Strony

sobota, 19 listopada 2011

- 7 - [Edmund Lancaster]

Edmund Lancaster od rana moczył się w wannie, najwyraźniej wyjątkowo zachwycony swoim najnowszym zajęciem. Przy okazji wytracił za jednym zamachem cały zapas płynu do kąpieli, żeli i szamponów, z których James korzystałby zapewne przez kilka miesięcy, ale chłopak nieszczególnie zwracał na to uwagę, pochłonięty rozmyślaniami. Ostatnimi czasy coraz częściej dochodził do wniosku, że zamiast na studia historyczne powinien pójść na filozofię i może wtedy udałoby mu się w końcu wymyślić coś konstruktywnego i godnego uwagi. Bo póki co odbijał się od ścian, sprzeczał sam z sobą i coraz częściej zastanawiał się nad tym, czy to wszystko nie jest jedynie dziwacznym snem, z którego zaraz się obudzi. Początkowo starał się jeszcze jakoś uporządkować swoje chaotyczne myśli, rysując jakieś schematy i próbując z nich wywnioskować cokolwiek, ale od dobrego kwadransa siedział z policzkiem wspartym na dłoni i bazgrał coś zupełnie bez sensu.
Edmund Lancaster został zamordowany. Pomijając fakt, że kąpał się w pomieszczeniu obok, nucąc, a raczej wyjąc jakąś melodię, tak właśnie było. Został zamordowany, a następnie najprawdopodobniej wyniesiony z zamku i najprawdopodobniej wrzucony do rzeki, gdzie w sposób zupełnie nieprawdopodobny, ożył i najprawdopodobniej wrócił do zamku, gdzie nikt go do tej pory nie widział. Najprawdopodobniej. Już w tym jednym zdaniu tyle było nieścisłości i absurdów, że James miał ochotę zapłakać z bezsilności. Pytań przybywało i przybywało, a jedynym źródłem rozwiązania zagadki zdawał się być sam Edmund, który jednak upierał się wciąż, wbrew wszystkiemu, że żyje. Nie przyjął też do świadomości faktu, że świat wokół niego się zmienił. No cóż, w końcu to tylko kilka wieków! Ot, taki nieistotny szczegół!
Ale dlaczego Edmund Lancaster został zamordowany...? To pytanie było zapewne dla całej sprawy najistotniejsze. Owszem, powodów teoretycznie można by znaleźć całkiem sporo. Był dziedzicem majątku Lancasterów. Jeżeli chodziłoby o ich zamek, ziemie, sprawa byłaby oczywista, ale... Dlaczego zamordowano go w tak okrutny i pozbawiony sensu sposób? Oczywiście poderżnięcie gardła, bo tak zginęli jego rodzice, trudno było uznać za sposób wielce humanitarny, ale na pewno wiązało się to z szybszą i mniej bolesną śmiercią niż podziurawienie nieszczęsnego dziedzica jakimś ostrym narzędziem. Dlaczego zatem zabito go w ten sposób, skoro jego rodzice zginęli inaczej? I dlaczego wyniesiono jego ciało? Ktoś chciał ukryć tę zbrodnię? Niedorzeczne, skoro jego rodziców znaleziono w takim stanie, jego łoże było we krwi, śmierć młodego Lancastera wydawała się wręcz oczywista. Owszem, pojawiały się hipotezy o tym, że mógł sam zaplanować zabójstwo rodziców i upozorować własną śmierć, ale nie było wielu śmiałków, którzy chcieliby bronić tego twierdzenia. Więc po co morderca ukrywał czy wynosił zwłoki, skoro w pomieszczeniu obok znaleziono ciała pozostałych członków rodziny?
Może morderca nie miał go zabić, a jedynie porwać...? James parsknął z politowaniem, obracając ołówek w dłoni. Tak, na pewno. A później zażądaliby zapewne okupu. Od nieżyjących rodziców... Co za niedorzeczność.
Nic w tej sprawie nie trzymało się kupy. Zupełnie nic.
-Jamie.
James odwrócił się i dostrzegł w drzwiach pomieszczenia Edmunda, który wpatrywał się w niego z wyraźnym zadowoleniem. Miał na sobie jedynie ręcznik, przewiązany wokół pasa. Rany na jego klatce piersiowej wydawały się jeszcze bardziej wyraźne niż wcześniej. James wzdrygnął się mimowolnie.
-Już?- uśmiechnął się, podnosząc się z miejsca.
-Mhm...- potwierdził Edmund, rozkładając się na łóżku i wpatrując się w niego dziwnie. Natomiast spojrzenie Jamesa automatycznie powędrowało w jednym kierunku. Młodzieniec chyba zdołał to dostrzec, bo sam spojrzał na swój tors i dotykając jednej z ran, zapytał niepewnie- Myślisz, że to zniknie...?
