Strony

sobota, 24 grudnia 2011

~~ 7 ~~ [Książę]

` Wszystko to, co widzisz
Zostało stworzone przeze mnie
Zbudowane moim strachem
Ustawione kosztem mojego cierpienia
Wszystko to, co widzisz
Zostało stworzone przeze mnie
Zamalowane kolorem nienawiści
Obleczone w materiał utkany z przerażenia
Wszystko to, co widzisz
Zostało stworzone przeze mnie
Grube mury z niezniszczalnego smutku
I samotna wieża chyląca się ku upadkowi
Wszystko to, co widzisz
Zostało stworzone przeze mnie.
Dlatego mnie już nie ma.
Ja nie istnieję.


Książę otworzył oczy. Leżał przez chwilę nieruchomo, przypominając sobie wydarzenia z wczorajszej nocy. Jego dłoń odruchowo niemalże wysunęła się w bok i opadła na prześcieradło. Opuszki palców potomka monarchy przemknęły się po ciepłym materiale, pamiętającym jeszcze ciało spoczywającego na nim mężczyzny. Książę zmarszczył brwi, podnosząc się do pozycji siedzącej i rozglądając dookoła, zbłąkanym wzrokiem. Zastanawiał się, gdzie zniknął Immriel. Opuścił go nad ranem, odszedł bezszelestnie, nie zbudziwszy następcy tronu żadnym gwałtowniejszym ruchem, żadnym nawet szmerem...? A może w ogóle go tu nie było? Może wszystko to, co teraz książę odtwarzał w swojej pamięci było w rzeczywistości tworem jego wyobraźni, skołatanego umysłu, który tak bardzo pragnął, by istniał ktokolwiek, kto byłby w stanie zdobyć się dla niego na najmniejsze choćby poświęcenie, kto byłby gotów być obok niego nie dla tego, że musiał, a dlatego, że chciał, kto byłby w stanie mówić mu te wszystkie rzeczy, nie plącząc się przy tym i nie łgając bezwstydnie. A jednak Immriel musiał tu być. W pomieszczeniu wciąż unosił się zapach ciała, który rozbudzał na nowo zmysły potomka monarchy. Książę czuł wciąż dotyk jego dłoni na swoim ciele. I słodkie dreszcze w okolicy podbrzusza.
A mimo tego, wczorajszy wieczór wydawał mu się niemalże niewiarygodny. A przecież wszystkie te słowa, które powtarzał na około w myślach, padły naprawdę. A przecież nie wymyślił sobie ani jego bliskości, ani szkarłatnych oczu spoglądających na niego w sposób, w jaki nikt jeszcze na niego nie patrzył. Nie wymyślił też sobie tej niezrozumiałej wprost śmiałości, na którą Immriel sobie pozwolił. A raczej na którą nikomu innemu nie pozwoliłby książę. Westchnął cicho. Cóż to był za człowiek! Nie znał dotąd nikogo, kto wzbudzałby w nim podobne emocje, podobne wątpliwości. Wydawało mu się zawsze, że ludźmi kierują proste mechanizmy, które znał doskonale i które potrafił wykorzystywać w taki sposób, by nimi manipulować. Tymczasem spotkał na swojej drodze jednostkę nie tyle wszelakim mechanizmom nie podporządkowaną, co wręcz stanowiącą ich zaprzeczenie. I książę stał się nagle całkowicie bezbronny, bezradny, chociaż przecież miał nad nim całkowitą władzę, przecież mógł uczynić z nim co tylko zechciał.
A może wcale nie mógł...? Immriel posiadał coś, o czym następca tronu nie miał pojęcia. Immriel był wolny. Nawet tutaj, nawet zamknięty w tym zamku, nawet wtedy, na targu niewolników, gdy był trzymany w kajdanach i bity – był wolny. Ta wolność tkwiła w jego umyśle i sprawiała, że stawał się tak różny, tak inny od wszystkich dookoła. Nie wyzbył się jej, nie zaprzedał nigdy, nie wymienił za podrzędne dobra. A książę...? Jego wolność była pozorna i zdawać się mogło, że w rzeczywistości została mu odebrana z chwilą narodzin. Cóż z tego, że rzekomo,mógł robić wszystko, skoro to „wszystko” i tak ograniczone było przez pewne normy, pewne zasady, które wpajano mu od zawsze...?
Drzwi uchyliły się leciutko. Potomek monarchy podniósł wzrok, a jego serce zabiło na chwilę szybciej, aż do momentu, gdy dostrzegł przed sobą Amona.
