Strony

piątek, 5 sierpnia 2011

~ . 20 . ~ [Drag Queen]

Nathan i ja jesteśmy ze sobą już ponad trzy miesiące. I daruję wam, jeżeli robicie teraz zaskoczoną minę – tak, ja też nie do końca w to wierzyłem. W sumie nadal, gdy o tym myślę, wydaje mi się to strasznie mało prawdopodobne, ale o ile nie obudzę się z rana w swoim łóżku i nie dojdę do wniosku, że to jakiś strasznie zwariowany i zwiły sen – tak właśnie wygląda moja rzeczywistość.
I śmiało, bez krztyny przesady, mogę stwierdzić, że te trzy miesiące, są absolutnie najlepszymi trzema miesiącami w moim życiu. Szczególnie życiu prywatnym, chociaż cała reszta też ma się dosyć dobrze, a przynajmniej nie gorzej niż zwykle. Spędzam u Nathana praktycznie rzecz biorąc całe dnie. Wracamy razem z pracy, oczywiście do niego i rano budzimy się obok siebie i do pracy jedziemy. Koło się zamyka. Co prawda jeszcze na samym początku wpadaliśmy co jakiś czas do mnie, gdy brakowało mi ubrań albo jakichś przedmiotów codziennego użytku, ale teraz wszystkie niezbędne rzeczy miałem już u niego, a moje ciuchy prał na bieżąco, więc nie było takiej potrzeby. Szczerze mówiąc, ledwie pamiętałem, jak w ogóle wygląda moje mieszkanie. I nie ukrywam, że czasem ta sytuacja była dla mnie mocno krępująca, gdy uświadamiałem sobie, że non stop siedzę mu na głowie. Nathan nigdy nie narzekał, ale przecież nie przeprowadziłem się do niego oficjalnie, więc czułem się trochę tak, jakbym na nim żerował.
Wiecie, to właściwie nie było jeszcze takie złe. To znaczy owszem, wolałbym, żeby ta sprawa była między nami jasna, ale rozumiałem, że to może być zależne od innych czynników. Sami rozumiecie, wspólne mieszkanie to już poważny krok. Nawet bardzo poważny. Co prawda my w praktyce krok ten już dawno mieliśmy za sobą, ale mimo wszystko to układ zupełnie innego rodzaju, niż gdyby rzucił: „Hej, Alex, co ty na to, żebyś się do mnie wprowadził?”. Tylko poważne kroki podejmuje się wtedy, gdy ktoś ma poważne zamiary.
I nie, ja bynajmniej nie miałem wątpliwości, że Nathan ma co do mnie bardzo poważne zamiary. Tylko obawiałem się, że... No cóż... On mógł mieć.
Jak wspominałem, minęły trzy miesiące. Trzy miesiące od jego cudownego wyznania miłości... na które, nie da się ukryć, wciąż nie odpowiedziałem. I nie dlatego, że miałem jakieś wątpliwości, czy że się wahałem, skądże znowu! Po prostu... Jakoś nie było okazji! Wiem, że to brzmi jak banał. Mieszkam z facetem trzy miesiące, kocham się w nim od bardzo dawna i jakoś „nie było okazji”, by o tym napomknąć. Widzicie, ja naprawdę nie sądziłem, że będę miał z tym jakieś problemy. Na początku w ogóle uznałem, że nie należy się z tym wyrywać i wszystko samo jakoś wyjdzie w międzyczasie. Ale nie wyszło. Sęk w tym, że Nathan nie powtórzył już więcej tego, co powiedział. Wiecie, wtedy byłoby mi dużo łatwiej. Odpowiedziałbym po prostu coś w stylu: „ja też cię kocham, Nathanie Mason, jesteś miłością mojego życia, udajmy się razem do tęczowej krainy, gdzie przywiążę się z tobą do najbliższego drzewa i będę pilnował, żebyś mi nie uciekł!”