Strony

piątek, 21 października 2011

15. Coraz bliżej... [LPoH]

Najwyraźniej mój gust różnił się od gustu Andy'ego nie tylko w kwestii szeroko pojętej mody czy stylu. Nie żebym sądził, że jest inaczej, ale jednak nosiłem w sobie odrobinę nadziei, że nie będzie nam się zbyt trudno dogadać w kwestii wystroju jego pokoju, ale nasza wizyta w sklepie meblowym raz na zawsze tę nadzieję rozwiała. Rudowłosy z fascynacją oglądał wszystko, co było w ciemnych kolorach i co można było zaliczyć do jakichś wyjątkowych dziwactw. Ja natomiast, niczym przykładny ojciec, wyobrażałem sobie, że jego nowy pokój będzie istną oazą spokoju, będzie jasny, dobrze oświetlony, wypełniony drewnianymi meblami, które wpasują się idealnie w całą tę harmonię (i czerwone ściany)... A Andy niczym grzeczny uczniak będzie się w nim czuł dobrze i swobodnie. Oczywiście Andy'ego w żadnym razie nie można było nazwać grzecznym. Uczniakiem zresztą też nie.
-Zobacz, Mitch...- westchnął, usadawiając się na długiej, czarnej, skórzanej kanapie, zresztą nie pierwszej tego rodzaju, która przypadła mu do gustu. Nie na pierwszej również rozłożył się tak wygodnie i być może to właśnie było przyczyną, dla której jedna ze sprzedawczyń nieustannie krążyła gdzieś wokół nas. Albo po prostu wyczuła, że nie będą to małe zakupy...- Jest genialna...- stwierdził z zachwytem- Powiedz, Mitch, genialna, prawda? Bardzo, bardzo chciałbym ją mieć...
Andy pogłaskał mebel z taką czułością i oddaniem, że przez chwilę zachciałem być tą właśnie kanapą.
… Boże. Nawet, jeżeli można upaść jeszcze niżej, to na pewno niewiele mi do tego upadku brakuje.
-No nie wiem, Andy...- odkaszlnąłem niepewnie- Jest dosyć duża, nie wiem, czy się zmieści...
-Musi się zmieścić!- oświadczył rudzielec z taką determinacją, jakby w razie czego zamierzał osobiście przesuwać ściany.
-Momencik... Gdzieś tu miałem wymiary...- wymamrotałem, wyjmując z kieszeni złożoną kartkę, ale wymiary nie były tym, co Andy'ego jakkolwiek obchodziło.
-Och, proszę, Mitch!- jęknął błagalnie, wtulając się w mebel, który rzeczywiście wyglądał jak wyniesiony prosto z jakiegoś klubu, więc może i dobrze odnalazłby się wśród tych nieszczęsnych, czerwonych ścian- Mogę nawet nie mieć łóżka! Będę spał na niej! Mitch, och, proszę, proszę...
I to jest moment, w którym powinienem wykazać się chociażby odrobiną asertywności i logicznego myślenia, i dostrzec, że Andy absolutnie musi mieć łóżko i skórzane kanapy nie wchodzą w grę, szczególnie tej wielkości. Ale ja tylko stoję i patrzę na niego ze zwyczajowym uwielbieniem, a on patrzy na mnie, tymi swoimi pięknymi, zielonymi oczyma i po chwili sam już nie wiem, co właściwie miałem powiedzieć i dlaczego miałbym mówić cokolwiek.
-Andy...- zacząłem mimo wszystko, z trudem powracając do rzeczywistości- Nie wiemy nawet, czy ta kanapa jest na magazynie, ile czasu zajmie dowóz... Zawsze możemy poszukać czegoś innego...
-Dostawa może być nawet dziś- pospieszyła z pomocą krążąca nieopodal sprzedawczyni, uśmiechając się do nas iście firmowym uśmiechem. Westchnąłem głęboko.
-Widzisz, Mitch?- podchwycił Andy, nie przestając wpatrywać się we mnie błagalnie- To absolutnie najwspanialsza kanapa na świecie. I wcale nieb jest droga. Och, Mitch, nie daj się prosić...
-Najpierw znajdźmy łóżko, dobrze?- uśmiechnąłem się nerwowo, czując, że jak tak dalej pójdzie, nie tylko zgodzę się na ten zakup, ale jeszcze sam przeniosę mu tą kanapę do domu. Słowo daję, jestem żałosnym człowiekiem- Jeżeli wszystko będzie pasowało i zostanie miejsce, wtedy wrócimy i kupimy kanapę...
… Już ja zadbam, żeby tego miejsca nie było.
-Okej- zgodził się chłopak, wzruszywszy ramionami i podniósł się z miejsca, po czym ruszyliśmy dalej, a w ślad za nami wyjątkowo pomocna sprzedawczyni.
-Masz już coś konkretnego na myśli?- zagadnąłem go ostrożnie, już zaczynając się bać kolejnego, rewolucyjnego pomysłu.
-Czy ja wiem, Mitch...- zastanowił się przez chwilę, po czym skinął głową- Cóż... Łóżko powinno być raczej wygodne, nie? No i duże... W sam raz na dwóch...- dodał ze złośliwym uśmiechem, przyspieszając kroku, a ja zostałem w tyle, przeżywając stan bliski zawałowi. Obejrzałem się z lękiem na idącą za nami kobietę, ale wyglądało na to, że ta albo nie dosłyszała, albo nie zrozumiała słów chłopaka.
Dogoniłem go prędko. Dalsze pytania postanowiłem sobie darować.
I weszliśmy w dział w całości poświęcony wyposażeniu biura. Pełno szafek, biurek, szuflad i komód, wszystko oglądałem dokładnie i sprawdzałem, zatrzymywałem się przy tych meblach, które wydawały mi się wyjątkowo godne uwagi, a Andy sprawiał wrażenie znudzonego. Znudziła się też sprzedawczyni, która zainteresowała się nagle innymi klientami, ku mojej głębokiej radości. W końcu obejrzałem uważnie jedno z biurek, bardzo ładnie wykończone i wyglądające na stabilne, a poza tym nawet pasujące do tych strasznych ścian, po czym stwierdziłem:
-Powinniśmy je kupić.
-Co...?- Andy spojrzał na mnie krzywo- Mitch, po co mi biurko?
-No... Od przyszłego roku pójdziesz do szkoły, więc...- zacząłem, ale przerwał mi głośny śmiech chłopaka.
-Chyba sobie żartujesz...- rudowłosy spojrzał na mnie z politowaniem i pokręcił głową- Co ty masz z tą szkołą? Nie potrzebuję jej. Radzę sobie bez tego.
-Musisz skończyć szkołę.
-Dlaczego „muszę”?- parsknął, unosząc brew- Szkoła jest do niczego.
-Andy... Po liceum, idzie się na studia i wtedy zdobywa się wyższe wykształcenie...- zacząłem cierpliwie, już czując, że niełatwo będzie go przekonać- Wybierzesz sobie jakiś kierunek, nauczysz się wszystkiego, co potrzeba i zdobędziesz dobry zawód.
-No jasne, Mitch, ty jesteś po tych wszystkich szkołach, a jakoś siedzisz w domu- burknął z irytacją.
-Ale stać mnie i na to biurko, i na twoją kanapę- zauważyłem.
Andy milczał przez dłuższą chwilę, wpatrując się we mnie z uwagą, jakby zastanawiał się nad moimi słowami i przez chwilę miałem nadzieję, że rzeczywiście udało mi się go przekonać, ale w końcu wzruszył jedynie obojętnie ramionami.
-Ciekawe jak mnie zapiszesz do jakiejś szkoły, skoro nie mam żadnych dokumentów.
-Jakoś zapiszę.
-Tak?- uśmiechnął się kwaśno- A jesteś pewien, że nie odeślą mnie do domu, jak się dowiedzą, że uciekłem z domu i nie mieszkam z rodzicami...?
Otworzyłem usta, by odpowiedzieć, ale umilkłem. Nie miałem pojęcia. Nigdy wcześniej nie patrzyłem na to w ten sposób.

Ostatecznie wybraliśmy wszystko, co było potrzebne, obyło się też bez skórzanej kanapy i innych dziwactw, o których Andy w pewnym momencie zupełnie zapomniał, pochłonięty już wybieraniem czegoś innego. Dostawę mebli zaplanowaliśmy na pojutrze, na jutro wynająłem już robotników, którzy mieli zająć się malowaniem i podłogą. Miałem nadzieję, że wszystko pójdzie tak, jak należy.
Wracaliśmy do domu. Andy szedł obok mnie, opatulony długim, szarym szalem, który w ogóle nie pasował do jego pozostałych ubrań, zresztą nic dziwnego, skoro należał do mnie. Nie odzywał się zbytnio. Był zamyślony, wpatrywał się w jakiś punkt przed sobą, a ja mogłem na niego bezkarnie spoglądać raz po raz, zastanawiając się nad tym, co tak zaprząta jego głowę.
-Ej, Mitch...- rzucił w końcu, posyłając mi uważne spojrzenie- O co ci chodzi z tą szkołą, co? Sądzisz, że jestem dla ciebie za głupi?
-Wprost przeciwnie- zaprzeczyłem stanowczo, kręcąc głową- Uważam, że jesteś wyjątkowo inteligentny i szkoda byłoby to zmarnować.
Rudowłosy uśmiechnął się kwaśno pod nosem.
-Tak...?- spojrzał na mnie z politowaniem, po czym zapytał prowokująco- Więc w czym niby przejawia się ta moja... wyjątkowa inteligencja, co...?
-Jesteś bardzo zaradny życiowo- stwierdziłem, uśmiechając się do niego lekko. Naprawdę tak sądziłem. Uciekł z domu w młodym wieku, bardzo szybko musiał zacząć sobie radzić sam, nie wyglądało na to, żeby wpakował się w jakieś poważne kłopoty, nie licząc kilku nieprzyjaźnie wyglądających panów, którzy wlekli się za nim pod moją kamienicę. Ale przecież tak często słyszy się o dzieciakach, które zaczynają brać narkotyki, pić albo... Albo robić inne, jeszcze bardziej straszne rzeczy. I niewiele brakowało, by Andy posunął się do czegoś podobnego. CHYBA niewiele brakowało.
-No tak- zaironizował, przewracając oczyma- Mieszkam ze starszym od siebie facetem, który śpi na kasie... Rzeczywiście, zaradność życiowa godna pozazdroszczenia...
-Nie to miałem na myśli. Chodzi mi o to, że wielu ludzi w twoim wieku nie dałoby sobie rady samemu w dużym mieście... A ty jakoś sobie poradziłeś. To z pewnością świadczy o inteligencji.
-Jasne...- rzucił po raz kolejny, uśmiechając się gorzko. Miałem wrażenie, że nie wierzy w ani jedno moje słowo, traktując je jako kłamstwa albo wymówki- Bo ucieczka z domu w wieku czternastu lat z jakimś idiotą, jest rzeczywiście przejawem inteligencji...
-Och, Andy...- westchnąłem ciężko, kręcąc głową- Dobrze wiesz, że i tak nie będę mógł cię przegadać. A to też o czymś świadczy- dodałem znacząco.
Rudowłosy zastąpił mi drogę, stając przede mną i zmuszając mnie do tego, bym również się zatrzymał. Spojrzałem na niego pytająco.
-To raczej świadczy o bezczelności- stwierdził dobitnie, nie przestając wpatrywać się we mnie przenikliwie- Ale na pewno nie o inteligencji.
-Andy, posłuchaj...- zacząłem raz jeszcze cierpliwie, ale nie potrafiłem zachować przy nim długo spokoju- Jesteś taki... Taki...- ...piękny- Taki dojrzały i... i...- ...piękny- …i wygadany... I bardzo, bardzo...- … piękny!- I bardzo... bardzo... bardzo inteligentny w każdym razie- zakończyłem kulawo, czerwieniąc się po czubki uszu. Jestem beznadziejny. Stoi przede mną najwspanialszy chłopak na świecie, a jedyne określenie odnośnie jego osoby, jakie przychodzi mi na myśl brzmi: „piękny”. Bo jest piękny, ale przecież nie to mi tak bardziej imponuje. Chyba nie. Sam już nie wiem. Boże, przecież ja nie interesuję się szesnastolatkami, jestem zdrowym, normalnym mężczyzną, ale to jest Andy i... I nagle wszystko się komplikuje.
-Oj, Mitch, Mitch...- chłopak wybuchnął głośnym śmiechem, zapewne na widok mojej kompletnie zdezorientowanej miny, po czym chwycił mnie pod ramię i ruszyliśmy dalej przed siebie, wchodząc już na nasze osiedle- Jesteś najfajniejszym staruchem jakiego znam- dodał i jestem pewien, że był to z jego strony świadomy akt okrucieństwa. Jęknąłem mimowolnie na to określenie- Żartuję, żartuję...- parsknął ugodowo, a ja spojrzałem na niego z czymś na kształt ulgi. Która minęła, gdy chłopak wspiął się na palcach i nachylił w moim kierunku, by szepnąć w końcu- … Znałem fajniejszych.
I śmiejąc się głośno, puścił mnie, a następnie ruszył biegiem przed siebie. Westchnąłem, wlokąc się za nim powoli i również się uśmiechając, chociaż dosyć smętnie. Wiedziałem przecież, że to był tylko żart, ale i tak zrobiło mi się przykro. Ja naprawdę czułem się przy nim stary. Diabelnie stary. Nie dziwię się wcale, że facetom w pewnym wieku odbija i starają się siebie odmładzać, szczególnie, jeżeli mają młodsze partnerki. Tudzież partnerów. A Andy jest przecież dwa razy młodszy. Między nami jest przepaść. Szesnastoletnia. Kiedy ja byłem w jego wieku, jego jeszcze nie było na świecie. Kiedy zaczynałem studia, on pewnie dopiero uczył się chodzić. Gdy studia kończyłem, on zapewne szedł do podstawówki. Patrząc na to z tej perspektywy, to zdecydowanie nie jest normalne. Ale właściwie... Dlaczego miałbym się ograniczać? Hugo jest prawie w takim samym wieku, co ja, a miał pełno młodszych kochanek.
… No dobrze. Żadna z nich nie miała szesnastu lat.
Zresztą, o czym ja myślę. Andy w życiu by mnie nie chciał. A nawet, gdyby chciał, to miałby powód, żeby mnie chcieć, a to byłoby niestosowne. W ogóle cały nasz układ byłby niestosowny, gdyby opierał się na seksie. Dlatego jest... czysty. Platoniczny. Oparty tylko na... na tym, że ja zgrywam Świętego Mikołaja i udaję, że absolutnie mnie nie pociąga, a on nieustannie stroi sobie ze mnie żarty i mnie prowokuje, pewnie zdając sobie sprawę z tego, że jest inaczej.
Gdy doszedłem do Andy'ego, zauważyłem, że stoi przy osiedlowym sklepiku. Spojrzałem na niego pytająco.
-Mówiłeś, że nie mamy mleka- stwierdził.
-A... Ach, tak...- odkaszlnąłem nerwowo, zaglądając niepewnie do środka. Ten młody chłopak właśnie obsługiwał jakąś panią- Ale to nic...- stwierdziłem, parsknąwszy cicho- Pójdę na zakupy jutro.
-Żartujesz, Mitch?- Andy zaśmiał się cicho- Ty przecież nic innego nie pijesz! A poza tym bez mleka, zostanę skazany na twoją jajecznicę! Chodź- chwycił mnie za dłoń i pociągnął za sobą do środka. Serce podeszło mi do gardła. Kobieta minęła mnie w progu i wyszła. Zostaliśmy w tym sklepie sami.
-Czym mogę służyć...?- mruknął ten chłopak obojętnie. Miałem nawet wrażenie, że mnie nie poznał.
-Poproszę mleko...- pisnąłem dosyć cienko. Andy był zajęty wybieraniem chipsów.
-Karton czy butelka?
-W kartonie.
Rudzielec położył na ladzie paczkę chrupek i stanął obok mnie, rozglądając się dookoła.
-Tu wcale nie jest tak drogo, jak mówiłeś...- dodał, spoglądając na to, co chłopak nabijał na kasę. Ale jego mina zrzedła, gdy tylko usłyszał:
-Dziesięć funtów.
-C... Co?! Ile?!- wykrzyknął Andy, zerkając na to, co wyświetlało się na kasie- Chyba coś ci się pomyliło!- parsknął, zapewne sądząc, że to rzeczywiście jedynie pomyłka, ale ja już wiedziałem, co się szykuje.
-Nie- odparł bezczelnie sprzedawca, uwieszając się na ladzie- Nic mi się nie pomyliło. Mój sklepik, moje ceny. Dla każdego mogę ustalać takie, jakie mi się podobają.
-Czyżby...?- syknął gniewnie Andy.
-Właśnie tak- odparł chłodno tamten, zupełnie niewzruszony.
-Andy, może stąd pójdziemy...- zaproponowałem ugodowo. Bóg mi świadkiem, chciałem się chociaż raz zachować odważnie i jakoś mu zaimponować, ale jedynym przejawem odwagi, jaki teraz przyszedł mi na myśl, było po prostu zostawienie tego wszystkiego w cholerę i wrócenie do domu. Wiedziałem jednak, że rudowłosy na tym nie poprzestanie.
-Ty wiesz w ogóle, kto to jest...?- zapytał rudzielec, wskazując na mnie. Jęknąłem głucho. O tak, wiedział aż za dobrze.
-Pan architekt, kasy w bród- odpowiedział mężczyzna, uśmiechając się nieprzyjemnie- Jak jest leniwy, to musi więcej zapłacić, to oczywiste.
-A wiesz, że ten pan architekt może w tym momencie zadzwonić na policję i powiedzieć, w jaki sposób prowadzisz ten swój sklepik, a zapewniam cię, że nie robisz tego zgodnie z prawem...?
-Ta...?- zaśmiał się mężczyzna- A jak mi to udowodni?
-Odpowiedz sobie sam- rzucił Andy, uśmiechając się drwiąco- To on jest sławnym architektem, śpiącym na kasie. A ty jesteś sklepikarzem. Komu uwierzą...?
Sprzedawca spojrzał na Andy'ego, chcąc zapewne wyglądać na kogoś stanowczego, ale chyba rzeczywiście przestraszył się jego słów. Chwilę później znowu przeniósł spojrzenie na mnie. Ostatecznie mruknął coś niechętnie pod nosem, a ja zapłaciłem dokładnie tyle, ile pokazało się na wyświetlaczu i razem z zakupami wyszliśmy.
-Co za idiota!- krzyknął rudowłosy, ledwie przekroczyliśmy próg sklepu- Sami idioci! Wszędzie! Nie mam pojęcia, jak ty możesz żyć pośród tych wszystkich ludzi! I dawać sobą tak pomiatać! Mitch! Jesteś bogatym, wykształconym facetem, rany! Powinieneś ich wszystkich zagiąć w dwóch słowach!
-Wiem...- szepnąłem zawstydzony, ale w rzeczywistości byłem kompletnie bezradny. Nie potrafiłem nikomu dogadać, wycisnąć z siebie nawet słowa, byłem zbyt uległy, zbyt przerażony i zbyt mało asertywny. Ale Andy dawał sobie radę świetnie- Ty jesteś bardziej błyskotliwy... Więc chyba do co twojej inteligencji miałem rację- dodałem, uśmiechając się lekko.
-Dobra, dobra, przestań chrzanić o tej szkole, Mitch...- burknął chłopak z udawaną złością, ale już na pierwszy rzut oka widać było, że zrobiło mu się miło.
Uśmiechnąłem się lekko pod nosem.
Andy, ach, Andy.

Leżeliśmy razem na łóżku w mojej sypialni. Nawet nie wiem, w którym dokładnie momencie, Andy przyszedł i położył się tuż obok mnie, oglądając ze mną jakiś program, ale było mi przy nim tak dobrze i ciepło, że w ogóle nie miałem ochoty wstawać, chociaż dawno już powinienem był zabrać się za zrobienie jakiejś porządnej kolacji. Na szczęście jego obecność nie działała na mnie równie intensywnie jak w nocy. Czułem, co prawda, wyraźne mrowienie w podbrzuszu, a gdy poruszał się lekko, ocierając o mnie, moje ciało przeszywał dreszcz. Ale tego na szczęście Andy zaobserwować nie mógł, a mój umysł pozostawał jeszcze stosunkowo spokojny i nie zawładnęły nim żadne niepoprawne fantazje. Głowę miał opartą na mojej klatce piersiowej, jego dłoń spoczywała na moim brzuchu.
-Ej, Mitch...- zaczął w końcu, zerkając na mnie z ciekawością. Spojrzałem na niego pytająco, czując jednocześnie to samo ukłucie niepokoju, które czułem zawsze, gdy patrzył na mnie w taki właśnie sposób. Bo to oznaczało jedno. Niewygodne pytania- Masz jakiś kompleks na punkcie swojego wieku...? Chodzi mi o to, że dziwnie reagujesz, gdy coś o tym mówię...
-Nie, nie mam- skłamałem bezczelnie, czerwieniąc się lekko- Tylko... Tylko po prostu uważam, że nie jestem aż tak stary- dodałem po chwili wahania.
Bzdura. Ja jestem stary. Koszmarnie stary. Słyszę już, jak kostucha stuka do moich drzwi.
… No dobrze, nieco przesadzam. Właściwie to słyszę jedynie, jak nasz sąsiad z dołu przybija coś młotkiem, ale tak czy inaczej, nigdy wcześniej nie czułem się tak źle ze swoim wiekiem. Kiedyś, kiedy patrzyłem na lustro, widziałem po prostu siebie. Teraz widzę jakiegoś starego, zmęczonego człowieka, zabiegającego o względy młodziaka, który w życiu nie zwróci na niego uwagi. I tak, możecie mi wierzyć, że mogę to wszystko wyczytać ze swojego odbicia. Aż strach pomyśleć, jak widzą mnie inni ludzie...
-No jasne, że nie jesteś- odparł spokojnie Andy- To tylko takie żarty... A poza tym, wiesz jak to jest z facetami, zawsze szukają sobie młodszych... Szczególnie...- odkaszlnął znacząco, unosząc brew- No wiesz...- dodał konspiracyjnie.
-Nie wiem...- odparłem niepewnie.
-Geje.
-Nie jestem gejem- zaprotestowałem niemalże odruchowo.
Andy uśmiechnął się z politowaniem.
-Więc jesteś hetero?
-Tak- odpowiedziałem, starając się brzmieć pewnie i stanowczo, ale zdradzał mnie zapewne widniejący na mojej twarzy rumieniec. Nie, heteroseksualny chyba nie byłem. Problem w tym, że gejem chyba też nie byłem. Zresztą, sam już nie wiem. Nigdy nikt nie podobał mi się w taki sposób... Powinienem być chyba oficjalnie andyseksualny. Albo raczej jestem andyholikiem. I powinno się mnie zamknąć, odizolować i długo leczyć.
-Czujesz dyskomfort, gdy obok ciebie leżę...?- zapytał z zaintrygowaniem.
Zastanowiłem się chwilę, zdając sobie sprawę z tego, że właściwie żadna odpowiedź nie będzie dobra. Jeżeli powiem, że nie, wyjdzie na to, że ta sytuacja jest dla mnie normalna, więc może naturalnie się czuję, leżąc w dość... nietypowej pozycji, obok drugiego mężczyzny, niemalże go przytulając. Jeżeli z kolei powiem, że tak, będzie to jednocześnie oznaczało przyznanie się do tego, że czuję pewien rodzaj napięcia, a to zdradzi mnie jeszcze bardziej. Zbyt dobrze znałem Andy'ego, by wierzyć, że zadowoli się krótkim stwierdzeniem.
Od niewygodnej odpowiedzi wybawił mnie jednak dźwięk mojej komórki. Zerwałem się nieco zbyt gwałtownie, zaczynając szukać jej chaotycznie na stoliku nocnym. Rudzielec wstał z łóżka i podszedł do komody, po czym przyniósł mi mój telefon, nie przestając spoglądać na mnie z nieskrywaną ciekawością.
-Dziękuję- uśmiechnąłem się do niego nerwowo, po czym usiadłem przy łóżku i odebrałem- Słucham...?- rzuciłem do komórki. Rudzielec usadowił się tuż obok mnie i przycisnął się do mnie mocno, jakby chciał usłyszeć mojego rozmówcę.
-Cześć, Mitch, jak tam zdrowie?- usłyszałem rozbawiony głos Hugo.
-W porządku...- uciąłem krótko, nieco skrępowany obecnością chłopaka. Szybko jednak zorientowałem się, że znając mojego przyjaciela, sprowadzi rozmowę na niekoniecznie poprawne tematy, więc zapytałem prędko- Jak tam Andrea...?
Na wargach Andy'ego wymalował się pobłażliwy uśmieszek.
-To nie jest rozmowa na telefon, staruszku...- … znowu słyszę kostuchę- Znajdziesz dla mnie trochę czasu?
-Jasne.
-Wpadnę jutro.
-Nie, nie!- zaprotestowałem gwałtownie- Jutro nie, mam... Mam remont...- przyznałem.
-Remont...?- usłyszałem w głosie Hugo zdumienie, a chwilę później wybuchnął śmiechem- Mitch, naprawdę mógłbyś wymyślić lepszą wymówkę...
-To nie jest wymówka... Naprawdę mam remont.
-Serio...? Co remontujesz...?
-Ten mały pokój- odpowiedziałem. Wiedziałem, że Hugo zacznie pewnie zaraz wypytywać o szczegóły, zmyślanie przy Andy'm nie byłoby rozsądne i mogłoby sprawić, że zacząłby mnie podejrzewać o nieszczerość (… całkiem przecież niesłusznie, naprawdę...)- Opowiem ci wszystko jak się spotkamy, za kilka dni, może w poniedziałek. Zadzwonię.
-Coraz bardziej mnie zaskakujesz, Mitch... Trudniej się z tobą umówić niż z tą blondyneczką z księgowości... Masz jeszcze w planach jakieś rewelacje? Telefony, przebieranki, remonty... Szykuje się jakaś operacja plastyczna...? Uprzedź mnie wcześniej, co?
-Bardzo zabawne, Hugo- parsknąłem cicho, po czym pożegnałem się z nim i rozłączyłem.
Andy spoglądał na mnie jakoś dziwnie. Odkaszlnąłem skrępowany i ruszyłem do kuchni. Poszedł w ślad za mną.
-Kim jest ten Hugo...?- zapytał, zatrzymując się w drzwiach.
-Mówiłem ci, to mój przyjaciel, ten, który cię tutaj przyprowadził- powiedziałem, nawet na niego nie patrząc, przelewając mleko do garnka i włączając gaz.
-A Andrea...?
-Andrea to kobieta, która mu się podoba. Na tą chwilę. Chyba- dodałem, bo co do obecnych fascynacji Hugo pewnym być nigdy nie mogłem.
-Jesteś o to zły...?
-Nie- spojrzałem na niego ze zdumieniem- Dlaczego?
Wzruszył ramionami.
-Więc kto podoba się tobie?
-N... Nikt...- wyjąkałem, uśmiechając się nerwowo.
-Niemożliwe- stwierdził kategorycznie chłopak.
-Dlaczego...?- zapytałem bez zrozumienia.
-Bo jest jedna rzecz, której człowiek potrzebuje zawsze...- stwierdził, zbliżając się do mnie powoli.
Wpatrywałem się w niego niepewnie, zastanawiając się o co może mu chodzić.
… Miłości?
-Seksu- dodał, rozwijając moje wszelkie wątpliwości. Odkaszlnąłem zażenowany, gdy stanął tuż przy mnie, wpatrując się w moją twarz z uwagą- A ty nie wyglądasz mi na osobę, która lubiłaby ryzykowne numerki, nie wymykasz się z domu, nie wychodzisz w żadne dziwne miejsca, nie spotykasz się z nikim potajemnie... Więc albo się w kimś podkochujesz albo masz kogoś na oku, albo...- jego dłoń spoczęła na moim biodrze, po czym przesunęła się niebezpiecznie w kierunku mojego podbrzusza- … albo po prostu wolisz co innego...- stwierdził znacząco.
-A-Andy!- wyjąkałem przerażony, odsuwając jego rękę i prawie wchodząc na kuchenny blat ze strachu. Gdyby ktoś obserwował nas z zewnątrz, doszedłby zapewne do wniosku, że jestem molestowany seksualnie przez szesnastolatka. A gdyby ktoś siedział teraz w mojej głowie, doszedłby do wniosku, że należy mnie niezwłocznie zamknąć- Ja po prostu... Ja po prostu... Po prostu... Bycie samemu mi nie przeszkadza- skwitowałem w końcu z dużym trudem. Poprawka. Do tej pory mi nie przeszkadzało.
-Bzdura...- parsknął chłopak, spoglądając na mnie z politowaniem- Nikomu nie jest dobrze samemu.
-Mi jest- przekonywałem dalej, z chwili na chwilę czując się coraz bardziej zażenowany i jednocześnie zdradzony przez moje niezbyt skoordynowane i niepewne ruchy- Naprawdę... Ja lubię... Ja lubię być ze sobą samym.
Andy zmarszczył brwi i przechylił lekko głowę, wpatrując się we mnie ze zmarszczonymi brwiami, po czym... Wybuchnął gwałtownym śmiechem.
-Okej, Mitch...- chichotał wciąż, kiwając głową ze zrozumieniem- Skoro tak stawiasz sprawę...
-C... Co?- baknąłem niepewnie.
-No wiesz... Rękodzieła też są w porządku...- uśmiechnął się z rozbawieniem, ale już po chwili znowu zaczął się śmiać.
Dopiero w tym momencie zrozumiałem o co mu chodziło.
-Nie to miałem na myśli...- usiłowałem mu wyjaśnić, zaczerwieniony po czubki uszu, ale on w ogóle mnie nie słuchał- Andy! Ja naprawdę nie... Andy!- jęknąłem głucho, skrywając twarz w dłoniach.
… Właściwie jak tak dalej pójdzie, nie pozostanie mi nic innego.

Wyszedłem z łazienki, przeciskając się przez przestawione z pokoju rudowłosego na przedpokój meble. W końcu udało mi się wślizgnąć do mojej sypialni, już wiedząc, co tam zastanę. Andy zajął miejsce przy moim łóżku, opatulił się szczelnie kołdrą i najwyraźniej czekał tylko na moje przybycie. Po wczorajszych nocnych „eskapadach”, zadecydowałem jednak, że spanie z nim... Boże, nawet to brzmi dla mnie dwuznacznie!, że spanie U JEGO BOKU nie jest najlepszym pomysłem. Mógłbym się czymś zdradzić i to bardzo łatwo, a to nie pomogłoby mi w podtrzymywaniu bajek o tym, że jestem absolutnie heteroseksualny i zdrowy umysłowo... Chociaż szczerze mówiąc wątpię, by ktokolwiek jeszcze w to wierzył.
Uśmiechnąłem się lekko do chłopaka, patrzącego na mnie z wyczekiwaniem, po czym podszedłem do szafki i wyjąłem z niej koc.
-Dobranoc- szepnąłem miękko, ruszając do drzwi.
-Nie chcesz ze mną spać...?- Andy spojrzał na mnie z uwagą. Zatrzymałem się i uśmiechnąłem niepewnie.
-Prześpię się na kanapie- stwierdziłem.
… Ze sobą samym.
-Ja mogę spać na kanapie- odparł chłopak, podnosząc się do pozycji siedzącej.
-Nie, nie- zaprotestowałem natychmiast, kręcąc głową- Zostań tutaj.
Rudowłosy milczał przez chwilę, zastanawiając się.
-Wiesz, co, Mitch? Tak sobie myślę, że...- zawahał się wyraźnie- Że nawet możesz mnie zapisać. Do tej szkoły w sensie. Ale od nowego roku- zaznaczył natychmiast surowo- O ile nie będzie żadnych problemów i tak dalej... Ale nie licz na to, że będę miał dobre oceny- dodał kategorycznie- Nigdy nie byłem prymusem...
Uśmiechnąłem się do siebie.
-Dobranoc, Andy- rzuciłem po raz kolejny, wesoło, wychodząc.
-Dobrej nocy, Mitch...
-Dobrej nocy.
Zgasiłem za sobą światło i znowu przedarłem się przez zagracony przedpokój, po czym położyłem się na kanapie, okrywając kocem.
Wciąż nie przestawałem się uśmiechać. Nie chodziło już nawet o tą szkołę, ani o to, że Andy się zgodził. Ale pierwszy raz, odkąd się tutaj pojawił, mówił o czymś tak odległym, bez żadnego zniechęcenia, niedowierzania czy wątpliwości. Nie powiedział już, że jutro może go tutaj nie być, nie powiedział, że nie jest tu przecież na stałe.
A to chyba oznaczało, że zaczynał mi ufać.
Stopniowo.

13 komentarzy:

  1. Anonimowy11:46 AM

    Mówiłam Ci już, że jesteś najlepszą autorką "amatorskich" - bo w Twoim wypadku nie nazwałabym tego amatorszczyzną - opowiadań homoseksualnych? Nie? No to dziwię się sobie i mówię: JESTEŚ NAJLEPSZĄ AUTORKĄ TEKSTÓW O TEMATYCE HOMOSEKSUALNEJ! <33
    btw. Nie komentuj tego jak napisałam ten komentarz, ale dla mnie jest bardzo wcześnie rano a do tego zostałam obudzona, chociaż każdy wie, że mnie się nie budzi. XD
    btw2. Coś przeczuwałam (dobra, śniło mi się), że jest już następna notka. I nie pomyliłam się! <3
    Weny!
    Pozdrawiam, Spiritt.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo się cieszę, że zabrałaś się za nich :D Ich perypetie są na prawdę urocze :)
    I dołączam się do komentarza Spiritt :)

    Kohaku

    OdpowiedzUsuń
  3. oh my GOD <3 Jak ja dawno tego nie czytałam... Ah, Andyyyyy <33333 Ni mogę się doczekać nowych części *__* Czekam na wszystko, więc mam nadzieję, że szybko się wykurujesz i ta grypa Ż. cię nie dosięgnie! pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Kobieto najgłębsze ukłony za dodanie LPoH. :D

    Mitch jest uroczy i taki ciągle zawstydzony. Mógłby pozwolić Andyiemu na zbliżenie się do siebie. Widać gołym okiem, ze chłopak go chce. Może tylko na razie seksu, ale chce. I pragnie zostać, jak już zgodził się na ta szkołę.
    Uroczy rozdział. :D

    Weny i zdrowia życzę. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy9:03 PM

    Mmmm moje ulubione opowiadanie... Rewelacyjne jak zawsze. Cokolwiek się w tym opowiadaniu nie zdarzy i tak będę je kochać <3 Życzę Ci weny, a sobie kolejnego rozdziału LPoH :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy12:38 AM

    Akcja z potrzebą seksu wyborna, milordzie.Szkoda, że tak długo trzeba czekać. D.

    OdpowiedzUsuń
  7. Akemi4:04 PM

    Akcje tekstowe doprowadzą mnie kiedyś do zdarcia głosu xD Jak w prosty sposób pozbyć się herbaty - czytając opowiadania Silencio xD
    "W sam raz na dwóch...- dodał ze złośliwym uśmiechem" - no tak. Przecież tyle czasu Andy wykorzystywał łóżko Mitcha, że gdy będzie miał swoje, z wielka chęcią odpłaci się tym samym xD
    "Sądzisz, że jestem dla ciebie za głupi?" - to zabrzmiało jak pytanie partnera do ukochanego xD Fajnie ;3 W ogóle wydaje mi się, że Anfy nie tylko sprawdza, na ile może sobie pozwolić, ale i stara się spodobać Mitchowi. No na Boga, chłopak jest przystojny i robi takie rzeczy, przy których zadeklarowany heteryk śliniłby się jak niemowlak, a Mitch nic... zero - ucina akcje w połowie xD
    "Jesteś najfajniejszym staruchem jakiego znam" - to mu dowalił xD
    "-Rękodzieła też są w porządku..." - a tutaj rozniosłaś mnie absolutnie xD
    Właśnie... Andy planuje przyszłość i to daleką, a więc to coś, jakby obietnica. Jednak Hugo kiedyś w końcu wpadnie z wizytą... choćby nieoczekiwaną... prawda? xD

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy12:40 AM

    Dziękuję za kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Tęskniłam za tym opowiadaniem. Nawet nie wiedziałam, jak bardzo. Andy, Mitch. Mitch, Andy. Słodko, że tak powiem. Ciekawi mnie jednak, jak zareaguje Hugo, bo przecież w końcu dowiedzieć się musi o tym małym "sekrecie" naszego kochanego pana! Czekam na ciąg dalszy, kochana! : )

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy8:51 PM

    Ja też dziękuję za ten rozdział, mam nadzieję, że napiszesz kolejną część niedługo, bo uwielbiam tę historię :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy9:29 PM

    Jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeej! Spoko rozdział. Chcę więcej!

    OdpowiedzUsuń
  12. Anonimowy3:01 PM

    Ja proponuję kolejny rozdział "Wyzwania" : )

    OdpowiedzUsuń
  13. Anonimowy12:35 AM

    Andyseksualny :D Andyholizm :D Tak, zdecydowanie Mitch na niego choruje. I przy tym jest zawsze tak zawstydzony i skrępowany, że chyba nie można bardziej. Andy na bank to wszystko widzi, Boże, jak mógłby nie zauważać ciągłych rumieńców i odwracania wzroku przez Mitcha! A chłopak kusi i kusi... i planuje dalszą perspektywę, to dobrze. Gdyby nie uwzględniał mieszkania z Mitchem w najbliższej przyszłości, to nie zdecydowałby się na szkołę, nie?
    Zresztą, oni obaj są tacy fantastyczni :D LPoH jest cudowne!
    Tylko ciągle mnie zadziwia jakim Mitch jest dobrym człowiekiem. O ogromnym sercu i bezinteresownym, mimo tego, co sam o sobie i swoich motywach myśli. Jest niesamowity.
    Alys

    OdpowiedzUsuń