Strony

poniedziałek, 5 września 2011

§ 11 § [YFM]

Chłopak odskoczył w ostatniej chwili, nim olbrzymie szczęki zatrzasnęły się tuż obok jego głowy. Natychmiast rzucił się do ucieczki, przebiegając do pomieszczenia obok i dopadając do frontowych drzwi. Przez dłuższą chwilę mocował się bezskutecznie z zaryglowanymi drzwiami, słysząc jednocześnie łoskot przewracanych przedmiotów, dochodzący z pomieszczenia obok. Gdy wreszcie poradził sobie z olbrzymią belką, blokującą wejście, ta istota wydostała się z pracowni i doskoczyła do niego. Nie zdążył nawet nacisnąć klamki.
Bestia. Wcale nie dziwił się opisowi tamtego mężczyzny, ponieważ to było pierwsze słowo, jakie przyszło mu na myśl, gdy zobaczył stojącego przed sobą potwora. Olbrzymi, porośnięty brunatną sierścią, przypominający swym wyglądem wilka, ale dużo większy i poruszający się na dwóch kończynach. Jego wielkie, złote oczy błyszczały w ciemnościach, odbijając od siebie światło księżyca, wnikające do pomieszczenia przez niewielkie okienka.
Bestia wyprostowała się gwałtownie, uderzając łbem w sufit. Zawyła z bólu, przez chwilę miotając się na oślep i wymachując ogromnymi łapami. Absalom cofnął się przerażony pod samą ścianę, wciąż trzymając w dłoniach belkę. Odetchnął płytko, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi. Potwór uspokoił się i zamarł w bezruchu, kilka kroków od niego. Spojrzał prosto na niego, ale nawet się nie poruszył, jakby oczekiwał kolejnego kroku chłopaka. Absalom przełknął nerwowo ślinę, rozglądając się i starając się dostrzec jakąś możliwość ucieczki, ale zupełnie nic nie przychodziło mu do głowy. Przesunął się ostrożnie w bok. Potwór wciąż nie drgnął, śledząc go jedynie uważnym wzrokiem, jak drapieżnik, polujący na swoją ofiarę. Jednak gdy chłopak wykonał kolejny rok, bestia wydała z siebie gardłowy odgłos i ruszyła na niego gwałtownie. Absalom nie wiedział, co robi. Po prostu skoczył do przodu, wprost na łóżko Mortalisa, wywracając za sobą szafę, która niemalże runęła na bestię. Ta wyciągnęła ku niemu swoją łapę, jakby chciała go pochwycić za ramię, rozdarła jednak jedynie jego ubranie i skórę. Chłopak przebiegł z powrotem do pomieszczenia obok, zamykając za sobą drzwi i usiłując zastawić je szafą. Odrzucił belkę na bok, starając się odszukać cokolwiek, czym mógłby się bronić. Paradoksalnie, w pomieszczeniu, w którym można było znaleźć różnego rodzaju broń, nie widział niczego, co mogłoby mu pomóc. Panujący w pracowni mrok dodatkowo utrudniał mu dostrzeżenie czegokolwiek. Mocne uderzenie w drzwi zakołysało szafą, która runęła, kilka centymetrów od niego, wysypując swoją zawartość. Solidne drzwi też nie wytrzymały długo. Bestia wdarła się do środka. Absalom w ostatnim odruchu świadomości, skulił się i skrył za jedną z niewielkich szafek, zatykając usta. Sam, w panującej w pomieszczeniu ciszy, słyszał aż nazbyt wyraźnie chrapliwy oddech bestii i jej zwierzęce pomruki. Przymknął powieki.
Umrze. O, Stwórco. Umrze z rąk jakiegoś potwora. Zanim zdążył zrobić cokolwiek wartego zapamiętania. Zanim zdążył w ogóle zabrać się za coś poważnego. Zanim wyjaśnił to wszystko Mortalisowi...
Otworzył oczy. W delikatnym świetle księżyca, dostrzegł zawieszoną na ścianie włócznię, która zawsze zdawała się być niczym więcej, jak tylko ozdobą. Jednak, gdy usłyszał oddech bestii tuż przy sobie, nie zastanawiając się już nad niczym, po prostu chwycił za nią i ugodził na oślep z głośnym krzykiem. Poczuł jedynie, że ostrze natrafia na coś twardego i usłyszał głośny skowyt. Z zamkniętymi oczyma oczekiwał na kolejny cios, ale ten nie padł. Przez chwilę słyszał jeszcze nierówny oddech potwora, ale już po kilku sekundach zrobiło się zupełnie cicho.