-Witaj, książę...- sługa skłonił się przez nim pokornie, z wypracowanym uśmiechem, nim wszedł do środka. Książę nie odpowiedział, przyglądając mu się z uwagą. A oto pojawił ten będący niczym więcej, jak tylko podrzędnym insektem, ten, który zaprzedałby duszę, w zamian za najbłahsze i najbardziej żałosne korzyści, który bał się nawet własnego cienia i nie potrafił mówić głośno, a jedynie szeptać nędznie słowa, których znaczenia nigdy nie pojmował- Wstałeś już, najdroższy książę...? Przygotuję ci strój- poinformował go jak zawsze, równie płochliwie, równie przymilnym, fałszywym głosem.
Potomek monarchy wciąż milczał. I chociaż wodził za krzątającym się nerwowo niewolnikiem uważnym spojrzeniem, ledwie zdawał sobie sprawę z tego, co ten robi, rozmyślając o czymś zupełnie innym i dalekim.
Jak wiele łączyło go z tymi, których darzył największą pogardą...?
Amon był niewolnikiem pewnego systemu.
Książę – niewolnikiem swojego koszmaru.
Amon był zniewolony przez człowieka.
Książę – przez szaleńczą myśl, potworne pragnienie, które zrodziło się w jego głowie i nie dawało mu spokoju.
Amon wreszcie, był niewolnikiem swojego własnego strachu, systemu wartości, który stawiał na piedestale życie, a nie honor czy poczucie godności.
Książę – niewolnikiem skrajnych uczuć i emocji, które najpierw wywoływały w nim nienawiść i chęć działania, by jednak zatrzymać go ostatecznie, obarczyć piętnem lęku i wątpliwości, których nie dało się przezwyciężyć.
Może teraz coś mogło się zmienić. Teraz był w końcu Immriel. A w jaki sposób „był”...? Wczoraj przekroczyli obaj granicę, która wcześniej wydawała się być niemożliwą do przekroczenia. Nie tylko granicę oddzielająca pana od niewolnika, ale granicę pewnej intymności, bliskości, po której wszystko stało się tak oczywiste i jasne, że aż przytłaczające. Coś się między nimi pojawiło, rozkwitło powoli, bez świadomości księcia i związało ich ze sobą w sposób trudny do wyjaśnienia. I tym czymś nie było pożądanie.
-Książę...?- Amon wpatrywał się w niego z wyczekiwaniem, przygotowawszy już dzisiejszy strój przyszłego monarchy.
-Zostaw- mruknął tylko machinalnie następca tronu- Ubiorę się sam.
Niewolnik wbił w niego pełne zdumienia spojrzenie, ale nie pozwalając sobie na żaden komentarz czy pytanie, skłonił się przed swoim panem nisko, podziękował pokornie i ruszył do wyjścia. Zatrzymał się jeszcze na chwilę, w otwartych drzwiach i wydawało się, że czekał z tą informacją właśnie na moment, gdy będzie wychodził. Zresztą dokładnie tak jak zawsze.
-Twój ojciec wrócił, książę...- poinformował z wymuszonym uśmiechem.
Potomek monarchy zamarł na krótką chwilę, jakby nie wierząc w to, co słyszy.
-J... Jak to...? Tak szybko...?- wyjąkał nieporadnie. Rzadko pozwalał sobie na podobne ukazanie słabości i bezradności. Tym razem był jednak zupełnie zaskoczony. Zdawało się, że przez to wszystko, co się wydarzyło, na chwilę zapomniał o tym zupełnie.
-Szybko, książę...?- wargi Amona wykrzywiły się znowu w uśmiechopodobnym grymasie.
Następca tronu opanował się bardzo szybko. Już po chwili na jego twarz wstąpił wyraz wypracowanej dokładnie obojętności, chłodu. I chociaż wszystkie mięśnie jego ciała napięły się gwałtownie, jakby szykował się do ataku, czy może raczej ucieczki, i chociaż jego serce zaczęło bić szybciej, a w głowie szalała gonitwa chaotycznych myśli, nie dał tego po sobie poznać w żaden sposób. Kamiennym, lodowatym wzrokiem, spoglądał na swojego sługę, a ten skłonił mu się szybko i odszedł natychmiast, zamykając za sobą drzwi.
