Strony

środa, 13 lipca 2011

§ 8 § [YFM]

Absalom leżał z przymkniętymi powiekami na polanie. Dawno nie czuł się już tak spokojny i odprężony. Wszystkie jego troski i zmartwienia zdawały się przestać istnieć. Nawet gdy usiłował sobie przypomnieć, co dręczyło go jeszcze, zdawać by się mogło, ledwie chwilę temu – nie był w stanie. Było mu dobrze. Zewsząd dochodził jedynie szum drzew i brzęczenie owadów. Zastanawiał się, co ma jeszcze zrobić, jakie są jego dzisiejsze obowiązki, ale szybko dał sobie z tym spokój. Wolał się cieszyć tą chwilą.
W pewnym momencie uświadomił sobie, że ktoś przy nim stoi.
Uchylił powieki i spojrzał w górę. Dostrzegł przy sobie sylwetkę mężczyzny.
-Mortalis...- rzucił, uśmiechając się pogodnie- Coś nie tak?
Mężczyzna nie odpowiedział.
-Mortalis...?- powtórzył Absalom, nieco niepewnie.
Ciemnowłosy bez słowa przysiadł u jego boku, wpatrując się w niego z uwagą.
-A ty znowu milczysz- zachichotał chłopak, podnosząc się odrobinę i muskając opuszkami palców jego policzek. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że to było nieodpowiednie. Spuścił wstydliwie wzrok i położył się ponownie, udając, że nagle zainteresowała go wędrująca po jego przedramieniu mrówka.
Mężczyzna nachylił się nad nim. W pierwszym momencie Absalom pomyślał po prostu, że ma coś na twarzy albo ten chce coś sprawdzić, ale gdy nagle poczuł jego wargi na swoich... Zamarł w bezruchu. Mortalis odsunął się ponownie, wpatrując się badawczo w jego twarz, jakby chciał z niej odczytać reakcję chłopaka. Absalom zupełnie nie wiedział, co się wokół niego dzieje. Jego wargi rozchyliły się w wyrazie zdumienia, a w jego głowie szalały setki myśli, a żadna z nich nie zdawała się mieć nic wspólnego z rzeczywistością. Mortalis znowu musnął jego usta. Absalom nie poruszał się przez chwilę zupełnie, nie wiedząc, jak ma się zachować, ale w pewnym momencie również ucałował go niepewnie, nie mając pojęcia, co się tak właściwie dzieje. Wymieniali ze sobą delikatne pocałunki, krótkie, subtelne, niemalże nieśmiałe. Absalom czuł, że cała ta sytuacja jest zupełnie absurdalna, nierealna, ale z sekundy na sekundę obchodziło go to coraz mniej. W jego podbrzuszu tańczyło radośnie stado motyli, a na jego wargach wymalował się leciutki uśmiech.
Ponownie przymknął powieki. Gdy ich usta złączyły się po raz kolejny, całe jego ciało przeszył dreszcz.
-Mortalis...- szepnął, wciąż nie przestając się uśmiechać i otworzył oczy.
Dopiero po dłuższej chwili dotarło do niego, że nie jest na łące, tylko w swoim łóżku, w domu. Zmarszczył brwi, nie mając pojęcia, co się właściwie dzieje. Rozejrzał się dookoła i dostrzegł Mortalisa, który kręcił się wokół szafek, nie zwracając nawet na niego uwagi.
-Co ty robisz...?- zapytał nieprzytomnym jeszcze głosem, pamiętając to, co zdarzyło się sekundę temu.
-Hm...?- mężczyzna odwrócił się w jego stronę, odrobinę zdumiony- Sprzątam.
-Sprzątasz...?- powtórzył Absalom, niemalże z niedowierzaniem. Ale przecież jeszcze przed chwilą... Na jego twarzy zagościł wyraz niezrozumienia.
-Tak, sprzątam- potwierdził Mortalis- Coś nie tak...?
Absalom nie odpowiedział. Zakrył twarz dłonią i westchnął głęboko, ciągle mocno zdezorientowany i niepewny. Sen. Tylko sen. A przecież mógłby przysiąc, ze jeszcze chwilę temu wargi mężczyzny muskały jego usta, tak delikatnie, ostrożnie... Teraz nawet nie był w stanie przypomnieć sobie ich smaku. Zaczerwienił się po czubki uszu, zażenowany tym, co widział oczyma swojej wyobraźni. Dlaczego przyśniło mu się coś takiego...? To przecież było... dziwne. Tak, dziwne. Nigdy wcześniej... Dlaczego? Nie rozumiał.
-Absa...?
Drgnął lekko na dźwięk głosu Mortalisa. Odsunął dłonie od twarzy i dostrzegł mężczyznę, który stał kilka kroków od łóżka i wpatrywał się w niego z uwagą. Prawie tak samo jak na początku jego snu...
Na tę myśl spłoszył się natychmiast i zerwał z łóżka, a później bez słowa, ku zdumieniu Mortalisa, wybiegł na zewnątrz.
Chyba potrzebował świeżego powietrza...

