Strony

środa, 24 sierpnia 2011

~~ 5 ~~ [Książę]

` Ty, który widzisz wszystko i milczysz,
Jeżeli jeszcze w ogóle istniejesz
Jesteś niczym więcej, jak tylko potworem
Oszalałym w swym osamotnieniu.
Ty, który słyszysz wszystko i milczysz,
Jeżeli jeszcze w ogóle istniejesz
Jesteś niczym więcej jak tym, czym stworzyli cię ludzie
Okrutną mieszanką strachu i niespełnionych nadziei.
Ty, który czujesz wszystko i milczysz,
Jeżeli jeszcze w ogóle istniejesz
Mógłbyś stanowić wzór godny do naśladowania
Gdybyś w ogóle był.
Ty, który jesteś wszystkim i milczysz,
Nawet, jeżeli istniejesz
Lepiej byłoby, gdybyś nie istniał.



Pełen bólu i wściekłości wrzask rozdarł panującą w zamku ciszę, tworząc wśród sług i poddanych atmosferę napięcia i lęku. Niewolnicy spoglądali po sobie niepewnie, spuszczali wzrok i milczeli. Żaden z nich nie odważył się szepnąć chociażby słowa, zresztą wszelkie wyjaśnienia i komentarze zdawały się być zbędne. Ci, którzy nie musieli, nie odrywali się od swojej pracy i nie wychodzili z przeznaczonych im pomieszczeń, udając, że nic nie słyszeli. Nikt nie chciał się omyłkowo znaleźć w pobliżu miejsca, w którym to wszystko się działo.
Elijah wyszedł szybkim krokiem z sali w skierował się w kierunku z którego dobiegały przytłumione krzyki.
-Gdzie jest...?- rzucił do jednej z praczek, która przechodziła obok. Na początku spojrzała na niego z lękiem, ale gdy dotarł do niej sens jego pytania, szepnęła jedynie spłoszona:
-W bocznej komnacie...- a następnie czmychnęła prędko do jednego z pokoi.
Mężczyzna westchnął głęboko, przyspieszając jeszcze kroku. Z każdą chwilą krzyki zdawały się być coraz donośniejsze, słyszał też inne hałasy, na początku huk, brzmiący tak, jakby coś ciężkiego upadło na ziemię, a zaraz potem brzdęk. I rzeczywiście, gdy tylko przekroczył próg komnaty, dostrzegł odłamki szkła zalegające posadzkę, będące pozostałością drogocennych naczyń spoczywających w kredensie, który teraz leżał przewrócony na ziemi.
-Książę, och książę!- lamentował Amon, wpatrując się w swojego pana z lękiem.
Potomek monarchy stał przy ścianie z pokaźnym, metalowym świecznikiem w dłoniach, mierząc nim w kierunku zebranych w pomieszczeniu mężczyzn. W jego oczach jawiło się szaleństwo, które Elijah dostrzegał w nich nie po raz pierwszy. Przez chwilę poczuł nawet coś na kształt żalu czy litości względem swojego przyszłego władcy, jednak szybko na jego twarz powrócił wyraz spokoju i chłodu. Nic nie mógł zrobić. Nie był przecież niczym więcej, jak tylko niewolnikiem...
-Precz ode mnie!- wrzasnął wściekle książę, cofając się płochliwie, niczym sarna otoczona przez zgraję wilków.
-Mój panie, ach, książę!- nie przestawał mówić Amon, głosem niemalże rozpaczliwym, wpatrując się błagalnie w potomka króla- Proszę, uspokój się!
Jakby w odpowiedzi na jego słowa, książę zamachnął się i wymierzył w stojący nieopodal stolik, który przewrócił się z trzaskiem. Amon ruszył w kierunku swojego pana, ale gdy ten po raz kolejny zamachnął się niebezpiecznie, omal nie trafiając sługi prosto w głowę, czmychnął ponownie w kąt w którym stał i jedynie jęczał nieustannie:
-Panie, ach, panie... Proszę, przestań! To przecież okrucieństwo, potworność!
-Jak śmiesz nazywać to okrucieństwem?!- ryknął książę z ogromną mocą, która wstępowała w niego zawsze w takich chwilach. Amon umilkł natychmiast, przylegając ciasno plecami do ściany, wyraźnie zlękniony. Elijah nawet nie drgnął. Wpatrywał się w przyszłego władcę z uwagą, oczekując jego kolejnego kroku i momentu, w którym wreszcie odsłoni się i pozwoli mu zareagować- Świnie! Ścierwa!- wrzeszczał potomek monarchy, miotając się chaotycznie- Nie zbliżaj się do mnie, głupcze, bo cię zabiję!- syknął, gdy jeden z towarzyszących Amonowi mężczyzn, ruszył ostrożnie w jego kierunku- Zabiję was wszystkich! Precz stąd! Precz!- zawył z wściekłością, uderzając świecznikiem w wiszące na ścianie lustro, które rozbiło się z głośnym hukiem na drobne kawałki.
-Zrób coś!- zwrócił się do Elijaha Amon, wciąż nie ruszając się z miejsca.
Elijah zerknął na niego z nieskrywaną pogardą, po czym zaczął powoli i spokojnie, ważąc każde słowo:
-Panie... Uspokój się, proszę. Pozwól sobie pomóc.
-Chcesz mi pomóc...?- przyszły władca zamarł nagle w bezruchu, rozglądając się jedynie dookoła, obłąkanym wzrokiem, po czym zaśmiał się rozpaczliwie- Więc idź i zrób co do ciebie należy albo mnie zabij! Inaczej mi nie pomożesz! Precz! Precz! Zostawcie mnie wszyscy w spokoju!
W progu pomieszczenia pojawił się Immriel.
-Co się tu dzieje...?- szepnął, spoglądając na rozgrywającą się w komnacie scenę ze zdumieniem. Omiótł wzrokiem milczącego Elijaha, kulącego się w kącie Amona i trzech towarzyszących mu mężczyzn, których ten nieustannie podjudzał, by coś wreszcie zrobili. Wreszcie jego spojrzenie padło na potomka monarchy. Pierwszy raz widział go równie roztrzęsionego i pozbawionego swojej zwyczajowej maski chłodu i obojętności- Książę...?- zapytał niepewnie.
To ,zdawało się, jeszcze bardziej rozwścieczyć przyszłego władcę, który zawył z bólu i wściekłości, odrzucając swoją prowizoryczną broń na posadzkę i zasłaniając twarz dłońmi, jakby w geście wstydu.