Książę został sam, sam ze swoim lękiem i swoimi rozmyślaniami, zupełnie tak jak zawsze. A więc wrócił...? Ha! Pusty śmiech wydobył się z warg następcy tronu, śmiech podobny śmiechowi obłąkanych. Jego oczy wypełniły się łzami, ale śmiał się nadal, śmiał się z własnej naiwności, z własnej wiary w coś, co nigdy nie miało szans na spełnienie, śmiał się z tej fascynacji, którą darzył Immriela, a która w gruncie rzeczy nie miała najmniejszego znaczenia, jak wszystko, co robił i czuł. I śmiał się tak długo, aż wreszcie nie potrafił nawet złapać oddechu, a łzy paliły go coraz mocniej i w końcu pociekły po policzkach. Otarł je jednak prędko i uspokoiwszy się wreszcie, wstał.
Ubrał się niedbale i niechętnie. Dopadło go zwyczajowe uczucie zobojętnienia na wszystko, poczucie, że każde jego najmniejsze działanie sprowadza się do absurdu. Nie wiedział, czemu wyszedł ze swojej komnaty, nie wiedział, z jakiej przyczyny, snuł się długo zamkowymi korytarzami. I wreszcie, nie wiedział, czemu po kilku godzinach skierował swoje kroki na arenę, chociaż nie prosił Immriela o przybycie, nie umawiał się z nim na konkretną porę, nie uprzedzał...
Ale ledwie dotarł na miejsce, a dostrzegł ciemnowłosego siedzącego na piasku i spoglądającego w stronę wejścia. Czekał na niego. Długo, może nawet od samego rana. Na widok księcia podniósł się na nogi i z pogodnym uśmiechem oczekiwał, aż ten do niego podejdzie. Książę zmierzał w jego kierunku krokiem chwiejnym i niepewnym, jakby rozważał jeszcze możliwość odwrócenia się i odejścia, ale w rzeczywistości nie rozważał już niczego. Pustka, pustka i nic więcej. Dokładnie tak, jak zawsze.
Zatrzymał się przed mężczyzną, wpatrując się w niego w milczeniu. Immriel uśmiechnął się do niego raz jeszcze. Było jasne, że to spotkanie nie miało być ich kolejną lekcją. Nie przygotował żadnej broni, niczego. Wydawało mu się, że umówił się na schadzkę z królewskim synem...? Na twarzy księcia pojawił się nieprzyjemny grymas. A to dopiero!
Niewolnik wyciągnął dłoń i dotknął delikatnie policzka potomka monarchy, po czym zsunął dłoń na jego ramię. Następca tronu nie ruszał się przez chwilę, nie wiedząc dokładnie, jak powinien się zachować. Śmiałość Immriela, jego gesty, jego uśmiech, spojrzenie, dezorientowały go, gubiły. A w tym momencie stały się wręcz niewygodne. Zaburzały samotność księcia, którą sam, po raz kolejny sobie narzucił. Odsunął się mimowolnie.
-Coś się stało... książę?- ciemnowłosy spojrzał na niego pytająco.
-Nie- odparł cicho następca tronu.
Szkarłatne oczy niewolnika mierzyły go badawczym spojrzeniem. Zbliżył się do następcy tronu ponownie, ale ten cofnął się po raz kolejny. Nie miał pojęcia, po co tu przyszedł.
-Co się stało?- zapytał tym razem otwarcie mężczyzna.
-Nic- odpowiedział książę, spuszczając wzrok.
-Chodzi o to, co zdarzyło się wczorajszej nocy...?- w głosie mężczyzny pojawiły się wątpliwości.
Potomek monarchy milczał przez dłuższą chwilę, jakby się wahał, ale w końcu uniósł głowę i spoglądając wprost w niesamowite oczy swojego towarzysza, odparł leniwie i chłodno:
-Tak.
Widział, jak przez twarz niewolnika przemknął cień. Uczucie niechęci do samego siebie i gorzkiej satysfakcji zmieszały się w następcy tronu gwałtownie. Chciał mu sprawić przykrość...? Urazić go? Zranić? A może tylko zobaczyć jego reakcję? Właściwie nawet nie był w stanie określić celu ani sensu swoich słów. Ot, powrócił nagle do zabawy ludźmi i ich emocjami. Zresztą... Czy Immriel nie robił z nim dokładnie tego samego...?
-Wybacz, książę...- głos niewolnika pobrzmiewał równie spokojnie co zwyczaj, ale w sposób niezwykle chłodny- To się już więcej nie powtórzy.
-Mam nadzieję- padła ze strony następcy tronu krótka odpowiedź.
Spoglądali na siebie obaj w milczeniu, zupełnie bezradni. Immriel bezradny w swej nieświadomości, książę – w swej nienawiści do samego siebie.
-Pójdę po broń...- rzucił cicho niewolnik.
Usta księcia wygięły się w pogardliwym uśmiechu. I nie czekając na ani jedno słowo mężczyzny, odwrócił się na pięcie i odszedł.