Absalom cofnął się i dopiero wówczas odważył się spojrzeć przed siebie. Zwłoki potwora zwisały nieruchomo, przyszpilone do ściany włócznią. Chłopak opadł na podłogę, kompletnie oszołomiony. Był w takim szoku, że nie zastanawiał się zupełnie nad niczym i nawet nie starał się domyślać, co się właściwie wydarzyło. Zupełnie się wyłączył.
Gdy udało mu się odzyskać odrobinę świadomości, zaczynało już świtać. Absalom wciąż wpatrywał się nieruchomo w potwora, kompletnie nie rozumiejąc, co właściwie się zdarzyło. Jak...? Skąd...? Na sierści tego czegoś dostrzegł strzępki ubrań, które rozpoznał bez najmniejszego problemu. Ubrań Mortalisa. To wprawiło go w jeszcze większą dezorientację i zagubienie.
Gdy usłyszał kroki w pomieszczeniu obok, aż podskoczył ze strachu i odruchowo przycisnął się do ściany, ale gdy zobaczył w drzwiach Mortalisa, aż odetchnął głęboko z ulgą.
-Ab...- mężczyzna zatrzymał się jak wryty w progu, najpierw rzucając pełne zaskoczenia spojrzenie na zdemolowane pomieszczenie, później na siedzącego w roku Absaloma, aż w końcu na zwłoki potwora, wciąż przyszpilonego do ściany- Absa!- wykrzyknął przerażony, klękając przy chłopaku i chwytając go w swoje ramiona. Absalom oparł głowę na jego ramieniu, nie mówiąc ani słowa- Ugryzł cię?
-Ja po prostu... Po prostu spałem...- wyjaśnił Absalom, wciąż mocno oszołomiony, czując, jak Mortalis obejmuje go jeszcze mocniej- A gdy się obudziłem, to... On już tu był... Czemu on tu był?
-Absa! Ugryzł cię?- zapytał po raz kolejny Mortalis, wpatrując się w niego ze strachem.
-Nie... Nie, nie- zaprzeczył chłopak, ale musiał brzmieć wyjątkowo mało przytomnie, bo mężczyzna zaczął rozpinać jego koszulę od piżamy i oglądać go uważnie.
-Krwawisz.
-To tylko... Zadrapanie... Tylko zadrapanie...
-Absa, na Stwórcę...- Mortalis odetchnął płytko, przytulając go do siebie po raz kolejny i składając na jego czole chaotyczny pocałunek. Chłopak wbił w niego pełne zdumienia spojrzenie. Pomijając już fakt, że pierwszy raz słyszał, by Mortalis wzywał bogów, dawno, a raczej nigdy nie był przez niego traktowany w taki sposób- Możesz wstać...?
-Ch... Chyba...- bąknął Absalom, podnosząc się powoli z podłogi i czując, że nogi ma zupełnie miękkie, co nie było jednak bynajmniej efektem przeżytego przez niego strachu.
-Przejdź do pokoju. Zaraz do ciebie przyjdę i cię opatrzę.
-Dobrze- zgodził się potulnie, wchodząc do sypialni i zatrzymując się na jej środku, jeszcze bardziej osłupiały niż przed kilkoma godzinami, gdy zdał sobie sprawę z tego, że w jego domu jakimś cudem pojawił się potwór. Na wspomnienie troski słyszanej wyraźnie w głosie Mortalisa, zrobiło mu się cieplej. Uśmiechnął się do siebie mimowolnie, zdecydowanie nie przypominając kogoś, kto nie tak dawno ledwie uszedł z życiem, a wprost przeciwnie, kogoś, komu przytrafiła się najfantastyczniejsza rzecz na świecie. Nie chodziło oczywiście o spadającą z sufitu bestię.
Martwił się... Ta myśl doprowadziła Absaloma do stanu bliskiego euforii, tak, że miał ochotę zaśmiać się na głos z radości. Zdawał sobie sprawę z tego, że Mortalis się o niego troszczy, nawet, jeżeli tego nie okazuje, ale jak często brakowało mu podobnej reakcji, szczególnie wtedy, kiedy miał w sobie tyle wątpliwości, tyle wahania... A teraz... Okręcił się dookoła, wciąż nie przestając szeroko się uśmiechać. Chyba był szalony, ale nie czuł już nawet nieznośnego pieczenia rozdartej na ramieniu skóry, czując wciąż jednocześnie dotyk warg Mortalisa na swoim czole.