-Zdenerwowałeś naszego pana!- krzyknął Amon- Wynoś się!
Immriel w pierwszej chwili nawet nie drgnął, spoglądając na księcia niemalże z niedowierzaniem, po czym podszedł o niego prędko od tyłu i chwycił go mocno za dłonie, krępując jego ruchy i przyciskając go do siebie mocno.
-Puszczaj!- wrzasnął chaotycznie potomek monarchy, usiłując się wyszarpnąć z uścisku mężczyzny, ale bezskutecznie- Puszczaj, ty podstępna świnio! Zdrajcy! Żmije! Obyście nie doczekali momentu, w którym zasiądę na tronie, bo zginiecie wszyscy! Precz ode mnie, ty podły, niewdzięczny... Precz!- głos księcia stawał się z każdą chwilą coraz słabszy, aż w końcu ucichł zupełnie, a przyszły władca opadł bezwładnie w ramiona niewolnika, półprzytomny.
-Książę...?- Immriel dopiero w tym momencie poruszył się lekko i spojrzał na niego z niepokojem- Książę...?- powtórzył raz jeszcze, starając się go ocucić, ale w tym momencie podeszli do niego pozostali niewolnicy, którzy pochwycili swojego pana i przenieśli go na stojące nieopodal łoże- Co się z nim stało?- mężczyzna zwrócił się do Amona, który spojrzał na niego niechętnie, po czym odpowiedział:
-Nasz pan cierpi na bardzo... Bardzo nietypową przypadłość- wyjaśnił ostrożnie. Immriel z rosnącym zaskoczeniem i niedowierzaniem obserwował, jak słudzy, zgromadzeni wokół ledwie przytomnego księcia, przywiązują jego ręce do łóżka- Sądzimy, że to demony opętały ciało naszego kochanego księcia i czasem przejmują nad nim kontrolę, dając o sobie znać w tak potworny i wyniszczający dla naszego pana sposób... To bardzo przykry widok.
W istocie, widok nie należał do przyjemnych. Młody potomek monarchy leżał na posłaniu, co jakiś czas jedynie podnosząc się lekko, by zaraz opaść z powrotem i mamrotał coś niezrozumiale pod nosem, podczas gdy pozostali mężczyźni stali naokoło niego, przyglądając mu się z uwagą, jak stado sępów, czekające na swoją ofiarę. Immriel parsknął cicho, jakby nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał i zobaczył.
-Co wy robicie...?- zapytał znowu, bez zrozumienia, spoglądając na swoich towarzyszy jak na szaleńców. Zbliżył się do posłania księcia i nachylił się nad nim, po czym zaczął rozplątywać więzy, którymi był przytwierdzony do łóżka.
-Jak śmiesz?!- huknął Amon, wpatrując się w niego z teatralnym oburzeniem- Nie pozwalaj sobie na zbyt dużo! Nasz pan nie będzie zadowolony, gdy się o tym dowie! Nasz pan...
-... mnie nie interesuje- uciął chłodno Immriel, posyłając mężczyźnie ostre spojrzenie, na co ten umilkł tchórzliwie, chowając się za jednym z niewolników- Radziłem sobie już z wielkimi panami- stwierdził mężczyzna, wyswobadzając księcia i bez najmniejszego trudu biorąc go na ręce- Z kimś takim jak ty, też sobie poradzę- dodał, co zdawało się wstrząsnąć Amonem jeszcze bardziej, bo ten nie pisnął nawet słowa, gdy Immriel wyniósł przyszłego władcę z pomieszczenia.
Książę zwisał w ramionach mężczyzny bezwładnie, niczym szmaciana lalka, ledwie zdając sobie sprawę z tego, co się wokół niego dzieje. W jego głowie szalała jakaś gonitwa myśli, niezrozumiałych słów i obrazów, których nie potrafił ze sobą w żaden sposób połączyć. Rzeczywiście, czuł się tak, jakby coś go opętało, jakby coś w niego weszło, coś, co odebrało mu zupełnie spokój umysłu, zaćmiło go, doprowadziło do szaleństwa... Może zawsze był szalony? Może to, co ujawniało się w nim w takich chwilach, nie było siłą pochodzącą z zewnątrz, ale czymś, co wydobywało się z jego wnętrza. Może było tłumionymi od dawna uczuciami, wątpliwościami, niechęcią i nienawiścią, przerażeniem i niepewnością samego siebie... Uśmiechnął się do siebie, blado, nieprzytomnie. Słyszał kroki odbijające się echem w całym korytarzu i czuł mocny uścisk, uścisk silnych ramion, które nie pozwoliły mu upaść. Przez chwilę nie potrafił zupełnie zrozumieć całej tej sytuacji. Kto go niósł...? Dlaczego? Przez jego głowę przemknęła nawet myśl, że może już umarł i któryś ze sług niesie jego martwe ciało. Jednak nawet jego skołatany umysł był w stanie szybko zdać sobie sprawę z tego, jak bardzo był to absurdalny wniosek.
-Więc jestem szalony...- rzucił, nie wiedzieć czemu, głośno.
-Nie wydaje mi się, książę- usłyszał znajomy głos. Znajomy, a jednak brzmiący jakoś inaczej niż zwykle. Nie było w nim codziennego spokoju i opanowania, które zostało zastąpione przez wyraźny niepokój i obawę.
Książę całą siłą woli zmusił się do tego, by unieść nieco głowę i spojrzeć na twarz mężczyzny, upewniając się tylko w swoim domyśle. Odetchnął głęboko, czując się tak zmęczony i ociężały, jakby jego własne ciało wcale do niego nie należało i nie dało się kontrolować. Został wniesiony do jakiegoś pomieszczenia. Rozpoznał bez trudu nieprzyjemne, ponure ściany swojej sypialni i już po chwili wylądował na łóżku. Przez moment dopadł go niepokój. To dzień...? A może już noc? Wyszedł tutaj za dnia, a później... No właśnie, co było później? Ach, tak. Później zwariował.
-Wszystko w porządku, książę?- Immriel przysiadł na brzegu łóżka, wpatrując się w jego twarz z uwagą i troską, która wydała się przyszłemu władcy szczera.