Książę przeszedł się po sypialni. Niespiesznym ruchem zasłonił okna, a następnie wsunął się pod kołdrę i po chwili wahania, zgasił stojącą nieopodal łóżka świeczkę, realizując swój wieczorny rytuał, który kończył się zazwyczaj dokładnie tak samo. Jego ciało automatycznie ułożyło się na boku, skuliło się, osłoniło szczelniej kołdrą. Dłonie machinalnie zacisnęły się mocno, paznokcie wbijały się głęboko w skórę, raniąc ją. Zamknięte oczy, przyspieszony oddech, bijące szaleńczo serce i zmysły wyostrzone do granic możliwości. Zdawało się księciu, że słyszy nawet głosy i śmiechy, dobiegające z oddali. Głosy szeptały jego imię, a śmiechy wykpiwały go otwarcie, drwiły z niego, cieszyły się jego katastrofą. I chociaż wszystko to rozgrywało się w jego głowie, książę miał wrażenie, że wokół odbywa się uczta, biesiada. I widział pod powiekami, Amona, Elijaha i wszystkich tych, służących jemu, jak siedzą razem w dużej sali, jak mówią o nim, jak radują się z jego stanu. Ich twarze były okropne, powykrzywiane w strasznych grymasach. Rysy twarzy zaostrzyły się gwałtownie, źrenice zwęziły, oczy zaczęły wyglądać niczym oczy węża. A pośrodku wszystkich tych obślizgłych, obrzydliwych ludzi, siedział Raphael. I głosem potwornym, zniekształconym, powtarzał wciąż: „Nie chcielibyśmy, by jedynemu potomkowi króla, stało się coś złego, prawda...? … Więc może źle wybrałeś swego prawdziwego pana...? … Dostaniesz wolność... Za dobrze poznałem was, wielkich panów, by wierzyć, że ten, który jest urodzony z królowej, jest lepszy od tego, którego urodziła niewolnica... Biedny, obłąkany książę!... Szaleństwo tkwi w tobie tak głęboko, że trudno przewidzieć, kiedy będziesz myślał racjonalnie, a kiedy twój skołatany umysł stworzy sobie jakąś potworną wizję i zechce wcielić ją w czyn... Szaleńcy kończą zawsze tak samo...”.
I niczym w malignie, zerwał się nagle z posłania i wybiegł z pomieszczenia. Ruszył pędem przed siebie, ścigany przez własne lęki, przywidzenia, własne słabości. Obijał się o obce ściany, które zdawały się go otaczać, kurczyć się wokół niego, zacieśniać, próbować go zamknąć, uwięzić. Słyszał dobiegające zza siebie głosy, jęki i wrzaski, przerażające, zbyt potworne, by odwrócić się i sprawdzić, czy w ogóle mogły istnieć. I niemalże widział w swej wyobraźni, jak mnogość bladych rąk, wyciąga się w jego kierunku i usiłuje go schwytać.
A więc demony księcia istniały jednak naprawdę...
I ledwie pamiętając drogę, dopadł wreszcie do tego oczekiwanego pokoju, wszedł do środka... I nagle wszystko ucichło. Zostało za zamkniętymi szczelnie drzwiami.
Książę usłyszał ciche skrzypnięcie i dostrzegł, jak Immriel unosi się na łokciach, spoglądając na niego. Stał nieruchomo, oczekując na słowa sługi, pełen obaw i niepewności, ale nie usłyszał zupełnie nic. W końcu, chwiejnym krokiem, dotarł do jego łóżka i usiadł na brzegu, wpatrując się w twarz mężczyzny, na której wykwitł delikatny uśmiech. Niewolnik przysunął się do niego powoli. Następca tronu chciał chyba coś powiedzieć, może nawet przeprosić za to, co wydarzyło się tego dnia, ale wszystkie słowa zamarły mu na ustach. Poczuł, jak Immriel dotyka jego twarzy, przesuwa kciukiem wzdłuż jego warg, nachyla się nieco... Otarł się o niego policzkiem, mimowolnie, drżący i spragniony jego bliskości, raz jeszcze i znowu... Aż w końcu ich usta złączyły się ze sobą w tęsknym pocałunku, a książę nie potrafił nawet przypomnieć sobie, który z nich to rozpoczął. Mężczyzna chwycił go mocno w pasie, przyciągając do siebie, tuląc w ramionach. I ten pocałunek stał się ostatecznym potwierdzeniem tego, co obaj czuli już od dawna i czemu nie dało się już teraz zaprzeczyć ani wyjaśnić tego czymkolwiek innym. Immriel odsunął się nieco. Zwilżył wargi językiem i uśmiechnął się ponownie, powracając do ust księcia i całując je już bardziej odważnie i pewnie. Następca tronu przyjmował to niemalże zupełnie biernie i bezradnie. Rozchylił lekko wargi, czując, jak język mężczyzny domaga się wejścia do ich wnętrza. Dłonie niewolnika spoczęły się na jego biodra i zaczęły masować je powoli. Immriel przesuwał się powoli na drugą stronę łóżka, ciągnąc księcia za sobą. Zsunął nocną szatę z jego ramienia i zaczął składać na nim pocałunki, układając jednocześnie następcę tronu pod sobą. Przerwał na chwilę i spojrzał mu w oczy, uśmiechając się figlarnie i muskając raz jeszcze wargami usta potomka monarchy. Książę uśmiechnął się do niego blado. Dłoń mężczyzny wślizgnęła się bezwstydnie pod szatę następcy tronu, przesuwając się wzdłuż wewnętrznej części jego uda. Palce przemknęły nęcąco po materiale bielizny, rozbudzając jeszcze bardziej to, co się pod nią znajdowało. Potomek monarchy spoglądał cały czas na mężczyznę, nie potrafiąc, nie chcąc oderwać od niego niespokojnego wzroku.
