcie chwilę...- przerwałem im niepewnie, przyglądając się osobie stojącej przy bramie szkoły. Podszedłem do niej powoli, nie będąc pewnym, czy to nie jakaś pomyłka- Daniel...?- zagadnąłem w końcu tamtego chłopaka, a ten odsunął się i spojrzał na mnie niemalże z przerażeniem- Co tu robisz...?- zapytałem, mocno zdezorientowany.
-Znam cię?- rzucił nerwowo, a ja spojrzałem na niego bez zrozumienia. Nie wierzyłem w to, żeby mnie nie rozpoznał.
-Hej, czy ty...- zanim zdążyłem dokończyć, po prostu czmychnął biegiem przed siebie i zniknął gdzieś w tłumie wychodzących uczniów. Znieruchomiałem.
-Josh!- usłyszałem wołanie Jenny i wróciłem do niej, ciągle nie będąc pewnym, co to wszystko ma znaczyć- Kto to właściwie był?
-Daniel. Przyjaciel Ricky'ego- wyjaśniłem.
Jenna osłupiała.
-Wiedziałam!- stwierdziła po chwili, przyspieszając kroku- Po prostu wiedziałam! Oni się na ciebie czają!
-Nikt się na mnie nie czai- zaprotestowałem cicho- To mógł być przypadek.
-Przypadek. Przypadek!- prychnęła z niedowierzaniem- Chyba nie wiesz, co mówisz! Twój były przypadkowo wydzwania do mnie od tygodnia, bo pomyliły mu się numery telefonów, jego kumpel przypadkowo znajduje się pod szkołą, bo pewnie czeka na swoją siostrę, a na twój widok przypadkowo ucieka, bo przypadkowo przypomniał sobie o tym, że zostawił włączone żelazko. Rzeczywiście, bardzo prawdopodobne- podsumowała.
-Mówiłeś, że nie znasz dobrze kumpli Ricky'ego- rzuciła Katy, spoglądając na mnie pytająco.
-Bo nie znam- odparłem zgodnie z prawdą- Nigdy mi ich nie przedstawiał. Ale Daniel czasem u niego bywał, gdy przychodziłem... Byłem nawet o niego trochę zazdrosny... Głupia sprawa- machnąłem lekceważąco dłonią, uśmiechając się. Z tej perspektywy całe moje uczucie do Ricky'ego wydawało się błahostką.
-Czego ten Ricky może od ciebie chcieć?- drążyła dalej Jenna z zacięciem dziennikarza śledczego, wpatrując się we mnie z uwagą- Macie jakieś niezałatwione sprawy?
-Wątpię.
-Pewnie chce się zemścić. Powinieneś na niego uważać.
-A może chce do niego wrócić?- zapytała Katy- Może chce go przeprosić albo coś?
Jenna zerknęła na nią z politowaniem.
-Jasne- rzuciła sceptycznie- Pobił go, próbował wyłudzić pieniądze, a później przez kilka tygodni płakał gorzko nad swoim samotnym losem i doszedł do wniosku, że jednak Josh jest miłością jego życia... Życie to nie film- stwierdziła, śmiejąc się lekko, ale po chwili spoważniała i spojrzała na mnie badawczo- Ale gdyby tak było... Nie wróciłbyś do niego, nie?
-Nie- odparłem z całą pewnością.
-Rozumiem...- Jenna uśmiechnęła się znacząco pod nosem.
Nie było nawet mowy o tym, żebym wrócił do Ricky'ego. Nawet, gdyby nie Amadeusz, bycie z takim facetem jak on byłoby co najmniej ryzykowne. Poza tym... Poza tym, ja zupełnie nic do niego nie czułem. Wydawał mi się jedynie przelotnym zauroczeniem, na które straciłem zdecydowanie zbyt dużo czasu, kimś nieistotnym, niewartym wspomnienia.
-W każdym razie, musisz coś z tym zrobić- powiedziała Jenna z determinacją- Nie możesz tego zostawić w ten sposób.
-Wiem. Zadzwonię do niego..
-Nie!- zaprotestowała gwałtownie- Josh, nie rób tego!
-Więc co mam zrobić?
-Zadzwoń na policję!
Westchnąłem ciężko.
-To nie ma sensu- odpowiedziałem cicho- Co miałbym im powiedzieć? Że zacząłem się spotykać z facetem, który sfingował moje pobicie, a później podbił mi oko?
-Że spotykałeś się z facetem, który cię oszukiwał i próbował od ciebie wyłudzić pieniądze!
