Strony

sobota, 5 listopada 2011

23. Zdrajca [Sunrise]

Po kilkunastu minutach siłowania się z klamką, wszedłem wreszcie do mieszkania, mocno poirytowany. Na rękach trzymałem wszystkie moje książki, zeszyty, piórnik oraz torbę, która przypominała teraz raczej jeden, wielki strzęp materiału. Rozdarła się, gdy wracałem ze szkoły, ledwie kilka minut drogi od domu. To zdecydowanie nie był mój najlepszy dzień. Gdy zamykałem ze sobą drzwi, książki przechyliły się nieco i nim zdążyłem opanować sytuację, upadły na posadzkę. Zakląłem z wściekłością, gdy zawartość mojego piórnika rozsypała się naokoło.
Amadeusz wyszedł z sypialni i przemknął demonstracyjnie obok, nie zaszczycając mnie nawet jednym spojrzeniem, nie mówiąc nawet o udzieleniu ewentualnej pomocy. To w końcu byłby przejaw zbytniej łaskawości z jego strony, szczególnie, że już od kilku dni, a właściwie od czasu naszego ostatniego sporu, traktował mnie chłodno i z dystansem. Krótko mówiąc? Nadąsał się jak zwykle i jak zwykle czekał, aż zacznę go przepraszać. Problem w tym, że ja, także jak zwykle, nie bardzo wiedziałem za co. Nim jednak zdążyłem się schylić, by uprzątnąć bałagan, pojawił się nagle przy mnie, wpatrując we mnie lodowato.
-Kim był ten chłopak z którym rozmawiałeś, co?- rzucił, nie przestając spoglądać na mnie tak, jakby chciał mi wyrwać serce.
-O co ci znowu chodzi?- westchnąłem ciężko, podnosząc z podłogi kilka zeszytów.
-Josh, pytam cię o coś- upomniał mnie, zdenerwowany- Kim był ten chłopak z którym rozmawiałeś?
-Hm...- wyprostowałem się, udając, że się nad tym zastanawiam- Chłopak z którym rozmawiałem...? No nie wiem... Jest ich w końcu tak wielu...- zironizowałem, ale Amadeusz chyba tego nie dostrzegł, bo wyraźnie zirytował się jeszcze bardziej- Może Jack...?
-Nie rób ze mnie idioty, Josh, dobrze wiem, jak wygląda Jack- prychnął gniewnie, podchodząc tak blisko, że prawie przyciskał mnie do drzwi- Kim był ten chłopak?
-Amadeusz, na litość boską!- jęknąłem głucho- O co ci chodzi? Jaki znowu chłopak?
-Ach... „Znowu”...?- podchwycił, wpatrując się we mnie wrogo.
Zaczynam żałować, że tak mało ludzi widzi demony. Byłoby znacznie łatwiej, gdyby ktoś napisał jakiś poradnik na ich temat, może to ułatwiłoby ich zrozumienie. Bo ja Amadeusza nie rozumiałem kompletnie.
-O co ci chodzi?- powtórzyłem raz jeszcze, wzdychając ciężko.
-Ten chłopak, który pomógł ci, gdy podarła się twoja torba- wycedził przez zęby- Kim on był?
-Sam sobie odpowiedziałeś na to pytanie- parsknąłem z politowaniem- To był chłopak, który pomógł mi, gdy podarła się moja torba, a poza tym... Zaraz, zaraz... Śledziłeś mnie?!- rzuciłem głośno, spoglądając na niego z niedowierzaniem.
-Bez znaczenia- odburknął niechętnie, przysuwając się do mnie jeszcze bardziej. Syknąłem z bólu, gdy klamka zaczęła wbijać się w moje plecy- Masz bardzo poważne kłopoty, Josh- dodał i nic nie wskazywało na to, że żartował.
Co nie zmienia faktu, że jego wyraz twarzy był w tym momencie wyjątkowo zabawny, szczególnie w połączeniu z bzdurami, jakie od dobrych kilku minut wygadywał, więc zaśmiałem się cicho, odsuwając go od siebie.
-Tak, mam poważne kłopoty. Z tobą- westchnąłem, kręcąc głową. Kiedy wszystko było już absolutnie w porządku i mógł się zająć tylko mną, i tak nieustannie wymyślał jakieś problemy. Ricky już mnie nie zajmował, nie miał ze mną żadnego kontaktu i wszystko wskazywało na to, że dał sobie spokój. Nie widziałem przed szkołą ani jego, ani nikogo, kogo znałbym z jego bliskiego otoczenia. Ale kiedy nie ma problemów z byłym chłopakiem, muszą pojawić się problemy z obecnym. Powiedzmy.