-Nie wiem...- przyznał szczerze James. Jeżeli chodziło o Edmunda niczego nie mógł być pewien. Ale skoro rany nie zabliźniły się przez tyle wieków, to i teraz nie było co liczyć na cud. Cud. Jedyne określenie, które odnośnie młodego hrabiego brzmiało odpowiednio. Tuż obok szaleństwa- Edmund, nie dotykaj...- skarcił go z głuchym jękiem mężczyzna, odwracając płochliwie wzrok.
Potomek Lancasterów nadal jednak majstrował coś w pobliżu skaleczeń, z niewiadomych przyczyn uznając je za wyjątkowo interesujące. Rany były szkarłatne, wyglądały tak, jakby zostały zrobione ledwie chwilę temu i miała się z nich zacząć sączyć krew, ale po tej nie było nawet śladu.
James podszedł do szafy, wyjmując z niej rzeczy, które już wcześniej naszykował dla hrabiego i podał mu je, czując, że przez jego ciało przechodzą dreszcze, gdy tylko po raz kolejny spojrzał na wyczyny Edmunda.
-Załóż je- poprosił prędko, odwracając wzrok.
-Co?- obruszył się hrabia, spoglądając na leżące obok siebie rzeczy z niekrytą pogardą- Nie ma mowy!
-Dlaczego?
-Są brzydkie.
-Są moje.
-No właśnie- Edmund posłał mu znaczące spojrzenie.
James westchnął głęboko.
-Po prostu je ubierz, dobrze?- poprosił łagodnie, po raz kolejny odnajdując w sobie niezwykłe wprost pokłady cierpliwości, za które ktoś powinien uhonorować go jakąś nagrodą- Jeżeli ci się nie spodoba, mogę dać ci coś innego.
Edmund Lancaster posłał mu niechętne spojrzenie, ale ostatecznie, po chwili wahania, zaczął się ubierać. Bardzo nieporadnie, bez wprawy, więc już na pierwszy rzut oka widać było, że wcześniej rzeczywiście nie robił tego sam. James ucieszył się jednak, że tym razem nie zwrócił się z prośbą o pomoc do niego, bo już czuł, że jest mu słabo i miał wrażenie, że nogi ugną się pod nim, jeżeli raz jeszcze zbliży się do Edmunda i jego ran. Jakoś nie mógł udźwignąć bliższych kontaktów z półnagim hrabią.
-Co zamierzasz dzisiaj robić?- zagadnął go uprzejmie, zwrócony do niego plecami, koncentrując się całkowicie na oglądaniu wzorków na ścianie.
-Nie wiem...- odmruknął dziedzic, tak, jakby miał wiele możliwości- Będę patrzył na ekran. A później się wykąpię.
-Znowu?
-Lubię się kąpać- odparł potomek hrabiego z irytacją w głosie, jakby pytanie Jamesa było co najmniej niestosowne.
James milczał przez dłuższą chwilę, dopiero po kilku minutach będąc w stanie zmusić się do tego, by odwrócić się i spojrzeć na poczynania panicza. Ostatecznie, widząc jego nieporadność, pomógł mu uporać się z dżinsami i rozporkiem. Oczywiście wtedy wszystkie rany Lancastera zniknęły już, zakryte koszulką. Właściwie w takim stroju Edmund nie przypominał średniowiecznego arystokraty. Wyglądał jak przeciętny nastolatek. Nie oddychający, trupio blady, żyjący od kilku wieków, przeciętny nastolatek.
-Edmund...- zaczął w końcu James, obserwując, jak na twarzy hrabiego pojawia się wyraz absolutnego zniecierpliwienia i niewyobrażalnej wprost irytacji- Chciałbym z tobą porozmawiać o twoim wuju.
-O wuju...?- zdumiał się młodzieniec, zapominając na chwilę o swoim rozgniewaniu.
-Tak, o nim... Był dość blisko z twoją rodziną, prawda?
Młody hrabia zmarszczył brwi, jakby zastanawiając się, czemu ma służyć ta rozmowa, jednak w końcu skinął ostrożnie głową.
-Wuj był dobry- stwierdził.
-Tak, ale... Był waszą najbliższą rodziną, więc gdyby... Gdyby coś się stało tobie i twoim rodzicom, to on przejąłby wasz zamek i cały majątek, prawda...?- tak się zresztą stało, ale o tym James wolał nie wspominać. Młody hrabia nie reagował dobrze na tego rodzaju wzmianki.
-Nie wiem, może... Ale przecież żyję, więc po co mi to wiedzieć?- fuknął, przeczuwając najwyraźniej intencje mężczyzny- Zresztą, co mnie to obchodzi- burknął ponuro, odwracając wzrok.
