Strony

sobota, 2 lipca 2011

§ 7 § [YFM]

Absalom wpatrywał się w milczeniu w okno gospody, całkowicie pogrążony we własnych rozmyślaniach. Minęło już kilka miesięcy. W jego życiu nie zmieniło się właściwie nic. Mortalis nadal wyruszał na wyprawy, raz krótsze, raz dłuższe, raz czynił to częściej, innym razem zostawał na trochę w domu. A jednak chłopak wpadł w jakiś dziwny stan, którego nie potrafił w żaden sposób określić ani opisać. Raz czuł się całkowicie roztargniony i rozkojarzony, nie mógł się skupić na własnych myślach, to znów wyłączał się całkowicie i zapominał o otaczającym go świecie, pozostając gdzieś w sferze marzeń, które nie miały nic wspólnego z baśniami. Coś z nim było nie tak. Co? Nie wiedział. Obserwował z zainteresowaniem spacerujące po mieście pary, roześmiane, trzymające się za dłonie, kradnące sobie niewinne pocałunki... Nagle miał wrażenie, że wokół niego było tysiące zakochanych, chociaż jeszcze niedawno nie dostrzegał ich wcale i nigdy nie przykuwali jego szczególnej uwagi. Teraz, patrząc na nich, czuł w sobie coś na kształt tęsknoty, jakiegoś rwania w głębi serca, jakby dręczyło go skryte pragnienie, o którym on sam nie miał pojęcia. Podczas gdy pozornie w jego życiu nie zmieniło się nic, w nim samym zaszła jakaś zmiana, której nie był w stanie w żaden sposób wyjaśnić.
-Długo nie wraca, co?- odezwał się w końcu Edalis, przerywając panującą pomiędzy nimi ciszę i wpatrując się w chłopaka z uwagą.
-Wróci- odparł cicho Absalom.
-Hej, chłopcze, to moja kwestia!- mężczyzna obruszył się udawanie i zaśmiał cicho, po czym zmrużył oczy, patrząc na niego jeszcze bardziej przenikliwie- Już się nie martwisz na zapas...?
Absalom jedynie parsknął cicho w odpowiedzi. Edalis nawet nie miał pojęcia... Martwił się jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Każda sekunda spędzona w samotności wzbudzała w nim niepokój. Nie był w stanie na niczym się skupić. Nie mógł nawet czytać, bo chociaż widział kolejne litery, mało co dochodziło do jego świadomości, w której rozgrywały się wówczas zupełnie inne sceny niż te z książki. Nawet jego obowiązki nie stanowiły chociaż chwilowego oderwania się od rozmyślań. Czasami w trakcie sprzątania, uświadamiał sobie nagle, że od kilkunastu minut stoi na środku pokoju, z miotłą w ręce i jedynie patrzy gdzieś przed siebie. Często czuł się rozdrażniony, zirytowany tym wszystkim, innym razem znowu popadał w jakiś melancholijny nastrój i potrafił godzinami leżeć na łóżku albo siedzieć przed domem i nie zajmować się zupełnie niczym. Ale obecność Mortalisa niewiele zmieniała. O ile w ich trybie życia nie zaszła żadna znacząca zmiana, o tyle ich relacje bardzo różniły się od poprzednich.
-Wychodzę.
Absalom drgnął lekko, gdy usłyszał czyjś głos i odwrócił się, dostrzegając Georginę, która właśnie stanęła przy ich stoliku. Przez cienki materiał sukienki, którą na sobie miała, odznaczał się wyraźnie zarysowany brzuszek. Chłopak odwrócił wzrok, uśmiechając się do siebie lekko.
-Już?- Edalis zerknął na nią nieco zdumiony.
-Przyszła Erina, a poza tym Rufus czeka- odparła, posyłając mu nieco surowe spojrzenie, gdy jej ojciec skrzywił się nagle, na dźwięk imienia jej męża- Ten pijaczek przy oknie zachowuje się jakoś dziwnie... Pilnuj, żeby czegoś nie podwędził- dodała półgłosem, wskazując na siedzącego kilka stolików dalej jegomościa i zakładając na siebie sweter.
-Jak mój wnuk...?- Edalis zerknął na jej brzuch niemalże z rozczuleniem i to samo rozczulenie wyraźnie słychać było w jego głosie. Absalom wcale się temu nie dziwił. Aż za dobrze wiedział, jak bardzo Edalis czeka na kolejnego członka swojej rodziny.