Siedział pod drzewem, wsparty plecami o jego pień i nie mógł od siebie odsunąć natrętnych myśli. Dochodziło już południe, a on cały czas nie potrafił sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego w ogóle przyśniło mu się coś takiego. Czuł się zażenowany, zawstydzony, bał się spojrzeć w twarz Mortalisowi, jakby ten mógł się skądś o tym dowiedzieć... Jak miałby to wyjaśnić? Czym? Czuł się tak, jakby zrobił coś złego, niewłaściwego, nieodpowiedniego. I chyba tak właśnie było. Pocałunki, które pamiętał ze swojego snu, nie miały nic wspólnego z tymi, jakimi obdarzał mężczyznę jako dziecko. Tamte wyrażały wdzięczność, posłuszeństwo, radość... A te... Te były zupełnie inne. Przypominały raczej ukradkowe całusy spacerujących po mieście par, niepewnie, delikatne, ale pełne uczucia. Rozbudzały w nim emocje, jakich wcześniej nie znał. To dziwne, rozpalające uczucie, wewnątrz niego, to drżenie, pragnienie bliskości... Do tej pory czuł dreszcze na ich wspomnienie. Wzdrygnął się, jakby chciał odsunąć od siebie te wszystkie wspomnienia. Najchętniej zapomniałby o tym i po prostu udawał, że nic się nie stało, ale nie potrafił.
Westchnął głęboko i podniósł się z miejsca. Do tej pory to Mortalis i jego zachowanie stanowiło dla niego największą zagadkę, ale ostatnimi czasy, nie rozumiał sam siebie. Swoich emocji, swoich potrzeb, swojego zachowania... Zupełnie tak, jakby wszystko nagle się w nim zmieniło, a świat wokół pozostał dokładnie taki sam, co dezorientowało go jeszcze bardziej i utrudniało mu dostosowanie się.
Nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Do domu nie chciał jeszcze wracać. Ruszył powolnym krokiem w kierunku jeziora, cały czas rozmyślając. Dopiero, gdy znalazł się u wyjścia lasu i dostrzegł srebrzystą taflę, zauważył, że ktoś tam jest. Nie miał najmniejszych wątpliwości kto to taki. Mortalis.
Znieruchomiał. W pierwszej chwili zamierzał się odwrócić i odejść. Na Stwórcę, naprawdę zamierzał! Ale jego ciało zdawało się go zupełnie nie słuchać. Przez kilka sekund stał po prostu nieruchomo w miejscu, jak sparaliżowany, wpatrując się przed siebie, aż w końcu skrył się za pniem pobliskiego drzewa, wychylając się zza niego lekko. Bał się tego, że mógłby zostać zauważony.
Mortalis stal w jeziorze całkowicie nagi. Woda sięgała mu mniej więcej do połowy ud. Absalom westchnął mimowolnie. Pierwszy raz widział mężczyznę... takiego. Teraz doskonale widział jego wyraźnie zarysowane mięśnie i sylwetkę. Ciało Mortalisa trudno było nazwać pięknym. Zewsząd naznaczone było bliznami i śladami po stoczonych walkach, a poza tym, było ciałem prawie czterdziestoletniego mężczyzny, daleko więc mu było do młodzieńczej gibkości i delikatności. A jednak w oczach Absaloma, mężczyzna był po prostu idealny. Powtarzał sobie wciąż w myślach, że zaraz odejdzie, że jeszcze tylko jedna chwila, ale wbrew wszystkiemu, wciąż tam stał i obserwował Mortalisa. Jak obmywa swoje doskonałe ciało, jak idzie niespiesznym krokiem w kierunku brzegu, w końcu jak wyciera się dokładnie i stoi jeszcze przez chwilę nieruchomo, wpatrując się w jakiś punkt przed sobą...
Absalom czuł, że jest mu gorąco. Odruchowo zwilżył wargi językiem. Nie rozumiał, co się z nim właściwie dzieje. Schował się całkowicie za drzewo i oparł się plecami o jego pień, oddychając płytko. Czuł się podekscytowany, dziwacznie podekscytowany, rozbudzony... Przymknął powieki, starając się uspokoić, ale nie był w stanie. W końcu ponownie wyjrzał zza drzewa i dostrzegł, że Mortalis się ubiera i najwyraźniej zamierza wracać. Czmychnął szybko w kierunku domu, zażenowany i przerażony faktem, że mógłby zostać nakryty.
Nie miał pojęcia, jakby to wszystko wyjaśnił...