-Otwórz się przede mną, książę...- szepnął mu do ucha Immriel, muskając wargami jego szyję.
Książę bezwiednie, rozchylił lekko nogi, co wywołało u niewolnika parsknięcie śmiechem.
-Nie tutaj, książę... Tutaj...- sprostował, dotykając jego klatki piersiowej w okolicach serca. Następca tronu przełknął ślinę i nie mówiąc nic, przyjął kolejny pocałunek mężczyzny.
Immriel zszedł nieco w dół i podciągnął szatę następcy tronu, odsłaniając jego brzuch. Naznaczył jego skórę serią pocałunków, delikatnych i bardziej śmiałych, prowokujących niemalże, które wywoływały u potomka monarchy podniecenie i lęk zarazem. Język niewolnika przemknął się po podbrzuszu następcy tronu, a jego dłonie niespiesznym ruchem zsunęły z niego bieliznę.
Książę poruszył się niespokojnie. Immriel powrócił do jego warg w głębokim pocałunku. Zdjął z siebie spodnie i uniósł biodra następcy tronu, a następnie wszedł w niego ostrożnie, oplatając go czule ramionami. Następca tronu wcisnął twarz w jego szyję, wplatając palce w jego włosy. Przyzwyczajony do bólu, czekał na jego ruch, który nie przyniósł mu jednak cierpienia. Ich ciała zdawały się stanowić ze sobą idealne połączenie, perfekcyjną całość. Współgrały ze sobą w subtelnym tańcu uścisków, pocałunków i rozkoszy, tańcu dwóch odmienności, dwóch charakterów, dwóch różnych dusz, tak zupełnie innych, tak skrajnie odległych. I w ciszy przerywanej jedynie ledwie słyszalnymi westchnieniami, byli ze sobą tak blisko, jak jeszcze nigdy wcześniej, odkrywając przed sobą wszystko, swoje ciała, swoje emocje, swoje uczucia.
Wreszcie następca tronu poczuł w sobie spełnienie mężczyzny i ten odsunął się od niego, a następnie położył się tuż obok, chwytając znowu księcia w swoje ramiona, całując jego usta, śmiejąc się lekko, tuląc go do siebie...
-Należę do ciebie...- szeptał chaotycznie, pomiędzy kolejnymi muśnięciami warg- Jestem cały twój... Cały twój, książę... Zrobię dla ciebie wszystko...
I te słowa, wyrywając umysł potomka monarchy z chwilowego otępienia, wzbudziły w nim nagle coś na kształt nadziei.
-Wszystko...?- powtórzył ledwie słyszalnie.
Immriel zatrzymał się na chwilę i spojrzał na niego z uwagą, po czym skinął głową.
-Wszystko, książę- potwierdził zdecydowanie.
-Więc zrób to.
Mężczyzna spoglądał na niego pytająco.
Następca tronu podniósł się do pozycji siedzącej i wahając się jeszcze tylko przez chwilę, rzucił wreszcie tonem niemalże pełnym ekscytacji:
-Pomóż mi zabić mojego ojca.
Usta niewolnika rozchyliły się w wyrazie zdumienia. Wydawało się, że po raz pierwszy zupełnie zabrakło mu słów. Odsunął się nieco, jakby odruchowo, a książę uśmiechnął się gorzko. Już wiedział, jaką usłyszy odpowiedź.
-Co ty mówisz, książę...?- szepnął Immriel z obawą.
-Mówiłeś, że zrobisz dla mnie wszystko...- przypomniał chłodno potomek monarchy. Ale nagle słowa mężczyzny przestały mieć jakiekolwiek znaczenie, przestały się liczyć. Nie były bardziej wartościowe od tego samego rodzaju zapewnień Amona czy kogokolwiek innego. Książę był głupcem sądząc, że ktokolwiek byłby w stanie mu pomóc. Był głupcem sądząc, że wyjątkowość Immriela cokolwiek zmieni. Był wreszcie głupcem wmawiając sobie samemu, że przy nim wszystko jest inne, omamiony jego obietnicami i pustymi słowami, pozbawionymi sensu.
-Tak, książę, zrobiłbym dla ciebie wszystko, wszystko dla twojego dobra- usiłował mu wyjaśnić Immriel, wciąż wpatrując się w niego niemalże z niedowierzaniem- Ale nie każ mi mieszać się w spory pomiędzy rządzącymi, nie każ mi dla własnych celów robić rzeczy tak okrutnych, książę, przecież...
Następca tronu podniósł się gwałtownie z łóżka. Opuścił szatę i ruszył do wyjścia, nie posyłając mężczyźnie nawet jednego spojrzenia.
-Książę!
Nie zareagował. Wyszedł z sypialni niewolnika i zatrzasnął za sobą drzwi.
I znowu został zupełnie sam.
Sam na sam ze swoimi demonami.

