Strony

środa, 10 sierpnia 2011

~~ 4 ~~ [Książę]

` Śmierć jest bardzo łatwa
Wystarczy jedynie myśl
I mocny sznur.

Mijały kolejne tygodnie, które książę spędzał niezmiennie na nauce, nieco okrutnych zabawach ze swoimi służącymi, a szczególnie Amonem i oczywiście walce. Mijały kolejne tygodnie, ale chociaż jego zapał i wiara w to, że te lekcje przyniosą jakikolwiek efekt słabła z dnia na dzień, przyszły władca nie darował sobie ani razu. Mijały kolejne tygodnie, ale – co z bólem i coraz większym niepokojem przyznawał – jego zainteresowaniem Immrielem nie malało, a wprost przeciwnie, zdawało się rosnąć po każdym spędzonym ze sobą treningu.
Książę był sfrustrowany. Nadal nie poznał sekretu swojego cudownego nabytku i coraz trudniej było mu udawać, że niewolnik jest mu równie obojętnym jak pozostali. Podejrzewał, że to właśnie ta ciekawość, budzi w nim tak niezdrowe i niezrozumiałe uczucia, że gotów był poświęcać mu aż tyle swojego cennego czasu, jakby w nadziei i nieustannym oczekiwaniu, że jednak któregoś dnia zechce wykorzystać słowo, które dał mu wcześniej książę. Nic takiego nie nastąpiło, co irytowało przyszłego władcę jeszcze bardziej, chociaż zupełnie nie pojmował dlaczego. Przecież wówczas i on musiałby wyznać swoje motywacje, a to wcale nie było mu na rękę i z pewnością nie były to sprawy, o których powinien wiedzieć jakiś niewolnik. Ktokolwiek prócz samego księcia. Ale cóż miał poradzić na to, że jego rozmyślania tak często dotyczyły mężczyzny i tego, co zdarzyło się w jego przeszłości...? Kto wie, ile już razy, przymierzał się do tego, by wbrew wszystkiemu, zapytać go po raz kolejny, a może nawet błagać o to, by wyjaśnił mu całą tą sytuację. Szybko jednak zdawał sobie sprawę z tego, jak nieodpowiedzialne byłoby jego zachowanie i jaką przewagę dałoby Immrielowi. Doprawdy, strasznie niezdrowa była to ciekawość...
Chociaż i bez swej tajemnicy, mężczyzna wydawał się być księciu tak interesującym towarzyszem, że może nie była ona niczym więcej, jak tylko wymówką, odpowiedzią na męczące pytanie, dlaczego ten człowiek, a raczej ledwie niewolnik, zawraca jego myśli i mąci mu w głowie.
Teoretycznie nic się pomiędzy nimi nie zmieniło. Nic, co można byłoby dostrzec gołym okiem i konkretnie nazwać. A jednak czas, jaki ze sobą spędzili, zaowocował w ich przypadku iście dziwacznym przywiązaniem. I kto wie, może gdyby książę znał takie pojęcie, nazwałby to pewnego rodzaju głębszą więzią.
Swoją drogą, Immriel też patrzył na niego jakoś inaczej. Owszem, nadal był diabelsko spokojny i tak opanowany, że książę niejednokrotnie dyszał wprost z wściekłości, marząc o tym, by chociaż raz sprowokować go do jakiegoś impulsywnego zachowania. Ale zauważył w nim pewną zmianę. Czasem, gdy na siebie patrzyli, w oczach mężczyzny widział to samo, co musiało widnieć w jego własnych – fascynację, ciekawość, zaintrygowanie... Czasem miał wrażenie, że dla swojego niewolnika, stał się kimś równie interesującym, jak on dla niego i sam nie wiedział, czy był to powód do obaw, czy satysfakcji. Czasem nawet widział już, jak usta mężczyzny rozchylają się lekko, jakby już miał zapytać, jakby już miały paść słowa, na które czekał od tak dawna, jakby już miał się złamać... Ale ostatecznie, jego wargi układały się jedynie w lekki i jakże irytujący uśmiech i wracał do swoich poprzednich zajęć, jak gdyby nigdy nic.
Mimo tego, że spędzali razem na arenie kilka godzin dziennie, książę i tak nieustannie szukał z nim jakiegoś punktu zaczepienia, chociaż nie przynosiło to większych rezultatów. Nie dołączał się do jego codziennych spacerów, z obawy przed ujawnieniem swojej fascynacji. Czasem tylko, gdy miał czas, odsłaniał delikatnie zasłonę i wyglądał przez okno swej komnaty, obserwując, jak ten wychodzi z zamku i okrąża go niespiesznym krokiem. Potrafił tak na niego patrzeć bardzo długo, ale za każdym razem, gdy Immriel pojawiał się w pobliżu okna, wycofywał się płochliwe, jakby bał się, że mógłby zostać zdemaskowany.
-Zrób sobie chwilę przerwy, książę- zarządził Immriel, jak zwykle głosem spokojnym, ale wyrażającym stanowczość.
Książę usiadł na ziemi, oddychając głęboko. Bądź co bądź, musiał przyznać, że teoretycznie nauki niewolnika przynosiły jakieś efekty. Nie takie, jakich oczekiwał, to prawda, ale nie czuł się już równie niepewnie jak na początku, a i jego ciało zmieniło się nieco, nabrał mięśni i jego sylwetka stała się bardziej męska. Już nawet nie spierał się z Immrielem, ani nie protestował, gdy ten szybciej niż zwykle kończył ich trening. Przyzwyczaił się do tego, że na arenie, pewne różnice zanikały. Książę w życiu by się do tego nie przyznał, nawet przed sobą, ale zaczął widzieć w swoim niewolniku pewnego rodzaju autorytet. W tym miejscu mężczyzna stawał się jego nauczycielem, a on niemalże pokornym uczniem.