James zaczynał już dostrzegać, że gdy udało mu się wreszcie zadać pytanie, które budziło w dziedzicu chociażby cień refleksji, ten natychmiast uciekał od wszelkich rozważań i udawał, że nie widzi otaczającej go rzeczywistości. Milczał, zastanawiając się nad sformułowaniem kolejnego pytania. Edward Lancaster przejął ziemie po bracie i bratowej. Powiększył swój majątek, chociaż w porównaniu z tym, co już posiadał, nie był to zysk znaczący. Nigdy nie osiadł w zamku Edmunda. Miał swój własny, chociaż z tego mógł zrobić lepszy użytek niż pozostawić go zupełnie opustoszałym. A może dręczyły go wyrzuty sumienia? Miał powód by zabić Lancasterów, to on dostał wszystko, co mieli. Problem jednak tkwił w tym, że Edward Lancaster miał nieporównywalnie większy majątek od swojego brata, który często zdawał się na jego łaskę i przejęcie kilku wiosek nie miało dla niego żadnego znaczenia. I nie byłoby dostatecznym powodem, by zabić trzech najbliższych członków swojej rodziny, dlatego ta teoria zawsze budziła masę wątpliwości. Ale przecież powodów mogło być znacznie więcej. Źródła historyczne czasem nie wystarczają, czasem trzeba sięgnąć głębiej. Każda rodzina ma jakieś mroczne tajemnice, konflikty, kryzysy...
-Czy wuj kłócił się z twoimi rodzicami?- zapytał w końcu, czując się jak detektyw, a był jedynie Bogu ducha winnym historykiem z małym stażem. Skąd miał wiedzieć, jak obejść się z Edmundem...?- To znaczy.. Mieli jakieś poważne spory? Interesy? Sprawy rodzinne?
-Nie... Chyba nie...- Edmund pokręcił głową- Nie mam pojęcia, ale nie wydaje mi się.
-A czy mógł mieć jakiś inny powód, by zrobić krzywdę twoim rodzicom albo tobie?
To pytanie wywołało reakcję, jakiej się spodziewał.
-Oczywiście, że nie!- zaprotestował gwałtownie młody Lancaster, zrywając się na równe nogi- Był bratem mojego ojca! A poza tym był bardzo dobry i miły!
-... Podobno nieco porywczy- wtrącił nieśmiało James.
-Bzdura!- upierał się Edmund- Przyjeżdżał do nas często, przywoził drogie prezenty! I dobrze mnie traktował, lubił, zapraszał do siebie... Traktował mnie jak syna, bo sam nie miał dzieci!
-... Właściwie to miał- sprostował chłopak- Tylko trochę późno, koło pięćdziesiątki...
Ale tego Edmund wiedzieć nie mógł.
-Głupi jesteś, Jamie- prychnął zwyczajowo młodzieniec- Wuj nie miał żadnych dzieci. A mnie bardzo lubił i mówił, że jak dorosnę, da mi część swojego majątku. Nie zrobiłby krzywdy rodzicom- dodał stanowczo.
-Oczywiście- przytaknął mu James, pozwalając jednak, by w jego głosie pojawiła się nutka sceptycyzmu.
On osobiście na pewno nie. Ale znalezienie ludzi, którzy by to dla niego zrobili, nie byłoby żadną trudnością... James nie był przekonany wyjaśnieniami Edmunda, szczególnie, że ten nie należał do najbardziej... ekhem... świadomych... i dojrzałych... osób jakie spotkał. Z wielu rzeczy mógł nie zdawać sobie sprawy. Oczywiście można było na podstawie jego słów wysnuć jeszcze inną hipotezę. Być może Edward Lancaster nie chciał go zabić, a jedynie pozbyć się brata i bratowej, z zupełnie nieznanych przyczyn. Ale doszło do komplikacji i Edmund został zamordowany. Ludzie, których wynajął, zabili młodzieńca, a później, by ukryć swoją zbrodnię, wynieśli jego ciało, nie zważając na pozostałe dowody. To mogło mieć sens.
… Bardzo niewielki, ale jednak.
-Edmund, czym zazwyczaj zajmowałeś się w zamku?- zapytał spokojnie, chcąc zmienić temat.
-Wieloma rzeczami- odparł Edmund, ale chyba tych „rzeczy” nie było tak wiele, bo dobrą chwilę zastanawiał się nad konkretniejszą odpowiedzią. Wreszcie rzucił- Jeździłem konno... I bawiłem się... Wieloma rzeczami- dodał znowu- O! Wiem!- wykrzyknął, uśmiechając się szeroko- Miałem kiedyś w domu wioskę! Taką drewnianą, niedużą! I był tam zamek, podobny do naszego... I ludzie... Ludzie byli najlepsi! Był piekarz i grabarz, i kapłan, i książę, i król, i królowa, i panny, i młodzieńcy, i uliczni tancerze, i błazen, i żebrak...! I wielu, wielu innych! Bawiłem się nimi całymi dniami. Domy nie były takie interesujące, wewnątrz były całkowicie puste, ale lalki...
-Może... Może zrobimy dzisiaj coś innego?- zaproponował James- Zamiast zwyczajowego oglądania telewizji?
-Masz wioskę, Jamie?- Edmund zmarszczył brwi.
-Nie- zaprzeczył chłopak- Ale mam konia... To znaczy... Ekhem...- odkaszlnął odrobinę nerwowo- Jakby nie do końca... Coś podobnego do konia... Jeżeli ci się spodoba, mogę nauczyć cię jeździć.
-Ja umiem jeździć, Jamie!- stwierdził dumnie Lancaster- Nikt nie jeździł równie dobrze, co ja! Gdzie ten koń...?
-Cóż...- James podrapał się po głowie, skrępowany- W piwnicy.

-To nie jest koń, Jamie...- wycedził po raz kolejny przez zęby nadąsany Edmund, krocząc gniewnie obok Jamesa- Wiem, jak wyglądają konie.
-Wiem. To rower, Edmund. Rower- powtórzył znowu cierpliwie mężczyzna, uśmiechając się do żywego zmarłego ciepło, ale ten posłał mu takie spojrzenie, że uśmiech Jamesa zbladł szybko i przez resztę drogi nie odzywał się wiele.
Dzień był typowo letni, ciepły i przyjemny. Na ulicach było pełno ludzi, którzy mijali ich, już bez wcześniejszych sensacji i zaskoczenia, bo milczący, normalnie ubrany Edmund nie wyróżniał się właściwie wcale na tle całej reszty. Czasem tylko ktoś spojrzał na niego z rozbawieniem, gdy usłyszał jego dziwaczne pytania, ale nic poza tym. W końcu któż mógł wiedzieć, że ten niepozorny chłopak nie żyje już od dobrych kilkuset lat? A może raczej – żyje od dobrych kilkuset lat, chociaż żyć z pewnością nie powinien?
James wprowadził młodego Lancastera do parku, a następnie zaprowadził go prosto na placyk przy fontannie, wokół której bawiły się i jeździły małe dzieci. Edmund przystanął przy jednej z ławek i nie idąc dalej, przyglądał się pochmurnie całemu towarzystwu, na wpół zdumiony, na wpół rozgniewany.
-Edmund, chcesz nauczyć się jeździć?- zaproponował łagodnie mężczyzna, ale został zignorowany.
Wzruszył więc ramionami, nie zamierzając jednak rezygnować i zdając sobie sprawę z tego, że Edmunda najczęściej trzeba przekonać sposobem. Usiadł więc na rowerze, ale okazało się, że wbrew powszechnemu mniemaniu, umiejętność jazdy na nim nie pozostaje jednak na całe życie, bo nie udało mu się utrzymać równowagi, zachwiał się gwałtownie i zeskoczył, ledwie unikając upadku. Edmund zaśmiał się z niego głośno.
-Tato, nie puszczaj...!- jęknęło płaczliwie jakieś przejeżdżające obok nich dziecko, którego rower trzymał z tyłu ojciec.
-Nie puszczam- zapewnił go rodzic.
-Nie puszczaj!
-Nie puszczam, nie puszczam...- odparł znowu ojciec, jednak tym razem puszczając dziecko, które jechało samo przez dobre kilkanaście metrów, powtarzając wciąż swoją prośbę niczym mantrę, aż w końcu zdało sobie sprawę z tego, że rodzic został w tyle i zaczęło płakać.
Edmund podążył za brzdącem pełnym zainteresowania spojrzeniem.
-Edmund...? Chciałbyś spróbować?- zachęcił go James.
-Może...- mruknął jeszcze z cieniem niepewności hrabia, ale ostatecznie dał się skusić. Podszedł do chłopaka i stanął przy rowerze- Co mam zrobić, Jamie...?- uniósł pytająco brwi- Włożyć nogi w strzemiona...?
-Co...? Ach... Tak, tak... Po prostu usiądź, Edmund... I nogi na pe... Nogi w strzemiona, właśnie.
James trzymał rower, a Edmundowi udało się wreszcie na niego wgramolić. Poruszył się na siedzeniu niespokojnie, po czym chwycił dłońmi za rączki, rozglądając się dookoła.
-I co mam teraz robić...?- zapytał zdziwiony, kiwając się do tyłu i do przodu, jakby liczył, że rower sam ruszy.
-Teraz Edmund... Porusz po prostu eee... strzemionami... Zobacz- James wskazał na przejeżdżającą dziewczynkę- Po prostu... Obróć je... Tak jakby. Będę cię prowadził, spokojnie.
I rzeczywiście, Edmund spokojnie dał się prowadzić, a James z dużo mniejszym spokojem usiłował utrzymać chwiejący się rower, który i bez Edmunda nie ważył mało.
-Nie puszczaj mnie, Jamie- rzucił do niego w pewnym momencie Edmund.
