Strony

niedziela, 9 października 2011

~~ 6 ~~ [Książę]

by: Magda :*

` Stań przede mną
Odziany w ciszę
Milczący i piękny
Idealny
Boję się, że jeżeli powiem choć słowo
Znikniesz
Jak sen
Więc wolę milczeć
Stań przede mną odziany w ciszę.
Jesteś wszystkim tym, czego zawsze pragnąłem.


Książę otworzył oczy i poruszył się niespokojnie, wyczuwając obok siebie ciepło czyjegoś ciała. Na chwilę znieruchomiał zupełnie, płochliwie, aż do momentu, gdy zaczęły do niego powracać wspomnienia ze wczorajszego wieczora. Odwrócił powoli głowę i spojrzał prosto w twarz śpiącego mężczyzny. Potomek monarchy patrzył na niego przez dłuższą chwilę, jakby nie mógł uwierzyć w jego obecność, po czym wreszcie zsunął z siebie bezwładną rękę Immriela i usiadł na brzegu łóżka, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Powinien wyjść? Zostać...? Obudzić Immriela, podziękować za nietypową gościnę, a może wprost przeciwnie, przywrócić go do porządku, znowu pokazać, jak wielka przepaść znajduje się pomiędzy niewolnikiem, a jego panem? Rozglądał się dookoła zagubiony, zbłąkany, jakby oczekiwał, że ujrzy wokół siebie coś zupełnie innego. A przecież to nie była jego komnata, a jedynie niewielka klitka, typowa dla niewolników, urządzona tylko trochę lepiej i bardziej bogato niż inne. I wczoraj ta klitka właśnie, wydawała mu się najpierw przestrzenią tak nieznaną, że aż przerażającą, a chwilę później, stała się dla niego czymś na kształt azylu, miejscem schronienia przed całym światem. Ale cały świat czekał tuż za drzwiami i nie było przed nim ucieczki. Wszystko to, co wczoraj widział i słyszał, wszystko to, co czuł, wydawało mu się teraz jedynie złudzeniami, które rozkradały wdzierające się do pomieszczenia promienie słońca. I Immriel też musiał być złudzeniem. A może nie...? Nie, Immriel istniał naprawdę, ale cała ta otoczka była jedynie efektem działania wyobraźni księcia, jego podświadomym pragnieniem, dążeniem do tego, by ktoś go wysłuchał, spojrzał na niego inaczej, dostrzegł w nim coś innego... To tylko niewolnik. Nikt więcej i nic więcej jak tylko niewolnik. I oczekiwanie od tego niewolnika, żeby zrozumiał, żeby widział więcej, było jedynie złudną nadzieją, nie mającą szans na spełnienie. I znowu stał przed tą samą wątpliwością co zawsze, rozdarty pomiędzy wyidealizowanymi wizjami, jakie snuł w swojej głowie, a twardą rzeczywistością, od której, mimo wmawianego sobie szaleństwa, nie potrafił się oderwać ani na chwilę.
Immriel poruszył się lekko. Książę spojrzał na niego z uwagą i obserwował, jak ten budzi się powoli ze snu, jak uchyla powieki, jak patrzy dookoła swoimi szkarłatnymi oczyma, jak zwilża wargi językiem i podnosi się na łokciach. W końcu wzrok niewolnika trafił także na przyszłego władcę.
-Książę...- szepnął i znowu coś w niego wstąpiło, tak samo, jak wczorajszego dnia. Pewien rodzaj zawstydzenia, coś, czego potomek monarchy nie mógł zaobserwować u niego zbyt często. I być może w innych okolicznościach, patrzenie na to, jak z jednego z najśmielszych ludzi, jakich znał, w jednej chwili uchodzi cała pewność i stanowczość, byłoby nawet interesujące. Gdyby nie fakt, że książę musiał dać w zamian coś więcej, sam odzierać się nieustannie ze swojej maski i ukazywać tak słabym, że aż żałosnym. Nie chciał tego. Nie podobało mu się to. Bycie zbyt ludzkim uznawał za powód do wstydu, nie dumy.
-Dziękuję za to, że mnie przenocowałeś- odpowiedział oficjalnie, chłodno. Podniósł się z łóżka.
-Poczekaj, książę- Immriel również wstał prędko i podszedł do niego. Potomek monarchy odsunął się mimowolnie. Bliskość tego mężczyzny oddziaływała na niego w sposób dziwny i niezrozumiały, przez co nieustannie czuł się przy nim zagubiony, niepewny i zupełnie rozbrojony. I nadal nie potrafił sobie odpowiedzieć, cóż go tak fascynuje, tak długo, tak nieustanie. Ten niewolnik, jego śmiałość, jego słowa, gesty, niecodzienne zachowanie, niecodzienne zwyczaje, nawet lojalność nie ta sama, którą znał z szeptów słyszanych za swoimi plecami. I te oczy, i uśmiech, i ta twarz, i to wszystko jakby zupełnie z innego świata, jakby nie pasowało do tych okoliczności, do Amona, do jego służących, do ponurości i gry pozorów. Czy mógł się w tym kryć jakiś fałsz, jakieś wielkie oszustwo, a może to sam umysł księcia go oszukiwał? A jeżeli nie było to oszustwo, to dlaczego, co skłaniało tego człowieka, który powinien raczej go nienawidzić, by traktował go z wyjątkowym szacunkiem, wobec jego wierności,nawet wobec tego spojrzenia, dziwnego, czasem wręcz współczującego, jakby rozumiał i jakby wiedział, chociaż nie mógł rozumieć niczego...?- Zostań...- Immriel przeczesał palcami włosy, wyraźnie skrępowany- Zostań, książę... Powinieneś coś zjeść... Przyniosę ci śniadanie.
-Amon się tym zajmie- odparł książę bez większych emocji, zupełnie wbrew temu, co rozgrywało się teraz w jego wnętrzu.
-Więc odprowadzę cię do twojej komnaty, książę- upór mężczyzny zdziwił następcę tronu, był dla niego zupełnie niezrozumiały.
-Trafię sam- odpowiedział tylko, nie czekając już więcej, a następnie otworzył drzwi i już miał wyjść, gdy usłyszał kolejne pytanie mężczyzny, przesączone oczekiwaniem i niecierpliwością:
-Spotkamy się dzisiaj na arenie...?
-Nie... Nie, dziś nie...- szepnął potomek monarchy, dopiero teraz ujawniając, jak bardzo jest zdezorientowany i niepewny- Spotkamy się jutro- stwierdził już bardziej stanowczym tonem, po czym zamknął pospiesznie drzwi i ruszył szybko długim korytarzem, chwiejąc się i potykając o własne nogi.
W pewnym momencie zatrzymał się po prostu i oparł plecami o ścianę. Odetchnął płytko, przymykając powieki. Co za nieopanowane emocje wzbudzał w nim ten niewolnik! Nie mógł bez niego wytrzymać, szukał go podświadomie wszędzie, myślał o nim, wszystko, co robił i wszystko, co mówił, ostatecznie odnosiło się wyłącznie do jego osoby. Nawiązało się pomiędzy nimi coś tak specyficznego, tak wyjątkowego i nieznanego księciu, że ten błądził nieustannie, targany własnymi wątpliwościami i nieufnością. Ale cóż był wart ten niewolnik pośród setek innych, podobnych jemu, jego śmiałość i odwaga nie znaczyły zupełnie nic, książę nie znał bowiem człowieka, który otoczony zewsząd tchórzami, sam zachowałby swoją tożsamość. A jednak tyle czasu minęło, a Immriel nadal pozostał dokładnie taki sam. Dlaczego? Na co liczył? Każde ludzkie działanie napędzała jakaś idea, jakiś cel, więc i on musiał mieć swój.
-Och, książę!- głos Amona dotarł do niego z daleka i przywrócił go do rzeczywistości. Uchylił powieki i spojrzał na swojego sługę, który znalazł się tuż przy nim, jak zwykle nie szczędząc mu swego przedstawienia- Mój panie, gdzie byłeś przez całą noc?! O, panie! Wszyscy się o ciebie niepokoili!
-Dlaczego...?- mruknął następca tronu, wpatrując się w Amona niezbyt przytomnym wzrokiem- Czyżbym musiał się czegoś obawiać, będąc pośród posłusznych mi ludzi...?
-A-Ależ skąd, mój książę! Ale... Ale jednak... Książę, czy źle się czujesz?- niepokój Amona jak zwykle pobrzmiewał raczej jak lęk o samego siebie- Powinieneś pójść do swojej komnaty, przebrać się, zjeść coś... Mój panie...?- dodał po chwili, widząc, że potomek monarchy znowu wpadł w ten dziwny rodzaj zadumy.
Następca tronu spojrzał na niego, po czym bez słowa, ruszył do swojej komnaty. Amon podążył w ślad za nim. Weszli obaj do wnętrza sypialni przyszłego władcy. Książę stanął przed lustrem, zupełnie tak jak zwykle, choć tym razem, gdy spojrzał w swoje odbicie, nie dostrzegł już tego samego co zazwyczaj. Jego twarz była jakaś inna, zupełnie inna, od tej, którą znał. Zwyczajowa obojętność, jaka się na niej malowała, została zastąpiona przez wyraz zagubienia, niepewności, którego książę w żaden sposób nie był się w stanie pozbyć. Spróbował uśmiechnąć się, tak jak zwykle, z wyższością, ale zamiast jego na jego ustach pojawił się grymas, nie mający nawet nic wspólnego z pogardą, będący raczej znakiem jakiegoś rozżalenia. Nawet Amon, który krążył wokół niego płochliwie, rozbierał go i powtarzał nieustannie te same farmazony, uśmiechając się równie nerwowo, co zawsze, sprawiał teraz wrażenie bardziej pewnego.
-Król wyruszył dzisiejszego ranka, mój panie- to były jedyne słowa niewolnika, jakie przedarły się do umysłu następcy tronu. Przyszły władca spojrzał na niego uważnie- Bardzo chciał cię zobaczyć, przed swoimi wyjazdem...- książę uśmiechnął się gorzko, odwracając wzrok ponownie w stronę lustra- Wyprawa zapewne nie zajmie mu długo... Może dwa dni... W każdym razie, mój panie, sadzę, że...
-Milcz- nakazał mu sucho potomek monarchy.
Jego lustrzane odbicie pozostało martwe.

Książę wszedł do biblioteki i zamknął za sobą drzwi. Było to ogromne pomieszczenie, wypełnione półkami, regałami, pełnymi rękopisów, tych nowych i tych przechowywanych tutaj od kilku pokoleń. Nie starczyłoby mu chyba życia, żeby choćby przejrzeć wszystkie ze znajdujących się tutaj dzieł i dokumentów. Wokół unosił się zapach starości i kurzu. Książę ruszył powoli do przodu, z początku jakby onieśmielony. Wielkość pomieszczenia i jego atmosfera robiła na nim niemałe wrażenie. Doszedł nawet do wniosku, że tak właśnie muszą się czuć wierni, którzy wchodzą do monumentalnych świątyń, oglądają złote ołtarze i posążki, rozchylają usta ze zdumienia i mają świadomość tej trudnej do zdefiniowania potęgi, ważności miejsca, w którym się znajdują. Sami wydają się sobie wówczas tacy mali i niepozorni, jak nigdy. Cóż więc dziwnego, że ślepy lud podążał za tymi, którzy raczyli go nieustannie złudnymi nadziejami i karmili bajkami, nabierając się na nie i wierząc w nie równie mocno, jakby byli dziećmi. Może gdyby zamiast każdej świątyni, stała taka właśnie biblioteka, ludzie nauczyliby się najpierw myśleć. Może zrozumieliby wówczas, dlaczego książka jest dużo cenniejsza od złota. Ale właściwie po co komu myślący poddani...?
Ciekawe, czy Immriel w ogóle umiał czytać... Ta myśl, pojawiła się w głowie księcia nagle, zupełnie niespodziewanie. Wprowadziła go w jeszcze większy stan rozstrojenia i chaosu. Nie mógł przestać o nim myśleć, nie mógł przestać go sobie wyobrażać, nawet, gdy zajmował się czymś innym, gdzieś w jego podświadomości, wciąż tkwiło imię tego mężczyzny...
Potomek monarchy ruszył wzdłuż jednego z regałów. Przez chwilę wydawało mu się, że słyszy czyjeś kroki, ale nie mogło być to zapewne nic innego, jak jedynie echo jego własnych. Może myślenie i inteligencja nie ma nic wspólnego z oczytaniem? Tego w końcu nie mógł Immrielowi odmówić, a skoro ten od wczesnych lat młodości zajmował się walką, a później trafił do niewoli, nie miał zbyt wiele czasu na naukę. Może więc mądrość była efektem doświadczeń. O tak, Immriel miał bardzo dużo doświadczeń. A książę...?
Zatrzymał się mimowolnie i zamyślił głęboko, wpadając w pewien rodzaj otępienia. Cisza tego miejsca bardzo mu jednak odpowiadała. Nie miał szans spotkać tu żadnego z niewolników, żadnego ze służących, Amon nie powinien go tutaj szukać, a nawet, jeżeli spróbuje, nie znajdzie go... Głupiec. Kolejny głupiec, pośród setek innych podobnych jemu. Czy zamierzeniem Boga było stworzyć więcej bydląt niż prawdziwych ludzi? A może to ludzie, z braku ambicji i zainteresowania sprawami ważniejszymi niż ich własne interesy, stawali się niczym innym, jak bydlętami właśnie. Z bydłem w gruncie rzeczy obchodzi się całkowicie prosto. Należy dać mu kawałek ziemi i żarcie. I uważać, żeby cię nie stratowało, w chwilach paniki.
Po raz kolejny do uszu księcia dobiegł stłumiony odgłos spokojnych, niespiesznych kroków. Zawahał się przez chwilę. Czyżby...? Jego wyobraźnia natychmiast podsunęła mu rozwiązanie. Ale cóż miałby tu robić Immriel...? Ale z drugiej strony, dlaczego miałoby go tutaj nie być...? Potomek monarchy wyszedł z plątaniny regałów i stanął znowu na samym początku pomieszczenia, oczekując niecierpliwie. I rzeczywiście, już po chwili dostrzegł znajomą twarz. Nie był to jednak Immriel.
-Książę- Raphael uśmiechnął się do niego tak jak zwykle, pogardliwie i drwiąco. Następca tronu posłał mu lodowate spojrzenie- Nie uważasz, że ostatnio jakoś często na siebie wpadamy...?
-Co tu robisz?- rzucił chłodno potomek monarchy.
-To nie jest chyba odpowiednie pytanie... Ja, bądź, co bądź, bywam tu często. Rzekłbym nawet, że zawsze, gdy tylko znajdę chwilę, by pojawić się w zamku- sprecyzował, nie odrywając od dziedzica uważnego spojrzenia. Było w nim coś głęboko niepokojącego i drażniącego, samo jego towarzystwo było dla księcia wyjątkowo nieprzyjemne. Nie znał wielu ludzi, którzy budziliby w nim podobną odrazę. Nie znał też wielu, którzy byliby w stanie dorównać temu człowiekowi w jego podłości i absolutnym braku zahamowań- Widzisz, książę, nabywanie wiedzy jest dla mnie priorytetem. Ponieważ to nic innego, ale wiedza właśnie, zapewnia człowiekowi władzę- podsumował znacząco.
-Nie pochlebiaj sobie- uciął szorstko potomek monarchy, nie zamierzając dać się sprowokować- To nie twoja wiedza pozwoliła ci sprawować władzę, ale słabość mojego ojca.
-Może...- Raphael uśmiechnął się znowu, podchodząc bliżej następcy tronu. Książę spojrzał na niego surowo. Najwyraźniej teraz mężczyzna nie starał się nawet udawać. Brakowało jego groteskowych ukłonów, gestów, dwuznacznych słów. Być może brakowało mu również odpowiedniej publiki, przed którą mógłby rozegrać to przedstawienie- Widzisz, książę... Wiedza o słabościach władców, jest wiedzą dosyć specyficzną, ale nadal wiedzą. Bądź, co bądź, różni się ona jednak rzeczywiście od... Hm... Powiedzmy, że wiedza na temat historii tych ziem, nie jest tym samym, co... Wiedza o tym, z kim syn króla spędził ostatnią noc... Ale nie martw się, książę...- dodał teatralnym szeptem- To akurat nazywa się wiedzą powszechną.
Książę nie zareagował. Mężczyzna zaczął mu przypominać oślizgłego węża, który przed chwilą zrzucił swoją skórę, szykując się na to, by po wyjściu z tego pomieszczenia, wdziać kolejną.
-Swoją drogą, zastanawiam się, książę...- kontynuował Raphael, najwyraźniej niezrażony brakiem emocji księcia- Jakimiż to dziwacznymi uczuciami trzeba darzyć niewolnika, by traktować go w tak szczególny sposób...?
-Nie sądzę, żebyś był osobą, która może to zrozumieć- stwierdził następca tronu, siląc się na obojętność, chociaż coś w nim aż wrzało z wściekłości, wywołanej nie tyle słowami tego człowieka, co samym jego towarzystwem. Pośród wszystkich ludzi, których przyszły władca darzył niechęcią lub nawet nienawiścią, ten był najgorszy. Książę zdawał sobie jednak sprawę z tego, że poddanie się, okazanie gniewu, byłoby niepotrzebnym przejawem słabości, a Raphael niewątpliwie odczułby z tego powodu satysfakcję.
-Czyżby...?- mężczyzna zbliżył się do niego jeszcze bardziej- Wiesz, książę...- rzucił, zastanawiając się chwilę- Żywienie jakichkolwiek uczuć do niewolników, to trochę tak, jak żywienie ich do zwierząt.
Książę uśmiechnął się pogardliwie.
-Musisz o tym dobrze wiedzieć, w końcu sam byłeś jednym z nich.
Raphael chwycił go i gwałtownie przycisnął do ściany. Potomek monarchy był tak zaskoczony, że w pierwszej chwili nawet nie zareagował. Szarpnął się jednak mocno, ale dłonie mężczyzny zacisnęły się boleśnie na jego ramionach, uniemożliwiając mu odsunięcie się czy ucieczkę.
-Co ty wyrabiasz?!- warknął wściekle następca tronu, usiłując go odepchnąć i wyswobodzić się- Puszczaj mnie natychmiast!
-To, kim byłem, doprowadziło mnie do tego, kim jestem teraz- odparł spokojnie Raphael, nie wyglądając ani na poruszonego ani na zirytowanego słowami księcia. Trudno więc było posądzić go o nagły, niepohamowany wybuch emocji. Mimo to, zacisnął jeszcze mocniej palce na ciele następcy tronu, wywołując u niego jęk- Za dobrze poznałem was, wielkich panów, by wierzyć, że ten, który jest urodzony z królowej, jest lepszy od tego, którego urodziła niewolnica...- następca tronu spojrzało prosto w lodowate oczy mężczyzny i zadrżał niemalże pod wpływem ich spojrzenia- Za to tobie, książę, najwyraźniej nie potrzeba wiele... Jak myślisz, czemu ten niewolnik poświęca ci aż tyle uwagi, spędza z tobą czas, okazuje swoją sympatię...? Robi w gruncie rzeczy to samo, co wszyscy pozostali, ukazuje swoją uległość, ale może w sposób bardziej wyrafinowany, przez co być może nie potrafisz tego dostrzec... Zaproponuj mu wolność, książę. Zaproponuj mu, że go uwolnisz i zobacz, jak cenna okaże się jego wierność.
-Puszczaj...- powtórzył raz jeszcze syn króla, trzęsąc się cały. Słowa mężczyzny sączyły do jego serca truciznę, wywołując w nim zwątpienie, niepewność i gniew. Może dlatego, że w gruncie rzeczy podświadomie czuł, że ten mówi prawdę. Gdyby Amon miał wybór, nie płaszczyłby się tak przed nim, nie udawał. Gdyby Immriel miał wybór, dawno by go tu nie było. Mimo pozornie ogromnych różnic, tych dwoje nie różniło się od siebie niczym. Zupełnie niczym. Książę łudził się i mamił pustymi gestami, obietnicami, równie bezsensownymi i pozbawionymi treści jak te, które słyszał już tak wiele razy od tak wielu ludzi... Amon nie mógł mu pomóc. Immriel nie mógł mu pomóc. Żaden z ludzi, którzy go otaczali, nie był wart ani jego uwagi, ani zaufania. Jak mógł w chwilowym otępieniu pomyśleć, że ten człowiek, pozornie tak inny od pozostałych, rzeczywiście jest mu w stanie dać cokolwiek więcej oprócz kłamstw, które otaczały go zewsząd...?
-Biedny, obłąkany książę... Szaleństwo tkwi w tobie tak głęboko, że trudno przewidzieć, kiedy będziesz myślał racjonalnie, a kiedy twój skołatany umysł stworzy sobie jakąś potworną wizję i zechce wcielić ją w czyn...- szeptał Raphael z pozornym zatroskaniem, nie pozwalając następcy tronu nawet się poruszyć- Zawsze może zdarzyć ci się jakieś przykre wydarzenie... Szaleńcy kończą zazwyczaj tak samo.
-Ty mi grozisz...?- na wargach potomka monarchy wykwitł pobłażliwy uśmiech, który już po chwili przerodził się w pełen pogardy grymas- Przeklęty synu dziwki, bękarcie z nieprawego łoża, uważasz, że jesteś w stanie zrobić mi cokolwiek...?- książę parsknął z politowaniem, widząc, jak przez ledwie krótką chwilę, na twarzy Raphaela pojawiają się emocje, które te zwykł skrzętnie ukrywać- Stań mi choć raz na drodze, a zabiję i ciebie, i wszystkich tobie podobnych!
-Ależ skąd, książę... Nigdy bym nie śmiał...- mężczyzna uśmiechnął się złośliwie, powstrzymując uczucia i puszczając następce tronu. Odsunął się nieco- Po prostu zastanawiam się, czy ktoś... aż tak owładnięty szałem jest w stanie sprawować władzę... Tym bardziej, że swoje okropne szaleństwo odziedziczyłeś zapewne po swoim ojcu... A obaj dobrze wiemy, że jest to szaleństwo wyjątkowo przykre...
Książę zbladł momentalnie.
-Milcz...- wycedził przez zęby słabo.
Raphael zaśmiał się głośno, po czym skłonił się raz przed przyszłym władcą i wyszedł.
Osiągnął jednak swój cel. Książę stał przez dłuższą chwilę nieruchomo, niczym posąg, chociaż wewnątrz niego szalała burza emocji. Wrzasnął w końcu głośno z wściekłości, po czym skrył twarz w dłoniach i osunął się na podłogę. Przeklęty, po stokroć przeklęty niech będzie ten mieszaniec i wszyscy podobni jemu! Przeklęty niech będzie Immriel i jego słodkie kłamstwa, i jego obietnice, i deklaracje, i jego wyjątkowość także, skoro tak bardzo zwiodła księcia i doprowadziła go do zwątpienia we własne ustalone wcześniej zasady. Gdyby nie spotkał go tamtego dnia, gdyby go nie zabrał, nie ocalił, ten dawno by już nie żył i może zasłużyłby na swoją śmierć. Kto wie, ile wypowiedzianych przez niego słów było prawdą, kto wie, czy nie mówił od początku jedynie tego, co przyszły władca chciał usłyszeć, czy nie zamierzał po prostu uśpić jego czujności, wkraść się w jego łaski, co idealnie mu się udało i realizować własne cele.
Potomek monarchy oparł się o ścianę i wpatrywał się przed siebie długo wzrokiem, który wyrażał nie tyle nienawiść, co zmęczenie i niechęć. Słyszał jakieś głosy w swojej głowie, mniej lub bardziej wyraźne, spośród których docierało do niego właściwie ledwie jedno zdanie.
Biedny, obłąkany, książę... Nic już cię nie ocali.

Książę wtulił się mocno w poduszkę i zacisnął powieki, pilnując tego, by nie poruszyć się choćby odrobinę. Panująca wokół ciemność przerażała go jak zawsze. Noc go przerażała. Cisza, która powinna nieść za sobą coś na kształt spokoju, wywoływała u niego niemalże panikę. Nawet jego własny, urywany oddech, rozpraszał go, zachęcał do tego, by otworzyć oczy i rozejrzeć się dookoła. Ale tego książę nie robił. Bał się, że w pewnym momencie rzeczywiście coś zobaczy. Coś, co albo będzie spełnieniem jego najgorszych snów albo utwierdzi go w przekonaniu o własnym szaleństwie. Przecież wydawało mu się, że nie lęka się śmierci i nie czuje strachu przed odejściem, a jednocześnie jego własna wyobraźnia przerażała go tak bardzo, że leżał nieruchomo, skamieniały ze strachu.
Może rzeczywiście tkwiło w tym pomieszczeniu coś wyjątkowo złego...? Ile razy słyszał opowieści służek i niewolników, szepczących o duchach dawnych władców i poddanych, nawiedzających to miejsce. Nie należało dziwić się plotkom, wszak musiało ich zginąć tu wielu. Król uśpiony trucizną podaną mu przez małżonkę, brat zabijający brata, pierwszego w kolejce do tronu, podobno w komnacie zamieszkanej dziś przez niewolników zgładzono książęcego bastarda, a w ogrodzie usłyszeć można jeszcze westchnienia kochanków, rozdzielonych zbyt bliskim pokrewieństwem. Cóż jednak są w stanie zrobić duchy, nawet te najbardziej rozżalone i łaknące zemsty, wobec okrucieństwa ludzi, któremu nie będą w stanie nigdy dorównać? Nie, to nie duchy. Duchy były zajęte tylko i wyłącznie sobą. Tak samo, jak wszyscy żywi.
Gdyby ściany potrafiły widzieć wszystko to, co rozgrywa się w ich wnętrzu, gdyby zdawały sobie z tego sprawę, pewnie płakałby razem nad duszą księcia. Potomek monarchy w dzieciństwie, słysząc zawodzenie wiatru, często wyobrażał sobie, że to właśnie zamek rozpacza razem z nim, domagając się pomsty. Ale wszystko to było niczym więcej jak tylko złudzeniem. Ściany były głuche. Tak samo jak wszyscy mieszkający tu ludzie.
Jedynym złem, jakie znajdowało się w tym miejscu, była nienawiść księcia, która tak głęboko wniknęła w jego serce, że zdawało się, że nic już nie zdoła przywrócić go do rzeczywistości. Potomek monarchy nie chciał się jej pozbywać. Nienawiść pozwalała mu czuć, że wciąż jeszcze istnieje.
Następca tronu usłyszał, jak drzwi od jego komnaty uchylają się z cichym skrzypnięciem. Przez chwilę wydawało mu się, że to jedynie jego wyobraźnia po raz kolejny płata mu figle, ale gdy usłyszał powolne kroki, poczuł się sparaliżowany ze strachu. Zupełnie nie mógł się poruszyć. Nie rozumiał... Nic nie rozumiał... Przecież...
-Książę...?- usłyszał pełen niepewności szept. Potomek monarchy drgnął, wprost nie mogąc w to uwierzyć. Uniósł się lekko na łokciach i spojrzał prosto w twarz Immriela.
-Co ty tu robisz...?- rzucił, wciąż jeszcze zlęknionym głosem.
-Przepraszam... Chciałem cię zobaczyć...- mężczyzna uśmiechnął się do niego lekko. Następca tronu poruszył się niespokojnie, nie odrywając od niego uważnego spojrzenia. Jeszcze przecież tak niedawno wydawało mu się, że jeżeli zobaczy ponownie tego niewolnika, ukaże go albo wygna precz z zamku, a teraz, znajdując się blisko niego, ledwie był w stanie wydusić z siebie kilka słów- Myślałem o tobie...- dodał nieco spłoszony Immriel, jakby dla wyjaśnienia swojej nietypowej wizyty- Nie mogłem przestać o tobie myśleć...
Książę przyglądał mu się jeszcze przez chwilę, walcząc z samym sobą. Słowa Raphaela wciąż wydawały mu się tak boleśnie prawdziwe, rzeczywiste, że nawet ich sprawdzanie wydawało mu się niepotrzebne. Któż bowiem przy zdrowych zmysłach, będąc gdzieś więzionym, nie chciałby powrócić do swojego domu, do bliskich, rodziny? Czy mógł więc potępiać Immriela za jego tęsknotę i przywiązanie?