-A co?!- rzucił wściekle, gdy pozbierałem pozostałe rzeczy i wyminąłem go, przechodząc do sypialni. Rzuciłem wszystko na stole, wznosząc oczy ku sufitowi- Może mam uwierzyć, że w ogóle się nie znacie, co?! Że pomógł ci tak po prostu?! Bezinteresownie?!
Spojrzałem na niego bez zrozumienia.
-Tak! Tak właśnie mi pomógł! Może nie wierzysz, ale to całkiem normalne! I nie, wcale go nie znam! Nawet nie wiem, jak się nazywa!
-Oczywiście!- odpowiedział kąśliwie- Myślisz, że jestem aż tak naiwny, Josh...? Sprawdzę to! A jeżeli nie okaże się, że ma żonę i przynajmniej dwoje dzieci... Będziesz miał duży problem.
-Ty już mam problem- uciąłem, zmęczonym głosem- Z głową. Niestety, ja nie nadaję się na psychiatrę.
Amadeusz nie odpowiedział. Układałem wszystko spokojnie na stole, korzystając z tej jakże wyjątkowej chwili ciszy. Czy naprawdę powiedziałem mu ostatnio coś tak okropnego, że zachowywał się w taki sposób? Przecież jedyne, co miałem na celu, to dać mu do zrozumienia, że nie jestem (jeszcze) jednostką całkowicie aspołeczną, a już na pewno nie jestem demonem, unoszącym się samotnie gdzieś w czasoprzestrzeni. Przecież z każdej strony otaczali mnie ludzie! Chociaż właściwie mogłem się domyślać, że takiej istocie ciężko będzie to zrozumieć. Mogło mu się zrobić przykro, ale to już chyba przesada. A teraz chodził naburmuszony i nie bardzo było wiadomo, jak mam mu zadośćuczynić za jego tragiczne krzywdy.
No dobrze, doskonale wiedziałem jak. Jeżeli wszystkie demony myślały wyłącznie o jednym, tak jak on, to chyba dobrze, że nie miały ciała ani możliwości, by z niego skorzystać.
-Masz kogoś?- Amadeusz pojawił się tuż przy mnie, wywołując u mnie krzyk przerażenia i sprawiając, że uderzyłem się z całej siły w mebel.
-Cholera, Amadeusz!- jęknąłem z bólu, pocierając biodro i wpatrując się w niego bez zrozumienia- Czego ty chcesz?!
-Pytałem o to, czy kogoś masz. To nie jest trudne pytanie, Josh...- rzucił z pozornym spokojem, ale w tonie jego głosu czaiła się niemalże groźba mordu- Chyba, że masz coś do ukrycia...
-Nie, Amadeusz, nie mam nic do ukrycia. Nie wiem tylko, co ty insynuujesz... Co ci przyszło do głowy?- zapytałem. Patrzył na mnie w taki sposób, że aż miałem ochotę skurczyć się w sobie, chociaż sam nie wiedziałem, z jakiego powodu. To ja powinienem być wściekły, na litość boską! Jeżeli wszystko dobrze zrozumiałem i to nie była jego gra wstępna, to właśnie oskarżył mnie o zdradę! I sam już nie wiem, czy powinienem być rozbawiony jego zazdrością (o chłopaka, który pomagał mi z torbą...), czy poirytowany faktem, że w ogóle mi nie ufa. A może raczej zaniepokojony jego stanem zdrowia psychicznego, bo naprawdę nie wiedziałem, co doprowadziło go do tak idiotycznych wniosków.
-No nie wiem, Josh, nie wiem...- odparł z udawaną obojętnością, nie odrywając ode mnie uważnego wzroku, jakby oczekiwał, że zaraz się czymś zdradzę. Uniosłem pytająco brwi- Jak się ma chłopaka i się go zdradza, to można go zostawić... Ale demona zostawić nie można...- posłał mi znaczące spojrzenie, wywołując u mnie jeszcze większą dezorientację- Ale uwierz mi na słowo, ukryć się przed nim na dłuższą metę też nie da rady, więc... Jeżeli jest ktoś inny, lepiej powiedz mi to teraz, zanim sam się dowiem. Pójdę sobie.