-Jenna... Za kłamstwa w związku nikt jeszcze nie kara, a poza tym wcale nie próbował- zauważyłem- Nie prosił mnie o nic, nie wypytywał... Starał się jeszcze wzbudzić moje zaufanie. Niczego ode mnie nie wziął i niczego nie żądał. Nie mam żadnego dowodu na to, że chciał mi cokolwiek ukraść. Dowiedziałem się o tym odpowiednio wcześniej i nic nie zdążył zrobić. Więc co miałbym im właściwie powiedzieć?
-To, skąd się o tym dowiedziałeś- odparła dziewczyna, a ja parsknąłem cicho i pokręciłem głową.
Jasne. Doskonały pomysł. Kto mi o tym powiedział, panie władzo? Demon, oczywiście! Moja wiarygodność jako świadka na pewno byłaby znacząca.
-To nie takie proste...- odpowiedziałem po dłuższej chwili wymijająco- A poza tym, Amadeusz też nie sądzi, żeby to był dobry pomysł- dodałem, chcąc zejść jakoś z tego tematu.
-To on o tym wie?!- zdumiała się Jenna.
-Tak.
-I nic z tym nie robi?!
-A co ma zrobić...?- zapytałem niepewnie.
-No coś powinien, prawda?! Jest facetem, w końcu!
Odkaszlnąłem znacząco.
-Jenna... Ja też jestem facetem- zauważyłem odkrywczo, a ona zmieszała się wyraźnie.
-No wiem, wiem...- odparła, machnąwszy dłonią- Ale ty jesteś... No...
-No?- ponagliłem ją, unosząc pytająco brew.
-Och... No... Po prostu... Jesteś taki... No...- najwyraźniej ciężko jej było znaleźć odpowiednie określenie- Taki... Taki... Och, po prostu to oczywiste, że jesteś w tym związku pasywem!
-Czym jestem...?- zapytałem ze zdziwieniem.
-No wiesz...- przewróciła oczyma, jakby to było coś oczywistego- Stroną uległą!
-... S-Skąd pomysł, że jestem pasywem?- wydukałem, wpatrując się w nią z osłupieniem.
Cholera... Jestem...?
-No chyba ten twój Amadeusz nie jest taki delikatny jak ty, nie?- zapytała ostrożnie, po czym widząc moją minę, dodała szybko- Oj, Josh, to komplement dla faceta! Po prostu chodzi o to, że niektórzy mężczyźni są tacy... Patrzysz na nich i od razu bije od nich siła i stanowczość! Taka stuprocentowa męskość!- dodała żarliwie, a Jack zerknął na nią ukradkiem- Nie twierdzę, że ty taki nie jesteś, po prostu u ciebie wszystko jest łagodniejsze... Zobacz na przykład na Jacka... Albo nie, na niego nie- rzuciła po chwili, jakby zwątpiła w swoje słowa- Ale po prostu są tacy faceci i już.
-A ze mną coś jest nie tak?- rzucił pochmurnie Jack.
-Właśnie!- zawtórowała mu natychmiast Katy z płomiennym rumieńcem- Jack jest stuprocentowym facetem.
-Eee... Dzięki, Katy...- odparł chłopak, odrobinę zdezorientowany, po czym wrócił do Jenny- Ja też jestem „łagodny” i „delikatny”?
-Trochę zniewieściały. Zresztą, nie czepiaj się mnie.
-Ja jestem zniewieściały?!
Uśmiechnąłem się jedynie lekko pod nosem, przyjmując ich wymianę zdań niemalże z ulgą. Przynajmniej zeszli wreszcie z tematu Ricka i nie naciskali na podjęcie przeze mnie decyzji. Zastanawiałem się nad tym, czy nie opowiedzieć tego wszystkiego Amadeuszowi. On w końcu mógłby bez większych problemów sprawdzić, o co chodzi Ricky'emu. Ale z drugiej strony to mógł być jedynie fałszywy alarm. Nie miałem pojęcia, czego on ode mnie chce, a wywoływanie takiej paniki... Cóż. W ogóle nie było mi to na rękę. Pamiętam, jak zachowywał się Amadeusz poprzednim razem, gdy miałem z nim problemy. Znowu zacząłby za mną wszędzie łazić i mnie kontrolować, tłumacząc wszystko troską, a to było niesamowicie uciążliwe.
Musiałem się najpierw dowiedzieć o co chodzi. A droga była tylko jedna.