11 komentarzy:

  1. Anonimowy4:11 PM

    To jest piękne. Uczucia Księcia, zmieszanie Immriela, demony zastępcy tronu, również. Kocham Cię za Twój styl pisania, za każdy maleńki szczególik, który znajduje się ww wszystkich opowiadaniach.
    Jesteś moim guru, jakby powiedziała to moja przyjaciółka. xD
    Więc, pisz i nigdy nie przestawaj, bo aż żal zmarnować taki talent!

    Wszystkiego najlepszego, Spiritt.

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy6:13 PM

    To chyba najlepszy prezent świąteczny, jaki mogłam dostać.
    Nie mam słów, by określić twój wielki talent i móc ci się odwdzięczyć. Twoje opowiadania są częścią mojego życia, naprawdę. To co piszesz... jest tak bardzo nasycone emocjami, przemyślane, tak głębokie, że teraz jestem w stanie tylko siedzieć przed komputerem i ostatkiem sił powstrzymywać łzy.
    Piękny rozdział, jak zawsze zresztą.
    Pozostaje mi również życzyć ci wesołych świąt, pomyślnie zdanej matury, abyś dostała się na wymarzone studia, była szczęśliwa, wydała swoją książkę... i żeby wena nigdy cię nie opuszczała. ^^
    Pozdrawiam serdecznie,
    Deisa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Deisa - bardzo Ci dziękuję, że to napisałaś, jest mi bardzo miło z tego powodu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy6:56 PM

    Oh, rety. Emocje skaczą w górę i w dół. A ja wciąż odczuwam milusie ciepełko po przeczytaniu:)
    Notka wspaniała. Książę został idealnie ukazany- z jego obawami, zagubieniem wśród uczuć i zacieśniającą się więzią z niewolnikiem... Spodobał mi się fragment o wolności- rzeczywiście, człowiek może być na tyle wolny, na ile wolny jest jego umysł.
    Tak się złożyło, że w trakcie czytania w tle leciała u mnie piosenka ze Shreka "It is you" - tak mnie to wkręciło w klimat, że teraz siedzę i mam mętną papkę w głowie zamiast mózgu, więc mój komentarz może być trudny w odbiorze ;)

    Cannum.