. Problem w tym, że teraz to chyba on czekał na mój ruch. Wiecie, czasem nawet patrzył na mnie tak charakterystycznie, uśmiechał się lekko, jakby oczekiwał, że coś powiem i ja chciałem mówić, a wtedy nagle cały świat obracał się przeciwko nam i wszystko toczyło się zupełnie inaczej, bo ktoś do niego dzwonił albo wyskakiwała znikąd nagląca sprawa. Zrozumcie mnie, wyznanie miłości to nie jest coś, co można rzucić od tak. Owszem, pewnie gdybym mruknął coś na kształt: „Ej, Nathan... Kocham cię, nie?” pomiędzy obiadem, a rozwieszaniem prania, pewnie też byłby zadowolony, ale to są słowa, które potrzebują naprawdę specyficznych, romantycznych do bólu okoliczności.
Wiecie, gdyby chociażby zwracał się do mnie w jakiś wyjątkowy, znaczący sposób. Na przykład „kochanie”. To też byłoby w pewien sposób oczywiste, bo wtedy mógłbym się zwracać do niego tak samo i byłoby po problemie. Ale on mówił do mnie tylko po imieniu. No, chyba, że się wkurzył. Wtedy raczej po nazwisku. Jak na przykład wtedy, gdy prał swoje białe koszule, a ja dorzuciłem troszeczkę swoich rzeczy... Carltonował wtedy przez cały dzień! Ale i tak mi wybaczył, bo przytuliłem się do niego, postękałem trochę i poudawałem, że strasznie mi przykro.
W rzeczywistości nie jest mi przykro. On nie ma takiego problemu jak ja i wygląda dobrze we wszystkim, co na siebie włoży. Nawet, jeżeli to „wszystko” jest fioletowawo-zielonkawe.
Gdy zaczęła się przerwa na lunch, zajrzałem do jego biura. Uśmiechnął się lekko na mój widok, domykając szufladę i podnosząc się z miejsca.
-Cześć- przywitał się ze mną pogodnie- Idziesz ze mną?
-Dokąd?
-Do tej knajpki obok- wyjaśnił, zatrzymując się przy mnie i wciąż uśmiechając się w taki sposób, że aż cały się rozpływałem. Wierzcie lub nie, ale mimo tego czasu, pomiędzy nami nic się nie zmieniło. Jeżeli chodziło o seks, o tą chemię, o to, co nas łączyło – według mnie było dokładnie tak samo jak na początku. Obawiałem się, że prędzej czy później zaczniemy przypominać stare małżeństwo, które kłóci się o pilot od telewizora i wzajemnie doprowadza do szału, ale ku mojemu zdumieniu, nic takiego do tej pory nie nastąpiło. Co więcej, Nathan wydawał mi się jeszcze bardziej seksowny niż kiedykolwiek wcześniej. Słowo daję, nie mam pojęcia, jak on to robi.
-Nie, raczej nie, już jadłem- odparłem, chociaż odmowa przyszła mi z dużym trudem- Obiecałem Sarah, że z nią posiedzę- dodałem, a on pokiwał głową ze zrozumieniem.
Chociaż właściwie... Dzisiaj musiał mieć luźniejszy dzień, skoro chciał wyjść z pracy, pewnie miałby też dużo więcej czasu, a Sarah wcale by się nie obraziła i... Nie! Stop, Alex! Jeszcze sekundę temu wściekałeś się na samego siebie, że zajmujesz cały jego czas! Wyciągaj wnioski, do diabła!
-Masz jakieś szczególne życzenia co do dzisiejszego obiadu...?- zagadnął, obejmując mnie wokół pasa- Moglibyśmy skoczyć na jakieś małe zakupy po pracy.
-Jasne- zgodziłem się właściwie odruchowo, uśmiechając się pogodnie, ale już po chwili skarciłem się za to- To znaczy... Słuchaj, Nathan...- odkaszlnąłem, wyswobadzając się z jego uścisku i odsuwając nieco. Jego bliskość zdecydowanie nie ułatwiała mi racjonalnego myślenia. Spojrzał na mnie pytająco- Sądzę, że dzisiaj pójdę raczej... Do siebie.