Kiedy wróciłem do domu, Amadeusza nie było. W pewnym sensie mnie to ucieszyło, mimo tego, że jeszcze tego poranka oczekiwałem niecierpliwie, kiedy spotkamy się ponownie, mając nadzieję, że wszystko wróci pomiędzy nami do normy. Tak było jednak lepiej. Mogłem zadzwonić do Ricka i załatwić nasze sprawy bez demona na karku. Chwyciłem za telefon komórkowy od razu po sprawdzeniu mieszkania, ale zawahałem się i odłożyłem go na miejsce. Nie miałem pojęcia, dlaczego. Jeszcze kilka minut temu wydawało mi się to najprostszym rozwiązaniem na świecie i nie spodziewałem się, że mógłbym mieć z tym najmniejsze problemy. Wziąłem prysznic, a następnie spróbowałem po raz kolejny, ale nie byłem w stanie się przełamać. Zająłem się czymś innym.
Dochodziła już osiemnasta, gdy wreszcie zdecydowałem się, że muszę to w końcu zrobić. Amadeusz pewnie i tak wkrótce się pojawi, powinienem mieć to za sobą i wiedzieć, na czym stoję. Z niemałym zdumieniem zdałem sobie sprawę z tego, że nadal znam numer Ricky'ego na pamięć. Wybrałem go i zadzwoniłem, wcześniej zastrzegając swój numer.
Nie wiedziałem, dlaczego reaguję na to aż tak emocjonalnie. To tylko Ricky. Ricky, mój były facet, do którego nie czułem już zupełnie nic, który mnie oszukiwał, próbował okraść... A mimo to, serce bilo mi jak oszalałe ze strachu. Nie miałem pojęcia, czego właściwie się bałem.
-Halo?- kiedy usłyszałem głos Ricky'ego, miałem wrażenie, że moje serce zamarło. Przymknąłem na chwilę powieki i odetchnąłem głębiej, próbując się uspokoić- Halo?
-Cześć...- rzuciłem w końcu z trudem, starając się zachować spokojny i obojętny ton głosu, mimo tego, że wszystko we mnie wrzało- Tu Josh.
-Josh!- zaśmiał się lekko- Nie spodziewałem się, że do mnie zadzwonisz... Stało się coś?
-Nie udawaj!- syknąłem z poirytowaniem- Ciągle wydzwaniasz do Jenny i podobno chcesz się ze mną skontaktować. Nie wiem, czego chcesz, ale odczep się od niej. Odczep się od wszystkich moich przyjaciół i ode mnie też albo gorzko tego pożałujesz!
Znowu usłyszałem, jak się śmieje. Cały drżałem. Co się ze mną działo, do diabła...?
-Co ty, Josh...? Chyba mi nie grozisz?
-Może.
-Nie dasz sobie ze mną rady.
-Dawałem sobie radę z dużo gorszymi typami od ciebie- stwierdziłem lodowato.
-Wątpię- skwitował z rozbawieniem- W każdym razie, bardzo się cieszę, że zadzwoniłeś...
-Czego chcesz?- przerwałem mu ze złością.
-Pieniędzy.
Aż parsknąłem z niedowierzaniem.
-Jesteś bezczelny... Oszukujesz mnie, okłamujesz... A teraz jeszcze dzwonisz w takiej sprawie? Rozłączam się.
-Nie radzę- odparł gniewnie, a ja nie wiedzieć czemu, rzeczywiście tego nie zrobiłem- Przez ciebie zainteresowała się mną policja i bardzo mi się to nie podoba.
-Może zainteresować się jeszcze bardziej.
-Znowu groźba? Jeszcze trochę, a naprawdę zacznę się bać, Josh- zadrwił- W każdym razie, nie zapominaj, że mam numer do twojej koleżanki... I będę was dręczył tak długo, dopóki nie spełnisz moich warunków.
Tym razem to ja się zaśmiałem.