-Książę...- zagadnął go powoli niewolnik, a potomek monarchy utkwił w nim pytające spojrzenie- Czy nasza umowa... nasz układ... jest nadal aktualny?
W oczach przyszłego władcy pojawiły się jakieś iskry. Z trudem przywołał na twarz wyraz obojętności i odparł chłodno:
-Oczywiście. Dałem słowo, a moje słowo jest wiele warte i nie wycofuję go bez powodu.
Immriel uśmiechnął się lekko.
-Czyli, jeżeli ja opowiem ci o sobie, ty, książę, zdradzisz mi, co kieruje twoimi poczynaniami...?- upewnił się, nie spuszczając z niego uważnego wzroku.
-Tak.
-W takim razie... Jakie było twoje pytanie...?
A więc złamał się pierwszy... Na lica przyszłego władcy, wbrew jego woli, wstąpił wyraz satysfakcji i triumfu. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że fakt rosnącej ciekawości Immriela wzbudził w nim większe zadowolenie, niż możliwość poznania jego przeszłości.
-Pytałem, dlaczego zabiłeś swoich poprzednich panów- przypomniał i choć starał się, by jego głos brzmiał równie lodowato, jak zawsze, nie mógł już powstrzymać swoich emocji i uśmiechu, który cisnął mu się na usta.
Niewolnik opadł na miejsce obok niego i wpatrywał mu się przez chwilę w taki sposób, że książę miał wrażenie, że ten jest gotów się wycofać, choćby w tej właśnie chwili, pozostawiając go z niczym więcej, jak tylko tym wyrazem satysfakcji i uśmiechem, który zrzedł mu nieco. Ten jednak podparł się z tyłu dłońmi i spojrzał w poszarzałe niebo, po czym stwierdził:
-Zabiłem tylko jednego z nich.
-Więc dlaczego oskarżono cię o dwie zbrodnie?
Przyszły władca z rosnącą fascynacją spoglądał na twarz swojego towarzysza. Chciał widzieć grające na niej emocje, chciał widzieć, kiedy pojawi się żal, a może nawet złość... Ale twarz mężczyzny nadal wydawała się być przerażająco spokojna, nieruchoma. Sprawiał wrażenie raczej zamyślonego, ale najwyraźniej jego wspomnienia nie budziły w nim ani krztyny emocji, albo potrafił to doskonale maskować, być może jeszcze lepiej niż książę. Potomek monarchy nie ponaglał go, ani nie dopytywał dalej. Dopadło go wrażenie, że w tej właśnie chwili, w Immrielu jest coś niezwykle pięknego, chociaż nie potrafił tego w żaden sposób określić ani wytłumaczyć.
-Nie znałem mojego pierwszego pana zbyt dobrze, książę- zaczął wreszcie mężczyzna, przenosząc na księcia swoje niezwykłe oczy- Trudno mi zatem stwierdzić, czy zasłużył sobie na los, jaki go spotkał. Wiem jedynie, że został otruty. Gdzieś pomiędzy podobnymi mnie, szeptano później, że zrobiła to jego małżonka. Ale to ja zostałem oskarżony. Jako najbardziej buntowniczy niewolnik...- parsknął cichutko, jakby rozbawiony.
-Tak, to akurat mogę sobie wyobrazić...- stwierdził przyszły władca, uśmiechając się mimowolnie. W Immrielu było coś innego, coś, czego nie widział w żadnym ze swoich pozostałych służących. Nie stawiał być może jakiegoś realnego oporu, ale sam jego sposób bycia daleki był od tego, co prezentowali inni. Potomek monarchy już na początku zorientował się, że trudno będzie go do czegokolwiek zmusić.
-Sądzisz, że jestem buntowniczy, książę...?- zaśmiał się niewolnik, brzmiąc przy tym tak swobodnie, że sama ta swoboda, w zestawieniu z nerwowym chichotem Amona, zdawała się być godna potępienia.
-Cóż... Określiłbym cię raczej mianem „nieokiełznanego”, ale tak, coś w tym jest- przyznał potomek monarchy.
Immriel uśmiechnął się pobłażliwie i pokręcił głową.
-Nie, książę... Wtedy byłem zupełnie inny- stwierdził w zamyśleniu- Kiedy pierwszy raz trafiłem do niewoli, wydawało mi się to hańbą nie do zniesienia... Właściwie to nie było mi źle, tam, gdzie trafiłem... Miałem swoje zajęcia, które nie były szczególnie uciążliwe, dostawałem jedzenie i w porównaniu z tym, co czekało mnie u mojego kolejnego właściciela, miałem też bardzo dużo swobody... Ale wtedy się nad tym nie zastanawiałem. Byłem wychowywany wśród wojowników, dla których śmierć na polu bitwy była największym wyróżnieniem, jakie mogło ich spotkać... I żałowałem wówczas długo, że ja również nie zginąłem, a zamiast tego czekała mnie tego rodzaju... hańba...- powtórzył raz jeszcze, uśmiechając się jakby z politowaniem do samego siebie- Dopiero później zacząłem rozumieć, że powinienem być wdzięczny losowi, że nie skazał mnie na ową chwałę... Życie jest znacznie cenniejsze niż śmierć.
Książę uśmiechnął się drwiąco. Czyżby...?
-W każdym razie, bardzo często podjudzałem pozostałych niewolników, sądząc, że jest to sposób na odzyskanie wolności... Aż dziwię się, że mnie wtedy nie zabito- zaśmiał się ponownie- Gdy znaleziono zwłoki naszego pana, jego żona natychmiast skierowała wszystkie podejrzenia na mnie.
-Starałeś się bronić...?- dopytał książę, chociaż zdawał sobie sprawę z tego, że nawet jeżeli tak było, nie miałoby to najmniejszego sensu. Niewolnik nigdy nie będzie miał prawa głosu.