-Do siebie?- powtórzył zdumiony, jakby już zapomniał, że mam swoje mieszkanie. Właściwie, trudno było mu się dziwić, ja też prawie zapomniałem.
-Tak- potwierdziłem, trochę skrępowany.
-Ale dlaczego?- zapytał bez zrozumienia, marszcząc brwi- Coś się stało...?
-Nie, nic się nie stało!- zapewniłem natychmiast, słysząc niepokój w jego głosie- Serio, Nathan- dodałem stanowczo widząc, że nie wygląda na przekonanego- Po prostu... Po prostu nasza sytuacja jest dość... eee... specyficzna...
-To znaczy...?
-To znaczy, że cały czas siedzę ci na głowie- odparłem otwarcie. Widziałem, że już otwiera usta, by zaprotestować, więc dodałem prędko- Wiem, że ci to nie przeszkadza. To znaczy, jeszcze nie. Bo dla mnie to też jest w porządku- bardziej, niż w porządku. Jeżeli o mnie chodziło, mógłbym z nim spędzać całe dnie, ale to nie było szczególnie zdrowe- Tylko chodzi o to, że my razem nie mieszkamy... I czuję się trochę dziwnie, będąc cały czas u ciebie.
-Ach, więc chodzi ci o...
-Nie, nie!- rzuciłem, nim zdążył skończyć, unosząc dłonie w obronnym geście- Nie chodzi mi o to, żebyś teraz kazał mi się do siebie wprowadzać ani nic w tym stylu!- zaznaczyłem natychmiast. Dajcie spokój, jeżeli do tej pory nie przyszło mu to do głowy, to znaczy, że to nie był właściwy czas, a ja nie zamierzałem na niego naciskać- Po prostu muszę od czasu do czasu pobyć też trochę u siebie...
… Zanim się mną znudzisz.
Nathan wpatrywał się we mnie przez dłuższą chwilę, po czym parsknął śmiechem i rzucił:
-Alex, ale jeżeli chodzi o przeprowadzkę, to naprawdę...
-Nie, Nathan- przerwałem mu po raz kolejny, kręcąc głową- Ja wiem, że teraz pewnie pozwoliłbyś mi się do siebie wprowadzić dla świętego spokoju, ale nie o to chodzi, prawda? Jutro pojedziemy do ciebie, a może jak uprzątnę trochę mieszkanie, to ty wpadniesz też do mnie... To będzie wtedy uczciwy układ.
Mężczyzna skrzyżował dłonie na wysokości klatki piersiowej i milczał przez dłuższą chwilę, wpatrując się we mnie wzrokiem, który zazwyczaj nakazywał mi całkowitą kapitulację.
-Alex, dlaczego sądzisz, że nie chcę, żebyśmy razem zamieszkali?- zapytał w końcu.
-Jestem pewien, że chcesz- … a przynajmniej mam taką nadzieję... - Tak samo jak ja. Ale wszystko ma swój czas.
-A czemu uważasz, że to nie jest odpowiedni czas?
-Bo jeszcze mnie nie zapytałeś- przyznałem, wzruszywszy ramionami- I nie pytaj- dodałem prędko, dobrze wiedząc, że pewnie to właśnie zamierzał zrobić- Serio, Nathan, nie ma pośpiechu... Zamieszkamy ze sobą wtedy, kiedy będziemy na to gotowi i tak dalej, i tak dalej... A na razie skupmy się na czymś innym, co?
-Okej, Alex...- skapitulował po dłuższej chwili z głośnym westchnieniem- Chociaż ja naprawdę sądzę, że to jest odpowiedni moment.
-Czymś innym...- powtórzyłem jedynie znacząco. Gdyby to był odpowiedni moment, to byś to zaproponował, Nathanie Mason! Ten argument jest zdecydowanie nie do przebicia- Idę- uśmiechnąłem się do niego jeszcze, wycofując się powoli z gabinetu- Sarah pewnie na mnie czeka.
-W porządku- zgodził się, ale w jego głosie wyraźnie dało słyszeć się rozczarowanie.