-Bardzo głodny- zaśmiała się lekko Georgina- Chyba wda się w ciebie...- dodała, głaszcząc lekko swój brzuch- Je za troje, a może nawet czworo, chociaż to mnie wszystko idzie w biodra... Jak tak dalej pójdzie, będę dwa razy większa... I będę wyglądała trochę dziwnie przy Rufusie...
-Też mi powód do zmartwień!- fuknął Edalis, wyraźnie poirytowany- To on wygląda jak wyschnięty szparag... Boisz się, że go zgnieciesz...? Jego i jego małego...
-Ojcze!- przerwała mu karcąco dziewczyna.
-Kobieta powinna mieć swoje słuszne rozmiary!- stwierdził z pełnym przekonaniem mężczyzna- Też mi uroda, widzę to teraz, dziewczęta coraz bardziej wątłe, drobne, cóż w tym pięknego? Tylko to bardziej chorowite i niczym się zająć nie umie... Im więcej kobieta ma potrzebnego ciała tym lepiej dla niej! Ma siłę się zająć domem i rodzić dzieci, a nie tylko leżeć i pachnieć... Ale oczywiście takiej kobiecie potrzebny jest mężczyzna, który też jakoś wygląda, a nie...
-Ojcze, naprawdę będę już szła- przerwała mu ponownie z cieniem zniecierpliwienia, po czym nachyliła się nad nim i ucałowała go w policzek- Przyjdę do ciebie jutro rano.
-Dbaj o mojego wnuka.
-Tak, tak...- parsknęła śmiechem i przewróciła oczyma, po czym uśmiechnęła się jeszcze pogodnie do chłopaka i rzuciła- Do zobaczenia, Absa.
-Do zobaczenia- odparł, również uśmiechając się leciutko.
Już po chwili dostrzegł ją przez okno, przeszła tuż obok niego, razem ze swoim mężem. Absalom westchnął mimowolnie. Tak naprawdę, mimo tego, że zrobiła się trochę większa, sprawiała wrażenie jeszcze piękniejszej niż kiedykolwiek. Promieniała, uśmiechała się radośnie i wydawała się tak szczęśliwa, jak nigdy wcześniej. Wyglądali razem idealnie. Doskonała para. Nie dotykali się, nie obejmowali, nie trzymali za ręce, a mimo to wystarczyło na nich spojrzeć, na ich twarze, uśmiechy i widać było od razu, co do siebie czują... Absalom odwrócił wzrok, czując się dziwnie zażenowany.
-Ty też nie możesz na to patrzeć, co, chłopcze...?- usłyszał ponury głos Edalisa- Nie wiem, co ona widzi w tym... Tym...- najwyraźniej zabrakło mu odpowiedniego określenia, bo jedynie sapnął ciężko i pokręcił głową- Okropny typek.
-Przynajmniej będziesz miał wnuka- Absalom uśmiechnął się lekko. Naprawdę cieszył się szczęściem Georginy, cieszył się szczęściem Edalisa i w ogóle cieszył się szczęściem całego świata, ale... Ale nie mógł się pozbyć nutki goryczy, którą czuł za każdym razem, gdy widział zakochanych.
-Tyle dobrego wyszło z tego psa...- skrzywił się z niechęcią. Absalom doszedł do wniosku, że Edalis chyba nigdy nie zmieni zdania o swoim zięciu- Chociaż strach pomyśleć, co to będzie z tym dzieckiem... Mam nadzieję, że się wda w moją córkę, to porządna dziewczyna, a ta łachudra niech lepiej zajmie się swoimi sprawami, chociaż nawet to mu nie wychodzi... Najgorsze jest to, że nie mogę nic zrobić- westchnął ciężko, wyraźnie rozczarowany- Nie zabiję go przecież teraz. Nie chcę, żeby mój wnuk wychowywał się bez ojca... Chociaż może lepiej bez niż z takim gnojkiem...
-Przecież dobrze traktuje Georginę- zauważył Absalom, spoglądając na niego bez większego zrozumienia.
-A spróbowałby źle!- wykrzyknął Edalis, wyraźnie poruszony- Przecież sam bym mu uciął ten jego durny łeb! Dobrze wie, że musi się odpowiednio sprawować! Zresztą moja córka jest zaradna, tak ją wychowałem, sama by tego chłystka pogoniła gdyby było trzeba!
-Więc w czym problem...?