-Nie, doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że to nie przyniosłoby efektu... Miałem zostać stracony, ale pojawił się jakiś cień podejrzenia, sam nie wiem dokładnie, o co chodziło... W każdym razie, oszczędzono mnie, ale zostałem sprzedany. Jakiś czas tkwiłem na targowisku, a później wykupił mnie kolejny bogaty pan. Jego też nie znałem. Byłem u niego ledwie kilka dni, nim oddał mnie swemu kuzynowi.
-To jego zabiłeś...?
Immriel skinął głową.
-Był okrutnikiem...- stwierdził cicho, po czym zaczął wyjaśniać- Widzisz, książę, ja spotkałem na swojej drodze bardzo wielu ludzi... Niektórym, mimo tego, że stali naprzeciwko mnie, chcąc mnie zabić, współczułem, gdy to oni padali pierwsi, bo byli równie przerażeni i niepewni jak ja na początku. Innych bez wahania mógłbym nazwać potworami, nawet, jeżeli walczyli ramię w ramię ze mną. Ale on... Książę, zawsze wydawało mi się, że człowiek, który ma w ręku władzę, ma pieniądze i nie musi się niczego obawiać, powinien dbać o to, by ludziom w jego otoczeniu żyło się przynajmniej dobrze. Najczęściej, wbrew wszystkiemu, dzieje się inaczej, ale ten mężczyzna... Widziałem, jak wyglądali niewolnicy i służący z jego bliskiego otoczenia. Lubił patrzeć na ich ból i cierpienie, chyba dawało mu to coś na kształt satysfakcji...- książę milczał. Ten opis już mu się z kimś kojarzył...- Ja, na szczęście, nie miałem z nim styczności. Zajmowałem się stajniami, byłem z dala od tego wszystkiego, ale słyszałem, co mówili o nim pozostali... Nigdy żaden człowiek nie wzbudził we mnie aż takiej nienawiści. Któregoś dnia dostrzegłem, jak jakaś wieśniaczka wkrada się do jego ogrodu. Było już za późno, żeby ją ostrzec, zresztą, pewnie i tak by się nie wycofała... Pochwycili ją strażnicy i zanieśli przed oblicze swojego pana. Wiedziałem, że zostanie ukarana, pewnie okrutnie i zupełnie niewspółmiernie do swojej winy... Sądziłem jednak, że skończy się na chłoście, mój ówczesny pan wpadł jednak na pomysł, by odciąć jej dłonie... „Tak należy postępować ze złodziejami” - mówił - „Przynajmniej nigdy już niczego nie ukradnie”.
-Zrobiłeś z nim dokładnie to samo...- odparł potomek monarchy, wpatrując się w niego z uwagą.
-Tak...- potwierdził mężczyzna, skinąwszy głową- Którejś nocy zakradłem się do niego i ukarałem go dokładnie w ten sam sposób. Nazywał złodziejką biedną kobietę, która z głodu chciała skraść z jego sadu kilka owoców, a sam bez krztyny wyrzutów sumienia, od lat wyzyskiwał okoliczną ludność... Skoro tak zatem w jego zamku miała wyglądać kara dla złodzieja, spotkał go sprawiedliwy los. Później poderżnąłem mu gardło. Znaleźli go rano. Przyznałem się. Oddali mnie w ręce handlarzy, a ci mieli mnie zabić. Ale przyszedłeś ty, książę.
Głos Immriela był nadal wyjątkowo opanowany. Miejscami jedynie pojawiał się w nim cień gniewu, ale z pewnością nie żałował swego postępowania. Książę zamyślił się, odwracając wzrok. A zatem można było postąpić w taki sposób... Można było zabić człowieka, zabić potwora, nawet tak okrutnie i nie czuć nic, zupełnie nic, żadnego lęku, niczego, co byłoby w stanie powstrzymać od działania.
-Więc to w porządku...?- zapytał w końcu, mglistym głosem- Zabić kogoś, kto postępuje w taki sposób...?
-Książę, gdyby istniały na tym świecie sądy, które mogłyby go osądzić, oddałbym go w ich ręce. Gdyby istniała sprawiedliwość, która mogłaby go dosięgnąć, nie tknąłbym go nawet. Ale nie ma sprawiedliwości- stwierdził, uśmiechając się smutno, po czym westchnął głęboko i kontynuował- Sprawiedliwość to puste słowo, wymyślone przez tych wielkich, by mogli bez wyrzutów sumienia i oporu karać tych małych, choćby za to, że zrobią krok w niewłaściwą stronę... Sami natomiast, mogą robić wszystko, na co tylko mają ochotę. Nie ma bowiem nikogo, kto stałby nad nimi. Gdyby którykolwiek z twoich poddanych, książę, zaatakował cię albo, co gorsza, targnął się na twoje życie, kara spadłaby na niego natychmiast. Ale gdybyś to ty, zechciał teraz, z chorych pobudek, wyjść i zabić jednego z mieszczan, nie spotkałyby cię żadne konsekwencje.
-Więc muszę uważać i pamiętać, że jesteś w moim otoczeniu...- książę uśmiechnął się jedynie kwaśno, a niewolnik pokręcił głową na jego słowa.
-Nie zabiję cię, książę.
-Wiem. Już mi mówiłeś.
-Nawet, gdybyś nie uratował mi życia i tak nie zrobiłbym ci krzywdy- stwierdził niewolnik, uśmiechając się do niego łagodnie. Przyszły władca spojrzał na niego ze zdumieniem- Jesteś bardzo dobrym towarzyszem i rozmówcą, książę- dodał mężczyzna, wprowadzając potomka monarchy w stan jeszcze większej dezorientacji i rozstrojenia- Chociaż spodziewam się, że nie jest to coś, co mogłoby cię ucieszyć.
-Dlaczego?- zapytał bez zrozumienia przyszły władca.