    OdpowiedzUsuń
  5. Te wszystkie problemy stojące im na przeszkodzie są straszne, chociaż najpoważniejszy to ten w psychice Księcia :( Mam nadzieje, że intrygi i cały ten brud dworski nie zniszczy tego co dzieje się między nimi.

    Kohaku

    OdpowiedzUsuń
  6. Emocje Księcia przepełniają ten rozdział. Są takie, ze na własnej skórze je odczułam. Nie wiem, dlaczego on chce zabić swojego ojca, ale mam nadzieję, że Immiel znajdzie inny sposób na uwolnienie Księcia. Nie przez morderstwo.

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy6:36 PM

    Nie umiem powiedzieć, jaką radość sprawia mi czytanie Twoich tekstów i to, że piszesz. To jak piszesz. Cały ten komentarz to po prostu masa nienazwanych myśli, wywołanych emocjami. Szacunek.

    Kres

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy6:56 PM

    Mwahahaha :D Pierwszy raz mam się do czego przyczepić.

    '-Szybko, książę...?- wargi Amona wykrzywiły się znowu w uśmiechopodobnym grymasie.
    Następca tronu opanował się bardzo szybko'

    No ok, w zasadzie to nawet nie jest błąd... Ale liczy się ! xD

    Po prostu perfekcyjnie. ;)

    Ktoś

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeczytałam wszystkie twoje opowiadania, one-shoty łącznie z every me yaoi. I teraz zostały mi dwie rzeczy...błagać Cię na kolanach o kontynuację i szczerze przeprosić za opóźniony komentarz. Postać księża w pewien sposób jest odzwierciedleniem mnie. Jestem ciekawa dalszych losów. Zwłaszcza po końcówce owego odcinka. Możliwe, że nie uwierzysz ale codziennie czytam na nowo twoje literackie opowiadania. A do szkoły wstaję na 6 i wiele dni przybliżało mnie do wyglądu zombie. Nie mam zamiaru się podlizywać jedynie uświadomić, iż twój styl pisania jest niesamowoty jak i pomysły, których Ci zazdroszczę. Masz niepowtarzalny talent. Tylko przez Twoje twórczości potrafiłam uronić łzy. Błaaaagam o dalsze poczynania bohaterów, bo dłużej nie pociągne. Chyba nie chcesz mnie mieć na sumieniu? A i przepraszam za jakiekolwiek błędy - piszę z telefonu. Czy to będzie dziwne, iż wyznam, że Cię kocham? Hah. Mam nadzieję, że nie. No więc kocham Cię bo Twoje opowiadania dużo wniosły do mego życia. Od dziś jestem stałym bywalcą i obsesyjnym przyjacielem Twojej weny. Idę czytać dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewniam cię, że będę kontynuowała :) Prawdopodobnie "Książę" ukaże się po kolejnym odcinku "Chaosu", taki przynajmniej mam plan, więc mam nadzieję, że wkrótce doczekasz się kolejnej części.

      Usuń
  10. Anonimowy10:30 PM

    Bardzo interesująca historia. Podobnie jak pozostałe. Naprawdę przyjemnie się czyta.
    Książę przypomina mi zagubionego chłopca. Nienawidzę jego ojca jeśli ten zrobił to, o co go podejrzewam, że popełnił. Musiał bardzo skrzywdzić syna tymi swoimi "zabawami".
    Niewolnik jest przesłodki i przedobry. Mógłby zostać świętym. Ewentualnie bożyszczem nastolatek (albo nastolatków).
    Mam nadzieję, że przewidujesz jakiś happy end. Chłopakowi się należy. Po za tym to bajka (co prawda dla dużych dzieci, ale zawsze;)), a bajki muszą się dobrze kończyć.
    Pozdrawiam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń