Strony

sobota, 24 września 2011

§ 12 § [YFM]

Minęło już tyle czasu. Georgina była bliska rozwiązania, ostatnimi czasy trudniej było ją spotkać, bo nie wychodziła już prawie z domu. Edalis nieustannie rozprawiał radośnie o swoim przyszłym wnuku lub wnuczce, chociaż zaznaczał za każdym razem, że jest niemalże pewien tego pierwszego. Zmieniła się jedna z karczmarek, wschodnie skrzydło gospody pozostawało w remoncie, a w środku miasta wybudowano piękną, kamienną fontannę. Może gdyby nie te wszystkie zmiany, Absalom nawet nie zdawałby sobie sprawy z upływu czasu, bo w jego życiu wszystko pozostawało dokładnie takie samo. Wciąż nie pozbył uciążliwych myśli, które dręczyły go nieustannie, raz sprawiając wrażenie niebezpiecznych wręcz dziwactw, to znów wydając mu się ledwie niewinnymi marami. Bał się, że któregoś dnia się zdradzi. Bał się, a zarazem podświadomie czuł czasami, że gdyby Mortalis wiedział, łatwiej byłoby mu to zrozumieć, dowiedzieć się, czym jest to nietypowe uczucie, czym są te sny, te myśli, doprowadzające go do szaleństwa, na przemian wprawiające go w stan otępienia i niezrozumiałej euforii.
I znowu z okna gospody Edalisa obserwował spacerujące pary, ale już mniej tęsknie niż kiedyś. Teraz instynktownie szukał pośród nich czegoś więcej, chociaż sam jeszcze nie wiedział czego.
-... oby wdał się w nią... to taka śliczna dziewczyna! Ale jeżeli to będzie chłopak... A to będzie chłopak, chłopcze, czuję to... To właściwie powinien mieć coś z ojca... Ale co to za ojciec! Moja Georgina jest bardziej męska niż on! Ach, gdyby ktokolwiek mnie słuchał zawczasu...
-Widziałem coś... coś dziwnego...- rzucił w zamyśleniu Absalom, nie przyjmując do świadomości ani słowa z tego, co powiedział przed chwilą mężczyzna. Edalis spojrzał na niego pytająco- Dwóch... Dwóch mężczyzn... Szli miastem i...- zawahał się wyraźnie- I trzymali się za ręce- dodał po chwili, pąsowiejąc. Czuł się zażenowany, zawstydzony, miał nadzieję, że to kłamstwo go nie zdradzi.
-Ach...- Edalis pokiwał głową ze zrozumieniem i machnął lekceważąco dłonią- To normalne...
Absalom podniósł na niego wzrok, wpatrując się w niego zdumiony, a w jego sercu przez chwilę zagościło coś na kształt ulgi. Nie na długo.
-To znaczy to wcale nie jest normalne- sprostował natychmiast Edalis, wprowadzając go w stan zupełnego rozstrojenia i jeszcze większej niepewności- Ale wiesz, chłopcze... My mężczyźni... Mamy pewne potrzeby...- mężczyzna odkaszlnął znacząco- A że młode chłystki często zaciągają się do armii... A jak mówię, mają swoje potrzeby... Nie ma kobitek i... No, chłopcze, nie trudno się domyślić, prawda? I podobno niektórym tak zostaje. Ale to rzeczywiście dziwne, raczej się z tym nie obnoszą... Gdzie ich widziałeś?
-Nie wiem... Nie wiem, nie pamiętam- spłoszył się natychmiast Absalom, odwracając wzrok w kierunku okna i zaczesując nerwowym gestem pasemko włosów za ucho.
Ulga zniknęła. Jej miejsce zajął lęk i niezrozumienie. On przecież nie był w wojsku. Nie był odizolowany od świata, wbrew temu, co mówił Edalis. Bywał w mieście. Czasem widział, jak panny spoglądają na niego z nieśmiałym uśmiechem, ale udawał, że tego nie widzi. Zawsze był za młody, za młody na to, żeby się tym zajmować, zawsze mu się wydawało, że ma czas, zupełnie tak, jakby wyobrażał sobie, że ta odpowiednia spadnie nagle z nieba albo będzie potrzebowała pomocy niczym księżniczka uwięziona w wysokiej wieży, a on, bohater, pojawi się przy niej i niespodziewanie okaże się, że to właśnie ona. Ale zawsze, ilekroć o tym myślał, zaraz nachodziła go refleksja, że dziewczyna byłaby jedynie niepotrzebnym obciążeniem dla Mortalisa, a bez niego nie wyobrażał sobie przecież funkcjonowania. A teraz był już odpowiednio dojrzały i coraz częściej Edalis wypominał mu, że w tym wieku powinien szukać już sobie wybranki, a on... A on miał swojego wybranka. Chciało mu się śmiać na samą myśl, ale to był gorzki śmiech, w którym kryło się przerażenie i niepewność.