-W porządku- stęknął James.
-Nie puszczaj mnie, Jamie.
-W porządku.
-Nie puszczaj mnie, Jamie.
-Dobrze, Edmund.
-Jamie! Nie puszczaj mnie!
-Dobrze, Edmund- powtórzył po raz kolejny mężczyzna, nieco całą sytuacją zdezorientowany.
-Do diabła, Jamie!- rzucił gniewnie hrabia, posyłając mu pełne irytacji spojrzenie- Kiedy mnie wreszcie puścisz?!
Mężczyzna spojrzał na niego z niezrozumieniem.
-Przecież mówiłeś, że mam cię nie puszczać...- bąknął.
-Przecież wszyscy tak mówią!- wrzasnął zdenerwowany panicz.
James zawahał się przez chwilę, ale w końcu puścił rower, co zakończyło się upadkiem młodego Lancastera. Ten jednak nie wydawał się być tym faktem przygnębiony, wstał, wdrapał się na rower znowu i znowu usiłował utrzymać równowagę, co kończyło się różnie. Mężczyzna obserwował jego poczynania z cieniem rozbawienia, nie licząc nawet czasu. Edmund Lancaster zaliczył kilka upadków, które wyglądały na bolesne (ale nie należało się dziwić, że nieszczególnie się nimi przejął, skoro bólu najwyraźniej nie czuł), parę razy o mały włos nie wpakowałby się w drzewo, czy ławkę, niewiele brakowało, a przejechałby jakiegoś Bogu ducha winnego sześciolatka, ale ostatecznie nauczył się utrzymywać na rowerze i jeździł całkiem sprawnie.
-Jamie! Jamie, popatrz na mnie!- wołał z dumą do chłopaka, który zmęczony chodzeniem i pilnowaniem Lancastera, przysiadł sobie na ławce i tylko machał do niego co jakiś czas, uśmiechając się.
W końcu jednak zaczęło się ściemniać, coraz mniej ludzi znajdowało się na placyku, a James robił się śpiący, zdecydował się więc wracać. Odnalazł śmigającego pomiędzy dzieciakami Edmunda.
-Wracamy już- poinformował go. Dziedzic zwolnił, spoglądając na niego prosząco.
-Jamie!- jęknął błagalnie- Jeszcze nie!
-Edmund...- James zaśmiał się cicho, czując się trochę niczym rodzic przekonujący swoje dziecko do powrotu do domu- Jeżeli będziesz miał ochotę, wrócimy tu jutro...
-Niech tak będzie...- zgodził się łaskawie Lancaster- Ale... Mógłbyś mnie zatrzymać, Jamie...? Chyba nie umiem zejść...
Mężczyzna zachichotał, zatrzymując rower i umożliwiając młodzieńcowi zejście. Dopiero w tym momencie zorientował się, że ktoś mu się przygląda. Odwrócił się w stronę stojącej nieopodal kobiety, która trzymała za rękę małe dziecko.
-Uczy pan brata jeździć?- uśmiechnęła się do niego serdecznie- To miłe.
James uśmiechnął się także w odpowiedzi, gotów odejść, ale Edmund odparł z oburzeniem:
-Jamie nie jest moim bratem!
-Nie?- zdumiała się kobieta- Więc...? Kuzynem...?- dopytała niepewnie.
-Jamie nie jest moim kuzynem!
-A kim...?
-Jest moim sługą!- obwieścił dumnie Edmund, uśmiechając się szeroko.
James jęknął głucho w duchu, widząc minę kobiety.
-On nie jest... Ekhem...- odkaszlnął nerwowo, wskazując ukradkiem na Lancastera i pukając się w czoło- Nie jest do końca... Rozumie pani...
-Och... Tak, tak, rozumiem...- wydukała płochliwie kobieta, po czym rzuciła do swojego synka- Chodźmy, Jimmy- i odeszła szybkim krokiem.
James westchnął głęboko.
Im szybciej uświadomi Edmunda, tym lepiej.
Wrócili do domu pod wieczór. Edmund wyjątkowo nie miał ochoty na oglądanie telewizji, nie marudził nawet zbyt wiele, poprosił tylko Jamesa o przygotowanie kąpieli. Mężczyzna puścił wodę do wanny, podczas gdy młodzieniec położył się na łóżku w sypialni. Doprawdy, jego milczenie i spokój były wręcz zadziwiające.