Był już późny wieczór. Absalom skończył się ubierać i wszedł do łóżka. Pomiędzy nim a Mortalisem znowu panowała nieznośnie napięta atmosfera. Ale co on miał właściwie na to poradzić...? Za każdym razem, kiedy na niego patrzył, czuł, że zalewa go fala wstydu. Odwracał wzrok, z zażenowaniem i czerwienił się wyraźnie. Bał się, że ten rumieniec go zdradzi. Bał się, zupełnie irracjonalnie, że za którymś razem mężczyzna nagle dowie się o tym wszystkim, o śnie i o tym, co wydarzyło się nad jeziorem i... No właśnie, i co by się wtedy stało? Absalom nie miał pojęcia, nie chciał nawet zgadywać, ale wiedział, że na pewno nic dobrego. Miał poczucie winy, wyrzuty sumienia. Zdawał sobie sprawę z tego, że dzieje się z nim coś niewłaściwego. Nie potrafił dokładnie stwierdzić, co takiego, ale to na pewno było złe. Mortalis był jego opiekunem, wychowywał go... Nie powinien był wywoływać u niego takich uczuć. Uczuć, których Absalom nie potrafił nazwać ani opisać, ale miał w sobie silne przekonanie, że nie są one powodem do dumy.
-Wszystko w porządku, Absa...?- zapytał ostrożnie Mortalis, wchodząc do pomieszczenia i wpatrując się w niego z uwagą. Absalom spojrzał na niego ledwie przez sekundę, ale nawet ta sekunda wystarczyła, by poczuł dreszcz na swojej skórze. Spuścił wzrok.
-W porządku- odpowiedział, nawet na niego nie patrząc. Nie mógł odpowiedzieć nic innego. Do tej pory, gdy były pomiędzy nimi jakieś niejasności, Absalom, nawet w chwilach największego zażenowania, marzył o tym, by w końcu mieć odwagę porozmawiać z mężczyzną otwarcie i wyznać mu swoje wątpliwości, chociażby po to, by uzyskać ich potwierdzenie. A teraz? Na samą myśl o tym, że miałby mu opowiedzieć o czymś takim, coś ściskało go w żołądku. Wolałby zapaść się pod ziemię- Pytasz chyba po raz setny...- dodał po chwili milczenia.
-Bo nie otrzymałem dotąd satysfakcjonującej odpowiedzi...
Chłopak parsknął cicho.
-A jaka odpowiedź by cię satysfakcjonowała...?
-Prawdziwa- odparł stanowczo mężczyzna, spoglądając na niego w taki sposób, że Absalom pobladł, przez chwilę naprawdę myśląc, że ten może coś wiedzieć. Dopiero po chwili dotarło do niego, że to niemożliwe. Wiedział, że Mortalis nie ma o niczym pojęcia i właśnie dlatego tak bardzo go to zajmuje. Chciał zrozumieć, co się dzieje, ale Absalom sam niczego nie rozumiał, więc on też nie zrozumie. Nikt nie zrozumie.
Absalom nie odpowiadał.
-Chcesz mi o czymś opowiedzieć...?- zagadnął go po raz kolejny mężczyzna.
Absalom uśmiechnął się gorzko. Tak, czemu nie. Opowie mu teraz o swoim śnie. Opowie mu o tym, że śniło mu się, że ten go całował. Nie jak dziecko, nie jak podopiecznego, ale tak, jak mężczyzna całuje kobietę. Opowie o tym, że mu się podobało. Że cały Mortalis mu się podoba, bo widział go dzisiaj w sytuacji, w której widzieć go nie powinien, a mimo to nie odszedł. Że drżał cały na jego widok, że jego bliskość wzbudzała w nim uczucia, o które wcześniej nawet by się nie podejrzewał, że mężczyzna był dla niego najcudowniejszy na świecie, że chciałby go dotknąć... Nie niewinnie objąć czy ucałować na znak swojej wdzięczności. Chciałby widzieć go takim, jak wtedy, w jeziorze, tuż obok siebie.
Opowie mu o tym, oczywiście.
… A później pójdzie się utopić z radości.
-Nie- odparł cicho, wpatrując się z uporem w swoje dłonie- O czym miałbym opowiadać, nigdzie dzisiaj nie byłem...
-Przecież cały dzień nie było cię w domu- zauważył Mortalis.
Absalom milczał uparcie. Mężczyzna nie drążył dalej. Zgasił świece i położył się do łóżka, rzucając jeszcze ledwie słyszalne:
-Dobranoc.
-Dobranoc...- odszepnął Absalom, zbolałym głosem.
Przymknął powieki i poczuł pod nimi łzy. Tak strasznie chciałby wiedzieć, co to wszystko oznacza! Chciałby wiedzieć, czy to był zwykły sen, czy był chory, czy może ktoś rzucił na niego urok... Tak właśnie się czuł. Jakby ktoś go zaczarował i nagle diametralnie go zmienił. W jego życiu pojawiły się w jedne sekundzie tysiące pytań, na które nie był w stanie udzielić żadnej odpowiedzi. Czuł, że tym razem Mortalis wcale mu nie pomoże. Bał się jego odtrącenia, bał się stwierdzenia, że jest szalony... Nie miał pojęcia, jaka mogła być reakcja mężczyzny, ale jego wyobraźnia ciągle kreowała kolejne, czarne scenariusze. Coraz bardziej chciało mu się płakać. Znowu dopadło go uczucie, że chciałby teraz zostać sam, zupełnie sam. Że łatwiej byłoby mu myśleć, bez świadomości, że mężczyzna śpi tuż obok niego. A może też nie spał...? Pewnie nie, bo Absalom cały czas się wiercił. W końcu ułożył się nieruchomo na plecach i zaczął wpatrywać się w sufit, mając nadzieję, że w pewnym momencie zmorzy go sen.
Nie wiedział, ile dokładnie tak leżał. Miał wrażenie, że minęło już kilka godzin, a on wciąż nie mógł się zmusić do snu. Nie mógł też wyrzucić ze swojej wyobraźni obrazu nagiego Mortalisa. Starał się myśleć o czymś innym, skupiać na swoich sprawach, ale to nie przynosiło żadnego efektu, zupełnie tak, jakby jego umysł uparł się, by wciąż odtwarzać tę scenę. Absalom odetchnął płytko. Znowu zrobiło mu się gorąco, mimo tego, że w pomieszczeniu było stosunkowo chłodno. Miał wrażenie, że z jego ciałem dzieje się coś dziwnego. Nie miał pojęcia, co dokładnie, ale poczuł chęć, by się dotknąć.
Zagryzł niepewnie wargę i wsunął dłoń pod kołdrę, a następnie zawędrował nią pod swoją koszulę od piżamy i przesunął lekko po torsie. Z jego warg wyrwało się niespodziewane westchnienie. Zamarł na chwilę w bezruchu, jakby w obawie, że Mortalis mógłby to usłyszeć, ale w pomieszczeniu nadal panowała cisza. Dotknął się po raz kolejny. Przez jego ciało przebiegły gwałtowne dreszcze. Zacisnął zęby na rąbku kołdry, starając się pohamować kolejne westchnienia, które zdawały się wychodzić z niego zupełnie mimowolnie i kontynuował wędrówkę po swoim ciele. Wszystkie towarzyszące mu odczucia, były mu dotąd nieznane. Zupełnie nie potrafił ich nazwać ani w żaden sposób określić. Z jednej strony jego dotyk sprawiał mu przyjemność, z drugiej – rozbudzał dziwną żądzę, wywoływał chęć na coś więcej... Ale co? Absalom oddychał płytko. Przed swoimi oczyma wciąż widział cudownie wyrzeźbione ciało swojego opiekuna i to ekscytowało go coraz bardziej. Zawędrował dłonią na swoje podbrzusze, a następnie wsunął ją pod bieliznę. Aż jęknął, gdy dotknął swojej stwardniałej męskości. Przesunął po niej dłonią i z trudem powstrzymał się od głośniejszej reakcji, wijąc się niemalże na swoim posłaniu. Nigdy wcześniej nie czuł czegoś podobnego.
W tym momencie na zewnątrz rozległ się jakiś trzask. Absalom podskoczył gwałtownie i niemalże natychmiast wyjął ręce spod kołdry, a następnie zwinął się w kłębek, odwracając twarzą w kierunku ściany, spłoszony.
… To chyba nie była najlepsza pora.