Ciężko było chyba o większe dziwactwo. Ale to nie był przecież jedynie jakiś etap, nie moment, nie chwila. Te sny, te myśli, ciągnęły się za nim stanowczo zbyt długo i stopniowo traciły swoją pierwotną niewinność. Czy gdyby powiedział o tym Mortalisowi, zareagowałby tak samo? A może byłby zdenerwowany? Zrozumiał by, czy jednak uznałby to za coś niezdrowego. A może to było niezdrowe. Absalom nie mógł przestać tego roztrząsać. Mamił się złudzeniami i karmił wspomnieniami. Każdą myślą, którą mu poświęcił, każdą chwilą, w której byli razem, w której czuł, że są sobie bliscy, bliscy inaczej. Rozpamiętywał jego słowa, uśmiechał się do siebie z dziecinnym rozmarzeniem, czując w sobie przyjemne ciepło. A moment później znowu wracały do niego smętne obrazy, szorstkie zachowanie mężczyzny, jego pobłażliwość, świadomość, że w oczach Mortalisa nie jest nikim szczególnie wartym uwagi, niczym więcej, jak tylko tym dzieckiem, znalezionym przed kilkunastoma laty.
-Ile to już dni...?- Edalis upił łyk herbaty i zerknął uważnie na chłopaka.
-Dwadzieścia trzy...- szepnął Absalom bez chwili zastanowienia. Odruchowo już odliczał kolejne doby, z każdą czując się coraz bardziej zmęczony, wytrącony z równowagi i stęskniony. W ostatnich dniach zupełnie opadł z sił, tak bardzo, że nawet nie zajmował się szczególnie domem, ani sprzątaniem, ani zakupami. Wychodził rano, zatrzymywał się w karczmie Edalisa, siedział tam do popołudnia, wracał i nagle okazywało się, że zastała go noc, a on nie potrafił sobie przypomnieć, co właściwie konkretnego robił. Bez Mortalisa zachowywał się jak ślepiec, wyrzucony na jakimś pustkowiu, który nie ma pojęcia dokąd iść, ani po co iść, nie widzi ani celu, ani drogi.
-Ech, tam, chłopcze! Potrafił znikać na kilka miesięcy, co tam dwadzieścia dni!- zaśmiał się głośno Edalis i oparł się o stół, z trudem podnosząc się z miejsca. Mebel skrzypnął głośno pod wpływem jego ciężaru. Mężczyzna ruszył powoli do przodu, zatrzymując się jeszcze na chwilę przy Absalomie- Mówię ci chłopcze, daję słowo, że dzień śmierci tego... Chociaż nie, ja właściwie pewnie nie dożyję jego śmierci. Czasami gotów jestem uwierzyć w te bajeczki na temat jego cudnego wdzianka... Ale to nie żadne czary-mary, to po prostu szczęście. Szczęście i rozum, a tego drugiego, mimo całego jego dziwactwa, nie mogę mu przecież odmówić. Chociaż gdybyś ty mnie nie odwiedzał, pewnie dawno pomyślałbym, że zdechł. Słowo daję, sto lat go tu nie było! Wielki pan, trzeba mu listownie donosić, komu powinien uciąć łeb, już nawet targować się nie chce, a kaprysi jak panna na wydaniu...- wymamrotał Edalis, kręcąc potępiająco głową, po czym raz jeszcze uśmiechnął się do zdezorientowanego chłopaka i ruszył powolnym, posuwistym krokiem w stronę lady.