Parsknąłem, oszołomiony jego słowami. Byłem tak zdumiony, że przez moment żadna odpowiedź nie przychodziła mi do głowy. Najwyraźniej to zirytowało go jeszcze bardziej, bo fuknął coś gniewnie pod nosem i odwrócił się gwałtownie na pięcie, ruszając w kierunku drzwi, jakby nie mógł najzwyczajniej w świecie przenieść się w inne miejsce, co było jasnym sygnałem, że nie zamierzał wcale tej rozmowy kończyć.
-Ty chyba nie sądzisz, że mógłbym... Amadeusz!- wrzasnąłem wściekle i dopiero wtedy zechciał się łaskawie zatrzymać i zwrócić ponownie w moją stronę, posyłając mi wyjątkowo przyjemne spojrzenie. Takie, jakie kat rzuca swojej ofierze, zanim utnie jej głowę- Skąd... Skąd... Skąd w ogóle taki pomysł?!- wybuchnąłem.
-Nie mów mi, że nie mam powodów do podejrzeń- mruknął Amadeusz. Podszedłem do niego szybkim krokiem, ale on przeniósł się na drugi koniec pokoju. Sapnąłem, sfrustrowany. Ktokolwiek wymyślił demony, musiał mieć naprawdę źle w głowie- Nie chcesz mnie. Nie kochasz się ze mną. W ogóle nie zwracasz uwagi na moje potrzeby.
… stwierdził demon, który w normalnych warunkach, nie ma żadnych potrzeb.
-Co takiego?! Na litość boską!- syknąłem gniewie, nie mogąc uwierzyć w to, co słyszę- Od czasu do czasu jestem zmęczony, nie mam ochoty na seks, a ty... A zresztą! To ja powinienem być wściekły! Seks to jedyne, co cię obchodzi! Kilka dni przerwy, a ty już zaczynasz świrować! Jestem ciekaw, co byś zrobił, gdybym był heterykiem albo nie byłbym tobą zainteresowany!
-Nie można nie być mną zainteresowanym- odparł wyniośle- A kilkudniowe przerwy w pożyciu są niezdrowe dla osób w twoim wieku, Josh.
-Że co?! Co ty opowiadasz?!
-Nie wiem... Co jest, Josh? Nie podobam ci się już? Rany, co ja bredzę...- wymamrotał, zastanawiając się przez chwilę- Przecież zawsze wyglądam tak samo...
-No właśnie, co ty bredzisz?- podchwyciłem, spoglądając na niego z politowaniem.
-Więc może ci się znudziłem, co?- drążył dalej Amadeusz- Masz ochotę na coś ciekawszego, znalazłeś sobie kogoś bardziej interesującego, szykuje się nowy, burzliwy związek... Demon jest zbędny...
No tak... Bo związek z demonem jest taki nudny i pełen rutyny.
-Amadeusz!- warknąłem, jeszcze bardziej rozgniewany- Nigdy w życiu bym ci tego nie zrobił! Nigdy! Nikomu bym tego nie zrobił!
-Ricky'emu zrobiłeś.
Wbiłem w niego zdezorientowane spojrzenie.
-S... Słucham...?- bąknąłem niepewnie.
-No tak- potwierdził z całkowitą powagą- Całowałeś się ze mną, a później... Na, na, na...- zanucił, uśmiechając się szeroko.
Prychnąłem z oburzeniem.
-To TY całowałeś MNIE!
-Jasne- zironizował, przewracając oczyma- Bo ty nie brałeś w tym czynnego udziału...
-To był...
-To była zdrada- przerwał mi stanowczo.
Aż zagotowałem się z wściekłości. Cholerny drań! Prowokujący, cholerny drań, który najpierw usiłuje mnie uwieść, a gdy mu się to udaje, stosuje to jako argument przeciwko mnie!
-Dobrze wiesz, że to co innego!- gdyby Ricky był dobrym, niewinnym, wiernym chłopakiem, to co innego... Ale jego postępowanie wobec mnie, całkowicie mnie w tej sprawie oczyszcza. I może rzeczywiście, moje postępowanie nie było do końca moralne, ale... Ale to nie były najnormalniejsze warunki, nie sądzicie?! Zwykłego faceta mogłem po prostu spławić. Demona spławić nie mogłem.
-Nie wiem- odparł obojętnie, wzruszając ramionami.
-Ty nachalny... Nachalny dupku!- syknąłem, podchodząc do niego znowu i stając z nim twarzą w twarz. Nie sprawiał wrażenia poruszonego moimi słowami- Gdybyś nie był taki uparty, do niczego by nie doszło, dobrze o tym wiesz!
… przynajmniej, dopóki nadal byłbym z Ricky'm.
-No właśnie!- dodał triumfalnie, ze złośliwym uśmiechem- A jest wielu upartych ludzi, prawda...?- on naprawdę posiadał szczególną zdolność do obracania moich słów przeciwko mnie- A ty przecież jesteś baaardzo uległy, no nie, Josh...? To w gruncie rzeczy całkiem dobry argument, ale jeżeli za jakiś czas, będziesz próbował mnie nim przekonać, będę miał to gdzieś. Jesteś po prostu zdrajcą, Josh. Pogódź się z tym.
-Amadeusz...- syknąłem ostrzegawczo.
-Z-D-R-A-J-C-Ą...- przeliterował śpiewnym głosem, prowokując mnie.
-Przyłożę ci- zagroziłem, mając serdeczną ochotę to zrobić.
-Śmiało- uśmiechnął się lekceważąco, wzruszając ramionami- Mnie przecież i tak nie boli.
Przez chwilę poważnie rozważałem swoje słowa, ale ostatecznie skapitulowałem i zamiast go uderzyć (co wciąż wydawało się kuszącą opcją), po prostu go przytuliłem.
-Wiem, że cię ostatnio zaniedbuję- przyznałem cicho. Jakby nie było, nasza relacja była ciężka do pogodzenia z normalnym życiem. Biorąc pod uwagę fakt, jak wiele czasu on spędził sam, zanim mnie spotkał, nie mogłem się dziwić, że chce ze mną często przebywać. Teraz też był sam. Jako demon nie miał zbyt wielu zajęć, którym mógłby się poświęcić, by zabić nudę, widział już prawie wszystko, a ja miałem szkołę, przyjaciół... I byłego faceta na głowie. Na szczęście to akurat nie było już problemem- Przepraszam.
-Mhm...- odmruknął łaskawie, obejmując mnie ciasno ramionami, co chyba można było uznać za odpuszczenie win.
Uśmiechnąłem się lekko.
-Mam to nadrobić...?- szepnąłem mu do ucha.
-Mhm...- potwierdził niewinnie.
-Teraz...?
-Mhm...
Nim zdążyłem się jednak ruszyć, on już przyciskał mnie do ściany, całując zachłannie. I jak na kogoś, kto jeszcze przed chwilą sprawiał wrażenie, jakby miał ochotę udusić mnie gołymi rękami, wychodziło mu to wyjątkowo dobrze. Oderwał się wreszcie od moich warg i otarł lekko o mój policzek, uśmiechając figlarnie.
-A co będzie, jeżeli ja będę złym, groźnym, spragnionym seksu demonem...?- wyszeptał prowokująco, schodząc coraz niżej, aż w końcu klęknął przede mną, kładąc dłonie na moich biodrach.
-Cóż... Wtedy ja będę Joshem- odparłem, uśmiechając się lekko- I wszystko będzie tak jak zawsze.
Zachichotał, zsuwając nieco moje spodnie i składając delikatny, a przy tym wyjątkowo kuszący pocałunek na moim podbrzuszu. Przymknąłem powieki i odetchnąłem głęboko, opierając się całym ciężarem ciała o ścianę. Wciąż muskał leciutko wargami moją skórę, nie potrzebując jednak wiele czasu, by uporać się z moim paskiem i rozporkiem. Zsunął ze mnie spodnie i bieliznę, wędrując ustami niżej. Przesunął językiem wzdłuż mojej pobudzonej męskości. Jęknąłem cicho, odchylając lekko głowę do tyłu. Pieścił mnie wciąż, nęcił, prowokował... Drżałem, poruszając chaotycznie biodrami, a gdy wziął moje przyrodzenie w wargi... Cóż. Zachwiałem się, straciłem równowagę i runąłem wprost na niego.
-Żyjesz, Josh...?- wymamrotał, jakbym to ja był właśnie przez niego miażdżony.
-Chyba...- uśmiechnąłem się niepewnie, unosząc na łokciach. Podniósł się nieco wyżej i zsunął z siebie spodnie, a następnie objął mnie ciasno ramionami, najwyraźniej zmieniając strategię.
Zaśmiałem się cicho, po czym wpiłem się w jego wargi i usiadłem pomiędzy jego kolanami. Amadeusz otarł się o mnie sugestywnie, jasno dając mi do zrozumienia, że nie zamierza czekać ani chwili dłużej. Wszedłem w niego zdecydowanym ruchem. Wydał z siebie pełen zadowolenia pomruk i zaczął poruszać biodrami. Zrównałem się z nim tempem, wydając z siebie serię westchnień i jęków. Demon z chwili na chwilę nabijał się na mnie coraz gwałtowniej, aż wreszcie skończyliśmy obaj.
Zsunąłem się z niego i położyłem tuż obok, na podłodze, na własnej skórze przekonując się o tym, że nie sprzątałem tu już od dobrych kilku tygodni.
-Amadeusz, przenieśmy się na łóżko...- jęknąłem błagalnie, podnosząc się.
Demon spoglądał na mnie z uwagą, wydając się zamyślony. Parsknąłem cicho pod nosem. Dlaczego zawsze, gdy to ja jestem na górze, udziela mu się dziwacznie refleksyjny nastrój? Podniósł się do pozycji siedzącej i musnął raz jeszcze moje wargi. Uśmiechnąłem się do niego lekko, oddając to muśnięcie.
-Wiesz, Josh...- rzucił ledwie słyszalnie- Gdybyś kogoś miał, to chyba bym cię zabił z żalu.
Spojrzałem na niego z politowaniem, po czym parsknąłem śmiechem.
-No nie...- westchnąłem głęboko, udając poirytowanie-- Kolejny maniak mi się trafił... Jeszcze chwilę temu twardo twierdziłeś, że jesteś gotów odejść, gdybym kogoś miał, a teraz grozisz mi straszną śmiercią...?
-Bez przesady- Amadeusz obruszył się na porównanie do Ricky'ego i dodał- To nie o to chodzi, że byłbym na ciebie zły... To znaczy byłbym okropnie zły... Ach, zresztą... Wiem, że czasem przesadzam- właśnie przesadził używając słowa „czasem”. Westchnął bezradnie- Ja po prostu chciałbym z tobą spędzać cały czas, czy jest w tym coś złego?
No i refleksyjny nastrój udzielił się mnie. Amadeusz był w stanie powiedzieć mi, że mnie zabije z zazdrości, był gotów robić mi wyrzuty, opowiadać, że chce ze mną spędzać cały czas, że nie lubi, gdy mnie przy nim nie ma, a jednocześnie nie mógł wydobyć z siebie prostego „kocham”. Bo może wcale nie kochał? Łudziłem się, karmiłem jego słowami, przyjmując je z nadzieją, doznając otuchy, gdy tylko mówił lub robił coś, co wskazywało, że jest ze mną bez względu na wszystko, że jestem dla niego kimś więcej, niż tylko człowiekiem, który go widzi, więc można z nim wreszcie zrealizować wszystko to, czego zrealizować wcześniej się nie dało. Starałem się sobie tłumaczyć, że on nie postrzega świata tak, jak ludzie, że potrzebuje czasu, żeby sobie uświadomić własne uczucia. Ale może to ja potrzebowałem czasu, żeby sobie uświadomić, że tych uczuć nie ma? Był zazdrosny i zaborczy, ale czy to świadczyło o miłości? Podobne słowa mógł wypowiedzieć każdy, szczególnie ktoś taki, jak Amadeusz, egoistyczny i zapatrzony w siebie. Nie było w tym żadnej ukrytej deklaracji, nic, poza zwykłym zaznaczeniem, że będzie bronił tego, co uważa za swoje. Czyli mnie. Co nie powinno mnie cieszyć. W normalnych warunkach, gdyby Amadeusz był człowiekiem, pewnie nie pozwoliłbym sobie na takie traktowanie. Chociaż... Biorąc pod uwagę związek z Ricky'm... Ale Ricky traktował mnie dobrze. Oszukiwał, ale i tak traktował dobrze. Na początku rzecz jasna. A moje relacje z demonem od początku opierały się tylko i wyłącznie na jednym. Na seksie.
-Josh, idziesz?- ponaglił mnie, leżąc już na łóżku i wpatrując się we mnie zachęcająco.
-Mhm...- mruknąłem smętnie, wstając z podłogi i siadając obok niego.
-Rany...- westchnął ciężko, widząc moją minę- Znowu się zaczyna...
-Co się zaczyna?
-Josh, naprawdę, nie wiem czy zauważyłeś, ale czasem zachowujesz się jak... jak... jak kobieta!- rzucił w końcu oburzony.
-Przecież gdybym był kobietą i tak byś mnie chciał- odparłem, wzruszywszy ramionami, dochodząc do wniosku, że nie powinno mu to robić większej różnicy.
Zastanowił się przez chwilę.
-Tak, w sumie tak- potwierdził wreszcie bez najmniejszych oporów.
-Wiesz, co, Amadeusz...?
-Hm?
-Zaczynam myśleć, że uganiałbyś się za wszystkim, co tylko się rusza i cię widzi...
-Pewnie tak- jego szczerość zaczynała mnie dobijać- Nie patrz tak na mnie, Josh... Po prostu od dawna chciałem sprawdzić, co takiego fajnego jest w tym seksie... Bo zdajesz sobie sprawę z tego, że jak się na to patrzy z góry, to wygląda to dość... obleśnie.
Nie wytrzymałem i wybuchnąłem śmiechem.
-Pewnie masz rację...- stwierdziłem, rozbawiony- To dziwne, że nie ma kobiet-demonów, co...?
-Nie sądzę- odpowiedział, o dziwo, nawet nie irytując się szczególnie tym pytaniem- Mężczyzn demonów też nie ma- spojrzałem na niego bez zrozumienia- No co?- zdumiał się- My nie mamy ciała. A kobiecość czy męskość... To kwestia ciała chyba. Równie dobrze mógłbyś widzieć mnie jako kobietę.
-Tak- zironizowałem, przewracając oczyma- Kobietę o imieniu Amadeusz.
-Już nie takie rzeczy widział wasz świat, nie sądzisz...?- uśmiechnął się złośliwie- Wybrałem sobie to imię dawno temu, podoba mi się. Poza tym, raczej widziałem siebie jako mężczyznę. Mężczyźni są bardziej... dumni.
Parsknąłem cicho.
-Wiesz, jak się nazywa takich jak ty w naszym świecie?
-No?
-Szowinistami. A poza tym, chyba orientujesz się, czy są demony o bardziej kobiecych imionach. Przecież jakieś znasz.
-Rany, Josh!- no i przyszedł czas na irytację- Ile razy mam ci uświadamiać, że demony nie są jak ludzie. My się nie „znamy” w takim sensie, w jakim ty to rozumiesz. Nie spotykamy się na herbacie i nie plotkujemy. Ja ich nie znam. Ja po prostu mam świadomość, że one istnieją. A to nie to samo. Czuję je, nie widzę, nie rozmawiam, po prostu... Po prostu są gdzieś tam, a ja zdaję sobie z tego sprawę i dlatego mnie tam nie ma.
-Więc tutaj też ich nie ma.
-Nie ma.
-Wiesz, jest jednak jeden plus twojej obecności...
-Och, dzięki, Josh, to takie miłe...- odparł Amadeusz z udawaną urazą.
-Wiem, że nie podgląda mnie żadna inna, niewidzialna istota- stwierdziłem i rzeczywiście wywołało to u mnie niemałą ulgę. Nadal odczuwałem dyskomfort, gdy myślałem o tym, że ktoś mógłby mnie widzieć w najdziwniejszych, najbardziej żenujących sytuacjach, a ja nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy.
-No nie wiem, nie wiem...- demon uśmiechnął się przebiegle- Wykluczasz istnienie Boga...?
Zamyśliłem się na chwilę, po czym rozejrzałem dookoła nieco płochliwie. Amadeusz zaśmiał się głośno.
-Wiesz, co...?- rzuciłem po chwili, również chichocąc- Trochę mi dziwnie z tą myślą...
-Więc schowajmy się tutaj...- zaproponował z rozbawieniem, wsuwając się pod kołdrę. Przytuliłem się do niego, kryjąc pod materiałem. Ucałował mnie w usta, wsuwając dłonie pod moją koszulę.
Wszelkie niewidzialne byty? Unieszkodliwione.

-Wreszcie weekend- rozłożyłem się na kanapie tuż obok Amadeusza i oparłem głowę na jego ramieniu- Poleżymy spokojnie, odpoczniemy, porozmawiamy, obejrzymy coś, zjemy pizzę...
-Zjemy...?- Amadeusz zerknął na mnie z politowaniem, najwyraźniej nieszczególnie zachwycony tymi pomysłami, co mnie nie dziwiło. Objął mnie jednak ramieniem, muskając wargami moją skroń. Włączyłem telewizor. Pewnie wyglądamy teraz prawie jak normalna para. Dosyć dziwna, zważywszy na wygląd demona, ale biorąc pod uwagę stan faktyczny, rzeczywiście niemalże normalna.
-Ja zjem, a ty możesz sobie wyobrażać, jak fantastycznie smakuje- parsknąłem z rozbawieniem, sięgając do pudełka po kawałek.
-Przed państwem kolejne losowanie!- mówił rozemocjonowany prezenter- Trzy miliony funtów są w zasięgu ręki! Kto dzisiaj okaże się szczęśliwcem, kto...
Przełączyłem na kolejny kanał. Amadeusz spojrzał na mnie, zaintrygowany.
-Czo...?- wymamrotałem z pełnymi ustami.
-Wiesz, to nawet całkiem niezły pomysł... Zagrać w jakąś grę... Niekoniecznie taką. Z moją pomocą udałoby ci się pewnie coś wygrać.
-Daj spokój- parsknąłem cicho.
-No co?
-To nieuczciwe.
-Rany, Josh, nie bądź aż taki święty- posłał mi pełne politowania spojrzenie- Jak będziesz miał własne pieniądze, będziesz niezależny, będziesz mógł zająć się mną i...
-Nie kończ- odpowiedziałem stanowczo. I tak wiedziałem, do czego to wszystko zmierza. Ale nawet gdyby... Jakoś nigdy nie pociągała mnie wizja ogromnego bogactwa, nie widziałem siebie w roli milionera. I nie byłem pewien, czy chciałbym się w tej roli widzieć.
-Josh... Co ty właściwie zamierzasz robić w przyszłości?
To pytanie mnie rozbroiło. Otworzyłem usta, chcąc coś odpowiedzieć, ale problem w tym, że nie bardzo wiedziałem co. Czasem się nad tym zastanawiałem, ale nigdy nie dochodziłem do żadnych konkretnych wniosków, więc... Wydawało mi się, że ta kwestia po prostu sama się kiedyś rozstrzygnie.
-No...- zacząłem niepewnie.
-No?- podchwycił, uśmiechając się pobłażliwie.
-Będę... Będę... Będę łowcą demonów, oczywiście!
-Doskonały pomysł!- Amadeusz przewrócił oczyma- A tak poważnie?
Milczałem.
Amadeusz aż parsknął z niedowierzaniem.
-Nie wiesz, co chcesz robić?
-Oczywiście, że wiem- odparłem zawstydzony. Boże, nie miałem bladego pojęcia- Pójdę na studia- stwierdziłem w końcu bezmyślnie.
-Mhm... Na jakie?- demon najwyraźniej zdawał sobie sprawę z tego, że moje słowa są dalekie od stanu faktycznego.
-Na takie... Na jakie się dostanę.
-To na pewno będzie coś związanego z fizyką...- stwierdził konspiracyjnym szeptem.
Uśmiechnąłem się lekko.
-Pewnie tak.
-No więc...?
-Co?- zapytałem niepewnie.
-Co dalej?
-N... Nie wiem... Nie myślałem o tym aż tak bardzo...- przyznałem, zażenowany.
-Świetnie...- Amadeusz odsunął się nieco i uśmiechnął kwaśno- Jak tak dalej pójdzie, będziemy mieszkać pod mostem...
-Amadeusz, do licha!- zirytowałem się, wstając- Nie każdy musi być... prawnikiem, lekarzem, dziennikarzem czy... czy... czy księciem!
-Owszem, nie każdy- zgodził się łaskawie- Ale ty nie wyglądasz mi na kogoś z zacięciem artystycznym, ani tym bardziej na kogoś, kto potrafi naprawić zepsuty kran, więc...
-Może nie zdajesz sobie sprawy, ale to nie są jedyne opcje- zauważyłem spokojnie- Ludzie są potrzebni na budowach, w sklepach, w różnego rodzaju firmach, instytucjach, organizacjach... Nawet bez tytułu magistra, mam masę możliwości!
-Mhm... Na przykład zamiatanie ulicy...
-Więc będę zamiatał ulicę!- parsknąłem- Nie widzę w tym nic złego. Nie zamierzam siedzieć w domu i się obijać, a już tym bardziej nie zamierzam oszukiwać, żeby zdobyć pieniądze. Zamierzam za to uczciwie pracować.
Amadeusz spoglądał na mnie pobłażliwie, najwyraźniej nie rozumiejąc ani słowa.
-Wiesz, co, Josh...?- rzucił wreszcie, przeciągając się leniwie- Lepiej zmień moralność. Albo naprawdę zacznę nam szukać miejsca pod mostem...
Wzniosłem oczy ku sufitowi i westchnąłem ciężko. W pewnych kwestiach nigdy nie dojdziemy do porozumienia.
-Idę do skrzynki- poinformowałem go tylko.
-Po co...?
Nie odpowiedziałem, chwytając za klucze i wychodząc z mieszkania. Czasem naprawdę mnie wkurzał. Nawet bez robienia mi wyrzutów dotyczących mojej wierności. Otworzyłem skrzynkę. Jakiś rachunek, kilka reklam, list z wydawnictwa... A na samym spodzie...
Więc już wiem, gdzie mieszkasz :)
R.

Trzymałem karteczkę w dłoniach, wpatrując się w nią z niedowierzaniem.
A jeszcze chwilę temu wydawało mi się, że wszystko jest już w porządku...

13 komentarzy:

  1. Anonimowy8:50 PM

    Oj, zapowiada się bardzo ciekawie. A najbardziej rozbroił mnie Amadeusz swoją chorobliwą zazdrością i miłością przypominającą wiosenną alergię. Ale cóż. Amadeusz zawsze był jedną z moich ulubionych postaci, bo ma własne zdanie i nie boi się go wyrazić. A do tego jest demonem, a można się domyślić, że uwielbiam wszelkie istoty "nie z tego świata".
    Czekam na następną notkę. ^^
    Pozdrawiam, Spiritt.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, chorobliwa zazdrość Amadeusza była powalająca. A potem jak szybko się dogadali xD
    Chociaż to opowiadanie nie jest moim ulubionym ale w sumie lubię czytać wszystko co piszesz ;)

    pozdrawiam

    Kohaku

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy10:48 PM

    TY TY TY TY TY OKRUTNA TY! W takim momencie, no wiesz?! :<
    Aczkolwiek chwała Ci za kolejny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem pod wrażeniem ile opowiadań napisałaś :0
    Ile to trzeba mieć pomysłów... łał... masz moje uznanie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham Amadeusza! Wielbię, ubóstwiam. On jest moim Bogiem. A raczej demonem. Jego zazdrość o Josha mnie rozwala. Mam nadzieję, że on jednak go kocha i mu to kiedyś powie. Szkoda, że przerwałaś w tak ciekawym momencie. Aż mnie ciary przechodzą na myśl co kombinuje Ricky. Pozdrawiam
    [save-me-from-demon]

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy12:14 PM

    Zazdrość Amadeusza jest urocza, choć nieco dziecinna. Podoba mi się to opowiadanie i jestem ciekawa, czy demon może powiedzieć komuś, że go kocha (zatem niecierpliwie czekam na ostateczne wyjaśnienie tej kwestii). No i oczywiście czekam, aż Johnny wróci do Twoich łask. D.

    OdpowiedzUsuń
  7. O.o to było niezłe xD Amadeusz mnie rozbraja.. xD

    OdpowiedzUsuń
  8. Zazdrosny Amadeusz jest fantastyczny.
    I odezwał się Ricky. Ale Amadeusz da mu popalić. :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy3:25 PM

    ..a ja czekam na dalszą część "Księcia" ^^

    OdpowiedzUsuń
  10. Anonimowy8:33 AM

    To było świetne!!
    Kiedy będzie następny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy10:28 PM

    O rany! Pochłonęłam te opowiadanie w dwa dni. Jest naprawdę świetne.Czekam z niecierpliwością na następny odcinek :) Mam nadzieję, że pojawi się niedługo, bo ostatni zakończył się w takim miejscu, że...ugh...Jestem strasznie ciekawa co będzie dalej. Czy Amadeusz w końcu powie magiczne słowo na "K" i czy zostanie człowiekiem...Rany, tyle pytań a tak mało odpowiedzi. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Anonimowy3:46 PM

    Heh... uwielbiam twoje opowiadania. Najlepsze momenty były wtedy, kiedy się kłócili ;) Masz naprawdę mega wielki talent!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Anonimowy6:31 PM

    Przeczytałam ten rozdział jeszcze raz, bo pojawił się nowy, to musiałam sobie przypomnieć:P Aż nie mogę się doczekać, kiedy otworzę kolejny rozdział, zaczęło się robić tak... poważnie, Amadeusz zaczął być w filozoficzno - zazdrosnym nastroju, co ogromnie zmieniło nastrój opowiadania, mam wrażenie, że nastąpił jakiś zwrot... Muszę przyznać, że wzbudziło to we mnie niepokój, rozumiesz, jakaś zmiana, pamiętam, że strasznie nie mogłam się doczekać kolejnej części, a teraz jak przeczytałam rozdział ponownie te emocje mi się przypomniały, z tym, że teraz sobie nowy rozdział otworzę, a on pewnie bezczelnie znowu sprawi, że nie będę mogła doczekać się dalszego ciągu:)
    Jeszcze tylko dodam, że jestem bardo ciekawa, co zrobi Josh w związku z Ricky'm i w jaki sposób Amadeusz się o tym dowie i co zrobi:)))))

    Nana

    OdpowiedzUsuń