11 komentarzy:

  1. Anonimowy9:53 PM

    No nareszcie. Podoba mi się. Opis uczuć Absaloma jest wspaniale oddany. D.

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy10:21 PM

    Nie liczy się długość tylko treść. A tak wgl. rozdział mi się bardzo podobał. Fajnie przedstawione były uczucia Absaloma. Żeby nie przynudzać, rozdział był świetny (jak wszystkie. Jak ty to robisz?:). Już nie mogę się doczekać soboty;)
    Pozdrawiam i życzę dużó weny.
    S.S;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Melancholia10:44 PM

    Nareszcie! Jezu... Najkrótszy rozdział, a wyraził więcej niż miliony słów... Wiedziałam, że to był sen. Uczucia Absaloma opisane po mistrzowsku. Ta niepewność i urocza niewiedza - bezcenne. Dla takich rozdziałów żyję. ;) Czytając w pewnym momencie ułożyłam dość absurdalną scenkę... Nieczyste myśli. Ah, nieważne. Czekam najbardziej na kolejny rozdział tego cudeńka. Pozdrawiam i WENY.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, to nie była najlepsza chwila, żeby zakończyć..... Ja zamawiam dalszy ciąg!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Uczucia opisałaś tak, że sama zaczęłam je przeżywać. Absa miota się, nie wie co się z nim dzieje i jego ciało budzi się, chce więcej, i pragnie Mortalisa. Mam nadzieję, że Mortalis w jakiś sposób wyciągnie od chłopaka prawdę lub się jej domyśli. :D
    Trzy słowa do Absy: Absa, nie zwariowałeś.