„Ja chyba naprawdę zwariowałem” - pomyślał, ale nawet ta myśl wydała mu się wyjątkowo optymistyczna.
Mężczyzna pojawił się w sypialni, niosąc w dłoniach opatrunki. Ogarnął chłopaka w pasie, po czym usiadł na łóżku, ściągając go sobie na kolana. Absalom spojrzał na niego odrobinę spłoszony. Poczuł się w tym momencie zupełnie jak dziecko. Nie pamiętał już, kiedy mógł być z Mortalisem równie blisko.
-Może zaboleć- ostrzegł go mężczyzna, a jego głos nadal nie pobrzmiewał zwyczajowym spokojem, a lękiem i troską.
Uprzedzenie było zupełnie niepotrzebne. Mortalis sprawnie obmył jego ranę, a następnie opatrzył ją w tak delikatny i precyzyjny sposób, że Absalom nie poczuł zupełnie nic. Przypatrywał się jego poczynaniom, rozmarzony i uśmiechał się co jakiś czas bezwiednie. I znowu czuł się przy nim jak dziecko. Zupełnie jak wtedy, gdy Mortalis opatrywał jego rany i skaleczenia, gdy ten się przewrócił albo spadł z drzewa. Ale wtedy... Wtedy to były jedynie efekty jego niewinnych zabaw. A teraz walczył z bestią. Prawdziwą bestią! Prawie taką jak z jego książek, a może jeszcze straszniejszą! I pokonał ją sam! Jak bohater! Naszło go strasznie dziwne wyobrażenie, w którym on sam, niepokonany rycerz, zabił potworną bestię, uratował królestwo i uwolnił Mortalisa z ogromnej wieży, w której ten miał być zamknięty na wieki... Ale po chwili dotarło do niego jednak, że Mortalis nie prezentuje się w roli księżniczki dość dobrze i zachichotał.
Mortalis spojrzał na niego z uwagą.
-Wszystko w porządku?- zapytał, pewnie mając co do tego uzasadnione wątpliwości. Dotknął delikatnie jego czoła- Uderzyłeś się w coś?
-Nie... Tak... To znaczy...- Absalom zamotał się zupełnie, czerwieniejąc gwałtownie i spuszczając wzrok. Mortalis skończył go opatrywać, ale nie wypuszczał go ze swoich ramion. Wciąż trzymał go na kolanach, wpatrując się w niego badawczo. Chłopak zerknął na niego nieśmiało, jakby nie był pewien, czy powinien sobie pozwalać na coś podobnego, po czym wtulił się w niego, skrywając twarz w jego szyi. Mężczyzna przesunął lekko dłonią wzdłuż jego pleców, co trudno było uznać, co prawda, za wyjątkowy przejaw czułości, ale Absalom potraktował to niemalże jako formę zgody.
Miał ochotę przytulać się do niego tak długo, jak ten tylko mu na to pozwoli. Stopniowo jednak uspokajał się i szok spowodowany całą tą sytuacją mijał. Mijały też rozmyślania na temat Mortalisa, a pojawiły się zupełnie inne. Wracały do niego wspomnienia. Ten człowiek... Ten człowiek, którego tu wczoraj wpuścił... Gdzie był? Uciekł...? Nie, niemożliwe. Ta bestia... Jak się tu wkradła? Co się właściwie wydarzyło?
-Wczoraj wieczorem był tu pewien mężczyzna- odezwał się w końcu cicho, czując ogromną potrzebę, by o tym opowiedzieć- Przyszedł tutaj, roztrzęsiony i powiedział, że napadła go w lesie jakaś bestia, gdy wędrował z towarzyszami... Myślałem, że chodzi tylko o zwierzę- szepnął ze skruchą. Może gdyby uwierzył mu od razu... Nie, to niczego by nie zmieniło. Wydawało mu się, że jest w tym domu całkowicie bezpieczny. Jak ktokolwiek mógł się tu dostać?- Opatrzyłem go i dałem mu twoje ubrania... Powiedziałem mu, żeby się położył. Zasnąłem, a później... Obudziłem się w nocy i jego już nie było. Więc poszedłem do twojego pokoju, żeby to sprawdzić... A tam był ten potwór. Chciałem uciec na zewnątrz, ale już nie zdążyłem. Myślałem, że mnie zabije... A później wziąłem tą włócznię i... Nie wiem, jak to zrobiłem.
Mortalis milczał, ściskając go wciąż w swoich ramionach.
-Co to właściwie było?- zapytał bez zrozumienia Absalom, spoglądając na mężczyznę pytająco.
-Wilkołak.
-Wilkołak?- powtórzył zdumiony- Co to jest wilkołak?
-Istota, której raczej lepiej nie spotkać na swojej drodze- odparł cicho Mortalis- Za dnia jest... dużo mniej groźna, dlatego najczęściej szuka sobie schronienia przed promieniami słońca. Ale nocą wyostrzają się jej wszystkie zmysły i staje się wyjątkowo trudnym przeciwnikiem.
-Och. A co ta istota... Wilkołak... robi?- dopytał niepewnie chłopak.
-Zabija. Jeżeli jej się uda, co jest znacznie lepsze od drugiej możliwości. Ugryzienie wilkołaka sprawia, że ktokolwiek stanie się jego ofiarą, zmienia się w bestię podobną jemu.
Absalom milczał przez dłuższą chwilę, wpatrując się w twarz mężczyzny niemalże z niedowierzaniem, po czym odwrócił wzrok. Więc... Ten wilkołak...
-... Zabiłem tego człowieka, któremu wcześniej pomogłem...?- zapytał, wstrząśnięty.
-Nie- zaprzeczył Mortalis- To już nie był ten człowiek. To w ogóle nie był człowiek. Nie patrz tak na mnie, Absa. Gdybyś tego nie zrobił, on zabiłby ciebie. Wątpię, żeby zdawał sobie sprawę z tego, że wcześniej próbowałeś uratować mu życie.
-Ale on został zaatakowany w naszym lesie...- zauważył niepewnie chłopak. Dopiero w tym momencie przypomniało mu się, jak znalazł zwłoki tego kupca. Tak strasznie zmasakrowane... To coś musiało tam być już wtedy- Myślisz, że te wilkołaki... Że one się rozmnożyły? U nas?
-One się nie rozmnażają. Wilkołaki powstają jedynie za sprawą owego zakażenia, o którym ci mówiłem. Nie ma innej możliwości. Jeśli jakiś się tu pojawił, musiał przywędrować z bardzo daleka. Nieczęsto można je spotkać, dawno już na żadnego się nie natknąłem.
-Ten... Ten człowiek mówił, że wędrował z innymi!- stwierdził Absalom, spoglądając na mężczyznę z obawą- Więc... Więc może ten wilkołak z lasu stworzył już sobie więcej popleczników skoro...
Mortalis pokręcił głową.
-Wilkołaki nie tworzą sobie popleczników, Absa. To już nie są ludzie, to są zwierzęta i jak każde zwierzęta kierują się instynktem. A ich instynkt każe im zabijać. Nie dla pożywienia czy w obronie swojego terytorium. Po prostu zabijać. Wszystko, co znajdzie się w ich pobliżu, zwierzęta czy ludzi, to nie ma znaczenia. Są gotowe gonić swoją ofiarę wyjątkowo długo, dlatego szanse na wyjście cało ze spotkania z wilkołakiem dla przeciętnego człowieka, który nie jest na to przygotowany i nigdy go wcześniej nie spotkał, są niemalże równe zeru. A tobie się udało- dodał, już znacznie ciszej- W każdym razie, pójdę go poszukać.
-Nie!- zaprotestował gwałtownie Absalom, obejmując go ciasno wokół szyi- To niebezpieczne!
Mężczyzna spojrzał na niego z politowaniem.
-Absa, ustalmy, że jeżeli ty sobie z czymś poradziłeś, to ja tym bardziej nie będę miał z tym problemu. A poza tym, jest dzień, a znalezienie kryjówki bestii, która przez całą noc babrała się we krwi, nie jest szczególnie trudne.
Absalom milczał z braku dobrych argumentów.
-Połóż się, Absa- szepnął miękko mężczyzna, nadal spoglądając na niego tak, jakby ten miał się zaraz rozsypać- Powinieneś teraz dużo odpoczywać.
-Mortalis... Ja naprawdę nie jestem chory ani poważnie ranny- zauważył chłopak, uśmiechając się pod nosem z rozbawieniem.
Dawno już nie czuł się przy nim tak swobodnie i dobrze.