-Dręczył? Zmieniłem numer telefonu, Jenna też może. Nie stać się na nic więcej...- stwierdziłem, uśmiechając się gorzko- Tylko na telefoniczne groźby... Jesteś żałosny.
-Jesteś pewien, że nie stać mnie na nic więcej...?- zapytał z cieniem irytacji- Chyba jednak nie, bo w takim wypadku nie miałbyś powodu ze mną rozmawiać, prawda...? Ta twoja koleżanka jest bardzo niesympatyczna... I zupełnie nie w moim typie, ale mam paru kumpli... Mogliby się natknąć na ciebie albo na nią całkowicie przypadkiem w jakimś ciemnym zaułku... Byłoby przykro, co?
-Teraz to ty grozisz mnie?
-Może.
-Jeżeli zrobisz cokolwiek któremuś z moich przyjaciół, pożałujesz tego. I będziesz się modlił, żeby to policja znalazła cię pierwsza- rzuciłem, drżąc z wściekłości- A jeżeli zrobisz coś mnie... Oni będą wiedzieli, czyja to sprawka.
-Josh, rozkręcasz się!- zaśmiał się głośno, a ja zagryzłem wargę w nerwowym geście, nie mając pojęcia, czemu cały się trzęsę- Naprawdę, aż zaczynam żałować, że wszystko pomiędzy nami zakończyło się w taki sposób... Dobra byłaby z nas para, nie sądzisz?
Milczałem.
-W każdym razie, nie potrzebuję wiele.
-Nie dostaniesz ode mnie nic. Ani pensa- stwierdziłem z pełnym przekonaniem- Nie dam się zastraszyć.
-Na razie nie zastraszam, Josh... Na razie proszę. To może się szybko zmienić. Po co właściwie się upierasz, co?- zapytał bez zrozumienia- Przecież mógłbyś się ze mną podzielić pieniążkami od rodziców, nie byłoby problemu...
-Gdybyś więcej ze mną rozmawiał, a nie skupiał się na swoich durnych planach, kiedy byliśmy razem, wiedziałbyś, że moi rodzice wysyłają mi tyle pieniędzy, żeby starczyło na opłaty- odparłem ze złością- Nic ode mnie nie dostaniesz.
-Więc ich poproś. Chyba nie odmówią synkowi, nie? W razie czego możesz zacząć coś udawać... Też będzie ciekawie.
-Nic nie dostaniesz- powtórzyłem raz jeszcze.
-Spotkajmy się jutro.
Aż parsknąłem z niedowierzaniem.
-Słucham?
-O siedemnastej, przed moją kamienicą... Będziesz miał idealne warunki do negocjacji- rzucił z rozbawieniem.
-Negocjacji czego?
-Ceny za spokój.
-Nie ma mowy.
-Jesteś pewien, że chcesz kończyć naszą rozmowę na tym etapie, Josh...?
Zawahałem się nieco. Nie wiedziałem. Nie byłem pewien. Nie miałem pojęcia, na ile poważnie można traktować jego słowa i groźby. Naprawdę mogło mu przyjść do głowy coś idiotycznego, ale zdawałem sobie sprawę, że moje wyjaśnienia niczego nie zmienią. Nagle usłyszałem hałas dochodzący z kuchni.
-Będę- zgodziłem się jedynie krótko i odłożyłem telefon w chwili, gdy Amadeusz pojawił się przede mną.
-Cześć, Josh- rzucił, o dziwo, niesłychanie pogodnie. Najwyraźniej poranne humory mu przeszły.
-Cześć- odparłem niemrawo.
Kompletnie nie wiedziałem, co robić. Nie czułem się zastraszony ani przerażony, a raczej roztrzęsiony. Nie spodziewałem się tego po nim. Wiedziałem, że nie dzwoni do Jenny bez powodu, ale nie sądziłem, że będzie aż tak bezczelny... Naprawdę wydawało mu się, że może ode mnie wyłudzać pieniądze? A może miał rację? Może mógł? Może nie byłem wystarczająco asertywny i stanowczy, by kazać mu spadać i udowodnić, że się go nie boję.
-Wychodzę jutro. O osiemnastej- rzuciłem mechanicznie, spoglądając gdzieś przed siebie.
-Aha... Fajnie, że mi mówisz.
-O co ci chodzi?- rzuciłem, spoglądając na demona niemalże napastliwie. Przez chwilę wydawało mi się, że on wie. Że może szedł za którymś z moich znajomych i usłyszał, jak mówią o Ricku. Jego głos wydał mi się dziwnie pretensjonalny.
-Jak to o co?- zdumiał się demon.
-Coś sugerujesz?
-Rany, Josh!- teraz to on zirytował się wyraźnie- Nic nie sugeruję, po prostu stwierdziłem, że fajnie, że mi mówisz, bo zazwyczaj tego nie robisz! Co z tobą?!
-Nic... Przepraszam- skapitulowałem, wzdychając głęboko. Świetnie. Wkurzył mnie Ricky i wyżyłem się na Amadeuszu. Lepiej być nie może.
-Miałeś zły dzień w szkole?- zmartwił się demon.
-Tak, coś w tym stylu- odparłem niemrawo, wciąż będąc myślami daleko stąd.
Demon usiadł obok mnie, po czym nagle pchnął mnie do pozycji leżącej, a następnie zawisł nade mną i zaczął całować moja szyję.
-Co ty robisz...?- rzuciłem bez zrozumienia.
-Jak to co?- zaśmiał się, wyraźnie rozbawiony moim zdezorientowaniem- Dobieram się do ciebie.
-Ach, tak...
Czułem, jak mnie całuje i zupełnie nie mogłem się na tym skupić. W pewnym momencie podwinął lekko moją koszulkę i przeniósł pocałunki na moje podbrzusze. Westchnąłem jedynie cichutko, ciągle jednak będąc z dala od rzeczywistości. Zauważył to.
-Josh, co z tobą?- mruknął, podnosząc się znowu do pozycji siedzącej- Zasnąłeś, czy jak?
-Co...?- zapytałem nieprzytomnie.
-Oj, Josh, Josh...- westchnął głęboko, po czym uśmiechnął się pobłażliwie i rozpiął moje spodnie, a następnie zsunął je ze mnie razem z bielizną- Już ja wiem, co cię odpowiednio zrelaksuje...
Chyba naprawdę nie kojarzyłem tego, co do mnie mówi, bo jego słowa dotarły do mnie dopiero w momencie, gdy już chwycił moją męskość w usta. Jęknąłem cichutko, wplatając palce w jego włosy i odchylając głowę do tyłu. Jeszcze dzisiaj rano ucieszyłbym się wyjątkowo z takiej chwili z nim, a teraz... A teraz, mimo tego, że całą siła woli starałem się skoncentrować na swoich doznaniach, wszystko się rozmywało. Długo minęło, nim doszedłem wreszcie, chociaż nawet moje spełnienie nie przyniosło mi tak wiele rozkoszy jak zawsze. Amadeusz był najwyraźniej niepocieszony.
-Wiedźma Worner cię prześladuje?- próbował się dowiedzieć, a ja jedynie pokręciłem głową.
-Pójdę pod prysznic- stwierdziłem, starając się podnieść, ale on zatrzymał mnie na miejscu.
-Czekaj, Josh... Poleż sobie troszeczkę przy mnie, co?- uśmiechnął się łagodnie, a ja również odpowiedziałem uśmiechem, jednak nieco nieobecnym.
Może powinienem powiedzieć mu teraz...? Ale co on właściwie może zrobić? Będzie chodził za mną, za Jenną, Katy, Jackiem...? Bez znaczenia. Nie jest w stanie nic na to poradzić, tak samo jak ja. Dlaczego ten przeklęty idiota musiał się uczepić akurat mnie? Czy ja naprawdę mam wypisane na czole: „łagodny, delikatny, absolutnie uległy”? W tym momencie te słowa wcale nie brzmiały jak komplementy.
-Amadeusz, pamiętasz te dni przed twoim zniknięciem...?- zagadnąłem nagle. Chciałem po prostu zejść na jakiś inny temat i nie myśleć o tym chociaż przez chwilę. Nad Ricky'm zastanowię się jutro. I zdecyduję, czy w ogóle warto z nim rozmawiać- Obserwowałeś czasem moich przyjaciół?
Demon zawahał się wyraźnie.
-No... Czasem- przyznał z wyraźną niechęcią- A co?
-Wspominali coś o mnie...? O tym, że chcieliby mnie widzieć częściej na przykład...- dodałem znacząco, a on speszył się wyraźnie- Amadeusz, czemu mi nie powiedziałeś?- zapytałem. Pewnie to i tak niewiele by zmieniło, w końcu zdawałem sobie z tego sprawę, ale wolałbym, żeby mi to uświadomił.
-Oj, Josh...- jęknął dramatycznie, wtulając się we mnie- A po co miałbym ci mówić? Wtedy zacząłbyś się martwić i spotykać się z nimi, i nie miałbyś czasu dla mnie... No dobrze, może byś miał, ale znacznie mniej, więc...
-Jesteś egoistą- stwierdziłem po raz sto tysięczny.
-Jestem- przyznał otwarcie, przyciskając się do mnie jeszcze mocniej- Ale ty też mógłbyś mnie zrozumieć i poświęcać mi więcej czasu... Jestem w końcu demonem.
-Ale ja nie jestem.
-Szkoda- zachichotał- Kochalibyśmy się we wszystkich miejscach świata.
-Widzę, że masz ambitne marzenia- skwitowałem, parsknąwszy cicho.
-Mmm...- zamruczał z rozmarzeniem, przymykając powieki- Czasem żałuję, że nie możesz robić i widzieć tego wszystkiego, co ja... Ludzie nie wiedzą o tylu rzeczach... Wydaje im się, że znają cały świat, ale nie mają o nim pojęcia... Moglibyśmy razem podróżować wszędzie, dosłownie wszędzie... Z tobą to wszystko byłoby znacznie ciekawsze.
-Nie mógłbyś się do mnie zbliżyć- uświadomiłem mu.
-... No.... Pewnie masz rację- przyznał cichutko, uśmiechając się niepewnie- Ale zawsze można pomarzyć, nie? Zastanawiam się, czy gdybym opowiedział ci o czymś ciekawym, a ty byś to udowodnił, to zyskałbyś sławę i pieniądze, jak sądzisz? Pewnie wielu ludzi zawdzięcza swoje odkrycia demonom...
-Amadeusz... Myślę, że ludzie radzą sobie bez was- stwierdziłem z rozbawieniem.
Demon wycofał się, wyraźnie przygnębiony.
-Tak. Chyba tak- mruknął jedynie.
-Nie traktuję ciebie jak demona- dodałem natychmiast, podnosząc się na łokciach i wpatrując się w niego z uwagą- Naprawdę. Dla mnie jesteś teraz... Jesteś mi potrzebny. I ja sobie bez ciebie nie poradzę- stwierdziłem z pełnym przekonaniem.
Na jego twarzy pojawił się ślad uśmiechu.
-Dzięki, Josh- odparł nieporadnie, zaczesując pasemko włosów za ucho i odwracając wzrok.
„Dzięki Josh” nie brzmiało co prawda równie emocjonująco jak: „kocham cię”, ale z pewnością było lepsze od „to chyba dobrze”. Miałem nadzieję, że można to traktować jako maleńki kroczek do przodu.
Och, rany...Wygląda na to, że za każdym razem, gdy jest między nami dobrze, musi pojawić się coś albo ktoś, który to wszystko psuje.
Dałem sobie radę z demonem. Z byłym facetem też powinienem, prawda...? Nawet bez pomocy Amaduesza.
A przynajmniej miałem taką nadzieję.
… Naiwną.