    OdpowiedzUsuń
  6. zgadzam się z Luną :) emocje, które zawarłaś wręcz wchłaniają. Pięknie opisujesz to co dzieje się w postaci aż czuję się jej częścią. Sam proces dojrzewania Absa jest bardzo wciągający, jakby się stało tuż za nim i widziało wszystkie wątpliwości, uczucia, które nim targają. Mam nadzieje, że wyzna swoje obawy mężczyźnie. Już się nie mogę doczekać tego ładunku emocjonalnego!
    pięknie piszesz, ze chce się płakać i śmiać razem z postacią :)

    Kohaku

    OdpowiedzUsuń
  7. Kohaku - bardzo się cieszę, że ci się podobało i dziękuję za twoje komentarze :).

    OdpowiedzUsuń
  8. To opowiadanie jest świetne :D.
    Tak strasznie przypomina mi every-me. Mortalis zupełnie jak Desmond, wychował swojego podopiecznego i przyglądał się mu jak dorasta. Coś czuję, że to niezdrowe, ale podoba mi się taka więź! Chociaż w sumie to prawie jak kazirodztwo... trudno.
    Akcja w pewnych momentach mi się trochę dłużyła i przewijałam niektóre fragmenty (jak na przykład rozmowy z Edalisem), ale i tak, gdy skończyłam czytać te osiem rozdziałów, nie mogłam przestać się uśmiechać ;d. Rzadko kiedy znajduję sobie opowiadanie, które mnie wciąga, a tu chyba każde mnie wciągnie xD. Czytałam już kiedyś Drag Queen i jeszcze jakieś inne Twoje opowiadanie, kiedy byłaś jeszcze na onecie (swoją drogą blogspot to świetny wybór! Widziałam gdzieś komentarze, gdzie to jedna osoba burzyła się, że przeniosłaś się na ten portal, ale nie przejmuj się. Skoro dla niej ważniejszy był serwis na którym znajdują się opowiadania, od samych opowiadań, świadczy to o niej samej. Blogspot jest naprawdę łatwy w użyciu i bardzo estetyczny ;)), ale później miałam trochę innych spraw na głowie i przestałam po prostu czytać. Teraz to nadrobię, chociaż przeraża mnie ta masa nieskończonych jeszcze opowiadań. Nie chcę pominąć ważnych szczegółów w fabule, no ale jakoś sobie poradzę xd. Po prostu nie mogę się oderwać od Twojego bloga. Czego miałam się jednak spodziewać po autorce every-me? :D.
    Weny, weny, weny, bo gdy będziesz mieć jej dostatek, najprawdopodobniej i my będziemy szczęśliwi ;d.
    A tak na zakończenie - to bardzo chamskie skończyć rozdział W TAKIM momencie i kazać na niego czekać ponad tydzień! xD.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ach i bym zapomniała.
    Mogłabyś jakoś bardziej opisać głównych bohaterów? Nie przykładasz do tego zbytniej wagi, na czym zyskują opisy emocji Absaloma, które są po prostu perfekcyjne. Ale zupełnie nie wiem, jak mam sobie tego chłopaka wyobrażać. Wysoki? Niski? Blondyn? Brunet?
    Mortalis był jeszcze jako tako opisany, więc mniej więcej go widzę, ale Absaloma nie widzę w ogóle xd.

    OdpowiedzUsuń
  10. Absalom jest średniego wzrostu, ma jasne włosy, a co do reszty, zdaj się na wyobraźnię ;).

    OdpowiedzUsuń
  11. Akemi4:04 PM

    "A jednak w oczach Absaloma, mężczyzna był po prostu idealny." - no i piorun trafił w transformator. Absa ma to szczęście, że nikt (prócz kochanki o imieniu Śmierć) mu Mortalisa nie zabierze XDD Oj tam, prawie 40letni... taki się jeszcze dobrze trzyma.. przecież to nie dinozaur, a Mortalis jest do tego wysportowany, więc ciacho z niego spore xD

    OdpowiedzUsuń