Edalis westchnął głęboko. Tym razem nie sprawiał już wrażenia wściekłego, bardziej zaniepokojonego i bezradnego.
-Och, chłopcze, nie zrozumiesz...- stwierdził w końcu po dłuższej chwili- Ta łazęga nie przyniesie im nic dobrego... Robi swoje ciemne interesy i wydaje mu się, że jest w tym świetny, ale nie jest, gdyby był, nawet bym o tym nie wiedział... Zadzieranie z pewnymi ludźmi ma swoje przykre konsekwencje, uwierz mi na słowo...- Absalom wierzył. W końcu Edalis sam do takich ludzi należał- Oni mają swoje metody działania, jedni bardziej, inni mniej prymitywne... Ale nie są to ludzie szczególnie wrażliwi. Co jeżeli zrobią coś mojej córce albo wnukowi...? Myślisz, że on zdoła ich obronić?- żachnął się, prychając głośno- To chuchro nie potrafi zupełnie nic, zgrywa cwaniaka, ale brak mu rozumu... Ja nie dałem nigdy zrobić krzywdy nikomu z mojej rodziny, ale on taki nie jest, wiem o tym. Prędzej oddałby ją w zamian za swoje długi, których pewnie niedługo będzie miał sporo, niż próbował je jakoś spłacać... Nie chcę, żeby mojej córce stała się krzywda.
-Wiem- szepnął cicho Absalom. Miał świadomość, że Edalis martwi się mimo wszystko, chociaż tak czy inaczej, w jego opinii, zmartwienia i uprzedzenia nie mogły usprawiedliwiać zbrodni. Nie chciał nawet sobie wyobrażać, w jakim stanie byłaby dzisiaj Georgina, gdyby Edalis spełnił swoje wcześniejsze groźby. Pewnie on sam żałowałby tego, ale teraz nie zdawał sobie z tego sprawy- Ale Georgina naprawdę jest mądra i... Da sobie radę- pocieszył go, uśmiechając się delikatnie- Zauważy, jeżeli coś będzie nie tak. Zaufaj jej.
-No nie wiem, chłopcze, nie wiem...- Edalis pokręcił głową, wyraźnie sceptycznie nastawiony do słów chłopaka- To dobra dziewczyna, ale uwierz mi, że zakochani są ślepi na wszystko... Sam wiem, jak to jest... Poznajesz jakąś kobietę i nagle, jakby cię jasny piorun strzelił... Nic już nie jest takie samo. To jak jakiś urok, czar... Zwykła baba staje się w twoich oczach najpiękniejsza ze wszystkich. I robisz wszystko, dosłownie wszystko, żeby tylko się jej przypodobać, żeby zechciała spojrzeć łaskawszym oczkiem, uścisnąć dłoń, przytulić do piersi... Tak to się właśnie zaczyna...- mruknął ponuro- Wszystko, co robi, wydaje się idealne i cudowne. Kiedy jest obojętna i chłodna, człowiek czuje się tak, jakby mu serce krwawiło z żalu i gotów jest w ogień skończyć, by jej udowodnić swą dozgonną miłość. Gdy się kłóci, sprawia wrażenie rozkosznie niedostępnej, trudnej do zdobycia, uroczej w swej upartości... Gdy znów jest uległa i miła, serce ci się raduje i gotów jesteś jej przynieść gwiazdkę z nieba, taka jest wtedy piękna i cudowna... A później bęc! I po uroku! Ona jest twoją żoną, dzieciak w drodze, a tu nagle wszystko się kończy... Inna baba już wyciąga nóżkę, pręży, pokazuje, chichocze i kusi, a tu żona nad głową wrzeszczy, że obiad gotów... I wtedy wszystko jest już inne. Kiedy jest chłodna i obojętna, mężczyzna musi jej dogodzić, bo inaczej będzie jeszcze gorzej i przez tydzień nie dostanie kolacji. Kiedy się kłóci – jest jędzą. Kiedy jest uległa i miła, znaczy, że chce złota i prezentów... Tak to jest z babami. I tak to jest z miłością. Choćbyś znał wszystkie jej mechanizmy, nic cię nie uchroni...
-Nie przesadzaj- zaśmiał się Absalom.
-Jeszcze zobaczysz, chłopcze...- odparł Edalis takim tonem, jakby co najmniej wróżył mu bliską śmierć- Znajdziesz sobie jakąś pannę i wtedy się przekonasz... Każdego to w końcu czeka.
Każdego...?
-Tak, pewnie tak- odparł Absalom, w zamyśleniu.
Więc dlaczego on dotąd nawet nie interesował się dziewczętami w jego otoczeniu...?