-Dlaczego mi pomogłeś...?- wychrypiał tylko potomek monarchy, uznając, że na pytanie mężczyzny i tak nie jest w stanie udzielić właściwej odpowiedzi. Nie pamiętał, żeby kiedykolwiek coś było w jego życiu „w porządku”.
Immriel uśmiechnął się, jakby nerwowo. Odgarnął przyszłemu władcy zbłąkane pasemka włosów z twarzy i westchnął głęboko, po czym zamiast odpowiedzieć, rzucił:
-Co się tam właściwie wydarzyło, książę...?
Potomek monarchy uniósł kąciki ust w drwiącym uśmiechu, co mogło świadczyć o tym, że odzyskał już częściową świadomość, chociaż nadal czuł się okropnie słaby.
-Nie uwierzyłeś w opowieść o złych duchach i demonach...?- szepnął ironicznie, nie przestając się uśmiechać, chociaż jego uśmiech stał się w jednej chwili gorzki i pełen niechęci. Niechęci do całego świata i do samego siebie.
-Nie wierzę w demony, książę- odpowiedział spokojnie mężczyzna, nie spuszczając z niego uważnego wzroku- Wierzę za to, że istnieją nieszczęśliwi ludzie. Tak bardzo nieszczęśliwi, że sami nie są w stanie tego udźwignąć.
Książę wpatrywał się w swojego niewolnika, w pierwszej chwili nie będąc w stanie wykrztusić z siebie słowa. Wydawało mu się, że ten mężczyzna, tym przenikliwym spojrzeniem przyciągających oczu, przejrzał go już całego i wiedział o nim wszystko. Dosłownie wszystko. Przyszły władca poczuł się w jednej chwili zupełnie obdarty ze swojej maski, obdarty ze swoich sekretów, z tajemnic, dzięki którym mógł jeszcze być tym, kim zawsze chciał być. Jakby w reakcji na to, w jednej sekundzie, dopadło go palące uczucie wstydu, zażenowania, tak wielkiego, że miał ochotę schować się przed tym człowiekiem, skryć się przed jego spojrzeniem. Aż wreszcie dotarło do niego to, że on nic nie wie. Nic. A nawet, gdyby wiedział... Nawet, gdyby wiedział, nie różniłby się niczym od całej reszty. Zupełnie niczym.
-Nie wierzysz w demony...- powtórzył głucho potomek monarchy, ignorując pozostałe słowa mężczyzny- Wierzysz zatem w Boga...?
To pytanie nie wydawało się zaskoczyć niewolnika.
-Nie...?- szepnął przyszły władca, a w jego oczach pojawiła się pustka. Zawsze go to zastanawiało. Zastanawiało go to, czy jest cokolwiek poza tym światem, który widział. Nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie z taką pewnością, z jaką robił to niewolnik. Wykluczał istnienie Boga, by zaraz poczuć w sercu cień obawy związany z jego istnieniem. Bo jeżeli istniało coś, co było w stanie rozliczyć ludzi za ich życie tutaj, mogąc skazać ich na gorsze męki niż te, których dotąd doświadczyli... Czy był jakiś sens umierania? I czy był jakiś sens życia, skoro dalej nie istniało zupełnie nic? A idąc za tym, czy samo życie, miało w ogóle jakiś sens, skoro nie prowadziło do niczego innego, jak tylko pustki albo wiecznego cierpienia?- Więc po co to wszystko?- zapytał w końcu, trudno powiedzieć, czy siebie samego, czy swojego towarzysza- Po co udawać, że cokolwiek tutaj ma sens? Jeżeli go nie ma, po co komu wydumana moralność, po co dobro...? Skoro można zabijać i umierać bezkarnie, czemu po prostu nie żyć tak, jak ma się ochotę...?
Czemu nie umierać dokładnie tak samo...?
-Dobro nie ma nic wspólnego z istnieniem Boga, książę- odparł spokojnie Immriel. Potomek monarchy zerknął na niego z wyrazem twarzy przywodzącym na myśl rezygnację i zwątpienie. Czy ten człowiek miał odpowiedź gotową na wszystko...? Czy nie musiał się nad niczym dłużej zastanowić, czy nie wahał się, nie miał żadnych wątpliwości...? Może dlatego rozbrajał księcia tak bardzo. Może dlatego, że przyszły władca, mimo pozornej obojętności, nie miał tak naprawdę niczego. Niczego, czego mógłby się pochwycić kurczowo i uznać to za prawdę. Nic na tym świecie nie wydawało mu się już prawdziwe- Wynika z naszej natury. Dużo bardziej wolę dobro wątpiącego, niż tego, który czyni je w oczekiwaniu na ewentualną nagrodę. Spotkałem już wielu ludzi głębokiej wiary, książę, którzy dla swojego Boga zabijali i w jego imieniu dopuszczali się uczynków tak okrutnych, że jeżeli ten istnieje i godzi się na to, musi być okrutniejszy od wielu żyjących.
Król królów, władca władców, pan panów... O tak, taki właśnie musiał być. Książę myślał o tym niemalże z podziwem. Nie mogło być inaczej. Nie znał zbyt wielu litościwych, dobrych, łagodnych władców, którzy długo utrzymali się na swoim tronie...
-Więc jesteś pewien, że Boga nie ma?- zapytał.
-Oczywiście, że nie jestem pewien, książę- i znowu to samo. Stanowczość, która pobrzmiewała w głosie mężczyzny, nawet, gdy mówił o własnych wątpliwościach, wzbudzała w przyszłym władcy coś na kształt frustracji- Nie widzę jednak sensu składania mu ofiar i wychwalania go. Jeżeli bowiem istnieje i tego żąda – jest Bogiem próżnym i równie pełnym słabości, jak ludzie. Poza tym... Jeżeli istnieje i pozwala na to, co się dzieje, nie jest dobry. Ludzie chcą wierzyć w to, że śmierć nie jest końcem. Ale ten świat jest okrutny. Więc jakie mam podstawy by twierdzić, że jakikolwiek inny będzie lepszy...?
Książę milczał.
Immriel uśmiechnął się do niego delikatnie, podnosząc się z miejsca.
-Odpocznij, książę- szepnął miękko, wychodząc.

-Panie!- Amon dopadł księcia natychmiast, ledwie ten wyszedł ze swojej komnaty. Przyszły władca posłał mu niechętne spojrzenie, nawet się nie zatrzymując. Nie miał najmniejszej ochoty na wysłuchiwanie jego kłamliwych deklaracji wierności. Ten jednak nie dawał za wygraną, idąc tuż za potomkiem monarchy- Panie, och panie!- powtarzał wciąż uparcie, irytując księcia do granic możliwości- Tak bardzo się martwiłem! Gdy ten... Ten... Ten potwór! och, panie, gdybym tylko zdołał go powstrzymać!
-Skończyłeś?- przerwał mu szorstko przyszły władca.
-Panie, miej nade mną litość! Przecież dobrze wiesz, że wszystko, co robimy, robimy dla twojego dobra...- książę zatrzymał się gwałtownie i spojrzał na swojego sługę w taki sposób, że ten skulił się i wycofał nieco, jąkając- A-A-Ale... A-Ale nie mamy wpływu na wszystko... Och, książę, gdyby to zależało ode mnie! Ale sam dobrze wiesz, że czasem, gdy coś w ciebie wstępuje, nie mamy już innego wyjścia! To rozkazy naszego władcy! Nie możemy im się przeciwstawić! A ten... Ten niewolnik! On zasługuje na najwyższe potępienie, książę! To on naraził cię na niebezpieczeństwo! Wykazał się nieposłuszeństwem, jakiego nie należy tolerować! Należy mu się kara, aby raz na zawsze zapamiętał, by...
-Milcz- wycedził przez zęby potomek monarchy- Co z tobą, Amonie?- rzucił, uśmiechając się cynicznie i napawając się niemalże lękiem, jaki widział na twarzy swego niewolnika- Zapomniałeś już, kim jesteś...? Wydaje ci się, że jesteś równy mnie i możesz decydować o takich rzeczach...?
-Ależ skąd, panie!- zaprotestował żarliwie, kręcąc gwałtownie głową- Wydaje mi się, że jestem równy jemu... I gdybym zrobił to samo, ach, panie, sam oddałbym się w twoje ręce, byś należycie mnie ukarał!- dodał emocjonalnie.
-Ależ oczywiście...- książę uśmiechnął się drwiąco- Problem w tym, Amonie, że nie jesteś jemu równy...- niewolnik spojrzał na swego pana bez zrozumienia- Ty jesteś tylko plątającym się pod nogami karaluchem. A ja nie znoszę robactwa- dokończył dobitnie przyszły władca, po czym ruszył szybkim krokiem przed siebie.
Amon już mu nie towarzyszył. Książę sam nie wiedział, dokąd właściwie chciał się udać. Wiedział tylko, co chce zrobić. Zobaczyć się z Immrielem. Po co? By mu podziękować? Okazać chłodną grzeczność? Udowodnić, jak bardzo jest mu obojętny, tylko po to, by wmówić samemu sobie, że tak właśnie jest? Nie miał pojęcia. Zdawał sobie jednak sprawę, że nie spotka niewolnika o tej porze w jego komnacie. I pewnie krążyłby bez celu po zamku, gdyby w pewnym momencie nie usłyszał znajomego głosu, dobiegającego z bocznego korytarza. Skręcił w niego, czując narastającą w sobie niechęć. Nie, to wcale nie był głos Immriela, ale gdy tylko przeszedł parę kroków, przekonał się, że on również się tam znajduje. To był głos Raphaela.
-To duży zamek...- odezwał się mężczyzna z charakterystycznym, pełnym kpiny uśmiechem. Książę nie ruszył się z miejsca, pozostając w cieniu- Trzeba mieć naprawdę dużo szczęścia albo wprost przeciwnie, żeby akurat na siebie wpaść, prawda...?
Immriel milczał. Stał nieruchomo, dokładnie jak wtedy, gdy spotkali Raphaela podczas spaceru i tak samo jak wówczas, nie sprawiał wrażenia ani przerażonego, ani jakkolwiek poruszonego. Ta sama obojętność, która wyprowadzała księcia z równowagi i doprowadzała go do szaleństwa, musiała działać podobnie na namiestnika, który nie słysząc żadnej reakcji, podszedł jeszcze bliżej mężczyzny i chwycił go za twarz, przyciągając do siebie.
-... A w takim dużym zamku trudno zwracać na siebie uwagę, prawda...?- zapytał, nie przestając uśmiechać się prowokacyjnie- Myślisz, że ktokolwiek zauważyłby zniknięcie jednego, krnąbrnego niewolnika...?
Książę poczuł, jak ogarnia go wściekłość. I pewnie podszedłby do tego głupca, gdyby nie usłyszał spokojnej odpowiedzi Immriela:
-Zależy kto, panie. Ty, jak sądzę, jesteś człowiekiem, który nie dostrzega innych ludzi.
-Ale ich zapamiętuję- odparł lodowato Raphael, a uśmiech zniknął z jego twarzy w jednej chwili- Wiesz, czego ci brakuje...? Pokory i wierności. Nie potrafisz należycie zachować się względem tych ludzi, którzy są w stanie zagwarantować ci coś lepszego od tego, co cię niedługo czeka...
-Jestem wierny- głos niewolnika wciąż był tak samo opanowany, jak jeszcze chwilę wcześniej- Wierny mojemu prawdziwemu panu- sprostował po chwili.
-Więc może źle wybrałeś swojego prawdziwego pana- szepnął Raphael, wykrzywiając wargi w pełnym pogardy wyrazie- Książę bardzo lubi ludzi, którzy wzbudzają w nim fascynację, a ty... Owszem, możesz w nim budzić dużą ciekawość. Ale ciekawość w końcu mija. A później czeka cię los wszystkich pozostałych. Ja mogę ci dać dużo więcej.
Książę drgnął lekko, w oczekiwaniu na odpowiedź Immriela.
-Co takiego...?
-Coś wyjątkowego- na twarz Raphaela po raz kolejny wstąpił szeroki uśmiech, a przyszły władca poczuł jeszcze większy gniew. Czy Immriel mógł...?- Widzisz, ja wiem, jak to jest być na samym dnie. Jestem synem niewolnicy i pewnego arystokraty, ale to drugie, jak wiesz, nikogo nie obchodziło. Wszystko, co osiągnąłem, osiągnąłem dzięki swoim ambicjom i swojej pracy. Ja nie potrzebuję niewolników. Nie potrzebuję podziału na lepszych i gorszych. To oni ich potrzebują. Ci, którym wmawiano od dziecka, że są wyjątkowi, chociaż nie różnią się niczym od ludzi takich jak ja... Mam tu dużo do powiedzenia, a wkrótce mogę mieć jeszcze więcej. Dobrze więc wybierz swojego prawdziwego pana... A w nagrodę za dobre sprawowanie dostaniesz to, czego ludzie tacy jak ty pragną najbardziej... I nie jest to władza ani pieniądze, prawda...? Dostaniesz wolność.
-Wolność- powtórzył głucho Immriel.
-Tak, wolność...- potwierdził Raphael, wyraźnie triumfując i odsunął się nieco- Wiesz, jak smakuje wolność, prawda...?
Immriel milczał. Książę trząsł się prawie z wściekłości. Poczuł się w tej jednej chwili zupełnie opuszczony i osamotniony, bardziej niż kiedykolwiek do tej pory. Ten przeklęty... Przeklęty Raphael, który knuł intrygi za jego plecami! Przeklęty Immriel, który mu na to pozwalał! Przeklęty po stokroć za to, że go zdradził!
-Wiem, panie- odparł spokojnie mężczyzna, nawet nie drgnąwszy- Wolność, którą mi proponujesz, smakuje słodko, jak każda trucizna. I jak każda trucizna, w końcu zabije- Raphael zmarszczył brwi, wyraźnie zdezorientowany- Jest zresztą złudzeniem, jak wszystko, o czym mi mówiłeś. Prawdziwa wolność nie wiążę się z posłuszeństwem wobec nikogo. Jest czymś zupełnie przeciwnym, zaprzeczeniem wszelkiej zależności od czegokolwiek. Nie mogę zatem być ci lojalny i jednocześnie być wolny. Bardzo mi przykro- dodał, chociaż ton jego głosu z pewnością na to nie wskazywał.
Książę osłupiał zupełnie. Podobnie jak Raphael, który przez kilka chwil nie mówił nic, po czym chwycił nagle niewolnika za poły koszuli, przyciągając do siebie, ale nim cokolwiek zdążyło wyjść z jego ust.
-Puść go!- potomek monarchy zjawił się przy nim niemalże natychmiast. Namiestnik rzeczywiście odsunął się od niewolnika, po czym zerknął na księcia i uśmiechnął się szeroko z wyraźnym politowaniem.
-Ach, książę. Co za miłe spotk...
Przyszły władca spoliczkował go z całej siły. Raphael cofnął się o kilka kroków, wyraźnie zdezorientowany. Przez chwilę spoglądał jedynie na księcia z wyrazem absolutnego zaskoczenia, po czym na jego twarzy pojawił się rumieniec, kontrastujący mocno z jego bladą cerą. Potrafił jednak skrywać swoje emocje jeszcze lepiej niż syn króla. Zamaskował więc szybko irytację lekkim uśmieszkiem, ale jego oczy pozostały lodowate.
-Może i masz tu dużo do powiedzenia, ale dopóki nie będziesz miał więcej do powiedzenia niż ja, radzę ci uważać- syknął ze złością przyszły władca, poruszony do żywego. Nie spojrzał nawet w kierunku Immriela, jakby czuł coś na kształt wstydu ze względu na swoje wcześniejsze przypuszczenia. Tym razem nie potrafił trzymać swoich emocji na wodzy- Nie zbliżysz się do niego więcej. Nie będziesz go dotykał, nie będziesz z nim rozmawiał, nie będziesz nawet na niego patrzył. On jest mój.
Wypowiedział te słowa szybciej niż zdążył się nad nimi zastanowić.
-Ależ oczywiście, książę...- odparł Raphael, ale mimo pozornego chłodu i obojętności, w jego głosie dało się wyczuć coś na kształt gniewu- Tak długo, jak będziesz miał tu coś do powiedzenia- dodał bezczelnie, po czym skłonił się księciu, a następnie odwrócił i odszedł.
Potomek monarchy odwrócił się powoli w kierunku Immriela, oczekując już protestu, kolejnej nauki na temat przynależności i jej braku, wierności niewolników i całej reszty. Ale ku swemu zdumieniu - nie usłyszał nic. Immriel wpatrywał się w niego ze zdumieniem, jakby zmieszany z wyrazem twarzy, jakiego książę nigdy wcześniej u niego nie widział. Może gdyby nie sądził, że to niemożliwe, uznałby to nawet za wyraz speszenia.
-Dziękuję, książę- szepnął w końcu niespodziewanie.
Tym razem to potomek monarchy spojrzał na niego z zaskoczeniem.
Doprawdy, w tym niewolniku nie było nic przeciętnego.

Książę znowu krążył jak szaleniec po zamku, usiłując go odnaleźć. Powtarzał sobie uparcie, że musi coś jeszcze zrobić, dokądś się udać, by zaraz później wylądować w pobliżu jego komnaty i z rozczarowaniem przekonać się, że nie ma go w środku. I rozpoczynał swoją wędrówkę od nowa, nie mając pojęcia, co ze sobą zrobić, szukając go jak zaślepiony, chociaż gdyby ktoś zatrzymał go teraz i zapytał, o co mu właściwie chodziło – nie potrafiłby odpowiedzieć. W końcu po raz kolejny zatrzymał się przy drzwiach od pokoju należącego do niewolnika. Zapukał, a nie słysząc reakcji, westchnął głęboko i oparł się o ścianę. Zaczynało się ściemniać. Świadomość tego, że zaraz będzie musiał wrócić do siebie, paliła go od środka i napawała paniką. Odetchnął płytko, odgarniając włosy i przymknął na chwilę powieki, by usłyszeć zaraz:
-Książę?- otworzył oczy i spojrzał w kierunku Immriela, który pojawił się niepostrzeżenie przy nim, uśmiechając się serdecznie- Coś się stało...?
-Nie.
-Wejdziesz...?- mężczyzna otworzył drzwi, wpatrując się w przyszłego władcę zachęcająco. Książę walczył ze sobą przez chwilę, jakby chciał jednocześnie wejść do środka i pokazać, jak bardzo jest obojętny na to wszystko, najzwyczajniej w świecie odchodząc. Jednak z racji tego, że zdał sobie sprawę z faktu, że oba te scenariusze są dość trudne do pogodzenia, skinął łaskawie głową i przekroczył w końcu próg pomieszczenia.
Wewnątrz wszystko wyglądało dokładnie tak, jak tego dnia, gdy przyprowadził tutaj mężczyznę po raz pierwszy, jakby nie zmienił tutaj zupełnie niczego.
-Chciałem... Chciałem zapytać, czy... Zechcesz... Czy zechcesz kontynuować nasze treningi?- to pytanie ledwie przeszło mu przez gardło. Nie przypominał sobie, by kiedykolwiek zwracał się do kogoś w ten sposób. By kiedykolwiek kogoś o coś prosił lub pytał. Był księciem, na litość boską, mógł sobie pozwolić na wszystko, a mimo to... Mimo to nie potrafił zdobyć się w tym momencie na żadną stanowczość ani wyniosłość względem tego człowieka. Niewolnika. Bez znaczenia.
-”Zapytać”, książę?- na wargach Immriela po raz kolejny wykwitł delikatny uśmiech- Przecież możesz mi nakazać.
-Ale pozwalam ci odmówić- odpowiedział potomek monarchy i w tym momencie zdał sobie sprawę z tego, że gdyby tak się właśnie stało, jego upokorzenie sięgnęłoby szczytu.
Niewolnik przechylił lekko głowę, po czym zaśmiał się serdecznie i odparł:
-Będzie mi bardzo miło ci towarzyszyć, książę.
Jeżeli istniał jakikolwiek sens dawania ludziom wyboru, była nim możliwość usłyszenia takich właśnie odpowiedzi. Książę uśmiechnął się lekko, przyjmując jego słowa ze skrzętnie skrywaną ulgą. I tyle. Tyle. Po to tu przyszedł, osiągnął to, czego chciał, więc powinien wyjść. A mimo to, wciąż nie ruszał się z miejsca, wpatrując się w stojącego przed nim mężczyznę w milczeniu. Immriel również stał nieruchomo, spoglądając na księcia z ciepłym uśmiechem. Może obaj uświadomili już sobie, że przekroczyli pewną granicę, że wywiązało się pomiędzy nimi coś dziwnego, coś innego niż relacje oparte na zasadzie strachu i posłuszeństwa, które powinny łączyć pana i sługę, władcę i niewolnika, następcę tronu i poddanego.
-Mogę tu zostać...?- to pytanie wymsknęło się z ust księcia zupełnie bezwiednie, jakby ktoś powiedział to za niego. Gdy zdał sobie z tego sprawę, w pierwszej chwili zamierzał się z tego wycofać, ale wydawało mu się to niezwykle żenującym i godnym politowania, więc nie zrobił nic, nie odrywając od twarzy mężczyzny śmiałego spojrzenia, chociaż w rzeczywistości jego pewność siebie została za zamkniętymi drzwiami komnaty.
-Tutaj...?- zdumiał się niewolnik- Ze mną...?
-Tak- potwierdził chłodno książę, jakby nie widział w tej zachciance niczego dziwnego.
-Oczywiście, książę- odparł Immriel po chwili wyraźnego wahania- Jeżeli chcesz... Hm... Proszę, książę, pozwól...- rzucił, widząc, że potomek monarchy chce usiąść na łóżku- Nie zrobiłem tego zbyt starannie... Zaraz przygotuję posłanie.
Przyszły władca z zaintrygowaniem obserwował, jak mężczyzna ścieli łóżko z wyjątkową dbałością, przesuwając pokaźną poduszkę na jego prawą stronę, którą wskazał księciu.
-Proszę, książę- szepnął, jakby speszony.
Na dworze ściemniło się prawie zupełnie. Komnata, nie oświetlona światłem świec, wydawała się teraz księciu obcą i przerażającą, nie bardziej, niż jego własna. Zawahał się przez chwilę, a w jego głowie pojawiła się jakaś abstrakcyjna myśl o ucieczce, ale ostatecznie położył się na stronie wskazanej przez niewolnika i okrył się kołdrą. Nie przebrał się nawet. Czuł się wyjątkowo nieswojo i niepewnie. Immriel zniknął na chwilę w ciemnościach pomieszczenia, a gdy wszedł do łóżka, miał już na sobie jedynie luźne spodnie, stanowiące zapewne coś na kształt prowizorycznej piżamy. Przez chwilę obaj po prostu leżeli obok siebie sztywno niczym kukły, nie mogąc wykrztusić ani słowa, aż w końcu książę rzucił ciche:
-Opowiedz mi bajkę.
-Bajkę...?- zapytał ze zdziwieniem Immriel.
-Tak, bajkę...- powtórzył w zamyśleniu książę, spoglądając na twarz leżącego obok siebie mężczyzny. Ta dziwna zachcianka pojawiła się w nim nagle i za nic nie chciała dać o sobie zapomnieć- Taką, jaką opowiada się dzieciom- dodał, przysuwając się do bliżej do niewolnika.
-Nie jestem pewien, czy pamiętam jeszcze jakieś bajki- szepnął w odpowiedzi mężczyzna, wyraźnie zakłopotany.
-Wymyśl coś. Opowieści wychodzą ci wyjątkowo dobrze.
Mężczyzna zaśmiał się lekko.
-Tak, to akurat prawda...- przyznał z rozbawieniem, nie odrywając wzroku od przyszłego władcy. Książę uświadomił sobie, że chyba nigdy wcześniej nie wpatrywał się równie długo w czyjeś oczy. Lubił tą zabawę, gdy chodziło o Amona. Amon nigdy nie wytrzymywał. Płochliwe odwracał wzrok i śmiał się nerwowo. Szkarłatne oczy Immriela zdawały się uśmiechać, zupełnie tak, jak ich właściciel. Przyszły władca pomyślał, że miejsce w którym przychodzą na świat ludzie o takich oczach musi być doprawdy zarazem dziwne i wyjątkowe. Dokładnie takie, jak Immriel. Dziwne, wyjątkowe i... piękne- Dawno temu, żył sobie pewien młody chłopak, który dźwigał na swoich barkach ciężar, którego nie uniosłoby zapewne wielu dorosłych... Był księciem. Następcą tronu- przyszły władca uniósł brew i parsknął cicho. Chyba już wiedział, czego będzie dotyczyć ta bajka- Miał jednak problem, bo w jego otoczeniu nie było zbyt wielu ludzi, którzy potrafiliby mu pomóc. Ktokolwiek, kto przekraczał bramy jego zamku, natychmiast zmieniał się w kamień. Książę, przebywając pośród tych wszystkich bezuczuciowych posągów, sam zaczął się do nich upodabniać... Aż któregoś dnia pojawił się ktoś, kto był odporny na klątwę. I był gotów pomóc księciu, bez względu na wszystko.
Potomek monarchy poruszył się niespokojnie.
-To nie jest bajka- przerwał mu chłodno, czując w sobie niepokój i niechęć.
-Nie, książę- przyznał Immriel- To deklaracja.
Deklaracja.
Przyszły władca przymknął powieki, nie odpowiadając już nic. Noc, która zawsze niosła za sobą widmo przerażenia, teraz jawiła mu się dziwnie spokojną. W jakimś trudnym do wytłumaczenia odruchu, wtulił się nagle w klatkę piersiową mężczyzny, nie mówiąc ani słowa. Poczuł, jak ramiona Immriela otaczają go i obejmują ciasno. I w jednej chwili, w tym właśnie uścisku, poczuł się nagle całkowicie bezpieczny. Jakby słowa mężczyzny były prawdą, jakby wszystko było takie proste, niemalże bajkowe.
-Nie pozwolę cię skrzywdzić- szepnął miękko niewolnik.
…I wszystkie kamienie nagle ożyły.
Łącznie z sercem księcia.

18 komentarzy:

  1. Anonimowy8:22 PM

    To było takie... piękne, zaskakujące... po prostu doskonałe:)

    Książe w towarzystwie Immriela staje się prawdziwym sobą, tym sobą którego tak zawzięcie pragną zastąpić, bezwzględnym i okrutnym potworem. Pomiędzy nimi bezsprzecznie rodzi się wielka miłośc, mam ndzieję, że to nie przyniesie księciu i Immrielowi kłopotów.

    Końcówka była urocza, aż się uśmiechnąłem, oni są dla siebie stworzeni. Immriel jest wspaniały, inteligentny, wjątkowy, niezwykły... a książe jest... jest... mającym się za lepszego od innych, samolubnym i sztucznym książątkiem, ale w sumie... przciwieństwa się przyciągają:D

    Jeszcze raz ci dziękuję, nikt tak ja ty nie potrafi poprawić humoru:)
    Z podziękowaniami wierny fan:
    S.S

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy9:06 PM

    Och... Moja Pani! Rozpływam się... "Książę" to jedno z najpiękniejszych Twoich opowiadań ;) Tak doskonale potrafisz budować tu napięcie, a jednocześnie tak wspaniale dobierasz słowa, że tak urocze chwile jak ta ostatnia scena w sypialni Immriela świetnie się wkomponowuje w całość :)

    Jesteś moim miszczem :D

    Lacrima

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne.. Jak zawsze dodaję coś jeszcze, tak teraz wystarczy tylko to. <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy11:47 PM

    Zwykle nie komentuję twoich notek, bo wszystko juz zostaje powiedziane przez innych. Ale ten rozdział wyjątkowo mnie wzruszył. Kurcze... Zakończenie cudowne. Pewnie, że cholernie ckliwe, ale tego własnie dziś potrzebowałam. Dzięki.
    ~igniis

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy1:09 AM

    Śliczny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy2:22 AM

    Piękne zakończenie. Jak z bajki, która niestety jest tylko bajką. ... ale miło się czyta. D.

    OdpowiedzUsuń
  7. Najlepszy rozdział tego opowiadania. Nadal nie wiem, co się z Księciem dzieje, co go opętuje, ale z Immrielem, czuje się bezpieczny i podświadomie szuka jego towarzystwa.
    Obaj mają dobry wpływ na siebie i fajnie się o nich czyta. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy2:27 PM

    Fantastyczne opowiadanie które urzekło mnie do takiego stopnia że, wyczekuje minut do kolejnego rozdziału. Może zadam ci głupie pytanie ale, no cóż czy Immriela jest demonem na prawdę. Nie wiem dlaczego tak pomyślałam lecz z niecierpliwością wyczekuję kolejnego rozdziału.
    Pozdrawiam i życzę jak najwięcej weny.
    Lajla

    OdpowiedzUsuń
  9. Ze mną jest coraz gorzej... jak zobaczyłam, że jest nowy rozdział Księcia to mi wykwitł wielki uśmiech na twarzy i w myślach powtarzałam cały czas "Książe... Książe..."
    Powracając do rozdziału... jest on po prostu cudowny! Aż brak słów normalnie :]
    Końcowa scena z Księciem i Immrielem jest zniewalająca! i ta deklaracja... super wszystko opisałaś!
    Czekam na następny rozdział by dowiedzieć się jak Książe będzie zachowywał się rano i oczywiście nadal pragnę się dowiedzieć dlaczego reaguje na Króla, tak jak reaguje
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
  10. Kolejne opodiwadanie, które mi się podoba i przede wszystkim porusza. Pięknie piszesz. :)

    Kohaku

    OdpowiedzUsuń
  11. giiiz *przygryza rant poduszki tłumiąc szloch* wiesz kobieto, że te Twoje opowiadania uzależniają? Wiesz, że jak kończy się rozdział to się czuję jakby mnie na odwyk odsyłali? Wiesz jakie to jest dołujące i jak bardzo napełnia niecierpliwością? ; ; wiesz jak mi się chce ryczeć, gdy widzę, że doszłam do ostatniego akapitu i nie ma więcej? T-T

    OdpowiedzUsuń
  12. Anonimowy12:56 AM

    Super! Uwielbiam Księcia, a ten rozdział był boski! Mam nadzieję, że w następnej notce będzie owy Książę lub Johnny.

    OdpowiedzUsuń
  13. To było takie... bajkowe. Takie ładne! Naprawdę, bardzo mi się podobał ten rozdział, a szczególnie końcówka. Cieszę się, że w końcu zaczyna się między nimi dziać coś więcej.

    OdpowiedzUsuń
  14. czy ja już nie wspominałam, że to mój faworyt? bardzo nastrojowa historia, przeprowadzona dość prostolinijnie, ale przy tym z osobliwym urokiem. jeśli mogę się do czegoś przyczepić, to zdaje mi się że wcześniej starałaś się pisać wszystko z perspektywy Księcia, widzieliśmy to co on widział, czuliśmy razem z nim. zaś na początku tego rozdziału pozwoliłaś sobie na spojrzenie okiem sług, a nawet Immriela, więc byłam trochę zaskoczona.
    życzę jak najwięcej twórczej płodności, zwłaszcza do tego opowiadania ;*

    OdpowiedzUsuń
  15. Anonimowy10:27 PM

    ZAJEBISTE!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Anonimowy10:34 PM

    Kobieto jak ja cię podziwiam !różnorodność tematyki opowiadań i idealne wpasowanie się w sytuacje robi z ciebie prawdziwego geniusza! Raz jako szalony nastolatek z demonem na karku,raz jako przestraszony lękliwy chłopiec wrobiony w zarabianie jako dziwka, bez możliwości cieczki.O iluzji jaką jest życie,kłamstwach i próbach radzenia sobie z własnymi problemami przez szczególnie nieszczęśliwych ludzi i okłamywaniu samego siebie a zaraz potem o krnąbrnym księciu z problemem ucieczki przed życiem i jego spokojnym ,mądrym niewolniku ,który za wszelką cenę che mu pomóc.Tematyka jest tak różna i napisana z tak wielu perspektyw ,że nie raz zastanawiałam się czy te opowiadania napisała to ta sama osoba.Imponująca zdolność zgrania się z bohaterami czyni twoje opowiadania lekkimi pomimo trudnych problemów jakich w nich przedstawiasz.Gratuluje!I szczerzę całym sercem życzę weny na najbliższe 100 lat,żebyśmy mieli co czytać;D
    Pozdrawiam:Spojrzenie zabójcy

    OdpowiedzUsuń
  17. Anonimowy6:07 PM

    Uwielbiam Cię :) Opowiadania też, ale to kwestia drugorzędna ;P

    OdpowiedzUsuń
  18. No nareszcie coś się rozkręciło między nimi cały czas tego oczekiwałam no i proszę, jest! piękne opowiadania, fajne jest to że nie ukazałaś od razu na początku ich uczuć ale dopiero w tym rozdziale ^^

    OdpowiedzUsuń