W tym dniu tkwiło coś magicznego. Coś tak magicznego, że Mortalis zdawał się być zupełnie inny niż zwykle, jakby ktoś rzeczywiście rzucił na niego urok. Nie był może przesadnie otwarty, ani tak wylewny i czuły jak wtedy, gdy tylko wrócił, a jednak Absalom dawno już nie czuł się przez niego tak bardzo zauważony, otoczony jego opieką i troską. I jak na niedoszłą ofiarę okropnego potwora, czuł się wyjątkowo radośnie i dobrze. I nawet objęcie mężczyzny nie wydawało mu się być w tym momencie powodem do wstydu – zawsze mógł przecież wytłumaczyć się strachem.
-I co...?- zapytał niepewnie wchodzącego do domu Mortalisa.
-Znalazłem go- obwieścił mężczyzna, a z racji tego, że nie dodał już nic więcej, Absalom domyślił się, że zapewne nie puścił go wolno. Chłopak odkaszlnął cicho. Nie do końca wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Przerażało go to, że wystarczy jedno ugryzienie, by uczynić z człowieka istotę, która nie panuje nad sobą. Ale z drugiej strony... Nawet, jeżeli tak jest... Czy ta istota nie jest mimo wszystko po trosze człowiekiem?
-Ten mężczyzna mówił, że byli z nim inni ludzie... Znalazłeś jakieś... Znalazłeś jakieś ciała?
-Kilka.
Absalom wzdrygnął się mimowolnie.
-Dużo?
-Kilka- powtórzył raz jeszcze spokojnie Mortalis, co tylko utwierdziło chłopaka w przekonaniu, że zapewne owi dwaj robotnicy nie byli jedynymi ofiarami bestii.
Zawahał się przez moment, po czym podszedł do mężczyzny i wtulił się w jego klatkę piersiową.
-Więc już po wszystkim...?- zapytał.
-Tak.
-To dobrze- Absalom spojrzał na niego i uśmiechnął się lekko- Mam nadzieję, że już nigdy więcej nie zobaczę czegoś podobnego...
-Raczej nie- odparł Mortalis z pełnym przekonania tonem, po czym zerknął na chłopaka z uwagą i dodał poważnie- Co wcale nie znaczy, że powinieneś tutaj wpuszczać jakichkolwiek ludzi. Byłbym dużo bardziej spokojny, gdybym wiedział, że postępujesz trochę bardziej odpowiedzialnie...
-Przecież nie mogłem go tak zostawić- zauważył bez zrozumienia Absalom.
-Dlaczego?
Chłopak parsknął cicho. No tak. Zwyczajowe konflikty na tle etycznym i moralnym z Mortalisem. Chociaż rzeczywiście, wyjaśnienie mordercy, że życie ludzkie może być jednak coś warte, bywa czasem wyjątkowo trudnym zadaniem. Westchnął głęboko.
-Musiałem mu pomóc. Gdybym tego nie zrobił, zginąłby.
-Tak, a z racji tego, że mu pomogłeś, mogłeś zginąć ty.
-To tylko pojedynczy przypadek, sam mówiłeś, że te wilkołaki nie zdarzają się zbyt często- stwierdził Absalom, chociaż wcale nie żałował swojej decyzji. Szczerze mówiąc, gdy dobrze się nad tym zastanowił, doszedł do wniosku, że gdyby miał wybierać jeszcze raz, prawdopodobnie zrobiłby to samo. Jak mógł zostawić kogokolwiek bez pomocy?
-Ale często zdarzają się ludzie, którzy mogą ci zrobić krzywdę. Dlatego wpuszczanie kogoś do domu, jest nierozsądne. Ten człowiek mógł równie dobrze chcieć cię okraść albo zrobić coś gorszego.