Dręczyło go to. Zastanawiało. Przez całą drogę do domu, myślał wyłącznie o tym. Nie podobała mu się żadna dziewczyna, żadną się nie interesował. Do tej pory nie widział w tym nic dziwnego, bo wszyscy powtarzali mu, że jeszcze przyjdzie na to czas, ale ten czas mijał, a on nadal był sam, podczas gdy jego rówieśnicy dawno mieli już kogoś na oku. Absalom wierzył w dzieciństwie, że kiedyś spotka swoją baśniową księżniczkę, która go olśni i sprawi, że od razu pokocha ją dozgonną miłością, typową dla wszystkich bajek. Ale im starszy się stawał, tym mniej tego oczekiwał. Właściwie nie chciał być z żadną kobietą. Nie interesowało go to. Wydawało mu się być niepotrzebnym obciążeniem, ograniczeniem. Cały czas słyszał o tym, że pewnie i tak niedługo się zakocha i zobaczy, jak wygląda miłość, ale jak miał się zakochać, skoro żadna kobieta nie wydawała się być interesująca...? Owszem, patrzył czasem na dziewczęta, mógł stwierdzić, że są ładne, ale to by było na tyle. Nie było w tym niczego szczególnego. Nie było szybszego bicia serca, nie było gromów, nie było nagłych, płomiennych uczuć... Nic. Zupełnie nic.
Absalom wyczyścił stojące na półce książki z kurzu i odwrócił się, po czym zamarł w bezruchu. Widział przez okno nadchodzącego Mortalisa. Uśmiech wkradł się na jego twarz niemalże natychmiast. Ruszył do przodu, jakby chciał otworzyć mu drzwi, ale zatrzymał się w połowie drogi i jedynie czekał, pełen wątpliwości i wahania.
Drzwi od domku otworzyły się.
-Witaj...- szepnął Absalom, uśmiechając się radośnie i w jednej chwili, był już gotów rzucić mu się jak zwykle na szyję, objąć go, uścisnąć, przytulić, ale... Nie zrobił tego. Całą siłą woli powstrzymał się od tego i odwrócił wzrok, jakby zawstydzony. Nie był w stanie już zachowywać się względem niego tak jak wcześniej. Za każdym razem, gdy był blisko mężczyzny, budziły się w nim dziwne odczucia, znacznie gwałtowniejsze i niezrozumiałe. Czuł radość i gorycz, i tęsknotę i tysiąc innych emocji, które naraz przejmowały nad nim władzę i całkowicie go dezorientowały, gubiły.
-Witaj, Absa...- odparł zwyczajowo Mortalis, nie ruszając się przez chwilę z miejsca i wpatrując w niego, jakby lekko zdziwiony, po czym zniknął w pomieszczeniu obok, zamykając za sobą drzwi.
Chłopak wrócił powoli do swoich zajęć, czując, że każdy najdrobniejszy fragment jego ciała buntuje się przeciwko jego bierności. Nie był w stanie postąpić inaczej.