11 komentarzy:

  1. Anonimowy12:07 AM

    Muszę przyznać, że najbardziej podobało mi się, to zdanie:
    Kochalibyśmy się we wszystkich miejscach świata
    ( A to byłoby interesujące :D )
    Cieszę się, że Josh i Amadeusz znów są razem, ale widać,że w ich związku się nie układa, niestety. Mam nadziję, że wyjaśnią sobie pewne sprawy i wszystko będzie znowu dobrze. Strasznie wkurza mnie Ricky, nie dość że skrzywdził Josha, to jeszcze pieniędzy chce debil jeden :). A tak ogółem, lubię to opowiadanie, ma interesujący temat.
    Dwa światy, dwie istoty i jedna wielka miłość. Ciekawią mnie niezmiernie dalsze losy Amadeusz i Josha.
    Gdyż wiadomą sprawą jest fakt, że nie mogą żyć wten sposób, Josha po pewnym czasie uznaliby, za chorego na umyśle a po jego śmierci, biedny Amadeusz by się załamał. Ale na pewno znajdą jakieś rozwiązanie ( dla dobrego happy endu ;D)
    Pozdrawiam:
    S.S
    P.S
    Dziekuję ( zauważyłem że nikt ci nigdy nie podziękował a przecierz należy ci się, wkładasz w te opowiadania wiele trudu i pracy i oczywiście są wspaniałe efekty ( Jesteś świetna )
    S.S

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy1:30 AM

    Jestem mistrzem wchodzenia w momencie, gdy nowa notka już na mnie czeka.
    Tak jest, zgadzam się, iż zdanie o seksie we wszystkich miejscach świata wygrało.
    Ah, no dobrze, ale w sobotę też będzie tak? No i pewnie zauważyłaś, że ja to na Johnny'ego zawsze czekam.

    Oby wena się ciebie trzymała.D.

    OdpowiedzUsuń
  3. Akemi4:52 PM

    Naiwną... z pełnym przekonaniem. Mam złe przeczucia co do tego spotkania. Amadeusz i tak śledzi przyjaciół Josha, to - zważywszy po ostatnim razie, kiedy demon odszedł za daleko - bliższe kontakty nie byłby takie złe. ;PP
    "Och, po prostu to oczywiste, że jesteś w tym związku pasywem!" - nie ma to jak przyjaciel, on powie prawdę, nawet tą bolesną xD Josh pasywem - chyba nie zawsze, choć z pewnością aktyw z niego marny xD
    "Zobacz na przykład na Jacka... Albo nie, na niego nie" - biedactwo xD Dobrze, że ma Katy przy sobie, bo Jenna obdarłaby go z każdego kawałka męskości XDD Hah.. trochę zniewieściały XDD
    Amadeuszowe "Dobieram się do ciebie." podcięło mi nogi, ale całości dopełniło:" Kochalibyśmy się we wszystkich miejscach świata." xD Psotnik i frywolny demon z tego Amadeusza xD Trochę wygląda to tak, jakby role się odmieniły, bo to Josh na początku był taki otwarty xP
    Super rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialne! jeeju już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału ^^ to jest zdecydowanie moje ulubione opowiadanie *.*