-Edmund...- James zatrzymał się w progu i zmierzył dziedzica uważnym spojrzeniem. Nie umknęło jego uwadze, że młody Lancaster wyglądał jakoś... żywiej niż do tej pory. Na jego twarzy widniały lekkie rumieńce, kontrastujące z bladością jego skóry, wzrok miał nieco nieobecny, jakby rozmarzony. Spojrzał na mężczyznę pytająco- Jak się bawiłeś...?
-Dobrze- potomek hrabiego podniósł się na przedramionach i westchnął z uśmiechem- Pójdziemy tam jeszcze jutro, Jamie?
-Pójdziemy- obiecał James, nie mogąc powstrzymać rozbawionego uśmiechu na widok jego miny- Edmund...- zawahał się przez chwilę- Edmund, ja nie jestem twoim sługą- stwierdził wreszcie.
Lancaster spojrzał na niego bez zrozumienia.
-Więc kim...?- mruknął niepewnie, marszcząc brwi.
Bardzo dobre pytanie. James zamyślił się przez chwilę, starając się znaleźć jakieś właściwe określenie dla ich relacji, ale nic takiego nie przychodziło mu do głowy.
-Jestem twoim... przyjacielem...- dokończył więc, chociaż do przyjaciół pewnie było im jeszcze daleko.
Edmund Lancaster wciąż spoglądał na niego tak, jakby przed chwilą wylądował tutaj spodkiem kosmicznym i nie miał pojęcia, co się wokół niego dzieje.
-Nigdy nie miałem przyjaciela...- odpowiedział ostrożnie. James uśmiechnął się do niego łagodnie- A właściwie... Właściwie czym różni się taki przyjaciel od sługi...?- dopytywał podejrzliwie młodzieniec.
-No cóż...- mężczyzna odchrząknął, zakłopotany- Sługa jest z tobą, bo musi... A przyjaciel... A przyjaciel po prostu chce. Tak sądzę- dopowiedział kulawo. Bo o ile jeszcze przed chwilą poczuł współczucie i litość, gdy usłyszał słowa Edmunda, który przez setki lat mieszkał samotnie w swoim zamku, a nawet za życia nie znał ludzi, których mógłby określić podobnym mianem, to teraz James zdał sobie sprawę z tego, że właściwie on też nie miał przyjaciół. Owszem, gdy studiował kolegował z różnymi ludźmi. Tak samo było w czasach szkolnych. Nie należał do typu samotników, ale... Kiedy nie było już gdzie się spotkać, kontakty jakoś się urywały. Nie zależało mu szczególnie na ich utrzymaniu, bo zawsze miał coś lepszego do roboty, a teraz... No cóż. A teraz trafił mu się Edmund.
-Więc wolę, żebyś był moim sługą, Jamie- odparł wyniośle i zdecydowanie potomek hrabiego.
-Dlaczego...?
-A co jak zmienisz zdanie i nie będziesz już chciał być moim przyjacielem...?- wymamrotał Edmund.
James nie mógł powstrzymać się od parsknięcia śmiechem.
-O to nie musisz się martwić- stwierdził jedynie, zagryzając lekko wargę- Poczekaj tutaj, dobrze? Sprawdzę ile naleciało wody...
Wyszedł na chwilę z pomieszczenia i zajrzał do łazienki. Chwycił za pojemniczek, w którym wcześniej znajdował się płyn do kąpieli i wlał jego resztkę do wanny. Pokręcił się jeszcze chwilę po pomieszczeniu, zadbał o to, by zostawić Edmundowi kilka ręczników i wrócił do sypialni.
-Edmund, kąpiel gotowa- poinformował pogodnie chłopaka i dopiero wtedy spojrzał na młodego Lancastera. Umilkł, zdumiony.
Edmund Lancaster spał. James spoglądał na niego przez chwilę, aż nie mogąc w to uwierzyć, aż w końcu wyciągnął koc z szafy i nakrył go ostrożnie, po czym wyszedł cicho z pokoju, uśmiechając się do siebie.
Co za dzień...

James przebudził się w środku nocy i rozejrzał się dookoła z lekkim zdumieniem, o mały włos nie zlatując z kanapy. Dopiero po chwili uświadomił sobie, gdzie się znajduje, co zresztą wcale nie dziwne, bo od kilka ostatnich nocy spędził na podłodze, u boku Edmunda. Odetchnął głęboko i przymknął powieki, starając się zasnąć, ale nie czuł się senny. Jego myśli ponownie zaczęły krążyć wokół Lancasterów i historii Edmunda. Zaczynał wątpić w to, czy kiedykolwiek będzie w stanie odpowiedzieć sobie na dręczące go pytania... Głównym źródłem jego wiedzy był Edmund. Edmund, zupełnie nieświadomy swojego położenia. A może on po prostu nie chciał być go świadomym...? Sam już nie wiedział. Opowieści Edmunda były z pewnością istotne i może przeoczył jakąś ważną część tego, co ten mówił? Ale z drugiej strony, Lancaster mówił tyle rzeczy! Niektóre z nich były zupełnie absurdalne i pozbawione sensu! Nie było w nich ani odrobiny logiki, brzmiały jak wynurzenia pięciolatka, który nie zna podstawowych praw na jakich opiera się świat. Ale jakie znaczenia mają te prawa, skoro nawet zmarły przed wiekami potomek hrabiego żyje...?
Więc może James nieświadomie zignorował jakieś ważne wskazówki. Może odrzucił je, uznając za nieistotne.
Co więc powiedział mu Edmund...? Wtedy, kiedy go spotkał, mówił o śpiących rodzicach. Ale jego rodzice przecież zginęli. Więc były to kolejne, bezsensowne słowa. Ale czy Edmund rzeczywiście wierzył w to, że żyli...? Dlaczego przez te wszystkie lata nie zajrzał nawet do ich sypialni? Naprawdę zupełnie nie czuł upływu czasu? Przecież widział, jak zmienia się otaczająca go przyroda. Co jeszcze mówił...? Mówił o zepsutym zegarze. Później o śmierci kota... I o zamku... I o strażnikach... No właśnie, absurd. Powiedział, że strażnicy spali. A chwilę później dodał, że służący wyszli razem ze strażnikami, więc... Więc...
… O Boże.
Jakiś szalony, zdawać by się mogło, zupełnie niedorzeczny pomysł pojawił się w jego głowie. Podniósł się prędko na nogi i wpadł do sypialni Edmunda, chwytając go za ramię, odrobinę zbyt gwałtownie. Młody hrabia podskoczył, przerażony, natychmiast wybudzając się ze snu.
-Jamie!- wykrzyknął z paniką.
-Edmund, posłuchaj mnie teraz uważnie- poprosił niecierpliwie mężczyzna, wciąż trzymając go za ramiona. Dziedzic spoglądał na niego ze zdumieniem- Pamiętasz, co mi kiedyś powiedziałeś? Powiedziałeś, że twoi strażnicy spali.
Młody Lancaster skinął niepewnie głową.
-Tak jak twoi rodzice...?
W oczach potomka hrabiego pojawiło się wahanie. Potoczył pustym wzrokiem po pomieszczeniu, marszcząc brwi i zastanawiając się.
-Myśl, Edmund- ponaglił go James, widząc jego zagubienie.
-Może...- szepnął młodzieniec.
-A służba wyszła ze śpiącymi strażnikami, tak? Tak, Edmund?- dopytał po raz kolejny, potrząsając nim lekko.
-Tak!- potwierdził Lancaster.
Dopiero wtedy James puścił go i odsunął się od niego powoli. Odetchnął głęboko, wpatrując się w twarz potomka hrabiego.
-To dlatego nie zabili cię tak jak rodziców...- szepnął, wstrząśnięty- Ty wcale nie spałeś... Widziałeś wszystko...
Edmund Lancaster pokiwał głową, otulając się szczelniej kocem, jakby zrobiło mu się zimno. Dawno już nie wydawał się równie mocno zdezorientowany i niepewny.
-A oni wcale nie byli zawodowymi zabójcami...- kontynuował mężczyzna. Nie trzymali go, próbowali zadźgać, wyrzucili jego ciało...- Byli przerażeni jak diabli.