Wyszedłem z pomieszczenia i ruszyłem do swojego biura, zastanawiając się jednocześnie nad tym, czy powinienem czuć się usatysfakcjonowany reakcją Nathana. Sami rozumiecie, on był smutny. Niezadowolony z faktu, że dostanie jeden dzień wytchnienia od mojej osoby. Nie skakał z radości, więc mogę uznać, że jeszcze nie doprowadziłem go do białej gorączki, nie sądzicie?
Ku mojemu zdumieniu, Sarah jeszcze nie było, więc usiadłem za biurkiem i czekałem. Pojawiła się dopiero jakiś kwadrans później, kiedy ja zdążyłem już pięćdziesiąt razy przeanalizować całą sytuację, oczywiście za każdym razem dochodząc do innych wniosków.
-Co tak długo?- zapytałem, zdumiony.
-Musiałam coś załatwić- odpowiedziała niemalże tajemniczo, wzruszając ramionami i siadając na krześle- Masz dzisiaj czas po pracy?- zapytała natychmiast.
-A widzisz, tak się składa, że mam...- potwierdziłem, nieco grobowym tonem- Dzisiaj nie spotykam się z Nathanem.
-Super. Pojedziesz gdzieś ze mną?
Zmarszczyłem brwi, przyglądając się jej nieco zawiedziony. Po mojej najlepszej przyjaciółce spodziewałem się raczej tuzina pytań i jakiejś racjonalnej porady, a nie radości z faktu, że miłość mojego życia zajmie się czymś innym niż zwykle. Albo kimś innym... A, nie, nie! Ja ufam Nathanowi w stu procentach, nie jestem jak te wszystkie złośliwe baby, które kontrolują swoich mężów natrętnymi telefonami i... Co nie zmienia faktu, że na wszelki wypadek do niego zadzwonię. Może nawet dwa razy.
-Dokąd?- mruknąłem, zawiedziony faktem, że nie zainteresowała się moimi jakże dramatycznie poważnymi problemami.
-Otworzyli nowy sklep przy Vinton Road.
-Żartujesz?- parsknąłem cicho- To na drugim końcu miasta! A poza tym, co ty chcesz tam właściwie kupić?
-Mam tam upatrzoną sukienkę.
-Super- stwierdziłem, wzruszywszy ramionami- Więc skoro masz upatrzoną sukienkę to jedź i ją kup, nie rozumiem, po ci moje towarzystwo?
Posłała mi mordercze spojrzenie.
-Bo zawsze mogą mi się zmienić plany- stwierdziła surowo- A poza tym, jesteś moim przyjacielem i potrzebuję twojej rady.
-Nie ma dobrych sklepów w centrum...?
-Alex!- syknęła ostrzegawczo, a ja wbiłem w nią pełne zdumienia spojrzenie- Mówiłam ci już, że tamta sukienka mi się podoba. Pojedziesz tam ze mną.
-P-Pojadę...- bąknąłem, chociaż jej słowa trudno było uznać za pytanie- Od razu po pracy...?
-Tak... To znaczy, spotkajmy się na miejscu, co?- zaproponowała.
-Dlaczego?- uniosłem pytająco brew.
-Bo... Muszę coś jeszcze załatwić.
-Co załatwić?
-Coś- ucięła, posyłając mi znaczące spojrzenie, więc nie dopytywałem się już więcej- Po prostu czekaj na mnie pod tym sklepem, okej? Dołączę do ciebie.
-Dobra, jak chcesz- zgodziłem się, chociaż to wszystko wyglądało co najmniej dziwacznie- A po co ci sukienka...?- dopytałem jeszcze, uświadamiając sobie, że odkąd przestała pracować w „Scylli” w żadnej jej nie widziałem.
-Umówiłam się.
-Umówiłaś?!- wykrzyknąłem, zaskoczony- Z kim?
-Pogadamy później- rzuciła jeszcze, po czym podniosła się z miejsca i wyszła.
Aż parsknąłem z niedowierzaniem. Świetnie. Moja najlepsza przyjaciółka, która zna mnie lepiej niż rodzona matka, ma przede mną tajemnice… Ale może przynajmniej zajmę się czymś konstruktywnym i uda mi się jakoś przeżyć ten dzień.

Świetnie! Po prostu cudownie! Kochana Sarah! Zaliczyłem kilka przesiadek autobusowych, żeby dotrzeć do jej nowego sklepu, a gdy znalazłem się na miejscu i po pół godziny bezsensownego czekania, zadzwoniłem do niej, żeby się dowiedzieć, co się z nią właściwie dzieje, ona stwierdziła, że coś jej wypadło i nie przyjedzie! Po prostu lepiej być nie mogło! Droga powrotna zajęła mi jeszcze więcej czasu niż dojazd, bo w centrum miasta wytworzył się ogromny korek i żałowałem, że nie wysiadłem kilka przystanków wcześniej i nie poszedłem do siebie na piechotę.
… Chociaż do Nathana pewnie byłoby bliżej.
Mniejsza z tym. Wciąż przeklinając pod nosem, usiłowałem dostać się do swojego mieszkania. Gdy byłem tu ostatnim razem, musiałem pewnie zamknąć drzwi na wszystkie zamki, chociaż nigdy tego nie robiłem, bo otwarcie ich zajmowało strasznie dużo czasu. W końcu udało mi się wejść do środka. Położyłem teczkę obok drzwi i w pierwszym odruchu zajrzałem do kuchni. Od razu rzuciły mi się w oczy moje biedne, zwiędłe paprotki. No cóż, i tak nigdy nie miałem ręki do kwiatów. Zajrzałem na chwilę do sypialni, chcąc od razu zabrać się do sprzątania, ale z dużym zdumieniem dostrzegłem, że w pomieszczeniu panuje porządek. Chyba naprawdę przesadzałem, kiedy byłem tu z Nathanem ostatnim razem, wcale nie było tak źle! Salon też wyglądał dosyć przyzwoicie... Miałem jakieś wrażenie pustki, ale zrzuciłem to na fakt, że dawno mnie tu nie było. Włączyłem telewizor, a następnie przeszedłem do sypialni i otworzyłem szafę, chcąc przebrać się w jakieś luźniejsze rzeczy i... Osłupiałem. W środku nie było zupełnie niczego. Przejrzałem kolejne szafki i szuflady.
Wszystkie moje rzeczy zniknęły!
Spanikowany pobiegłem do łazienki i natychmiast rzucił mi się w oczy brak moich kosmetyków i rzeczy, które zazwyczaj w niej trzymałem.
Boże, Boże, Boże! Chwyciłem za telefon i nie wiedząc, co robić, wybrałem numer Sarah.
-Sarah, okradli mnie!- rzuciłem natychmiast, nim zdążyła się odezwać.
-Co?- zapytała zdumiona.
-Okradli mnie!- powtórzyłem, przerażony- Nie wiem, co mam robić! Mam dzwonić na policję, czy, czy...
-Alex, uspokój się! Co to znaczy, że cię okradli?
-No właśnie, co to znaczy, że mnie okradli?- przedrzeźniłem ją z poirytowaniem- To znaczy, że nie ma tutaj moich rzeczy! W ogóle!- z telefonem w dłoni przeszedłem raz jeszcze do salonu, starając się sprawdzić, co tam zginęło. Na fotelu leżała moja nieszczęsna piżama w misie. Jedyna rzecz, jaką ci podli włamywacze zostawili! Co za bezczelność!
-Opanuj się... Co ci zginęło? Jakiś sprzęt?
-Sprzęt...?- powtórzyłem, odrobinę zdezorientowany. Cholera, na to nawet nie zwróciłem uwagi! Telewizor stał na swoim miejscu, wieża też... Po przejściu do sypialni zauważyłem, że laptop leży na łóżku, tam, gdzie go zostawiłem, właściwie wszystko było dokładnie tak samo- Nie...- przyznałem po dłuższej chwili- Nie, sprzęt jest na szczęście cały.
-Zginęły ci jakieś oszczędności?
-Hm... Ja nie mam oszczędności- stwierdziłem po chwili zastanowienia, wzruszając ramionami.
-Przecież mówiłeś, że cię okradli- zauważyła, z nutką kpiny w głosie, a ja prychnąłem głośno.
-Bo mnie okradli! Nie ma moich ubrań, rozumiesz?! Ani jednej rzeczy! No, oprócz piżamy, ale to się nie liczy... Co ja mam teraz zrobić?!
Z telefonu dobiegł mnie jakiś stłumiony dźwięk. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to Sarah dusi się wręcz ze śmiechu.
-Przepraszam, Alex...- zachichotała gwałtownie- Nie wiem... Nie wiem, co masz robić... Może jedź do Nathana...? Myślę, że on może coś o tym wiedzieć...
Dopiero po chwili dotarł do mnie sens jej słów.
-Sarah!- wykrzyknąłem, oszołomiony- Nathan tu był?! To on zabrał moje rzeczy?
-No... Chciał, żebyś się do niego wprowadził przecież...
Uczucie lęku natychmiast ustąpiło rozlewającego się w moim żołądku ciepłu. Uśmiechnąłem się błogo sam do siebie. Och, Boże, Nathanie Mason, jesteś najcudowniejszym facetem, jakiego tylko mogłem sobie wymarzyć!
-Sarah, ale moje sukienki...- uświadomiłem sobie nagle, blednąc.
-Spokojnie, zajęłam się tym- odpowiedziała łagodnie- Przyszłam tu trochę przed nim i zabrałam wszystkie... dowody zbrodni...- zachichotała ponownie, najwyraźniej nadal mocno rozbawiona- W każdym razie, myślę, że powinieneś do niego zadzwonić. Zadał sobie sporo trudu.
-No na pewno...- mruknąłem ironicznie- Chyba wyciągając od ciebie moje klucze.
-Ale czy to nie było cholernie romantyczne?- zapytała, śmiejąc się cicho.
Zagryzłem wargę w figlarnym uśmiechu.
O, tak. Pomijając pierwszy zawał serca, zdecydowanie było.

-Nie spodziewałem się po tobie czegoś takiego...- stwierdziłem, z figlarnym uśmiechem obserwując, jak plącze się przez chwilę po sypialni, odwieszając swoją marynarkę i wkładając na siebie luźniejsze spodnie, po czym kładzie się obok mnie. Złożył na mojej szyi czuły pocałunek, obejmując mnie ciasno ramieniem i przyciskając się do mnie. Westchnąłem cichutko, rozpływając się w jego uścisku- Przecież mogłeś po prostu powiedzieć, że chcesz ze mną zamieszkać...- dodałem po dłuższej chwili, nie doczekawszy się odpowiedzi.
-Próbowałem- zauważył z rozbawieniem, a ja po cichu przyznałem mu rację. Ale sami rozumiecie, po moim stwierdzeniu, że ten dzień spędzimy osobno, mógł to zrobić dla świętego spokoju, a ja byłbym wściekły na samego siebie, że wymusiłem na nim tak poważną decyzję- Musiałem cię przecież jakoś przekonać, że naprawdę mi na tym zależy.
-Mogłeś wysłać kwiaty, ale tak, masz rację, włamanie też jest okej- zaśmiałem się głośno, przytulając się do niego mocniej. Rozejrzałem się po sypialni. Na pierwszy rzut oka nic się nie zmieniło, ale już sama świadomość, że Nathan zwolnił dla mnie jedną ze swoich ogromnych szaf i teraz znajdowały się w niej moje ubrania, a na półce, w łazience, zaroiło się od moich kosmetyków, napawała mnie wprost nieopisanym szczęściem. Tak samo jak fakt, że Nathan najwyraźniej naprawdę tego chciał i postarał się o to bardziej, niż mogłem przypuszczać. Co prawda doprowadzając mnie na skraj załamania nerwowego, ale jednak.
-To nie było włamanie, Sarah dała mi klucze- stwierdził, ponownie wracając wargami do mojej szyi i wsysając się w nią z iście zwierzęcym pomrukiem. Zachichotałem niepohamowanie, obejmując go ciasno.
-No to oskarżę was o współudział... Nathan, dlaczego wcześniej mnie nie zapytałeś?- rzuciłem po chwili, wpatrując się w niego nieco podejrzliwie.
-Hm... O to, żebyśmy razem zamieszkali?- upewnił się, a ja skinąłem głową. Zamyślił się na chwilę- Nie wiem- przyznał w końcu- Nigdy nie wydawało mi się to aż takie ważne, przecież tak naprawdę ze mną mieszkałeś, nie wiedziałem, że jest z tym jakiś problem... A mieszkania chyba i tak nie powinieneś sprzedawać, więc...
-Dlaczego?- przerwałem mu natychmiast, spoglądając na niego cokolwiek srogo.
-Na wszelki wypadek- odparł dyplomatycznie.
-Czy pod hasłem „wszelki wypadek” nie kryje się przypadkiem: rzuci mnie mój wymarzony facet i wyląduję na bruku...?- parsknąłem cicho, wyswobadzając się z jego uścisku i siadając na jego biodrach. Spojrzałem na niego z góry, z czymś na kształt udawanej irytacji- Czyż nie tak, Nathanie Mason...?- dodałem oskarżycielsko.
-Nie... Pod hasłem „wszelki wypadek” kryje się: znudzę się moim beznadziejnym szefem i będę potrzebował chwili odpoczynku- odparł, sprawnym ruchem przewracając mnie na plecy i zamieniając nasze pozycje. Ach, takiego właśnie lubiłem go najbardziej...
Droczyliśmy się ze sobą jeszcze przez chwilę, przewracając się non stop i walcząc ze sobą o pozycję, po czym ostatecznie wylądowaliśmy obaj na plecach, tuż obok siebie, śmiejąc się głośno. Nathan przytulił się do mnie ponownie, a ja wsunąłem dłoń w jego włosy, głaszcząc je delikatnie i wpatrując się wprost w jego oczy.