Absalom czekał na niego jeszcze przez kilkanaście minut, ale w końcu zostawił jedynie niedopitą herbatę i wyszedł bez pożegnania. Snuł się po mieście jak cień, obszedł kilka razy fontannę, obserwując bawiące się wokół niej dzieci, a później skręcił w wąską uliczkę pomiędzy domostwami. Słyszał dobiegające z otwartych okien odgłosy sporów i kłótni, śmiechy i rozmowy i czuł się tak, jakby nagle trafił do zupełnie innego świata. Miasto, wielkie miasto, pełne ludzi, z których każdy był zupełnie inny, każdy miał swoje własne sprawy i sprawki, ale mimo tego wszystkiego, każdy z nich żył w jakiejś wspólnocie. Wspólnocie, która choć czasem objawiała się pełnym zazdrości donosem na sąsiada albo mało przyjemną uwagą rzuconą za plecami, sprawiała jednak wrażenie dobrze zorganizowanej i mimo wszystko, na pewien sposób, nawet sympatycznej. Absalom czuł się tu źle, źle reagował na hałas, na tłok, na krzyczących ludzi, codzienne sprzeczki i sytuacje, które były przecież zupełnie naturalne. I ta wspólnota też taka była. Wspólnota ludzi, istniejących obok siebie, których losy były ze sobą nierozerwalnie związane. I mimo wszelkich trudności wynikających z kłopotliwego współżycia, nie licząc jednostek, ta wspólnota działała jednak w imię jakiegoś wyższego dobra, dobra całości. To, co do tej pory wydawało się Absalomowi uciążliwe, nagle zaczęło się w jego oczach jawić jako pewnego rodzaju szlachetność, niemalże bohaterstwo. Bohaterem zdawała mu się i kobieta, pracująca ciężko na swoim polu, by zapewnić żywność swojemu potomstwu, i kupiec, nieustannie oszukujący i tłumaczący się brakiem umiejętności w rachowaniu, który jednak dostarczał mieszkańcom miasta potrzebnych im rzeczy, i żebrak, który od zawsze siedział dokładnie w tym samym miejscu, stanowiąc niejako część obrazu tego świata i chociaż plotki głosiły, że dorobił się już na tym całkiem sporego majątku, nieustannie tak samo poruszał Absaloma, który nie szczędził mu kilku drobniaków. I ci wszyscy ludzie, kobiety, mężczyźni, dzieci, zdawali się działać w imię czegoś wyższego, ważniejszego. A Absalom... Absalom miał Mortalisa, który był dla niego właściwie całym światem, sensem wszystkiego. Wszystko, co robił, robił dla niego albo ze względu na niego. Poczuł w sobie po raz kolejny pustkę, teraz wynikającą z zupełnie innej przyczyny, ze świadomości, że może powinien żyć tutaj, pomiędzy tymi ludźmi, pomóc im jakoś, zrobić cokolwiek, by żyło im się lepiej. Zawstydził się na samą tą myśl, jakby oznaczała ona zdradę jego dotychczasowego trybu życia. Może Edalis miał rację, może rzeczywiście tkwiło w nim coś na kształt tęsknoty, tęsknoty za tym wszystkim, za życiem, które gwarantowało coś więcej prócz oczekiwania i wspólnej samotności, ale i tak zdawał sobie sprawę z tego, że nie jest w stanie tych rzeczy ze sobą pogodzić. Nie mógł być szczęśliwy pośród mieszkańców miasta, nie mając obok siebie Mortalisa. A będąc z Mortalisem, musiał się pogodzić z tym, że nigdy nie będzie czuł się do końca spełniony, nigdy nie będzie miał świadomości, że uczestniczy w czymś istotnym, że komuś naprawdę pomaga, że jest coś w stanie zmienić i rzeczywiście to robi.
Aż przystanął, zaskoczony swoimi własnymi myślami. Zaśmiał się cicho, kręcąc głową. Ach, ależ mu się trafiły młodzieńcze dylematy...
Gdy zawrócił, zaczynało się już ściemniać. Przeszedł przez lasy i gdy tylko znalazł się w pobliżu swojego maleńkiego domu, nie, ich maleńkiego domu, poczuł w sobie coś tak niesamowitego, że aż nie mógł się nadziwić, że jeszcze chwilę temu naprawdę zastanawiał się nad przeniesieniem się do miasta, tego hałaśliwego, rozgadanego, wiecznie mającego problemy miasta. Tu było cicho, spokojnie, swojsko... Teraz ta cisza zdawała się kontrastować z hałasem na rynku jeszcze bardziej niż zwykle. Absalom wszedł do domu, wciąż uśmiechając się do siebie leciutko rozbawiony. Pierwszy raz od tych kilku dni, jego ponure jeszcze chwilę temu rozmyślania, wprawiły go, właściwie, w dobry nastrój.