-Mortalis!- Absalom aż parsknął z niedowierzaniem, kręcąc głową- On słaniał się na nogach! Był kompletnie przerażony i ciężko ranny! Naprawdę wątpię, żeby myślał o tym, żeby mnie okraść... A poza tym... Mieszkamy w lesie! W takiej okolicy, że mało kto uznałby, że w ogóle mamy coś cennego...
-Nie masz pojęcia, do czego są w stanie posunąć się ludzie, Absa.
Chłopak westchnął ze zrezygnowaniem, odsuwając się nieco. No tak. Dyskusji z mordercą ciąg dalszy. Nigdy mocniej, niż właśnie w takich chwilach, nie czuł, jak bardzo ciąży na mężczyźnie wykonywana przez niego profesja, jeżeli rzeczywiście można to było tak nazwać. Za każdym razem, kiedy myślał o nim w podobny sposób, robiło mu się przykro. Mortalis nie kojarzył mu się z mordercą. Mortalis był po prostu... Mortalisem. Dobrym, małomównym, opiekuńczym człowiekiem.
… Który zabijał.
-Mortalis...?- zapytał nagle, spoglądając na niego z uwagą. Mężczyzna zerknął na niego pytająco- Czy... Czy gdyby on mnie ugryzł... To... Zabiłbyś mnie?
-Absa- mruknął karcąco mężczyzna.
-No co?
-Po co zadajesz mi pytania, które nie mają pokrycia w rzeczywistości...? Musiałbym to zrobić.
-Tak, ale pytam... Pytam, czy byś mnie zabił- powtórzył raz jeszcze chłopak, chcąc uzyskać jasną odpowiedź.
Mężczyzna milczał przez dłuższą chwilę, jakby rzeczywiście zaczął się zastanawiać i wahać, jednak gdy wreszcie skinął głową, trudno było uznać ten gest za wyrażający niezdecydowanie czy niepewność.
-Tak- potwierdził stanowczo- Zrobiłbym to.
-Rozumiem- odparł chłopak, uśmiechając się do niego lekko. Nie poczuł się tą odpowiedzią ani wstrząśnięty, ani zdziwiony, właściwie sam nie wiedział, po co o to zapytał. Przecież wtedy nie byłby już sobą. Stałby się jakąś potworną bestią, która mogłaby zrobić Mortalisowi krzywdę.
-To samo ty powinieneś zrobić będąc na moim miejscu- odparł Mortalis, a Absalom spojrzał na niego zdumiony- Gdyby mnie spotkało coś podobnego, powinieneś mnie natychmiast zabić, jeżeli ja nie byłbym już na tyle świadomy, by zrobić to sam. Bez zastanowienia i bez głupich wywodów o moralności.
-Mortalis!- fuknął na niego chłopak, odwracając wzrok. Wizja, że to on mógłby się stać ofiarą mężczyzny nie poruszała go tak bardzo jak myśl, że to on mógłby go zabić- Nie zrobiłbym ci czegoś takiego.
-Już o tym rozmawialiśmy. To nie byłbym ja.
-To nie ma znaczenia!- upierał się chłopak- Nie wiem... Nie wiem, może jestem naiwny, ale... Chyba sądziłbym, że mogę ci jeszcze pomóc... I szukałbym czegoś... Jakiegoś antidotum albo... Albo... Nie wiem... Sam nie wiem...
Mortalis westchnął ciężko.
-Tak, Absa, jesteś naiwny- stwierdził cicho- I strasznie dziecinny. Chyba nie będę mógł się o ciebie przestać martwić, dopóki nie wyrośniesz.
Mężczyzna raz jeszcze rzucił mu uważne spojrzenie, po czym wyszedł na zewnątrz. Absalom powiódł za nim nieco nieszczęśliwym wzrokiem.
Może Mortalis miał rację i on po prostu jeszcze nie dorósł.
Albo dorastał właśnie teraz.
Zupełnie inaczej, niż ktokolwiek mógł oczekiwać.