I TO jest właśnie odpowiedni moment! Czułem, że serce bije mi jeszcze szybciej niż zwykle, a twarz rumieni się z lekkiego zawstydzenia. Widziałem uśmiech Nathana i wszystko we mnie aż krzyczało: „Kocham cię, kocham cię jak szaleniec!”. Moje usta aż same się otwierały, by to powiedzieć. Gdyby to był film, wokół nas latałyby papierowe, szkarłatne serduszka i obaj słyszelibyśmy jakąś szalenie romantyczną melodię, która stawałaby się coraz głośniejsza i głośniejsza, a w kulminacyjnym momencie ucichłaby zupełnie, by...
-Hm... Nathan, wiesz...- parsknąłem odrobinę nerwowo, odgarniając zbłąkane pasemko włosów z jego czoła- Ja...
Dźwięk telefonu sprawił, że aż podskoczyłem.
… Ja się zabiję.
-To twój- poinformował mnie Nathan, nie czekając na moje kolejne słowa, kiedy ja dosłownie dławiłem się z gniewu.
Boże, miej litość, bo nie wiem jaki los czeka śmiertelnika, który przerwał mi w tak ważnym momencie!
Aż kipiąc z wściekłości, sięgnąłem po swoją komórkę i odbierając, warknąłem:
-Czego?
-Jak ty się do mnie odzywasz?!- obruszyła się Sarah.
-Jeżeli to nie jest sprawa życia i śmierci, to radzę ci się rozłączyć... Jestem teraz troszeczkę zajęty...- wycedziłem przez zęby, siląc się na spokój i obserwując, jak na twarzy Nathana pojawia się wyraz rozbawienia.
-Szef chce cię widzieć.
-Mój szef leży ze mną w łóżku- parsknąłem z politowaniem. Nathan spojrzał na mnie lekko zdziwiony, a jego usta ułożyły się w bezgłośne: „Kto to?”, jakby zastanawiał się, komu zdradzam takie szczegóły.
-Nie ten szef, idioto... Właściciel Scylli- sprostowała, a ja zmarszczyłem brwi, mocno zaskoczony- Dostałam od niego wiadomość na sekretarkę... To znaczy od Evana, ale podobno on chce cię widzieć... Umówiłam nas z nim na jutro.
-Jesteś pewna, że to dobry pomysł...?- dopytałem niepewnie. Po tym cyrku, jaki mu zafundowałem, może chcieć mnie zabić.
-Nie wiem- przyznała szczerze- Ale już poinformowałam Evana, że przyjdziemy, więc sprawa załatwiona. A tak poza tym, to jak tam z...
-Dobra, Sarah, do jutra, cześć- pożegnałem się z nią nieco chaotycznie, odkładając telefon. Z pewnością nie miałem teraz czasu na rozwlekłe opowieści. Ponownie wtuliłem się w Nathana, wpatrując się w niego maślanym wzrokiem i starając się sobie przypomnieć, co czułem jeszcze zaledwie chwilę temu.
-Kto to był...?- dopytał Nathan, a ja przymknąłem powieki, chcąc się lepiej wczuć.
-Sarah.
-Pytała o mnie...?
-Nie, dlaczego?- zapytałem, zdumiony.
Parsknął z rozbawieniem.
-Bo powiedziałeś, że leżę z tobą w łóżku- zauważył, a ja zaczerwieniłem się nieco.
-A... Hm... Tak, tak, pytała- parsknąłem, nieco speszony.
Nathan uniósł brew, najwyraźniej zdziwiony i już chciał o coś pytać, gdy tym razem zadzwonił jego telefon. Wyswobodził się z mojego uścisku i odebrał. Gdy tylko usłyszałem, jak zwraca się do Bookchera, wiedziałem, że szanse na długi, romantyczny wieczór, przepadły bezpowrotnie.
Westchnąłem dramatycznie, rozkładając się w łóżku i spoglądając w sufit.
Boże, masz potworne poczucie humoru...

12 komentarzy:

  1. Anonimowy12:01 AM

    genialne xD
    i właśnie dlatego jestem ateistką.. eh to głupie zrządzenie losu xD ja bym chyba zwariowała na miejscu Carltona xD
    Chatime

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy1:32 AM

    "która zna mnie lepiej (tu bez przecinka powinno być) niż rodzona matka,"

    erm? :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy1:45 AM

    Pomysł z ,,włamaniem,, mnie rozwalił, to było po prostu świetne, pewnei się Nathan i Sarah napracowali, nad dopracowaniem niecodziennej przeprowadzki Alexa:D.

    Podobały mi się te rozmyślania Alexa na temat wyznania miłości Nathanowi, miał rację, że to nie jest byle co ( może troszkę przesadzał, ale jednak miał racje:) ).
    Przyznam, że zdziwił mnie telefon od byłego szefa Alexa, co on może chcieć od swojej byłej gwiazdy? Ale na szczęści przyjaciółkę to ma świetną, zawsze dzwoni w odpowiednim momęcie, jak trzeba to ci się włamie do mieszkania po prostu super :D( to oczywiście żart osobiście to bardzo lubię tę postać, ma świetny charakter i ogulnie jest fajna )

    Ten rozdział był świetny!!! Już się nie mogłem go doczekać, więc niezmiernie się cieszę, że się ukazał:). Czekam na kolejny i liczę że ujawni on powód ,,tajemniczego,, telefonu.
    Pozdrawiam serdecznie:*
    S.S

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepraszam, ale troszeczkę się spieszyłam i zamiast skopiować tekst poprawiony, skopiowałam ten z poprawkami xD Gdyby coś jeszcze takiego było, dajcie mi znać XD

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy6:48 PM

    O! Mam nadzieję, że Alex znowu będzie transwestytą . Te akcje były takie śmieszne... :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeprowadzili go bez jego wiedzy. Ha dobre. :D
    Ciekawe, czego były szef chce od Alexa. Czyżby powrotu? Alex mam nadzieję nie będzie głupi i nie zechce tam ponownie pracować. Tym bardziej, kiedy mieszka z Nathanem. Możliwe, że chodzi o coś zupełnie innego.
    No i Alex miał słodką okazję do wyznania swych uczuć i Sarah wszystko zepsuła. :D Po prostu nie przyszedł na to jeszcze czas. :D

    Weny Kochana, nieustającej. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Nathan mnie po prostu zbija z nóg, jest taki kochany *_* cała ta sytuacja z kradzieżą był bardzo zabawna, zwłaszcza reakcja Alexa. Już go sobie wyobraziłam jak lata po mieszkaniu zawodząc xD
    super rozdział i przyznam szczerze, że jakbyś nie napisała, że nie masz weny to bym tego nie zauważyła. W ogóle po rozdziale tego nie widać xD ale jeśli odczuwasz jej brak to mam nadzieje, że szybko wróci :*

    Kohaku

    OdpowiedzUsuń
  8. Akemi3:23 PM

    Ożesz... Znaczy, że... hmm... Może panowie spotkają się w jednym miejscu. No to by było ciekawe xD I wtedy pojawiłaby się trzecia opcja pozostawienia mieszkania "zawstydzony i z poczuciem winy Carlton oraz zawiedziony i rozczarowany szef" xP
    "Owszem, pewnie gdybym mruknął coś na kształt: „Ej, Nathan... Kocham cię, nie?”" - oh.. to by było romantyczne *krztusi się śmiechem* Jak z bajki xD
    "Carltonował wtedy przez cały dzień!" - przepona w strzępach xD Co za tekst! xD

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy8:04 PM

    To było świetne!XD Uwielbiam Alexa i jego poczucie humoru!Jestem tylko szczerze ciekawa kiedy w końcu powie Nathanowi o Roxane

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy8:09 PM

    A tak poza tym na początku jak Alex tak zaczął panikować,że go okradli myślałam że tak naprawdę wszystko poprzewoził do Nathana i nie zdawał sobie z tego sprawy..XD A tu takie kalosze!

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy4:36 PM

    Dosłownie wielbię ziemię po której stąpasz :D nie wiem czy pamiętasz ale pisałam do Ciebie maila po tym jak znalazłam Twoje opowiadanie o Desmondzie... teraz biorę się za resztę i jestem oczarowana... nie wiem jak Ty to robisz, ale rób tak dalej :) uwielbiam Twoje poczucie humoru, opisy, dialogi WSZYSTKO...
    pozdrawiam i całuję
    Zajebiaszcza

    OdpowiedzUsuń
  12. Anonimowy2:22 PM

    to opowiadanie jest po prostu fantastyczne! naprawdę masz talent do przekazywania myśli poszczególnych bohaterów, w sensie chodzi mi o narrację:P, pomiędzy które w mistrzowski sposób wplatasz dialogi. Naprawdę jestem pod wrażeniem, coraz większym gdy czytam kolejne opowiadania:) Zauważyłam, na pewno nie tylko ja, że zawsze jako narratora, którego sposób myślenia znamy wybierasz bardziej zwariowanych bohaterów, ale opowiadania tylko na tym zyskują:))) z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg.

    Nana

    OdpowiedzUsuń