Nucąc coś cicho, przeszedł kilka kroków i w tym momencie dostrzegł na podłodze plamkę krwi. Zatrzymał się, zdumiony. Kawałek dalej znajdowała się kolejna, następna, dużo większa, tuż przy drzwiach prowadzących do pracowni Mortalisa. Absalom podszedł do nich niepewnie. Dostrzegł szkarłatny ślad także na klamce.
-Mortalis...?- zapytał cicho- To ty...?
-Tak- padła zza drzwi ledwie słyszalna odpowiedź.
Absalom oparł dłoń na klamce i zagryzł nerwowo wargę.
-Wszystko w porządku...?
-Tak.
-Na pewno...? Zauważyłem krew...- rzucił zaniepokojony.
-W porządku. Zostaw mnie, Absa.
-Dobrze- zgodził się Absalom, nie odsuwając się jednak od drzwi. Słowa mężczyzny wcale go nie uspokoiły. Wracał już czasem ranny, mniej lub bardziej, ale nigdy wcześniej Absalom nie znalazł śladów krwi ani niczego takiego. Miał ochotę zapukać i raz jeszcze zapytać, czy czuje się dobrze, ale ostatecznie po prostu nacisnął klamkę i zajrzał niepewnie do środka.
To, co zobaczył, zupełnie go przeraziło. Mortalis siedział na podłodze, rozebrany do połowy, z rozległymi ranami na klatce piersiowej, które usiłował nieudolnie, samodzielnie opatrzyć.
-Mortalis!- chłopak doskoczył do niego natychmiast, zabierając bandaże z jego dłoni. Mężczyzna spojrzał na niego ledwie przytomnie. Obok niego leżała przesiąknięta krwią koszula. Absalom pierwszy raz widział go w takim stanie- Daj... Daj, zrobię to...- rzucił gorączkowo, drżącymi dłońmi, szybko obwiązując ranę i usiłując zatamować krwawienie- Co się stało...?- szepnął przejęty, ale nie uzyskał odpowiedzi. Mortalis pochylił się lekko do przodu, a jego twarz zakryły włosy- Mortalis!- Absalom spojrzał na niego z lękiem, nie będąc pewnym, czy w ogóle jest on świadom tego, co się wokół niego dzieje- Mortalis!
-Zostaw mnie, Absa- szepnął raz jeszcze mężczyzna, usiłując odsunąć chłopaka od siebie.
-Nie ma mowy!- zaprotestował gwałtownie chłopak- Chodź... Chodź, proszę...- chwycił go w pasie, podnosząc do pionu. Mortalis oparł się na nim całym ciężarem ciała, a Absalom zachwiał się lekko, ale udało mu się go podtrzymać i przyprowadzić do pokoju. Usadził go na swoim łóżku, bo było bliżej- Połóż się- polecił chaotycznie, chwytając za poduszki i podkładając je pod głowę mężczyzny.
Mortalis mruknął coś zupełnie niewyraźnie, przymykając powieki. Oddech miał płytki i nierówny, sprawiał wrażenie, jakby spał. Absalom dotknął dłonią jego rozpalonego czoła. Zapalił jedną ze świec, oświetlając nieco pomieszczenie, a następnie przysiadł na brzegu łóżka, nie wiedząc zupełnie, jak powinien się zachować. Mortalis nigdy wcześniej nie wymagał jego opieki, nie pod tym względem, nigdy też nie był równie bezradny i wymagający pomocy. Absalom zupełnie stracił głowę. Nie wiedział, jak powinien mu pomóc. Był słaby, kompletnie bezradny, zdezorientowany. Ścisnął dłoń Mortalisa, czując narastającą panikę. Jak bardzo chciałby mieć teraz w pobliżu kogokolwiek, kto byłby mu w stanie pomóc. W pierwszym odruchu chciał biec do miasta, do Edalisa, pytać go o jakiegoś uzdrowiciela, medyka... Ale bał się zostawić mężczyznę samego, bał się, że coś mu się stanie pod jego nieobecność. Chłopak poczuł, jak łzy napływają mu do oczu. Potrzebował dłuższej chwili, żeby wziąć się w garść, ale w końcu podniósł się i chwycił za misę wody, po czym zamoczył w niej chustę, by zrobić okłady.
Usiadł ponownie u boku mężczyzny i czuwał.

To była ciężka noc. Absalom nie zmrużył oka, nieustannie krzątał się po pomieszczeniu, zmieniał okłady i sprawdzał, czy opatrunki mężczyzny nie przesiąknęły krwią, przez co nie pozwalał zasnąć także Mortalisowi. Ten wydawał się być jednak ledwie przytomny, co jakiś czas otwierał oczy, rozglądał się po pomieszczeniu, jakby nie wiedział, co się wokół niego dzieje i mamrotał coś nieskładnie albo miotał się niespokojnie. Absalom starał się jak mógł skoncentrować wyłącznie na pomocy mężczyźnie, ale nie potrafił wyzbyć się targających nim emocji ani czarnych myśli, które nieustannie do niego powracały. Przecież to w końcu musiało się zdarzyć. Biorąc pod uwagę tryb życia Mortalisa, jego zajęcie, taka sytuacja była wręcz nieunikniona. A gdyby nie znajdował się wystarczająco blisko domu? A gdyby zasłabł w drodze, z daleka od wszystkich, gdyby opadł z sił... Nie chciał sobie tego wyobrażać, ale nie potrafił przestać. Nie mógł być spokojny, nie wiedział, jak poważne są obrażenia mężczyzny ani nie umiał się nimi profesjonalnie zająć.
Gdy zaczynało świtać, gorączka Mortalisa wyraźnie spadła i mężczyzna zapadł w sen. Absalom również przysnął w końcu, wyczerpany, siedząc przy stole, z głową opartą na jego blacie. Obudził się po niecałej godzinie i natychmiast podszedł do łóżka mężczyzny.
-Mortalis...- szepnął z ulgą, widząc, że ten jest już przytomny. Mężczyzna spojrzał na niego, nie odpowiadając ani słowem- Co się stało?- zapytał chłopak, po czym zdał sobie sprawę z tego, że to nie jest odpowiedni temat na tę chwilę i dodał- Przepraszam... Nie ruszaj się, dobrze?- szepnął, dostrzegając, że Mortalis usiłuje się podnieść- Zaraz zmienię ci opatrunki.
Przeszedł do bocznego pomieszczenia i wyjął z jednej z szafek bandaże. Usłyszał skrzypnięcie łóżka dobiegające z sypialni. Gdy do niej wrócił, zobaczył, że mężczyzna siedział już na posłaniu i starał się wstać.
-Nie rób tego- rzucił natychmiast, podchodząc do niego i usiłując go powstrzymać, ale Mortalis odsunął go od siebie stanowczo i w końcu udało mu się stanąć na nogach, chociaż już na pierwszy rzut oka widać było, że jest bardzo wyczerpany. Ruszył powoli do przodu. Na jego twarzy pojawił się grymas bólu. Zgiął się lekko, chwytając za obandażowane miejsce, po czym doszedł wreszcie do przeciwnej ściany i oparł się o nią całym ciężarem ciała- Mortalis! Co ty wyrabiasz...?- Absalom znowu ruszył w jego kierunku, usiłując mu pomóc, ale mężczyzna nie chciał nawet ruszyć się z miejsca.
-Zostaw mnie, Absa- odpowiedział tylko, zupełnie tak jak wcześniej.
-Przecież jesteś ranny!
-Czuję się dobrze.
-Bzdura!- żachnął się chłopak, aż nie mogąc uwierzyć w to, co słyszy. Chociaż chyba nie mógł oczekiwać od mężczyzny uległości pod tym względem- Musisz wrócić do łóżka i odpoczywać, bo inaczej będzie się źle goiło!
-Wszystko ze mną w porządku- powtórzył raz jeszcze Mortalis, doprowadzając Absaloma do stanu bliskiego desperacji.
-Nie możesz się ruszyć.
-Zostaw mnie, Absa.
Chłopak raz jeszcze starał się go poprowadzić w kierunku łóżka, ale mężczyzna nadal mu się opierał. Absalom odsunął się nieco, nie zamierzając jednak kapitulować.
-I co teraz?- zapytał, wpatrując się w niego bez zrozumienia.
-Z czym...?- rzucił w odpowiedzi mężczyzna, jakby naprawdę nie rozumiał.
-Zobacz na siebie, ledwie się ruszasz! Wróć do łóżka, zrobisz sobie krzywdę!
-Daj mi spokój, Absa...- odpowiedział Mortalis z wyraźną niechęcią- Dam sobie radę sam.
Chłopak aż parsknął z niedowierzaniem. Czy on naprawdę nie widział, w jakim jest stanie? A może widział, ale to do niego nie miał zaufania. Mortalis, jakby na dowód swoich wcześniejszych słów, wyprostował się i przeszedł jeszcze kilka kroków, po czym zachwiał się gwałtownie i gdyby nie szybka reakcja Absaloma, z pewnością by upadł.
-Wracasz do łóżka- zadecydował chłopak ze stanowczością, jaką rzadko dało się słyszeć w jego głosie. Mortalis zaprotestował po raz kolejny, ale tym razem nie miał już tyle siły, by oprzeć się Absalomowi, co jeszcze bardziej świadczyło o jego złym stanie. Chłopak doprowadził go z powrotem do łóżka i usadził na nim, po czym usiadł obok i zdjął z niego wczorajsze opatrunki. Część przylepiła się do ciała, razem z zaschniętą krwią, ale Mortalis nawet nie drgnął, gdy Absalom je odrywał.
-Absa, pospiesz się...- rzucił z niezrozumiałym zniecierpliwieniem, gdy chłopak zabierał się za delikatne przemywanie jego ran.
-Boli cię?- zmartwił się Absalom.
-Nie. Po prostu się pospiesz.
Chłopak zacisnął wargi, nie przerywając jednak swojego zajęcia i nadal wykonywał je z równą dokładnością. Mortalis sprawiał wrażenie wytrąconego z równowagi i opryskliwego, a to kontrastowało z jego zwyczajowym spokojem, wręcz nienaturalnym spokojem.
-Powinien cię zobaczyć medyk- stwierdził niepewnie chłopak, zaczynając na powrót obwiązywać jego rany bandażami- Nie wiem, czy... czy robię wszystko jak należy... Jeżeli chcesz, pójdę po Edalisa i...
-Nie. Dobrze wiesz, że nikt nie powinien tu przychodzić.
Absalom aż parsknął z niedowierzaniem.
-Przecież potrzebujesz pomocy.
-Przecież jestem mordercą...- mężczyzna spojrzał na niego pobłażliwie.
-Nie każdy cię rozpoznaje.
-I wolę żeby tak zostało.
Absalom zagryzł nerwowo wargę, starając się uspokoić emocje. Skończył opatrywać Mortalisa, który chwilę potem, jakby w wyrazie kapitulacji, położył się, chociaż już na pierwszy rzut oka można było dostrzec, że nie czuje się komfortowo. Absalom z trudem przywołał uśmiech na twarz.
-Nie byłem ostatnio na zakupach, więc nie ma w domu zbyt wiele, ale zaraz postaram się coś znaleźć.
-Nie jestem głodny.
Mina Absaloma zrzedła.
-Ale... Przecież od wczoraj...
Mortalis odwrócił twarz w kierunku okna i rzucił:
-Zostaw mnie, Absa.
Absalom westchnął głęboko. Zastanawiał się, ile jeszcze razy usłyszy to zdanie.

22 komentarze:

  1. O jejku.. jestem pierwsza.. No ale do rzeczy. Podoba mi się jaki dojrzały stał się Absa kiedy zobaczył Mortalisa. Taki stanowczy "Mortalis, masz się położyć, i bez gadania" Tak! A Mortalis.. ja nie mogę, rozumiem, chce być niezależny ale żeby aż tak..? Argh! Deirdre chce wieeceej..*robi oczy jak kot ze shreka* xD Weny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy12:29 AM

    Ach!!! Czekałam, czekałam i wreszcie się doczekałam!!! ;D To jest moje ulubione opowiadanie na twoim blogu, wprost je ubóstwiam! Ale wracając do rozdziału, to oczywiście - i jak zawsze - był wspaniały, napisany z lekkością i sprawiający, że chcesz więcej. Absa i Mortalis, dwie naprawdę wspaniale wykreowane postacie, ach... co ja plotę, cały świat stworzony przez ciebie w tym opowiadaniu jest wspaniały. Dziękuję!!! Z całego serca i mojego uzależnionego umysłu, dziękuję!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. nienawidzę cię, a wiesz dlaczego? bo to brzmi jakby morti został zaatakowany przez wilkołaka. ponawiam iż cię nienawidzę i żądam kolejnego odcinka szybko! :D Weny życzę i wytrwania w moich prośbach ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. O rany, faktycznie to brzmi jak ten atak wilkołaka. O nie. D: To znaczy: pewnie będzie inaczej, ale na wszelki wypadek się podenerwuję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy10:47 AM

    Boże kochany... Ja tu palpitacji serca dostaje, kobieto! Odcinek wspaniały. Kocham to opowiadanie i to się nie zmieni. Oby Mortalis szybko wrócił do siebie. I wydaje mi się, że przez jego "uszczerbki na zdrowiu" zbliżą się z Absalomem. Oby jak najbliżej... :3
    Życzę dużo weny, i oczywiście ślę pozdrowionka. :3
    Spiritt.

    OdpowiedzUsuń
  6. nie ogarniam .__. po tym rozdziale mam swoją koncepcję na temat tego co mogło się stać ale.. zakręciłaś mnie totalnie teraz xD niby wiem o co chodzi a jednak czuję się jakbym coś przeoczyła, zgubiła jakiś wątek XD to jest dobre .__. bo czuję ciekawość względem następnego rozdziału xD
    weny ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. Ach dołączę do poprzedniczek i też sobie bardzo zachwalę rozdział.
    Ogólnie całe opowiadanie wprawia mnie w stan dzikiej euforii, kocham postać Mortalisa, a Absa jest po prostu słodki ;)

    No wielbię i tyle ;** I kopię wena w tyłek aby miał chęć jak najczęściej iść w kierunku pisania YFM ^^

    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. *_* aż mnie zatkało i już drżę na myśl o kolejnym rozdziale! Mam nadzieje, że wena wróci do Ciebie :) I nie widać jakbys się nie przykładała ^^ Jest cudnie :)

    Kohaku

    OdpowiedzUsuń
  9. Jej, normalnie od razu nasunęło mi się, że Mortalis stał się wilkołakiem ;c I co mnie ku temu skłania? Fakt, że próbował opatrzeć swoje rany sam, nie dopuszczał do siebie Absy, dodatkowo to "pospiesz się, po prostu się pospiesz" brzmiało tak, jakby jak najszybciej chciał stąd uciec, aby nie skrzywdzić Absy, jak się przemieni ;c

    OdpowiedzUsuń
  10. Coś krótki ten rozdział, ale rozumiem, że jak weny nie ma, to ciężko coś dłuższego napisać. :D

    Mortalis nie może zostać wilkołakiem. Chociaż może te rany nie zadał wilkołak, wtedy Mortalis nie wrócił by już do domu. Nie naraził by Absy. Może liczy, że jak coś, to chłopak go zabije.

    W sumie liczę, że teraz zbliżą się obaj do siebie. Już się nie mogę doczekać pierwszego pocałunku itd. :D
    Rozdział świetny, więc nie narzekaj. :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy9:15 PM

    Ja chyba oszaleję. Za każdym razem jak już ma sie zacząć coś dziać ktoś na kogoś napada i leje sie krew. Jestem pewna, że jak już Mortalis i Absalom wszystko między sobą wyjaśnią, kupię szampana na tą okazję i będę uroczyście świętować. D.

    OdpowiedzUsuń
  12. taaaa ;) btw, ten rozdzial za krótki xD czego mozna sie w sb spodziewac? ;>

    OdpowiedzUsuń
  13. A może by tak... Anything for you? *c*

    OdpowiedzUsuń
  14. Akemi7:17 PM

    Hooł, cóż to się dzieje z Mortalisem? To do niego nie podobne... Raczej nie ciachnął go wilkołak... chyba, więc o co chodzi? Było tak dobrze, nawet podczas wcześniejszych powrotów nie zachowywał się tak opryskliwie, a teraz... obawia się o ukazywanie słabości? Dotyk Absy działa na niego... ? :>

    OdpowiedzUsuń
  15. Anonimowy2:23 PM

    oja oja oja !
    swietne opowiadanie, normalnie przeczytalam je jednym tchem ^_^
    ale z mortalisa uparciuch ! nie chce okazywac slabosc, no ale zeby nie pozwolic sobie pomoc ?!
    ehh....
    nie moge sie doczekac nastepnego rozdzialu ;D

    OdpowiedzUsuń
  16. Anonimowy9:08 PM

    uwielbiam to opowiadanie. :D
    kiedy kolejna część?

    OdpowiedzUsuń
  17. Mionica2:44 PM

    Droga Silencio,
    niedawno zaczęłam czytać YFM i jak dla mnie jest boskie *^*. Mam nadzieję, że będzie to dłuugie opko oraz że będziesz miała dużo weny i cierpliwości do pisania ;*
    Ogółem moje spostrzeżenia:
    bohaterowie świetni, ale mam nadzieję, że dowiemy się niedługo czegoś więcej o Mortalisie (swoją drogą - świetne imię @.@)
    Czasem udaje Ci się zapomnieć o "się" w czasownikach zwrotnych, ale to da się przeboleć ;D
    Pozostawiasz mnie w niepewności i podsycasz moje pragnienie jak zawsze (och ty zła i okrutna :3 )

    Z niecierpliwością czekam na next'y!!!

    Nie masz może w planach dłuższego opowiadania? Czegoś typu "Every me" *.*

    Jeśli mogłabyś mnie informować o nowych notkach: email: blogina@buziaczek.pl
    GG: 9240740

    OdpowiedzUsuń
  18. Anonimowy9:02 PM

    Super opowiadanie (jako całość) i rewelacyjny odcinek:) W sumie wszystko mi się podoba, ale od odcinka, w którym Absalom zaczął odkrywać swoje uczucia i pociąg do Mortalisa to wręcz skaczę na krześle:P niesamowicie podobała mi się mrożąca krew w żyłach przygoda z wilkołakiem, która udowodniła, że Absa nie jest znów taki nieporadny. Dobrze wiedzieć.
    Ale... z niecierpliwością czekam na dalsze perypetie miłosne A. z M. Mam nadzieję, że to się w końcu jakoś posunie do przodu, choć rozmyślania Absaloma nt. Mortalisa i ich ewentualnego związku są słodkie. tak mi go szkoda ;) nie ma telewizji, internetu ani innego sposobu, dzięki któremu mógłby dowiedzieć się czegoś na temat związków między mężczyznami. Choć i tak wiem, że Mortalis go kocha i tak samo coś by chciał, ale uważa, że Absa powinien stworzyć związek z kobietą.
    Więc dochodzę do mojego pierwszego pytania: (wiem, że domyślasz się treści, bo nie będę oryginalna i jak wszyscy czytelnicy spytam) kiedy będzie następny odcinek???????? bo ja NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ DALSZEGO CIĄGU!!!!!!!!! naprawdę! chyba jednak lubię trafiać na bloga, gdzie opowiadanie jest już skończone, bo wtedy łykam je na raz, ale... tak też jest fajnie, kiedy wiem, że autor kontynuuje pisanie. Więc się mną nie przejmuj. Poczekam. W między czasie przeczytam pozostałe opowiadania. Choć w sumie... trochę się przejmij:P
    A teraz drugie pytanie, przed którym będzie wstęp zarysowujący problem.
    Więc: pokochałam twoje opowiadania po "Every-me". W jednym z rozdziałów poleciłaś twój drugi blog "Eyes on wings", w którym znalazłam tylko prolog, choć słowo "tylko" nie do końca odzwierciedla jego zawartość, bo to był niesamowicie wciągający prolog do opowiadania, którego MUSZĘ poznać ciąg dalszy! Powiedz, że piszesz to opowiadanie dalej, albo będziesz pisać, BŁAGAM! Jest/będzie ciąg dalszy "Eyes on wings"?????

    Nana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ci bardzo za komentarz :D. No to po kolei - bardzo się cieszę, że "You Found Me" przypadło ci do gustu i zapraszam do przeczytania pozostałych opowiadań. Tak, zamierzam to kontynuować. W tym tygodniu dodam "Drag Queen" w następnym jak co dwa tygodnie "Chaos", a później postaram się napisać kolejny rozdział tego opowiadania i mam nadzieję, że twoja cierpliwość zostanie wynagrodzona. Co do "Eyes of Wings"... Chyba nikt mnie jeszcze o to nie pytał ^^'. To opowiadanie było dla mnie bardzo ważne z pewnego względu, ale nie spotkało się z zainteresowaniem, więc i ja jakoś nie czułam się... hm... podbudowana do tego, by pisać coś dalej. Ale mam nadzieję, że prędzej czy później je dodam, zapewne w nieco zmienionej wersji, ale zawsze. Bardzo bym chciała.

      Usuń
    2. Anonimowy8:23 PM

      szybka jesteś:) tylko 4 minuty;)a na poważnie skoro już się dorwałam do tej skarbnicy opowiadań, to nie dam się łatwo zbyć:P to czekam;)

      Nana

      Usuń
    3. Fakt, tylko cztery xD. Nie zauważyłam wcześniej. Miłego czytania :).

      Usuń
  19. No to... hm. Znowu jestem na siebie zła, że "pochłonęłam" całe to opowiadanie w dwa dni. Nie umiem dawkować przyjemności, całe szczęście że kolejny rozdział jest planowany na najbliższą aktualizację :)
    Niesamowite jest że, poza ostatnimi wydarzeniami, w całym opowiadaniu praktycznie nic się nie działo. A mimo ubogiej akcji, nie mogłam się oderwać od monitora, cała historia ma po prostu w sobie coś, co niesamowicie wciąga, może to właśnie ta tajemniczość?
    Zgadzam się, że postacie są świetnie wykreowane (Edalis!), chociaż mam wrażenie że opisy nie są tak dokładne jak w przypadku "Chaosu", tutaj raczej skupiasz się na doznaniach wewnętrznych niż otoczeniu i wyglądzie bohaterów, chyba jednak brakuje mi trochę tego pięknie wykreowanego klimatu, jaki tam prezentujesz. Chociaż z drugiej strony pozostawiasz większe pole do wyobraźni i w zasadzie nie miałam problemów z zobrazowaniem niczego.
    Ciekawe jest tez, że chociaż opisałaś Mortalisa jako nieszczególnie pięknego (przez blizny Absa w pierwszym momencie się przestraszył) to wciąż jawi się jako... niesamowicie seksowny :D
    "Chaos" pozostaje moim nr1 (za bardzo kocham to przekomarzanie się ;p), ale znalazła się dla niego godna konkurencja. A teraz zaciskam zęby i czekam na kolejne części...
    Pozdrawiam,
    V.

    OdpowiedzUsuń