11 komentarzy:

  1. Anonimowy10:10 PM

    Świetnie, że dodałaś rozdział wcześniej:)

    Skąd Mortalis wie te wszystkie żeczy? Mam pewną teorię, troszkę niedorzeczną ale mam:D Rozdział był świetny i wyjaśnił zagadkę z poprzedniego rozdziału, dlatego podobał mi się jeszcze bardziej:) Nie będę się rozpisywać i zanudzać cię moimi nicnieznaczącymi teoriami, tylko podziękuję ci za poprawę humoru i będę z niecierpliwością czekać na kolejny rozdział;)
    Pozdrawiam i dziękuję za wyleczenie depresji wierny i oddany fan:
    S.S

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy10:18 PM

    A i bym zapomniał, Absalom świetnie poradził sobie z tym potworem, mały Absa nam dorasta;)

    Nie jestem do końca przekonany słów Mortalisa, nie mogę uwieżyć, że on mógłby tak po prostu zabić Absaloma, może jest okrutnym i bezwzglęnym mordercą ale, kogo jak kogo Absaloma by nie zabił.

    Przepraszam za tak chaotyczny i trochę dziwny komentarz, ale szkoła nie działa na mnie pozytywnie:)
    S.S

    OdpowiedzUsuń
  3. Khem... Właściwie nie wiem, co powiedzieć. Trochę to było... Było. Po prostu.
    Przez chwilę czytałam z zapartym tchem, później na trochę przymknęłam oczy.
    W dziwną stronę wybiegła akcja. No ale.
    Całokształt dobry.