9 komentarzy:

  1. Jejkuuuu Edmund jest taki słodziutki :3 Uwielbiam go.^^ A końcówka.. O Boże, biedny Edie. Az chce się go przytulic w takim momencie.(I wg mojej romantycznej duszyczki Jamie powinien to zrobic xD)

    Rozdzialik, jak zwykle, mistrzostwo droga Autorko:p pozdrawiam i weny życzę!

    Deirdre

    OdpowiedzUsuń
  2. nessi4:19 PM

    Strasznie ciekawa jestem kto zabił rodzinę Lancasterów i dlaczego. Mam nadzieję, że nie długo to się wyjaśni. Z drugiej strony jednak prześladuję mnie przekonanie, że jak tylko to się wyjaśni Edmund odejdzie i już nie jestem taka pewna, czy chcę żeby ta sprawa się rozwiązała xD.
    W każdym bądź razie rozdział bardzo dobry jak każdy inny. Oby wena Cię nie opuszczała ^^.

    OdpowiedzUsuń
  3. uooh.. historia zaczyna się rozwiązywać ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy7:50 PM

    Właśnie, zaczyna się rozwiązywać, a wątek Edmund-James stoi w miejscu. Teraz kolej na niego!

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy11:27 PM

    Witaj. Twoją twórczość poznałam od opowiadania "Every me", które jest dziełem wyjątkowym i bardzo przypadło mi do gustu (tyle bogatych, ciekawych i długich rozdziałów; dziewczyno, jesteś genialna!). Na tego bloga zajrzałam, gdy wspomniana wyżej opowieść dobiegła końca. Nie zagrzałam tu jednak wtedy miejsca zbyt długo; nie mogłam jakoś wciągnąć się w żadną historię. Przeczytałam parę one-shot'ów i tyle mnie widziano. Później zaciekawił mnie "Gabriel", jednak po długim oczekiwaniu na kolejny rozdział, przestałam wchodzić na bloga.
    Tak więc dopiero niedawno znów tu wpadłam. I tym razem zaczęłam już porządnie czytać. Najpierw "Sunrise", później "Wyzwanie", a ostatniego wieczoru "Anything for you", które najbardziej mnie poruszyło. No i cóż, jestem przeogromnie ciekawa, jak skończą się te historie, a (zwłaszcza dwie ostatnie) z tego co zauważyłam, leżą zapomniane. Tak więc chciałabym prosić abyś, o ile to możliwe, spróbowała poświęcić im trochę uwagi. Ja rozumiem, wena i tak dalej, ale może jakbyś przejrzała na przykład istniejące rozdziały, coś by Cię zainspirowało i zechciałabyś znów napisać. Powiem Ci, że niezwykle przykładam się do tego, co oglądam lub czytam. Od razu to wszystko mam przed oczyma i czuję ogromny niedosyt, jeśli historia nagle się urywa. Poza tym uważam, że pomysły masz cudowne i to, co zaczęte, warto skończyć. Pomyśl o tym, to tylko moja mała sugestia, ale i nadzieja.
    Co do "Edmunda", zajrzę do niego w najbliższym czasie, skoro na razie dodajesz kolejne rozdziały.
    Życzę weny i pozdrawiam
    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapewniam, że ciągle pamiętam i o "Antything for you" i o "Gabrielu" i o "Wyzwaniu" :). Zresztą, jeżeli chodzi o dwa pierwsze, mam nawet napisane do połowy rozdziały, ale jakoś tak wyszło, że się zatrzymałam. Fakt, że tak rzadko pojawiają się kolejne rozdziały nie wynika z tego, że o czymś nie myślę, czy czegoś nie chcę pisać, ale z tego, że mam tu dużo opowiadań, wcześniej dodawałam dwa rozdziały tygodniowo i jakoś na wszystko było więcej czasu, a teraz przygotowuję się do matury i rozdział pojawia się jeden. Nie wiem, co będzie w przyszłym tygodniu, ale postaram się dodać rozdziały w miarę szybko.

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy7:09 PM

    błagam o dalszą część D: w tej chwili czuję się, jakby ktoś zabrał mi harry'ego pottera cz. 2 przy fragmencie "ron, to bazyliszek!.."
    naprawdę nie mogę tego z niczym innym porównać DX

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, robaczku ^^" Robię co w mojej mocy.

      Usuń
    2. Anonimowy12:12 AM

      Jejku szkoda że opowiadanie zawieszone ! :( Bardzo je polubiłam ! W szczególności teraz kiedy już jest tak blisko rozwiązania

      Usuń