    OdpowiedzUsuń
  5. No, zacznę od tego, że słabo spamujesz, skoro dopiero teraz natknęłam się na Twojego bloga. :P
    Poza tym, to opowiadanie jest zdecydowanie moim ulubionym (dlatego, że przeczytałam je jako pierwsze tutaj, chociaż z drugiej strony 'Gabriel' jest na drugim miejscu, więc pewnie lubię historie z demonami).
    Co do samego opowiadania:
    Cieszę się, że demon ma w ogóle na imię Amadeusz. Strasznie mi się to imię podoba (mój kolega ma tak na imię, i uwierz, odkąd przeczytałam to opowiadanie, nie patrzę na niego tak samo). xD
    Poza tym, Amuś prezentuje mój ulubiony typ faceta.
    Josh, cóż, w gruncie rzeczy słodziak z niego (chociaż mógłby mniej czasu poświęcać przyjaciołom, no. xD).
    Co do samej fabuły - jest okej (chociaż teraz ciągle czuję się obserwowana).
    Podsumowując, pisz szybko dalej, bo się doczekać nie mogą~!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo podobała mi się scena z przyjaciółmi Josha. :D Uśmiałam się przy ich rozmowach szczególnie przy: "Och, po prostu to oczywiste, że jesteś w tym związku pasywem!" Biedny chłopak został już zaszufladkowany. :D

    Mam nadzieję, ze Amadeusz dowie się o Rickym i napędzi mu takiego stracha, ze temu odechce się szantażować Josha.

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy12:33 AM

    wiec tak...ja moze nie bede sie rozpisywac i powiem krotko....dziekuje ci dziewczyno za to ze istniejesz. pozdrow odemnie rodzicow ;) dokonali czegos niemozliwego ;) jestes zajebista. kocham wszystko co piszesz ;) a jesli chodzi o to co moglabys pisac dalej to ja proponuje "Little...heaven"! juz dawno nie bylo nowego odc a ja kocham to opowiadanie.i czekam na kolejny odcinek "anything for u"!mam takie nietypowe pytanie...skad wytrzasnelas zdj desmonda z "every me"? wiesz kto to jest? ;)pozdrawiam
    Ophelia ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiesz co, nie pamiętam już dokładnie jak to było ^^". I nie jestem pewna, czy to ja go wytrzasnęłam, czy mój ówczesny bet (XD) czy dziewczyna, która robiła mi szablon, bo wtedy wszyscy szukali mi zdjęć do innego bloga i znalazłam tego Desmonda w sumie już w folderze, ale przypuszczam, że z deviantartu :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy11:36 AM

    Oh kocham o opowiadanie!Kocham ciebie i w ogóle świat jest piękny!XD Naprawdę czy Josh sie niczego nie nauczył?Znowu mu nic nie powie i będą kłopoty...I czy oni nie mogą nie mieć problemów w końcu?! Niech jakimś cudem Amadeusz stanie się widzialny i powie mu,że go kocha albo coś ...xD Będzie przynajmniej spokojniej:D

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy11:37 AM

    Albo nie!Amadeusz go nastraszy!Kethup na ścianie i takie tam..XD

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy11:48 AM

    Byloby naprawde fajnie gdyby Amadeusz stal sie czlowiekiem.A wogole,jak on zostal demonem?
    ~sarahmi

    OdpowiedzUsuń