W domu było zupełnie cicho. Mortalis rzadko odzywał się jako pierwszy i nigdy o niczym nie opowiadał, ale teraz nawet Absalom zrobił się zupełnie cichy i nie zaczynał rozmowy. Zdarzało mu się to już wcześniej, gdy czuł się źle, ale ostatnimi czasy trwało to non stop. Nie potrafił tego wyjaśnić. Gdy Mortalisa nie było, rzeczywistość jawiła się jako okrutnie ponura, ale gdy się pojawiał, wszystko stawało się jeszcze bardziej skomplikowane. Absalom czuł się w jego towarzystwie dziwnie. Nie szukał już go, nie starał się zachęcić do zwierzeń, nie zagadywał, nie spędzał tak dużo czasu jak wcześniej... Z jednej strony chciał tego, a z drugiej czuł opór. Zupełnie tak, jakby dręczyły go jakieś wyrzuty sumienia, jakby ukrywał przed Mortalisem coś, co powinien był mu powiedzieć, ale przecież on sam nie miał pojęcia, co to takiego.
-Absa, nie czytasz tych książek, które ci przyniosłem...?- Mortalis pojawił się w pomieszczeniu wpatrując się w chłopaka z uwagą. Musiał zauważyć, że coś jest nie tak. Już od jakiegoś czasu wypytywał go o różne rzeczy, chociaż nie miał tego w zwyczaju. Czuł, że chłopaka coś niepokoi.
-Nie... Jeszcze nie...- odparł cichutko Absalom, nawet na niego nie patrząc.
-Zawsze czytałeś je od razu...- zauważył mężczyzna- Coś nie tak...? Przyniosłem te, które już masz...?
-Nie- powtórzył raz jeszcze chłopak.
-Źle się czujesz?- dopytywał się Mortalis, najwyraźniej mocno zaniepokojony, ale chłopak jedynie westchnął głęboko i pokręcił głową.
Nie czuł się źle. W tym właśnie problem. W ogóle nie wiedział, jak się czuł. Raz był podekscytowany, czuł euforię, a zaraz znowu wszystko go drażniło, denerwowało, to znów był smutny i zdołowany, bez wyraźnego powodu. Chyba zupełnie zwariował.
-W porządku- stwierdził mężczyzna, wychodząc z pomieszczenia, ale nie minęła nawet minut, aż pojawił się w nim ponownie- Coś się działo, gdy mnie nie było...?
-Nie...- odparł powoli. Wcześniej lubił mu opowiadać o tym, co robił pod jego nieobecność nawet, jeżeli były to całkowicie nieistotne sprawy. Opowiadał mu o Edalisie, o mieście, czasem o napotkanych ludziach, zabawnych sytuacjach, których był świadkiem... Teraz zupełnie nie miał na to ochoty- Nic istotnego- stwierdził po prostu.
-Rozumiem...
Mortalis znowu wycofał się do swojej pracowni, ale i tym razem, po jakimś czasie, wrócił i stając w progu zapytał:
-Edalis jakoś cię zdenerwował? Znowu powiedział coś Georginie?
-Nie- odparł po raz kolejny Absalom- Był bardzo miły.
-Ach, tak...
Mortalis ponownie opuścił pomieszczenie.
Absalom westchnął głęboko. Zdawał sobie sprawę z tego, że mężczyzna chce zrozumieć zmianę, jaka w nim zaszła i jej przyczynę.
Problem w tym, że Absalom sam nie miał pojęcia, co takiego się stało.
Po prostu nagle, w jednej chwili, wszystko stało się zupełnie inne...

Absalom wyjął z szafki piżamę i usiadł na łóżku, gotów zacząć się przebierać, gdy dostrzegł na koszuli wyraźne rozdarcie. Mruknął coś pod nosem, wyraźnie poirytowany. Jeszcze do niedawna potraktowałby to jako coś zupełnie nieistotnego, a teraz nawet ta drobna sprawa drażniła go wyjątkowo. Podszedł do ponownie do szafki i wyjął z niej blaszany pojemnik, z którego wydobył igłę i nitkę. Wrócił na łóżko i zabrał się do zaszywania dziury.
W pewnym momencie, do pomieszczenia wszedł Mortalis. Absalom zagapił się na niego mimowolnie i wbił sobie igłę w palec. Syknął cicho.
-Co się stało?- Mortalis odwrócił się w jego kierunku.
-Ukłułem się. To nic- dodał stanowczo, widząc, że mężczyzna już się do niego zbliża, najwyraźniej po to, żeby to sprawdzić. Pewnie jeszcze całkiem niedawno wykorzystałby to niemalże jako pretekst do zbliżenia się do niego, a teraz wcale tego nie chciał.
Spuścił wzrok na materiał koszuli i wrócił do szycia, udając, że obecność mężczyzny w pomieszczeniu wcale go nie rozprasza. W końcu jednak nie wytrzymał i przerwał w połowie, odkładając igłę i nitkę z powrotem do opakowania. Nic mu się nie stanie, jeżeli będzie miał niewielkie rozdarcie. Mortalis wciąż szukał czegoś po szafkach, a chłopak siedział nieruchomo na łóżku, czekając aż skończy. Nie chciał się przy nim przebierać. Dawniej nie sprawiało mu to aż tak wielkiego problemu, a teraz czuł się zażenowany i zawstydzony.
W końcu mężczyzna wyszedł.
Absalom przebrał się prędko w piżamę i zgasił świece, a następnie położył do łóżka, twarzą w kierunku ściany. Dziwne, jakie to wszystko dziwne... Zazwyczaj był cały rozpromieniony, gdy Mortalis wracał i każdy dzień z nim wydawał się mu być szczególnie radosnym. A teraz? Teraz najchętniej schowałby się gdzieś, zniknął z jego oczu, został sam na sam ze sobą i swoją niezrozumiałą tęsknotą. Może Mortalis miał rację? Może rzeczywiście był chory albo zaczynało go brać jakieś przeziębienie.
Po kilkunastu minutach, usłyszał cichutkie kroki i już po chwili jego łóżko ugięło się pod czyimś ciężarem. Mortalis siedział tuż obok niego, milcząc przez dłuższą chwilę, jakby zastanawiał się, czy powinien zacząć rozmowę. W końcu zapytał spokojnie:
-Jak twoja dłoń...?
Absalom wtulił się mocniej w poduszkę.
-Dobrze.
-Pokaż.
-Mówiłem ci, że to tylko zwykłe ukłucie- zaprotestował chłopak.
-Pokaż- powtórzył stanowczo mężczyzna, a Absalom westchnął głęboko i wyciągnął w jego kierunku dłoń. Mortalis chwycił ją delikatnie i obejrzał, jakby naprawdę mógł dostrzec ten niewielki ślad w zupełnej ciemności panującej w pomieszczeniu. Gdy tylko Absalom poczuł jego dotyk, przeszył go dreszcz. Cofnął dłoń.
Kolejne minuty ciszy zdawały się ciągnąć w nieskończoność. Żaden z nich się nie odzywał. Mortalis chyba nie wiedział, co powiedzieć, a Absalom wcale nie chciał mówić. Na przekór wszystkiemu i własnym odczuciom, wolałby teraz zostać zupełnie sam.
-Co się z tobą dzieje, Absa...?- zapytał w końcu Mortalis, a w jego głosie czuć było wyraźnie zaniepokojenie- Ostatnio cały czas wydajesz się przygnębiony...
-Nie jestem przygnębiony- odparł zgodnie z prawdą chłopak. Nie mógł tego nazwać w ten sposób- Naprawdę. A co do twojego pytania... Obawiam się, że nie znam na nie odpowiedzi... Czuję się po prostu...- zawahał się wyraźnie- Czuję się dziwnie- skwitował wreszcie, bo to jedno słowo najlepiej oddawało cały szereg uczuć, emocji i myśli, które się w nim kłębiły.
-Dziwnie...?- zdumiał się mężczyzna- W związku z czym?
-W związku z samym sobą...- parsknął gorzko chłopak- Nie wiem, nie potrafię tego w żaden sposób wyjaśnić... Po prostu... Czasem źle się czuję... W swojej skórze... Nie wiem, czy mnie rozumiesz...- zamotał się wyraźnie- Wszystko jest dla mnie takie inne, chociaż zupełnie nic się nie zmienia... I sam już nie wiem, jak to nazwać... Czuję po prostu... Pustkę.
-Pustkę...?- powtórzył Mortalis.
-Tak- potwierdził cicho Absalom- Zupełnie tak, jakby mi czegoś brakowało, ale nawet nie wiem czego... Ale to nic- dodał po chwili, spoglądając na mężczyznę przez ramię i uśmiechając się lekko w jego kierunku- Pewnie tylko mi się wydaje. I pewnie niedługo wszystko minie. Może to przez pogodę...?
-Może- zgodził się z nim Mortalis, chociaż w jego głosie nie było ni cienia wiary w taką możliwość- Gdyby coś było nie w porządku... Powiedz mi, dobrze?
-Dobrze.
-Dobranoc, Absa.
-Dobranoc, Mortalis- szepnął w odpowiedzi chłopak, gdy mężczyzna podniósł się z jego posłania i odszedł.
Cóż to było za uczucie...
Nie wiedział, co ma ze sobą zrobić.
Zupełnie tak, jakby szukał czegoś, ale nie wiedział czego.
Jakby gonił za czymś, ale nie wiedział za czym.
Jakby czegoś z całego serca pragnął, ale nie miał pojęcia, co to takiego.
I czuł, że dopóki się nie dowie, nic się nie zmieni.

13 komentarzy:

  1. Anonimowy6:39 PM

    mrrrr <3
    I już...
    Chatime.

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy8:14 PM

    O nie, proszę, niech na za niedługo pojawi się nowy rozdział YFM, ja chcę więcej! *_*

    OdpowiedzUsuń
  3. Melancholia12:41 AM

    O.o Zgadzam się z powyższymi. ;) jeśli w przeciągu dwuch tyg nie dodasz YFM to powieszę się normalnie i będziesz mnie na sumieniu miała.. ;) A jak już to zrobię to potem wstanę i sięd do ciebie przejdę... ;P Genialne. Czekam na kolejne. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Melancholia12:42 AM

    Przepraszam, że tak nieskładnie. Klawiatura mi szaleje...

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy12:43 PM

    Kochaaam. <3.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham cię ... Więcej takich... Czekam na te niezdarne pocałunki w wykonaniu Absy a potem kolejną podróż Mortalisa i czekanie... czekanie... potem on wróci... ahh ta moja wyobraźnia :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy9:42 PM

    jak zwykle świetnie...
    te komentarze stają się nieco nudne, pisać w kółko to samo, że fajnie, że super, że chcemy następne, ale cóż zrobić skoro trzymasz poziom ;)

    bardzo proszę o AFY, już dawno nie było...
    pleeeease...
    YFM też :)

    pozdrawiam, weny życzę, maruta

    OdpowiedzUsuń
  8. Aww, moje ulubione.
    Tylko już się zaczynam niecierpliwić... Każdy rozdział czytam z zapartym tchem pod koniec nieco się rozczarowując, bo oczekiwałam czegoś więcej.
    Ale to nic. To nie przeszkadza, bo buduje napięcie. Po którym jeśli nastąpi coś ewolucyjnego będzie to jak nirwana.
    Ale się niecierpliwię. I nic nie poradzę na to, iż sądzę, że troszuńkę za wolno...
    Mimo wszystko czekam już na kolejny rozdział. Widzę, że jest na to wena, więc się cieszę :)
    Życzę by nie uciekła.

    DaughterOfWind

    OdpowiedzUsuń
  9. Absa! Chcę więcej, o! Zdołował mnie ten rozdział, a raczej sprawił, że poczułam PUSTKĘ. Wolałabym, żeby już coś było jasne, żeby doszli sobie do jakichś konkretnych wniosków... Wiem, wiem - jestem w gorącej wodzie kompana, ale nic na to nie poradzę. Jestem ciekawa ciągu dalszego i tyle! <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Żal mi Absy. Biedak nie wie co się dzieje. Nie rozumie tego. Powinien porozmawiać z Mortalisem tak szczerze. Przecież on widzi, ze coś jest nie tak.

    Nie komentowałam, bo mnie nie było, ale wróciłam i nadrabiam zaległości. :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Luana - witaj z powrotem, robaczku ^_^

    OdpowiedzUsuń
  12. Akemi3:49 PM

    Goni chłopak w piętkę? xDD A przed sobą ma smakowitą" De luxe" xD Uczucia... wtedy nawet pogoda jest wkurzająca, heheh xD

    OdpowiedzUsuń