-Połóż się obok mnie- poprosił w końcu przyszły władca, odsuwając się nieco. Niewolnik uśmiechnął się do niego w ten charakterystyczny sposób i ułożył się tuż przy nim, nie odrywając od księcia wzroku. I książę także spoglądał na niego z niezmienną fascynacją, nie rozumiejąc tego, dlaczego ten mężczyzna wciąż stanowił dla niego zagadkę.
Po chwili wahania, przysunął się bliżej i okrył Immriela kołdrą.
Leżeli obok siebie długo w milczeniu, chociaż żadne z nich nie zdawało się nawet myśleć o śnie. Zupełnie tak, jakby obaj czekali na słowa tego drugiego, bojąc się swoich własnych.
-Pozwolę ci odejść- stwierdził w pewnym momencie książę. Immriel spojrzał na niego ze zdumieniem. Następca tronu nie miał w rzeczywistości zamiaru tego uczynić, chciał tylko zobaczyć jego reakcję. Nie chciał, by ten go opuszczał- Będziesz mógł wrócić do swojej osady, choćby nawet jutro. Jeżeli zechcesz oczywiście...- zaznaczył, a w jego głosie wyraźnie słychać było cień nadziei, że będzie inaczej- Dostaniesz wszystko to, co potrzebne ci do drogi i będziesz mógł wyruszyć.
Immriel milczał, zastanawiając się wyraźnie. Książę nie odrywał od niego uważnego spojrzenia. Sądził, że odpowiedź będzie oczywista.
-Odejdziesz...?- ponaglił go, nie do końca rozumiejąc, z czego wynika jego wahanie.
-Nie...- szepnął w odpowiedzi niewolnik, wciąż zamyślony- Nie, książę- powtórzył już bardziej stanowczo- Jeżeli mi pozwolisz, wolałbym zostać tutaj.
Tutaj...? W zamku, w samotności, spełniając kaprysy przyszłego monarchy...?
-Jak to...?- zapytał bez zrozumienia książę- Nie chcesz wrócić do swojej ojczyzny...?
-Ojczyzna jest tam, książę, gdzie ludzie, którzy są dla ciebie drodzy- odpowiedział Immriel w swój zwyczajowy, zupełnie rozbrajający sposób, uśmiechając się jednocześnie- Bardzo chciałbym zobaczyć jeszcze moją osadę... Może kiedyś mi się to uda... Ale nie sądzę, by ktoś jeszcze oczekiwał mojego powrotu.
-Jak to...?
-Mój ojciec zginął młodo na wojnie, jak wielu. Niedługo przed moją ostatnią wyprawą, matka zachorowała poważnie. Kiedy się z nią żegnałem, nawet mnie nie poznawała. Zdawałem sobie sprawę z tego, że gdy wrócę... jeżeli wrócę... zapewne ona już nie będzie żyła. Moi towarzysze w większości zginęli albo czekał ich mój los. A nawet, jeżeli udało im się ujść z życiem i powrócić, zapewne sądzą, że ja umarłem. To dużo łatwiejsze, nie ma sensu zawracać sobie głowy tymi, których z nami nie ma. A moja żona... Cóż... Pewnie została już poślubiona przez kogoś innego.
-Miałeś żonę...?- zdumiał się książę.
-Tak- parsknął z rozbawieniem Immriel- Coś w tym dziwnego...?
-A dzieci...?- zainteresował się potomek monarchy.
-Nie... Chyba nie...- sprostował po chwili mężczyzna- A przynajmniej nic o tym nie wiem... Może przed moją ostatnią wyprawą... Może... Chociaż to nie ma już chyba większego znaczenia.
Książę milczał przez chwilę. Do tej pory nawet nie przyszło mu do głowy, że Immriel mógłby mieć żonę, chociaż rzeczywiście, wydawało się to całkiem oczywiste.
-Jaka była...?- zapytał szeptem następca tronu, zaintrygowany.
-Cóż...- Immriel uśmiechnął się nieco zakłopotany- Szczerze mówiąc, nie wiem... Rzadko bywałem w domu... Nawet nie potrafię sobie przypomnieć jej twarzy...- dodał po chwili w zamyśleniu.
-Rozumiem... Więc co właściwie trzyma cię tutaj...?- rzucił potomek monarchy.
Immriel parsknął cicho.
-Wydawało mi się, że to oczywiste- stwierdził.
Nic jednak oczywiste nie było. Książę nie do końca pojmował relacje, jakie się pomiędzy nimi zrodziły, nie rozumiał nawet własnych uczuć, cóż więc dopiero uczucia Immriela.
-Więc...?
-Ty, książę- odparł bezpośrednio mężczyzna, nie wydając się swoimi słowami zawstydzony.
-Dlaczego...?
-Mówiłem już.
-Więc powiedz raz jeszcze.
Immriel zaśmiał się lekko.
-O nie, książę...- stwierdził, kręcąc głową z rozbawieniem- Takich deklaracji się nie powtarza.
Potomek monarchy uśmiechnął się z politowaniem.
-Może dlatego, że to zbyt śmiałe deklaracje- zauważył.
-A ja jestem bardzo śmiałym człowiekiem, książę- odpowiedział z szerokim uśmiechem Immriel.
Książę parsknął cicho. W to akurat nigdy nie wątpił. Nadal jednak nie pojmował, z jakich przyczyn Immriel zrezygnował tak łatwo z powrotu do swojego domu, dlaczego wolał zostać tutaj, w charakterze niewolnika, nie żądając nic w zamian, nie stawiając warunków... Czy mógłby być aż tak przebiegły, by doskonale rozumieć oczekiwania następcy tronu, by zwodzić go, mamić, prowokować...? Nie, w to książę nie mógł uwierzyć.
Immriel dotknął delikatnie twarzy następcy tronu, a następnie przesunął opuszki palców na jego obojczyk. Książę poczuł, jak robi mu się cieplej, nie odezwał się jednak, nie odtrącił też jego dłoni. Znowu był zupełnie zdezorientowany.
-Powiedz mi coś o sobie, książę...- zaczął spokojnie Immriel, wpatrując się w następcę tronu z uwagą- Co lubisz, co sprawia ci przyjemność, kiedy jesteś szczęśliwy... Cokolwiek.
Książę patrzył na niego przez chwilę zupełnie bez zrozumienia. Nie musiał się długo zastanawiać, by dojść do wniosku, że nie potrafi udzielić mu żadnej odpowiedzi. Ostatnimi czasy jego jedyną rozrywką, przynoszącą mu coś więcej prócz bolesnej satysfakcji, było przebywanie w obecności Immriela. I chyba sprawiało mu to też radość. Bo nagle książę dostrzegł, że nawet przerażająca noc nie wydaje mu się aż tak straszna, gdy mężczyzna jest obok niego.
Niewolnik chyba dobrze wiedział, co oznacza jego milczenie.
-A... A twoja rodzina, książę?- zapytał- Twoja matka...?
-Nie żyje- odparł potomek monarchy bez szczególnych emocji. Zmarła przy porodzie, nie miał okazji jej poznać. Gdy był dzieckiem wydawało mu się jeszcze, że jej obecność rzeczywiście mogłaby coś zmienić. Dziś już tak nie sądził. Nie zmieniłaby nic.
-Do tej pory nie udało mi się spotkać króla...- Immriel uśmiechnął się lekko- Musi być bardzo zapracowany... Pewnie jest dobrym królem...
-Nie jest- zaprotestował gwałtownie potomek monarchy. Mężczyzna spojrzał na niego zdumiony- Właściwie to jest fatalnym królem. Tak naprawdę to Rahphael i inni podobni jemu sprawują władzę, bo on jest zbyt zdziecinniały i chory na umyśle, by się temu przeciwstawić, poza tym... Jak dobrze wiesz, ma lepsze zajęcia. Zabawa lalkami jest dużo ciekawsza i przynajmniej bezpieczniejsza niż zabawa ludźmi.
-Przepraszam...- rzucił Immriel, nadal sprawiając wrażenie zaskoczonego.
-Nie szkodzi- uciął chłodno potomek monarchy, odwracając wzrok.
Mężczyzna cofnął rękę. Przez chwilę następca tronu sądził, że być może uraził poddanego i ten odejdzie, ale już po chwili poczuł, jak Immriel obejmuje go ciasno, zupełnie tak, jak wczorajszej nocy. Jedna dłoń mężczyzny spoczęła na jego odsłoniętym biodrze. Opuszki palców niewolnika przesunęły się jak gdyby mimowolnie wzdłuż jego podbrzusza. Książę spojrzał w oczy Immriela i dostrzegł w nim coś na kształt wahania. Wstąpiło w niego jakieś dziwne uczucie, jakby coś zapłonęło w jego wnętrzu. Wsunął ręce pod kołdrę i chwycił jedną z nich za rąbek swojej koszuli, po czym uniósł ją lekko. Immriel podniósł się nieznacznie, przesuwając dłonią w górę, w ślad za ruchem księcia. Przechylił głowę, wyraźnie zafascynowany, nie odrywając jednak wzroku od oczu księcia, jakby w oczekiwaniu na moment protestu. Potomek monarchy podniósł jednak koszulę jeszcze wyżej. Westchnął mimowolnie, czując, jak smukłe, lekko szorstkie palce mężczyzny błądzące po jego klatce piersiowej, wywołując w następcy tronu drżenie. Odetchnął płytko i odchylił lekko głowę, przymykając powieki.
Na zewnątrz zerwał się gwałtowny wiatr.
Książę cofnął się odruchowo, mężczyzna również odsunął się nieco, odsuwając dłoń. Obaj wpatrywali się w siebie z mieszaniną niezrozumienia i pragnienia bliskości, które zdawało się zrodzić w nich już dużo wcześniej. Potomek monarchy przysunął się ponownie do mężczyzny i oparł głowę na jego klatce piersiowej. Wargi Immriela musnęły delikatnie jego czoło.
-Dobranoc, książę.

15 komentarzy:

  1. Anonimowy11:41 AM

    Dodałaś kolejny odcinek o... 6:36?! Już za sam ten fakt jesteś niesamowita :) Bardzo ciekawa więź zawiązała się między księciem i Immrielem. I znów trochę faktów o przeszłości... Ach, i czarny charakterek, Raphael! Nie wiem dlaczego tak bardzo kojarzy mi się z Gadzim Językiem z LOTRa :D
    Pozdrawiam, dziękuję za odcinek i 'do następnego'
    -Cannum

    OdpowiedzUsuń
  2. OMG! OMG!!!! No way! Nie mogli TAK skończyć! A gdzie mizianie na dobranoc? No dobra, może to by było zbyt szybko, ale teraz to ja się już samych ahów i ohów spodziewam, bejbi! :D Czekam na wszystko co napiszesz, więc życzę weny, jak każdy, za każdym razem xD Love Ya :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Uh. Cholerny wiatr. Nie mógł zacząć wiać odrobinę później..? x) Rozdział świetny. I dodany tak z rańca?! Dziewczyno boska jesteś ;* Wybacz ze komentarz taki "nic nie wnoszący do zycia" ale muszę się uczyć, a nie mogłam sie postrzymac od zajrzenia tutaj XD

    Weny!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wątpliwości dręczące księciem są jak najbardziej zrozumiałe, a zwłaszcza ta nieufność względem każdej osoby. On się po prostu boi, że ktoś odkryje jego ..pragnienia bliskości, ciepła a przecież w takim świeci w jakim żyje są one oznaką słabością.
    Scenka na końcu była bardzo intymna i przepełniona taką magiczną atmosferą. Nawet urocze to było, że się tak speszyli obaj na końcu przez ten wiatr.
    Ha ha to jak drażnisz czytelnika takimi scenkami jest cudowne :D Dawkujesz emocje i każesz czekać na następną część.

    Pisz dalej bo raduje się me serducho czytając to co stworzysz :)

    Kkohaku

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział cudowny! Wahanie Księcia i Immriela, sytuacja w bibliotece (swoją drogą to Raphael naprawdę zachowuje się jak jakiś wąż lub jaszczur) no i oczywiście końcowa scena w pokoju Księcia... wszystko cudowne! Czekam na więcej!
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
  6. w ostatnim momencie niemal podskoczyłam na równi z tym wiatrem O_O ale czad lepsze niż książka, którą tera czytam xD myślałam, ze mi pukawa siądzie w ostatniej scenie xD

    OdpowiedzUsuń
  7. Genialny rozdział. Czytałam i płakałam (jakaś jesienna depresja), ale ogólnie jestem bardzo zadowolona.
    Weny, kochana. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy10:36 AM

    Przepiękny koniec. W tych słowach można było wyczytać emocje obu bohaterów wręcz namacalnie, a to trudne. I cieszę się, że akcja się rozwija i to w świetny sposób - powoli, nie gwałtownie, przez co intryguje jeszcze bardziej. D.

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy4:52 PM

    To było genialne zakończenie. Chyba najlepsze jakie dotąd stworzyłaś. Dawkujesz emocje. Nie ma niepotrzebnego pośpiechu. Tak jak wspomniały poprzedniczki. Intrygujesz. Bezczelnie każesz czekać na następny rodział, kończąc w tak urokliwym momencie. Muszę przyznać że jestem zaskoczona. Bardzo pozytywnie oczywiście. Pisz jak najszybciej. Księcia. Ale też inne części opowiadań. Każde z nich przyciąga na swój sposób. Jedyne którego jeszcze nie kocham to You Found Me. Ale każdy lubi co innego .
    - Psycho

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy2:16 PM

    Skończyli w takim momencie przez ten głupi, szalejący za oknem wiatr?! No wiesz co? Ja tu siedzę przed monitorem z takim bananem na mordce, a tu nagle BUM, koniec odcinka i koniec ich "zabawy". No szlag mnie tu trafia. Ale cóż, zostaje mi wyłącznie czekanie na ciąg dalszy. <33
    Przesyłam pozdrowienia z zimnej i deszczowej Francji, Spiritt. *.*

    OdpowiedzUsuń
  11. Powoli zbliżają się do siebie. Końcowa scena według mnie była bardzo emocjonalna. Tylko czemu ten wiatr zawiał? Wiem, wszystko powoli, a do celu będzie dążyć. Kocham ich bliskość.
    Żal mi Księcia. Tak bardzo potrzebuje czułości, opiekuńczości, miłości. Jest samotnym człowiekiem. Boi się, a noce w których czai się według niego zło, straszne.

    Boski rozdział. :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Anonimowy1:12 PM

    naprawde swietny rozdzial, i ogolnie opowiadanie tez jest super. z niczym sie nie spieszysz i akcja rozwija sie naturalnie, uwielbiam twoje opowiadania ^^

    OdpowiedzUsuń
  13. Czy zamierzasz kontynuować serię?
    Bardzo mnie wciągnęło..

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetnie. To znacznie poprawiło mi nastrój.

    OdpowiedzUsuń