    OdpowiedzUsuń
  4. oo jak miło ^^ dziękować za wcześniejszą notkę ^^
    rozdział bardzo ciekawy.
    Reakcja Mortalisa mnie niezwykle zaintrygowała O.o nie spodziewałam się po nim takiej czułości i opiekuńczości. Chociaż odpowiedź na pytanie, czy zabiłby Absę była, że tak powiem, wręcz dobitnie szczera .__. ja bym się chyba na jego miejscu ledwo powstrzymała od płaczu xD
    Z rozdziału na rozdział opowiadanie robi się coraz ciekawsze ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Nieźle, nieźle :]
    Absa nieźle sobie poradził z tym wilkołakiem dobrze że tamten go nie ugryzł...
    Podejrzewam, że praca Mortalisa polega właśnie na zabijaniu takich kreatur i dlatego tyle wiedział o wilkołakach... przez chwilę nawet myślałam, że może sam jest jednym z nich ale mam nadzieję, że tak nie jest :D
    Z niecierpliwością czekam na moment w którym Absa wyzna Mortalisowi swoje niezrozumiałe na razie uczucia oraz kiedy Mortalis zacznie dawać znaki, świadczące o tym, że młody nie jest mu obojętny...
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy8:30 PM

    Dziękuję za dodanie odcinka wcześniej, bo dziewięć godzin w szkole nie działa na mnie zbyt dobrze, i za to, że to właśnie YFM. ^^ Wilkołak... Kto by się spodziewał? Taki nieoczekiwany zwrot akcji. A opatrywanie rany Absaloma, to już było coś. ;) Dobra, nie rozpisuję się, bo powyżej wszystko jest już napisane. ;) Tak, leń ze mnie, ale cóż.

    Więc, czekam na następną notkę, i oczywiście, życzę weny. Dużo, dużo weny! ;]

    Pozdrawiam, Spiritt.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiedziałam, że mamy do czynienia, to znaczy oni mają, z wilkołakiem. I ulga, że Mortalis nim nie jest, bo sądziłam, że przemieniają się tylko w czasie pełni, a tu jednak są potworami cały czas.
    Po tym rozdziale widać, że Motalisowi bardzo zależy na Absie. :D
    Uwielbiam ich obu. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy11:22 PM

    Puk, puk, usycham, halo! Już była taka piękna okazja a tu nic. Ale za to Mortalis jakoś zabłysnął mi wreszcie, bo tak to był nudny i gburowaty. Czekam na dalsze części zatem.
    Edmund teraz, prawda? D.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kocham cię! <3 Moje ulubione opowiadanie. Wiem ile znaczy dobry komentarz, ale nie wiem czy dam radę się wystarczająco rozpisać. Jak zawsze twój styl cudowny. Pisałam ci już komentarze pod różnymi pseudo, ale mniejsza ^ ^ Uwielbiam Absę. On jest taką dziewicą *.* Po prostu ah<3 nie mogę się doczekać, by zobaczyć minę Mortiego, gdy ten nakryje go na mokrym śnie xDDDD Bo to kiedyś musi się wydarzyć. A i pomysł z wilkołakiem rozgryzłam, choć ci nie powiedziałam. xD Hohhohoho xD Może kwestia zbyt dużej ilości Vampire diaries? who cares xD Nie mogę się doczekać następnego odcinka... Mam nadzieję, iż mój komentarzyk był wystarczający, by wena ci dopisała ^ ^ nyah nyah

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy10:12 AM

    Jeju, ale ja czekałam na moment, w którym Mortalis okaże trochę więcej czułości swojemu podopiecznemu...
    Cudowny rozdział, cieszę się, że nadszedł tak szybko.:)
    Ale teraz znów trzeba czekać, to dołujące.
    Ale tylko trochę, bo wiadomo że warto przeżyć tych kilka tygodni oczekiwania dla czegoś tak wspaniałego.
    Powodzenia w pisaniu!
    J.:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj tam... każdy jest inny i to jest piękne xD Zresztą, będąc na miejscu Absy, zrobiłabym to samo - wolałabym szukać antidotum w ostateczności polegając, niż dopuścić się mordu na Mortalisie. To raz, a dwa... nie wiem czemu, ale nie podoba mi się to zadrapanie - póki co, Mortalis nie wie, czy rana była wynikiem uderzenia się o coś, czy przecięcia skóry przez pazur wilkołaka. Oby nie było złego zakończenia w przyszłości, oby xD

    OdpowiedzUsuń