-Takie słowa z ust niewolnika nie są z pewnością nic warte dla syna króla...- odpowiedział Immriel, spoglądając na niego jakoś dziwnie, a w jego głosie dało się wyczuć nutkę czegoś, co można było określić nawet pewnego rodzaju prowokacją- A może są nawet niewygodne...
Książę milczał. Chciałby przed samym sobą stwierdzić w tym momencie, że ten człowiek jest mu całkowicie obojętnym, ale już dawno zdawał sobie sprawę z tego, że tak nie jest. A więc stał się czyimś dobrym towarzyszem... Co za przewrotność losu, co za idiotyzm! Gdyby usłyszał takie określenie od innych niewolników, pewnie zaśmiałby się w głos i pokazał im, na czym jego „dobre” towarzystwo w rzeczywistości polega... Ale w przypadku Immriela... Pewnie mógłby odpowiedzieć tym samym, ale nie zamierzał staczać się aż tak nisko. Niewolnik nie może być równym towarzyszem dla królewskiego syna. Nawet tak niezwykły.
-Więc, książę...?- mężczyzna spojrzał na niego wyczekująco, najwyraźniej zamierzając zabiegać o drugą część ich układu- Twoja kolej- dodał, tonem, który mógłby nawet uchodzić za zbyt stanowczy i śmiały, gdyby przyszły władca miał teraz głowę, by się nad tym zastanawiać.
-Ach, tak... Więc oczekiwałeś, że powiem ci...?
-... że powiesz mi, co tobą kieruje, książę- dokończył niewolnik, skinąwszy lekko głową i nie odrywając od niego uważnego spojrzenia.
Potomek monarchy milczał długo i zastanawiał się, czy mężczyzna czuje to samo co on jeszcze kilka chwil temu, tę samą niecierpliwość, wyczekiwanie i palącą wprost ciekawość. O ile twarz Immriela nie zmieniła się ani trochę, jego oczy zdawały się go w tym momencie zdradzać. Spoglądał na księcia tak przenikliwie, jakby miał go prześwietlić na wylot i tak czy inaczej, poznać jego tajemnicę.
Przyszły władca podniósł się na nogi, ruszając powoli przed siebie.
-Książę...- niewolnik również wstał i spojrzał na niego z lekkim niepokojem, jakby obawiał się, że ten go oszuka.
-Chcę nauczyć się zabijać- padła od strony królewskiego syna odpowiedź, w której nie było już obojętności ani niechęci. Trudno było zliczyć chwile, w których można było wyczuć w głosie księcia równie wiele emocji, zdawać by się mogło, zupełnie sprzecznych.
-Zabijać...?- powtórzył mężczyzna z niedowierzaniem, marszcząc brwi, zupełnie tak, jakby nie rozumiał.
-Tak- potwierdził jeszcze dobitniej potomek monarchy, posyłając mu ostre spojrzenie- Chcę kogoś zabić.
Przez kilka minut panowała pomiędzy nimi niczym niezmącona cisza. Immriel wpatrywał się w niego tak, jak jeszcze nigdy wcześniej, z mieszaniną przerażenia i ciągłego niedowierzania, jakby jeszcze sądził, że była to ledwie książęca wymówka, mająca na celu zamaskowanie jego prawdziwych pragnień. Nie było jednak niczego, czego książę mógłby pragnąć równie mocno.
-Książę...- odezwał się wreszcie mężczyzna, kręcąc głową- Zabić kogoś...? Ty, który masz wszystko i możesz bez problemu wymierzyć sprawiedliwość tym, którzy cię skrzywdzili w mniej okrutny sposób...?- potomek monarchy wykrzywił wargi w pogardliwym geście, w jakimś gniewnym odruchu, zaciskając dłonie w pięści- Książę!- powtórzył raz jeszcze niewolnik, jakby chcąc zmusić przyszłego władcę, by na niego spojrzał, ale ten wpatrywał się w jakiś punkt przed siebie, nie reagując na to wcale- To najgorsze z możliwych wyjść! Słyszałem już, jak obchodzą się ze sobą królewskie rody i jak załatwiają swoje interesy, ale tej decyzji będziesz żałował do końca życia.
-Ty nie żałujesz- odwarknął gniewnie potomek monarchy.
-Nie żałuję tego mężczyzny, bo wiem, że żal dla jego osoby, byłby dla niego niepotrzebnym wynagrodzeniem, łaską, na którą sobie nie zasłużył!- odparł stanowczo Immriel, wciąż spoglądając na królewskiego syna, jakby wątpił w prawdziwość jego zamiarów- Ale żałuję każdego z tych młodych chłopców, których zabijałem na wojnie i gdybym nie wiedział, że walczyłem w słusznej sprawie, nie wiem, czy mógłbym dzisiaj spać spokojnie... Nie ma gorszej zbrodni, książę. Jeżeli nie ukażą cię ludzie, jeżeli nie ukaże cię własne sumienie, to ukaże cię natura, która nie pozwala na to, by gwałtem naruszać jej odwieczne prawa...
Książę prychnął głośno, przerywając ten obrzydliwy wywód. Nie miał ochoty dłużej tego słuchać. Cóż to...? Niewolnik zaczyna pouczać swojego pana? Niewolnik zaczyna decydować, na co jego właściciel może sobie pozwolić, a na co nie? Niewolnik prosto w oczy ocenia moralność jego uczynków...? Ten sam, który zabił swojego poprzedniego pana, który postępował w tak okrutny sposób i nie czuł przy tym wyrzutów sumienia, chce go teraz odwieść od jego planów, chce go zniszczyć, udusić w nim tę resztkę żalu i goryczy, którą jeszcze się żywił i która wykreowała w jego głowie plan, jakże prosty plan, mający jedną tylko wadę... Słabość księcia.
-Jeżeli oczekujesz od tych lekcji tego, że pomogą ci w twoim zamiarze, zawiedziesz się- stwierdził Immriel, zupełnie tak, jakby czytał mu w myślach- Mówiłeś, że nie boisz się śmierci, książę, a dziś mówisz, że gotów jesteś kogoś zabić. Gdybym wierzył chociaż w jedno z tych wyznań, uznałbym natychmiast, prawdziwość drugiego, ale wiem, że tak nie jest. Ty nikogo nie zabijesz, książę. Nie jesteś w stanie.
Słowa mężczyzny zabrzmiały dla niego niemalże jak obelga rzucona prosto w twarz, jak wymierzony policzek. Spojrzał na niego iście szaleńczym wzrokiem, z trudem powstrzymując się od tego, by nie wyrzucić z siebie całego tego jadu, który gnieździł się w nim od dawna, by nie ujawnić po raz kolejny swoich emocji... Ale wtedy to ten niewolnik by triumfował. Przyszły władca stał zatem nieruchomo, kilka metrów od niego i uśmiechał się drwiąco, choć uśmiech ten zaczynał powoli przypominać jakiś okropny grymas.
-Proszę- królewski syn w ostatniej chwili pochwycił rzuconą mu przez mężczyznę broń i spojrzał na niego z zaskoczeniem. Immriel również chwycił za miecz, ustawiając się przed nim- Pokaż, co potrafisz, książę. Wyobraź sobie, że ja jestem tym, którego tak bardzo nienawidzisz i udowodnij mi, że rzeczywiście jesteś w stanie posunąć się tak daleko.
Książę znieruchomiał w jednej chwili, nie wiedząc z początku, jak się zachować. Wkrótce jednak na jego wargach wykwitł gorzki uśmiech. Chce dowodu...? Będzie miał dowód, choćby miał w tej potyczce stracić życie. Niech więc przyda się wreszcie na coś i stanie się pierwszym, który polegnie z jego ręki. A w nim coś się wtedy przełamie. Tak, coś się wtedy przełamie.
Potomek monarchy ruszył na swojego niewolnika, nie myśląc wiele i uderzył w niego z całą mocą, ale ten zatrzymał jego cios na swoim orężu. Książę nie wiedział, jak długo podchodził do niego i się cofał, jak długo atakował i jak długo ten przeklęty głupiec bez najmniejszego problemu odparowywał jego ciosy, jakby ten wciąż był równie słaby jak wtedy, gdy spotkali się tutaj pierwszego dnia. Nie potrafił mu zrobić zupełnie nic, nawet go drasnąć... Szał sprawiał, że cały świat zamazywał się wokół niego i stawał się coraz mniej wyraźny. I może, gdyby książę nie był tak skoncentrowany, zdałby sobie sprawę z tego, że to łzy wściekłości i desperacji spływają po jego policzkach. I nagle, bez żadnego znaku ani ostrzeżenia, Immriel puścił swój oręż i zatrzymał się przed nim w bezruchu, akurat w momencie, gdy królewski syn przypuszczał swój kolejny atak... Zamarł niemalże natychmiast, z mieczem ledwie centymetr od jego ciała. Spojrzał na niego bez zrozumienia.
-Zrób to, książę.
A więc tak...? Książę przełknął ślinę. Czuł się tak, jakby spadł na niego jakiś potworny ciężar, a przecież jeszcze chwilę, jeszcze ledwie sekundę temu, zamierzał go zabić... I zabije go. A nawet, jeżeli nie zabije, to przynajmniej zrani, na tyle mocno, by ten na zawsze zapamiętał, że nie jest nikim więcej, jak tylko przeklętym niewolnikiem! Powtarzał sobie w myślach te słowa nieustannie, ale jego ciało było nieruchome jak kamień, jakby zupełnie go nie słuchało. A przecież wystarczył ledwie jeden ruch... Był tak blisko, w zaledwie jego ręki, bezbronny, bezsilny, nie mogący zrobić zupełnie nic, w obliczu jego potęgi. Więc dlaczego...? Coraz gwałtowniejszy płacz zaczął targać ciałem przyszłego monarchy. Dłonie zaczęły mu się trząść, a on sam oddychał z trudem, spazmatycznie, tkwiąc jeszcze przez chwilę w tej martwej pozie, po czym miecz wysunął mu się z dłoni i opadł na piaski areny. Książę osunął się na ziemię w ślad za nim, jakby to on został zraniony, a może nawet zabity. I przez chwilę tak właśnie się czuł, jak nieżywy. Miał wrażenie, że cały świat od niego ucieka, a może to on ucieka od świata i wszystko wokół staje się nagle takie małe i nieistotne, że aż go to przerażało... Nie mógł nawet zliczyć, ile myśli, ile wyobrażeń w tej jednej chwili przemknęło przez jego głowę.
Gdy ocknął się z tego otępienia, stał już na własnych nogach, podtrzymywany jednak przez silne ramiona Immriela, który przyciskał go do siebie mocno. Przez krótką chwilę nie poruszał się wcale, po czym, gdy odzyskał wreszcie siły, odepchnął go od siebie mocno.
-Precz!- warknął, drżąc z wściekłości- Precz!- powtórzył niemniej zaciekle, wycofując się, gdy tylko mężczyzna próbował się do niego zbliżyć. Immriel zatrzymał się kilka kroków przed nim, wpatrując się w niego z wyraźną obawą- Nie będzie... Nie będzie.... Nie będzie! Nic nie będzie!- powtarzał chaotycznie książę- Nie będzie już żadnych treningów, żadnych lekcji... Nigdy! Nie chcę cię nigdy więcej widzieć! Idź precz!
Mężczyzna nie ruszał się z miejsca. Potomek monarchy, jakby wbrew własnym słowom, sam odwrócił się na pięcie i uciekł.
… Cóż za upokorzenie.

Książę siedział w swojej komnacie, trzymając w ręku książkę, której nawet nie zaczął czytać, zbyt pochłonięty własnymi myślami. Nie ruszał się stąd dzisiaj więcej. Czuł wstyd, ogromny wstyd... Po cóż mu to było?! To wyznanie, ta prawda, ten pojedynek...! On rozmawiał z jakimś głupim niewolnikiem, jak równy z równym, on zdradzał mu swoje tajemnice, w zamian za jego, jakby te były czymkolwiek wartościowym, on to wreszcie ośmieszał się tak potwornie w jego oczach, pokazując mu to wszystko, co skrywał nawet przed samym sobą.
Nie można było upaść już niżej.
Usłyszał pukanie do drzwi, ale nie dał żadnej odpowiedzi. Już po chwili jego sługa zajrzał jednak do środka.
-Panie...?- usłyszał niepewny głos Elijaha, ale nawet na niego nie spojrzał. Dziś nie chciał oglądać nikogo. Ani swoich służących, ani Immriela, ani nawet samego siebie- Wzywałeś mnie?
-Tak- potwierdził szorstko, spoglądając w kierunku okna- Ten niewolnik, który uczy mnie walki, więcej nie będzie tego robił. Znajdź mu jakieś inne zajęcie, niezbyt ciężkie.
-Oczywiście, panie- odparł posłusznie mężczyzna, a po chwili milczenia, dopytał jeszcze- Panie... Jeżeli mogę... Czy on zrobił coś niewłaściwego? Czy postąpił wobec ciebie źle? Należy go ukarać?
-Zajmij się tym, o co cię prosiłem- uciął lodowato książę.
-Tak, panie. Życzysz sobie czegoś jeszcze?
-Trzymaj go ode mnie z daleka.
-Dobrze, panie.
Elijah wycofał się z pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi. Książę wykrzywił wargi w geście pogardy dla samego siebie i pokręcił z niedowierzaniem głową. Uciekał od niego, kazał go izolować, jak przestraszone zwierzę w obawie przed atakiem. Powinien zachować się obojętnie, powinien zachować się z godnością, ignorować go, patrzeć na niego z wyższością i traktować jak całą resztę. Ale za każdym razem, gdy przyszły władca próbował to sobie wyobrazić, fala wstydu uderzała w niego ze zdwojoną siłą i już wiedział, że nie chce więcej widzieć tego człowieka. Ale odsprzedać go albo puścić go wolno, też nie potrafił.
Z zamyślenia wyrwał go tętent kopyt dobiegających sprzed zamku.
Książka wyślizgnęła mu się z dłoni.
Coś zimnego pojawiło się wokół jego serca.
I nie słyszał już zupełnie nic.
Prócz paraliżującego hasła, docierającego do niego zza zamkniętych drzwi:
-Król wrócił.

12 komentarzy:

  1. Anonimowy9:10 PM

    Bardzo podobają mi się te zdania na początku rozdziału, muszę sobie je gdzieś zapisać:)

    Uwielbiam! Świetny, świetny i jeszcze raz świetny, rozdział.
    Gdy wyjaśniła się zagadka zabójstw Immriela to zrodziła się nowa, kto będzie pierwszą ofiarą Księcia i czemu w tak dziwny sposób zareagował na przyjazd swojego ojca. I sama osoba króla na chwilę obecną jest wielką zagadką, wiem tylko że ma komnatę pełną lalek:D
    Książe jest nawet bardziej tajemniczą postacią od Immriela i chyba za to go lubię. Chce być silny i bezwzględny ale nie potrafi i boi się przyznać że jest inaczej jego charakter i ta nutka tajemnicy, to świetne połączenie. Może jest nazbyt dumny ale w końcu jest księciem wolno mu:) Mam szczerą nadzieję że następny rozdział ukaże się szybko i że nie będziesz nas trzymać w niepewności Silencio:)
    Pozdrawiam :*
    S.S

    P.S
    Przepraszam że ten komentarz taki chaotyczny i niepoukładany, spieszyłem się:)

    OdpowiedzUsuń
  2. To już się po prostu robi nudne. Nieważne jaka będzie publikacja, jaki z kolei rozdział opowiadania, nie mogę napisać nic innego prócz zwykłego a jakże dobitnego: wspaniałe! Wszystkie twoje teksty mają taką niezwykłą charyzmę. Tak jakby posiadały własną osobowość i osobiste uczucia, aż czasem jest to widoczne. Wywierają wrażenie na czytelniku, odblokowują w nim wszystkie skryte emocje. Szczęście, smutek, żal, rozkosz... Żadna książka, którą czytałam (a było ich w moim życiu wiele, bo muszę przyznać jestem miłośniczką) nie wzbudzała we mnie takich odczuć. To niesamowite jak potrafię się śmiać w jednych momencie by zaraz lać łzy strumieniami. Nikt nigdy i nigdy nie będzie miał takiego talentu jak ty. Jesteś niesamowita, i nie mówię tego sobie, ot tak, to czysta prawda, która w przyszłości powinna zostać w jakiś sposób wykorzystana. No nie wiem, na wydanie książki, to taka subtelna sugestia z mojej strony. ;D To moje marzenie. Pójść kiedyś do empiku, kupić książkę z twoim pseudonimem i po powrocie do domu, zaszyć się w pokoju przenosząc się do twojego wykreowanego świata i nie powrócić z niego aż do zakończenia lektury.
    Nie raz i nie dwa pisałam ci już komentarze na twoich blogach, lecz teraz postanowiłam w końcu "ujawnić się" pod własnym nickiem i w końcu napisać ci, mam nadzieję, wystarczająco motywujący do dalszej pracy komentarz. Chciałoby się mimowolnie wspomnieć o Every Me, które jak nic innego nie skradło mojego serca, ale jakbym chciała opisać teraz na temat tego opowiadania wszystkie te uczucia, które czułam czytając je, chyba nie starczyłoby miejsca na post. Wspomnę jednakże, że nigdy o tym opowiadaniu nie zapomnę. Znalazłam je przez przypadek, jakieś kilka miesięcy temu, pochłonęło mnie pewnie kilkadziesiąt godzin czytania, ale nie żałuję. To było moje życie. Kładąc się spać o nim myślałam, sama wymyślając jego dalszy ciąg, budząc się powracałam do niego po kilka razy na komputerze. Jestem twoją wielką fanką, przede wszystkim dlatego, bo cię strasznie podziwiam. Pisałaś tą historię tyle czasu, tyle lat, przetrwałaś chwile zwątpienia i zniechęcenia, trwając do jej zakończenia. To dla mnie coś niezwykłego, nie poddawać się i pisać, ciągle pisać. Ja już po kilku rozdziałach tracę wszelki zapał i mam wielką ochotę by wyrzucić to co stworzyłam, a ty...aż chciałoby ci się postawić pomnik i każdego wieczoru modlić się do twojego wymyślnego sobowtóra. ;D
    Tak właściwie chciałam do ciebie napisać w pewnej sprawie, a to że tak się rozpisałam to nie moja wina. Kiedy tylko pomyślę "Silencio" nie sposób zatrzymać nadmiar uczuć do ciebie i twoich opowiadań. Piszę więc w sprawie szablonu. Jeżeli chciałabyś zmienić wystój, kolorystykę, nagłówek, pobawić się w stawianie muzyki na bloga, ankiet, jestem do twoich usług. Jakiś czas temu sama zakładałam bloga z koleżanką, dzięki czemu pojęłam czarną magię bloggera, dlatego chciałabym ci pomóc jeżeli miałabyś kiedykolwiek taką ochotę, a sama nie masz czasu czy zbytnio się tym nie interesujesz. Odezwij się kiedyś, zrobienie coś dla ciebie to jedyny sposób by podziękować ci jakoś za każdy uśmiech na mojej twarzy każdego dnia, kiedy tylko o tobie pomyślę. W profilu, podałam gadu. Możesz odpisać na ten post, dowolnie.
    Obiecuję teraz systematycznie komentować z tego konta. ;3 Życzę cierpliwości, odpowiedniego natchnienia i mnóstwa weny. Żeby nigdy nie znudziło ci się to co robisz. Proszę, zostań promykiem mojego własnego słońca, w moim życiu. Pozdrawiam ciepło. ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. dlaczego ja zawsze jak czytam Twoje opowiadania tak dobitnie wczuwam się w postaci, że jak one się uśmiechają to i ja się uśmiecham a jak one płaczą to i mi łzy cisną się do oczu?! To jest dobijające bo nie mam w zwyczaju płakać ; ;

    OdpowiedzUsuń
  4. Czyżby Książę chciał zabić ojca. Pytanie dlaczego?
    To opowiadanie robi się coraz bardziej interesujące. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. O, dawno tego nie było. Wciągnęło mnie już na początku, więc gratuluję. W sumie nie należy to do mych ulubionych opowiadań, acz taka mała odmiana również bywa miła. Ponadto historia ciekawa, wątki rozwijane w odpowiednim tempie, tylko publikujesz za rzadko, by ów opowiadanie mogło mnie... zaczarować, że się tak wyrażę. Dlatego miło by było, gdyby kolejny rozdział pojawił się niebawem.
    <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy10:30 PM

    wróciłam i dostałam dwa świetnie napisane rozdziały, jeden rozczulający a drugi baardzo rozbudzający moją wyobraźnię. tak mnie to wciągnęło, że całe sceny stanęły mi przed oczami, więc czekam na dalszy ciąg Księcia no i ... na Johnny'ego. D.

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział zabójczy! Przeczytałam go błyskawicznie i teraz chcę więcej a ty mówisz, że będziesz pracować nad innym opowiadaniem... niedobra kobieta z ciebie, żeby przerywać w takim momencie
    Z niecierpliwością będę czekać na następny rozdział"księcia" jak również nowe opowiadanie, które zapewne wciągnie mnie tak samo jak wszystkie poprzednie :]
    Życzę dużo weny i czekam na następną notkę!

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy12:07 PM

    Czy to będzie bardzo zuchwałe prosić Cię, o Pani!, o kolejny rozdział "księcia" w najbliższej publikacji...? Błaaaaagam!!!

    Lacrima

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie będzie zuchwałe, o Pani, ale niestety obawiam się, że "Księcia" nie będzie ^^" Ale zobaczymy, może uda mi się coś naskrobać w najbliższym czasie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy7:11 PM

    Witam. Mogę z ręką na sercu napisać/ powiedzieć, że z Twoich opowiadań znam tylko "Every Me", "Nathaniel & Louis" i oczywiście "Książę". "EM" przejdzie, moim zdaniem, do kanonu tego typu opowiadań. Nigdy w życiu nie czytałam równie zabawnego, wzruszającego, irytującego i erotycznego, homoseksualnego opowiadania. Jeśli zaś chodzi o "N&L" to hmm... nie moja bajka. Ale za to "K" dotrzymuje kroku "EM". Z niecierpliwością będę czekać na kolejne rozdziały i mam nadzieję, że będą się one pojawiać szybciej niż do tej pory. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że piszesz kilka opo jednocześnie, jednak mam nadzieję, że nie zrobisz mi nic za to, że pozostanę egoistą wierzącą w wyższość "K" nad innymi opowiadaniami. Przepraszam wszystkich, którzy poczuli się urażeni. Po prostu czuję wielki potencjał w "K". To, jak piszesz i w jaki sposób oddziałuje to na czytelnika jest niesamowite. Jeśli zasiądzie się już przed kolejnym rozdziałem, to nie sposób oderwać się choćby na chwilę, ale jeśli tak się zdarzy to czuję się tak niewyobrażalny niedosyt, że nie można myśleć o niczym innym. Bardzo dziękuję Ci za "K" i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział równie cudowny, jak poprzednie. Madllen

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo Ci dziękuję :). Postaram się napisać rozdział tak szybko, jak będę w stanie i jak pozwoli mi na to wena.

    OdpowiedzUsuń
  12. Anonimowy5:11 PM

    Piękna ta anafora na początku :) To chyba najlepszy rozdział.

    OdpowiedzUsuń